XXI wiek dał ludziom nieograniczone możliwości pozyskiwania wiedzy na każdy temat. Dawno temu, kiedy Internet nie był tak powszechny pewna wiedza z różnych zakresów była dostępna wyłącznie dla osób, które w danym kierunku się kształciły. Nie oznacza to jednak, że dawniej ludzie nie wierzyli w teorie spiskowe, oraz nie podważali postępu medycyny. Jasne, że podważali. Kiedy zaczęto stosować pierwszą szczepionkę (na ospę) ludzie uważali, że powstaną pół ludzie-pół krowy. I choć dzisiaj może to śmieszyć, w naszych czasach ludzie wierzą, że w szczepionkach są … chipy do kontrolowania ludzi.

DLACZEGO TEORIE SPISKOWE SĄ TAK POPULARNE?

Koncerny farmaceutyczne, tak jak zresztą każda działalność generująca miliardy dolarów ma na swoim koncie  rzeczy, które podważają jej wiarygodność i są to oczywiście ciemne strony tak ogromnego biznesu. W gruncie rzeczy jeżeli przyjrzymy się historii i to niedalekiej, kiedy w trakcie II wojny światowej działały duże koncerny, które swoje produkty testowały na bogu ducha winnych ofiarach obozów koncentracyjnych, zdajemy sobie sprawę, że budowało się potęgę na bólu i cierpieniu również dzieci. Ta czarna karta historii podważa nawet obecny dorobek koncernów, choć dzisiejsze testowanie produktów leczniczych, oraz badania odbywają się w zupełnie inny sposób.

Rzadko  jednak antyszczepionkowcy podają  przykład Rudolfa Weigla, który stworzył w trakcie II WŚ skuteczną szczepionkę na tyfus. Tak naprawdę tyfus dziesiątkował wówczas armię po każdej stronie, i każdej potędze zależało na stworzeniu skutecznej szczepionki którą można by masować podawać żołnierzom. Co więcej Weigl przemycał pewne dawki do gett gdzie ludzie brali tę szczepionkę z pocałowaniem ręki, ponieważ tyfus bardzo rozprzestrzeniał się również tam ze względu na warunki w jakich przebywali ludzie. Co więcej małżeństwo współpracujące z Weiglem – Meiselowie –  przetestowała tę szczepionkę na sobie, zanim w ogóle opublikowali swoje wyniki skuteczności.

Wracając jednak do popularnych teorii. 

Na temat szczepień – jak wspomniałam na początku – od zawsze tworzyły się pewne mity. Początkowo tworzyły się jedynie po stronie chłopów, którzy żyli w społeczeństwie pełnej zabobonów. Dzisiaj niestety również po stronach ludzi wykształconych, w tym medyków pojawiają się osoby, które podważają cały dorobek współczesnej medycy i są “guru” dla fanów teorii spiskowych i antyszczepionkowców. Co ciekawe ta grupa bardzo krytycznie odnosi się do naukowców, którzy posługują się EBM (czyli wiedzy popartej dowodami naukowymi), ale bardzo bezkrytycznie podchodzą do tych naukowców czy lekarzy, którzy mówią “ich głosem”.

Nie jest to wcale tak, że ta mała garstka dzieli naukowców i można używać zwrotu, że “lekarze są podzieleni”. To jest malutki procent naukowców czy medyków, którzy owszem podważają dorobek współczesnej medycyny i uważają się za “nawróconych”, ale absolutnie nie odbywa się to bezinteresownie. Nawet na naszym polskim podwórku możemy wymienić lekarzy, którzy oczywiście krytykują szczepienia itp. uważając się za tych “nawróconych”, ale jednocześnie bardzo cenią się w gabinetach, a ich leczenie w sumie kosztuje niekiedy nawet dziesiątki tysięcy złotych. W warunkach “normalnych” nie zarobiliby takich pieniędzy, a ich wizyta wówczas byłaby kilkakrotnie razy niższa niż jest obecnie. Mając jednak swoją grupę odbiorców – czyli ludzi wierzących w ich nawrócenie –  mogą pozwolić sobie na wysoki cennik, który tłumaczą na różne sposoby. Są oczywiście ludzie, którzy w pewnym momencie zrozumieją, że są robieni w bambuko, ale zbyt wielu z nich jest zaślepionych, by w jakikolwiek sposób zrozumieć jak bardzo jest to nieetyczne i niemoralne, zwłaszcza w przypadku żerowania na ludziach, często w zaawansowanym stadium choroby gdzie współczesna medycyna po prostu wyczerpała swoje możliwości.

