Co powinno umieć roczne dziecko?

“Nie chodzi jeszcze?!”. Nie no, wystąpił  w Tańcu z Gwizdami.  “Nie mówi jeszcze?!”. Recytuje. XIII księgę Pana Tadeusza. “A ile ma zębów?” – a co to do cholery jakieś zawody, a do wygrania darmowy przegląd dentystyczny?! Dzisiaj zdradzę Wam, co powinno umieć roczne dziecko.




Na wstępie. Zasada numer jeden: moje dziecko nie bierze udziału w żadnym wyścigu. Mam kompletnie w nosie ile zębów ma Krzyś, ile kroków zrobi Basia i jak wiele słów potrafi wypowiedzieć Brajanek. Kompletnie mnie też nie interesuje ile centymetrów ma Dżesika i jak bardzo Cię dziwi, że moje dziecko ma tyle, co Twoje na pół roku. Kompletnie mnie też nie interesuje którędy na podium, bo moje dziecko i tak wygrało. Wszystko. W moich oczach. W oczach mądrych specjalistów. Nie tresuję. Nie wymagam. Nie porównuję. Wszystko jest w granicach normy.

Wiecie co powinno umieć roczne dziecko? Nie, roczne dziecko nie musi stawiać kroków. Ma czas żeby postawić kroki do 18 miesiąca według wytycznych. Powinno już usiąść. I pełzać/raczkować. Zgodnie z wiekiem urodzeniowym. Jeżeli wszystko jest w porządku. Ale chodzić, wcale nie musi. I to wcale nie oznacza, że w przyszłości będzie gorzej grać w piłkę niż chodzący od 9 miesiąca Bartuś. Ani to wcale nie oznacza, że będzie zbierał pały z WF i nigdy nie nauczy się jeździć na rowerze.

Czy roczne dziecko powinno obsługiwać sortery i układać klocki? To tylko zabawki. Kiedyś kazałam je sobie wsadzić w zad – KLIK.

Roczne dziecko nie będzie potrafiło komunikować swoich potrzeb fizjologicznych, a nawet jak zrobi cokolwiek na nocnik, nie oznacza, że zrobił to świadomie. Zwieracze odpowiedzialne z fizjologię dojrzewają +/- od 18 miesiąca życia. Oczywiście są dzieci, które komunikują. I takie, które mając 1,5 roku nie wiedzą czym jest pielucha, ale bez spiny. To wyjątki. Mały procent.

A wreszcie najważniejsze – roczne dziecko nie mówi. Ja ponoć była gadającym ewenementem bardzo szybko. I na rok mówiłam ogromną ilość słów. To również wyjątek. Roczne dzieci mogą powtarzać proste słowa i często powtarzają “mama” “baba” “dada” itp. Duża ilość dzieci zaczyna mowić po 2 urodzinach. Jeszcze inna część po 3. Bardziej na co powinien rodzić zwrócić uwagę to czy dziecko gaworzy. Niekoniecznie świadomie wypowiadać “tata”, ale powinno łączyć sylaby.

Wiecie co powinno Was tak naprawdę martwić? Nie reagowanie na imię, brak kontaktu wzrokowego, problemy z chwytaniem przedmiotów, odruchy wymiotne przy próbach podawania posiłków bez blendowania. A także niechęć do brudzenia się – co może oznaczać między innymi zaburzenia SI.

 

BARDZO TRUDNO BYĆ MATKĄ W INTERNECIE.

Kiedyś podsumowałam to mniej więcej tak: do pewnego wieku matki toczą bój oto, które dziecko szybciej pójdzie, szybciej usiądzie. Ba! Tu nawet ilość zębów ma znaczenie. Te same matki, po 2 urodzinach rozpoczynają proces “uwsteczniania”. Ich dziecko jest nagle na wszystko za małe i nazywa się to “tresurą”. Nauka kolorów, liczenia podczas zabawy, czy nie daj Boże (o ile istniejesz!) nauka liter w tym wieku, bo to już w ogóle “chore ambicje”. W końcu trudno jest sprostać oczekiwaniom internetowym matkom, bo nagle okazuje się, że niezależnie którędy podążysz i tak jesteś chujową matką.

Jak Wasze dzieci pójdą do szkoły, a nawet do przedszkola, zapewniam, nie będziecie wiedzieć i nie zgadniecie, które z tych dzieci poszło przed rokiem, a które po. Które zaczęło szybciej pokazywać palcem, klaskać w dłonie, czy robić “papa”. Może i będą rezolutniejsze dzieci, jak w każdej grupie wiekowej, ale może się okazać, że w wieku około rocznym w niczym nie wyprzedzały rówieśników. Wręcz przeciwnie.

