Kawa zimna.

Słowem w płot. Może w mur. I to dzisiaj ja. Siedzę z kubkiem gorącej kawy, latte prosto z ekspresu i to jest mój jedyny problem. Ta ciepła kawa, gotująca się w garze zupa, śpiące niemowlę, kilkulatek w szkole, mąż w pracy. Wszystko tak jak być powinno. I ten pies wesoło merdający ogonem, który właśnie uwalił się w moich nogach, przekonany, że tego właśnie potrzebuję. Tego jesiennego, okłaczonego kaloryfera.

Był kiedyś taki październik, gdzie siedziałam całe dnie w domu wsłuchując się w nierówny oddech dziecka. Był taki grudzień, kiedy trzymałam dziecko na rękach i pokazywałam mu spadający śnieg, bo nie mogliśmy wychodzić na dwór, na sanki. Na minusowe temperatury. Bo się dusił. On. Nie ja. Choć może ja po trochu też. Dusiłam w sobie matczyny strach. Wkurwienie na los.

Był pewien gorący czerwiec, kiedy siedziałam w rozgrzanym autobusie, z małą torbą przerzuconą przez ramię i jechałam do dziecka.  Na OIOM. Dzień wcześniej pijany kierowca wjechał w nas i skasował nam całe auto. Próbował nas przekonywać, żebyśmy nie wzywali policji. Tłumaczył, że jechał do córki, do Kórnika, do szpitala. W Kórniku nie ma szpitala. Ale szpital był w Poznaniu. I ja tam jeździłam. Codziennie. Tym autem, którego już nie miałam. Uderzyłam się wtedy w głowę. Wylądowałam na pogotowiu, gdzie od razu miałam trafić na obserwację do szpitala. Uśmiechnęłam się, trochę niepewnie. Odmówiłam przyjęcia do szpitala. Opowiedziałam moją historię i piekło w którego samym środku byłam. Zapadła w gabinecie cisza jak makiem zasiał.

Był taki styczeń, kiedy wjeżdżałam na salę operacyjną.  Wiedziałam, że za kilkanaście minut będzie po wszystkim. Po ciąży, która miała się zakończyć inaczej. A potem nie było nic – ani świadomości istnienia, ani krzyku dziecka. Narkoza. OIOM. Dzień dobry świecie. To jakiś sen.

Zimna kawa, której nie zdążyłam dopić, płacz dziecka, który umiem ugasić wzięciem na ręce. Ząbkowanie, kolejny guz na czole od próby własnych sił. Jak na niemowlaka przystało. Pierwsza uwaga w dzienniczku, a potem ta kolejna, bo gadał na lekcji, bo nie słuchał. Pierwsza piątka i pierwsza jedynka. Znak, że wszystko jest w najlepszym porządku. Lodówka oklejona jego rysunkami, małe zabawki na które nadeptuje. Kolejna pielucha do przebrania, kolejny bałagan od jedzenia. BLW, BLW, BLW. BLW jego mać. Trzaśnięcie drzwiami, bo w wieku 8 lat jest się panem własnego życia, a ja przez ułamki sekund jestem najgorszą matką świata, bo nie pozwalam wychodzić na dwór bez odrobionych lekcji. Szkoła jest głupia – usłyszę jeszcze nie raz. 291 nieprzespanych nocy. Ponad 7 tysięcy godzin bycia mamą dwójki dzieci. Ponad 420 tysięcy minut.

Świecie!

Oby zawsze moim problem było ząbkowanie, noce nieprzespane, zbuntowany 8 latek. Oby zawsze problemem była zimna kawa, albo jej brak, bo nie zdążyłam wypić. Obym zawsze “nie miała czasu” na samodzielne ogarnięcie toalety, albo z dzieckiem uwieszonym u nogi. Oby zawsze moim jedynym problemem był normalny rozwój moich dzieci. Normalny. To karmienie piersią i te noce, kiedy mam dosyć. Ta kolka, która przeszła. Ten lekarz, który nic nie stwierdza i tylko kontroluje. Ten moment,kiedy wiesz, że jest dobrze i jest tak jak być powinno.

