High need baby.

8 lat temu nikt tego nie nazwał. Lub ja po prostu nie umiałam na takie informacje trafić. I może byłoby łatwiej, bo dzięki takiemu macierzyństwu i braku zapewnień, że to „norma” łatwo i szybko się wypalić. High need baby – czyli dzieci wymagające bardziej, dzieci o wyjątkowych potrzebach. Dzieci, które takie po prostu są. Dzieci matek, które nierzadko nie odczuwają radości z macierzyństwa, zbyt sztywno wciskane w pewne ramy. A takie macierzyństwo nie jest łatwe.





Wiecie co mi aktualnie pozwala przetrwać i czerpać radość? Otóż dwie rzeczy – pierwsza to świadomość i akceptacja takiego stanu rzeczy, po prostu tak jest i tego nie zmienię; a druga to odskocznia – czyli blog, Wy, praca. Trwam, jestem i może dlatego nadal potrafię żartować, a na syna patrzę z miłością, a nie dozą frustracji, agresji i może miliona innych negatywnych odczuć z niewyspania, wypalenia i wszystkiego co niestety przychodzi. Łatwo nas ocenić, że jesteśmy chujowe. A tak naprawdę wiele z nas jest po prostu zagubionych.

 

HIGH NEED BABY A IV TRYMESTR.

Na tzw. IV trymestr, podobnie jak na high need, nakłada się zbiór pewnych cech i sytuacji. Dzieci adaptują się po drugiej stronie brzucha i nierzadko potrzebują chwili dłużej by się zaklimatyzować. I czasem trwa to około 3 czasem 4 miesięcy. Przez ten czas dzieci mogą gorzej sypiać, bardziej potrzebować mamy, bujania, noszenia, leżenia na mamie i wyczuwają jej brak nawet jeżeli siedzi 1 centymetr od łóżeczka, a nie trzyma noworodzia na ręce. Ale w przypadki IV trymestru to po prostu mija. W przypadku High Need Baby niestety nie. Staś pierwsze 3 tygodnie przespał. Po 3 tygodnia nastąpił zwrot akcji. I zmiana o 180 stopni. Trwa do dzisiaj.

 

HIGH NEED BABY.

Jeżeli zadacie mi pytanie czy na to ma się wpływ, odpowiem, że nie. Te dzieci takie są, może się takie rodzą, może po prostu najnormalniej w świecie ich układ nerwowy wszystko bardziej przetwarza. Staś jest klasycznym przypadkiem high need i nie będę ukrywać, że po 10 miesiącach czasem jest mi cholernie ciężko. Jego jęczenie, piski, kwiki czasem doprowadzają do szału. Czasem sama już nie wiem co robię źle. Ilość mojego kombinowania żeby zasnął, spał itp. przechodzi już ludzkie pojęcia. Płakałam nie raz z bezsilności trzymajac go w ramionach. Jak żandarm ustawiałam wszystkich domowników żeby chodzili ciszej, ciszej oddychali, bo Staszek śpi. Psu prawie zakładałam skarpetki.

On wywrócił nasze życie do góry nogami, ale w taki sposób, że w pewnym momencie nauczyłam się ogromnej pokory, dla tych wszystkich matek, o których kiedyś mówiłam, że są niezorganizowane, nieogarniające, bo im się nie chce. Ja czasem nie wiem jak się nazywam, w domu mam chlew, a w pewnym momencie częściej zamawiałam obiad „skądś” niż sama gotowałam. Bo się nie dało. Staszek po prostu potrzebuje … wyjątkowego zajmowania się nim. I dobrze, że jest drugi, nie pierwszy. Bo nie wiem czy miałabym odwagę się zdecydować na kolejne.

Hajnidy – dzieci, które gorzej śpią, są często nieodkładalne, mają problemy nawet z jazdą we wózku, foteliku … Pamiętacie jak Staszka parzyła gondola? Są po prostu … trudne w zajmowaniu.

