Złapiesz mnie mamo? Nie.

Jeżeli sądzicie, że godzina 21 nie jest odpowiednią godziną do przeczytania tego tekstu, to absolutnie nie macie racji. To jest najlepsza godzina na przeczytanie tego,że Noemi Pawlak nie potrafi łapać swojego dziecka, nie ma kryształowej kuli i nie potrafi przewidywać przyszłości. Za to ma dziecko,które od jakiegoś miesiąca każdego dnia przyprawia ją o zawrót głowy. Teraz z kolei każdemu, kto powie, że nie pilnuje dziecka zacytuje naszego pediatrę: „To chyba weteran! Jakiś popierdolonych przodków miał! Partyzantów albo powstańców!”. Ale ok, może trochę poważniej …

DAWNO, DAWNO TEMU NA PEWNYM INSTAGRAMIE …

Jeszcze z dwa miesiace temu nasz instagram pełen był filmików ze Staszkiem w roli głównej. A tu Staszek siedzący na biurku,  tu Staszek siedzący na komodzie, a tu Staszek wlazł na to, a tu na tamto. Chciałam pokazać rzeszy matek, że tak – dzieci włażą na wszystko, a poza tym faktem,że włażą to ćwiczą również koordynację ruchową, bo to też jest mega ważne w rozwoju dzieci. Niestety nie przewidziałam tego, że moje dziecko w pewnym momencie będzie miało kilka poważniejszych wypadków, a ja zostanę zasypana wieloma, naprawdę różnie brzmiącymi komentarzami, gdzie wniosek był tylko jeden: „nie pilnujesz dziecka to tak masz!”. 

Z początku myślałam, że kurwa co?! Przecież Staszek nigdy nie spadł z komody, absolutnie nigdy nie spadł z biurka! Wszędzie gdzie się wspinał również sprawnie z tego schodził. Prawie wszystkie wypadki, nie licząc jednego zaliczył, kiedy któreś z nas było obok, a nawet się z nim bawiło, bez telefonu, włączonej elektroniki czy przeglądania sieci! Jeden z wypadków nawet Staszek miał, kiedy siedziałam na toalecie i chciałam go mieć przy sobie.

Ale w sumie po ochłonięciu pomyślałam: ale skąd komentator miał o tym wiedzieć? Komentator pewnie nie wie, a może nie rozumie, że pokazujemy mały ułamek naszego życia, a reszta wcale nie kręci się tylko wokół telefonów. Spędzamy z dziećmi aktywnie czas, jesteśmy obok, choć nie jako helikoptery. Pomyslałam również, że choć wiele komentarzy było wyjątkowo złośliwych, to pewnie gdzieś w gruncie rzeczy przemawiała za Wami troska. Jakaś.

Więc informuję: żaden z wypadków Staszka nie odbył się, bo nie pilnując korzystałam z telefonu.

 

BYŁO MI CIĘŻKO.

Nie lubię się przyznawać do moich słabości,bo są one często potem wykorzystywane przeciwko mnie. Niektórzy lubią uprawiać taki bardzo mocny boks w moją stronę i ok – Wam jest lżej, mi jest smutno, ale jestem blogerem, w tę stronę chciałam iść. Bycie w sieci poczytanym ma swoje konsekwencje. Będą nas opisywać, będą nas oceniać, będą nas grzmocić po dupsku i czekać na potknięcia. Godziłam się na to w momencie, kiedy zaczęłam nadawać dla coraz większego grona. I musiałam wycementować sobie dupę by była wyjątkowa twarda na te bitki …

Ale kiedy trafiasz z dzieckiem po raz kolejny na SOR, albo kiedy ono na Twoich oczach rozcina sobie łuk brwiowy, zdziera kolana, albo po raz kolejny ścierasz krew z małego noska to bądź co bądź to na Ciebie wpływa. Gdzieś ulatnia się cały dystans, Twoje postanowienie, że nie będziesz helikopterem, za to będziesz twarda, dasz rozwijać dziecku skrzydła. Wiecie co ja robię ostatnio? Asekuruje. Albo mój mąż. Tam gdzie możemy przewidzieć upadek.  Nie dlatego,że nagle postanowiłam być helikopterem, dlatego, że zaczęłam się bać.

O ile dziecko zrobi sobie krzywdę raz na jakiś czas jest to jakaś norma statystyczna. Ale Staszek pobił wszelką normę. Pierwszy raz na chirurgię trafiliśmy 10 lipca. Staszek dzień wcześniej bawiąc się z bratem na kanapie spadł do tyłu i uderzył się potylicą w dywan i ławę. Nie było guza, rozcięcia, utraty przytomności, nierównych źrenic, wymiotów. Nie było żadnych oznak, że coś się stało. Ale w nocy polała mu się podczas jednego karmienia krew z nosa, a rano się to dwukrotnie powtórzyło. Wylądowaliśmy u pediatry, stamtąd ze skierowaniem do śremskiego szpitala, w śremski szpital skierował nas na Krysiewicza w Poznaniu.

