Konflikt cyckowy.

Jest jedna rzecz, która poróżnia wszystkie matki do tego stopnia, że stają wrogami.
Jedna rzecz, która powoduje w matkach skrajne emocje.
Tak skrajne, że kobiety zaczynają pokazywać 100 różnych cech, o które nigdy byś ich nie posądził.

Tą rzeczą są piersi!
I wcale nie mam na myśli piersi jako sprzętu do kuszenia męskiego gatunku.
Chodzi o zawartość piersi.
Zawartość zwaną: mlekiem.

Nie wiem czy są tematy bardziej kontrowersyjne od formy karmienia (bez wątpienia są), ale to jak karmi matka piersią ma w oczach wielu matek kluczową rolę w tym jakimi jesteśmy matkami.
Paradoksalnie większość matek-piersiowych na forach dyskusyjnych wyznaje zasadę, że prawdziwą matką jest tylko ta kobieta,która karmi piersią.
Co do tego mam pewne wątpliwości, ponieważ jak do tej pory nie stwierdzono bym była dla mojego dziecka kimś innym niż matką.

Jestem wiec sobie ja.
Matka ma się rozumieć.
Co to nigdy dziecięcia swego piersią nie karmiła.
Dlaczego?
Powodów było wiele, ale żaden z tych powodów nie zmieni faktu, że dziecko moje było butelkowe.
Karmione paszą – jak twierdzą niektórzy.

Jak Prezes był niemowlakiem nie wchodziłam na żadne fora dyskusyjne, co uważam za zrządzenie losu.
Dzięki temu najpierw stanęłam pewnie na macierzynskim gruncie, a dopiero potem zaczęłam uczestniczyć w wojnie matko-matkowej.
Podejrzewam, że gdyby moje zderzenie z forami dla matek nastąpiło wcześniej, obecnie leczyłabym się u psychiatry leżąc na aksamitnej kozetce i lamentując, że mnie inne baby od wyrodnych wyzywają.

Mleko modyfikowane ma różne nazwy.
Nazywamy je paszą dla niemowląt. Prochem.
Ale są również inne nazwy, bardziej kontrowersyjne.

Z reguły jestem potencjalnym obserwatorem i rzadko komentuje.
Często czytam. Za głowę się złapię. Pomyślę trochę. Krótko coś napiszę, a potem wychodzę. Wracam po jakimś czasie i czytam odpowiedzi zdziwiona, że komuś naprawdę się chce przekonywać MNIE, matkę 4latka, że zrobiłam cokolwiek złego. Tak jakbym nadal była niedoświadczoną matką niemowlaka, drżącą o każdą niedoskonałość i fałdkę w idealnej nie idealności macierzyństwa.

O dziwo – o ile wiele można zarzucić matką karmiącym piersią, o tyle matki butelkowe wcale nie są gorsze.
Głoszą teorie, że matki piersiowe z pewnością karmią piersią bo … (uwaga!) nie stać ich na mleko modyfikowane. Chodzą też słuchy, że matki piersiowe zazdroszczą butelkowym piersi, bo ich są – no – wyciągnięte przez długoterminowe karmienie.
Padają też spostrzeżenia, że długotrwałe karmienie piersią to pedofilia i patologia.
I o ile sama uważam, że karmiony piersią 4latek (i powyżej) wygląda niesmacznie, o tyle 2latek to w wielu krajach norma. Tylko nie w Polsce (oczywiście!). Tu 2latek i pierś to patologia. I pierwszy objaw pedofilii.

Przyznam wiec z ręką na sercu, że oczywiście uznaję mleko matki za naj pod każdym względem.
Jestem też świadoma, że pasza, którą podawałam mojemu dziecku nigdy mu mojej piersi nie zastąpiła.
Ale póki co skutków ubocznych nie widzę.

IQ ma stosunkowo wyższe niż rówieśnicy, co stwierdziła psycholog dziecięcy.
(i bynajmniej nie wyssał tego z piersią matki!).
Nie choruje też cześciej niż dzieci karmione piersią.
Nie ma też nadwagi, którą skwapliwie mnie straszono (dzieci na mm mają nadwagę!).
Nie! Moje nadwagi nie ma, bo jego waga sięga co najwyżej 10 centyla.I to w porywach

No i jestem matką ma się rozumieć.

Pamiętam słowa pewnej lekarki, kiedy Prezes miał 3 miesiące i trafiliśmy do szpitala na zapalenie płuc:
– No jak to nie karmi Pani piersią?!
Już,już miałam jej dać odpowiedzieć, kiedy skwitowała:
– Ale w sumie czego ja mam się spodziewać po tak młodych matkach.

A czego się spodziewać drodzy rodacy?
Braku akceptacji cudzej decyzji?
Czy braku pomocy w podejmowaniu decyzji?

Czy ktokolwiek kiedykolwiek w Polsce zastanowił się dlaczego tyle kobiet nie karmi piersią?
Nie!
A poco!
A warto czasami posłuchać tych matek, ich pełnych żalu komentarzy, że kiedy próbowały cokolwiek zdziałać, to właśnie w polskich szpitalach odmawiano im pomocy. Tu ktoś podał mieszankę, tu ktoś machnął ręką.
Nikt się nie rodzi z doświadczeniem, a wraz z porodem żadna z nas nie otrzymuje nagłego olśnienia, że tak własnie karmi się piersią i tak właśnie powinno się robić.
Miałam okazję kiedyś dyskutować z matkami butelkowymi.
Tylko dwie – spośród wielu – podjęły swoją decyzję o niekarmieniu na zasadzie: ,,W ogóle nie chce karmić” i podjęły taką decyzję już w ciąży.
Reszta nie otrzymała pomocy. Nie została nakierowana. Nie poradziła sobie sama.
A kiedy nie radziły sobie poszły na łatwiznę (o ile w ogóle można to nazwać łatwizną) i podały mieszankę.
I wtedy twierdziły, że albo po raz pierwszy przespały całą noc, albo po raz pierwszy dziecko się nie najadło i nie płakało albo … wiele innych spraw. W każdym razie nagle mleko modyfikowane zaczęło pełnić rolę wspomagacza utrapionym matkom.

I kiedy czytam o tym jak świetnie zorganizowana jest pomoc laktacyjna w Norwegii i aż 98% kobiet karmi piersią, chwytam się za głowę!

I wtedy dopiero zdaje sobie sprawę jak bardzo jesteśmy do tyłu.
Bo to przecież ja usłyszałam:
– W tym tygodniu nie ma mleka. Proszę się szykować na butelkę.

Ale ja miałam mleko. Bardzo,bardzo dużo mleka.

CATEGORY: MATKAPREZESA.PL

Noemi Pawlak

Od 3 lat blogerka, od prawie 7 lat mama. Aktualnie w dwupaku. Zwolenniczka szczepień, spania z dzieckiem, BLW i wychowywania bez klapsów, oraz szerokopojętego rozpieszczania. Nie powie Ci jak wychowywać, ale byłaby świetną autorką do napisania bezradnika dla rodziców.

