Wściekłe matki istnieją!

Widzimy je dosłownie wszędzie. Na ulicy, w autobusie, tramwaju, w parku, w Sali Zabaw, na basenie. Wszędzie tam gdzie są dzieci są i Wściekłe Matki. Problem jest tylko jeden: Wściekłe Matki to temat tabu, bo do wściekłości przyznać się nie można, z kolei wszyscy, są w stanie określić kompetencje Wściekłej Matki przez pryzmat jednej sytuacji, trwającej niekiedy ułamek sekundy. Wiemy już, że niezależnie od tego co ona robić będzie i tak jest skreślona i wywalona poza margines. Bo się drze, bo (zgrozo!) przeklina, bo ma czelność być wściekła. Dzisiaj obalamy mit i mówimy wprost: Tak, Wściekłe Matki istnieją. Od zawsze.

Ale mnie wkurza ten dzieciak!” – wrzeszczy Wściekła Matka do telefonu swojej psiapsióły, z dala od dziecka, które właśnie rozlało po raz dziesiąty sok, na biały dywan w salonie, który dawno przestał wyglądać jak salon – “Proszę, przyjdź do mnie, bo będą o nas mówić w teFaŁenie“.

“Kurwa! Ja mam dość macierzyństwa! Na cholerę mi to było!!!” – Wściekła Matka po raz kolejny daje upust swojej złości – “Ile będzie się tak darł?! Zamknie się wreszcie czy nie?!”.

Upss …

Zdradzę Wam sekret o którym nigdzie pewnie nie przeczytacie, bo to prawie jak zbiór Ksiąg Zakazanych. My kobiety jesteśmy tylko (albo aż) ludźmi. Mamy konkretny program wgrany w dniu narodzin dziecka, ale mamy prawo być zmęczone, sfrustrowane, głodne, wkurzone, złe. I mamy prawo czasem pizgać złem.

Kiedy wchodziła na rynek książka “Macierzyństwo bez lukru” rozpoczęła się zbiorowa panika, bo jakże to można narzekać? To jednak nie jest tak, że dziecko robi tęczową kupkę?

– Po wydaniu pierwszej edycji „Macierzyństwa bez lukru” w internecie wybuchła awantura – opowiada Dorota. – Internauci mieszali nas z błotem mówiąc, że nie mamy prawa narzekać, tylko powinnyśmy cieszyć się, że przynajmniej mamy dzieci, na które czeka tyle bezpłodnych par. Nazywano nas frustratkami, feministkami i marudzącymi babami, które nie mają co robić, tylko jęczą. Pisano, że nasz matki miały trzy razy gorzej, więc jakim prawem się odzywamy. I inne tego typu. Większość krzykaczy nie miała nawet w ręku naszej książki, oburzali się dla zasady. W końcu macierzyństwo w Polsce to świętość – dodaje Dorota.

źródło – ” Na temat 

Oczywiście największymi ekspertami od wychowywania dzieci są osoby bezdzietne, ale zaraz za nimi w tym samym szeregu stoją matki niemowląt. Niemowlęta przecież nic nie robią poza spaniem, jedzeniem, ewentualnie ząbkowaniem i kolkowaniem. Jedyny dyskomfort to brak snu i przebierania nadprogramowych ilości pieluch. Ale one i tak są w stanie stwierdzić jak świetnie uda im się wychowywać kilkulatka a wreszcie i nastolatka. Bo przecież one nigdy nie dopuszczą do sytuacji, by dziecko niepełnoletnie wróciło pijane do domu. Grunt to plan, że się po drodze rozpierdzieli, to już inna bajka.

