Cesarskie cięcie moimi oczami.

Zanim zaczniecie czytać ten wpis musicie zdać sobie sprawę z jednego podstawowego faktu: wszystko co jest tutaj zawarte, a co może być sprzeczne z Waszymi poglądami, jest tylko i wyłącznie moimi, czysto subiektywnymi odczuciami. Cesarskie cięcie było i jest dla mnie pewnego rodzaju traumatycznym przeżyciem i dopiero po dwóch miesiącach postanowiłam o tym napisać, z własnej perspektywy. 

2 stycznia, między godziną 9 a 10 rano zostałam wezwana do gabinetu, w którym przebywał cały sztab lekarzy. Chwilę wcześniej rozmawiali o mnie, o moim bardzo złym KTG, o dziecku, które (już wtedy było podejrzenie) może być niedotlenione i za długo zwlekano z cięciem. Zwlekano, ponieważ mimo wszystko nadal mieliśmy ponad miesiąc do wyznaczonego dnia porodu. Usłyszałam również, że być może ciąża zostanie zakończona jeszcze tego samego dnia.

Nie wiem czy jestem w stanie Wam opisać co czułam, kiedy nagle wylano na mnie kubeł zimnej wody i moja tykająca od drugiego dnia świat bomba, właśnie wybuchła. Ja miałam jakąś mniejszą, lub wiekszą świadomość, że dni u mnie są policzone, ale nie miałam świadomości, że jest tak bardzo źle. Gdyby mój lekarz widział moje wyniki wcześniej, Staś byłby jeszcze rocznikiem 2016.  Wykonano cięcie 3 stycznia rano ze względu na “zagrożenie życia płodu“.

Chciałabym jednak może nieco od początku …

Kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży rozważałam cc na życzenie. Byłam skłonna nawet za to zapłacić. Nie  dlatego, że nie zależało mi na dziecku i byłam skrajną egoistką, ale dlatego, że kilka miesięcy wcześniej byłam przy porodzie naturalnym jako osoba towarzysząca i cholernie się bałam takiego rozwiązania. W drugiej połowie ciaży byłam już przekonana, że rodzę naturalnie. Chciałam mieć kontakt skóra do skóry, usłyszeć ten pierwszy krzyk, płakać ze szczęścia, patrzeć jak mąż przecina dumnie pępowinę i cieszyć się z tego, co odebrano mi z Jasiem. No i było coś jeszcze – szybki powrót do formy. Nie rozważałam innego scenariusza jak zajmowanie się Stasiem od pierwszych chwil po drugiej stronie wszechświata.

Finalnie było niestety zupełnie inaczej …

O tym, że będą najprawdopodobniej ciąć dowiedziałam się krótko po tym jak wyszłam z porodówki  27 grudnia. Z jednej strony myślałam: “ja pierdzielę i co teraz?!” z drugiej cieszyłam się, że zostanie odwalona za mnie cała czarna robota, bo po akcji-porodówka miałam już początki silniejszych skurczy i byłam przerażona coraz silniejszą skalą bólu (po prawie 8 latach od porodu naturalnego człowiek ten fakt zapomina). Było coś jeszcze – chciałam mojemu mężowi w pewien sposób zaoszczędzić tego widoku nad którym nie będzie miał kontroli – mnie w okropnych bólach powodujących jęki, krzyki i być może widok ingerencji w moje ciało w postaci nacięcia krocza. On teoretycznie był  na to wszystko gotowy, ja na pewnym etapie coraz mniej.

Nie wiem czy jestem samotnie dryfującą boją, ale mnie cesarskie cięcie mocno rozczarowało.