Comments (66)

Wiesz, w krajach skandynawskich dużo kobiet karmi piersią, bo po pierwsze nikt nie wywiera na to karmienie presji (to matka decyduje, jak chce rodzić i karmić i nikt nie ma prawa jej skrytykować), poza tym tam po prostu kobieta może latami nie wracać do pracy i nikt jej z tego powodu nie wywali. No a jeśli zdecyduje się zostać w domu i nie pracować, to jedna pensja starcza na utrzymanie rodziny, kiedy u nas często dwie nie bardzo. Wreszcie w Polsce nie ma czegoś takiego jak poradnictwo laktacyjne, mimo istnienia płatnych (o ironio) poradni. Wiedza osób zajmujących się laktacją jest znikoma, zazwyczaj ogranicza się albo do mówienia “tak to wygląda”, albo rzucania porad z choinki, które więcej szkodzą niż pomagają.
No i na pewno geny. Wydaje mi się, że w Polsce masa kobiet ma problemy z laktacją, to znaczy generalnie Dunki, Holenderki, Szwedki, Niemki i tak dalej to są fest baby, którym mleko z piersi zawsze lało się strumieniami. Polki nigdy tak nie miały, u nas zwyczajowo dokarmiano dzieci mlekiem kozim i krowim na długo przedtem, zanim wymyślono mm. Mało osób z tego sobie zdaje sprawę. W mojej rodzinie moja matka była wyjątkiem karmiącym piersią, bo wcześniej wśród jej babć i ciotek rzadko się to zdarzało (rodzina z miasta, ale niebogata, na mamkę stać mało kogo było). Może dlatego nie mam wyrzutów sumienia, że przestałam walczyć o mleko z piersi, bo wiedziałam że guzik daje w kwestii zdrowia, alergii i więzi międzyludzkich, które z moją mać mam dość słabe. Dla porównania mój butlowy od urodzenia Niemałż ma bardzo dobry kontakt ze swoją mamą i nie ma żadnych alergii.

Tym bardziej się trochę śmieję z polskiego sposobu zalecania karmienia piersią, które zawsze stoi w opozycji do wygody butelki (czyli już na starcie sobie zaprzecza, jakoby karmienie piersią było pod tym względem fajniejsze) i do wyrodnych matek, które są wyjątkowo na tę propagandę odporne (tym bardziej że po pół roku im się karmić piersią kategorycznie zabrania, jakby mleko z piersi z dnia na dzień stawało się trujące).

Jak sobie czytam blogi matek karmiących piersią, a są one różnorakie, od cycusi i mlesia, po dokładne opisywanie męczarni z ciągle głodnym i kompletnie niewyspanym dzieckiem, to mam wrażenie, że albo te dzieci norweskie są jakieś inne, albo ktoś tu źle uczy rozpoznawać sygnały, kiedy dziecko jest głodne. Bo nic bardziej mnie nie utwierdza w przekonaniu, że podjęłam słuszną decyzję, jak czytanie o tym, jak wgląda dzień powszedni matko polko karmioco naturalnie. I że choćby mi się trafiło kolejne dziecko, to za nic w świecie nie przystawię go do piersi. Nie wiem czy piszące je osoby zdają sobie sprawę z efektu, jaki wywołują. 😉

Mam wrażenie czytajac niektóre blogi, że matki na siłę chcą z siebie robić męczennice i chyba stąd późniejsza agresja z ich strony w stronę butelkowych. W przypadku karmienia butlą nie ma nic wygodnego, bo trzeba wstawać, robić mleko w odpowiedniej temperaturze – już nie wspomnę o pieniadzach, które się na to wydaje (ja akurat karmiłam jednym z ,,droższych” mlek na rynku Bebilonem, a wcześniej jeszcze Bebilon Nenatal Premium, specjalne dla wcześniaków, zamawiane w aptece którego cena powalała na kolana).

Dużo kobiet w Polsce karmi piersią – przynajmniej ostatnio w erze eko-rodzicielstwa jest to bardzo popularne. I czytałam na temat karmienia piersią bardzo rzetelne artykuły, o czym wcześniej nie miałam zielonego pojęcia, bo pomoc laktacyjna w Polsce to jakaś kpina. I nic dziwnego, że kiedy polki napotykają jakieś przeszkody po prostu się poddają.

Powiem Ci, że ja tak zbierałam za to, że nie karmię, że zalewałam się łzami przez pierwsze dwa miesiące. Ale niestety, mimo że bardzo chciałam nie udało się nam i to z powodu, w który wiele mam karmiących nie wierzy- braku pokarmu. Każdy mi wmawiał: niemożliwe! A ja naprawdę go nie miałam i każdemu to z rozpaczą tłumaczyłam i podsuwałam cycki do duszenia różnej maści osobom, żeby same sobie zobaczyły, ze nic nie leci. Nawet elektryczny laktator kupiłam, żeby jakoś to wspomóc. I dupa.
A pomoc mialam na poziomie: to pani musi umieć karmić, takie cycki a mleka nie ma( rozmiar? kurna……), z wygody się nie karmi i tyle( ciekawe czy ten, kto to mówił wstawał kiedyś w nocy na robienie butelki). Chciałam karmić ale nie wyszło.
A teraz mam to gdzieś, co ktoś sądzi, bo jestem mądrzejsza. o dziecko rośnie, nie choruje, nic nie brakuje małej a wczoraj stanęła sama przy stoliku( ma 7 miesięcy). Pozdrawiam.

Miałam dokładnie tak samo. I nie napisałabym tego lepiej. Pozdrawiam.

No wiec pewnie ja naleze do tych typowych Polek… mialam niewystarczajaca ilosc mleka w obu przypadkach. Synka karmilam dokladnie miesiac, ale poniewaz zaraz po porodzie znalazl sie w inkubatorze, w ktorym byl przez tydzien, a dla mnie niestety, nie znalazlo sie miejsca przy nim w szpitalu i bylam mama dojezdzajaca, to pomimo moich prosb, podawano jemu butelke (i smoczek tez), tak wiec od samego poczatku maly jechal na butelce i cycku – karmienie mieszane, ktore w jego przypadku zdawalo swietnie egzamin. Niestety, jedynie przez miesiac, bo najzwyczajniej w swiecie, zabraklo mi mleka. W przypadku coreczki, uparlam sie i zaparlam rekami i nogami, ze bede wylacznie karmic piersia i nie chce nawet slyszec o jakiejkolwiek ”paszy”. Niestety, nasza wspolna przyjemnosc trwala jedyne 13 dni, w ktorych ten ostatni dzien – ”13” spowodowal, ze bardzo predko ”otrzezwialam” po zimnym prysznicu wylanym na glowe – mala non stop wyla mi na rekach, nie mogla sie uspokoic… czemu? z glodu. I zamiast w ciagu tych 13 dni przybywac na wadze, ona z niej leciala… spadla 300g. Wtedy bylam bardziej niz pewna, ze swoja zaparta checia i wewnetrzna potrzeba karmienia piersia, zrobilabym jej wiecej zlego niz dobrego. W moich przypadkach – pasza zwyciezyla… i tak sie zastanawiam, co gdyby nie ta pasza? Ta chemia? Mleko modyfikowane, ktore zwyklo sie nazywac w tak niewdzieczny sposob. Przez kogo? A przez mamy cycem karmiace.
Ty mamo Prezesa mialas duzo pokarmu, czego moglabym Tobie cholernie zazdroscic, wtedy, bedac mama noworodka… i domyslam sie, ze ten Twoj wewnetrzny bol z niemocy karmienia piersia swojego malenstwa musial byc przez to jeszcze wiekszy… 🙁
Pozdrawiam. Mama z Irlandii.

