Rów Mariański rodzicielstwa.

Ten wpis powstaje chyba bardziej dla mnie niż dla Was i jest typowym przykładem na to,że każdy czasem łapie doły i to wielkie jak rów Mariański. Ja z braku snu powoli zaczynam tracić kontrolę sama nad sobą i czuję się jak wsadzony za kółko alkoholik. Abstrakcyjnym dla mnie doznaniem jest spanie ciągiem dłużej niż 2 godziny. I czasem jest mi okrutnie ciężko.

Zaczęliśmy z mężem trochę eksperymentować. W nocy doszliśmy oboje do wniosku, że moje przystawianie Staszka do piersi jest często drogą na skróty, bo mi się po prostu nie chce go bujać, nosić w nocy, a on wtedy potrzebuje bliskości. Ewidentnie. Tak jakby wybudzał się ze snu i zdawał sobie sprawę, że czegoś mu brakuje, a właściwie kogoś. I tym kimś jestem ja. I tylko ja. Pytacie: „Gdzie jest ojciec dziecka?!” a ja odpowiadam, że zawsze obok, ale on sobie nie daje rady. Nie daje, bo Staszek wrzeszczy jak opętany w jego ramionach. W dzień jest ok, w nocy … jestem trochę zdana sama na siebie.

Zgubiłam wtorek. Nie wiem jakim cudem. Dzisiaj mamy środę, ja byłam przekonana, że wtorek. Tak jakbym straciła od poniedziałku jeden dzień. Dwa dni skleiły mi się w jeden. Już chyba  ze zmęczenia. Czasem się dziwię, że to wszystko się jeszcze kula – ten blog, ja, no i że ja mam jeszcze siły, żeby rano stanąć przed lustrem i udawać, że wszystko jest ok nakładając mniej lub bardziej perfekcyjny make up. Albo, że mam jeszcze siły na to by wymyślać dzieciom popołudniami zajęcia, że szukam np. przepisów na naturalne farby do malowania … Albo, że siadamy i czytamy książki, rysujemy, układamy jakieś dziwne rzeczy z klocków, robimy to co robić każdy rodzic może. I robię to z uśmiechem na ustach. Chociaż ja się nigdy z dziećmi nie lubiłam bawić.

I czy droga na skróty w postaci iPada dla starszego to aż taka zbrodnia? Wreszcie czasem mam takie myśli by postawić Staszka przed TV. By obejrzał 15 minutową bajkę. Wiem, że nie mogę. I tkwię w jednym punkcie bycia świadomym rodzicem.

Doszłam ostatnio do wniosku, nieco stłamszona niemowlęciem, że bycie świadomym rodzicem jest trudniejsze. Pamiętam siebie sprzed 8 lat, moje podejście do wszystkiego. Nie na całkowitym luzaku, ale moje poglądy były wtedy zupełnie inne, również na wychowanie. Byłam mniej świadoma w pewnych kwestiach, a mniejsza świadomość powodowała mniejsze hamulce i wreszcie mniejsze wyrzuty sumienia. Oczywiście popełniłam te same wykroczenia – bujanie do snu, spanie z dzieckiem itp. ale głównie ze względu na lenistwo, a nie ze względu na pozytywne tego skutki, bo o pozytywach dowiedziałam się dużo później. Jaś nie miał wtedy też ze mną tak silnej więzi, bo on od samego początku był wychowywany przez trzy osoby: tatę, moją mamę, no i mnie. I chyba nawet po części w tej właśnie kolejności. Więc jemu na dobrą sprawę było wszystko jedno kto się nim zajmuje. I zdecydowanie nie budził się tak często w tym wieku. Zdecydowanie.

Kiedy pytałam Was o trenera snu byłam okrutnie zdesperowana. Kompletnie nie odpowiada to mojej filozofii wychowywania, lecz wtedy przez moment się z tego wyłączyłam. Ja jestem człowiekiem, nie robotem i mnie się nie da zaprogramować na jeden tryb. Nie da się mnie nauczyć niespania. Bo niespanie prowadzi do dużych konsekwencji zdrowotnych.