Kolejny punktem dlaczego tylu ludzi wierzy w teorie spiskowe jest to, że w Polsce mamy bardzo niedofinansowany system zdrowotny. Mimo iż naprawdę jestem ogromną przeciwniczką dzisiejszego rządu, to jednak obecna sytuacja nie jest winą wyłącznie obecnych rządzących. To było wieloletnie zaniedbanie tego sektora, robienie wszystkiego po najniższych kosztach byleby się trzymało. Efekt jest tego taki, że pandemia sparaliżowała chyba każdy możliwy szpital w Polsce. Poza ludźmi, którzy umierają w wyniku zarażenia się wirusem SARS-CoV-2, są również Ci którzy umierają, bo nie otrzymują odpowiedniej pomocy w odpowiednim czasie. A nie otrzymują jej dlatego, że jeszcze przed pandemią były braki w kadrach, a ilość karetek była nieodpowiednia. Znalazłam informację, że w moim regionie jest 1 KARETKA NA … 30 TYSIĘCY MIESZKAŃCÓW!!!

W ten sposób mamy więc podatny grunt dla teorii o tym, że lekarze nie leczą, są na usługach koncernów, zabijają itp. Każdy z nas – i ja wcale nie jestem wyjątkiem – trafił chociaż raz na lekarza, który z marszu powinien albo dostać upomnienie, albo stracić możliwość wykonywania zawodu ze względu na swoje podejście do pacjenta i totalne ignorowanie problemów z jakimi ów pacjent przyjechał. Problem w tym, że są takie braki, że ten lekarz, który źle wpływa na opinie całego środowiska medycznego, choćby w szpitalu był 1 na 500 medyków, nie może ponieść żadnych konsekwencji, bo na jego miejsce nie ma nikogo, a brak jednego medyka paraliżuje jeszcze bardziej to co już i tak jest sparaliżowane.

 

TEORIE SPISKOWE, CZYLI PÓŁPRAWDY.

Z teoriami spiskowymi jest tak, że one bardzo mądrze brzmią. Osoby, które nie potrafią filtrować wiadomości i informacji, dostają wyjaśnienia wszystkiego prostym językiem. Wielu z nich również czuje się na tyle pewnie w XXI wieku, że podważa cały postęp dzięki któremu to bezpieczeństwo jest. Jeszcze 100 lat temu dzieci umierały na biegunkę, zapalenie płuc, czy przy najmniejszych infekcjach, które dzisiaj leczymy w większości przypadków w domowym zaciszu, skutecznie – co najważniejsze.

Moje pokolenie nie wie czym jest polio, a “żelazne płuca” możemy oglądać co najwyżej w starych filmach lub czytamy o nich w książkach historycznych. Dodatkowo jednak pokolenie które było szczepione, dzisiaj odmawia tej ochrony własnym dzieciom, ponieważ za pomocą owych teorii wierzą w to, że to właśnie brak szczepień jest ochroną. Jest to o tyle niebezpieczne, że niestety wielu z tych rodziców zapłaci za to wysoką cenę, a właściwie ich dziecko, które jest od rodziców zależne.

