Moje dziecko nie śpi.

Na spaniu niemowląt „zjadłam zęby”. W krótkiej chwili stałam się ekspertem od niespania i ukończyłam Wyższą Szkołę Macierzyństwa, czy też Wyższą Szkołę Jazdy, jak kto woli. Ustalmy jedną rzecz o której warto wiedzieć: wbrew powszechnie krążącej opinii sen jest potrzebny do życia każdemu, a częste pobudki mają swoje konsekwencje również zdrowotne. A także negatywnie wpływają na pożycie małżeńskie wielu par.

PIERWSZE TYGODNIA SPANIA.

Zacznę od tego, że Staniu jest wcześniakiem. Fakt ten zaakceptowałam z trudem, a to, że wtedy się nie rozpłakałam wynikał z faktu, że był to mój drugi wcześniak i ja wiedziałam, ale to absolutnie wiedziałam, że to aż 35 tydzień. Zapewne gdyby to było moje pierwsze dziecko przeżywałabym jego narodziny zupełnie inaczej, bardziej, ale ja byłam szczęśliwa z takiego wyniku, nawet jeżeli nie z takiego finału – Staszka wyciągnięto ze mnie z 1 punktem i oboje leżeliśmy przez kilka godzin zaintubowani na dwóch różnych oddziałach OIOM.

Początki mojego macierzyństwa były przepiękne, a właściwie były od 3 doby życia Stania, kiedy pożegnał neonatologię i zjechał do mnie na oddział położniczy. Byłam naładowana endorfinami szczęścia i wreszcie nie musiałam już nastawiać sobie budzika w nocy, aby pobudzać laktację do działania, bo brakowało małego ssaka. Ale przede wszystkim kompletnie przestałam odczuwać ból po cesarskim cięciu. Ja zwyczajnie całą noc, naładowana niewyobrażalną radością nosiłam i wstawałam do Staszka, który ciuchutko kwilił, ale też cudownie spał. Jak na noworodka. Ale mnie wybudzało każde jego poruszenie, no i trzeba było jednak kontrolować jego posiłki. Staszek posiłki przesypiał.

Kiedy wrócił do domu patrzyliśmy jak urzeczeni w łóżeczko. Oto nasze własne dziecko spało w łóżeczku i nic go nie wybudzało, był totalnie niewymagającym noworodkiem. Ja rano wstawałam, piłam kawę, na spokojnie ogarniałam bloga, robiłam sobie mejkap, zaczynałam się wciskać w moje przedciążowe ubrania. Jednym słowem: wow! Ponieważ nasz pierwszy syn w łóżeczku nie spał, dla nas było to coś nowego. Byliśmy prawie wyspanymi rodzicami noworodka, bo gdybyśmy Staszkowi pozwolili najpewniej przesypiałby całe noce, ale ponieważ słabo przybierał na wadze no i był wcześniakiem, mieliśmy zalecenia karmienia go w nocy co 2 godziny. A ja przez pewien czas byłam kpi. Więc z tym wyspaniem też bywało różnie.

Jakim cudem więc zostałam mamą totalnie nieśpiącego dziecka? Takiego, który zaczął mi robić pobudki nawet co 20 minut? Dziecka, które parzyło łóżeczko i wózek? Z którym siedziałam przez całe dnie na piłce od fitnessu? Moja teoria jest taka, że Staszek miał opóźniony zapłon swojej genetycznie uwarunkowanej bomby bycia Pawlaczkiem. Miał po prostu trochę dłuższy lont, bo nie urodził się w terminie. Wszystko zaczęło się zmieniać, kiedy zaczęła mu ustępować żółtaczka (niewymagająca hospitalizacji). Przestałam kontrolować jego posiłki, bo sam zaczął je kontrolować i z prędkością boeinga przybierał na wadze. A przy tym dostał miano „Rzep” od brata. A ja przyrosłam do różowej piłki i do dziecka, któremu ewidentnie się wydawało, że jesteśmy jednym ciałem złączonym.

I tak zostałam mamą high need baby.



 

 

PRZETARTE SZLAKI DRUGIEGO MACIERZYŃSTWA.

Kiedy Jasiek budził mi się w nocy strasznie mnie to irytowało. Byłam strasznie wkurzona, wyrwana z głębokiego snu bywałam agresywna , strasznie sfrustrowana, czasem wychodziłam do innego pomieszczenia, bo wszystko miałam po dziurki w moim szanownym nosie. Ale tutaj na spontanie mógł się w nocy zajmować Jaśkiem mój mąż, który radził sobie z tym lepiej niż ja, nawet wtedy, kiedy po takim nocnym seansie wstawał rano do pracy.