Pamiętam taki moment na blogu, gdzie wszyscy mi gratulowali jak świetnie wyglądam. W sensie jak cudnie schudłam. No i były pytania jakiej diety stosuję i ile razy w tygodniu ćwiczę. Ja nigdy nie byłam szczupła, raczej zawsze byłam z tych okrąglejszych i w duzej mierze dlatego, że jestem niska i każdy kilogram zawsze był bardziej widoczny. Była to zupełna odwrotność tego co wydarzyło się na blogu jakieś 2-3 lata temu, kiedy w bardzo krótkim czasie przywaliłam 10 kg na plusie. Nie z własnej winy, bo okazało się, że tarczyca mi się zaczęła buntować. I ja wtedy dużo czytałam o tym jak bardzo źle wyglądam, jaka jestem gruba, okrągła i jak bardzo o siebie nie dbam.

Zdradzę sekret – tym razem nie ćwiczyłam, nie stosowałam żadnej diety. Ale czasem zapominałam jeść. Popołudniu dochodziłam do wniosku, że zapomniałam o śniadaniu i obiedzie. Plus brak snu. Ja bardzo wycieńczyłam wtedy mój organizm. Do tego stopnia, że wieczorem dostałam drgawek gorączkowych. Nie polecam. I piszę to ku przestrodze.

Niedawno pomagała mi Magda z wymagajace.pl , jej blog mnie trochę ratuje przed wariactwem, a dzięki rozmowie z nią też trochę zrozumiałam, że to nie jest moja wina, że ja nic nie robię źle, ale mogę parę rzeczy wdrożyć, spróbować. Dzięki niej zdałam sobie też sprawę z tego, że Staszek mógłby siedzieć przy piersi cały dzień i to ja z reguły go od „mlekopoju” odciągam. I to też gdzieś tam powoduje u nas problemy, bo on powinien się najeść i pierś wypuścić. A karmić chcę dwa lata. I ja kompletnie nie wiem jak my z tego kp zrezygnujemy … Na chwilę obecną patrząc w przyszłość i widząc uwiązanie mojego syna do tej bliskości nie widzę kompletnie tego momentu rezygnacji. Ani mojej ani jego. Bo dla niego pierś, mimo 11 miesięcy to nie jest tylko forma jedzenia, ale też i przede wszystkim uspokojenia, poczucia bezpieczeństwa.

Na dodatek jesteśmy w fazie lęku separacyjnego (nie doświadczyłam tego z Jasiem, to dla mnie nowość), oraz okropnego psocenia, które powoli już zaczyna mi przeszkadzać, bo Staś kompletnie nie rozumie znaczenia słowa „nie”. Wpada w czarną rozpacz, bo nie może zrzucić dekodera, który jest na kablach, ostatnio wyrzucił mi wszystkie talerze z półki, nagminnie wylewa wodę z psiej miski, a ostatnio ciągnie choinkę (kiedy to piszę mąż jest właśnie w fazie przywiązywania jej). Wysypał też cukier puder (czekam za dostawą zabezpieczeń do szafek, bo nasze prowizoryczne nie dają rady). Otwiera szuflady i wyrzuca ubrania u nas i u brata. Na dodatek odkleja bratu naklejki z szafek co powoduje krzyk Jacha.

Ogólnie rzecz biorąc w psoceniu Jaś był mistrzem, ale widzę, że ktoś go ewidentnie przebije … O zmianie programu w pralce nie wspomnę, podobnie jak o wejściu pod prysznic, gdzie było jeszcze trochę wody. Na dodatek Staś kwiczy. Ale kwiczy tak, że człowiek czasem przestaje na moment słyszeć, albo mózg go boli. I ciągle jest przy nodze.

 

Z tego miejsca chciałam poinformować, że podziwiam wszystkich rodziców bliźniąt, trojaczków, rodziców dzieci z małą różnicą wieku. Chylę czoła po same pięty …

To dzisiaj ja. Pizgam złem.