Skąd jednak to przekonanie, że dzieci są chronione brakiem szczepień? Ano z kolejnych teorii spiskowych. Na pewno chociaż raz trafiliście na informacje o dziecku, które PRZEZ szczepionkę zmarło. Łzawa historia mająca wywołać całą pulę emocji zostaje przedstawiona w taki sposób, by przekonać Was, że Wasze dziecko może spotkać to samo. Jaki jest jednak największy problem? Problem polega na tym, że “po” nie oznacza “na skutek” i często niestety pojawia się problem, bo lekarze, którzy prowadzili dziecko nie mogą się wypowiedzieć w socjal mediach. Obowiązuje ich tajemnica lekarska. Więc jest opinia wyłącznie rodziców (którzy – co jest zrozumiałe – mogą szukać winnych), którą podsycają ugrupowania AV. W jakim celu? Ano w takim by ludzie zaczęli uważać szczepionki za “cichych morderców”.

Podobnie jest z powikłaniami zdrowotnymi, które mają rzekomo wychodzić np. po latach. To nie jest tak, że mamy teraz wysyp różnych chorób u dzieci i ich kiedyś nie było. No pewnie, że były. Ale po pierwsze: dzisiaj nie istnieje coś takiego jak “selekcja naturalna”, więc udaje nam się ratować nawet skrajnie niedojrzałe noworodki, które w naturalnych warunkach nie przeżyłyby nawet godziny; a po drugie mamy bardzo rozwiniętą diagnostykę. Kiedyś dziecko umierało nagle i społeczeństwo, które wiedziało jak ogromna jest śmiertelność wśród dzieci nie zastanawiało się czy dziecko miało guza mózgu, czy białaczkę. A nawet jeżeli miałoby guza mózgu, to nie byłoby żadnej możliwości, aby np. 200 lat temu ten fakt potwierdzić.

Nowotwory u dzieci są naprawdę rzadkie. To zaledwie 1.5% nowotworów występujących w całej populacji. Rocznie diagnozuje się około 1200 dzieci, a około 70-80% dzieci zostanie wyleczonych. – źródło danych

Dlaczego jednak nowotwory u dzieci tak nas przerażają? Ponieważ jesteśmy nimi bombardowani z każdej możliwej strony za pomocą fundacji, które często zbierają ogromne pieniądze na leczenie dziecka poza naszymi granicami, ponieważ w Polsce możliwości się skończyły.

Czy winę za to ponoszą szczepienia? Ano nie ponoszą. Czy zdarza się, że mamy do czynienia z korelacją czasową? Ano zdarza się. Co więc w czystej teorii, którą wykorzystują AV wszystko to co dzieje się po szczepieniu zwłaszcza w pierwszych tygodniach to wina szczepień. Co oczywiście jak wiecie nie jest prawdą.

 

COVID-19. CO Z TĄ AMANTADYNĄ?

Uważam, że większość mediów w Polsce (również zgrozo tych, którzy mają “med” w swojej nazwie) powinno dostać karnego kutasa za wypuszczenie do mas informacji o tym, że badania potwierdzają skuteczność Amantadyny. I to badania z Nature, czyli top of top w nauce. Oczywiście informację szybko podchwycono, a jedna z posłanek chciała publicznych przeprosin dla Bodnara, który – jak zapewne wiecie – jest znany z tego, że uważa Amantadynę za królową w leczeniu COVID-19, ale o skuteczności leczenia Bodnara pisałam już ostatnio. TU.

Problem w tym, że owe “badania” ukazały się w czasopiśmie „Communications Biology”. Niefortunnie skojarzono to z Nature (TYM Nature) ponieważ wydawnictwo nosi nazwę: Nature Publishing Group. No więc skoro mamy ,,Natur”e w nazwie, to już nikogo tak naprawdę nie interesowało co to za Nature, grunt, że kliki się zgadzały, a odkręcenie tego obecnie jest w gruncie rzeczy niemalże niemożliwe.