Ze Stasiem sytuacja wyglądała inaczej. Ze zdziwieniem odkryłam, że kompletnie mnie to nie irytuje, a po 1.5 roku na palcach jednej ręki policzę razy, kiedy faktycznie już się wkurzyłam i mówiłam, że „pierdolę takie coś” i wychodziłam do łazienki. W gruncie rzeczy całą ciąże ze Stasiem byłam przygotowana na to co mnie czeka i nie było to dla mnie aż takim szok. Szokiem było dla mnie tylko to, że zostałam z tym poniekąd sama. I to nie dlatego, że mój mąż jest „gorszym” ojcem dla naszego drugiego syna, ale dlatego, że ja przez całą ciąże chciałam być taką mamą na 100%, czego (ze względu na moją depresję i inne problemy) nie mogłam praktykować z Jaśkiem. I chciałam to nadrobić. Poza tym przyjęłam sobie za punkt honoru, że skoro przy pierwszym dziecku mój mąż robił „więcej”, to teraz ja będę tą główną dowodzącą. I wszystko byłoby ok, tylko nie przewidziałam tego, że Staszek nie będzie akceptował w pewnym momencie nikogo, poza mną.A to już był problem.

Z początku było tak, że Staszek na innych rękach niż moje krzyczał, a krzyczał tak, że wszystkim się robiło go żal ( a mi najbardziej!) i od raz zabierałam go od każdego. Moja mama zawsze mówiła, że przez to wychowam go na „miękkie jajo”, choć sama dokładnie tak samo chowała mnie i mojego brata! Jasiek uspakajał się u każdego, Staszek tylko u mnie, zasypiał tylko na mnie i tylko ja mogłam się nim zająć w nocy, a właściwie przystawić do piersi.

 

16 POBUDEK, DRGAWKI GORĄCZKOWE.

Staszek potrafił mieć po 16 pobudek w nocy. Czasem sama w ogóle prawie nie spałam, albo kiedy udawało mi się zasnął np. około 5 nad ranem, o 7 dzwonił budzik i musiałam wyszykować starszego syna do szkoły, nawet jeżeli Staszek odsypiał zarwaną noc i spał np. do 8.30. Potrafił również wstawać o 4 czy 5 i prawdę pisząc w tych godzinach nie byłoby znowu nic złego (ostatecznie, kiedyś pracowałam na etacie i 5 dni w tygodniu wstawałam po godzinie 4!), ale pod warunkiem, że przesypiałabym całe noce.

Problem miałam jeszcze jeden. Nie potrafiłam karmić Staszka na leżąco. Jeżeli natomiast mam tutaj być szczera, to dopiero niedawno to ogarnęłam, a właściwie Staszek sam ogarnął przystawianie się, ale to znowu ma kolejne minusy, bo on potrafi zasnął siedząc nam nie, z tyłkiem na mojej twarzy i zapewniam, że to nic przyjemnego spać z 11 kilogramami na sobie …

Dodatkowo, kiedy Staszek miał około miesiąca zaczęłam brać pierwsze zlecenia na bloga. Plan był taki, że muszę pracować na macierzyńskim, żeby nie wracać po urlopie (który notabene skończył mi się 1 stycznia 2018) na etat. Wykorzystałam sobie zaległy urlop za rok 2017 i złożyłam wypowiedzenie, a potem całkowicie przeszłam na pracę zdalną w domu. Pracodawcę oczywiście o tym fakcie i takich planach poinformowałam znacznie wcześniej. Więc byłam niewyspana, pracująca, siedząca po nocach na necie i zaczęło się to odbijać na moich zdrowiu.

Po pierwsze: schudłam. Oczywiście wszyscy mówili „wow”, a jeszcze inni pytali jaką dietę stosują. Szybko było widać, że jest mnie mniej (juz wyrównałam i znowu jest mnie więcej!).  Nie było to wcale spowodowane faktem, że jakoś super zaczęłam o siebie dbać, a jak przystało na idealną instagramowiczkę o 5.20 robiłam już sobie jakieś hiper zdrowie śniadanie, wyciskając świeży sok z owoców, których nazw wypowiedzieć nie potrafię, a w międzyczasie robiłam sobie skalpel z Chodakowską. No nie bardzo. Był to efekt tego, że karmiłam piersią i potrzebowałam jakieś 500 kalorii więcej niż normalnie, a ja wcale, ale to absolutnie wcale nie odżywiałam się zdrowo. Ja się prawie w ogóle nie odżywiałam, bo o tym zapominałam. Kawą się zapychałam, wodą się zapychałam, a gdzieś w międzyczasie „czymś”. Czasem była to niedojedzona kanapka po Jasiu, czasem jakiś owoc. Ale czasem popołudniu przypominałam sobie, że nie zjadłam śniadania, albo jadłam śniadanie na kolację.