Zwykle na wielu forach, grupach, dyskusjach samo cięcie ukazywane jest jak droga na skróty, niczym ta, którą podążył wilk w bajce o “Czerwonym Kapturku”. Tymczasem w moim przypadku ból, który towarzyszył mi po przebudzeniu był nie do wytrzymania i morfina była wybawieniem. Kiedy pierwszy raz się pionizowałam miałam ochotę zamordować mojego męża za ten troskliwy wzrok i za to, że to po cześci jego wina, oraz mojego lekarza za to co mi zrobił. W najgorszych snach nie przypuszczałam, że to cięcie o którym tak wiele się mówi, że jest “bezbolesnym porodem” spowodowało u mnie tak paraliżujący ból. Wstawanie, chodzenie,czy chociażby przekręcanie się na bok było jednym z najgorszych przeżyć w moim życiu. Pamiętam jak mi doradzono by się pionizować i chodzić. Więc chodziłam, nawet ponad moje siły, więc pewnego razu przeholowałam i prawie im padłam u małego na neonatologii. Byłam 24 godziny po cięciu i stałam ponad 20 minut aż nie skończy się obchód. Na końcu byłam blada jak ściana i zaczynało mi się kręcić w głowie. Usłyszałam tylko: “Ja dzwonię na oddział, żeby po panią przyjechali i niech pani się prześpi, mały jest w dobrych rękach”. A ja tak bardzo nie chciałam wracać… Spotkałam wtedy na neonatologii mojego lekarza, który poinformował mnie, że stan Stasia jest bardzo dobry, bo przed chwilą pytał i naprawdę mam iść się przespać, bo wyglądam źle. Jak miss na pewno nie, ale wtedy było mi wszystko jedno jak wyglądałam, chciałam wrócić do swojej formy. I wróciłam, cholernie szybko.

Miałam wielkie samozaparcie..

Jak spojrzę na to z perspektywy czasu to i w przypadku porodu naturalnego jak i teraz cesarki byłam rozdzielona z dziećmi, więc motywacja do chodzenia była wielka. Przy porodzie naturalnym wstałam bardzo szybko mimo, że przeszłam komplikacje, ale zemdlałam, więc mogłam próbowałć dopiero następnego dnia. I już nie dałam się położyć. Po cc wstałam koło godziny 17, ale miałam wrażenie, że mnie rozerwie i tak przez 3 dni. Tego trzeciego dnia wychodziłam całość po tym jak dostałam Stasia do siebie, a on szybko zrozumiał, że bujanie jest spoko. Więc prawie całą noc bujałam na stojąco. Efektem było bujanie się z bulionówką zupy następnego dnia. Ale wtedy zaczęłam również karmić małego siedząc po turecku na łóżku. O własnie. Wchodzenie na łóżko – obłęd. Na Polnej gdzie rodziłam łóżka były i są wysokie, ale nieregulowane. Ja mam wzrost krasnala ogrodowego – całe 156 cm – musiałam trochę się nagimnastykować, żeby siadać na łóżku i syczałam do PT, że ma mi kupić taborecik w IKEA. Ale jak wróciliśmy w 5 dobie do domu to byłam już w pełni sił.

Cesarskie cięcie ma całą listę potencjalnych skutków ubocznych…

Jak się naczytałam dziewczyn  co miały w pierwszych miesiącach po cesarce, to robiło mi się niedobrze i sama mocno słuchałam własnego ciała, czy aby na pewno sama nie będę miała jakieś niespodzianki. Była to i nadal jest największa ingerencja w moje ciało, jaką kiedykolwiek miałam. Fakt jest taki, że jak wiecie, nie mialam większych problemów z powrotem do fizycznej równowagi i bardzo szybko już nie miałam żadnych oznak, że niedawno miałam cięcie. Niemniej jednak uważałam na to, czy czasem nie przeholuje. Ja czułam się już na tyle dobrze by wrócić po 2 tygodnia do ćwiczeń aby mój brzuch (który bądź co bądź nadal jest flakowaty) wrócił do siebie. Ale tego procederu nie rozpoczęłam. Wychodziłam za to normalnie z dziećmi na spacer, poruszałam się sprawnie i tylko czasem w miejscu cięcia czułam dyskomfort, który nie był nawet bólem. Aktualnie po dwóch miesiącach mogę śmialo powiedzieć, że nie pamiętam, że cokolwiek się działo.

Parę rzeczy mi pomogło.

