Koń szaleniec i jeździk dla całej rodziny.

Co łączy szalonego konia z jeździkiem z którego może korzystać cała rodzina, bo jest do … 120 kilogramów? Jakie rady wobec niesfornego konia mam dla rodziców i dlaczego ta przestroga może was uratować. W sensie Was rodziców, a nie małych kowbojów, bo może się okazać, że zamykając wieczorem oczy będziecie w głowie słyszeć tylko “ihaaaa”.

KOŃ SZALENIEC.

Pierwszy raz, a bloga prowadzę prawie 7 lat miałam problem z opisaniem zabawki. Ja uwielbiam recenzować zabawki, a zwłaszcza te w których moje dzieci są zakochane. I z tym koniem jest tak, że Staszek pała do niego miłością prawie tak wielką jak do psich patrolowców.

I wszystko było jakby okej, gdyby nie jeden szkopuł.

Zacznę od tego, że sama w dzieciństwie bawiłam się z kuzynem koniem na biegunach. Był o wiele większy niż ten, który mamy my no i wiadomo, że z czasem nasze zabawy zaczynały się zmieniać i zadanie polegało na tym żeby rozhuśtać konia, przeciążyć go i wypaść. Zwykle udawało się to temu kto był cięższy i większy i ten zaszczyt przypadał mi, bo jestem 3 lata starsza.

Moje dzieci (chwała im za to) na ten pomysł jeszcze nie wpadły, co nie oznacza, że nie wpadną. Ich zabawy nadal są bezpieczne, a przynajmniej do takich mogę je zaliczyć. Staszek początkowo miał problem z wejściem na niego, ale szybko opanował tę umiejętność. Najpierw za pomocą krzesełka dziecięcego, pudeł na zabawki, a potem już samodzielnie.

Koń jest prawie codziennie używany, a ponieważ oboje mają jeszcze fazę na Toy Story, bawią się w … kowbojów.

Ale jest ten jeden malutki, mikro szkopuł, który sprawia, że nasz koń dostał imię “Szaleniec” i to bynajmniej nie ze względu na formę zabawy, bo ona naprawdę nie wychodzi poza margines bezpieczeństwa na milimetr.

Otóż w naszym domu wszystko biegło pięknym rytmem, a ja w głowie układałam plan jak przedstawić Wam tego konia w jasnym świetle, równie jasnym jak Wasze lampki na choinkach. Mogłabym napisać w pięknych słowach o tym, że lampki choinkowe będą błyszczeć w jego ciemnych oczach, a ogon będzie pasował do złotych bombek.

I wtedy na konną arenę wkroczył mój mąż. Z bateriami. I ja i dzieci stanęliśmy na dwóch przeciwległych biegunach, a ja zastanawiałam się czy aby na pewno ten brodaty, domowy zadymiarz to mój ukochany mąż. Dzieci skakały z radości tak wysoko, że gdyby mogły wylądowałyby na Marsie. Oto nasz koń zyskał głos, a ponoć zwierzęta ludzkim głosem mówią dopiero 24 grudnia …

 

Jak odbieraliśmy tego konia, to właściciel sklepu mówił, że niektóre dzieci tych odgłosów mogą się bać. Może niektóre tak, ale nie moje. Moje dzieci pokochały wtedy konia o wiele bardziej niż wcześniej. I był taki moment w naszym życiu, gdzie rodzinne ognisko przypomniało bardziej pożar uczuć i to moich własnych w stosunku do kolejnej piosenki, którą – ku własnej rozpaczy – poznałam całą na pamięć.

Jakby tego było mało w głowie słyszałam jeszcze głośne Staszka “ihaaaa” wypowiedziane za każdym razem, kiedy dźwięk końskich kopyt przestał odbijać się o mój mózg, który zaczął przypominać watę, którą z powodzeniem mogłabym wypełnić własne uszy na cały dzień.

Ale nie wypełniam. Trwam w macierzyństwie, choć myśli moje krążą wokół przecięcia kabelków lub wyciągnięcia baterii, ale wtedy dochodzi rachunek prawdopodobieństwa co będzie dalej i na przeciw tego co ja chce, wychodzi to co chcą moje dzieci, a one chcą szalonego konia, a nie milczącego.

Więc nie wsadzajcie baterii. Albo bądźcie bohaterami we własnym domu i wsadźcie. Zyskacie +10 do zajebistości w oczach dzieci i sąsiadów i całego świata!

Konie do kupienia są 4. Ten nasz to ten duży, pierwszy w linki (poniżej), który nazwany jest HITEM no i faktycznie hitem u nas jest. Koń nie zawiera baterii, więc nikt nie musi wiedzieć, że gra. Możecie tę informację zostawić nawet do grobu. Dostępne są też konie drewniane dla maluchów np. rocznych, bo ten nasz koń duży to tak dla dzieci od 2 lat w górę. Ten drewniany to wiadomo. Ani mru mru.

