Aborcja nie jest ok.

Aborcja jest ok – takim hasłem na koszulkach powitały nas uśmiechnięta panie z najnowszej okładki czasopisma „Wysokie obcasy”. Zaraz potem można było przeczytać, że nowa akcja nosi tytuł „Aborcyjny Dream Team„, czyli „Aborcyjna Drużyna Marzeń”. Mówi się o tym „postępowość” a także nagradza niestety oklaskami, niewątpliwie niezasłużonymi, bo problem aborcyjny został spłycony i doprowadzony do skrajności, której efektem będą kolejne niestety niedomówienia, a także niewątpliwie argumenty ugrupowań pro life przeciw walce o prawa wyboru. Jeżeli skomentować to jednym słowem, możemy powiedzieć jedno: spierdoliliście.

 

PRAWO WYBORU JEST OK, ABORCJA NIE.

Prawo wyboru było głównym hasłem, które tysiące kobiet niosło na ustach w tysiącach miast w całej Polsce w roku 2016. Od tego czasu mija prawie 2 lata, a masa kobiet, w tym również ja, powoli zaczęła się wycofywać z jakiekolwiek powiązania z „dziewuchami”. Nie dlatego, że kompletnie nam nie po drodze z ich walką, ale dlatego, że zaczęło to już przekraczać pewne granice, których ja, jako kobieta, a w drugiej kolejności matka nie chcę przekroczyć. To mój własny wybór, którego zamierzam się trzymać, nie chcąc spłycać swojego szacunku do życia. Dzisiaj o osobach takich jak ja mówi się różnie – katole, kobiety niepostępowe, zwolenniczki patriarchalizmu. Mówi się o tym, że początek życia – cytując WO – to kwestia wiary, a nie faktów. Napędza się wodę na młyn politycznego szału, jaki wywołuje ten temat, a w slangu zwyczajnie można to nazwać „samozaoraniem”.  W tym wszystkim zapomina się, że prawo wyboru kobiety jest ok, a my nie mamy prawa nikogo rozliczać z jakich powodów tej aborcji dokonuje, lecz aborcja nie jest ok. Dlatego, że dokonanie aborcji spowodowało zbyt dużo depresji, stanów lękowych, wyrzutów sumienia, a także samobójstw i komplikacji zdrowotnych rzutujących na resztę życia. Uśmiechanie się na okładce z hasłem „aborcja jest ok!” to brak szacunku do wszystkich kobiet i wymierzony w ich kierunku policzek, które musiały podjąć dramatyczną decyzję o przerwaniu ciąży, by wybrać „mniejsze zło”. I nierzadko były to ciążę chciane. Aborcja to nie tylko podjęcie decyzji na zimno „nie chcę, teraz, w ogóle dziecka”.

 

 

BO MIESZKANIE MAM ZA MAŁE.  

Tu celowo chciałabym się cofnąć do czasów, kiedy jedna z piosenkarek na łamach również WO opowiedziała o tym, że usunęła ciążę, bo nie chciała posiadać trzeciego dziecka. Nie ten czas i za małe mieszkanie. Wywołało to ogromną burzę medialną i doprowadziło do skrajnych sytuacji, w których Natalia Przybysz poznała smak hejtu z każdej możliwej strony. W tamtym czasie nie chciałabym być w jej skórze. Był to taki moment w Czarnym Proteście, kiedy dużo kobiet odwróciło się na pięcie i powiedziało: „Ale nie, hola! Ja nie o takie coś walczę!„. Oczywiście w tym wszystkim trzeba pamiętać, że takich Natalii Przybysz jest cała masa i jeżeli nie w Polsce, to za granicą usuną  ciążę za odpowiednią kwotę i gwoli scisłości nikomu nie muszą się tłumaczyć. Lecz to znowu spłyca problem. Nie można jednak odmówić Przybysz odwagi, do wypowiedzenia tego, co setki kobiet w Polsce kryje – tak, dokonałam aborcji, bo nie chciałam kolejnego dziecka. 

 

 

NIE TĘDY DROGA …

Skrajność jest zła. W każdym wydaniu. Nie stanęłabym w jednym szeregu z ludźmi pro-life, którzy „edukując” ludzi pokazują 13 tygodniowe płody jako miniaturki noworodków, ani nie stanęłabym w jednym szeregu z ludźmi, którzy noszą koszulki z napisem „Aborcja jest ok” nawiązując do „Dream Team”. Umówmy się, że aborcja jest złożonym problemem pod każdym możliwym kątem – i z punktu widzenia biologicznego i z punktu widzenia przede wszystkim moralnego,a wreszcie punktu widzenia prawnego. O to trzecie zresztą najbardziej się rozchodziło, bo moralność każdy z nas posiada inną.