Dlaczego? Ano dlatego, że wiele ludzi uważa, że koncerny farmaceutyczne (sic!) na poczet szczepionek bojkotują Amantadynę. Nie wiem czy wiecie, ale Amantadyna jest również “tworem” koncernów farmaceutycznych. I jeżeli coś tutaj możemy w tym momencie nazwać “eksperymentem” to właśnie podanie bezpodstawnie Amantadyny chorym na covid-19. Uważam to za pewnego rodzaju ekwilibrystka umysłową.

Proszę jednak pamiętać, że aktualnie trwają dwa badania nad skutecznością Amatandyny w leczeniu COVID-19 (Badanie NCT04794088 oraz Badanie NCT04854759). Natomiast to badanie, które spowodowało chaos w chaosie tak naprawdę nie było testowane na ludziach. Ale na lini komórkowej z … żab.

Więcej informacji znajdziecie w TYM artykule, który powinien przeczytać KAŻDY. Bez wyjątku. I choć wiem, że nie każdy komu się ten artykuł podetknie pod nos zrozumie w czym rzecz, to jednak jest on napisany tak bardzo zrozumiałym językiem, że prościej się nie da.

 

SZCZEPIENIA NIE DZIAŁAJĄ, LUDZIE SZCZEPIENI CHORUJĄ, UMIERAJĄ I W OGÓLE SZCZEPIENIA SĄ BEZSENSU. 

Ostatnio ciągle czytam, że szczepienia są bezsensu, bo ludzie szczepieni chorują (a niektórzy jeszcze potrafią napisać, że “częściej”), umierają “tak samo” jak Ci nieszczepieni, a nawet “częściej”, a w ogóle w innych krajach jest wysoka wyszczepialność, a i tak pandemia nadal trwa. A poza tym zarażają tak samo.

Zanim przejdę do faktycznych danych i Wam wyjaśnię w czym rzecz (bo ostatnio długo analizowałam te dane z czystej ciekawości), to  musimy pamiętać o tym, że pewna część “zaszczepionych”, która figuruje jako “zaszczepiona” nie jest zaszczepiona a wykupiła sobie paszport. Afera ujrzała światło dzienne, niektórzy zostali ukarani, ale skala problemu jak się okazało była ogromna. Co więcej na IG (za pomocą lewych kont tworzonych tylko na potrzeby rozsyłania wiadomości) można było dostać informacje o wykupieniu sobie takiego paszportu. Sama taką wiadomość dostałam. Jak widać pieniądz nie śmierdzi, a ludzie potrafili dużo zapłacić za to aby dostać certyfikat, który ułatwiał im życie (w tym podróże).

A jak to wygląda faktycznie? Jak zawsze odsyłam na jeden z moich ulubionych profili na fb, który prowadzi profesor Agnieszka Szuster-Ciesielska.

 

 

Powyżej efekty szczepień dla dwóch grup – zaszczepionych i niezaszczepionych. Jasno widać jak to wygląda w praktyce i, że to “częściej” “tak samo” nie ma pokrycia i jeżeli ktoś posługuje się takimi argumentami, warto odsyłać do źródeł.

 

Jak pewnie większość – tak i ja – trafiłam na informacje odnośnie UK. Co wynikało z tych danych? Że szczepienia są bezsensu i to brak szczepień jest bezpieczniejszy. Cieszę się, że znalazł się ktoś kto postanowił to obalić dla mas, które masowo zaczęły te informacje udostępniać dzieląc się tym z coraz większą ilością ludzi.

Jeden z aktywnych na TT mecenasów pisze, że wśród zaszczepionych odnotowano 2 760 zgonów, podczas gdy wśród niezaszczepionych – 695. Oparł się na raporcie PHE week 48. Liczby się zgadzają. Powiem tak – gdyby 100% populacji UK było zaszczepionych, to zgonów w tym raporcie byłoby 3 455 – i to samych zaszczepionych, zaś żaden niezaszczepiony by nie umarł. Kłania się sposób przekazania informacji.

