Mamo, tato! Pozwól mi dorastać.

Jestem mamą 7 latka. Wiecie, to już ten wiek, w którym nawet najbardziej zajebista matka przegra z rówieśnikiem. Ja jestem, byłam i zawsze będę kimś ważnym,ale kompan do zabawy ze mnie marny. Przecież nie będę tak dobrze nigdy znała TYCH bajek, TYCH sekretów, ani pokonywała tego samego odcinka trasy życia jak oni i czasem trudno jest mi się wcielić w jakąkolwiek postać inną niż ja sama, bo po prostu pewnego dnia z tego wyrosłam. Tak samo jak wyrosłam z tego by patrzeć ich oczami. Taka kolej rzeczy. Na pewnym etapie mój syn się usamodzielnił, odciął swoistą pępowinę,a ja choć na początku z ukłuciem zazdrości, wzięłam to na klatę. Przecież nie będzie się do mnie tulił, kiedy odbieram go ze szkoły, to już nie ten etap, ani dziarsko przyjmował mnie w swoim pokoju,żebym mogła z nim i jego kolegą pobyć,przy okazji karmiąc go ciastkami jak “małą dzidzię“. Bo trochę siara, wiem synu.

List przeczytałam u Doroty Zawadzkiej – KLIK. List smutny jak diabli, o niedojrzałości rodzica, ale subtelnej dojrzałości 7latka i o szantażu w imię urażonej dumy. Czyli po prostu krótki bezradnik “czego nie rób droga mamo!”

“Mój synek ma 7 lat i bardzo sie zmienił od czasu jak poszedł do szkoły. Nie chce się do mnie przytulać. Nie chce by go całować przed szkołą. Każe na siebie mówić PIOTR a nie Piotruś. Ale tak robi i mówi tylko przy kolegach z klasy. W domu jest normalnie. Ostatnio mu powiedziałam, że jak nie chce w szkole to ja nie chcę w domu. Czy dobrze robię?”

Odkąd mój syn chodzi do szkoły, a to już druga klasa, w jego zachowaniu wiele się zmieniło na … lepsze. Może nie biegnie do mnie jak w przedszkolu i nie rzuca mi się na szyję, ale rozumiem – wtedy miał 5 lat. Dla mojego syna pojęcie “siary”, kiedy daję mu buziaka na “do widzienia” nie istnieje, ale przy pierwszym alarmie zaprzestałabym procedury. Dlaczego? Dlatego, że mój syn, choćbym nie wiem jak bardzo chciała, ma prawo w pewnym momencie postawić mur i pokazać mi samej granice, że “pewne rzeczy robimy w domu poza wzrokiem kolegów i … koleżanek”.

Dla takiego 7 latka w szkole istnieje prawo dżungli i nawet najmniejsze potknięcia mogą na zawsze zostać zapamiętane i wyśmiane w oczach rówieśników. Nie jest to głównie kwestia braku wychowania, ale tego, że zawsze tak było. Na każdym etapie każdy z nas odczuwał, że jest bardziej dojrzalszy niż wskazywała na to metryka. 7latek niekoniecznie założy bluzę w misie, którą kupiłaś, ale za to wyjdzie z dziwnego założenia, że “kupa-dupa” to największe przekleństwo świata i po wygłoszeniu tak niskolotnego monologu może się okazać, że czuję się jak Pan swojego wieku.  (Spoko, 7latki znają też “dorosłe przekleństwa” – od Jasia usłyszałam fenomenalną wersję “wpadła bomba do piwnicy”. )

Najgorsze wyjście z sytuacji to szantaż. Bo widzicie. W domu to w domu. Wasze własne zacisze, możecie tu łamać wszelkie zasady. Chodzić w piżamach cały dzień, spać razem, przytulać się, dawać buziaki nawet na zdarte kolana. W końcu każdy kilkulatek, a nawet osoba dorosła potrzebuje tych czułości. One nie mijają. One tylko w pewnym momencie zmieniają się częstotliwością i miejscami w których tego dokonujemy. Nie weźmiesz już na ręce 7 latka, mi trudno jest wziąć na ręce kogoś (już pomijając ciążę) kto jest prawie tak wysoki jak ja i za jakiś krótki czas spokojnie mnie przerośnie (przekleństwo wzrostu krasnala ogrodowego). W rzeczy samej przecież 7 latek to już naprawdę duże dziecko, choć naprawdę wielu rodziców zatrzymało się samemu emocjonalnie na pułapie 2-3 lat i za Chiny nie chcą ruszyć dalej. W sensie – dziecko rośnie, a rodzic niestety jest tym niedojrzałym, rozhisteryzowanym osobnikiem, co świetnie pokazuje list. Bo przecież “jak dziecko nie chce w szkole, to ja nie chcę w domu”. Błąd. Na każdej płaszczyźnie wychowania.

Hej, hej rodzicu! Zaakceptuj płynący czas, choć jest czasem trudno jak cholera. Wiem po sobie …

 

LEAVE A REPLY

loading
×