Pamiętajmy o tym, że w Polsce aborcji można dokonać legalnie tylko w trzech przypadkach, a wszelkie aborcje „bo to nie mój czas na dziecko”, można dokonać albo za naszymi granicami (oczywiście nic za darmo!), lub w Polsce na tzw. „czarnym rynku”. I tu zaczyna się to co ja nazywam: problemem. Aborcja w pierwszej kolejności powinna się odbywać bezpiecznie. Tak by w przyszłości, kiedy kobieta dojdzie do wniosku, że „to jej czas na dziecko” nie zorientowała się, że aborcja była dożywotnią antykoncepcją. Żeby to odbywało się bezpiecznie należy edukować obie walczące ze sobą zaciekle strony, ale nie w taki sposób. Taki sposób powoduje tylko zaostrzenie walki po przeciwnej stronie barykady, tym bardziej, że nawet osobom, którym zależy na „prawie wyboru” z takiej inicjatywy się wycofują. Nie chcą być powiązani z taką akcją. I to powinno dać do myślenia. Tym bardziej, że w naszym społeczeństwie jest jeszcze dużo do zrobienia – wiele osób nadal nie rozumie jakie mogą wystąpić wady letalne u płodów.

 

 

NIE WAŻNE JAK, WAŻNE ŻEBY MÓWILI? 

W Internecie króluje przekonanie, że nie ważne jak o wielu rzeczach mówimy, najważniejsze, że mówimy, bo rozprzestrzenia się na dużą skalę. Być może w niektórych przypadkach miałoby to pokrycie z rzeczywistością, lecz w tym przypadku nie. My, w walce o „prawa kobiet” powinnyśmy wiedzieć jak działać, którędy działać i wreszcie się jak się jednoczyć.  Jeżeli wspólny cel dzielimy nieprzemyślanymi kampaniami, to nie są one ok.

 

 

To nie jest postępowość. Ani mądra walka. Ja dzisiaj mówię: nie poprę.

 

CATEGORY: MATKAPREZESA.PL
Comments (5)

Masakra jakaś… Jak popieram możliwość wyboru, tak to co zobaczyłam w "Wysokich obcasach" zszokowało mnie totalnie. Nie wiem czy któraś z tych pań na okładce chciałaby stanąć w takiej sytuacji, kiedy czuje, że musi postawić wszystko na jedną kartę. Kiedy musi podjąć najcięższą decyzję w jej życiu. I choćby nie wiem, jak bardzo była zdeterminowana, aby to zrobić, nie wierzę, że nie zostawi to żadnego śladu na dalszym jej życiu. Każdy wybór zostawia jakiś ślad na nas, bo zawsze pozostaje pytanie "co by było gdybym…?".
Kobiety obudźcie się, bo póki co widzę, że ruch proaborcyjny sam pod sobą kopie dołek. A akcje tego typu odrzucają nie tylko osoby, które popierają prolife i możliwą zmianę ustawy aborcyjnej. Ale przede wszystkim te osoby, które kiedyś popierały czarny protest, wychodziły na ulice…
To stało się komiczne. Bo teraz zamiast czarnego koloru, mamy śliczne, różowe bluzeczki, typu "jestem grzeczną dziewczynką". Coś wiadomo czy można kupić takie ciuszki? Świetna bluzeczka na spacer do parku z dzieckiem.

Okładka jest totalnie nietrafiona, szczególnie w sytuacji w jakiej obecnie znajduje się nasze społeczeństwo. To zestawienie kolorów, haseł i uśmiechów na pierwszej stronie wyszło słabo. Osobiście też uważam, że aborcja NIE jest ok, ale czy ta cała burza, która teraz wybuchła, to nie jest "ocenianie książki po okładce"? Przecież w tym numerze jest artykuł, który traktuje o kobietach, które dokonały aborcji i właśnie uważają, że jest ona ok. Nie mają z jej powodu wyrzutów sumienia, czy depresji. Takie kobiety naprawdę istnieją, ale czy z powodu tego jak odczuwają, mamy im zamykać buzie? Ja wiem, wystarczyłoby zostawić artykuł i zmienić okładkę, ale WO na pewno poniosą konsekwencje swojej decyzji.

Masz rację i nie masz. 🙂 Oczywiście, że są kobiety, które uważają, że aborcja jest ok i mają do tego w pewien sposób prawo. Lecz redakcja, która na okładce pokazuje kobiety w różu z uśmiechami, bardzo spłyca problem. Gdyby to był tylko artykuł zapewne nikt by się nie doczepił – ot kolejna historia kobiet, które traktują aborcję jako środek antykoncepcyjny, którym niewątpliwie aborcja nie jest. Samo hasło "Dream Team" nie jest trafione. Mam wrażenie, że walka o prawo do aborcji przekroczyła granice dobrego smaku. I to jest właśnie tego przykład.

Ale Aborcyjny Dream Team to nie jest hasło skomponowane na potrzeby tego artykułu i wydania WO. To inicjatywa, która funkcjonuje już jakiś czas. Mimo to zgadzam się, że nie bez powodu kompozycja tej okładki budzi kontrowersje i jest kiepska, ale o tym również piszę w pierwszym komentarzu.

Nie oznacza to jednak, że taki "Aborcyjny Dream Team" jest dobrą nazwą. Wręcz przeciwnie. A okładka strzał w kolano.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Copyright 2018. All Right Reserved.