Ano smutne. I niestety prawdziwe, że w PL fachowe wsparcie karmienia piersią to śmiech na sali.

Ale widzisz… mnie jest natomiast przykro, gdy słyszę/ czytam, że czterolatek przy piersi wygląda niesmacznie. Uważacie tak, bo nie jesteście do takiego widoku przyzwyczajeni. A to jest tylko dziecko przy piersi, a nie żul pod sklepem, który owszem – niesmacznie wyglądać może.

Sama jestem mama 4latka. Dużego, rozumnego faceta, którego obecnie staram już wyganiać z łazienki wpajając w niego zasady, że mimo wszystko pewne strefy intymne się zasłania.
Nie jestem zwolenniczką skrajności.
Dla mnie 4latek przy piersi to już nie jest norma.
Raczej przesada. I właśnie ta skrajność.
Tak jak nie wyobrażam sobie 4latka z butelką.

Ta norma jest… no cóż… zwyczajowa i tyle.
A czterolatek z butelką – owszem – może i normą nie jest, ale nikt jego rodziców nie wyzwie od zboczonych i nienormalnych, tylko dlatego, że dzieciak gania z butlą. A mamom długo karmiącym piersią takie epitety bardzo łatwo się przypina.

Dlatego, że w przypadku karmienia piersią jednak wygląda to nieco inaczej.
Dziecku pierś nie jest potrzebna w wieku 4 lat – ani mleko.
To tylko irracjonalny pomysł matki i problem matki.
Pierś to pierś – w pewnym wieku trzeba dziecku pokazać, że pewne strefy ciała są intymne – tak jak i piersi kobiety.

Nie zgadzam się z Tobą, jeśli o to chodzi.
Nie rozumiesz tego, bo nie karmiłaś piersią. Nie umniejsza to Tobie jako matce, ale ta sfera jest Tobie po prostu obca. Siłą rzeczy.
Nie możesz pisać, że jest to pomysł matki, gdyż NIKT nie jest w stanie zmusić dziecka do ssania piersi, gdy ono tego nie chce, nie potrzebuje. dzieci są różne. Niektóre potrzebują. Po prostu.

Siłą rzeczy karmienie piersią nie jest mi obce, ponieważ w temacie karmienia piersią nie jestem ignorantką. 🙂 Czytałam publikacje o mleku matki, jego zasługach i a sama byłam karmiona wyłącznie piersią do 2r.ż.

Nikt nie jest w stanie zmusić dziecka do ssania piersi – a i owszem.
Tylko to tak jak ze smoczkiem.
Jeżeli nie odstawisz go dziecku, będzie go ssało do osiemnastki.
Ale czy ssanie smoka przez 4latka jest czymś naturalnym i potrzebnym?
Nie.

Tak samo jest z piersią.
Są pewne granice.
I karmienie piersią 4latka te granice po prostu przekracza. 😉
Ba! Podobne do mnie zdanie przecież mają również matki karmiące piersią.

Niektóre matki kp…
A kp znasz z teorii. To jeszcze nie wszystko.
Dzieci odstawiają się same. W swoim czasie. Wiem, ciężko niektórym zaakceptować tę prawdę.
Nigdy nie widziałam ssącego smoczek 18-latka, tak samo jak nigdy nie widziałam ssącego pierś osobnika w tym wieku (oczywiście chodzi mi o ssanie mleka :P).
Tak, wiem, zaraz wysuniesz mi ten oklepany przykład karmionej piersią ośmiolatki, heh…

Na koniec… To jest Twoje zdanie. Masz do niego prawo, ale nie jest to prawda obiektywna.

Jeszcze jako matka, która była zagorzałą zwolenniczką kp i sama chciałam karmić piersią z politowaniem patrzyłam na te biedne dzieci, których matki tak uzależniły się od kp, że nie potrafiły w odpowiednim momencie dziecka odstawić.
Tak – dziecka odstawić. 🙂

Sama mam w domu 4latka i nie wyobrażam sobie bym karmiła go jeszcze piersią. W tym wieku to już głęboka przesada. Bo obiektywnie – jestem mamą 4 latka – widzę jak się rozwija, jaki jest rozumny, duży. Kiedy pomyślę, że takie dzieci są jeszcze karmione odrzuca mnie to na tysiace kilometrów.

Karmienie piersią – okej.
Ale nie w wieku 4 czy 5 lat – czy – o zgrozo! – powyżej.
Kp po prostu spełniło już swoją funkcję.
To zwykle problem matek, że nie mogą dzieci odstawić.
A nie samych dzieci.

Dla Ciebie jest to problem – mój lub mojego dziecka.
Dla mnie to jest coś zupełnie normalnego. Piszesz to, co piszesz, bo nie masz pojęcia, jak wygląda kp czterolatka 😉
Oceniasz, choć tak Ci się nie podoba, że ktoś inny ocenia Ciebie, jako matkę karmiącą butlą…

Chwila moment. 🙂
Czy ja czasami nie napisałam powyżej, że dla mnie tak samo złe jest karmienie 4latka butlą?
A czy ja gdzieś oceniam matki karmiące piersią?
Nieee! Oceniam matki ZBYT długo karmiące piersią – a więc matki, które karmią swoje ZBYT duże dzieci.
To samo napisałabym o 4latku, ktorego matka karmi butelką. Bo jest to dla mnie taka sama anomalia.

Oceniasz mamy długo karmiące piersią. Czyli oceniasz, osądzasz, a po co? Uważasz, że masz do tego prawo? Czy to jest Twoja sprawa? Tak samo nie jest to Twoja sprawa, jak nie jest moją sprawą to, czy ktoś karmi swoje dzieci mm czy mlekiem ludzkim.
Co za różnica, czy ktoś krytykuje karmienie butlą, karmienie piersią, czy długie karmienie piersią? Jedną rzecz można krytykować, innych nie? Bo?