 

JESTEŚ DOBRĄ MAMĄ.

Najgorsze w byciu mamą hajnida jest przekonanie o tym, że coś robimy źle, tylko nie bardzo potrafimy same określić „co”. To co u innych przychodzi naturalnie, u nas niestety nie. Patrzymy na dzieci matek, które odłożone do łóżeczka zasypiają same i zastanawiamy się dlaczego nasze tego nie robi.

Ciągle słyszymy, że jak „nauczyłyśmy tak mamy”, ale to nie jest nauka negatywnych cech. To była potrzeba, którą przy płaczu spełniałyśmy. Po prostu płacz jest jedynym komunikatorem, że coś jest nie tak. A my ciągle się staramy, by nasze dziecko tego nie robiło. Uwieszone na piersi, śpiące w ramionach,  bez możliwości odłożenia. Ja żeby się nie wypalić zaczęłam myśleć o tym, że w gruncie rzeczy jest to najpiękniejszy czas w naszym życiu. On już nigdy nie będzie tak mały, tak zależny ode mnie. Kiedys z tego wyrośnie i pójdzie własną drogą. A ja nie chciałam znowu stracić pierwszego roku życia mojego dziecka na zastanawianiu się, co robię źle, dlaczego inne dzieci robią tak a nie inaczej, dlaczego śpią, a moje nie, dlaczego inne dzieci bawią się same, a moje nie. Nie chciałam być znowu sfrustrowana, zła, bez cienia tej naturalnej radości. Ja chciałam się cieszyć. I tak nakierować moim macierzyństwem by było całkiem normalne. Nawet jeżeli ktoś inny obok mówi: ja bym nie wyrobiła. Co z ciebie za matka. Ogarnij się. Zginiesz marnie. Takie duże dzieci powinny spać całą noc, bawić się same, nie być już na piersi całą noc (wpisz cokolwiek).

A gówno prawda.




 

HIGH NEED A PROBLEMY ZDROWOTNE.

High Need Baby to nie jest diagnoza. To wiele nakładających się na siebie cech określających temperament dziecka i jego wyjątkowe potrzeby. Często jednak okazuje się, że wszystkie te zachowania mają podłoże w pewnym chorobach, zaburzeniach. Np. refluksie (również ukrytym), zaburzeniach SI, późniejszej diagnozie autyzmu czy zespołu aspergera itp. Dlatego jeżeli Was niepokoi zachowanie Waszego dziecka nie bagatelizujcie tego i udajcie się do lekarza. Czasem takie nieprzespane noce mogą oznaczać np. bakterie w moczu, lub coś o wiele poważniejszego. High need baby nie powinno wyłączać Waszej czujności i służyć jako argument na wszystkie sytuacje z życia Waszego dziecka.

 

HAJNIDY A SPOŁECZEŃSTWO.

Zdałam sobie sprawę, że najtrudniej jest chyba teraz, kiedy Staszek ma prawie rok, a jego zachowanie wcale nie uległo poprawie, wręcz – co tu dużo kryć – pojawiają się kolejne sytuacje wymagające mądrej opieki. Tak oto powitaliśmy hardcorowy lęk separacyjny. Wszystko jest jeszcze w miarę ok, jak ktoś się Staszkiem zajmuje a ja niepostrzeżenie wyjdę np. do toalety, ale Panie uchowaj wszystkich, którzy zostaną z nim, kiedy na jego oczach zamknę drzwi od łazienki.

Dziecko zachowuje się co najmniej tak jakbym wlazła do paszczy lwa, albo zostawiła go na środku pustyni i odleciała helikopterem. Nie przypominam sobie takich problemów z pierwszym dzieckiem, ale jemu było wszystko jedno kto się nim opiekuje. Grunt, żeby go nosił. Jedyna różnica na plus w przypadku Stasia jest taka, że on jednak potrafi się trochę sam sobą zająć. Z reguły nie tym czym powinien, bo jednak najlepsze są zabawki starszego brata, a ostatnio klatka na chomika w której od 2 lat nie ma chomika. Lecz potrafi siedzieć i się bawić. Jaś z kolei do dzisiaj nie potrafi się sam sobą zająć. Nie ma szans.