CATEGORY: MATKAPREZESA.PL, STREFA MALUCHA
Comments (22)

Jakbym czytała o sobie i swoim dziecku. Ja przez 13 miesięcy miałam w nocy kilkanaście pobudek. Spałam ciągiem może maksymalnie godzinę. Istny koszmar. Pewnego dnia po prostu odstawiłam syna od piersi (miał wówczas 13 miesięcy), pierwsza noc nieciekawa. Kolejną przespał całą. Teraz ma 1,5 roku i śpi. Jeśli się budzi, to tylko na picie i robi to niemal przez sen – maksymalnie raz w nocy i to nad ranem. Chciałam karmić jak najdłużej, poddałam się i nie żałuję. Jedynie żałuję, że słuchałam innych mam mówiących „on potrzebuje bliskości, jeśli go odstawisz nic się nie zmieni”. Taa… I wiesz co? Byłam pewna, że odstawienie go od piersi będzie najtrudniejszą rzeczą. Syn w ciągu dnia właściwie wisiał na cycu (o nocy pisałam). Spacer z nim w wózku? Ma 1,5 roku i w wózku nie jeździ. Nigdy nie lubił. A cyc był mu tak potrzebny, że nawet zwykłe wyjście na godzinę było nierealne, bo ma być cyc i koniec. Wiesz, odstawiłam go radykalnie, nie planując tego. Zmęczenie wygrało, ale jeszcze fakt, że on właściwie nic innego nie chciał jeść. Tylko cyc. Rozumiem Cię doskonale zatem i wierzę, że uda Ci się karmić 2 lata 🙂
A lęki separacyjne znamy, bo co i rusz mamy.

To może coś jest w powietrzu co nas matki wprowadza w doła A nasze dzieci zachowują się jak diabelki….bo mimo, że mój Piotruś nie wisi na cycu (bo się niestety już nie karmimy) ale wczoraj ryczalam mężowi w rękaw że ja już nie daje rady i albo ja się nie nadaje albo z dzieckiem jest coś nie tak…i wyrzekalam się że ja już więcej dzieci nie chcę jak synka kocham ale ja więcej nie udzwigne…jest tak absorbujacy że czasem gdyby nie moja mama to bym nic w dzień nie zrobiła. A wieczorem albo robi teatr do 22 po czym zaczyna płakać albo zaśnie od razu i tak się budzi w okolicach 22 i płacze…i trzeba to nosić aż się uspokoi i potem ewentualnie zaśnie…ciagle jest tłumaczony że albo coś mu zaszkodziło i boli brzuszek albo zeby…ale dwa miesiące wychodzą zęby? I do tego w nocy potrafi się rozedrzec jak smoczka znaleźć nie Może czym nas kiedyś o zawał doprowadzi.
Mam wrażenie że jak był mniejszy to było lepiej z jego spaniem…
I niestety tv może nic nie pomoc bo ja czasem w akcie desperacji stawiałam by obejrzał bajkę ale średnio to to interesowało…
Masz rację że bycie świadomym rodzicem wcale nie jest takie proste…
Ale trzymaj się, przecież w końcu będzie lepiej😉

Opis idealny mojego pierworodnego. Ja niestety wspólnie z mężem”odstawilismy” nocne karmienia po skończeniu roczku. Nie udalo się zupełnie, przez dwa dni tylko tata wstawał do małego i dawal mu wode. Płacz byl, ale po prostu moje dziecko wisialo na cycu całymi nocami. Ja nie spalam cala noc i balam sie jechac z nim do lekarza, ze zmęczenia potrącę kogoś samochodem, ponadto plakalam autentycznie kiedy sie rano budzil-na zegarku byla 6 rano a ja marzylam zeby juz byl koniec dnia. Dlatego postanowila dyrastycznie nie karmić go w nocy. Ostatnie karmienie okolo polnocy, a na kolejne dopiero postanowiłam wstawać o 5 rano żeby te 5 lichych godzin pospać! Ciężkie to wszystko, trzymam kciuki zeby maluch zaczął lepiej sypiać, znam ten ból! Teraz mam 5 miesiwcznwgo cycoholika i jest powtórka z rozrywki, ale na razie nie ma mowy o odstawianiu w nocy od cyca. Sorki za brak polskich znaków ale piszę z telefonu na szybko, chce przekazać Ci jak najwięcej pozytywnych fluidów!