Po drugie: zaczęłam mieć problemy ze snem. To taki trochę paradoks, bo normalnie powinnam być absolutnie najbardziej zmęczonym człowiekiem świata, który jak tylko położy głowę na poduszce to momentalnie śpi. Problem w tym, że było wręcz odwrotnie. Kładłam się wcześnie, żeby dłużej spać, a okazywało się, że sen nie przychodził. Byłam po prostu tak zmęczona, że nie mogłam spać, lub sen był płytki.

Po trzecie: ciężko myślałam. Jasiek zadawał mi kilka razy to samo pytanie zanim w ogóle zrozumiałam jego sens. Czasem jak czytałam jakąś wiadomość od Was, musiałam ją przeczytać jeszcze raz. Miałam duży problem ze sklepaniem wielu zdań, gubiłam słowa (nasz domowy hit polegał na moim pytaniu: jak nazywa się ten trójkąt co jest linijką. Chodziło o ekierkę!).  Ba! Zapomniałam nawet NIKu do mojego konta bankowego, na którym robiłam przecież setki przelewów …

Po czwarte i najważniejsze: pewnego dnia dostałam drgawek gorączkowych. To znaczy nie tyle gorączkowych,bo jak się okazało ja żadnej gorączki nie miałam, jedynie stany podgorączkowe. Po prostu wchodziłam pod prysznic i byłam przekonana, że po prostu przyszło jakieś grypsko, ale po zmierzeniu temperatury (dwoma termometrami) ze zdumieniem odkrywałam, że mam tylko gorączkowe objawy. Było mi przeraźliwie zimno, cała się trzęsłam, czułam się tak jakbym miała z 40 stopni. Pewnego dnia faktycznie dostałam gorączkę. Szerzej już o tym pisałam w temacie Zwolnij”. Wtedy też zrozumiałam, że muszę trochę zacząć o siebie dbać.



W sumie zrozumiałam to wtedy, kiedy naprawdę było mi przerażajaco słabo na placu zabaw z dziećmi, kiedy spędzałam tak z nimi samotne popołudnia i dochodziłam do wniosku, że jestem im bardzo potrzebna i jeżeli teraz zemdleję, to zapewnię Jaśkowi niewyobrażalną traumę.

 

ZŁOTE RADY INNYCH.

Te nasze nocne perypetie dużo opisywałam głównie na fanpage. To też mi pomagało, bo czułam, że nie jestem z tym sama. Podobnie zresztą jak mogłam pomóc innym matkom,bo one wiedziały,że nie są same. Takie kółeczko niewyspanych mam. Niby nic, ale ja w tamtym czasie potrzebowałam zwykłego: „mam tak samo jak Ty!”, bo na pewnym etapie nie mogłam już czytać o przesypiających noce półrocznych dzieciach … Moja cierpliwość w tamtym czasie też była dużo mniejsza, podobnie jak tolerancja do wielu komentarzy. Niby „dystans” a w rezultacie totalne rozwalenie emocjonalne. My, blogerzy nie jesteśmy z robotami ani nad-ludźmi. Zwłaszcza jak dostajemy na hurr durr setki komentarzy, niekoniecznie fajnych. To nasza codzienność, ale jak się nie śpi, jak ma się tak dużo na głowie (na własne życzenie!) to w pewnym momencie coś pęka.

Muszę tutaj napisać bardzo ważną informację – ja Staszka przebadałam. Praktycznie to od stóp do głów. Morfologie, mocze, usg głowy, rozmawiałam o tym z neurologiem, myślałam, że jak mu przejdzie rehabilitowane prywatnie wzmożone napięcie mięśniowe (na które swojego czasu zwalałam winę) to wszystko wróci do „normy”. Ale wnm odeszło, a my jak staliśmy w tym jednym miejscu tak staliśmy. Dziecko rozwiajają się prawidłowo, ale miało problemy ze snem. I tyle. Lekarze mi załamali ręce, że to po prostu taki typ. Kiedy trafiliśmy do szpitala, kiedy miał rok, przez moment myślałam: „kurwa, niech mu coś wykryją, coś niegroźnego, na co jest lek, dostanie lek i wszystko się skończy!”. Ale dziecko, choć lekko odwodnione wyniki miało jak talalala. Miał nawet usg brzucha.