1. Pierwszą rzeczą na mojej liście są butelki z dzióbkiem. Ogolnie chciało mi się baaaardzo mocno pić, tym bardziej jak potem rozbujałam laktację. PT przywoził mi więc butelki z wodą, a dużym ułatwieniem były te, które zwykle kupuje się dzieciom. Po cc naprawdę nie polecam się zachłysnąć, a te butelki automatycznie obniżały ryzyko, że zaczniecie kaszleć, co mogłoby być naprawdę jednym z najgorszych przeżyć w Waszym życiu. Ja po rurce od narkozy miałam cały czas ochotę kaszleć, ale za każdym razem jak się zbierało piłam dużo wody, bo czułam już jak mi się wszystko rozrywa od środka. Ból jak cholera.

2. Dodatkowo majtki siateczkowe, ale sięgajace prawie cycków. W ogóle to kupiłam sobie rozmiar M przez Internet i otworzyłam je dopiero w szpitalu. Nie mogłam w nie wcisnąć dupska. PT jechał kupić nowe. Na rynku są jednorazówki i wielorazówki, osobiście polecam wielorazówki, które będziecie mogły wyprać, bo po cc też się oczyszczacie i możecie łatwo je zabrudzić.

3. Kolejna sprawa to chodzenie w pozycji pionowej, bez zginania się. Tu mogę śmiało dodać, że była to jedna z najlepszych rad jakie otrzymałam po cięciu. Owszem bolało, ciągnęło i widziałam gwiazdy przed oczami z bólu, ale dzięki temu też szybciej wracałam do formy. Ma się wtedy taką ochotę chodzić zwiniętym, ale prostowanie jest wtedy najlepszym co można zrobić dla swojego ciała i dla siebie przede wszystkim.

4. Naprawdę nie bójcie się prosić o leki przeciwbólowe. Nie są one na tyle mocne by całkowicie i w pełni zażegnać ból, ale trochę go zmniejszają. Szpital w którym rodziłam oferuje środki przeciwbólowe w tabletkach, czopkach i w kroplówce. Zwykle korzystałam z opcji trzeciej. Choć wiele mam po cięciu faszeruje się lekami znacznie dłużej, ja w 3 dobie całkowicie wszystko odstawiłam.

5. Jak już będziecie w domu nie bójcie się prosić o pomoc – męża, mamy, taty, siostry, brata – kogokolwiek. Wasz mąż z kolei może wziąć 14 dni opieki nad wami 80% płatne (PT korzystał). Nie mylcie tego oczywiście z tacierzyńskim (tego PT jeszcze nie wykorzystał). Moja mama również miała urlop co również mi pomogło po tym jak PT wrócił do pracy. Wiem, że nie każdy ma takie możliwości, ale jednak jak za dużo się nachodziłam, nadźwigałam oseska czy zrobiłam jakieś proste czynności w domu to czułam dyskomfort w okolicach cięcia. Pomoc osób trzecich naprawdę wiele mi dała.

6. Uwaga! Po cc też możecie karmić! Jesteśmy na to idealnym przykładem. Poiczątki były trudne to nie ulega wątpliwości, ale ostatecznie już od dwóch miesięcy jesteśmy wyłącznie na cycku. Więcej TU.

 

Nie chcę już nigdy takiego finału …

Gdzieś tam w mojej głowie kłębią się myśli jeszcze o trzecim dziecku (nie, nie teraz, nie za rok, ani dwa) i mam niesamowity atrybut w postaci młodego wieku. Ja spokojnie mogę się zdecydować na 3 dziecko dopiero za kolejne 7 czy 8 lat. Ale strach przed kolejnym cięciem mnie paraliżuje. Porównując dwa porody, które miałam okazję przejść, zdecydowanie cesarka była gorsza. Samo znieczulenie, którego nie można było podać, narkoza, przez to 1 punkt Staś, neonatologia na którą jeździłam na początku wózkiem – to wszystko było straszne. Nie bardzo mogłam brać sama Stasia na ręce, bo wszystko ciągnęło, prosiłam zawsze o pomoc w pierwszych dwóch dniach. Generalnie czułam się paskudnie i kiedy ktoś przy mnie twierdzi, że cesarka to droga na skróty to mam ochotę strzelać jak do kaczek. Można o cc powiedzieć wiele, ale nie to, że zaliczyłam jakikolwiek skrót. Nie ja. Może wy, wasze koleżanki i ciotki. Ale w moim przypadku drogą na skróty był poród naturalny.

