Ojciec wcześniaka też czuje.

Rozmawiamy o matkach wcześniaków, o ich emocjach. Często. Temat jest bardzo ważny, bo sprawia, że oswajamy się z tematem i poznajemy takie zakątki tego tematu o których raczej się nigdzie nie mówi. Wcześniactwo w Polsce choć nie jest tematem tabu owiane jest wieloma stereotypami, bo każdy chce słuchać tylko historii z happy endem opowiadanych przez ludzi, którzy zachowali emocjonalną równowagę. Niestety nie zawsze jest tak kolorowo. Są też oni. Trochę z tyłu. A grają bardzo ważną rolę. Ojciec wcześniaka też istnieje. I też czuje.




OJCIEC WCZEŚNIAKA. 

Jeżeli zaczniecie trochę szperać w internecie natraficie na wiele wywiadów matek wcześniaków (sama brałam w dwóch udział). Poznacie historie opowiedziane z perspektywy matek. Rzadko da się napotkać opowieść z perspektywy ojca. Nie wiem czy wynika to z faktu, że mężczyźni są mniej wylewni, czy z faktu, że po prostu każdy z nich szybko zrozumiał, że głos matek ma większe przebicie i tak powinno być.

Z dwa lata temu, może nieco dalej chciałam ten temat napisać prosząc o współpracę mojego męża. Powiedział mi wtedy, że to bezsensu, bo ojców nikt nie chce słuchać. Z pół roku temu wróciłam do tematu znowu, ale on powiedział, że może kiedyś, ale nie teraz. On nie widzi potrzeby by stosować taki … ekshibicjonizm emocjonalny. Choć z boku wygląda jak skała, po drugim porodzie powiedział, że on nigdy nie da się namówić na trzecie dziecko. To nie jest na jego nerwy.

Kiedyś wydawało mi się, że mój mąż w obliczu narodzin Jasia był obojętny. Ja mogłam krzyczeć, płakać, rozklejać się. On stał i nie okazywał żadnych skrajnych emocji. Prawie nic nie mówił. Kiedy Jaś miał może z 2 latka powiedział: „Któreś z nas musiało być silniejsze i padło na mnie”. Na niego i na tysiące ojców w całej Polsce.

Oni są. Czują. I nie powinno się ich pomijać.

 

OJCIEC WCZEŚNIAKA JEST OBOK.

Ja w tym tekście chciałabym pominąć ojców, którzy w momencie dwóch kresek powiedzieli: „A sorry, to nie moja bajka, do zobaczenia w sądzie, będę płacić alimenty”. Chciałabym się głównie skupić na tych ojcach, którzy są obok. Zawsze. Może nie zawsze tak jakby chciały tego zagubione matki, ale oni też są zagubieni.

Często przedwczesne porody obarczone są licznymi komplikacjami okołoporodowymi co zagraża nie tylko życiu dziecka, ale również matki. Mężczyzna boi się więc nie tylko o życie swojego dziecka, ale też ukochanej partnerki. Nawet jeżeli nie wylewają morza łez, nie oznacza, że są ignorantami. Po prostu wydaje mi się, że od setek, jeżeli nie tysięcy lat w małych chłopców wszczepia się takie przekonanie, że łzy są oznaką słabości, podobnie jak okazywane na zewnątrz emocje. Oni dobrze maskują swój strach, oraz niepokój. Potem uważają, że ich rolą jest bycie podporą dla załamanej kobiety. Tylko, że ojciec wcześniaka jest. I pełni bardzo ważną rolę w życiu dziecka.

 

OJCIEC WCZEŚNIAKA. EMOCJE.

Temat przedwczesnych narodzin i tego jakie mogą być tego konsekwencje to ogromne przeżycie dla dwojga. Na na teście pojawiają się dwie kreski i oto para zostanie rodzicami. Jest snucie planów na rodzicielstwo, wyobrażanie sobie radości, wspólnego spędzania czasu, a potem to wszystko się rozpada. Nagle okazuje się, że zamiast kompletowania wyprawki, chodzenia po sklepach w poszukiwaniu kolejnych, małych ubranek jest szpital, przedwczesne narodzin i walka nie tylko z czasem, ale przede wszystkim z naturą. Wcześniactwo czasem zostawia również trwałe ślady. Dzieci są niepełnosprawne.