Mogę się podpisać pod tym postem.. sen zaczyna odchodzić w zapomnienie.. W dzień nie jestem w stanie nic zrobic, bo moja myszka ciągle przy nodze mojej. Muszę być z nią, przy niej I dla niej… I o ile chciałam wcześniej co najmniej dwójkę dzieci, to teraz wszystko się zmienia… I minęło sporo czasu zanim zrozumiałam, że to nie ja jestem taka beznadziejna, że nie potrafię się zorganizować… po prostu mam wymagające dziecko… które kocham ponad życie… dlatego jeszcze funkcjonuje jako tako

Witam 😀 czytam i aż niedowierzam, że ktoś może mieć aż tak podobnie(nawet zgubiony wtorek i wyrzucanie ubran z szaf przez młodego i nocne karmienie czasami co godzinę 😂)I jakoś trochę mnie to pociesza i daje sobie przyzwolenie, żeby powiedzieć No kurde jest mi ciężko i nie jestem jakaś dziwna,nie przesadzam !!! Nasz bagaż jest tak trochę większy , bo M. Pracuje w delegacji , a starszak Jasiek pójdzie do zerówki za rok (3,5 roku temu wygrał walkę na onkologii i trzymam nad nim trochę taki parasol ochronny a trochę tez jest tak, ze widzę p więcej plusów niż minusów tego ze jest w domu) Ps. Zazdraszczam męża w domu 😉 trzymajcie się, dacie radę !!!
A co do odstawiania to starsZego syna karmiłam 3 lata (skończyłam w kolejnej ciąży) , naczytałam się w necie jaki to będzie horror ze to się nie da jakieś smarowanie piersi i inne temu podobne a w rzeczywistości wszystko załatwiła jedna rozmowa głównym argumentem było to , ze tak kazał pan doktor , który zajmuje się dzidziusiem w brzuchu mamy 😂 No i szok udało się kilka razy później pytał. Czy może No i trzeba było konsekwentnie odmawiać i podkreślać jaki on już jest duży ale obyło się bez tego całego tragizmu ktorego tak się bałam . Chociaż między dwulatkiem a trzylatkiem duuuza różnica jest 😀

Mój dół jest jeszcze większy chyba 🙁 albo taki sam…. oboje chorzy … przy czym 3 latka ciągle płacząca wrzeszcząca marudząca i w ogóle Armagedon.. czuje się jak na jakieś karuzeli .. do tego nie ma szans zeht zasnela w dzień…. A jak synek uśnie to zawsze się znajdzie powód do płaczu i krzykow

Noemi jesteś niby nie wierząca praktykujaca ale choinka, wigilia nie przeszkadza ci a to przecież wszytko związane jest z narodzinami Chrystusa.. Dziwna ta twoja nie wiara!!

Zachęcam do lektury zanim się komuś napisze, że choinka jest związana z narodzinami Chrystusa. 😉 I nie dziwna jest „moja wiara”, bo ja w tych dniach nie robię nic religijnego.
https://matkaprezesa.pl/2015/12/dlaczego-ateistom-bardziej-wolno-ubierac-choinke.html

XD XD XD

A z dzieckiem mam tak samo, pobudka z wrzaskiem co godzina, jeśli ktoś go dotknie u to nie jestem ja to zdziera gardło.
W wózku nie posiedzi, w ciągu dnia dwie krótkie drzemeczki półgodzinne.
Takie życie. Wbrew pozorom wiele osób ma podobnie