Tak. Uważam, że mam do tego prawo. 🙂
I nadal uważam, że jest różnica między popadaniem w skrajności i krytyką skrajności, a krytykowanie normalności.
Karmienie 4 latka i powyżej jest nienormalne. Po prostu.

Ok, nie będę tego ciągnąć, ale jeśli napiszę, że dla mnie karmienie niemowlaka sztucznie przetworzonym mlekiem od bydła rogatego jest jednym z najbardziej nienormalnych zachowań współczesnego człowieka, to mam do tego prawo, czy nie? Poczujesz się urażona, czy nie?

Nie. 🙂

Ale to jest odp. na pytanie o moje prawo do wyrażenia zdania, czy o Twoje urażenie?

Nieważne. Chodzi mi tylko o MOJE prawo do nie bycia ocenianą, rozumiesz? W sumie średnio mnie obchodzi opinia nieznanej mi bliżej osoby z neta, ale… tak to właśnie u nas wygląda – zawsze ktoś przypnie łatkę. Zawsze ktoś oceni, bo wie lepiej, co jest dobre dla mnie i mojego dziecka. Po co? Kto dał ludziom prawo do tego?

Nie uraziłaś mnie, ponieważ jestem matką 4latka i jestem tak pewna swojej decyzji, że mnie tym nie urazisz. Nawet jakbyś mnie wyzwała od najwyrodniejszych, najgłupszych, najgorszych ja i tak się uśmiechnę. Bo stąpam twardo po macierzyńskim gruncie. Bo jestem pewna moich decyzji.
I zdania na temat karmienia 4latków nie zmienię. 🙂
Przykro mi.

Niepotrzebnie jest Ci przykro, bo ja napisałam “ale jeśli napiszę, że…”. To było pytanie, a nie moja ocena Twojego postępowania, bo ja… no cóż… nie bawię się w takie rzeczy. Ty natomiast kilkakrotnie napisałaś coś, co jest równoznaczne z nazwaniem mnie nienormalną…
Mnie też to nie uraża, tylko, jak już napisałąm – chcę, aby społeczeństwo powściągnęło swą manię oceniania innych, dlatego tak się tu produkuję.

Kurdę. Ale ja zdania nie zmienię, choćby nie wiem jak bardzo chciała. 🙂 Po prostu nie i już.
Dla mnie granica to 3 lata i tyle.
Po prostu uważam, że nie można w żadną ze stron przeginać.

Ale z ciekawości.
Poco Ci takie długie karmienie? Tobie. Nie dziecku, bo wiemy, że dziecko można od piersi odstawić i nie zawsze samo odstawia.

W poście, którego nie opublikowałaś (może wpadł do spamu?) podaję Ci dwa linki, które to wyjaśniają. Nie będę się powtarzać 😉

Hmmmm? Nic nie mam ani w spamie, a wszystko akceptuje jak leci.
Proszę raz jeszcze. 🙂

Nie, sorry, jeszzce coś napisze – Twoje pytanie jest tendencyjne i chamskie (imo), bo zakładasz uparcie, że MNIE coś to dkp daje. Na pewno daje mi ochronę przed rakiem piersi i osteoporozą. A co więcej? Kobieto, dlaczego nie może pomieścić Ci się w głowie, że nie jest to dla mnie ani problem ani jakieś wielkie halo – dziecko ssie, widać dziecko potrzebuje. Poczekam, aż samo zdecyduje o odstawieniu. Koniec. Kropka.

Linki wysłałam jeszcze raz. Dostałaś?

A jeżeli ta decyzja nie nastąpi przed pójściem do szkoły? Będziesz karmić szkolne dziecko? I własną głupotą, bo to już będzie głupota – pozwolisz by bezlitosne dzieciaki się z niego śmiały tylko dlatego, że nie potrafisz dziecka odstawić od piersi? Hmmm?
Bo to już nie jest problem dziecka, że nie chce odstawić.
To już problem w Tobie, że TY nie potrafisz tego przerwać.
Im dłużej jesteśmy do czegoś przyzwyczajeni tym trudniej nam z tego zrezygnować.

Jutro doczytam. Dzięki. 😉

Przepraszam, ale uśmiecham się, czytając “To już problem w Tobie, że TY nie potrafisz tego przerwać.” – jakbyś pisała o ciągu hazardowym np 😀 LOL
Nie no, nie umiem tak rozmawiać, skoro ktoś nie jest w stanie otworzyć się choć trochę na coś, co nie zgadza się z jakimis tam zakodowanymi wyobrażeniami, stereotypami. Spróbuję jednak, bo niegłupia się wydajesz 😉
Uwierz, dzieci odstawiają się same. I to jest fakt, tylko w naszym społeczeństwie zachodnim jest to coś dziwnego i niewiarygodnego, bo zbyt daleko odeszliśmy od Natury. O! jeszzce jeden link Ci podam: http://mama-kangurzyca.blogspot.com/2011/02/karmienie-piersia-w-mongolii.html

Co do tej szkoły…
Raz, że małe mi się właśnie praktycznie odstawiło 🙂 Całkiem samo. Kompletnie bez mojej ingerencji.
A dwa… dlaczego uważasz, że ktoś by się z niej śmiał? Naprawdę myślisz, że ganiam z obnażonym cycem np po przedszkolnej szatni? Albo opowiadam każdemu napotkanemu osobnikowi, że jestem matką kp? Albo że moja Młoda każdemu o tym opowiada? No proszę Cię…
Młoda doskonale wie, że ogromna większość dzieci w jej wieku już dawno nie ssie. I że są sprawy, o których niekoniecznie się pepla na prawo i lewo. Bo są nasze. Prywatne.
🙂

😉

Jestem mamą ktora karmila piersią a pózniej butelką. Ale popieram wypowiedzi Mamy kangurzycy- dzieci same odstawiaja się od piersi. Ogladalam o dlugim karmieniu piersia program i ok 7 r.z jak dobrze pamietam zanika umiejetnosc ssania piersi. wiec zaden 18latek nie umie ssac mleka z piersi kobiety. A jesli ktos chce dlugo karmic to jego prywatne sprawa ze to robi i osadzanie go jako patologia czy pedofilia jest nie smaczne delikatnie mowiac. Bo nikomu nic do tego jak gdzie i po co karmi swoje dziecko. Jak i po co np je rodzi!!