 

 

 

Żadne szczepienie nie daje 100% skuteczności. Ale im więcej osób w danym społeczeństwie się zaszczepi tym mniejsza będzie skala rozprzestrzeniania się wirusa. Co za tym idzie chronieni będą Ci, którzy z różnych przyczyn zdrowotnych faktycznie nie mogą się szczepić. Jest tak naprawdę bardzo mało przeciwwskazań do szczepień, ale jednak są. I w każdej populacji będzie taki mały procent, którego chronić muszą inni. Nazywamy to “odpornością zbiorową”.

Dodatkowo im szybciej pokonamy pandemię, tym mniej będzie ofiar covid-19 i osób pośrednich, które nie otrzymują szybkiej pomocy ze względu na – opisany powyżej – sparaliżowany sektor zdrowia publicznego. Problem jest jednak taki, że społeczeństwo krzyczy o “własnej wolności” zapominając, że wolność każdego człowieka kończy się tam gdzie zaczyna się drugi człowiek. Jako obywatele mamy dużo przywilejów, ale mamy również dużo obowiązków. A obowiązek szczepień moim zdaniem powinien być wprowadzony już dawno.

Obowiązek to nie przymus. Ale obowiązek można wprowadzić i fajnie to wytłumaczyła na swoim ig @prawniklekarz powołując się na art.36 Ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych.

 

 

CZEGO BRAKUJE?

Edukacji. Mądrej edukacji. 

Ludzie boją się szczepień, bo ktoś im wmawia żerując na ich podatności na teorie spiskowe, że są jakąś elitą “która wie więcej” i przeciwstawia się systemowi. Bunt chyba mamy w genach, ale obecnie jest to po prostu skala niebezpieczna. No i moim zdaniem podważania szczepień to skrajna nieodpowiedzialność. Nie będę też dodawać jak widzę osoby, które palą papierosy, piją alkohol, inwestują w medycynę estetyczną wstrzykując sobie różne rzeczy, ale krytykują szczepienia i krzyczą o tym, że nie będą się truć.

Jak widzę też te nasze konferencje z udziałem premiera (i nie tylko premiera) o kolejnych ograniczeniach (otwieramy, zamykamy) to myślę sobie o tym, że wszystkie kraje z tego wyjdą, a my będziemy jak zwykle w czarnej dupie. Trudno oczekiwać od społeczeństwa jakieś odpowiedzialności zbiorowej, skoro robi się taki cyrk po stronie tych, którzy jednak powinni mieć jakiś spójny plan w przeciwdziałaniu pandemii. Na cholerę to całe zamykanie niebawem różnych miejsc na czas Świąt, ograniczanie itp. jak 12 grudnia mamy niedzielę handlową, gdzie w każdym Centrum Handlowym będzie cała masa ludzi bez maseczek, lub z maseczkami pod brodą albo pod nosem?

Albo po co te wszystkie restrykcje jak w sklepach – również dużych – połowa pracowników albo nie ma maseczek, albo pod brodą? I ani nikt tego nie pilnuje, ani nie wyciąga konsekwencji. A już nie wspomnę o tym, że nauczyciele obecnie mają mieć obowiązek szczepień, ale co z tego jak tego obowiązku nie będą miały dzieci, które i tak czy siak będą szły na kwarantannę i mogą w międzyczasie zarazić połowę szkoły?

A dodajmy jeszcze fakt, że w czystej teorii osoby będące na kwarantannie czy izolacji powinny być sprawdzane. Tymczasem sprawdzanie – przynajmniej w Śremie – wyglądało tak, że dzwoniła policja i pytała czy jestem w domu i to dopiero jakoś pod koniec izolacji. Podczas gdy równie dobrze mogłam być na drugim końcu Polski. Mój mąż, który izolację miał w maju również nie doczekał się odwiedzin nikogo kto sprawdziłby czy faktycznie w tym domu jest.