Zaczęłam więc dostawać komentarz, że to zapewne od szczepień. Od dawna na blogu nie poruszam spraw szczepionkowych tak jakbym chciała (chociaż ja jestem totalnie proszczepionkowa!), ponieważ wypracowałam na tym blogu pewien udeptany wieloma dyskusjami grunt. Antyszczepionkowcy spiskowcy, którzy mnie obrażali (między innymi od morderców własnego dziecka, idiotek, skorumpowanym suk na usługach big farm itp.) dawno już albo dostali bana, albo sami opuścili moje skromne progi. Zostali natomiast Ci, którzy niekoniecznie szczepią, ale też nie wchodzą buciorami w moją przestrzeń, a ja w ich. Po prostu między nami panuje sztama. Swoje zdanie na temat szczepień wyrażam w miejscach do tego przeznaczonych z prywatnego konta, natomiast na fanpage nie chce mi się już w tej kupie babrać. No ale padło wiele komentarzy, że Staszek nie śpi od .. szczepień.

Paradoks polegał na tym, że on właśnie po szczepieniach zawsze lepiej spał. Co najlepsze nawet wtedy, jak przesypiał posiłki (ze względu na żółtaczkę!) i tak były osoby, które zostawiały komentarz, że to od szczepień. Bo wiecie toksyny, zmielone krasnoludki i inne szkodliwe substancje, które uszkodziły mu barierę krew-mózg, czy jak to tam szło … a ja mam sobie poczytać Pana Ferdka, który założył anonimowy blog, który jest źrodłem wiedzy tajemnej. Chuj z setkami badań, chuj z rozwiniętą medycyną. Wystarczą teorie spiskowe niemedycznych osób i juz mamy sprawcę całego zła. Z całym szacunkiem, który jeszcze posiadam- dajcie ludziom spokój. Szczepię, szczepiłam i szczepić będę, dopóki nie będzie przeciwwskazań medycznych.

Poza osobami od szczepień, byli Ci, którzy doradzali aby dziecko zostawić do wypłakania. Otóż moje własne, przywiązane do mnie dziecko miałam na chilloucie zostawić w drugim pokoju, w łóżeczku, a sama miałam sobie założyć na uszy słuchawki. Trochę by popłakał i by przestał, któraś tak zrobiła i ma „spokój”,bo dzieciak szybko „zrozumiał” jakie na chacie panują zasady! Chryste panie …

Byli też Ci od „daj mm”. Wiecie, ja np. któreś razu napchałam Staszka kaszką  jak piniatę, bo myślałam, że prześpi całą noc. I dupa. Było jeszcze gorzej. O ile mogło być gorzej. A mm podać nie chciałam. I pewnego dnia napisałam post, że bardzo proszę przestać mi wciskać na siłę radę, żeby podać mm, bo ja mam coś darmowego i o wiele lepszego i nie zamierzam przechodzić na nic gorszego i tak drogiego. Zostałam nazwana terrorystką laktacyjną, która nie daje sobie pomóc. Peace&Love.

Była też pani doktor, chyba pediatra o ile mnie roczna pamięć nie myli, która twierdziła, że powinnam szybko odstawić kawę, bo to jest sprawca naszych pobudek … Na dodatek pani była w trakcie szkoleń na CLD i ona uważała, że „wie najlepiej”. Problem w tym, że na tym kursie nie zdążono jej jeszcze powiedzieć, że kawa w takich ilościach w jakich ja piłam nie szkodzi, nie wpływa na dziecko. I na nic zdały się badania, które jej wysyłałam na ten temat, moje tłumaczenia, że ja kawę odstawiłam, ba! ja sobie nawet zaserwowałam dietę królika – i nic to nie pomogło, a ja potrzebuje siły, jedzenia i kawy. Ale pani doktor była niewzruszona. Wiedziałam, że pewnie niedługo dowie się na tych swoich szkoleniach o tej kawie też … ale już się nie dowiedziałam, czy zmieniła swoje stanowisko.

