Chroń głowę dziecka.

 

 

Z pewnym podziwem [a może bardziej strachem] przyglądam się moim blogowym-koleżankom, które nie zakładają dzieciom kasków. W różnych sytuacjach: jazda na rowerze, hulajnodze, rolkach czy nawet – deskorolce.

Wiele rzeczy mogę tłumaczyć brakiem funduszy [tak też często tłumaczę rodziców, którzy wybierają tańsze modele fotelików samochodowy – chociaż są i tacy, którzy pchają jednocześnie dziecko we wózku za 1,5 tysiaka, ale mają pewne opory przed kupnem fotelika za połowę z tego]. Ale cena kasku jest tak niska, że nie sądzę by ktokolwiek mógł się tłumaczyć brakiem pieniędzy. Brakuje nam po prostu wyobraźni. I tylko tyle, albo aż tyle.

Jaś miał 2,5 roku, kiedy dostał rowerek biegowy. Razem z nim kask. Pierwsze próby jazdy na rowerku [po domu] były bez kasku. Potem zabieraliśmy kask już właściwie wszędzie. Przypominam sobie tylko jedną sytuację, kiedy kasku nie zapakowaliśmy. Zapomnieliśmy.

Były osoby, które bardzo ochoczo próbowały mnie przekonać, że ten kask na głowie nie jest potrzebny. Jako argument podawali mi swoją osobę i to całe pokolenie wychowane bez ochraniaczy. Ale jakoś za mną ten argument nie przemawiał. Głównie dlatego, że tu chodzi o zdrowie [a nawet życie] mojego dziecka. Więc skoro mogę, to po prostu w to inwestuję.

Miał niecałe 3latka, kiedy bardzo niefortunnie przewrócił się na rowerku. To nie była szybka, czy niebezpieczna jazda. Nie było w tej jeździ nic niebezpiecznego. Był tylko przypadek. I ten przypadek stał się dla mnie głównym argumentem w stosowaniu kasku. Ponieważ upadek Jasia zakończył się uderzeniem głową o krawężnik, można sobie tylko wyobrazić scenariusze. Pierwszym z nich mogłoby być wstrząśnienie mózgu. Kolejne, mogłyby się zapowiadać równie źle.

Ale moje dziecko miało kask. Nawet nie zapłakał. Ja – z przerażeniem uzmysłowiłam sobie co się stało. I wcale nie było mi z tym lżej.

Tu nie chodzi tylko o kask. Chodzi o parę innych rzeczy, w końcu – to my, rodzice jesteśmy odpowiedzialni za bezpieczeństwo naszych dzieci. Gotowanie na palnikach z tyłu, zabezpieczenie drzwi, schodów, czy kontaktów. A gdzieś tam kask i parę innych drobiazgów jak kamizelka ratunkowa, dla dzieci bawiących się na pomostach [tak, taką kamizelkę też mamy, bo wujek Jasia ma działkę nad jeziorem – o ile z jednej strony jest bardzo płytko, tak z drugiej już niekoniecznie].

Jesteśmy takim pokoleniem rodziców, który niesamowicie mnie fascynuje. Z jednej strony jesteśmy w stanie wymienić bilion firm dla dzieci, wykłócać się o atesty na zabawkach, ale jak przychodzi kwestia kasków, twierdzimy, że to niepotrzebne, wszak to tylko kawałek plastiku, dziecko nie chce kasku, albo ma czapkę z pomponem.

Przychodzi jesień, a potem zima i dzieci na rowerkach nadal są bardzo często widoczne. Problem w tym, że jest czapka i rodzic nie bierze pod uwagę, że zakładając odpowiednią czapkę, można na nią założyć kask – jednocześnie chroniąc i dziecka głowę przed upadkiem i przed zimnem. Może to kwestia priorytetów, może braku wiedzy? Nie wiem. Jestem matką od kasków i dla mnie całkowicie logiczne jest, że po prostu ten kask zakładamy.

Jeżeli widzę kolejne dziecko bez kasku [tu w necie] i tu, w Śremie, na ulicy, to na chwilę próbuję rozwikłać ten fenomen, bo co to [kurka wodna!] za problem ten kask kupić hęęę?