Dodatkowo przemiał informacji też jest druzgoczący. Klasa mojego syna dostała kwaratannę na koniec kwarantanny. Czyli w domu siedzieli jakieś 3 dni od momentu przekazania informacji. Kiedy dostałam telefon był u nas akurat Jasia kolega z klasy, a nasz sąsiad. Pani przy telefonie powiedziała, że sąsiad ma wrócić do domu i natychmiast założyć maseczkę. Było to dla mnie kuriozalne, bo przecież on był u nas pół dnia, więc mógł wszystkich domowników pozarażać 10 razy …

Co więcej Jasiek oczywiście jako dziecko zaszczepione był z kwarantanny zwolniony, ale cieszę się, że chociaż teraz będą testować też zaszczepionych, bo to było coś czego mi brakowało.

Tak więc jak widzicie, mamy tutaj taki chaos informacyjny, a do tego nie tylko informacyjny, ale również praktyczny, czyli zupełnie walący się system po każdej możliwej stronie. Jedyne co możemy zrobić jako społeczeństwo to być tą mądrzejszą jednostką, która z nauką nie jest na bakier. Pandemia to nie są przelewki, a kiedy premier mówił na początku pandemii że każdy będzie znał kogoś kto zmarł przez covid-19 wcale nie żartował. Większość zna na pewno kogoś kto zmarł przez covid-19.

A biorąc pod uwagę obecne zgony (na milion mieszkańców)…

 

 

… jesteśmy liderem chujowości. I z takim podejście społecznym to się nie zmieni.

 

ILE DOWODÓW POTRZEBA ABY ZROZUMIEĆ, ŻE SZCZEPIONKI SĄ BEZPIECZNE?

Na chwilę obecną zaszczepionych minimum jedną dawką jest ponad 3.5 miliarda osób. Na całym świecie. Nie dałoby się więc w żaden możliwy sposób ukryć liczby zgonów po szczepieniu. Na “Szczepienia rozwiewamy wątpliwości” powstało zestawienie, że gdyby liczba zgonów w stosunku do szczepień wynosiła 0.5% to mielibyśmy 18 milionów zgonów przez szczepienia.

A teraz policzcie 18 milionów przez 365 dni to wychodzi prawie 50 (!) tys zgonów dziennie przez cały rok!

Nieco zmodyfikuję grafikę, którą na “Szczepienia rozwiewamy wątpliwości” możecie znaleźć (zwiera zachorowania na październik 2021).

Na dzień dzisiejszy jest to 269 milionów osób zarażonych covid-19 z czego 5.3 miliona osób przez covid-19 zmarło. Więc mielibyśmy dziennie więcej zgonów osób zaszczepionych niż osób, które zmarły na covid-19.

 

I teraz do sedna.

Mówimy o zgonach na covid-19 i gdyby jednak tych zgonów było kilkakrotnie razy więcej to nie dałoby się ich ukryć. Czy więc zatem ludzie po szczepieniu nie umierają? Oczywiście, że umierają. Ale “po” nie oznacza “na skutek”. Szczepienia nie są żadnym eliksirem nieśmiertelności. Ale są bezpieczne, a dowodzą tego badania. Po prostu starano się stworzyć możliwie najlepszą szczepionkę, która zatrzyma pandemię. I zależało na tym każdemu. To znaczy każdemu kto rozumie powagę  sytuacji. Albo po prostu tym którzy stoją na czele państw i są odpowiedzialni za swoich obywateli i wiedzą jak pandemia niszczy gospodarkę, zdrowie publiczne i paraliżuje system zdrowia. Wszędzie. Nie tylko w Polsce. Władowano w jej stworzenie ogromne góry pieniędzy, aby stworzyć możliwie najbardziej skuteczną i bezpieczną szczepionkę.