Ja stałam się wymiataczem w pomysłach na przespane noce. Kupiłam nową pościel, zakładałam starą, brałam i kładłam na nasze łóżko materac od łóżeczka, spałam ze Stasiem w łóżeczku. Była kołderka obciążeniowa, Szumiś i jakieś inne szumy z jakieś pieprzonej, ale na szczęście darmowej aplikacji o dźwięcznej nazwie „sleep baby sleep”, ale moje dziecko ani „sleep” ani pocałuj mnie w dupę.

Stały rytm dnia, niestały rytm dnia, mniej drzemek, więcej drzemek. Aktywność, nieaktywność, wyciszenie, niewyciszenie przed snem. Ja nawet wi-fi na noc wyłączałam! Dawałam mu moją koszulę do przytulenia, wkładki laktacyjne. Lista byłaby długa. I co? Jajeczko. Jak nie spałam, tak nie spałam. Ciągle pocieszałam się myślą, że to kiedyś minie. No i trochę minęło. Z 16 pobudek przeszliśmy na 2-4 i to jest cholerny postęp!

 

WSŁUCHAŁAM SIĘ W DZIECKO.

Staszek po roku odmówił bujania na piłce do snu. Sam. Myślałam, że będzie gorzej niż z Jasiem (Jasiek odmówił bujania do snu majac 1.5 roku!). Wtedy nawet zaczęło mi tego brakować. To jest dopiero ironia losu! Po prostu teraz kładziemy się z nim i tyle. Przed snem jeszcze jest pierś, ale też nie zawsze. Na spontanie i bez żadnych problemów zaśnie z tatą. Czasem ma gorszy dzień i tata go parzy, ale większość dni nie ma nic przeciwko aby po prostu zasnąć z tatą, a nie mamą. Problemy mamy tylko z pobudkami. Każdą pobudkę ja pokonuję, dlatego, że Staszek – coraz rzadziej, ale jednak! – wybudza się na pierś. Najprawdopodobniej to w piersi jest główny problem, ale nie zamierzam na razie z naszego kp rezygnować.

Miałam z kp pod górkę. Nie przyszło mi łatwo rozbudować laktację. Miałam naprawdę wiele poprzeczek do pokonania i chciałam karmić do 2 lat. Obecnie coraz bardziej dojrzewam do samoodstawienia, ale choć dzisiaj wiem, że na pewno na 2 latach nie skończymy, nie wiem też czy jestem gotowa karmić dłużej niż 3 lata. Moje mleko mogę mu podarować tylko raz w życiu. To dobrodziejstwa nie tylko dla niego, ale też dla mnie. I ja naprawdę jestem dumna z tego, że udało mi się karmić piersią, że udało się te wszystkie poprzeczki przeskoczyć. I na rzecz jakości snu (mojej jakości snu!) nie chcę tego sknocić. Obecnie i tak byłoby ok, gdybym przestała karmić, ale sądzę, że byłby to za duży stres dla Staszka. A obecnie wsłuchujemy się w niego. I to on nas prowadzi.

Mogę napisać, że wreszcie się wysypiam. Nie tak jakbym marzyła, ale normalnie funkcjonuje i przede wszystkim jest ok. Staszkowi też stwierdzono anemię, jest suplementowany. Ponadto większość nocy śpi w drugim pokoiku, w swoim łóżku. Ma też swój ulubiony kocyk, który mietosi i z którym zasypia. No i jest smoczek … Pewnie będzie go tak samo trudno odstawić jak pierś, ale na razie o tym nie myślę.

Staszek po prostu miał prawo się wybudzać jako niemowlę. A ja musiałam być obok i przez to przejść. Choć nie było łatwo. A także trochę przestawić swoje priorytety. Nabrać mocy, wprawy i uwierzyć w siebie. To ostatnie było kluczowe, bo w takim macierzyństwie można się szybko wypalić. Zmęczona kobieta, to równie zmęczony organizm, który mocno wpływa też na jakość pożycia małżeńskie i wiele par niestety nie podoła takiemu wyzwaniu. My się z mężem kłóciliśmy, a właściwie ja się kłóciłam, bo te wszystkie negatywne emocje spadały na niego …

 

Na końcu chcę Wam coś napisać od serca.

Każda z nas w chwili ujrzenia na teście dwóch kresek ma na swoje macierzyństwo jakąś wizję. My z każdej strony jesteśmy zasypywane pięknym, kolorowym, katalogowym rodzicielstwem. I z pewnym zdziwieniem odkrywamy, że to co sobie zaplanowałyśmy nijak ma się do rzeczywistości.