Są dzieci, które kasków się boją, ale to tak jak z fotelikami, jak Ci dziecko płacze, że pasów nie zapnie, to nie zapinasz?

Po co dziecku ten kask?

Urazy głowy w przypadku wypadków rowerowych są najczęstsze. I uwaga – jazda w kasku – zmniejsza ryzyko urazów głowy aż o … 85%. 

Poza tym dziecko od małego ma wtapiane pewne zasady bezpieczeństwa. Uważam również, że nieodłącznym elementem są również ochraniacze na nadgarstki w przypadku [rolek, łyżew czy deskorolki – koszt niewielki bo ok. 30 zł].

Kask na głowę?

Obowiązkowo.

 

A Ty? Dlaczego nie zakładasz go dziecku?

 

 

 

 

 

CATEGORY: RODZICIELSTWO

Noemi Pawlak

Od 3 lat blogerka, od prawie 7 lat mama. Aktualnie w dwupaku. Zwolenniczka szczepień, spania z dzieckiem, BLW i wychowywania bez klapsów, oraz szerokopojętego rozpieszczania. Nie powie Ci jak wychowywać, ale byłaby świetną autorką do napisania bezradnika dla rodziców.

Comments (13)

Jakoś wcześniej nie zwracałam na to aż tak wielkiej uwagi tzn dzieciaki miały kaski , do jazdy na rolkach zakladalismy , zas na rower nie niewiem dlaczego szczerze powiedziawszy, ale odkad pojawil sie u nas skatepark pilnuje tego ze maja miec kaski i ochraniacze, na poczatku nie jedno dziecko palamalo tu ręce, ale widok chłopca który uderzył glowa o betonowa powierzchnie i jego wielki guz na głowie ,zdecydował o tym ze bez kaskow , ochraniaczy nie ruszaja sie moje dzieci juz nigdzie.

Dla mnie nie założenie kasku na rower, hulajnogę, a dodatkowo ochraniaczy na nadgarski, kolana i łokcie na rolki to po prostu głupota.
Ale sam kask to nie wszystko! Trzeba poświęcić chwilę i założyć kask odpowiednio. Musi być przede wszystkim w dobrym rozmiarze, odpowiednio wyregulowany i do tego dobrze nałożony. Wiele dzieci jeździ w kasku, który jest za mały albo paski wiszą swobodnie na wysokości szyi. W razie wypadku źle założony kask za bardzo się nie przyda 🙁

Kask zakładam córce mimo że ja i na rowerze i na łyżwach i na rolkach nauczyłam się jeździć i jeżdżę do tej pory bez. A jeśli chodzi i ochraniacze na łokcie czy kolana to nie. I to nie to że mnie nie stać, bo stać ale po prostu nie uważam że są aż tak konieczne. Już mam jedna koleżankę która kupiła rocznemu synkowi kask do nauki chodzenia . . . sorki ale nie popadajmy w paranoje. Moja 2 dzieci nauczyła się chodzić bez kasku i ma się okej tak jak ja, mój mąż i rodzeństwo i . . . .i . . . Pozdrawiam.

Na kolana i łokcie rzadko zakładam ochraniacze. Ale na nadgarstki obowiązkowo jak idzie na deskorolkę do skate parku, czy na rolki. 😉 Bo wtedy ma milion upadków.

Sama nie mam dziecka, ale mój narzeczony miał w grudniu wypadek motocyklowy. Nie z jego winy, nie jechał szybko, a jednak jedyne i AŻ co ucierpiało, to mózg. Półtora miesiąca śpiączki farmakologicznej, potem naturalnej, wybudził się, ale przed nami długa droga i żmudna rehabilitacja. Nie chcę nawet myśleć o tym, co by było, gdyby tego kasku nie miał albo miał gorszy. Tak, wiem, można powiedzieć- motocyklista POWINIEN mieć kask. Jasne, ale uważam, że dziecko tym bardziej. Nigdy nie wiadomo co może się zdarzyć, tym bardziej, nie z naszej winy czy z dziecka.