Bzdura. 🙂 Nie zanika ssanie piersi w wieku 7 lat, bo dobrze wiemy, że nawet dorosły byłby w stanie ssać mleko z piersi kobiety.
Ja nadal uważam, że są pewne granice – w karmieniu piersią również – i nadal uważam, że karmienie dziecka piersią powyżej 4 r.ż tę granicę przekracza. 🙂

Mama Kangurzyca. Zarzuciłaś Autorce pytanie chamskie i tendencyjne (co Ci daje karmienie), a Twoje stwierdzenie, że obca jest jest sfera karmienia piersią i nie zna się w temacie nie jest chamskie? Sorry, ale ja to odebrałam chamsko. KAŻDA, powtarzam KAŻDA KOBIETA, nawet jeśli w praktyce nie wyszło, ma choć cień wiedzy na temat karmienia piersią! Nawet faceci ten cień wiedzy posiadają. Nawet kobiety, które nie karmiły z własnego wyboru go mają – w końcu musiały decydować DLACZEGO nie będą karmiły. Nie masz prawa wmawiać Jej, że sie nie zna w temacie bo nie karmiła. I PS – dla mnie również karmienie 4 latka jest przesadą. Jestem specjalistką ds. żywienia z wykształcenia i takie mleko ” nie jest już wprost proporcjonalne wartością do innego pożywienia”. Najlepsze jest to z pierwszego półrocza, a i poźniej są w nim obecne przeciwciała. Ale w konfrontacji z normalnymi, dorosłymi posiłkami – ta wartość powoli się zmniejsza (powtarzam: w konfrontacji, nie w składzie). Poza tym – tez uważam, że to matka nie potrafi tego przerwać. A takie duże dziecko potem, lata za matka wszędzie i bluzkę jej chce rozerwać bo to JEGO. Jako dorosły facet też będzie miał zakodowane, że kobiece piersi po prostu mu się należą! Karmienie do 2 lat ok! Ale potem? Jestem przeciwna. Pozdrawiam Autorkę bloga. Trzymaj się kochana!

No to napiszę, bo właśnie Młodszy Ssak (zwany dalej MS) oderwał się od cyca 🙂
Starszy Ssak (zwany dalej SS) był/jest wcześniakiem – wprawdzie nie skrajnym, bo z 35 tygodnia ale jest. Zobaczyłam Go dopiero 4 godziny po porodzie, pokarm ściągnęłam prawie 12 godzin po, a przystawiłam do piersi po 2 dniach. Jak się łatwo domyśleć był dokarmiany butlą w szpitalu, gdzie spędził trzy tygodnie, bo się płucnie zapalił. Karmiłam go do 13 miesiąca cycem i butlą, bo w cyckach nie było dostatecznie. MS ma dziewięć miesięcy, urodziła się w terminie, przystawiona do cyca 2 godziny po porodzie. Moc ssania odkurzacza. Cycki krwawe przez pierwszy miesiąc, obie sobie czasem popłakałyśmy, ona bo tego pokarmu trochę mało na początku było, ja z obżartymi cycami, ale się zaparłam, że będę karmić. Oczywiście nikt nie widział problemu, daj butle i po sprawie, a ja nie… Dlaczego? Bo karmienie butelką wspominam jako koszmar, mój koszmar. To wyparzanie, mieszanie, studzenie… jak ja tego nienawidziłam, SS darł twarz, a ja mieszałam, studziłam. Potem doszłam do jako takiej wprawy, ale nie lubiłam tego. A przy MS wywalam cyc i wszyscy są zadowoleni. Poznałam obie formy karmienia i … obie mają wady i zalety. Nigdy nie mogłam zrozumieć, jak można obrzucić błotem kogoś, bo karmi cycem/butlą. To wybór matki i nikomu nic do tego. Ja wolę cycem, bom leniwa i tak jest łatwiej, mi jest łatwiej, ale może komuś łatwiej butlą. Hmmm pasza, jasne, a matki to się nektarem bogów żywią, i same cuda w cyckach mają… Ludzie, nie ma jednej słusznej drogi. A wsparcie laktacyjne, błagam… Przy SS w szpitalu usłyszałam od położnej “Co go pani tak męczy, z butli będzie mu łatwiej”, no wsparłam się… A przy MS usłyszałam “daj jej butlę, przestanie płakać”… tak się wsparłam, że się poryczałam. Przy SS nie wiedziałam co z tym cycem tak naprawdę zrobić, on też nie wiedział, przy MS ja już wiedziałam, a jak ja wiedziałam, to jej podpowiedziałam i jakoś poszło. Według mnie, podkreślam według mnie, każda ta forma wymaga poświęcenia czasu, uwagi, wysiłku. Aaaaa, jeszcze kwestia zdrowia – znam zdrowaski/chorowitki karmione matczynym nektarem i zdrowaski/chorowitki pasione paszą.
Pozdrawiam Agata z Poznania, matka z cycem i butlą

PS Czytam od dłuższego czasu, lubię, ujawniłam się i czasem się odezwę 🙂

Kolokwialnie rzecz ujmując właśnie ostatnio pierś staje się takim eliksirem życia. 🙂
Czytałam o tym by kąpać się w mleku matki,bo to pozytywnie działa na atopowe zapalenie skóry.
Że dziecko ma wyższy iloraz inteligencji i tak dalej i tak dalej. 😉
Jestem w stanie uwierzyć w moc mleka – ale na to wpływa jeszcze wiele innych czynników, a mleko jest jednym z nim.

Po pierwsze piszesz naprawdę genialnie, a po drugie… ehh jak ja dobrze rozumiem ten problem. Fakt faktem syna karmiłam w sposób mieszany i trochę tego cycka do 6 miesiąca życia pociągnął, ale sądzę, że gdyby ktoś mnie w tym szpitalu pokierował, czy powiedział dobre słowo byłoby inaczej. Nie wydaje mi się normalne, i wcześniej też nie wydawało, żeby dziecko non stop ssało pierś. Ale na tyle non stop, że w szpitalu mój prysznic trwał jakieś 2 minuty bo już zza ściany słyszałam krzyk. Prosiłam i pytałam, ale w odpowiedzi słyszałam jedynie, że to potrzeba bliskości, że syn lubi ssać. Baa ściśnięto mi raz pierś i stwierdzono: “No leci, to jest pokarm, niech Pani karmi dalej”. No ok, tylko jak tu funkcjonować kiedy po powrocie do domu nie można pójść do toalety a piersi wyglądają jak po ataku piranii. Skończyło się załamaniem moim i krzykiem dziecka. Wreszcie moja mama powiedziała dość i na przekór położnej środowiskowej poszła po puchę mm i dała małemu. Dziecko się najadło, spało 4 godziny, potem pociągnęlo cycka, znów spało i tak już zostało. Ale do dziś ktoś nieśmiało przebąkuje, że mogłam się bardziej postarać, przeczekać, że poszłam na łatwiznę. Wniosek na przyszłość – przy drugim dziecku będę już mądrzejsza i z pewnością, w razie problemów z karmieniem, poproszę o pomoc, która mi się należy.

