Wypatroszona jak karp na święta, z bólem który zapierał dech w piersiach przychodzi mi się zmierzyć ze ścianą. Ścianą ludzkich umysłów zbyt ograniczonych by pojąć kilka faktów. Nie dziwię się poniekąd, sama przecież długo w to wierzyłam. Że cesarskie cięcie to droga na skróty, odwalą za mnie czarną robotę, będzie bezboleśnie. Tak miało być. Z takim myśleniem wjeżdżałam na salę operacyjną. Ale nagle okazało się, że nie posiadam błyskawicznego zamka.

(więcej…)

Na wstępie muszę napisać, że ten wpis wisiał w szkicach ponad pół roku czekając na dokończenie. To po pierwsze, ale nie najważniejsze. Najważniejsze jest to drugie, bo po drugie ten wpis nie jest wpisem medycznym, nie może służyć jako diagnoza, nie może zastąpić opinii lekarza. Jest jedynie opisem mojej przygody z wielowodziem i zawiera kilka informacji, które sami zapewne znajdziecie w google. Ale o tym, że google w tym przypadku wcale nie jest dobrym pomysłem za moment.

(więcej…)

Dzisiaj apeluję, chociaż nie … w sumie to nigdy tak nie działa. Zwykle trafia się nie do tych co się chce dotrzeć i trochę ten tekst będzie przypominał pracę mojego eks-listonosza, który zwykle zostawiał listy pod naszymi drzwiami do sąsiadów. Ale może się uda. A jak nie uda, to po prostu dotrę do tych, którzy są po tej samej stronie barykady co ja i na tym samym poziomie wkurwienia.

(więcej…)

Zanim zaczniecie czytać ten wpis musicie zdać sobie sprawę z jednego podstawowego faktu: wszystko co jest tutaj zawarte, a co może być sprzeczne z Waszymi poglądami, jest tylko i wyłącznie moimi, czysto subiektywnymi odczuciami. Cesarskie cięcie było i jest dla mnie pewnego rodzaju traumatycznym przeżyciem i dopiero po dwóch miesiącach postanowiłam o tym napisać, z własnej perspektywy. 

(więcej…)

Po ciąży z Janem nauczyłam się jednego. Dwie kreski nie są zawsze równoznaczne z pięknym, urodzonym o czasie noworodkiem, który otrzymuje w pakiecie zdrowie, a rodzic pozbawiony jest trosk. Po prostu czasem jest tak, że dziecko na starcie oto życie musi walczyć i nigdy nie wiesz czy to nie trafi na Ciebie. Ruletka. Cholerna. W trakcie ciąży z Jasiem, leżąc blisko dwa miesiące (ciągiem)  w szpitalu, w tym 1,5 miesiąca w szpitalu o III stopniu referencyjności byłam świadkiem cudów i tragedii, które na moich oczach rozgrywały się każdego dnia ucząc pokory na całe życie. I kiedy obiecałam sobie, że w te mury nigdy nie trafię, chyba, że na poród, znowu los spłatał mi figla, a ja znowu byłam świadkiem tragedii, która rozgrywała się tuż pod moim nosem. Tragedii gdzie trzy istnienia nie podołały, bo medycyna była bezsilna.

(więcej…)

W trakcie kompletowania wyprawki rodzice szczególną uwagę zwracają na to z czego wykonane będą kosmetyki, pieluszki jednorazowe, a także gdzie dostaną kolorowe pieluszki tetrowe, za to prawie w ogóle nie przywiązują wagi do tego co w tym wszystkim najważniejsze – fotelik samochodowy, mylnie zbyt często nazywany „nosidłem„, a wielu sprzedawców utrwala ich w przekonaniu, że to nie ma znaczenia. W wózku za 8 stów dostaną takie nosidło gratis, za całe „zero polskich złotych„. Więc czego chcieć więcej?