Wiecie, ja już na samą myśl o zbliżających się światach mam pot spływający po dupie i ciarki w każdej możliwej części ciała. Raz, przebodźcowanie, dwa – dużo nowych twarzy, a mój Staś średnio lubi „nowe twarze” a już na pewno nie bardzo lubi jak te nowe twarze chcą go ponosić (autentycznie!), trzy – złote rady jak przetrwać z niemowlęciem i jak inni sobie zajebiście radzą a ja nie i wreszcie „a czemu tak długo karmisz?” „nauczyłaś, tak masz” „ja nigdy bym sobie na to nie pozwoliła!” „za moich czasów …”. Pamiętam jak raz moja babcia, która miała szóstkę dzieci powiedziała, że ona żadnego nie miała takiego jak Staś. A może też po prostu nie miała na to wszystko czasu i kiedyś dziećmi młodszymi zajmowały się w dużej mierze dzieci starsze, pokoleniowo. Ja mogę liczyć w gruncie rzeczy sama na siebie i na mamę, a nawet moja mama ostatnio trochę poległa. Pominę tu męża, bo to oczywiste, że bierze czynny udział w opiece nad swoimi dziećmi.

 

HAJNID A POŻYCIE MAŁŻEŃSKIE.

Znam całą masę małżeństw, które sobie nie bardzo radzą z zaistniałą sytuacją. Jest super zgrane małżeństwo, rodzi im się wymagające dziecko i jest jebudubu.

My się z PT nie raz kłóciliśmy. Chociaż wydaje mi się, że nie bezpośrednio o opiekę nad dziećmi. Po prostu z niewyspania kłóciliśmy się, czasem nie przebierając w słowach o byle co. Naprawdę o takie pierdoły jak to, że mój mąż kupił za mało jabłek, a w misce jest tylko jeden banan. Serio. Ja ubrałam się i wkurzona poszłam do sklepu, a potem usiadłam i powiedziałam do męża, że to był chyba najgłupszy argument do kłótni jaki nosi ziemia. No bo powiedzcie, czy naprawdę ten jeden banan to jest koniec świata?

Mimo to pewne problemy mnie ominęły, no bo mój mąż bierze czynny udział w zajmowaniu się dziećmi, na ile oczywiście one mu pozwalają, a zwłaszcza młodszy, bo ten to faktycznie rzadko pozwala. Czasem ma takie fazy zła, że choćby PT stanął na rzęsach on będzie się tak długo darł aż go nie wezmę. I to tak histerycznym płaczem jakby mu się naprawdę stała ogromna krzywda.

Gorzej kiedy matka hajnida albo zostaje matką samotną, albo ojciec dziecka ograniczył się do bycia Stwórcą i podzielenia się z żoną łaskawie jednym plemnikiem. Wtedy faktycznie pojawia się problem. Ojcowie w prawidłowym funkcjonowaniu małżeństwa są bardzo ważni. Może któryś to przeczyta, ale naprawdę jesteście ważni. Wychodzicie do pracy, odpoczywacie tam psychicznie. Może macie szefa gnoja, może mobbing, może projekty w których się nie wyrabiacie, może przemęczenie fizycznie pracą fizyczną. Ale jednak odpoczywacie psychicznie od domu.  Wracacie więc do tego domu, który jako tako funkcjonuje, bo ktoś oto zadbał przez te  8 może 10 godzin Waszej nieobecności. A nie jest łatwo. Ten ktoś to Twoja żona. Ta sama, która całą noc potrafi nie spać, a potem na pełnych obrotach z dzieckiem uwieszonym u nogi robić obiad żebyś miał co jeść.