KOMENTARZE (36)

  • Agata
    Mar 06, 2017., 09:21 • Odpowiedz

    Osobiście nie znam kobiety która mając za sobą poród naturalny i poród przez cc powiedziałaby, że woli cc. Raczej słyszałam opinie typu "to było najgorsze co mnie w życiu spotkało", "koszmar". Sama dwa razy rodziłam naturalnie, teraz za kilka tygodni pojawi się dziecko nr 3 i mam nadzieję, że również wybierze standardową drogę przychodzenia na świat. :)

    • Noemi Pawlak
      Mar 06, 2017., 09:29 • Odpowiedz

      Ja znam. Były to głównie osoby tak wymęczone sn, że ledwie ogarniały rzeczywistość.

    • Ania
      Mar 06, 2017., 10:29 • Odpowiedz

      Ja również znam taką osobę. Moja szwagierka miała pierwszy poród naturalny, drugi cc na życzenie. Ja rodziłam pierwszego syna 2 miesiące po jej drugim porodzie. Reklamowała mi to cc lepiej niż niektórzy sprzedawcy swoje produkty. ;) Mój pierwszy poród też był przez cc, ale ze względu na ułożenie dziecka. I nie mogłam pojąć co takiego super ona w tym widziała. Pierwsze dwa dni po cc to jakiś koszmar, cholerny ból, dreszcze, gorączka, a do tego brak pokarmu. Kichanie, kaszel... na samo wspomnienie mam ciary na plecach. Przez dwa tygodnie po porodzie każdemu wygramoleniu się z łóżka towarzyszyło moje pojękiwanie z bólu. Drugi poród miałam naturalny, trwał ok 3,5 h od pierwszego skurczu. I mimo, że trochę popękałam i szyła mnie dość nieprzyjemna Pani doktor, to ten poród był o niebo lepszy od pierwszego. Po ok. tygodniu mogłam normalnie siadać, bez poduszki pod tyłkiem, chodziłam na zakupy, woziłam starsze dziecko do żłobka. No i nie mogę pojąć co takiego dobrego jest w tym cc, że ludzie aż za to płacą...

  • Aa
    Mar 06, 2017., 09:32 • Odpowiedz

    Ja miałam cesarkę narzuconą z góry ( za dziecka chorowałam na serce). Na cc byłam nastawiona od początku ciąży nie wyobrażałam sobie porodu naturalnego. Kilku moich znajomych miało cc i zawsze dopytywałam co mnie czeka, każda chwaliła szybko bez bólu i po sprawie. Niestety w moim przypadku było inaczej.... Gdy na sali podali mi znieczulenie zewnątrzoponowe nic mnie nie bolało nie czułam nawet podania( pomyślałam będzie ok!). Niestety jak lekarz przyłozył skalpel i miał zaczynać ciąć mówię że czuje więc przerwał. Ansatezjolog kazał poczekać jeszcze chwilę trwało to chyba 5 min i zaczynamy. Jak mnie rozciął ja w krzyk ( czułam dosłownie wszystko jakby mnie cieli na żywca!) mąż słyszał mój krzyk na korytrarzu szybko podali mi głupiego jasia myślała że spadnę z tego stołu tak mi w głowie wirowało ogupili mnie na całego ale po 15 min byłam juz w pełni świadoma. w trakcie cesarki czułam napieranie na brzuch nieprzyjemne ale nie bolesne da sie wytrzymac, szycia na szczescie nie czułam. Dziecko miało 4030 g naturalnie bym nie urodzila za mała miednica stwierdzili po porodzie. pożniej byłam na obserwacyjnej mąż wszedł zostawił moje rzeczy i po 5 min musiał wyjsc tak kazała pielegniarka leżałam sama na płasko ( tak bardz chciałam zeby tam był ze mna a nie pozwolili kazali odpoczywac;( urodzilam o 19,35 o 22 przywiezli corke do karmienia poszły mi skrzepy ( pozniej sie dowiedzialam ze mialam problem z obkurczeniem macicy ) dostałam jakies tabletki i 2 jednostki pzretoczyli mi krwi. o 6 rano wyjeli cewnik i kazali wstac z pomoca gwiazdki przed oczami, pani pomogla sie umyc bolalo wszystko. Po godzinie chodzilam juz sama wyprostowana z bólem ale zaparłam sie w sobie że musze i już. po 2 dobach zrezygnowalam ze srodkow przeciwbolowych nie bylo az tak zle juz jak po porodzie. Chciałabym miec drugie dziecko 9 córka bedzie miałą nie długo 3 latka ale mysl o powtorce mnie przeraża :(