I ja przybijam piątkę! Syn 16 miesięcy usypia przy piersi i innej opcji nie ma. Zaśnie na jakieś 1-2 h. Potem do rana jest ciągłe wiszenie na piersi. Bo widzę, że nie je. Służę mu jako smoczek. Próby odcięcia od mlekopoju kończą się płaczem. U mnie nocne karmienie nie jest drogą na skróty, bo noszenie, bujanie etc. tylko potęguje płacz i powoduje, że uspokajanie trwa dłużej. I nieważne czy próbuję nosić ja czy mąż. Tu jestem na placu boju sama.
Najgorsze jest, że rano trzeba iść do pracy i być tam w miarę przytomną…

Mam jednego synka. Ma 3,5 roku. Urodzil sie w 35tc. Zdrowy, tez taki oszukany wczesniak. 2 dni lezal na obserwacji w inkubatorze. Dwa dni ryczalam. Ze to pewnie moja wina… jak mi go tylko przyniesli nie odkladalam go nawet na sekunde. Mysle ze dostalam wtedy na glowe. Spal tylko na mnie.. przez 18 miesiecy karmilam go piersia. Nie rozroznialam dnia od nocy. W sumoe bardziej mialam dzien w nocy. Byly takie momenty kiedy siedzialam w nocy na kanapie z nim przyssanym do cycka i trzeslam sie ze zmeczenia. Wszystko mnie swedzialo. Lzy ciekly mi po polikach godzinami. Pamietam nawey raz jak przy przebieraniu w nocy jak sie darl wykrzyczalam : rozumiem czemu rodzice morduja swoje dzieci. Przylecial w sekunde moj maz. Wzial go. Poszlam pouderzac reka w sciane i pokrzyczec. Wrocilam uspokojona i wzielam synka, ktory w nocy uznawal tylko mnie. Jak skonczyl 14 miesiecy wrocilam do pracy na pelen etat. Myslalam ze tego nie przezyje psychicznie.. a okazało sie ze jednak tam jest fajnie. Jest kawa. Ciepla. Sa ludzie. Pamietam jak siedzialam w biurze i zawieszalam sie na tym ze musze zabezpieczyć w tym biurze kontakty zeby syb moj nic w nie nie wsadzil… taka paranoje mialam jeszcze przez kilka dni. Kuba zniosl to dobrze. Byl z babcia. Ale cyc byl nadal jak tylko pojawiłam sie w domu. Potem tylko noce.. az ktorejs nocy sie nie obudzil na tego cyca.. i co? I ryczalam oczywiscie ze mu potrzebna nie jestem juz… pierwsza cala noc, czyli liczac od 22 do 5 rano przespal jak skonczyl dwa lata. Pomimo to przez kolejne pol roku czesto wstawal o 4… ale do dzisiaj jest tylko moj. Caly czas powtarza jak mnie kocha. Caly czas sie w kolko przytulamy. Spimy razem, pomimo tego ze on spi w swoim pokoju. Ale zasypia ze mna i pptem ok 3 zawsze mnie wola. Jest typowym synkiem mamusi. Moim najwiekszym szczęściem… komplementuje mnie 30 razy na dobe. Nie przespal ani jednej bocy beze mnie. Moze jechac na caly dzien do babci ale w nocy musze byc ja. On mowi ze musi sie ze mna budzic, inaczej zlamie mu serce… jest do mnie przywiazany przeogromnie. Rozumiem Cie… tak bardzo Cie rozumie. Ale potem przyjdzie do Ciebie powie Ci ze kocha Cie najbardziej na całym świecie. Ze jesteś jego księżniczka. Jesteś najpiękniejsza na całym świecie. Błyszczysz jak gwiazdy na niebie…. trzeba to przeżyć. Ja po zakończeniu karmienia przeszlam nerwice lekowa. Mysle ze dopiero wtedy te całe półtora roku ze mnie zeszlo. Dopiero wtedy pozwolilam sobie pomóc. Moze moj organizm juz widzial ze hormony spadly, karmien nie ma… mozna to wszystko wyrzucic ma zewnatrz. Ten stres brak snu itp… i teraz co? Pomimo tego ze jest moim malym przyklejakiem, ze nadal na mnie wisi i czasami juz cierpliwosci i sil brakuje, bo tez chce w kuchni cos ugotowac. Czy posprzatac… to ja mysle o drugim takim okruszku. Ale panicznie boje sie ciazy… i tak tkwie sobie w tym punkcie. Rozmawialm nawet z psychologiem o takich dzieciach co to mama i tylko mama… ze sa bardzo uczuciowe. Ale tez bardzo inteligentne… wiec glowa do gory. Cyc do przodu. Tylko nie doprowadz sie do takiego stanu! Jestesmy z Toba! Czekamy tu zawsze ma Ciebie!

