Bujanie dziecka do snu – jak długo? Do osiemanstki!

Bujanie dziecka do snu jest jedną z tych metod, które ja zaliczam do “najlepszych”. Niestety tak się składa, że wielokrotnie  i to nie tylko u siebie, ale w różnych zakątkach internetu czytałam o zgubnym wpływie bujania do snu. Okazuje się nawet, że niektórzy potrafią iść krok dalej i nabijając sobie statystyki przekonują rodziców szumnymi nagłówkami, że robią dziecku krzywdę, bo dziecko nie zasypia dlatego, że mu miło, ale dlatego, że mu błędnik świruje, a ostatecznie można doprowadzić nawet do SBS (zespołu dziecka potrząsanego). Poza tym jak wszyscy doskonale wiemy, bujanie dziecka do snu trwa do osiemnastki…

BUJANIE DZIECKA DO SNU. UZALEŻNIENIE, CZY NATURALNA POTRZEBA?

Dziecko rodzi się z przyzwyczajeniem do bujania. Dla niego taka forma usypiania jest naturalnym środowiskiem. Do tej pory zasypiało tak przez całe 9 miesięcy (jeżeli bezpiecznie dobrnęłaś do końca ciąży). Nie da się nauczyć dziecka bujania. Ono się z taką potrzebą rodzi. Nie każde dziecko jednak respektuje taką potrzebę, są dzieci, które od pierwszych dni po drugiej stronie brzucha wolą samodzielne zasypianie w spokoju. Są też niestety takie dzieci, których potrzeby nie są zaspakajane, a rodzice używając różnych metod próbują “oduczyć” w ich mniemaniu negatywnego wzorca. I niestety nie zawsze są to rodzice wieloraczków, gdzie rozdwojenie się i zaspokojenie potrzeb każdego z osobna może być niewykonalne ze względu na zbyt małą ilość rąk.

 

BUJANIE DZIECKA DO SNU. JAKIE PLUSY?

Jest ich tak naprawdę cała masa. Przede wszystkim są badania, które potwierdzają, że bujanie pomaga w wytworzeniu się połączeń pomiędzy neuronami o czym często mówi wielu specjalistów. Bujanie do snu wypływa również na rozwój obydwu półkul mózgowych – co dalej pozytywnie wpływa na zmysł równowagi czy koordynacji ruchowej (tutaj dodałabym, że podobny wpływ na układ przedsionkowy ma raczkowanie). Dodatkowo dziecko łatwiej w ten sposób uspokoić, zwłaszcza w pierwszych tygodniach i przy intensywnych kolkach czy innych problemach, a później przy ząbkowaniu. Dziecko ma poczucie bezpieczeństwa i łatwiej i szybciej zasypia. Należy jednak pamiętać by nie robić tego zbyt intensywnie. Kołysanie ma być wolne i spokojne. Ja bujałam Staszka do snu na piłce do fitnessu. Odciążało to mój kręgosłup. Jasia na rękach.

 

DO OSIEMNASTKI CZY DŁUŻEJ?

Jeżeli weźmiemy pod uwagę bujanie jako formę relaksu, to ja sama lubię się czasem latem położyć na hamaku i się pobujać. W ten sposób się odprężam i nie będę ukrywać, że czasem zdarza mi się zasnąć. Ale czy znacie jakiekolwiek osiemnastolatka, albo dziesięciolatka, sześciolatka nawet, którego rodzice nadal bujają do snu, bo sam nie potrafi zasnąć? Jeżeli nawet takie przypadki są to nie należą one do codziennych, lecz do rzadkich i skrajnych, gdzie podłoże może być również chorobowe. Dzieci najzwyczajniej w świecie z bujania prędzej czy później wyrastają.

Jasiek z bujania do snu wyrósł jak miał 1,5 roku. Można więc uznać, że zaliczył nawet swoją osiemnastkę. W pewnym momencie zauważyliśmy, że chce być odłożony do łóżka a my mamy się po prostu obok niego położyć. I tak też robiliśmy. Sam zaczął zasypiać grubo po 2 urodzinach, podobnie jak majac 2 latka przestał spać z nami. O moim grzechu głównym, czyli spaniu ze starszakiem możecie poczytać TU. Popełniłam ten sam “błąd” po raz drugi. Ale o tym, że będę popełniać te same błędy pisałam TU będąc w ciąży.