To czy dziecko pójdzie przed rokiem, czy po roku nie ma kompletnie żadnego znaczenia. Żadnego.  Ostatecznie każde zdrowe dziecko te kroki postawi. A to kiedy, w rezultacie jest zupełnie bez znaczenia. Licytowanie się w tym temacie jest tak samo beznadziejne, jak wieczne pytania o “wagę i wzrost maluchów w danym etapie życia”. Zwłaszcza, że nie będzie to zbytnio miarodajne jeżeli będziemy porównywać dzieci o różnej masie urodzeniowej, z różnych tygodni. Tu nawet znaczenie ma to, czy dziecko jest na mm czy jest kp. I jeszcze jedno i najważniejsze – znaczenie mają geny. Raczej trudno jest oczekiwać, że moje dziecko na rok będzie miało 85 centymetrów, skoro ja mam 156 cm, a mój mąż niespełna 180. Poza tym moje dziecko w dniu narodzin miało 45 cm. Inni jego rówieśnicy nawet po 62cm!

Będąc pierworódką można bardzo łatwo wpaść w pewien wir. Wir o nazwie “maDki” w którym wszystko poddawane jest surowej ocenie i to nie tędy co powinno. To nie jest krytyka niepoprawnych zachowań jak np. chodziki, tylko robienie wszystkiego “jak najwcześniej” na siłę jak np. zbyt wczesnego rozszerzanie diety, żeby JUŻ i TERAZ pochwalić się “jaki duży już dzidziuś, zjadł wszystko na obiadek!“. W pewnym momencie można się samemu zacząć zastanawiać, czy naprawdę WSZYSTKIE 5 miesięczne dzieci mówią “mama”. Ja w ogóle śmiechem bym zabiła te wszystkie matki od “mówiących 5 miesięczniaków“.

 

SPOKÓJ, SPOKÓJ, ALE ZACHOWAJ ZDROWY ROZSĄDEK. 

Edukowanie rodziców w podejmowaniu świadomych decyzji jest ok. To oznacza, że fajnie jest słuchać mądrzejszych od siebie, co to nam wytłumaczą np. dlaczego lepiej wozić dziecko tyłem do kierunku jazdy, a nie przodem. Ale, kiedy zaczynasz temat tego co powinno umieć Twoje dziecko po zdmuchnięciu magicznej, pierwszej świeczki musisz zachować pełen spokój. W Internecie znajdziecie całą listę tego co dziecko powinno – ja znalazłam między innymi pierwsze kreski kredką na papierze, pokazywanie paluchem, czy właśnie te moje ulubione sortery. Dodatkowo dziecko ponoć powinno już rozróżniać niektóre części ciała. Moje ma totalnie wywalone na tę naukę. Ale zapewne pierwsze co mi pokażę to “dupę”, bo świetnie naśladuje brata, a brat go uczy różne rzeczy właśnie od “dupy strony”. 

Jako rodzic jednak musisz zachować czujność. Jeżeli naprawdę bardzo Cię martwi cokolwiek w zachowaniu Twojego dziecka warto to skontrolować. Nie jestem zwolenniczką olewania wszystkich zachowań w myśl zasady “wyrośnie”. Jeżeli masz jakieś wątpliwości – nie bagatelizuj. Jeżeli coś jest nie tak, spróbuj to rozwiązać. Im wcześniej, tym lepiej.

 

___

I ten wpis ma jeden cel: nie bierz udziału w licytacji. 😉 Nie musisz. W Twoich oczach Twoje dziecko i tak powinno być tym najzdolniejszym. I na nim się skup. Bo może się okazać, że szukajac porównań przestaniesz czerpać radość z najmniejszych sukcesów własnego dziecka. A to one powinny cię cieszyć najbardziej.

 




CATEGORY: MATKAPREZESA.PL, STREFA MALUCHA
Comments (15)

Niestety w obecnym świecie wszystko sprowadza się do porównań. Moja, mój…… Itp itd. I to zdarza się na kazdnym kroku w sklepie, w przychodni, na spacerze, gdziekolwiek. Każde dziecko jest zupełnie inne i wyjątkowe 😊5 za wpis 😀

Brawo ❤ W punkt 😁 Pozdrawiam

Genialne! Także jestem mamą wcześniaka i już od dawna przestałam zwracać uwagę na "dobre ciocie" – obce i znajome, które lepiej wiedzą co moje dziecko powinno już robić. Ma rok, nie chodzi, ale dla mnie i tak jest najzdolniejsze na świecie. Dzięki!

Podzielę się tylko historią z rodziny ku przestrodze. Siostrzeniec w wieku dwóch lat mówił tylko kilka słów – mama, dada, baba, brum brum. Rozumiał natomiast prawie wszystko, co się do niego mówiło, dlatego nikt się nie martwił, bo przecież w końcu się rozgada. Przyszedł jednak etap, że mały bardzo chciał skomunikować się ze światem, ale nie był w stanie stworzyć zdania, co bardzo go irytowało. Tak trafił do logopedy, gdzie rozpoznano alalię – zaburzenie mowy. Według fachowej literatury dziecko półroczne gaworzy, roczne mówi pierwsze słowa a dwulatek klei proste zdania. Opóźnienie większe niż pół roku uważa się za niepokojące i warto mieć to z tyłu głowy, aby nie przegapić momentu, gdy jednak warto odwiedzić specjalistę i rozwiać swoje obawy lub odpowiednio szybko rozpocząć terapię.