Gdyby koncernom albo komukolwiek naprawdę zależało na tym by zabijać ludzi  to pozwolono by rozprzestrzenić się wirusowi bez żadnej ochrony. Wówczas moglibyśmy czekać jedynie na odporność zbiorową poprzez przechorowanie (co na początku pandemii proponował swoim rodakom premier UK), ale liczba zgonów na całym świecie ostatecznie byłaby dużo wyższa, a wszystkie państwa byłyby sparaliżowane, a skutki byłyby ogromne. Chodzi przede wszystkim o gospodarkę. Już teraz notujemy problemy.

Boisz się szczepień, a nie boisz się choroby? W kwestii jakiejkolwiek statystyki i faktów naukowych o wiele większym zagrożeniem i dla twoich najbliższych jest brak szczepień. Owszem, dopóki nie będzie obowiązków to Ty decydujesz, ale czy naprawdę warto ufać zupełnie obcym osobom, które tak manipulują faktami?

 

JESTEŚMY ZASZCZEPIENI DWOMA DAWKAMI.

Zarówno ja, jak i mój mąż i nasz 12 letni syn jesteśmy zaszczepieni dwoma dawkami Pfizera. Niebawem szczepiony będzie Staś, który skończy lat 5 dopiero 3 stycznia. Nie mam żadnych wątpliwości co do podjętych decyzji. W czasach w których miałam problem aby przefiltrować te informację na pewno byłabym bardziej podatna na te informację. Dzisiaj wiem jak łatwo manipulować, ale również wiem, że im więcej się wie o szczepieniach i ich działaniu, tym mniej się człowiek ich boi. A właściwie nie boi się ich w ogóle. Ja się nie boję. A ponieważ od samego początku były informacje o tym, że najprawdopodobniej będą dawki przypominające, to jeżeli będzie taka możliwość będę się szczepić co roku.

Ze szczepieniem na grypę też nie mam żadnych problemów.

Skoro moi znajomi lekarze – którym ufam – zaszczepili siebie i swoje rodziny to ani przez moment nie zwątpiłam, że moja decyzja nie jest słuszna. Tym bardziej, że zanim zdecydowałam się na szczepienie Jasia, co wywołało kontrowersję na moim profilu (skrajny wcześniak po przejścia w spektrum autyzmu), przeanalizowałam wiele badań, popytałam zaufanych medyków i wiedziałam, że to co robią jest dla niego najlepsze.

Cieszę się, że do szczepień udało się przekonać moją mamę, która podchodziła do nich sceptycznie. Co więcej jako jedyna osoba z nas wszystkich (mam tu na myśli mojego ojca, mnie i brata – który jako pierwszy się z nas wszystkich zaszczepił, bo jest w OSP) miała NOP. Drgawki gorączkowe, gorączka, bóle mięśnie, stawów itp. Niemniej jednak wie, że musi przyjąć kolejną dawkę. A ponieważ w czerwcu leci do Egiptu z tatą i Jasiem, a jej paszport przestanie być aktualny (Jasia jeszcze aktualny będzie), to jak ją znam się zaszczepi. Zresztą to ja jestem jej córką i wszystko co publikuję czyta. Biorąc pod uwagę, że trwało to raptem 24 godziny, należy mieć na uwadze jak bardzo źle organizm może zadziałać, kiedy faktycznie przechorujemy covid-19.

Tata z kolei nie ma żadnych wątpliwości, a to o niego najbardziej się bałam. Tata jest astmatykiem i ma nowotwór krwi. Jest w grupie ryzyka jeżeli chodzi o przechorowanie covid-19, ale dostał od swojej hematolożki-onkolożki zielone światło na szczepienie. Nawet go ręka nie bolała. Zrobiłam takie “uffff” kiedy się zaszczepił.