Ze Stasiem myślałam, że będzie sto razy gorzej. Pod kątem bliskości i zaspakajania takich potrzeb jest bardziej wymagający od Jasia, albo po prostu tak mi się wydaje, bo Jasia mógł przejąć każdy kto wział go na ręce, a Stasia w gruncie rzeczy tylko ja … Jak się jednak okazało nie tak dawno, Staszek szybciej od Jasia zaprotestował z bujaniem. Po prostu podczas tego swojego jednego, dziennego snu zaczął się wyginać do tyłu i zaczynał marudzić. Odłożony domagał się przytulenia do mnie, czy do mojego męża, a następnie zasypiał. Obecnie coraz częściej zdarza mi się przy nocnym rytuale zostawiać go po nakarmieniu w łóżku i coraz częściej zasypia całkowicie sam. Przytula się do swojego ulubionego kocyka i odpływa.

Co więc dokonałam tego bez metod “płaczu” i paru innych, których jestem ogromną przeciwniczką. Nie robiłam nic co mogłoby spowodować w nim stres, ani nie robiłam nic przeciwko czemu by protestował. Wsłuchałam się w jego potrzeby i dostosowałam się do nich.

Jedne dzieci dokonają tego przed rokiem, inne po, a jeszcze inne bliżej, lub dalej nawet 4 urodzin.

 

KOMENTARZE INNYCH? OLEJ.  

Najgorszy jest ten moment w macierzyństwie, kiedy osoby wokół Ciebie zaczynają Cię straszyć konsekwencjami.  Straszą Cię negatywnymi skutkami powołując się na jakieś totalne z kosmosu przykłady, podajac siebie za wzór do naśladowania. Nie daj się jednak zwieść! Dzieci są różne, ich potrzeby także i wśród wielu znanych mi dzieci koleżanek są takie, które bez protestów i większych problemów zasypiały od początku same by w krótkim czasie przesypiać całe noce. Nie są wymagające. Ale są też takie dzieci, które wymagają.

Bujanie dziecka do snu nie ma żadnych negatywów. Poza faktem, że samo usypianie trochę dłużej trwa, lecz myślę, że poświecenie pierwszych kilku miesięcy, czy lat, które tak szybko mijają to nie jest nic strasznego. A poza tym na dobrą sprawę, nasze dzieci już nigdy nie będą tak małe, tak zależne od nas i tak bezbronne. Ja z tego okresu starałam się wycisnąć wszystko to co najlepsze, by potem nie żałować jak z Jasiem ciągłego oglądania się za innych, bo robili “inaczej” a ja uważałam, że lepiej. Nie dałam się obecnie wypalić, a tych wszystkich metod nie uważama za frustrujące. Każdy dołek udawało mi się szybko zakopywać, nawet wtedy, kiedy już czasem nie wiedziałam jak się wygramolić na powierzchnie.

Pamiętaj o tym, że będąc matką to ty obierasz drogę. Tylko Ty.

 

Bujanie do snu? Ależ oczywiście!

 

 

 

 




CATEGORY: STREFA MALUCHA
Comments (3)

Bardzo dziękuję Ci za ten tekst. Zawszy myślałam, że jestem inna pod tym względem. W mojej rodzinie wszystkie dzieci odkladalne, a ja uparcie i na przekór wszystkim bujalam na zmianę z mężem nasze dzieci. Tak czuliśmy, że tego właśnie potrzebowały 🙂 Jedne dzieci wymagają bujania a inne może same zasypiają, ale w pozostałych kwestiach są bardziej wymagające.

Musiałam bujać przez pierwsze pół roku, bo nie miałam innego wyjścia-na szczęście na zmianę z tatą . Kolki obu moim synom dały się we znaki i stanęłabym wtedy na rzęsach, klaszcząc przy tym uszami, gdyby tylko to przyniosło im ulgę w cierpieniu. Ale kiedy zorientowałam się, że bujanie stało się już tylko przyzwyczajeniem, chłopcy ważyli coraz więcej, a ja powolij znikałam, postanowiłam to skończyć. Jasne, że początkowo się "buntowali", ale nie zostawiałam ich samych, byłam obok, śpiewałam, głaskałam, co jakiś czas wyciągałam i tuliłam. Nie było wrzasków, czy histerii, jak to niektórzy wyobrażają sobie odzwyczajanie. Bardzo szybko zyskałam wolność od bolącego kręgosłupa i prawie przespane noce. Bo odkąd chłopcy nie potrzebowali do zaśnięcia towarzystwa i bujania, to kiedy przebudzali się w nocy nikogo nie alarmowali, tylko po chwili sami zasypiali-no chyba że chcieli jeść. W ciągu dnia mieliśmy wystarczająco dużo czasu na bliskość.

W 100 % Cię popieram. Bujać tulić, nosić brać do łóżka rodziców. Wszystko to z mężem robimy z ogromną ochotą. Nasz Jaś woli zasypiac leżąc obok, ale uwierz bujanie a potrząsanie to dwie różne sprawy. Ja miałam alergię na trzepanie dzieciakiem bo co to niby ma być rolercoster? Wesołe miasteczko, też nie jest dla każdego. Pozdrowienia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Copyright 2018. All Right Reserved.