Niestety czasami wystarczą sekundy, tak jak u nas. Jaś bardzo niefortunnie się przewrócił i wcale szybko nie jechał. Uderzył się jednak głową o krawężnik. Kask uchronił go przed konsekwencjami.

Mądrze Matko Prezesa prawisz. Nie zawsze się z Tobą zgadzam, ale tutaj w 100 procentach masz rację. Nikomu nie życzę tego, co ja przeszłam, a nie wyobrażam sobie nawet co czuje w takiej sytuacji matka…

ZAWSZE zakladam dzieciom kask na rowerek, deskorolke, wrotki, lyzwy… mieszkam w kraju, gdzie nawet dorosli nie wstydza sie tego i maja kaski jezdzac rowerami, kocham moje dzieci i nie zamierzam ryzykowac ich zdrowia czy zycia, czy to fotelik do auta czy kask na bezpieczenstwie moich dzieci nie oszczedzam szkoda, ze wpolsce jeszcze tylu malo przewidujacych rodzicow jest…, szkoda dzieci

Kaski powinnt byc sprzedawane w pakieciez rowerkami hulajnogami i deskorolkami. Niech beda te sprzety drozsze alez kaskami! Moze tak uchroniloby sie niektore dzieci przed zlymi konsekwencjami. Chociaz to rodzice powinni byc odpowiedzialni Skoro zalezy im na dziecku niech ten kask zaloza bo to tylko dla jego dobra. Gadanie ci ma byc to i tak bedzie czy bedzie mial kask czy nie..nic nam nie pomoze…a zalozenie kasku owszem! Ja tez jestem wielka zwolenniczka kasku..baaa uwazam to za obowiazek! Dla mnie nie ma innej opcji. Chlopcy wiedza ze bez kasku na rower nie wolno wsiadac!

Zapominam o kasku, bo syn jeździ już dobrze na rowerze, a córka bardzo wolno na biegówce. Niemniej jednak pierwszą rzeczą jaką nauczyłam dziecko to jak bezpiecznie wchodzić i schodzić z roweru oraz jak upadać. Równowagę załapał już sam, pedałowanie też. Początkowo rzeczywiście nosił często kask, ale teraz bardziej boję się, że jest niewidoczny (i każę zakładać kamizelkę odblaskową) niż że sam w coś wjedzie i rozbije głowę.

Ja również nauczyłam dziecko bezpiecznie schodzić i bezpiecznie upadać. Ale nie zawsze dziecko jest w stanie upaść tak by nie zrobić sobie krzywdy. To są ułamki sekund. Piszę to na własnym przykładzie i Jasińskiego upadku.

hmmm ciekawe…
“jeździ już dobrze na rowerze, a córka bardzo wolno na biegówce”. Ja mam nadzieję, że wiesz, że to żaden argument. Bo przecież nikt z nas celowo nie łupie głową o krawężnik/chodnik/drzewo. Chodzi tutaj o los, przypadek, podmuch wiatru. Mój znajomy rozbił sobie kość ogonową schodząc z roweru. Przecież to dorosły człowiek, a co? Akurat nic by go od tego nie uchroniło, ale przecież to właśnie o przypadku mowa…

I jeszcze jedno – trzeba wziąć pod uwagę, że oprócz naszych dzieci na swoich pojazdach jest jeszcze reszta świata. Niekoniecznie ostrożna.

Kiedyś oberwałam w twarz kijem “bejsbolowym” na lekcji WF. Czysty przypadek, bo stałam zbyt blisko koleżanki, która odbijała piłkę. Jednak gdyby SZKOŁA/NAUCZYCIELKA pomyślała, może dzisiaj nie miałabym blizn na twarzy i martwych zębów. Gdybym oberwała tą siłą w skroń – dziś by mnie pewnie już nie było, a dzieci nadal grają w “palanta” bez kasków…

Czasami mam wrażenie, że niektórzy ludzie swojej wyobraźni używają tylko do wymyślania głupot. Luby ostatnio mijał kobietę, która na zakręcie, wąską drogą jechała na rolkach przed sobą pchając wózek w małym dzieckiem. Wystarczyło, żeby z naprzeciwka coś jechało i doszłoby do tragedii…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Copyrights