Kiedy w grudniu 2016 trafiłam na patologię ciąży w 31 tygodniu, mój mąż na widok jednej z pacjentek, która była na ogromnej dawce leków powiedział, że wygląda jak ja te kilka lat wcześniej, walcząc o każdy dzień w tych samych murach tylko z dwa pietra niżej. Ponoć też był ze mną słaby kontakt, słabo mówiłam, słabo się poruszałam i byłam tak samo blada. On wracał do domu. Codziennie. Dużo rozmawialiśmy przez telefon. Na początku czerwca, dwa tygodnie przed przedwczesnym porodem naszego starszego syna  zaczęłam się bardzo mocno łamać. Pisał smsy o tym, że wszystko będzie dobrze. Kiedyś Jaś ze śmiechem wskoczy nam do łóżka żeby nas obudzić.

Ja wtedy w to po prostu nie wierzyłam. Zaczęłam coraz bardziej utrwalać się w przekonaniu, że to się nie uda. Po narodzinach Jasia nie umialam z nim rozmawiać o tym co sama czuję. Wyłączyłam się w dosłownym tego słowa znaczeniu. Dzisiaj wiem, że mój mózg włączył barierę ochronną, wtedy kompletnie nie rozumiałam dlaczego jestem aż tak bardzo wypruta z emocji i dlaczego po tak wielu latach będę miała takie luki w pamięci. Mój mąż stał obok i dotrzymywał mi kroku. Czułam, że zawsze jest obok. Choć żadne z nas nie umiało o tym wszystkim rozmawiać. Byliśmy chyba na to wszystko też za młodzi. A może zwyczajnie nikt nie potrafił nas nakierować.

W poradnikach o rodzicielstwie dla świeżo upieczonych rodziców jest wiele ciekawych informacji o tym jak wyglądają pierwsze chwile po porodzie. Jak ojciec ma wspierać matkę, wyręczać ją z niektórych obowiązków, pełnić rolę opiekuna. Jak pielęgnować taki związek. Ale ja nigdzie nie mogłam znaleźć tego jak rozmawiać z mężem w domu w którym nie płacze żaden noworodek.  Co wtedy, kiedy jesteśmy w domu bez brzucha i dziecka, ale to dziecko jest. Tylko 40 kilometrów od nas. W końcu nie rozmawialiśmy o tym w ogóle. Wcześniactwo w naszym domu stało się tematem tabu.

Myślę, że z boku wyglądało to trochę tak, że my się tym kompletnie nie przejmowaliśmy. Sama bym chyba wzięła nas za takich ludzi. Dzisiaj sądzę, że ta maska pozwoliła nam uniknąć wielu pytań na które żadne nie chciałoby odpowiadać. Mi zajęło ponad 3 lata oswojenie się z tym tematem na tyle by cokolwiek powiedzieć na głos. Wcześniej zalewałam się łzami przy pierwszym zdaniu. Nie umiałam o tym rozmawiać. Staraliśmy się ten temat zamknąć. Oboje. Tylko tak się nie dało.




 

OJCIEC WCZEŚNIAKA. NERWY.

Chciałabym żebyśmy więcej zaczęli mówić o ojcach. Oni są. Warto tutaj pamiętać o tym, że pomijanie ich jest trochę nie fair w stosunku do ich jakże ważnej roli. Wiem, że kobiety chętniej chcą na te tematy rozmawiać, ale to nie oznacza, że ojcowie nie mają nic do powiedzenia. Nie wiem czy uda mi się jeszcze do tego namówić mojego męża, obecnie to szczerzę w to wątpię, ale na pewno inni ojcowie mają w sobie więcej chęci na podzielenie się tymi emocjami.

Czasem udaje mi się porozmawiać z ojcami. Widzę wtedy, że ich tak samo martwi to, że dziecko ma kolki, że znowu dziecko musi być u lekarza, a nawet dodają otuchy w walce kobiety o karmienie piersią. Są tacy, którzy szukają na ten temat informacji, są i tacy, którzy starają się pomóc na każdej możliwej płaszczyźnie w każdym temacie dotyczacym dziecka. Lecz mam niestety wrażenie, że ich wyczyny nie są doceniane tak jak matek.

Wśród wielu tych ojców są też Ci zagubieni, którzy gdzieś tam nie zrozumieli gdzie jest ich prawdziwe miejsce, ani czy w ogóle jakiekolwiek jest. Najpierw szpital, potem dom i bardzo mocno odwrócona kolejność. Rozpadają się małżeństwa.

 

___

Z tego miejsca chciałabym bardzo podziękować mojemu mężowi. Że zawsze był. I nigdy nie zwątpił. Nawet wtedy, kiedy ja rozleciałam się na milion kawałków i za to całe tłumienie w sobie emocji zapłaciłam bolesną cenę. Konsekwencje były straszne.