Doceń to. Weź to dziecko, pobaw się z nim, wyjdź na spacer. Niech ona trochę, chociaż trochę odpocznie. Bo ona tego potrzebuje jak mało kto. Tej drzemki chociaż 30 minutowej, tej chwili dla siebie. Tego momentu, kiedy wymęczenie fizyczne i psychiczne mocno zaburza cały domowy porządek.

Bo to nie jest łatwe.

 

 

 

 

 




CATEGORY: MATKAPREZESA.PL, STREFA MALUCHA
Comments (11)

Ja naprawdę myślałam,że moje dziecko jest tylko tak bardzo wymagające. Myślałam że ja robię coś nie tak. DZIEKUJE ZA TWN WPIS 😚

Lovju za ten tekst. Mam małego refluks w domu i powiem jedno- tru story 😉

Jak mowilam rodzinie i znajomym po urodzeniu Julki ze ona nie potrafi inaczej spac jak tylko na mnie lub mezu patrzyli na mnie jakbym conajmniej po chinsku mowila. Spalismy a raczej czuwalismu tak po jej urodzrniu na zmane z mezem 3 tygodnie. Jak powowiadalam ze odlozona nigdy nie spi tylko sie drze, jak tajemna moca wyczuwala ze lezy w lozeczku a nie na nas i odrazu sie budzila. Jak daral sie w godoli tak ze bieglam do domu albo porostu nioslam i pchalam wozek. Jak mala od urodzenia nie lubi pozycji poziomej w jakiej zazwyczaj nosi sie zawiniete niemowalki nie wspominajac juz o owojaniu szczelnie co budzilo agresje jakbym chciala ja udusic. Ze w ciagu dnia spi max 45 min i budzi sie jak w zegarku po tym czasie chyba ze spi na nas. Ma prawie rok a ja nadal wstaje od 3 do 10 razy w nocy. Wiele razy pouczano mnie ze robie cos zle, kazano odkladac, „pobeczy i przestanie”, widzialam ze cisnelo im sie na usta ze sobie nie daje rady i ze jestem poprostu za ulegla i rozpieszczam. Czytalam dotarlam do artykułow o high need baby ale jak mowilam o tym innym uwazali ze wymyslam. Teraz wiem ze tak jest ze nie tylko ja tak mam i ze kocham swojego babaska i robilam wszystko zeby pomoc jej w oswojeniu sie ze swiatem. Nie zrozumie nikt takich wymagan jesli nie mial nigdy takiego dziecka w domu.

Moja mała 5 miesięcy i od urodzenia ciągle płacze, krzyczy, piszczy. Wszyscy mówili do 3 miesiąca przejdzie. Niestety nadal trwa, badania zrobione, dziecko zdrowe. Dziennie siedze 3 razy po 2h z nią na rękach bo innaczej nie ma mowy o drzemce. Na dodatek mieszkam z mężem w De i jsteśmy tu sami, zero znajomych, rodziny. Nie umiem nawet do wc isc, a co dopiero obiad ugotowac. Czekalismy na dziecko 2 lata i ogromnie się cieszyliśmy,ale teraz dopada mnie depresja i pytania co jest nie tak, co ja robie źle, że ona płacze. Teraz czeka nas wyjazd na święta do Pl i na samą myśl o podróży z krzyczącym brzdącem wpadam w panike. Hmm moze w końcu Hajnid się zmieni.

Świetny wpis. Podziwiam Cie za determinację w mówieniu o tym jak jest. U nas jest 5 miesięczny, spokojny bobas spi itd. A mimo to wkurzają mnie te wszystkie rady moich ciotek, babc i kogo tam jeszcze. Wystarczy,że B raz zaplecze, już ciotki lecą i pytaja: a co to sie dzieje,że on tak płacze?! Nosz kurwa, jest dzieckiem!
Naprawdę kobietko, wiele kobiet uczy się od Ciebie- przede wszystkim patrzeć inaczej. Rozumieć. Myślę,że dzięki Tobie kobiety dają sobie szansę na bycie lepsza. Dobrze,że jesteś.