(więcej…)

Dzień jak co dzień. Kawa, mejle, etat, jakiś weekendowy wyjazd. Katalogi wakacyjne, bo miałam pić drinka pod palmami. Monotonne życie baby przed trzydziestką, jej jedynego syna i męża, wtedy jeszcze przyszłego. Człowiek nie ma ochoty nic zmieniać. Naprawdę. Bo jest dobrze tak jak jest. Wszystko uporządkowane jak skarpetki w szufladzie, budżet domowy cudownie fiknął koziołka w tę lepszą stronę (po mega burzy z piorunami), a syn juz na tyle duże by samodzielnie chodzić do kolegi, który przesypia już całe noce dopełniał ten cudowny chillout.

Więc przeszliśmy w tryb pieprzonych masochistów …

(więcej…)

Jestem w ciąży. Za mną dwa badania genetyczne i trzeci pomiar bardzo szczegółowy ze względu na wysokość AFI. Jestem pod kontrolą bardzo dobrego specjalisty, który nie tylko ma dobry sprzęt, ale i niesamowitą wiedzę. Na tyle na ile pozwala dzisiejsza medycyna wiem,że mój syn jest zdrowy. Wiem, że nie ma żadnej wady genetycznej, którą można by wykryć we wczesnych etapach ciąży na USG. Nigdy nie stałam przed dylematem czy przerwać upragnioną ciążę teraz i skrócić cierpienie mojego dziecka, czy czekać do dnia porodu ze świadomością, że noszę pod sercem kogoś kogo i tak stracę, a po przyjściu na świat nie ma dla niego procedur medycznych i będzie konał wiele godzin. Nigdy nie musiałam (chwała losowi!) stać nad przepaścią własnego jestestwa w próbie podejmowania niewątpliwie najtrudniejszej decyzji w życiu każdej kobiety. Ale wiem co oznacza posiadać w Polsce chore dziecko, ba! chore dziecko, które nie wymaga wcale aż tak specjalistycznej opieki. Dlatego wybaczcie – ale te 4 tysiące wsadźcie sobie w dupę.

(więcej…)

Zapewne już do końca ciąży moje zaangażowanie blogowe, tudzież w ogóle jakiekolwiek związane z Matką Prezesa będzie bardzo ograniczone, co nie oznacza, że nie będzie istnieć! Nie dlatego, że mi się nie chce, bo bardzo mi się chcę, ale dlatego, że mam trudności z siedzeniem, a pisanie na telefonie jakichkolwiek wpisów na blogu na leżąco jest prawie tak wykonalne jak zakładanie przeze mnie skarpetek. Właściwie to, że ten wpis dokończę jest spowodowane kilkoma faktami, a wśród nich ten jeden najważniejszy – czuję się poniekąd zobowiązana do tego, z racji wielu pytań o nasz stan.

(więcej…)

Jako, że weszłam dzisiaj w 7 miesiąc stanu „błogosławionego”, z abstrakcją związaną z moim stanem, spotykam się tak często i gęsto, że z trudem odnajduje oznaki jakiejkolwiek kwalifikacji do cywilizowanego świata. Oczywiście jako, że mamy wiek XXI, który daje nam poczucie bycie „ponad” opierając się głównie i przede wszystkim na wiedzy z Internetów, dążymy do tego by stać na czele „matek roku” już w momencie, kiedy nasze dziecko jest niewiele większe niż puszka coca-coli, którą piją przecież najgorsze matki świata, te którym na dzieciach nie zależy. A zaraz pod matkami pijącymi coca-colę są te pijące kawę, jedzące sery pleśniowe i jeszcze te farbujące włosy i malujące paznokcie i … zgrozo chodzące w szpilkach.

Także usiądźcie wygodnie, dzisiaj obalamy TOP 7 zakazów. Do postu natchnęła mnie czytelniczka, która pod zdjęciem mojego syna nawiązała (na szczęście ironicznie i żartobliwie …) do moich paznokci, które kosmetyczka co 3 tygodnie pokrywa hybrydą.

(więcej…)

Copyright 2018. All Right Reserved.