Staszke w tamtym czasie miał kilka dość niefajnych wypadków: podszedł bratu pod huśtawkę (to był ten jeden raz, kiedy go nie pilnowalismy, bo mąż myślał, że to ja go pilnuje, a ja myślałam, że mąż, Jasiek nie zdążył wyhamować), spadł z rowerka biegowego w domu bawiąc się z tatą i uderzył czołem o metalowy jeździk. Dzień później, kiedy powieszałam pranie przewrócił się na podwórku i uderzył czołem o beton. Lekarze orzekli, że te „czołowe” zderzenie z podłożem wynikaja z faktu, że głowa go przeciąża (ma ją po prostu dużą) i traci równowagę.

Po długim wywiadzie z chirurgiem skierowano nas na RTG czaszki. Neurologicznie i laryngologicznie było ok. Choć znowu pojawił się mały problem – najprawdopodobniej po poprzednich urazach nosa gdzieś tam utworzył się skrzep i Staszek uderzając się ponownie ten skrzep odrywa powodując krwawienia. I trwa to niestety do dzisiaj … Mieliśmy już trzy tygodnie spokoju i na nowo, bęc.

6 dni po RTG głowy, kiedy wracałam do siebie po bądź co bądź stresującym dniu, Staszek przewrócił mi się w łazience i uderzył potylicą w brodzik. Nie było to jakieś wielkie pierdolnięcie, więc myślałam, że nic mu się nie stało, choć płakał. Dopiero po chwili się zorientowałam, że ma z tyłu głowy rozcięcie. Wiecie co ja czulam? Narastającą panikę. Na szczeście nie trzeba było szyć, nikt mnie nigdzie nie zgłosił, a pan doktor  powiedział z uśmiechem troche politowania, że mam go po prostu pilnować, bo to wyjątkowo żywe dziecko – po 10 minutach na SOR wszyscy już go chyba znali… Ja wtedy pierwszy raz się popłakałam.

Kilka dni później, Staszek, kiedy byłam obok niego i sprzątałam na półkach klęcząc na kanapie, nagle nie wiadomo dlaczego spadł z kanapy i podbił sobie oko. A podbił sobie tak, że mój mąż powiedział, że on nigdzie z nim nie pójdzie na spacer, bo wygląda jak pobity …

I tak w drodze na wakacje – pod koniec lipca – w samym środku lasu, 80km do celu i 50km do najbliższego szpitala, siegając misia, Staszek uderzył się o stół w McDonalds. Niby nic, myślałam, wzięłam go na ręce i dopiero wtedy zobaczyłam dziurę. Podejrzewam, że gdybyśmy mieli bliżej do szpitala na pewno byłby szyty. To byłby pewniak. Ale zanim wyruszyliśmy rana się zasklepiła, nie leciało nawet dużo krwi. Rana się obecnie jest juz prawie cała zagojona.

 

DZIECKO BEZ ZABURZEŃ.

Jest coś o czym chyba nie pisalam jakoś szerzej, wiec potem za każdym razem pojawiało się pytanie, czy on nie ma zaburzeń ruchowych, SI czy innych, że może powinni go zbadać specjaliści. Otóż badali. Zdrowe, żywe dziecko. Żadnych odchyleń od normy. Każdy jednak załamał ręce i powiedział: „nie ma rady, tu trzeba bardziej pilnować”. Od jednej lekarki usłyszałam nawet, że miała podobny przypadek i wie jak jest ciężko. Każdy też pocieszał, że małe dziecko ten mózg i to wszystko ma inaczej jeszcze rozwinięte – natura wiedziała co robi.

Jedyne co chciałabym dodatkowo zbadać to wzrok, choć nie wygląda na dziecko z problemami ze wzrokiem, jedno badanie już miał. No ale „lepiej sprawdzić” – to moja zasada. Ale okulistyka dziecięca to ciężki kawał chleba i wizyty, nawet prywatne są mega oddalone w czasie.

Jest coś jeszcze – zaczęłam wynosić krzesełka do łazienki,bo nie tylko wspina się na krzesełka w kuchni, ale jeszcze wchodzi do swojego krzesełka do karmienia, a stamtąd – zgrozo! – na parapet. Mieszkamy na drugim pietrze, więc musimy pomyśleć o zabezpieczeniach na okna.

 

DZIECKO O KTÓRYM CZYTAŁAM, CZEGO NIE DOŚWIADCZYŁAM.