 

„Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty. 
To też nie diabeł rogaty. 
(…) 
Ale miłość – kiedy jedno spada w dół, 
drugie ciągnie je ku górze… ” 
-Happy Sad „Zanim pójdę”.

 

 

 

 

 

CATEGORY: WCZEŚNIACTWO
Comments (5)

Jak ja to dobrze rozumiem! Mój Jaś ma 2.5 roku (34 tc, ale 1390g, więc trochę nam zeszło w szpitalu), a dopiero teraz wyciągnęłam z męża czemu się wzbrania przed drugim dzieckiem – bo boi się o moje życie (stan przedrzucawkowy u mnie). Ja w ciąży spędziłam 5 tyg w szpitalu i nawet miałam pretensje, że nic nie mówi i nie okazuje emocji, a ja ciągle wyłam. Teraz jest super, ale to co przeżyliśmy zostanie w nas na zawsze. A w ojcach to tkwi tym bardziej, że nie chcą i nie potrafią tego z siebie wyrzucić. A ja nie mam komu, bo tylko mama wcześniaka to rozumie, a takiej osobiście nie znam. Więc tu zrzucam mały kamyk z duszy 🙂

Cudowna Matko Prezesa 😙

Dziękuję za wszystko co napisałaś. Czytam bez przerwy. Ogromnie mi to pomaga i mnie wspiera.
Z całą pewnością nie jestem pierwsza ani ostatnia, która tak napiszę.

Co zaś tyczy się Ojców wcześniaków. To fakt. Różni ojcowie i różne sytuacje.
Ja do dzisiaj nie potrafię rozmawiać z tatą Zosi z 30 tygodnia o tym co przeżyłam.
Od samego początku sama jeździłam po lekarzach i tak jest teraz. Nie angażuje się za bardzo. Z początku twierdził, że się boi. Bo maleńka ważyła 1600. Jak będzie ważyła więcej to będzie ja kąpać. Dzisiaj waży prawie 5 kilo i jest kolejna wymówka. Bo to dziewczynka.
Zosia ma już 3 miesiące a jego pomoc polega na jednym karmieniu- wtedy ja biegiem lecę się choćby załatwić. A dodam, że mamy jeszcze 9 latka też Jasia, który za parę dni będzie miał Pierwszą Komunię Święta.
I tak biegam, między jednym dzieciem a drugim. A w miedzy czasie , gotowanie, pranie, sprzątanie, zakupy. U ciągle wizyty z Zochą. Ehh niech moc będzie z nami Matkami.

Pozdrawiam serdecznie i raz jeszcze dziękuję.

Zdecydowanie przedwczesne narodziny naszego syna były sprawdzianem dla naszej relacji. I prawdę mówiąc nigdy nie spodziewałabym się, że będziemy dla siebie nawzajem tak ogromnym wsparciem, bo w codziennym życiu raczej tworzymy mieszankę wybuchową. Mój mąż przez pierwsze 5 dni życia naszego synka, w zasadzie w ogóle nie bywał w domu, bo jeździł z jednego szpitala do drugiego. Kilka razy dziennie przywoził mi nagrania, na których mogłam zobaczyć naszego malucha i posłuchać, jak tata opowiada mu o mnie. Później odwiedzaliśmy syna wspólnie, a gdy mąż wrócił do pracy ZAWSZE przed dyżurem zawoził moje mleko na oddział. W naszych rozmowach faktycznie był mniej emocjonalny niż ja, zawsze skupiał się bardziej na faktach (na coraz lepszej saturacji, coraz niższej dawce tlenu, rosnącej masie ciała itp.), ale jego spostrzeżenia bardzo podnosiły mnie na duchu. Jak potrzebowałam płakałam mu w rękaw, jak musiałam się oderwać to mnie gdzieś zabierał i naprawdę bardzo cieszę się, że przeszliśmy przez to razem…

Napisałam tekst, chyba pięć razy do niego przysiadałam.. I chyba się nie udało wysłać.. Czasem tak jest. Więc tylko w jednej minucie napiszę.. Mój mąż to bohater.. WIELKI. Wszystko brał na klatę. Ja ciągle zaplakana, bo w szpitalu, który lekarz nie przyszedł, to zawsze informacje na zmianę, źle, lepsze, gorsze.. Chcieli mi dać psychologa, to im powiedziałam, że najlepszym lekarstwem i psychologiem jest mój mąż, który jest w drodze. I taka prawda. Minuta minęła, maluchy się niecierpliwią. Pozdrawiam, dzieci rosną cudownie. Mają 6.5 miesiąca

Cytat z piosenki, którą uważam za najpiękniejszą polską piosenkę o miłości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Copyright 2018. All Right Reserved.