Moich wiele wód.

Na wstępie muszę napisać, że ten wpis wisiał w szkicach ponad pół roku czekając na dokończenie. To po pierwsze, ale nie najważniejsze. Najważniejsze jest to drugie, bo po drugie ten wpis nie jest wpisem medycznym, nie może służyć jako diagnoza, nie może zastąpić opinii lekarza. Jest jedynie opisem mojej przygody z wielowodziem i zawiera kilka informacji, które sami zapewne znajdziecie w google. Ale o tym, że google w tym przypadku wcale nie jest dobrym pomysłem za moment.

W ciąży ze Stasiem około 26tc lekarza zaniepokoiła ilość wód. Górną granicą jest AFI 20 i ja właśnie do tej granicy dobiłam. Niepokojące było to głównie dlatego, że miałam obciążony wywiad z ciąży poprzedniej (pęknięty pęcherz w 23tc). Lekarz pobrał wymaz z pochwy, a po otrzymaniu wyników, przepisał antybiotyk. Na kolejnej wizycie AFI wynosiło już … 27, więc dostałam skierowanie do szpitala. Byłam już w 30, prawie 31 tygodniu ciaży.

Mam naprawdę wiele koleżanek, które miały wielowodzie, a lekarze mieli na to totalny zlew, tłumacząc, że i tak u większości kobiet to po prostu “taka uroda” (i statystycznie to aż 60%). W pozostałych 40% znajdują się kobiety, które mają cukrzyce, ciąże mnogie, chorobę nerek, konflikt serologiczny, lub u dziecka występują wady genetyczne układu pokarmowego czy ośrodkowego układu nerwowego. Chorobę nerek, ciąże mnogie, cukrzyce, konflikt i wady genetyczne są z reguły widoczne już podczas badań, które ciężarna dostarcza co miesiąc lekarzowi, a na USG lekarz z reguły jest w stanie wychwycić i wady u płodu no i oczywiście w dzisiejszych czasach już ciąże mnogie (tak, wiem zdarzają się przypadki, że komuś zdarza się niedopatrzenie, ale przyjmijmy wersje, że jest to rzadkość).

Jest coś jeszcze – wielowodzie może wystąpić w przypadku … stanu zapalnego u matki.

Ponieważ w 33tc na kolejnej, kontrolnej wizycie po szpitalu (jak się potem okazało mojej ostatniej w ciąży ze Stasiem), AFI wynosiło już … 15 (różnica dwóch tygodni – z 27 do 15!), gdybaliśmy sobie z lekarzem gdzie mogła u mnie tkwić przyczyna i tak na pierwszy plan rzuciła się moja ósemka. Właśnie w tym okresie rozpoczęłam kanałowe leczenie zęba. Wdał mi się stan zapalny. Dwóch poprzednich dentystów bagatelizowało pulsujący i rozlewający się na całą szczę ból, twierdząc, że tam nic nie widać i najprawdopodobniej mam nadwrażliwość … dziąseł. Pewnej soboty, późnym popołudniem myślałam, że z bólu wyskoczę przez okno, więc mąż na cito szukał mi dentysty. Nie pytajcie ile wydałam na kanałówkę tego zęba … boli mnie do dzisiaj jak pomyślę.

Oczywiście gdzie był winowajca i czy w ogóle jakikolwiek był nie dowiem się pewnie już nigdy,  ale moja historia z zębem powinna być chyba przestrogą dla wielu kobiet, które mają totalny zlew na zęby w trakcie ciąży. Tak naprawdę nieleczone zęby mogą się przyczynić do przedwczesnego porodu. Mitem jest, że zębów nie można w ciąży leczyć, wręcz jest to wskazane. I co najważniejsze można (oczywiście po konsultacji z lekarzem!) zdecydować się na znieczulenie. Ja dałam sobie zrobić ząb bez i uwierzcie na słowo, dziw, że nie dostałam z nerwów skurczy. Więcej razy na tak cienkiej granicy bym nie balansowała. Lekarz dał mi też na standardowe znieczulenie zielone światło.

Wracając jednak do wielowodzia.