  • Ewa
    Mar 06, 2017., 09:41 • Odpowiedz

    Nigdy nie będę w stanie zrozumieć kobiet które decydują sie na cc z własnego wyboru,ot takie widzi mi się. Pierwszy poród w 2012r mialam cc ze względu na spadajace tętno córki,najgorsze co moglo mnie spotkać. Dlatego w sierpniu 2016 urodzilam drugą córkę naturalnie 😉 poród bajka. Jak to powiedzial ordynator, uparla sie i urodziła naturalnie 😉 polecam kazdej kobiecie jesli nie ma przeciwskazań medycznych

    • Ala
      Mar 23, 2017., 12:14 • Odpowiedz

      Ja jestem taką osobą. Od zawsze miałam niski próg bólu, mdlałam na widok krwi, myśl o ewentualnym porodzie naturalnym wręcz mnie obrzydzała, do tego nie bardzo lubiłam dzieci, dlatego długo nie myślałam o macierzyństwie. Wolałam jeździć po świecie, poznawać nowych ludzi, uczyć się kolejnych języków, korzystać z życia. Miałam wspaniałego męża, ciekawą pracę, kilka mieszkań i bardzo dobre warunki materialne, do tego mogłam liczyć na wsparcie wielu osób, ale jakoś nie czułam potrzeby zostania matką. Przełom nastąpił jak byłam trochę po trzydziestce, szybko podjęliśmy starania, za drugim razem się udało. Byliśmy szczęśliwi, ale ja nadal nie wyobrażałam sobie porodu naturalnego, ba przerażało mnie nawet pobranie krwi, za pierwszym razem zemdlałam, potem było już lepiej. Przez całą ciążę byłam bardzo aktywna, pracowałam, podróżowaliśmy, urządzaliśmy mieszkanie mieszkanie, dużo czytałam, spotykałam się z przyjaciółmi. Czasem musiałam wyjść w pracy do toalety ze względu na wymioty, potem szybko poprawiałam makijaż, ale ogólnie było ok. Na cesarkę umówiłam się prywatnie. Mimo wszystko, przerażało mnie to, dlatego jeszcze kilka godzin przed pójściem do szpitala miałam kilka spotkań, byle tylko nie myśleć o cięciu, wenflonie itd. Na szczęście jak już byłam w szpitalu wszystko poszło bardzo szybko. Oczywiście pierwsze godziny były ciężkie, jak zobaczyłam swój pocięty brzuch po raz pierwszy to łezka zakręciła się w oku, chodzenie przez kilka pierwszych dni było bolesne, ale do przeżycia. Po pierwszym prysznicu nie założono mi ponownie opatrunku, by rana mogła się wietrzyć. Morfina tylko przez pierwszy dzień, trzy dni po nie brałam już żadnych leków przeciwbólowych, po 2 tygodniach nie pamiętałam, że miałam zabieg. Połóg był bardzo łagodny. Lekarze ostrzegali, że w czasie np. ćwiczeń miejsce po cięciu może boleć, nie bolało, czasem tylko trochę swędziało. Dziecko od początku bardzo zdrowe, jest dosyć drobny ( my z mężem też jesteśmy szczupli,więc pewnie geny, bo apetyt ma), ale bardzo szybko się rozwija, w żłobku jest duszą towarzystwa. Chciałabym kiedyś mieć jeszcze drugie dziecko, oczywiście z porodem też przez cesarkę. Może cesarki umawiane znosi się lepiej nić takie nagłe, nie wiem. Pewnie kondycja i ogólny stan zdrowia też mają znaczenie, ja unikam lekarzy jak ognia, dlatego prowadzę bardzo zdrowy tryb życia, by zminimalizować ryzyko chorób. Oczywiście na pewno miałam lepszą opiekę, bo rodziłam prywatnie, pozostaje mi tylko życzyć kobietom, które rodzą w państwowych placówkach by miały tak samo dobry i życzliwy personel. A ja sama jestem szczęśliwa, że mogłam zostać mamą w taki dosyć bezproblemowy sposób. Ważne jest to jak kocham dziecko, jak się nim zajmuję, jaką tworzymy rodzinę, a porób to tylko sposób przyjścia dziecka na świat.