Wyobraźcie sobie, że ja też taka byłam. Jak można zrobić to i tamto i doprowadzić do tego. A w ogóle to widząc na ulicy kobietę w takiej sytuacji i jeszcze w dziesięciu innych, byłam w stanie napisać doktorat na temat działań przemocy domowej, które z pewnością stosuje w zaciszu czterech ścian.No przecież na bank! Ja to wiem. Skąd? Bo widziałam dosłownie ułamek jakiejś sytuacji. Nie zastanawiało mnie dlaczego, po co i na co, ani jaki był tego początek i finał. Efekciarsko przecież zwróciłam uwagę na to co robiła własnie TA matka (o ojcach za moment) w TYM momencie. A to mi dało pewien obraz.

W pewnym momencie ktoś mądrzejszy ode mnie, powiedział, że jakby tak nagrać każdą z nas, jakąś miniaturową kamerką, a następnie wyrwać konkretną sytuacją i puścić w świat, każda z nas zostałaby naznaczona jak Wściekła Matka. Wystarczy chwila zwątpienia, chwila frustracji, rozdarcia, zmęczenia. Czegoś tak naturalnego, by stanąć w tym samym szeregu, który aktualnie jest nam obcy i który krytykujemy.

Wcale nie twierdzę, że powinno się dziecko bić, zamykać w ciemnej łazience (tak, takie sytuacje się też dzieją w ramach kar) i wychodzić z założenia, że dzieci wychowujemy poprzez fizyczne urazy. Przejdźmy jednak do tych psychicznych. Ja Was proszę, wskażcie mi matkę i ojca, którzy chociaż nie wydarli się na dziecko (niemowlęta zostawmy na bok …). Wiecie co mnie zdziwiło w macierzyństwie? To, że taki Mały Gad jest w stanie doprowadzić mnie do furii dosłownie w ułamku sekund. Jest lepszy niż mój PMS. Oczywiście jestem dorosła, emocjonalnie dojrzalsza, ale też mam swoje granice, które przekroczone prowadzą do rozładowania. A, że czasem rozładowujemy to krzykiem, to trudno. No bywa. Rozmawianie o emocjach powinno działać dwutorowo. Fajnie rozmawiać o emocjach dzieci, ale fajnie mu pokazać, że rodzice też takowe posiadają.

Dwa słowa “zamknij się” to nie jest przemoc. Żadna. Ani przekleństwo. Zwrotu “zamknij się” używasz zapewne często. “Zamknij te drzwi“, “zamknij szafkę“. Dlaczego do kogoś nie wolno mówić “zamknij się“?

Ba! Słyszałam kiedyś jak pewna matka, która pozostanie anonimowa, powiedziała do swojego – notabene – nastoletniego syna: “No weź już zamknij tę mordę ...”. Wiecie co mnie najbardziej zdziwiło? Nie zwrot, a to, że można te słowa wymówić w takim tonie, z takim uczuciem i emocjami, że brzmi to prawie jak “Kocham Cię“.

 Ja wiem, że część czytających właśnie się zagotowała, para z uszu wyleciała. I w ogóle to wiecie, Wam się wydaje, że dzięki paru poradnikom staliście się niezawodni. Ja też tak myślałam. Szło mi nawet całkiem nieźle, potem wyluzowałam. Bo nie napiszę Wam patentu na super-hiper wychowywanie, bo go nie znam. Ba! wychowując 6latka mam czasem wrażenie, że wychowuję minę, która w rytm mojego bujania i zachowania może wybuchnąć. A ja razem z nią. Ze wszystkich stron zawalają moje oczy poradnikowe strony/portale/blogi o dzieciach tak grzecznych, ułożonych i rodzicach tak idealnych, że jedyne co mi przychodzi na myśl to tęczowy jednorożec na środku tęczy.

Idealny rodzic ma jedną wadę. Po prostu nie istnieje. Możesz wierzyć w to wszystko i w te wszystkie patenty i w te wszystkie oblane miłością historię, pełne uwielbienia, braku złości, zmęczenia. Ja też w nie wierzyłam. I milion razy dziennie zastanawiałam się, “Co ze mną jest nie tak“, dopóki ze swoich kryjówek, po cichu nie zaczęły wychodzić matki, również “nie teges” co ja, które któregoś dnia uzmysłowiły mi, że my wszystkie – jedna po drugiej, mamy gorszy dzień, w którym jedyne na co ma się ochotę to zagrzebać pod koc, bez macierzyńskich obowiązków.