Oj, skąd ja to znam? Dziecko wisi calutki dzien na piersi, pielęgniarki na to: wspaniale, trzeba się cieszyć jak dziecko ssie. A tu nie ma jak zjeść ani wymknąć się do toalety a do tego gardle sucho. I tłumaczę że ja już 6stą godzinę nic innego tylko się cieszę. Tak sobie mój młodszy synek wisiał na mnie aż do wieczornego obchodu (starszy z początkowymi przebojami karmiony piersią 18mies.). Na obchodzie neonatolog (facet!) mówi: A pani to zwariowała? Proszę dać mu butelkę, on się wyśpi, pani odpocznie. Zaraz potem przemiła pielęgniarka przyniosła mi butlę i zaoferowała pomoc w prawidłowym przystawianiu do piersi itd. Czyli jednak kurde można? Z uwagi na to że to mój drugi mały ssak (z tym że bardziej od brata żarłoczny) nie potrzebowałam pomocy tylko prysznica i chwili ciszy.
Zagadzam się, że pomoc w karmieniu piersią w polskich szpitalach prawie nie istnieje. Za to presja megawielka. Ja raz usłyszałam, że co ze mnie za matka, jak własnego dziecka nakarmić nie umiem. A było to po trudnym i długim (pierwszym) porodzie, przy poważnej anemii. Ja nie mialam siły wziąść tego dziecka na ręce a co tu mówić o prawidłowym przystawianiu karmieniu! Przy drugim maluchu mogłam się śmiać z tych tekstów: no, jak pani w pierwszej dobie dokarmia, to potem już na pewno nigdy nie będzie pani piersią karmić! Albo: dopajać to sobie możesz herbatką 🙂 takie to wsparcie laktacyjne mamy.

ciekawy temat poruszyłaś, wiele aspektów, nie wywyższasz żadnej formy – to dobrze, bo każda matka chce najlepiej dla swojego dziecka. Ale na czymś się muszę opierać, a opieram się na własnych doświadczeniach więc mnie się udało karmić piersią przez 9 miesięcy, do tej pory jestem w szoku, bo była to jedna wielka walka, łzy i zgrzytanie zębów. Było tragicznie wręcz – zapalenie sutków, nie pomagało to delikatnie powiedziane. Ale coś mi mówiło (nie mama, nie teściowa, nie koleżanka)żebym karmiła dalej choć chciałam kilkadziesiąt razy przejść na butelkę to dziecko za nic nie chciało i tak z wielką ulgą przeszłam na butelkę w 10 miesiącu, kiedy to dziecko zaczęło magicznie przesypiać całą noc, ja wreszcie jak człowiek wyglądam a nie zombie:) ale cieszę się mimo to się cieszę, że pierwszy raz w życiu się nie poddałam. Dlatego mam wielki szacunek do mam karmiących ale i szanuję butelkowe bo wiem, że miały swoje powody..,

sama spotkalam sie z krytyk czemu nie karmie piersia i to wielokrotnie… jak mialabym to zrobic akoro rodzac w piatek wyszlam w niedziele a jako niedoswiadczona i oszolomiona przedwxzesnym porodem matka nie.miala pojecia co mam zrobic… laktacyjna nie przyszla… pierwsza ‘pomoc’ uzyskalam od pielegniarli neonatologicznej kiedy spytala czy nie chce.odciagnac kilka kropelek mleka… i tak siare sciagnelam po tyg… kiedy na laktacje bylo za pozno…. walczylam dlugo wypozyczalam maszyny itd niestety laktacja przepadla… i jak slyszalam.jaka.zla matka jestem.bo nie karmie piersia to az mna rzucalo… czy ja dostlalam jakakolwiek pomoc? NIE! Czemu? bo po co? matce wczesniaka.ktory lada dzien pewnie zejdzie…

Polacy mają to do siebie, że uwielbiają komentować i oceniać decyzje innych, niestety.
Nie wiem czy kiedykolwiek się to zmieni, łudzę się, że tak, bo dla mnie to chore oceniać kogoś na podstawie tego czy robi coś czy nie, czy założył coś czy nie itd.
Smutne to bardzo.

Ja uważam, że w przypadku karmienia decyzja nalezy do Matki..tylko i wyłącznie …

Ani przy pierwszym , ani przy drugim dziecku “nie spotkałam” się z pomocą przy karmieniu piersią, ani ze strony położnych ani pięlęgniarek…mam wrażenie że same po prostu nie umiały nawet jesli posiadały, takowej wiedzy przekazać.. w szkole rodzenia mówiono o tym, ale teoria, a praktyka to dwie różne sprawy…
Przeżyłam karmienie na żądanie, poszarpane sutki, ból piersi, kolki dzieci bo nie wiedziałam juz co jeść, częste budzenie…i nie pisze tego aby wystraszyć inne matki, które chciałyby karmić piersią…
Po prostu miałam swoje kryteria decydując się na karmienie piersią (mając dużo pokarmu), aby zacisnąć zęby i przeżyć początkowy horror jaki przeżywałam :
wygoda (pokarm zawsze przy sobie), oszczędność kasy, szybki powrót do utraconej figury…były jeszcze inne warianty , ale bardziej wpajane mi przez życzliwych : “bliska więź z dzieckiem, zdrowie dziecka”…szczerze mówiąc nie zauważyłam aby matki karmiące butelką (tak jak moje przyjaciółki) ową więź miały mniejszą a dzieci bardziej chorowały niż moje…
Po prostu mierzi mnie ta nagonka na karmienie piersią, nagonka na karmienie butelką, co komu do tego?
A jeszcze większa hipokryzja w szpitalach…nawołują położne do karmienia piersią, gówno pomogą, a w nocy jak dziecko za głośno płacze to i tak na silę butelkę wciskają…!

Przy pierwszym dziecku nikt mi nie pomógł w karmieniu odpowiednim piersią. Położna raz pokazała. Ja nie załapałam. Skończyło się cycowanie po trzeech tygodniach.
Po szkole rodzenia z drugiem dzieckiem, karmie już trzeci miesiąc. Ale w wersji 50/50 MM i cycek. Jest mi z tym dobrze, choć wiele bym dała za 100% cycka.
Nie czuję sie gorsza przez to że karmię MM. Ważne, by dziecko się najadało. Wtedy oboje jesteśmy szczęśliwi.
I gardze osobami które potępiają matki nie karmiące piersią.
A ocenianie przez perspektywę karmienia piersią jest dość częste. Moje sąsiadki, widząc mnie na spacerze z drugim synem (nieco młodszym niż teraz) pytały: “karmisz piersią?”. Potwierdzałam, owszem, ale co to ma do rzeczy? Byłabym gorsza gdybym karmiła mm? Już nie miałabym prawa do nazywania siebie matką? Że co, że niby mniej kocham swoje dziecko…?
Ech. Jednak jesteśmy jeszcze zbyt zacofane w tym całym karmieniu.

Moje dziecko, mój cyc, moja psychika…. MOJA SPRAWA. A nie jakiejś psycho – matki. Amen.

