Wcześniaki są takie małe i słodkie – ja też chcę.

W sobotę, jedna z moich czytelniczek przesłała mi screen z jednej z ciążowych grup. Na nim widniało pytanie: “Mamusie co robicie, żeby wam się szybciutko skróciła szyjka? 🙂 Tylko bez Hejtów proszę” – nie byłoby zapewne w tym nic dziwnego, w końcu kobiety w zaawansowanych ciążach często pytają o porady jak uaktywnić poród naturalnie, bo są już po terminie. Problem był inny – hasztagi na początku jasno wskazywały, że kobieta jest w … 31 tygodniu. Moja czytelniczka dodała: “Jesteś mama wczesniaka, wiesz jak to jest. Autorka tego postu też chce być mama wczesniaka bo są takie małe i słodkie. Czy z tym można coś zrobić? Rzecznik praw dziecka?”.

Co zrobiłam po przeczytaniu tej wiadomości? Pomyślałam: “No nie wierzę, kurwa nie wierzę”. Potem ochłonęłam.

Nie będę dalej rozwijać wątku, że padały odpowiedzi o seksie, podnoszeniu ciężarów itp. bo tego się normalnie nie ogarnia jak się czyta. Naprawdę trzeba być skończoną, pozbawioną wyobraźni idiotką, by chcieć “wcześniaka”. Naprawdę. Mogłabym to ładnie ubrać słowa, ale słowo “idiota” pasuje tu bardziej niż tysiące ładniejszych słów. Z ciekawości weszłam na profil tej pani, myśląc: “Fejk, na bank, jakieś lewe konto, trolling – ale nie. To nie to. Jej znajomi wyczekiwali z nią narodzin dziewczynki. Gratulowali, przyszła mama teoretycznie odliczała dni do porodu. Tego w terminie.

Wiecie co ja czuję jak czytam takie wiadomości? Poza oczywiście falą zalewającego mnie wkurzenia, że naprawdę istnieją tacy ludzie i w ten sposób podchodzą do tematu, czuję mega smutek. Serio. Jestem mamą dwójki wcześniaków i za każdym razem kiedy o tym pomyślę, mam jakiś żal do losu, że nie dane mi było rodzić w terminie, za każdym razem mówię matkom zdrowych, donoszonych niemowląt, że są szczęściarami, powinny wiedzieć jak bardzo są wyjątkowe, bo udało im się dokonać czegoś, o czym marzy tysiące matek w całej Polsce. Ja codziennie czytam wypowiedzi rodziców wcześniaków i wiem z czym się borykają, jak wygląda ich życie. I naprawdę każda z tych osób z chęcią zamieniłaby się na możliwość urodzenia dziecka w terminie – urodzenia zdrowego dziecka w terminie, bez obciążenia, bez walki, bez … dalszych konsekwencji.

Mialam czytelniczkę na blogu, która uważała, że rodzicom wcześniaków jest … łatwiej, bo my przecież mamy darmowe pneumokoki i większą szanse na dostania się do lekarza z lepszym terminem. Gdybym mogła, z chęcią oddałabym jej nasze darmowe pneumokoki na rzecz magicznego, 38 tygodnia. Mimo dwóch ciąż, nadal nie wiem czy jest w życiu kobiety 9 miesiąc. Jednego urodziłam w 7, drugiego w 8. Nie wiem. I czasem mi z tym ciężko, choć nie tak ciężko, ja w momencie narodzin Jasia.

Wiem czym jest walka o każdy dzień, kiedy każdy milimetr szyjki macicy jest na wagę złota. Ile kobiety mają w sobie determinacji, siły, chęci, a wreszcie i nadziei żeby cieszyć się z macierzyństwa. Nie zawsze się udaje. Jest masa dzieci, które w Intensywnej Terapii nigdy nie wychodzą, są i takie dzieci, które mimo dobrych rokowań umierają w przeciągu pierwszych tygodni w domu. Brzmi brutalnie? Owszem. Wcześniaki to nie są tylko słodkie maleństwa, ubrane w słodkie jak do lalek ubranka. To dzieci obarczona problemami zdrowotnymi, a im wcześniejszy tydzień ciąży tym większe ryzyko powikłań. Są wcześniaki, które ze względu na swój falstart nie widzą, nie słyszą, mają porażenie mózgowe, są po wylewach. Nigdy nie będą się cieszyć z beztroskiego dzieciństwa.

Tego chcecie?

Nie.

