Nie zaglądaj mi do portfela!

Ponoć – pieniądze szczęścia nie dadzą – choć ja osobiście uważam, że takowe zdanie wypowiedział tylko i wyłącznie jakiś bliżej niezidentyfikowany milioner, który miał wszystko co chciał i nie mógł mieć już więcej.
Moim zdaniem pieniądze nie tylko dają szczęście, ale dają również poczucie bezpieczeństwa.
Bez pieniędzy nie ma egzystencji, bez pieniędzy nie ma nic. Bo wszystko kosztuje.

A co wtedy, kiedy na świat przychodzi dziecko?

Pierwsze szczepienia po wyjściu Prezesa ze szpitala.
– A może by tak państwo chcieli szczepionkę skojarzoną? Jest lepsza od tej standardowej. Tyle, że trzeba za nią płacić.
– Okej. A ile kosztuje?
– 120 zł.
– Eeee…
Wróciłam do domu i googluje. Edukuje się. Rzeczywiście chyba lepsza. Ale 120zł?!
No dobra. Szczepimy. Konsultacja z lekarzem. Lepsza ta szczepionka? No lepsza.
– I jeszcze trzeba na pneumokoki dziecko zaszczepić wiedzą państwo o tym?
– Tak.
– Ta szczepionka jest nieco droższa …
– Nieco, czyli ile?
– 320 zł.
Milknę.
– I tych dawek – ciągnie Pani doktor – musimy dać trzy.
Kalkuluje.
Jezuuu! Tysiąc złotych?!
Ale przez przypadek, zupełny przypadek! – dowiedziałam się, że nam się należą pneumokoki bezpłatnie. I w ten sposób zaoszczędziliśmy 1000 zł.

Prezes rósł jak na drożdżach, a ubranka zaczęły być za małe. Trzeba było kupować nowe.
W pepco za 7 zł można było dostać body, a za 12 zł pajace. Jakość oczywiście nie powalała na kolana, obrazki schodziły, ale kto tam ogląda moje dziecko śpiące w łóżeczku z połową dinozaura?
Kupowałam też i droższe pajace.

Było też mleko i pieluchy – gdzie to drugie praktykowaliśmy ponad 3 lata.
Ponieważ użytkowaliśmy pieluchy Pampers (pod koniec pieluchowania Tata stwierdził, że pierworodnemu będzie kupował DADA z Biedronki majac nadzieję, że syn prędzej się odpieluchuje) podliczyłam sobie, że przez 3 lata na same pieluchy wydaliśmy ok… 8 tysięcy złotych.

Nie podliczałam sobie już nic wiecej przekonana,że ja jednak nie chcę wiedzieć nic więcej.

Nie gotowałam osobnych obiadków, nie robiłam deserków, ani kompotów, czy soczków (nie mam blendera, a robot kuchenny nigdy nie był używany) ponieważ powątpiewałam (a i słusznie!) w swój geniusz kulinarny.
Ponieważ półki sklepowe uginały się od różności po prostu miałam wszystko gotowe i nie musiałam babrać w zupkach i papkach i menu powieszonym na lodówce – choć tablice żywieniowe znam na pamięć.
Paradoksalnie wmawiano mi, że to drogie, niezdrowe i w pełni pokazujące moje lenistwo.
A ponieważ podliczyłam sobie koszty dobrego jedzenia, z przeliczeniem na ilość zjadanego pokarmu przez Prezesa nawet co nieco oszczędziłam. Dziwne c’nie?

Prezes nie jeździł w wózku za 5 tysięcy, nie miał mebelków Baggi w pokoju, nie kąpałam go w wanience za 300 zł, ani nie ubierałam go w ubranka z DiorBaby.
W jego pokoju nie było samych zabawek z fisher price, bo wszystkie były robione na jedno kopyto – zwłaszcza te grające niczym się od siebie nie różniące.
Prezes nie miał bujaczka (bo miał mamine ręce), ani niani elektronicznej (bo w sumie na co to komu w dwupokojowym mieszkaniu?).