 

STRACH JEST NORMALNY, ALE …

Wiem, że wielu moich czytelników ma inne poglądy od moich. Można się na mnie wkurzać, pisać o mnie ohydne rzeczy na zamkniętych grupach w nadziei, że w ten sposób choć trochę wpłynie się na mój wizerunek w sieci, ale uważam, że sytuacja jest zbyt poważna, by kryć się ze swoimi poglądami i udawać neutralną w imię “nieskazitelnego wizerunku”. Kto mnie czyta od dawna ten wie, że jestem osobą, która nie boi się wyrażać własnego zdania i można o mnie powiedzieć wiele, ale nie to, że jestem nieskazitelna wizerunkowo. Nie oczekujcie więc ode mnie, że będę neutralna. Nie jestem. Jestem proszczepionkowa i pronaukowa. I nie ukrywam tego. Tym bardziej jako osoba, która sama kiedyś wpadła w sidła tej dezinformacji.

Wielu jest też tu takich, co się wahają.  Wahają się głównie dlatego, że nie potrafią przefiltrować wiadomości, które ze wszystkich stron są udostępniane. Fanów teorii spiskowych wcale nie ubywa. Jestem przekonana, że wręcz przeciwnie ich przybywa. Mamy na to podatny grunt. Ludzie lubią być przeciwko większości, bo wtedy uważają się za tych “jedynych”. Na czele ugrupowań AV stoją osoby, które maja tyle za uszami, że jakby im to podsumować można by uznać, że to całkiem opłacalny biznes. Tylko żeby być na ich miejscu trzeba być niezłym sukinsynem, który utracił kręgosłup moralny.

 

DLACZEGO UFASZ MEDYCYNIE, KIEDY TRAFIASZ NA STÓŁ OPERACYJNY, A NIE UFASZ MEDYCYNIE KIEDY MOŻESZ SIĘ CHRONIĆ?

 

 

 

 

 

 

 

2 komentarze

  1. Ostatnio przeczytałam ciekawy artykuł na wyborczej, który mówił o tym, że w Niemczech są już bezpłatne porady dla członków rodzin skłóconych tematem szczepień. Terapeuci uważają, że argumenty naukowe nic nie dają, lepiej się odwołać do emocji i proponują, by nie rezygnować z kontaktów z nieszczepionymi członkami rodzin czy znajomymi. Ja jednak nie jestem co do tego przekonana. Jeszcze parę lat temu miałam siłę walczyć, pisać komentarze, czy nawet takie artykuły jak Ty. Obecnie wiem, że to nie na moje nerwy. Psychicznie mam dość, jestem wykończona, zawsze byłam przekonana co do szczepień, ale mimo wszystko AV potrafią bardzo łatwo zasiać ziarno lęku. Obecnie wiem, że nie jestem psychicznie gotowa na najazdy z wyzwiskami czy życzeniami śmierci. I chyba nigdy nie będę. Po prostu życzę sobie jednego, że jeśli, tak jak zdecydowana większość AV twierdzi, są oni za wyborem, to chcę, aby mój wybór nie był oceniany. Obecnie po prostu nie rozmawiam na temat szczepień z nikim, chyba, że mam pewność, że ktoś ma podobne zdanie do mojego. Nie mam sił na kłótnie czy tłumaczenie, ani naukowe, ani jakieś emocjonalne. Ostatecznie każdy będzie ponosił konsekwencje swoich czynów, ja za nich życia nie przeżyje, ani oni za mnie.
    PS. Sory, że tak pisze w "staroświeckim" stylu, a nie na fb, ale wiem, że na Twoim fb jednak też gromadzą się ludzie z różnymi poglądami, a ja nie chcę wdawać się w dyskusję, ani nie chce, żeby znajomi widzieli mój komentarz, żeby nie mieć tyrady na priv.

    MK
  2. Dodam tylko jeszcze, że w swoim artykule nie uwzględniłas tego, że bardzo dużo komentarzy AV pochodzi z fake kont, specjalnie stworzonych po to, żeby siać dezinformacje. I to żadna teoria spiskowa, jest udowodnione, że mnóstwo tych kont jest zakładanych na zlecenie Rosji.

    MK

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.