We wszystkim należy zachować zdrowy rozsądek i jestem pełna podziwu dla tych krytykujących kwok… Sama karmiłam rok, ale uważam to za przeginkę – ucierpiały na tym moje kości i kręgosłup…
Znam jedną, która trzy lata karmiła, mały jest powyginany w esy-floresy, ma zniekształconą głowę – moja mama karmiła mnie trzy miesiące- pokarmu zabrakło – nie było to nie było- przeżyłam…
Co ma być to będzie, a wszystko ma swoje plusy i minusy, grunt to trzymać się rozsądku i zalet
Pozdrawiam
http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/
http://wieczkodagmara.blog.pl/

Aaaa! jeszcze mi się coś przypomniało. Nie podoba Ci się (i słusznie w sumie) ocenianie matek karmiących butlą – że egoistki, że “złe matki” itp. To boli, prawda?
A sama oceniasz inne matki – te, które – wspólnie z dzieckiem – wybrały długie karmienie piersią. To jest ok? Jeśli tak, to dlaczego krytyka jednych wyborów jest taka niefajna, a innych już w porządku?
Chcesz zmieniać świat – zacznij od siebie. Od nieoceniania życia innych ludzi.
Pozdrawiam 🙂

Mamo Kangurzyco, a czy Ty czasami nie przesadzasz? 🙂 Ja NIGDZIE nie oceniam matek karmiących piersią. NIGDZIE. Dla mnie taką samą anomalią jest karmienie piersią 4latka, co 4latka karmionego butelką.
Zresztą to matki mają PROBLEM z odstawieniem dziecka od piersi, a nie dzieci. W pewnym momencie dziecko powinno być już odstawione od piersi. Jestem przeciwniczką skrajności. Karmienie 4latka to dla mnie skrajność. Karmienie 4latka butelką to dla mnie skrajność.
Chcesz dawać dziecku mleko kobiece w wieku 4,5,6,10 lat?
Droga wolna. 🙂 Ale odciągaj i dawaj w szklance.

Jestem podwójną mamą cyckową, ale rozumiem Cię doskonale, bo ile ja się nabiegałam za położną za pierwszym razem… Łomatkoicórko!!! Ile się naprosiłam, żeby mi dziecię z fototerapii głodne przyprowadzali do sali zamiast dokarmiać mm (a mi cycki w tym czasie pękały w szwach). Rozumiem i nie potępiam absolutnie, bo i nie ma czego potępiać. Twój cyc, twoja sprawa.

Z tym całym karmieniem, to jest wojna światów:( Od lat się spierają pokolenia, że trzeba tak, albo tak. Kiedyś wydawało mi się, że ten konflikt był raczej między córkami, a mamami i babciami, ale teraz już wiem, że to raczej indywidualny problem każdej kobietki. I zawsze będzie tyle samo zwolenników karmienia piersią, co karmienia butelką. Ja małego karmiłam piersią około roku, a jak wprowadziliśmy stałe pokarmy, to czasem w nocy na uspokojenie jeszcze się cycuś pojawiał, ale jakoś naturalnie, stałe jedzonko wyparło i cycusia. A np. u mojej siostry najpierw było karmienie piersią, a jak wróciła do pracy, to u niej sprawdził się ręczny laktator aventu i ze spokojnym sumieniem szła do pracy, wiedząc, że jej córa będzie dostawała to, co najlepsze, czyli mleko mamy. Jak widać, decyzja o tym, czy karmić piersią, czy butelką jest osobistą decyzją każdej mamy i nikt nie powinien podważać jej wyborów, bo one są przecież uzależnione od wielu czynników. I niestety, moim zdaniem, w tej kwestii kobiety nigdy nie dojdą do porozumienia, a przykro, bo wychodzi na to, że coś takiego jak solidarność jajników nie istnieje:(

Zgadzam sie w 100% z Mama Kangurzyca. Nie masz pojecia o czym piszesz bo karmienie piersia znasz tylko z teorii. Czyli wiesz tyle co NIC. Ja tez mialam z Zosia pod gorke i jej piersia niestety nie karmilam. Za to mlodsza Anie karmilam piersia 13,5 miesiaca i cokolwiek na temat karmienia naturalnego moge powiedziec( kompletnie niewazne tu jest to,ze mnie np. tez mama piersia karmila do ponad drugiego roku zycia,to nie ma nic do rzeczy w kwestii wypowiadania sie i oceniania). Po wypowiedziach na Twoim blogu i u Ciebie na fejsie widze,ze najwiecej do oceniania i krytykowania( bo to robisz) maja te matki,ktore piersia nigdy nie karmily. Te ktore to robily zazwyczaj rozumia temat. Piszesz o anomaliach a sama je z ze swoim dzieckiem popelnialas np. smoczek mial Jasio do trzeciego roku zycia, TO jest anomalia, cholerna anomalia( wygodnie Ci pisac w kontekscie umownego stereotypu powyzej 4 roku zycia) ale co trzezwiejsze i rozsadniejsze matki sie do tego nie wtracaja bo to TWOJA sprawa. Dlugie karmienie piersia to wybor TYLKO i WYLACZNIE matki i dziecka i nie sadze by mialy one problemy emocjonalne. W wiekszosci przypadkow odczuwaja taka potrzebe, a przede wszystkim to ich sprawa. Dziecku raczej sie krzywda nie stanie(moja babcia byla karmiona naturalnie do 4 roku zycia i jest normalna kobieta). No i musisz uwierzyc,ze dzieci odstawiaja sie same(jak np. moja Ania).Tak wiec na koniec powtorze jeszcze raz:zwyczajnie nie masz prawa do krytykowania i oceniania innych w temacie,ktory znasz tylko z teorii.A gdybys rzeczywiscie twardo stapala po macierzynskim gruncie inaczej bys sie zachowywala. Nie pograzaj sie.

Ależ masz prawo do oceniania sytuacji, ponieważ mam prawo wyrażania własnego zdania, tym bardziej na MOIM blogu. 🙂 Jeżeli komuś to przeszkadza, trudno.

Już Ci kiedyś napisałam, że jak nie chcesz czytać mojego bloga nie musisz. 🙂

I napiszę Ci to samo co powyżej, jestem PRZECIWNICZKĄ SKRAJNOŚCI, a 4latek przy piersi to skrajność.
I tego nie zmienię.
Mam prawo również napisać na moim blogu, że jest to obleśne bo JA tak uważam, a to, że kogoś tym urażę no trudno. 🙂
Jak napiszę, że jestem przeciwniczką podawania dziecku słoiczków i tak się znajdują same gówna i jak można być tak leniwym, żeby nie gotować samodzielnie – to MÓJ blog więc mogę.

Proste nie?

Owszem, jak najbardziej to Twoj blog i nikt mnie nie zmusza do czytania. Mozesz robisz tu wszystko co Ci sie podoba. Pisalam Ci juz o tym i rozumiem tak proste zasady doskonale. Ale przede wszystkim: nie lubisz jak Ciebie oceniaja a robisz to samo. Nie karmilas piersia i nie wiesz jak to jest czuc cos takiego. Nie jestes przez to gorsza matka ale nie mozesz udawac eksperta w dziedzinie ktora jest Ci kompletnie obca. Tak samo jak ja nie odwazylabym sie wypowiadac w temacie karmienia majac tylko Zosie ktorej nie karmilam. Mozesz robic co Ci sie podoba ale np. w tym temacie nie bedziesz wiarygodna,po prostu. I niestety znowu czytam Twoj belkot emocjonalny zamiast konstruktywnej odpowiedzi. Szkoda.