Ale Prezes jest szczęśliwy.

Gdyby Prezes jeździł w wózku za 5 tysięcy, miał mebelki Baggi w pokoju, kąpałabym go w waniece za 300 zł i ubierałabym go w ubranka z Dior Baby.
W jego pokoju byłyby same zabawki z fisher price.
Prezes miałby bujaczek i nianię elektroniczną.

Też byłby szcześliwy.

Wprawdzie w są miłość dziecka nie ubierzesz i miłością nie nakarmisz – ale tak samo nie dasz dziecku miłości pieniędzmi.

Wolnoć Tomku w swoim domku rzeknę nawet! – kupujcie co chcecie, jak chcecie i za ile chcecie.
Bo to Wasze pieniądze!

A jeżeli ktoś życzliwy przyjdzie, skomentuje (cytat jest autentyczny)…

 Szanowna pani Emilio czytając pani post doznałam szoku.Jak trza miec niepokoleji w głowie żeby na dziecku tak oszczędzac cytuje ,, łóżeczko,wózek,niania, niezbędne gadzety,, no brawo dla pani niania- gadzet super nic dodac nic ując w ciążę zajśc się chciało a teraz się żałuje dziecku? nie zgodzę się z panią w ani jednym % w tym co pani pisze wózek, łóżeczko,fotelik wcale nie są drogie trza umiec się orjentowac w cenach albo umiec korzystac z sklepów internetowych gdzie wózek wielofunkcyjny już kosztuje 500zł łóżeczko z materacem koszt 250zł fotelik no właśnie większośc wózków wielofunkcyjnych posiada foteliki samochodowe tak więc spora wygoda i oszczędnośc kasy kupując wózek wielofunkcyjny już tam otrzymujemy fotelik samochodowy co do ubranek dziecięcych to dziecko to mały człowiek więc proszę nie zapominac że taki mały człowiek chce miec ubranka,kurtki,kombinezon,śpiwór pani zapewne też by nie chciała nago chodzic nie zależnie od pory roku też by pani chciała wygodnę gacie na dupę i nie jedne spodnie i bluzke miec na sobie. Proszę se nie myślec że nie wiem ile dziecko kosztuje sama musiałam zadbac o wszystko tylko że mój maluch mieszka w niebie a ojciec dziecka poszedł se do ładniejszej no cóż bywa i tym samym świadczy to o kulturze człowieka jeśli o ubranka chodzi to od czego są babcie,ciotki,wójkowie,dziadkowie, ale też można ubranka samemu uszyc moja babcia dla mnie sama robiła sweterki,rękawiczki,buciki,itd… wychowałam się w czasach PRL gdzie nie było tylu rzeczy dla dzieci jak teraz i moja matka dostawała ubranka dla mnie od swej siostry po jej dzieciach pieluchy no były tetrowe i cerata i jakoś moja matka nie narzekała a musiała sama o wszystko zadbac więc droga pani mniej zakupów w galerji tak już jest że dziecko sporo kosztuje z wiekiem dorastania dziecko to dożywotnia inwestycja w roli rodzica każdy rodzic musi zadbac o dziecko więc nie ma co żałowac dla dziecka kasy ja sobie mogłam nie kupic a wszystko kompletowałam sama.

to miejcie to w czterech literach własnych. 

Jeżeli najdzie mnie kiedyś ochota by kupić mojemu dziecku skarpetki za 100 zł, buty za 500 zł a bluzkę za 1500 zł – to nie będę się nikomu z tego spowodować.
(a na razie to mnie nawet na te skarpetki nie stać 🙂 ).
 