Wiecie skąd się biorą matki-frustratki? To jest to całe pokolenie wychowane na innych warunkach niż to obecne. Nikt im nie powiedział jak wychowywać dzieci z XXI wieku. One tylko dostały instrukcje o zakazach. Czego im nie wolno. Kiedy ktoś wrzuca temat co i widział, kogo widział i w jakich konkretnych miejscach i zdarzeniach, nie ma alternatyw dla tych kobiet i wielu innych, które czytajac to mogą się utożsamić z daną historią. Będą się wstydzić, może szukać pomocy, a może po prostu oleją. Ale jeżeli do wszystkich tych anegdotek, przyuważonych i zasłyszanych ktoś by dodał: “Słucha Staraj! Zrób tak i tak i jeszcze tak. A najlepszy patent na uspokojenie to tamto i tamto” byłoby trochę inaczej prawda?

Przejdźmy do ojców. Statystycznie i bez gadania, oni też mają za uszami swoje. Chociaż przyznaję, że ja nigdy nie słyszałam jeszcze, żeby PT krzyczał, ale on ma charakterystyczny ton mówienia, więc to pewnie dlatego. Ale ojcowie są … w lepszej sytuacji. Bo właściwie to cała rzesza bab na innych grupach dla bab nie ocenia ich kompetencji w taki sposób, w jaki robi się to z matkami. Fakt, oni też są, oni też muszą wykazać się sprytem, wychowywaniem, ale nie są pod taką lupą społecznego linczu, jak matki. Matki mają pełnić rolę nad-ludzką, bo są matkami. O i już.

Rzecz ma się tak, że Wściekłe Matki powinny przez moment się zastanowić nad swoją wściekłość, a społeczeństwo Idealnych Matek (jeżu kolczasty!), zainteresować się swoim odbiciem w lustrze. Ano i być może, całkiem może wyciągnąć pomocną dłoń, skoro wydaje Wam się, że robicie to lepiej. A i tak – cóż tu kryć – od oceniania naszych kompetencji zawsze będzie dziecko …

KOMENTARZE (7)

  • Reni
    Gru 18, 2015., 09:44 • Odpowiedz

    Jestem taka wsciekla matka bo moj starszy dziec w sekunde potrafi doprowadzic mnie do szalu. I tak wiele razy dziennie codziennie. Noe zawsze udaje mi sie zapanowac nad soba ale staram sie. Dziekuje Ci za ten tekst

  • madziara
    Gru 18, 2015., 10:17 • Odpowiedz

    Im dłużej czytam twojego bloga tym bardziej cie ubostwiam. W koncu ktos napisal prawde jak to jest z nami matkami. Kiedys bedac w sklepie moje dwie cory byly strasznie nie grzeczne i zwracalam im co chwile uwage, na to jakas mila pani stwierdzila, ze molestuje psychicznie dzieci. Wytlumaczylam jej ze po pierwsze mam bardzo doniosly glos, a po drugie one zawsze maja swoje za uszami i to nie pierwsza taka sytuacja, ale pani nie zrozumiala. Grozila mi, ze zabiora mi za to dzieci. I zrozum tu ten chory swiat

  • K@ha
    Gru 18, 2015., 10:23 • Odpowiedz

    Zgadzam sie w 200% ....Najgorsze jest bycie "matką idealną " na pokaz ...dla ludzi dla społeczeństwa.....