To, że nie podołałyście temu co sobie zaplanowałyście nie oznacza, że jesteście gorsze, złe, beznadziejne. To co widzicie w internecie to często macierzyństwo z nałożonym filtrem. Po zdjęciu filtru większość z nas ma te same problemy, tylko robimy wobec siebie jakąś chorą olimpiadę udając, że wszystkiemu jesteśmy w stanie sprostać. Zaakceptuj to, że nie da się wszystkiego robić od linijki. Zaakceptuj rzeczywistość taką jaka jest, akceptuj błędy, które popełniasz bo one są potrzebne aby wyciągać mądre wnioski i akceptuj to, że masz uczucia do których masz prawo. Bo jesteś człowiek. W ten sposób najprawdopodobniej się nie wypalisz, bo nie będziesz próbowała osiągnąć rzeczy, które są zwyczajnie nieosiagalne, a które wydają nam się osiągalne przez innych. Innych zostaw na boku. Często naginają rzeczywistość, bo też wstydzą się swoich porażek. Sen jest w życiu potrzebny. I nie daj sobie wmówić, że jest inaczej. A nie śpiące dziecko to problem, bo odbija się to na Tobie.

 

 

 

 





 

CATEGORY: MATKAPREZESA.PL
Comments (16)

Piękny tekst.
I najlepsza radą jest wsłuchanie się w dziecko. My mamy swoje problemy ze spaniem, nie aż tak wielkie, ale wiadomo – każdy swoją miarką mierzy. Jest ciężko, było gorzej. Dla mnie priorytetem jest odłożyć dziecko do łóżeczka jak zaśnie – czas zweryfikował, że chociaż do pierwszej pobudki 😉 żeby chociaż kości wyprostować.
Ale do czego zmierzam – kiedy urodziłam dziecko (cc) przeżyłam fale dobrych rad i starałam się wybrać tylko najlepsze i tylko pasujące do mnie, do moich wizji na temat macierzyństwa. To był błąd. W macierzyństwie należy podążać za swoim dzieckiem, a wtedy wszystko staje się łatwiejsze. Jestem zadziwiona jak to działa. Niestety słyszę nadal nawet od swojej mamy, że źle robię, że rozpieszczam, że za dużo pozwalam. Postanowiłam jednak, że konsekwencjami mojego wychowania zajmę się jak już przyjdą. Narazie staram się być towarzyszem w tej naszej prawie rocznej przygodzie.

Znam to bardzo dobrze… Zarwane noce, szarpane dnie do tego u nas dochodzą jeszcze dojazdy na rehabilitację (40km w jedna stronę). Moja córka , skrajny wcześniak spała bardzo złe od kiedy tylko pojawiła się w domu. Miała okropne kolki przez pierwsze miesiące- z tego powodu opuściła oiom 2 tyg pozniej, bo badali ja dlaczego tak płacze. Musiała im dbać do wiwatu bo jak opuszczalismy szpital lekarz życzył nam "powodzenia i dużo cierpliwości"… Kolki kółkami Mała darła się zawsze od 17 do 22 potem zasypiala na godzinę moze półtorej… W nocy dużo.moze nie płakała ale po prostu nie spała. Jak przespala 3 godz to był sukces. Ja zaś kiedy Ona spała siedziałam z laktatorem i odciagalam pokarm. Podawałam jej osiągnięty pokarm butelka bo nikt nie umiałam jej karmić piersią. Nie miała wsparcia od nikogo bo wszyscy mówili żeby jej dawać butelkę. Zadna położna- a spotkalam ich wiele nie umiała mi pomóc i doradzić jak karmić dziecko. Na oddziale zawsze im sie spieszylo bo przecież dziecko musi zjeść zapisana porcje i trzeba szybko nakarmić a nie bawić się w kl. "W domu pani sie nauczy"… A w domu ja poleglam na całej linii… Mała przy piersi szalała, rzucała się płakała… Ja z nią i nad nią… Po 2 tyg pobytu w domu straciła na wadze tak, ze chcieli nas do szpitala odesłać…ale nie o karmienie mi chodzi a o sam fakt pobudek w nocy.. Asia ma już 2,5 roku i jeszcze w zimie potarfila się budzić ok 5-6 razy z płaczem. Już nie jadła w nocy a mimo to się budziła. Trzeba było ja przytulic, ukolysac. Miała tez etapy ze budziła sie np o 3 w nocy i 2 godz zabawy albo noszenia. W łóżku z nami spać nie chciała po ok20 minut już się denerwowala i trzeba ja było odkładać. U nas jest jeszcze to ze mamy MPD wiec wina moze leżeć w napięciu dość dużym. Teraz już w nocy śpi lepiej 1-2 pobudki jest git. Wystarczy dag smoka lub drugi kocyk o śpi. Ale za to nasila sie problem z danym położeniem jej spać 1-2 godz wieczorem wyjęte z życiorysu… Ale walczymy dzielnie z mężem. Ja złotych rad o tym ze jest juz za dużą na "Usypianie" nie słucham i nie komentuje. Na robimy malutkie postępy bo odbywa sie bez histerii i płaczu. Ale co sie przy tym zasypianiu zaśpiewać trzeba, ile modlitw powiedziec to nasze 😋….