Jedną z najbardziej doskwierających wówczas rzeczy dla mnie był rosnący w dość szybkim tempie brzuch i dyskomfort z tym związany. Mialam okropne bóle narządów wszystkich możliwych, problemy z oddychaniem. Lekarz prowadzący wysłał mnie na konsultację do swojego kolegi-chirurga by sprawdził, czy nie ma tam dodatkowych patologii. Wszystko było ok, byłam tylko strasznie skopana, a jak się później okazało napompowana bardzo dużą ilością wód. Dodajmy do tego fakt, że mam 156 cm wzrostu. Czułam się naprawdę koszmarnie i miałam różne dziwne myśli – nawet takie by go ze mnie wyjęli, bo zaraz umrę. Byłam w 28 tygodniu ciesząc się z każdego dnia, więc skoro miałam już takie myśli, to sami rozumiecie na jaki skraj zostałam sprowadzona …

Nie wiedziałam jak mam leżeć, siedzieć, nie mogłam chodzić. Ból był kujący. Jadąc do lekarza na wizytę, która potwierdziła, że AFI wzrosło do 27, już w progu drzwi lekarz sam zauważył, że coś jest nie tak, bo nie weszłam jak zwykle zamaszystym krokiem z uśmiechem na twarzy. Weszłam z grymasem bólu, stawiając dziwnie kroki i siadając z niewypowiedzianą, acz cisnącą się na usta siarczystą “kurwą“. Bałam się wtedy jak ognia całego grudnia i całego stycznia, bo byłam święcie przekonana, że będzie jeszcze gorzej, a z tamtej perspektywy nie byłam w stanie sobie wyobrazić jak wygląda “gorzej“.

Procedura w moim przypadku była prosta – skierowanie do szpitala, w szpitalu badał mnie genetyk, podano mi sterydy na rozwój płuc, zrobiono profile cukrzycowe by wykluczyć w 100% cukrzycę ciążową (miałam lekko podwyższone do 93 cukry na czczo w badaniu obciążenia glukozą).  Na początku plan był inny – bada mnie genetyk, robią mi profile i do domu. Miało to nie trwać dłużej niż 3 dni, ale trwało tydzień, bo w trakcie profili nie mogli podać sterydów, bo cukier wtedy skacze, więc byłoby to totalnie bezsensu. Najpierw genetyk, potem cukry, potem sterydy. A ponieważ miałam profile cukrzycowe, polityka szpitala była taka, że wylądowałam jeszcze na szkoleniu jak się odżywiać i co ile mierzyć cukier … Ostatecznie przy wypisie ze szpitala z niewiadomych powodów wpisano mi cukrzycę, a potem ciągnęło się to za mną jak rzep psiego ogona, bo pal licho ta dieta w szpitalu, ale potem jak już trafiłam ze skurczami chcieli mierzyć i kłuć mnie kilka razy dziennie, na porodówce chcieli mnie kłuć, Stacha by musieli itp. Ostatecznie błagając poprosiłam mojego prowadzącego by to odkręcił, bo ja przecież żadnej cukrzycy nie mam, ale na wypisie Staś i tak ma “Dziecko matki cukrzycowej” w epikryzie.

Dlaczego podano mi sterydy? Kiedy byłam w ciąży to pytanie padło a i ja zadałam je mojemu lekarzowi, kiedy lekarze na obchodzie podjęli taką decyzję. Ja naprawdę starałam się by ta ciąża była jak najmniej farmakologiczna. Wiem, że czasem się nie da i jesteśmy na to żywym przykładem. Ja teoretycznie jestem zdrowa, w praktyce mój organizm coś nie chce utrzymywać ciąż do końca i w jednej i w drugiej miałam parę niespodzianek. Ale jednak druga ciąża była bardziej świadoma i naprawdę zadałam wtedy pytanie, czy te sterydy są faktycznie konieczne skoro nic się nie dzieje. Wtedy przecież nie wiedziałam, że w 35tc będę miała cesarkę, a dwa tygodnie po wyjściu ze szpitala trafię tam znowu, ale już z akcją porodową.