Słyszałam o dzieciach, ktore łamały sobie nogi na rok, a obojczyk na dwa i ciagle chodziły poobijane. Mnie takie macierzyństwo ominęło. Spokojnie! Jasiek też miał na swoim koncie różne wypadki – włączając w to upadek ze schodów głową w dół (i uwaga! tak mu się spodobało, że chciał jeszcze raz!). Ale nie miałam pojęcia za bardzo czym są rozcięcia, większe krwotoki z jakiejkolwiek części ciała i nie musiałam nikomu robić RTG czaszki.

Ja bylam świadoma, że takie dzieci są, ale nie mialam pojęcia, że trafi na mnie. Nawet moja mama w ostatnim czasie przestała mnie oceniać, bo sama doświadczyła tego, czego my na codzień – pilnowanie Staszka to trudna i pochyła droga. I nie zawsze się da … Czasem się nie dziwię, że nikt nie chce z nim zostać za bardzo sam na sam. Sama bym się bała zostać z takim dzieckiem pod opieką.

Przez ten czas dostałam masę wsparcia. Może wy nawet nie bardzo wiedzieliście, że to wsparcie. Ale każda historia podobna do mojej mega mi pomagała. Ja naprawdę czułam się z tym wszystkim paskudnie. 100 razy zdawałam sobie pytanie: czy może faktycznie źle go pilnowaliśmy? Czy może mogłam bardziej?! Masa zdjęć Waszych dzieci z guzami, w gipsach itp. udowodniła mi jedno – nie da się upilnować dzieci w 100%. A to też uczy pokory i nie ma się już odwagi oceniać innych, nawet wtedy, kiedy okazuje się, że trafiliśmy na bardzo spokojne dziecko i wydaje nam się, że wszystkie takie są …

 

A czy to tak często? Na pewno częściej niż przeciętnie. Typ samobójcy. Kaskader. Kamikadze. Kiedyś się będziemy z tego śmiać … Kiedyś tam.

CATEGORY: MATKAPREZESA.PL
Comments (11)

Moja córka 17 mięsiecy to wersja Stasia w spódnicy. Nie ma tygodnia bez urazu. Wczoraj postanowiła skoczyć z łóżka starszego brata ( siniak na pół twarzy) nie możemy jej upilnować. Jej bracia (10l i 6l) przy niej to jacyś flegmatycy byli w jej wieku. Ja chyba zakupie jej jakiś skafander i kask 😂 nie mamy z mężem już siły bo non stop coś nowego gwiazda wyczynia. Życzę Pani i sobie oczu dookoła głowy i Turbo dopalacza w nogach żeby łapać naszych kaskaderów. Pozdrawiam 😀

Jestem tego zdania, ze lepiej takie żywe dziecko, niż apatyczne. Na pewno jest Ci cieżko i podziwiam Twój spokój, bo ja pewnie nie dałabym rady. W ciągu tygodnia moja niemal 2 letnia córka spadła kilk razy z krzesła głowa na ziemie. Skończyło się na szczęście tylko płaczem, chociaż nadal ją obserwuje. Moje nerwy przy dwójce są na wyczerpaniu ale trzeba to przetrwać 🙂 Jest cieżko i tego się nie obejdzie. Życzę wszystkiego dobrego i mniej wypadków na przyszłość – przynajmniej z mniejsza czestotliwoscia 🙂

U nas obecnie 12 miesięcy (jutro roczek😁)większość upadków zalicza przy mnie gdzie jestem obok gdzie wydaje mi się że napewno ja złapie jak co i takim o to cudem upada lub uderza o coś jednym zdaniem masakra

Ja mam synka Julianka 2 latka w maju skonczyl i tez jest kaskaderem.Do tej pory jakos udalo mu sie fartem obyc bez powazniejszych urazow .wlazi na wszystko i wszedzie…potrafi odkrecic wszystko wiec musze uwazac na chemie w domu i lekarstwa:(w kuchni pamietac o nozach i innych ostrych narzedziach.ogolnie musze przewidziec wszystko do przodu.czegos takiego z corka nie mialam wiec czasami przezywam zawal serca :(wyjscie do restauracji lub innych miejsc publicznych to wieczna gonitwa za nim ..nikogo i niczego sie nie boi np w hotelu nad morzem sam pojechal winda na 3 pietro przeszedl do drugiej i zjschal.sam na dol .tatus pilnowal i zanim sie zorientowal ze synka nie ma to on juz byl.na 3 pietrze ;)boje sie go.oddac gdziekolwiek nawet do dziadkow bo nie wiem czy sobie poradza:)

Wczytałam sie tak bardzo że aż mi sie gumka sprężyna z kucyka wbiła do głowy i czuje ból jak ruszam nawet głową. Pięknie to napisałaś,pokazałaś nam serce na dłoni.Myślę ,że czujesz sie w tym wszystkim bezradna , ale też musisz ugotować, posprzątać a telefon no halo dawniej mamy pilnując dzieci robiły na drutach i szydełku:P .Żadne z Twoich dzieci nie wypadło przez okno myślę ze pilnujesz bardzo dobrze ale mały jest po prostu szybszy!!!