Wszystkie osoby, które mówią: “Nie namęczyłaś się w ciąży!” wszystkie te, które dodają “Wyspałaś się przynajmniej po porodzie” nie mają pojęcia (bo i skąd?!) z czym się to wiążę. Nie tylko dla dziecka, ale i dla matek. Ile depresji, psychoterapii, ogromnych dawek stresu trzeba przejść i jak bardzo rzutuje to na dalsze życie  człowieka. To jest walka o życie dziecka. To nie jest chwalenie się na zdjęciach jakiego ma się słodkiego malucha. Bo prawda jest taka, że im dzieci z wcześniejszych ciąż, tym mniej przypominają to malutkie, słodkie maleństwo, które chcielibyście oglądać. Te dzieci mają charakterystyczne rysy, oczy, inny kolor skóry, dużo rodziców doznaje szoku widząc po raz pierwszy swoje dziecko, zwłaszcza skrajnie urodzone.

Nie ma w tym żadnego levelu do macierzyństwa, nie ma żadnych super mocy, nie ma żadnych, naprawdę żadnych plusów. Są same minusy. Ciąże przerywane są nagle, rodzice często wracają do domu bez brzucha, bez dziecka. Nie budzi je w nocy płacz dziecka, a budzik nastawiony na porę karmienia, by odciągnąć mililitry mleka. Kalendarz zawalony lekarzami o których istnieniu nie ma się pojęcia, często kosztuje to nie tylko ogromnie dużo czasu w 24 godzinnej dobie, ale również pieniędzy. Często stracone tygodnie nadrabia się latami, a czasem przez całe życie. Dzieci leżą w szpitalach pierwsze 2-3 lata, z OIOMów potrafią wychodzić dopiero po 6-10 miesiącach. Walki.

Tego chcesz?

Takiego macierzyństwa pragniesz?

 

 

KOMENTARZE (3)

  • Lylyly
    Lip 23, 2017., 00:49 • Odpowiedz

    Często urodzone później, wracają ze szpitala po kilku latach i co? Nic nie jest dane na 100%. Wszystko się zmienia.

  • Iga
    Sie 07, 2017., 10:18 • Odpowiedz

    Zastanawia mnie, co kieruje ludźmi w takich sytuacjach. Brak wiedzy? Głupota? Egoizm (bo maluszek taki słodki)? Jestem mamą, ale na szczęście dziecka terminowego. Widziałam po porodzie wcześniaki, bo terminowym mierzyli czasem saturację na takiej sali (swoją drogą - kiepski pomysł, żeby te maluszki miały odwiedzimy ludzi z zewnątrz, ale nie o tym...). Jak zobaczyłam te dzieciątka to mnie ścisnęło w sercu i w gardle i pomyślałam sobie - jak ja tym rodzicom współczuje! Moja córka wyglada przy nich jak olbrzym. Nigdy nie zrozumiem, jak można chcieć krzywdy własnego dziecka :/

  • Natalia
    Lis 03, 2017., 19:56 • Odpowiedz

    Jestem mamą, urodziłam synka 1,5 tygodnia po terminie. W trakcie porodu dowiedziałam się, że ma wadę wrodzoną, której lekarz prowadzący nie wykrył, a przez którą mój syn spędził dwa miesiące w szpitalu. Teraz ma rok, rozwija się prawidłowo, ale musimy co miesiąc jeździć na kontrole, czasami zostajemy w szpitalu na dłużej. Wiem jak to jest, kiedy wraca się do domu bez dziecka i bez brzucha, kiedy budzi cię w nocy co dwie godziny budzik i na widok laktatora chce ci się po prostu rzygać. Wiem jak to jest widzieć puste łóżeczko w którym powinno leżeć twoje dziecko i jak bardzo wtedy boli serce. Wiem jak to jest wybuchać płaczem, bo nie potrafisz zrozumieć dlaczego, co poszło źle, co zrobiłaś, albo czego nie zrobiłaś w ciąży aby temu zapobiec. To były najcięższe miesiące mojego życia. Walka o synka, o ostateczną konsultację, diagnozę, a w końcu leczenie. Kiedy byłam w szpitalu z synem na sali obok leżała dziewczynka urodzona w 31 tygodniu ciąży. Dla mnie nie była słodka i urocza. Dla mnie to było straszne patrzeć na taką maleńką nie przygotowaną do życia poza organizmem mamy osóbkę. Widziałam rodziców, którzy starali się być silni dla swojej córki. Nikomu, nawet najgorszemu wrogowi nie życzyłabym takiego losu. Podziwiam rodziców wcześniaków za to, że potrafią znaleźć w sobie siłę aby to wszystko przetrwać, często spotykając się z niezrozumieniem i niewiedzą otoczenia.

ZOSTAW KOMENTARZ

loading
×