LINK DO SZALONEGO KONIA I JEGO RODZINY.

Pawlaczki polecają.

JEŹDZIK DLA CAŁEJ RODZINY. 

Zaczyna się niewinnie. Składasz go, montujesz kierownicę (czasem odwrotnie jak mój mąż, ale to da się szybko naprawić) a potem próbujesz wytłumaczyć dziecku, że tu się kładzie nogi, a tu się kręci kierownicą i wcale nie trzeba się odpychać nogami. Oczywiście zanim Staszek doszedł do tych samych wniosków co my minęło kilka dni.

W tym czasie jako pierwszy na jeździk wsiadł mój mąż. W ogóle wiecie to jest typ, który kiedyś kupując Jasiowi klocki LEGO pod choinkę pytał (i to całkiem poważnie) czy on może je otworzyć, złożyć, a potem włożyć z powrotem do pudła. Ja z kolei bardzo polubiłam Nerfa i zastanawiałam się czy nie powinniśmy kupić drugiego a potem się wspólnie bawić na punkty. Np. środek głowy to 50 punktów, ręka 5 i tak dalej. Ale z tego pomysłu zrezygnowaliśmy.

No więc mój mąż zaczął jeździć ze Staszkiem. Wyczytał, że jeździk utrzyma ponad 100 kilogramów, więc siedząc nawet ze Stasiem tej stówy nie przekracza. Jeździli więc po całym mieszkaniu ku uciesze Staszka i psa. No bo nasz pies też się z jeźdzkiem zaprzyjaźnił.

 

U nas w domu często panuje takie przekonanie, że dobro jest wspólne. I tak jakby dotyczy to wszystkich. Vadera też. Jeździk z powodzeniem może być stosowane też na podwórku – no ale raczej tam gdzie jest prosty chodnik, a nie dziury jak po minie.

Powiezie też Św.Mikołaja w razie gdyby nawaliły mu sanie z reniferem.

I tak jak z koniem obchodzą się jak z jajem, w sensie bawią się nim zgodnie z przeznaczeniem, tak z jeździkiem już tak nie jest, bo umieją tak ustawić kółka by na zakręcie wjechać jak Fernando Alonso, co zwykle kończy się tym, że oboje leżą gdzieś między komodą a psim legowiskiem. To ostatnie akurat jest świetną amortyzacją.

Jeździk na pewno sprawdzi się w rodzinach w których dorośli nadal pielęgnują swoje wewnętrzne dziecko. Z reguły dotyczy to ojców bąbelków, ale umówmy się, że matki bywają w tym wszystkim równie mocno zaangażowane. Ja na tym jeździku też pokonywałam domowe trasy i nawet mi się to podobało.

Ja zresztą ze swoim wzrostem krasnala ogrodowego jestem niewiele wyższa niż dzieci, więc na dobrą sprawę to tak jakby wtapiam się gabarytowo w tło.

Plusem tego jeździka jest również to, że w porównaniu do rowerków biegowych nie da się na nich osiągnąć prędkości boeinga, więc nie będziecie musieli uprawiać przymusowego joggingu jeżeli dojdziecie do wniosku, że dobrze wyjść na spacer biorąc pod pachę jeździk. W sumie pod pachę bez problemu weźmiecie, bo on nie jest ciężki waży 3.75kg.

Z racji tego, że jeździk napędzany jest ruchem kierownicy jest idealny dla bardzo energicznych dzieci, tych wszystkich, które ładują się energią z kosmosu. Czyli dla takich Stasiów i innych Jasiów.

Producent uważa, że jeździk jest od 3 r.ż. Ja osobiście uważam, że dadzą sobie z nim radę około 1.5 roczniaki jeżeli będą dosięgać do kierownicy. “Napędzanie” twistcar nie jest trudne.

Wiele z was pisało, że dzieci na tym jeździku się początkowo odpychają co jest całkowicie normalne, no bo Staś od 2 lat ma swój jeździk retro na którym jeździ codziennie a tam musi się odpychać. Do tego dochodzi rowerek biegowy, więc jestem przekonana, że dotyczy to wszystkich dzieci, które do tej pory jeździki “napędzały” nogami.

Staszek na twistcar jeździ czasem z Jasiem, więc Jasiek był świetnym nauczycielem jazdy. Staszek oficjalnie stał się już kierowcą zawodowcem i jak przychodzą do nas inne dzieci bywa problem z podziałem jeździków.

 

Zabawka zdecydowanie na kilka lat.

 

LINK DO TWISTCAR

idealny prezent pod choinkę jeżeli planujecie coś większego. Koń też!

 

 

Na hasło: pawlaki10

jest rabat -10% na cały asortyment kronos-shop

Jeżeli ktoś planuje rowerki biegowe są tam różnie dostępne. Hop_do_rowerków.

 

___

Wpis powstał przy współpracy z Kronos-Shop.

 

 

 

CATEGORY: RECENZJE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Copyright 2018. All Right Reserved.