Obym zawsze na blogu mogła pisać śmieszne anegdotki z normalnego życia. Życia usłanego różami, choć czasem usranego. Obym zawsze na blogu mogła narzekać na zimną kawę.

Tego sobie życzę.

I Wam też.

Cześć.

 

 

 

 

KOMENTARZE (9)

  • Ania
    Paź 23, 2017., 14:11 • Odpowiedz

    W punkt. Dziękuję CI :*

  • Aneta
    Paź 23, 2017., 14:48 • Odpowiedz

    Łzy same do oczu napływają... kiedyś, kiedy będziesz już teściową, babcią, napisz książkę. O tym co przyniósł Ci los. Będzie bestsellerem.

  • Iza
    Paź 23, 2017., 15:11 • Odpowiedz

    Właśnie jedna nogą bujam moją niespełna trzymiesieczna córkę której dzisiaj bardziej niż zwykle dokucza brzuszek, jednocześnie staram się posprzątać kuchnię po obiedzie i szukam czegoś słodkiego dla sześcioletniej córki, do której właśnie przyszła koleżanka. No i jeszcze pod nogami plącze się pies, który domaga się wyjścia. A ja z utęsknieniem czekam na dwudziesta kiedy wróci mój mąż 😊 dziękuję za ten tekst. Uświadomiłas mi że takie "problemy " chcę mieć. Dzięki 😚

  • Jo
    Paź 23, 2017., 15:38 • Odpowiedz

    Pięknie napisane. Też sobie tego życzę.

  • Aśka
    Paź 23, 2017., 16:16 • Odpowiedz

    Śledzę Twojego bloga jak i fanpage na facebooku od długiego czasu. Czasu, w którym macierzyństwo było dla mnie abstrakcją. Czytam, śmieję się i podziwiam za to co przeszłaś, a co nie zmieniło Cię w zgorzkniałą, przerażoną matkę, która chucha i dmucha na swoje dzieci bo to przecież wcześniaki. Teraz sama jestem w pierwszej ciąży, boję się jak cholera, ale pierwsze co pomyślałam to, to, że chcę być taką matką jak Ty! Tekst oczywiście trafiony w samo sedno! Nie zmieniaj się dziewczyno nigdy ! :)

  • Matka po przejściach
    Paź 23, 2017., 16:17 • Odpowiedz

    Oby właśnie tak było.

  • Hania
    Paź 24, 2017., 07:12 • Odpowiedz

    Dzięki na ten tekst, potrafisz rozśmieszyć i jednocześnie uzmysłowić i utwierdzić w tym co najważniejsze. Mam synka prawie 4 latka, który nadal raczy mnie jedną pobudką w ciągu nocy(kiedyś było ich pierdyliard więc w sumie już jest lepiej :) i każdego dnia powtarzam sobie aby już zawsze mieć tylko takie problemy. Mega Ci dziękuje za wszystko co robisz uzmysłowiłaś mi że nie tylko moje macierzyństwo nie było usłane różami :)

  • Anelle
    Paź 24, 2017., 09:47 • Odpowiedz

    Mądra kobita z Ciebie Noemi!

  • matkak
    Lis 01, 2017., 01:51 • Odpowiedz

    Lipiec slowa lekarza konczymy ta ciaze 25+3.. Sierpień rozgrzany tramwaj torba przez ramię. .40 minut jazdy tramwajem przez 83 dni i dużo czasu na czytanie Twojego bloga który wtedy bardzo mi pomógł listopad 2:45 właśnie zasnęła po jedzeniu a ja po raz kolejny czytam ten wpis i zawsze tak samo na mnie działa

ZOSTAW KOMENTARZ

loading
×