Mam to samo. Przy pierwszym dziecku pelny hard core.albo spala albo krzyczala nigdy nie polezala sama otwierala oczy i byl krzyk. Przeszukany internet w gore i w dol . pewna starsza pani pediatra po mojej rozpaczliwej wizycie po przyprowadzeniu zdrowego dziecka i wyluszczeniu problemu udmiechnela sie i powiedziala: „mialam to samo….. Taaa..
Dobrze ze z moja corka babcia siedziala….. Ten typ tak ma….zdrowe tylko wymagajace dziecko.” I miała racje teraz to wiem. Sąsiedzi pytali sie co ja robię swojemu dziecku ze tak placze. Nikt nie rozumial kazdy oceniał.Niemalze depresja u mnie i mysl o tym ze corka na pewno pozostanie jedynaczka,przy drugim jest zdecydowanie lepiej inny charakter i inne potrzeby- ale patrze juz na to inaczej i wiem ze nie zwariowalam to nie jest moja wina to nie jest dziecka wina i ze to minie.dam rade.

Piękny tekst, taki z zycia wzięty, to teraz sobie wyobraź ze ja mam taka dwójkę blizniakow jak twój Staś 😀 maja 15miesięcy i sama zachodze w głowę jakim cudem ja jeszcze niewyladowalam w wariatkowie …

Cudowny jest ten wpis!!!! Szkoda że nie wiedziałam o tym przy pierwszej mojej dziewczynie 🙂 o wiele więcej bym wtedy zrozumiała. Spać nie chciała w dzień, spacer w wózki tez nie chętnie, a o spaniu na polu nie było mowy. Do dzisiaj Jest bardzo delikatnym dzieckiem. W lipcu 5 lat będzie kończyć i trzeba umieć z nią rozmawiać. Złością i krzykiem nic się nie wskura. Tylko spokojnym wytłumaczeniem i rozmowa. Chociaż nie każdy to potrafi zrozumieć niestety.

O jej, gdybym ja to wiedziała 3 lata temu. Po 3 tygodniach przespanych córeczki zaczął się hardcor. Wpadłam ze to refluks. Bez syropu chyba bym oszalała. Wszystko się zgadza.jakiś czas temu dowiedziałam się że mam high needa. Po 3 latach jest lepiej. Chociaż płacz pozostał. Doprowadza mnie to do szału, ale trzeba wytrzymać. Trzy lata z córką w domu. Ale jest słodka, śliczna, mądra (sama prosi o naukę angielskiego i literek) .Na drugie dziecko nie zdecydowaliśmy się. ..

Dodam radę ode mnie odn. podróży. Moje dziecko płakało jak tylko samochód widziało. Sama z nią nie jeździłam bo bałam się ze spowoduje wypadek. Darla się jakbysmy jej coś zrobili. Ale zarazilam ja podróżami. Pierwsza dłuższą podróż. Liberec w Czechach gdy miała rok. Musiała zasnąć w foteliku, nie miała wyjścia. Były książeczki zabawki. Udało się. Po 3 miesiącach byla Chorwacja. Z noclegiem po drodze. Trasa tylko w nocy. Bo wtedy juz jakoś spala. Po roku była Chorwacja, trasa bez noclegu. 2 letnia córka nie chciała wysiąść z samochodu. Polubila nowe miejsca, morze no i lody :). Jeśli człowiek się poddać bo dziecko nie chce jeździć to z 6 latkiem będzie problem.

[…] pod porodzie jak Middleton, zachowywać się jak Middleton i wyglądać jak Lewandowska?!”. A zamiast tego jest krzykacz pospolitus, biologicznie uwarunkowany wyjec, który gorzej się drze niż ty przy porodzie, a jemu przecież […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Copyright 2018. All Right Reserved.