KOMENTARZE (26)

  • Agusiek
    Paź 22, 2013., 11:20 • Odpowiedz

    Ja wolę nie podliczać dotychczasowych dwuletnich plus ciążowych wydatków dzidziusiowych bo pewnie by mi się słabo zrobiło ;))

    • Matka Prezesa
      Paź 22, 2013., 11:26 • Odpowiedz

      Mam podobnie. :D

    • tomi - tobi
      Paź 23, 2013., 09:31 • Odpowiedz

      oj ja wciąż o większości wydatków nie mówię meżowi, bo by mnie przechrzcił i puścił z torbami. :P

  • Marta Magdalena
    Paź 22, 2013., 11:52 • Odpowiedz

    Genialny tekst!
    A ta PANI to jakieś nieporozumienie..."se"
    ;))

  • Anelisa
    Paź 22, 2013., 12:06 • Odpowiedz

    Padłam czytając ten komentarz! Matko kochana... ciekawe, co by ta paniusia powiedziała,jakby dowiedziała się, że mnie tak w sumie to stać na wszystko ale... i tak oszczędzam! Moje dziecię ma ubrania marki Pepco( przybij piątkę:-) kolekcja jesień/zima wszystko do 15 PeeLeN, do tego najnowsze hity z galerii Second Hand oraz linię wyprodukowaną na specjalne zamówienie moje pod nazwą,, Co masz już za małego na swoje dzieciaki?"
    Deficytów rozwojowych jakoś u niej z tego powodu nie zauważam :)
    Wolałam...,,se"- jak już mówimy ,,trza"- zaoszczędzone fundusze na co innego przeznaczyć. Mój portfel, moja sprawa.
    Muszę Cię w końcu od początku przeczytać :)

  • Umi i.
    Paź 22, 2013., 12:31 • Odpowiedz

    Pisałaś o tym może wcześniej na fb? Bo czytałam dokładnie taki sam zacytowany e-mail jak ten Twoj na profilu Matulu Matulu i sie zastanawiałam do kogo takie kwiatki zostały wysłane. Jakas jedna wielka porażka... W nosie mam co kupują inni i tez chciałabym aby ci inni do moich pieniędzy się nie wtrącali.

    • Matka Prezesa
      Paź 22, 2013., 12:40 • Odpowiedz

      To jest ogólnodostępne na fb - ale pierwsze przeczytałam to u Agnieszki (matulu matulu) i dopiero stamtąd przeszłam do tej wypowiedzi. Jak sobie wpiszesz na fb w wyszukiwarce dzieci.pl (w avatarze jest taki niebieski wózek) - to tam w temacie o wyprawce to jest. :D

    • Umi i.
      Paź 22, 2013., 12:54 • Odpowiedz

      Aaa już myślałam, że znalazłam adresatkę:)

    • Matka Prezesa
      Paź 22, 2013., 13:10 • Odpowiedz

      Nie,nie,nie. :D
      Agnieszka to pierwsza wychwyciła.

  • MamĄ
    Paź 22, 2013., 12:53 • Odpowiedz

    Myślę, że gdyby zacząć podliczać wydatki na dzieci, to pewnie część by się rozmyśliła. Ja na dziecko dostaję pieniądze od państwa, bo FR jest jednak państwem prorodzinnym i na pieluchy i mleko a nawet na ubrania nie wydaję ze swoich pieniędzy praktycznie nic. Mogłabym, kupować ubranka z DiorBaby (no dobra bez przesady, kokosów nie zarabiamy) i na upartego mogłabym kupić wózek za 3000 tysiące, ale nie widzę przydatności. Pewnie gdybym naprawdę miała tyyyyle, że nie wiedziałabym co z tymi pieniędzmi robić, to nawet wanienkę wysadzaną kryształkami bym kupiła. Tyle nie mam niestety. Jednocześnie uważam to za bezsens. Ubrania dla małej kupuję na wyprzedażach garażowych, bo są w doskonałym stanie i ostatnio udało mi się skompletować dla Julki wyprawkę za 40 euro czyli ok 160 złotych chyba na całe lato. Body i pajace kupuję nowe. Przy Victorii uwielbiałam chodzić do lupmpów. I stamtąd miara Diory siory :D
    To wszystko uważam jest moją sprawą. Nie krytykuję koleżanek, które kupują dziecku do szkoły trampek za 100 euro, które niszczą się tak samo szybko na dziecięcych nogach, jak te które ja kupuję za 20. Niech każdy robi co chce, jak ma. A jak nie ma, to niech wie, że też się da, bo się da, prawda? ;)