Mój bełkot, czy Twój? 🙂
Pytanie retoryczne.

W sprawie DŁUGIEGO karmienia piersią wypowiadam się jako potencjalny obserwator, a mój punkt widzenia z pewnością nie zmieniłby się, kiedy karmiłabym piersią. Uważam za tak samo nienormalne karmienie butelką w tym wieku jak i karmienie piersią. 🙂 I zdania na ten temat nie zmienię.
Czy jeżeli jestem przeciwniczką pedofilii, a nigdy nie padłam ofiarą pedofila, to znaczy, że jestem mało wiarygodna?

Nie probuj udawac eksperta w dziedzinie Ci obcej. Mozesz wyrazac wlasne zdanie, o pedofilii rowniez ale nie probuj nauczac i usilnie przekonywac,ze Twoja racja jest najlepsiejsza. Bo to juz nie jest tylko wyrazanie wlasnego zdania. I sila rzeczy nigdy nie zrozumiesz matek karmiacych bo nie karmilas. Tak jak ja rozumiem Ciebie jako matke wczesniaka tak samo rozumiem te matki dlugo karmiace. Czysta analogia. Mam nadzieje,ze juz rozumiesz,ze w tym temacie nie mozesz byc obiektywna niestety. I niczym mnie nie przekonasz. Jest roznica pomiedzy wyrazaniem wlasnego zdania a usilnym nauczaniem i ocenianiem innych. Matka Kangurzyca napisala swietnie i przede wszystkim z wlasnego doswiadczenia a Ty nie moglas zniesc,ze tak konstruktywnie olala Twoje zdanie. Szkoda,ze to wlasnie TY jestes ignorantka.

Czy ja jestem ekspertem, czy osobą, która MA PRAWO mieć zdanie, że 4latek przy piersi jest dla mnie anomalią? Ja oceniam COŚ, a nie KOGOŚ. 🙂
Nie jestem ignorantką, bo gdybym była Wasze komentarze bym usuwała. Akceptuje je, więc ignorantką nie jestem.
I właśnie może dzięki temu, że NIE KARMIŁAM moja ocena jest obiektywna. 🙂

Ja kp do 8 m-ca, musialam przerwac ze wzgledow, powiedzmy – zdrowotnych. Ku mojemu zaskoczeniu dziecko znioso to lepiej niz ja. Przeszlysmy bardzo sprawnie i w zasadzie bezproblemowo od razu na kubek. Butelka i smoczek u nas nigdy sie nie przyjely.

To czy ktos kp czy mm specjalnie nigdy mnie nie emocjonowalo, jak rowniez to jak dlugo karmi. Jego dziecko-jego sprawa-jego problem. Z tego co wyczytalam w internetach dobroczynny, zdrowotny wplyw mleka matki ma jeszcze jakis znaczacy wplyw do ok 2 rz, potem to juz kwestie raczej emocjonalne dziecka lub wlasnie matki 🙂
Osobiscie planowalam kp do 2 rz, a 4-5 latki przy piersi na pierwszy rzut oka wygladaja dziwnie, ale prawda jest tez, ze zachodnie standardy zycia odeszly od tych “zgodnych z natura” i to co nam sie wydaje dziwne i nie na miejscu tu i teraz bylo lub nadal jest gdzies na swiecie “mniej cywilizowanym” norma.

Ale moja uwage w tej dyskusji zwrocilo co innego, to narzekanie, ze “mnie w kp nikt nie pomogl”. A to na prawde ktos musi, ma obowiazek pomagac? Rasa ludzka tysiace lat istnieje a odzialy poloznicze to stosunkowo nowoczesny wynalazek. Jak ktos pomoze, podpowie, doradzi to chwala mu za to. Ja tak to widze. Babka matce, matka corce, albo siostra, kolezanka, sasiadka moze te wiedze przekazac, tak to funkcjonowalo przez wieki. A teraz w dobie szkol rodzenia, ksiazek, internetow to kazda matka jeszcze w ciazy sie moze sie teoretycznie doszkolic. Wiadomo, ze teoria to jedno a praktyka drugie, ale tak jest ze wszystkim w zyciu i nie ma sie co tak roszczeniowo zasadzac.

Mnie zadne bole cyckow, zapalenia nie zaskoczyly, wiedzialam, ze tak moze byc i tak bylo – zycie. Kolezanki matki o krwawiacych sutkach opowiadaly, w ksiazkach, internetah pisali to samo, to malo? To jeszcze ktos ma obowiazek mnie szkolic? Moje dziecko-moj problem.

Bardziej chodzi tutaj o problem w którym kobieta, która nie otrzymała pomocy sięga po butelkę. A skoro pomoc jest na wyciągniecie ręki to … no cóż, szpitale powinny tę pomoc udzielać.
Podejrzewam, że gdybym ja dostała odpowiednie wsparcie w szpitalu też bym karmiła. 🙂

To dwuznaczne wyrazenie. Nie powinnas mowic w ten sposob. Zgadzam sie z kolezanka wyzej, tez tak mysle. Wez sobie to do serca. Nikt z takim podejsciem jak Twoje Noemi nie bedzie Cie traktowal powaznie. Pa

Na podstawie dwóch wypowiedzi nie będę zmieniała swojego punktu widzenia. 😉

Obiektywne fakty i tak pozostana niezmienne:). Im bardziej bedziesz o tym peplac i oceniac tym gorzej. Koncze ta jalowa dyskusje. Pa.

Fakt pozostanie faktem, a co jest faktem sami stwierdzamy. 🙂
I gorzej dla kogo? Bo chyba nie dla mnie.
Gdybym chciała pisać pod publikę, to bym pisała tak, żeby się każdemu przypodobać, przypasować, przylizać, czy jak to tam się to nazywa.

Ja sobie piszę, co myślę i tyle.
Bo mój jest ten blog. 🙂
Pa.

Nic nie rozumiesz. Nie musisz tego publikowac. Pa.

Faktycznie wsparcie w szpitalach raczej marne, a jak jeszcze przypadkiem dziecku trafi się hospitalizacja dodatkowa to już w ogóle masakra. Rodzice w szpitalach są zbędni. Najlepiej dać butle i nara, a Ty się martw sama o laktacje i o karmienie. Nic dziwnego, że tyle kobiet się zniechęca, albo traci pokarm.
Pozdrawiam i zapraszam http://kiedymamaniepatrzy.blogspot.com/

a ja myślę że z czasem to gorzej tej matce zrezygnować z karmienia piersią jak dziecku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Copyrights