Tablice motywacyjne dla dzieci – czy naprawdę działają?

Pamiętam, jak po raz pierwszy powiesiłam w kuchni kolorową planszę z okienkami na naklejki. Miałam wątpliwości, czy to nie kolejny gadżet, który po tygodniu wyląduje w szufladzie. Dziś widzę, że coś w tym jednak jest. Tablice motywacyjne dla dzieci potrafią zdziałać więcej, niż się spodziewałam, o ile używa się ich z głową.

Jak to właściwie działa?

Zasada jest prosta. Dziecko wykonuje umówione zadanie i dostaje za to znaczek. Naklejki, buźki, pieczątki albo punkty – forma zależy od planszy. Po uzbieraniu odpowiedniej ilości czeka nagroda. Zbieranie punktów samo w sobie staje się dla malucha frajdą, a przy okazji porządkuje dzień.

U nas na tablicy wylądowały codzienne drobiazgi, z którymi wcześniej bywało różnie. Mycie zębów rano i wieczorem, odrabianie lekcji bez marudzenia, sprzątanie zabawek, dobre zachowanie wobec młodszego brata. Za każde odhaczone pole ląduje naklejka, a widok zapełniającej się planszy zachęca dziecko do działania.

Warto wiedzieć, że tablice motywacyjne bywają też pomocą przy konkretnych zaleceniach. Przykładem są tablice motywacyjne dla dzieci noszących plaster na oko przy leczeniu wady wzroku. Magnetyczna plansza z morską przygodą zamienia niełatwe zasłanianie oka w zabawę, a dziecko przesuwa pirata po planszy i śledzi postępy.

Motywacja zewnętrzna czy wewnętrzna?

Tu pojawia się pytanie, które sama sobie zadawałam. Czy nagradzanie dziecka za wszystko nie sprawi, że będzie działać wyłącznie dla nagrody? To realna obawa. Nagrody i drobne upominki to motywacja zewnętrzna, a docelowo zależy nam na motywacji wewnętrznej swojego dziecka, która zostanie z nim w dorosłym życiu.

Z doświadczenia widzę, że tablica nie stoi temu na przeszkodzie. Wręcz przeciwnie. Na początku dziecko pracuje dla naklejki, ale z czasem samo dostrzega, że umyte zęby czy odrobione lekcje po prostu dają dobre samopoczucie. System nagradzania schodzi na drugi plan. Dobrze też, gdy nagrodą bywa nie przedmiot, lecz wspólny dodatkowy czas: gra planszowa, wyjście na plac zabaw, dłuższa bajka.

CZYTAJ  Wsparcie finansowe dla dziecka z autyzmem: co przysługuje?

Kilka rzeczy, które u nas się sprawdziły

Po pierwsze, zadania dostosowane do możliwości dziecka. Dla starszych dzieci ambitniejsze, dla młodszych proste, żeby dało się je realnie osiągnąć. Zbyt trudne cele tylko zniechęcają.

Po drugie, konsekwencja. Jeśli obiecuję nagrodę, musi być. Dziecko szybko wychwytuje, kiedy zasady są naciągane. Tłumaczę więc jasno, co i za ile, a potem tego pilnuję.

Po trzecie, rozmowa. Kiedy widzę, że przez kilka dni coś nie idzie, nie robię awantury. Pytam, z czym jest problem, i wspólnie szukamy rozwiązania. Traktuję to jak naukę współpracy, a nie tresurę.

Czy warto?

Moim zdaniem tak, choć bez cudów. Tablica motywacyjna to narzędzie, nie magiczna różdżka. Nie zastąpi rozmowy, uwagi ani konsekwencji, ale potrafi je świetnie wspierać. U nas pomogła oswoić codzienne obowiązki i zamieniła poranne spięcia w coś na kształt zabawy. A jeśli przy okazji uczy dziecko, że po włożonym wysiłku przychodzą sukcesy, to chyba dokładnie o to chodzi.

Artykuł sponsorowany

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa plików cookie, aby poprawić Twoje doświadczenia przeglądania i zapewnić prawidłowe funkcjonowanie strony. Korzystając dalej z tej strony, potwierdzasz i akceptujesz używanie plików cookie.

Akceptuj wszystkie Akceptuj tylko wymagane