  • PepkaMama
    Paź 22, 2013., 13:11 • Odpowiedz

    Skąd się biorą takie mądrości?;p ręce opadają. Wniosek z tego taki, że matki mniej zamożne lepiej żeby kupiły sobie psa lub kota, by instynkt macierzyński na kogoś przelać. A i w tym przypadku powinny się zastanowić czy aby na pewno stać je będzie na najlepsze dla pupili jedzenie. Wszak zwierz świadczy o właścicielu i nie można na nim oszczędzać. Ja należę do tych matek, które z rozsądkiem wydają pieniądze bo milionów na koncie nie mają. Chociaż ostatnio kupiłam Młodemu zabawkę z Fisher Price więc w oczach autorki cytowanej przez Ciebie wypowiedzi nie wyszłabym na aż tak wyrodną matkę co to dziecku nie kupi śpiochów za 100 zł;-)

    • MamĄ
      Paź 22, 2013., 13:31 • Odpowiedz

      E tam... przecież według tej pani nawet jakby Cię nie było stać, to są jeszcze dziadki ciotki i inne twory rodzinne do obżerowania ;)

    • Matka Prezesa
      Paź 22, 2013., 13:39 • Odpowiedz

      Tak. Tylko ta Pani raczej stawia na ,,nowe" a nie jakość. Bo jej się wydaje, że jak kupi coś nowego to jest cacy. ;) W życiu nie kupiłabym nowego wózka za 500 zł tego ,,wielofunkcyjnego" - drugi raz wolałabym trochę dołożyć i kupić coś droższego, ale używanego.

  • zuSKa
    Paź 22, 2013., 13:44 • Odpowiedz

    Ja nawet nie wiem ile kosztuje nas Zuzia. Lekarze, leki, rehabilitacja, no i mój wieczny zakupoholizm niestety. Tylko że ja zamiast sukienusi ze znanej ' markowej' firmy, wpadam do pepco i zamiast tego mam sukienusie 2 pary legginsów, dwie bodów, zabawke i coś tam jeszcze, więc sztuką nie jest kupić dziecku ubranka za 150 zł w którym pochodzi max 3 miesiące. Toć ja za tyle sobie nie kupuje:P
    Poza tym nawet gdybym miała miliony to czym rózni się plastikowa wanienka za 30 zł od plastikowej wanienki za 300?
    NICZYM, prócz zapewne logiem które ani dla mnie ani dla dziecka nie znaczy NIC.
    A jesli ktos miliony ma to niech tam sobie robi z nimi co chce- w koncu jego...

    a, i wielkie brawa dla tej Pani. U mnie dostaje pierwsze miejsce--- w kategorii 'najgłupsza a zarazem najśmieszniejsza' :)

  • Ala z Krainy Czarów
    Paź 22, 2013., 13:45 • Odpowiedz

    A ja zaczęłam ostatnio zapisywać na co ile wydaje bo jakoś kasa uciekała i nie wiedziałam za bardzo gdzie.
    I mimo, iż w Zarze bywam sporadycznie a miłością wielką zaczęłam pałać do Lidla, gdzie 2 koszulki za 21,99 to i tak mi pokaźna sumka co miesiąc wychodzi.
    Rzuciłam więc w domu hasło-oszczędzamy-ale za bardzo nie wiem na czym jeszcze można no i na dodatek druga królewna za chwilę na świecie pojawić się raczy więc wtedy chyba takowych podliczeń zaprzestanę na stałe:)))