Dzięki za ten tekst. Popłakałam się ze śmiechu przy fragmencie o pinacie 😉 wzrusz też był… Mój syn nie śpi w dzień, w nocy budzi się co godzinę (ma 5 msc). Niestety dookoła wszyscy znajomi twierdzą że to moja wina, że na pewno robię coś źle, bo przecież ich dzieci tak pięknie śpią że mają na wszystko czas i ochotę. Ja niestety czuję że jest coraz ciężej, odbija się to na naszym małżeństwie. I masz rację – gdyby tak zdjąć te filtry to wszystkim byłoby lżej – nam, że inni mają tak samo pod górkę i tym innym, że nie muszą lukrować rzeczywistości, bo po co.

Niedawno ktoś znajomy powiedział mi, że jego dziecko nie doświadcza buntu dwulatka. Odpowiedziałem, że w takim razie nie wiem, czy coś robimy źle, czy nasze dziecko po prostu "ma inaczej", bo buntuje się bardzo. W odpowiedzi usłyszałem, że to pewnie nasza wina… Nie pierwszy raz się z czymś takim spotykam – rodzice, którzy nie mają określonych problemów, z góry zakładają, że problemy innych to efekt ich zaniedbań albo niewłaściwego postępowania. A na pewno to, że ich dziecko śpi dobrze albo się nie buntuje to po prostu ich zasługa… 😉

Podziwiam Cię.
Napisałabym Ci o mojej depresji, o moim wcześniaku, ale wiem, że się nie lubimy, a przynajmniej Ty mnie lubisz…
Cieszę się z Twojej drogi mlecznej i cieszę się tym co mi przekazałaś, nawet nieświadomie wobec mojego wcześniaka. Też z 35 tc.

Nie mam naprawdę pojęcia co oznacza w tym wszystkim „lubić” czy „nie lubić”, ponieważ kompletnie nie potrafie skojarzyć ciebie z imienia i nazwiska (z mejla który tu wpisałaś), ani jakąkolwiek sytuacją. 🤷🏼‍♀️ Mimo to mam nadzieje, że wszystko jest ok! Depresja to suka.

Jeżeli kiedyś się odważę, napiszę do Ciebie maila. Przedstawię się z imienia i nazwiska. Będziesz wiedziała o kogo chodzi i dlaczego wcześniej pisałam o lubieniu i nielubieniu. Ale nie jestem gotowa. Zwłaszcza, że boję się odrzucenia. Ale może się uda, kiedyś…
Pozdrowienia dla Ciebie i Twojej rodziny.

A depresja to suka. Prawda. Ale póki co jest nade mną. Mam nadzieję, że to się zmieni.

Szczerze mówiąc jeżeli znamy się z internetu tylko i wyłącznie, to ja nie żywię do ludzi aż tak negatywnych emocji, bo się od nich odcinam. Jeżeli kiedykolwiek napisałaś mi coś, co w twoim mniemaniu mogło spowodować, że cię „nie polubiłam”, zamiast podchodów wystarczyłoby zwykle przepraszam. Tym bardziej, że nie przypominam sobie nikogo kogo bym nie lubiła w internecie na tyle by moc go odrzucić, kiedy prosi o pomoc. 😅 więc kompletowanie nie rozumiem pisania takich komentarzy.