Wiem, ze spotkam sie z turbo fala krytyki, ale no po prostu nie moge…
Ja Was bardzo dziewczyny karmiace podziwiam, bardzo przeogromnie za to ze jestescie silne, gotowe do wyrzeczen braku snu itp ALE kp to przede wszystkim forma zaspokojenia glodu .
Nie pojmuje rozumowania, ze jak odstawie dziecko bedzie mbie mniej kochalo i nie nawiaze z nim silnej wiezi emocjonalnej. Czemu jedyna forma budowania tej wiezi jest piers? rowniez mozna przytulic ucalowac ululac aby ta potrzebe bliskosci zaspokoic.
Ja rozumiem jesli kp nie sprawia zadnych problemow to karmic karmic i jeszcze raz karmic, ale jesli zycie matki polega tylko na tym ze jest dojona 24h na dobe nie spi nie je ledwo zyje i przede wszystkim sie meczy to serio nie potrafie tego zrozumiec.
Podanie butli w nocy to droga na skroty jesli jest to 1, 3, 10 nieprzespana noc, ale nie jesli jest ona 300 z rzedu.
Uprzedzajac- nie nie karmie juz piersia. Karmilam miesiac, moje dziecko nie przybieralo, darlo sie niemilosiernie przy kazdej probie prprzystawienia, a jak juz sie udalo to wisialo i wisialo godzinami. Po paru dniach przestalam sie ubierac tylko chodzilam calymi dniami z cyckami na wierzchu. Byla krew i byly lzy. Ale wlasnie o to chodzi zeby wiedziec kiedy przestac, bo karmienie mimo wszystkich przeciwnosci, moim zdaniem szkodzi a nie buduje pozytywne relacje. Tak przynajmniej bylo w moim przypadku.
Lepsza matka niekarmiaca niz wykonczona..

Proszę mi wskazać gdzie ja napisałam, że odstawienie od piersi sprawi, że dziecko mnie będzie mniej kochało i/lub będę z nim miała mniejszą więź? Jest to chyba bardzo błędne rozumowanie tego dlaczego karmię piersią i dlaczego, w twoim niestety odczuciu ja się katuję. Jest to jedno z wyrzeczeń na które byłam gotowa decydujac się w pełni świadomie na dziecko. A karmię piersią dlatego,że podaję dziecku najbardziej wartościowy i treściwy posiłek jaki mogę mu zapewnić – są tam komórki macierzyste między innymi, oraz przeciwciała, które z automatu nam pomagają, kiedy inni są chorzy. Nie widzę potrzeby by zmieniać to na coś gorszego jakościowo, co nawet w połowie nie ma zbliżonego składu do mojego mleka. To inwestycja w jego przyszłość. I dlatego karmię piersią. 😉 Bo budować więź mogę inaczej.

Dokładniej to mój komentarz miał się tyczyć osoby wyżej – Marty , bo to pod jego wpływem napisałam mój wywód 😉 nie użyłam opcji odpowiedz , sorry.

Jeżeli o mnie chodzi to moje dziecko jest smoczkowe, za co też mi się niejednokrotnie oberwało, no bo dzieci na kp nie mogą mieć smoczków – no i ogólnie to ja chyba bardziej więź buduje przytulaniem go, bycia przy nim. 😉

nie rozumiem, gdzie napisałam, że zakończenie karmienia powoduje koniec z miłością.
zostałam zupełnie źle zrozumiana.
poproszę więc Noemi o usunięcie mojego komentarza. Jeżeli jest interpretowany jak powyżej, to wolę żeby został usunięty.
dziękuję.