  • Anonymous
    Paź 22, 2013., 13:54 • Odpowiedz

    ja też uważam, że nie moja sprawa, kto na co swoją kasę wydaje. ma to wydaje. nie ma to nie wydaje. życie. nam też się jakoś specjalnie nie przelewa, ale i od pierwszego do pierwszego starcza więc narzekać nie powinniśmy. jestem mistrzynią wyprzedaży. mój syn ma większość ubranek z wyprzedaży, chętnie przyjmujemy też ubranka po starszych dzieciach. pieluchy w promocjach, obiadki raz kupimy gotowca, raz ugotujemy. nie oszczędzamy na lekarstwach i lekarzach, pieluchach właśnie, jak zmoczona to zmieniamy, nie trzymam syna w mokrej pół dnia i nie oszczędzamy na edukacji/książeczkach/zabawkach - co nie znaczy, że wydajemy pieniądze bez sensu.
    ja za każdym razem jak widzę podsumowania ile kosztuje dziecko to mi głupio. bo czy nam dorosłym ktoś wylicza ile wydajemy na jedzenie, kawę na wynos, durne gazetki, książki, podpaski, tampony, kosmetyki czy pigułki antykoncepcyjne - a to też będzie szło w tysiącach. o ubraniach nie wspomnę i o wielu innych rzeczach też nie. życie kosztuje czy ma się lat 40 czy 2, to za wszystko trzeba płacić.
    Małgosia O.

  • Magda Własiuk
    Paź 22, 2013., 13:57 • Odpowiedz

    Komentarz tej Pani - ręce opadają :(
    A w świetle powyższego to ja już się zapadłam pod ziemię, spaliłam ze wstydu i publicznie więcej nie pokażę a dziecię moje powinno mnie znienawidzić na wieki wieków, Amen ;) Młodemu kupiłam samodzielnie raptem 3 nowe ciuszki - resztę dostał używaną. Ma dopiero dwa miesiace i mam wrażenie, że mu wszystko jedno. Rehabilituje mnie wózek Emmaljunga (ale niestety również używany, bo nowy to 4 koła) i huśtawka Graco Sweetpeace (z allegro, bo nowa to 1000zł). A zresztą co komu do tego - nawet jeśli mnie stać to kupuję i wydaję na to co JA uznaję za ważne i potrzebne a nie opinia publiczna. Chociaż paradoksalnie, wraz z przyjściem dziecka na świat - wydatki się zmniejszyły ... na siebie jak biegałam wolno po świecie wydawałam dużo więcej niż na leżące dziecię. Wiem, że wszystko jeszcze przede mną ... ciuszki i zabawki to akurat najmniej ważne akcesoria w życiu dzieciaka ...

    • MamĄ
      Paź 22, 2013., 18:37 • Odpowiedz

      Magda, u nas po pierwszym dziecku też wydatki się zmniejszyły. Zamiast wydawać pieniądze na imprezy (bo nie było jak wychodzić na początku), wydawaliśmy na Victorię... I wyszło na to, że imprezowanie jest duuużo kosztowniejsze niż dziecko :D

  • Skrajna75
    Paź 22, 2013., 17:59 • Odpowiedz

    Przy drugim dziecku byłam przeszczęsliwa kiedy koleżanki dzieliły się ciuszkami po swoich pociechach...
    Nawet wózek mamy używany...Trochę żałowałam że wydałam zabawki po Synu, ale kto by trzymał 7 lat? :-)
    Śmiałam się ostatnio jak byłam ze Starszym dzieciem w Smyku, że nieźle go rozpieszczalismy kupując mu dużo zabawek stamtąd..przy młodej, brutalne, ale prawdziwe, po prostu szkoda mi kasy, i najlepsze jest to że Ona świetnie bawi się zakrętkami od słoików, paczką ryżu i innymi zdobyczami kuchennymi :)
    Myślę sobie że jeśli kogoś stac na lepsze ja mu nie żałuje,,,mnie cieszy to co mam :)
    pzdr