U nas tez ostatnio byla złamanie, podstawy 3 kości śródręcza a ma 1.5roku i tez ja pilnowałam bo siedziałysmy w piaskownicy i buch spadła…☺

Mam nadzieję, że wsparcie jakie dostałaś przerosło co najmniej kilkukrotnie krytyczne komentarze. 🙂 Szkoda tylko, że znajdują się także tacy, co niemiłe słowa kierują wobec Staszka (jak wspomniałaś na ig bodajże) 😑
Mój malec nie wykazuje, aż takich zapędów kaskaderskich, ale siniaki, zadrapania czy rozcięte wargi nie są nam obce. Był moment, kiedy podczas nauki raczkowania miał co chwila guza, a później przy chodzeniu cały czas plątały mu się nogi. Wtedy zastanawiałam się czy wszystko ok. Ale dziś widzę, że nie miałam powodów do niepokoju.
Teraz czasem asekuruję, czasem nie- oceniam ryzyko czy trzeba 😉
Mam za to znajomą, która nosi cały czas ponad rocznego syna, bo się boi, że się przewróci…. 😓
Mój młody natomiast kiedyś się wkurzył na jedną z mam na placu zabaw, bo go podsadziła, kiedy sam wchodził po drabince. 🤣
Pozdrawiam serdecznie, życzę duuuużo zdrowia i cierpliwości

A czułam się już taka beznadziejna matka

Może trochę pocieszę-mój drugi syn też był takim egzemplarzem i mimo, że wciąż jest wulkanem energii, to (odpukać) urazu nie doznał już od dawna. A wcześniej…wcześniej to ja bym mogła pisać i pisać o jego upadkach. Pierwszy raz jak porządnie uderzył się w głowę, to nawet nie potrafił jeszcze chodzić. Podniósł się przy ławce na placu zabaw, tuż obok mnie, po czym stracił równowagę i przydzwonił czołem w betonową nogę, tak że odcisnął sobie na czole kamyszki, którymi noga była zdobiona. Innym razem w oczekiwaniu na szczepienie, przewrócił się w poczekalni tak, że stracił kawałek górnej jedynki i rozciął sobie wargę-oczywiście lekarz odmówił szczepienia, żeby organizm skupił się na regeneracji rany. No dużo tego było i też zawsze byliśmy obok, a sytuacje w których dochodziło do urazu były tak pozornie bezpieczne, że ciężko było przewidzieć, że coś może się wydarzyć. Syn długo nie mówił i nie ukrywam, że zaczęłam się zastanawiać, czy to nie wina ciągłych urazów. Na szczęście z czasem jego koordynacja ruchowa się poprawiła i wypadki przestały nas dotyczyć. Mówić też zaczął.

Stanisław jest poprostu ciekawy świata. Moja córka również. Jest tak ciekawa, że w bólu wielkim na izbie przyjęć lała się na rękach, ale musiała widzieć co tam dziadkowi na leżance obok robią. Aż mi się śmiać chciało chociaż sytuacja była poważna. Myślę, że kwestią czasu jest kiedy zacznie doznawać podobnych wypadków jak Stasiu. Narazie nie opanowała jeszcze wspinania się (ma rok). Tylko nogę podnosi i czeka aż ktoś gdzieś wsadzi. Ale to żywe srebro i trzeba bardzo pilnować. Powiem szczerze, że chyba ja tak pilnować nie potrafię jak powinnam. Czasem się zamyśle albo zapatrze, bo jestem strasznie zmęczona niespaniem w nocy (cyckowe dziecko) i często zdarzają się wypadki. Jak nikt nie widzi to poprostu nie mówię rodzinie 😉 Jak osiągnie taki poziom jak Stachu to chociaż do ludzi kupię szelki, bo opieka napewno się nami zaraz zainteresuje.

Moi chłopcy nie raz mieli wypadki, ale najmłodszy to rekordzista. Oczywiście ze względu na jego przypadłość lepiej by było gdyby się nie uderzał w głowę, to jak na złość ciągle tak jest. Ma na swoim koncie rozcięte górne wędzidełko, tysiące siniaków i dzisiaj przewrócił się niefortunnie na ucho, więc jest spuchnięte i ma szramę. Ja mam zawał za każdym razem. Tym bardziej, że w główce ma coś, co mogło by po prostu pęknąć. I nie da się go upilnować. Jest dokładnie tak jak u Ciebie. Za każdym razem upada przy mnie, a ja nie zdążę go nawet złapać 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Copyright 2018. All Right Reserved.