Oczywiście nie dotyczy to rocznego dziecka i nie neguję żadnej tezy w tym tekście, a wpis uważam za rewelacyjny i bardzo ważny dla matek. Dziękuję, że jesteś Noemi

Jak najbardziej podzielam. W sensie jeżeli kogoś coś niepokoi to warto zakomunikować specjalistom. W żadnym razie nie popieram tutaj zachowania totalnego olewactwa.

Ten wyścig jest straszny. Brat mojego męża ma córeczkę starszą od naszej o 5 dni. I po 6 miesiącach mam w głowie sieczkę i sama zaczynam wariować. "Jak to, L. jeszcze pluje przy jedzeniu? Z. juz potrafi jesc!" "Ale jak to nie wklada nóżek do buzi? Z wkładała jak miała 4 miesiące" " A jak wam sie tak turla to nie uderzy się w główkę? my nie kładziemy Z. na brzuszku". I oczywiscie wtedy, choć zdrowy rozsądek każe mi tego nie robić, wujek google idzie w ruch, a dopiero wtedy zaczyna się wyścig szczurków. I ja już dostaję kociokwiku, czy to z małą jest cos nie tak, ze mną, czy wszystkimi wokół. Grrrr. I bądź tu człowieku spokojny 😉

Bardzo dobry tekst ! 🙂
Z jednym się nie zgodzę. Dziecko w wieku dwóch lat powinno się komunikować. Jeżeli nie mówi warto wybrać się do logopedy. Dziecko może mieć proste opóźnienie w rozwoju mowy i wystarczy tylko kilka wskazówek jak prawidłowo ją stymulować, aby ruszyła.

Tylko co oznacza "komunikować"? 🙂 Komunikacja to nie tylko mowa.

To bardzo źle że nie kładą Z na brzuszku. Turlanie też jest bardzo potrzebne 😉 nie przejmuj się..

Mój 10cio miesięczny właśnie ma odruch wymiotny przy podawaniu posiłków bez blendowania. Za wcześnie jeszcze?

Ten wyścig zaczyna się już na etapie prenatalnym! Ja rzygam postami " ile przytyłyście w ciąży??" " ile przytyłyście do 20tc?? " "ile ważyły wasze dzieciaczki w 37tc?". Jakby to miało jakiekolwiek znaczenie ile waży inna matka i inne dziecko.

Nie lubię być porównywana i staram się nie porównywać. Jeśli pytam kogoś o wzrost/wagę/umiejętności to tylko z ciekawości, a nie żeby dodawać jak było u mojego dziecka.
Najbardziej przykre jest dla mnie porównywanie przez moją mamę, a nie obcych- "bo tyle tym wieku to już pisałaś/tańczyłaś /grałaś na fagocie". Grrrr😤

Najbardziej nie mogę wyjść z podziwu, jak ktoś licytuje się na ilość zębów? Przecież w tym wypadku im mniej ząbków w okresie niemowlęcym tym lepiej, bo mniejsza szansa na próchnicę-szczególnie że jednak sporo dzieci w tym okresie pije jeszcze w nocy mleko. A ogólnie rzecz biorąc podpisuję się pod postem rękoma i nogami. Wszystko w punkt. Szkoda, że w praktyce mi samej trudno jest nie porównywać moich dzieci, nawet do siebie nawzajem.

Mnie również denerwuje ten wyścig szczurów wśród matek… Moja roczna Hela jest z z tego gatunku dzieci, co to na wszystko mają czas, z niczym się nie spieszą. Ale niemal codziennie słyszę: "Jeszcze nie chodzi?!", "Mówi TYLKO mama?!", "Czemu jej wreszcie nie dasz normalnego obiadu, zamiast tej niemowlęcej brei?". Dodatkowo mała nie toleruje wózka, więc ją noszę w chuście czy nosidle, no i cały czas jest na piersi – ile ja się z tych powodów nasłucham, głowa mała. A gdy mi się w rozmowie wymsknie jeszcze o tym, że wszystko jest przecież ok, bo jesteśmy pod kontrolą fizjoterapeutki, która to potwierdza, to już w ogóle cyrk – "To jednak jej coś DOLEGA?". Trzeba mieć stalowe nerwy, by nie wybuchać co chwilę jak wulkan 😉

Trochę sami specjaliści napędzają ten cyrk. Nie raczkuje mając 7 miesięcy? Na terapię! Nie mówi 200 słów na 2lata? Na terapię! Nie wymawia r mając 5 lat? Na terapię! Wiele kobiet na grupach maDek porównuje dzieci, bo lekarz twierdzi, że dziecko za chude. A wagę i wzrost ma w 50 centylu. Jak ufać specjalistom?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Copyright 2018. All Right Reserved.