Jednym ze skutków wielowodzie jest PROM, nie taki prom jakim chcielibyście płynąć na wakacje, ale przedwczesne odejście wód płodowych. Jest za duże ciśnienie i jebudubu – chlusta. A jak chlusta przed czasem to nie jest wcale tak fajnie, a jak chlusta około 30 tygodnia to już w ogóle lipa. A ja już raz PROM przeżyłam, bo wody chlusnęły w 23tc. I dlatego, że wcześniej mi wody chlusnęły, w ciąży numer jeden, to było ryzyko, że i chlusną w ciąży numer 2.

Pierwszym błędem jaki popełniłam to … czytanie w google o wielowodziu. Wiedziałam, że jednym z procedur w trakcie wysokiego AFI jest amnioredukcja (czyli odciąganie wód), ale mój lekarz powiedział, że mniejszym złem, będzie podanie sterydów i obserwacja, bo amnioredukcja też może nieść powikłania i ciąże będzie trzeba przerwać i tak czy siak przed czasem i jeszcze ja mogę mieć mały “suprajs”. Ale w google się naczytałam – o wypadaniu pępowiny, odklejeniu łożyska, niedotlenieniu wewnątrzmacicznym. Sami rozumiecie, że trochę tego dużo i trochę głupio czytać nakręcając się?

Ja w ogóle pół ciąży się bałam, że młody owinie się pępowiną. Na każdej wizycie pytałam oto samo – czy Staś jest owinięty pępowiną wokół szyi. Prawda jest taka, że to owinięcie się malucha pępowiną  to ponoć totalna fizjologia i  tylko w skrajnych przypadkach dochodzi do tragedii i to naprawdę rzadko, ale ja byłam nakręcona – nakręcona na scenariusz i przeczucia, że coś się zacznie dziać w tygodniach w których powinniśmy już być bezpieczni. I chyba sobie wykrakałam. Ale jak ja jeszcze się naczytałam o tym wypadaniu pępowiny, to po prostu mój lekarz miał ze mną trzy światy, a ja czując słabsze ruchy, albo nie czując Młodego przez godzinę miałam same czarne myśli. W szpitalu kazałam się co chwilę podłączać pod KTG, a po wyjściu do domu myślałam, że ze strachu oszaleje. Więc Staś też miał przekichane, bo często go wybudzałam wtedy, żeby mnie chociaż RAZ kopnął.

Mąż chciał wtedy mi odłączyć neta. W sumie chyba i słusznie.

I tak dwa tygodnie później w 33tc wielowodzie zeszło. Sama to czułam. Zaczełam na nowo normalnie funkcjonować. Nie bolało, normalnie oddychałam, a przecież dziecko było coraz większe, brzuch się zmniejszył. Lekarz zrobił wtedy wielkie “uuuufff”, my też, bo jak sam powiedział, obawiał się tej wizyty, bo gdyby AFI nadal się tak utrzymywało lub wyżej, to jednak by mnie wysłał na odciąganie, a wtedy raczej przed świętami lub krótko po świętach bylibyśmy rozpakowani.

Finalnie i tak trafiliśmy w II dzień świąt do szpitala i finalnie i tak powinniśmy być rozpakowani 26, najpóźniej 27 grudnia, ale bimbaliśmy do 3 stycznia. Czyli jakiś plan los miał,  żeby jednak te święta w murach Polnej i Sylwestra przeżyć.

 

KOMENTARZE (2)

  • xxxx
    Cze 28, 2017., 15:34 • Odpowiedz

    amniopunkcja to raczej do badań genetycznych, w przypadku wielowodzia to amnioredukcja, którą miałam w ciąży 3 razy, po każdej byłam w szoku, że w ciąży można chodzić wyprostowanym (co prawda tylko przez 2 pierwsze dni ale zawsze;))) Samo wielowodzie - okropne wspomnienia, ból nie do wytrzymania i ciągłe skurcze o sile wręcz porodowej...

    • Noemi Pawlak
      Cze 30, 2017., 07:45 • Odpowiedz

      Poprawione! :) Faktycznie mój błąd.

ZOSTAW KOMENTARZ

loading
×