  • Nati
    Gru 18, 2015., 10:55 • Odpowiedz

    Super tekst. Jestem mama 2 latka. Maly ma takie chwile ze mam wrazenie ze nie jest soba. Wysiadam powoli i modle sie zeby mu szybko przeszla ta wiksa bo naprawde nie chce krzyczec na niego xd

  • Kamil Kamilowski
    Gru 18, 2015., 16:11 • Odpowiedz

    Nie wiem czy mogę się w tym temacie odzywać: 1. ojciec nie matka 2. dziecko ma tylko 2 latka 3. ojciec nie matka... Ale zaryzykujem:) Nie zgadzam się z Tobą w pewnej części Twoich rozmyślań. A mianowicie kłuje mnie w oko, bardzo kłuje, że w słowach "zamknij tę mordę" można wyczuć "kocham". Moja wyobraźnia jest zbyt tępa na ten fakt:) Te słowa moim zdaniem są już przekroczeniem pewnej granicy. I teraz, nie twierdzę, że jeżeli ktoś w nerwach tak powie to należy mu odebrać smarka, a o jego osobie powinni zrobić reportaż u Jaworowicz. Nie nie. Zdarza się, nawet najlepszym. Przeszkadza mi jednak usprawiedliwianie tego zwrotu. Jako rodzice powinniśmy starać się być lepsiejsi. I jak najbardziej można o tym pisać, że tak czasami bywa w naszym ciężkim żywocie.. ale bez usprawiedliwiania. Takie me odczucie. Sam chciałbym być idealny, a co tam. Jak szaleć to szaleć. Pod naszymi nogami jest tyle kłód, że ciężko je zliczyć, a czasami nasze dzieci dla frajdy je tam rzucają, ale to nie znaczy, że powinniśmy pewne formy akceptować jak np. negatywne formy wyrazu wobec naszych najwspanialszych i najukochańszych dzieciątek;). Na mnie moja mamuśka nie krzyczała, a tym bardziej nie kazała mi zamknąć ryja:) Pewnie, gdyby pisała bloga, jak ja teraz, to uznałabyś ją może za matkę idealną, ale ona naprawdę jest spoko:) A bycie Wściekła Matką ma swoje plusy. Nikt Ci nie podskoczy:) PSt. Nie atakuję, tylko wyrażam opinię, bo bardzo lubię Ciebie czytać:)

    • Noemi Skotarczak
      Gru 19, 2015., 08:49 • Odpowiedz

      Zwrot był skierowany do nastolatka. ;) Był on powiedziany z takim jajem, że sama byłam w szoku. Ale myślę, że to kwestia usłyszenia, a nie kwestia przeczytania w grobowych emocjach tego zwrotu. Są rodzice, którzy są oazą spokoju. Jan ma takiego tatę. Nigdy nie słyszałam by krzyknął, ale jednak rozmawiając z różnymi matkami, każda po ciuchy się przyznaję, że czasem ... drze mordę. :) Tak naturalnie.

  • Aneta
    Lip 31, 2016., 20:07 • Odpowiedz

    Noemi, dziękuję. Dzisiaj bardzo Ci dziękuję za ten tekst. Jak nic tego mi było potrzeba. Dzisiaj ... Nie jestem idealna mamą i nie wiem czy takowe istnieją, jeżeli tak to super. Ja miewam gorsze dni, tak samo jak moje dzieci bywają bardziej nieznośne, nie ma co się oszukiwać aniołami nie są. Zdarza mi się podnieść głos i mieć po prostu dosyć... i dzisiaj dziękuję mojej mamie bo stanęła na wysokości zadania, kiedy ja miałam dość ona ogarnęła dzieciarnię, bez słowa komentarza z pełnym zrozumieniem. Uśmiecham się teraz bo Gośka moja córka tak dobrze mnie zna, że doskonale wie kiedy przegina i wtedy staje z tą swoją poważną miną i mówi : "dobra, już dobra koniec bo zaraz wpadniesz w tą swoją nerwicę " u jak by nigdy nic idzie do swoich zajęć zostawiając mnie rozbrojoną.

ZOSTAW KOMENTARZ

loading
×