Noemi, więc jeżeli ” Jest to jedno z wyrzeczeń na które byłam gotowa decydujac się w pełni świadomie na dziecko.” to dlaczego tyle płaczesz jak ci źle?
Chcesz zjeść ciastko i mieć ciastko: chcesz ZA WSZELKA CENĘ karmić, a tą ceną jest Twoje zdrowie fizyczne i psychiczne, ale równocześnie chcesz żeby było dobrze. Skoro w obecnej sytuacji nie jest do końca dobrze, to należałoby coś zmienić aby było lepiej.
Po drugie: kp to inwestycja w lepszą przyszłość Twojego syna. A czy pomyślałaś o tym, że te miesiące nie spania sprawią, że Twoje zdrowie ulegnie pogorszeniu na dłuższą metę i wręcz skracasz sobie życie?

Szczęśliwa matka to szczęśliwe dziecko. A Ty jesteś wycieńczona i jestem pewna, że on to czuje. Pomyślałaś, że może z tego powodu Staszek tak śpi (czy raczej nie śpi)? Może jednak warto postawić SIEBIE ponad dziecko żeby nie okazało się, że to dziecko zostanie bez matki?

A może po prostu częściej te „narzekania” są pisane w formie żartu? 🙂 Kiepsko śpię, ale odsypiam w dzień. Można? Można! Jestem pod kontrolą paru specjalistów i wyniki mam rewelacyjne.

mam Córeczki z różnica 1.5 m-cy a druga to typ Stasia…Gdyby była pierwsza to byłaby jedynaczka😉Prawie dwa lata i żadna noc nie przespana więc w sumie od 4 lat bo w ciąży pierwszej też spać nie mogłam.A do tego wróciłam do pracy.Ale jak Młoda skończyła rok i trochę, stała się super babka, taka łatwa w obsłudze z wyjatkiem snu😉Gada zdaniami,śpiewa i jest słodka choć w uszach słyszę jeszcze ten roczny placz, a uszy mam wrażliwe😉Wspaniala jest a według męża to zasługa mojego mleka, bo owszem ssie, jak niemowlak😊

Znam to.. moja Nina ma sześć miesięcy. Ciągle tylko cyc i cyc. W dzień czy w nocy różnicy nie ma. Nikt mi z nia nie chce zostać, bo gdy tylko znikam jest ogromny płacz. Wizyta u dentysty czy zwykłe wyjście po starszaka do przedszkola jest stresem dla mnie, dla niej i wszystkich w otoczeniu. Jesteśmy bez smoczka, bez butelki. Próbowałam już chyba wszystkich rodzaji a ta Koza nie chce współpracować. Dla swojej wygody Ona śpi ze mną, żebym chociaż te pare godzin odpoczęła cyce na wierzchu i ciumka kiedy chce. Wiem wiem, popełniam błąd ale trudno. Nie pierwszy i nie ostatni. Pozdrawiam Was dziewczyny 🙂

Dajesz mi nadzieję Matko Prezesa!! Żałuję, że nie odkryłam Twojego bloga wcześniej, pewnie nie zadreczalabym się tak bardzo:( takie dzieci po prostu są!
Obecnie mamy 20 miesięcy i pobudki 2-3 to norma, ale jesienią zeszłego roku marzyłam by przespać godzinę w ciągu..
Acha moja córa była strasznym cycoholikiem, ale jak poszła do żłobka to z dnia na dzień odstawiła się sama od piersi:O fakt mając rok dopiero wtedy zaakceptowała smoczek, który jest z nami do teraz:D

Miło że doceniono matki wieloraczków, może nawet te karmiące mlekiem modyfikowanym nie są uosobieniem zła.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Copyright 2018. All Right Reserved.