    • Matka Prezesa
      Paź 22, 2013., 18:02 • Odpowiedz

      Ja myślę, że każdy przy drugim dziecku podchodzi do tego inaczej. Ja bym pewnie kupiła i wózek używany, łóżeczko, ubranka pewnie też - a nowy to przede wszystkim fotelik. ;)
      Ale to każdy robi jak chce. W końcu to jego kasa.
      A jak kogoś stać na wózek za 5 tysięcy to dlaczego ma takiego nie kupić? W końcu po coś te wózki produkują.

  • Natalia Legieć
    Paź 22, 2013., 18:46 • Odpowiedz

    a ja sie z Panią zgodzę:) ja podę do lumpeksu kupie bluze za 2zl+ bluzkę za dwa ( bo u nas w piatki i soboty taka wyprzedaz) i okazuje się że po kilku piątkach mam niezle urządzonąszafęw markowe ciuszki dla syna :P dla siebie nie jest mi tak łatwo dobrać ale co tam :) nie mamy niani, bujaczek i wanienkę miałam zodzysku a część zabawek robię sama i to sięnazywa pomysłna życie.. niektorych zycie nie rozpieszcza ale grunt sie nie poddawac, nie rozzalać nad sobą tylko KOCHAĆ i dawać to co najcenniejsze, poczucie bepieczeństwa,zaufanie..pozdrawiamy z małym Franiem serdecznie

  • Matka Debiutująca
    Paź 22, 2013., 19:02 • Odpowiedz

    Ja nie do końca zrozumiałam o co tej Pani chodziło, może ta składnia...
    A co do wydatków. Oczywiście każdy wydaje tyle ile może, ile chce i nic nam do tego. Jak to dzisiaj napisałam: ich dziecko, ich pieniądze, ich sprawa.
    Ja trwać będę przy przekonaniu, że zazwyczaj można sobie ekonomicznie ułożyć finanse w zależności od stanu portfela z pozostawieniem jeszcze zapasu. Wszystko zależy od podejścia, rozsądku i świadomości konsumenckiej. Ale powiem jeszcze raz - kto ile wydaje, to jego i tylko jego prywatna sprawa.

  • yendza o.
    Paź 22, 2013., 21:00 • Odpowiedz

    ejmen Prezesowa Matko!
    też się nasłuchałam o kosztach, o kasie, która wydaję, o tym ile mogłabym zaoszczędzić - tylko nikomu nie przyszło do głowy, że to MOJE pieniądze.

  • Danuta Wodzyńska-Czuchta
    Paź 23, 2013., 09:38 • Odpowiedz

    Rany Julek,co za debilny babsztyl.Czego się ta durna baba czepia .
    Każda matka, niezależnie od statusu majątkowego,stara się zapewnić swojemu dziecku wszystko co najlepsze,oczywiście w granicach rozsądku i możliwości .
    Ty napisałaś właśnie o zdrowym rozsądku,a jej to pojęcie widocznie jest obce.
    Pozdrawiam Was Kochani.

  • martas
    Paź 24, 2013., 11:46 • Odpowiedz

    Powiem CI, że też poczynię na ten temat jakiś wpis ale w odniesieniu do niektórych z naszego otoczenia, którzy to bardzo mocno próbują dociekać ileż to D. musi zarabiać, że mamy dwoje dzieci i stać nas na posiadanie auta oraz mamy dom (może lepiej jakbyśmy pod mostem mieszkali :P).

  • Patrycja Wegner-Keiling
    Paź 24, 2013., 12:04 • Odpowiedz

    Świetny post - w końcu ktoś idealnie napisal to o czym ja zawsze myslę i czym się tak irytuję. Bravo

    http://niepolka.blogspot.com/

ZOSTAW KOMENTARZ

loading
×