Piękne słowa takie prawdziwe z naszego życia może i u nas nie było tak źle z nockami ale za to w dzień coreczka była a właściwie do teraz (11 miesiecy)jest nieodkladalna w dzień.Na samym początku było mi bardzo ciężko to ogarnąć 3 dzieci dom obowiązki i za każdym razem jeden wielki krzyk przy włożeniu ja do czegokolwiek żeby móc coś zrobić z czasem wszystko zrozumiałam tak.jak napisałaś wsluchalam się w nią i w to czego potrzebuje najbardziej dziś choć jest równie ciężko bo jest na etapie mama za rączkę choć że mną i tak przez cały dzień a czas żeby coś zrobić bądź chodź chwilę odsapnac mam jak ona ma drzemke rozumiem doskonale jej potrzeby i bycie z nią daje mi radość że te małe rączki mnie potrzebuja że że mną chce odkrywać swój świat Pozdrawiam i uwielbiam twoje posty (Może bez ładu i składu ale po całym dniu sama wiesz o co chodzi)

Moja córka ma 3,5 roku i wciąż do niej wstaje w nocy 🙁 brak pomysłów why, słyszę tylko wyrośnie z tego, ręce opadają, ale kiedy? Ile można tak jeszcze funkcjonować

Ah dziewczyno i świetny tekst, chylę czoła jak zwykle napisany w punkt.

Witaj!Dziękuję Ci za Twoje słowa.Ja też znam temat niewyspania z autopsji.Mój syn od początku miał lekki sen i często się budził.Teraz ma już prawie 3 lata i wciąż potrafi przebudzic się raz w nocy i zawołać mnie,bo chce się przytulić.Ulzylo mi bardzo,kiedy dowiedziałam się o "high need baby".Zrozumiałam wtedy,że to nie jest moją ani jego winą.Po prostu taki egzemplarz mi się trafił.Najgorsze są jednak "dobre rady" i brak zrozumienia,że każde dziecko jest inne.Tak jak każdy dorosły jest inny.A jedyne czego potrzebowałam w trudnych chwilach,to poczucia że nie tylko ja tak mam.Jeszcze raz dzięki Ci za to,ze poruszasz także te trudne strony macierzyństwa.Pozdrawiam.

Problem zbyt dobrze mi znany… nieprzespane noce to koszmar mojego macierzyństwa, mimo że moje dzieci śpią już normalnie, to samo wspomnienie tamtych nocy sprawia, że robię się potwornie zmęczona. A jak pomyślę, że za kilka miesięcy będziemy przeżywać to znowu, to najchętniej nie wychodziłabym dziś z łóżka, żeby wyspać się na zapas. Cieszę się, że Staszek śpi lepiej, życzę nocki przespanej w 100%-na pewno wkrótce nadejdzie.

Moja córka przez pierwsze 2 lata swojego życia wstawała o 3.30.spać szła o 1 w nocy.1 drzemka 2-3 godz w ciągu dnia.kilkanascie mini drzemek.wszystko się zmieniło gdy zrezygnowała z dziennego spania.wtedy zaczęła spać od 19 do 6 rano.dzis ma 7 lat i wciąż wstaje o 6 rano.czasem marzę aby pospała w weekend do 9. 😁spanie dla niej to strata czasu. Od zawsze uwielbia spać w samochodzie. Potrafi 500 km nad morze przejechać zasypiając zaraz po wyjeździe i obudzić się u celu podróży. Pozdrawiam

Kurczę, ja też miałam te drgawki gorączkowe! Myślałam, że dopadła mnie nagła choroba i że poleżę z tydzień w łóżku, żeby się wykurować, i jakież było moje zdziwienie, gdy po godzinie wszystko minęło jak ręką odjął. To było wtedy gdy pracowałam na pełnym etacie + w domu zajmowałam się dwójką maluchów, raczej z przemęczenia niż niewyspania, choć zbyt wyspana też oczywiście nie byłam.

dzień dobry,
piąteczka! normalnie jakbym o swojej czytała. wszystko się zgadza, oprócz tego, że moja nie jest wcześniakiem.
i ma dwa lata. wczoraj jej stuknęło. i od dwóch nocy śpi w łóżeczku średnio do 5 rano. czuję się jak nowonarodzona. ale jeszcze się nie cieszę. tzn. cieszę się z dwóch nocy. bo pewnie zaraz przywali mi 20 pobudkami. tak, żebym pamiętała, że z chwil należy się cieszyć.
i też sobie myślę, że może by taką od tego cycy odstawić, ale też strasznie mocno walczyłam o laktacje i sobie myślę, że przecież nie ma takiej gwarancji, że odstawienie = noc przespana. więc niech ciumka. na zdrowie.
i też ją całą przebadaliśmy. i też super spała po szczepieniach.
i kurcze, fajnie, że to napisałaś. nie czuję się taka samotna. bo przecież dzieci wszystkich moich znajomych całe noce przesypiały w wieku 6 miesięcy…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Copyright 2018. All Right Reserved.