  • Ania
    Mar 06, 2017., 09:45 • Odpowiedz

    Ja miałam dwie cc jedna gorsza od drugiej, do tego przy drugiej pęknięcie pierwszej blizny i pęknięcie macicy, poród przez cc i vacum także hmm skrótu t nie widzę;-) Pionizacja po drugiej masakra, do tego bliznę po pęknięciu czuję pod skórą (1,5 roku po cc) Przy każdej miesiączce i jajeczkowaniu mam ochotę wyrwać sobie bliznę przez brzuch, także ten ...

  • Niki
    Mar 06, 2017., 09:50 • Odpowiedz

    Pamiętam jak rok temu szwagierka cieszyła się, że dziecko się nie obróciło i będzie miała cc. Nie rozumiałam tego wtedy, nie rozumiem teraz, gdy za chwilę sama będę rodzić. Na każdym niemal kroku słyszę pytanie czy cc, a gdy odpowiadam, że modlę się o sn (co prawda mały głową w dół, ale martwię się, że z moją drobną budową ciała nie pozwolą mi rodzić naturalnie), to wielki szok "nie boisz się?!". Nie, nie boję się porodu. Może głupio i naiwnie, ale wiem, że dam radę, za to cc boję się cholernie.

  • Ewa
    Mar 06, 2017., 09:50 • Odpowiedz

    Nie zrozumiem nigdy kobiet które decydują się na cc bez żadnych wskazań medycznych. W 2012 r mialam cc ze względu na spadające tętno córki i bylo to najgorsze doświadczenie. Wstawanie,bol i ogólna niemoc. Masakra. Dlatego w sierpniu 2016r urodzilam drugą córkę sn, przeżycie wspaniałe. Dlatego bede namawiać do naturalnego porodu kesli jest to możliwe

  • Anna
    Mar 06, 2017., 09:50 • Odpowiedz

    U mnie pierwsza ciąża zakończyła się w 24 tygodniu. Rodziłam naturalnie. Jedna córka przeżyła i wyszła ze wszystkiego bez szwanku, druga niestety zmarła po 2 tygodniach. Druga ciąża od 19 tygodnia przebiegała z komplikacjami. Założony krążek,nakaz leżenia i ciągle lądowałam na szpitalu. W 30 tygodniu dodatkowo czyścili mi ropnia pod narkozą. W 39 tygodniu mój lekarz ze względu na wysokie ciśnienie położył mnie na szpitalu. Bardzo chciałam rodzić naturalnie. Założyli mi balonik, który nic nie zdziałał. Zero skurczy i oznak zbliżającego się porodu. Lekarze musieli wtedy wykonać cc. Wkłucie w kręgosłup nic nie dało. Trzeba było mi podać końską dawke narkozy jak dla 3 osób. Operacje połączyli z usuwaniem guza i jajnika. Pionizacja i ból jej towarzyszący były nie do opisania. Znieczulenie już wtedy nie działało. Wyłam i płakałam z bólu pod prysznicem gdy położna mnie obmywała. Dopiero drugiego dnia po podaniu morfiny byłam w stanie sama pójść do łazienki. Siadanie i wstawanie z sedesu robiłam ze łzami w oczach. Wszystko przy dziecku mąż robił bo ja nie byłam w stanie. Na 3 dobe po cc wypisali mnie do domu choć ledwo kroki stawiałam. W domu chodzenie po schodach to była tragedia. Bez ketonalu nie byłam w stanie funkcjonować. Dobrze, że mąż miał 7 tygodni wolnego bo bez niego nie dałabym rady. Dodatkowo rana nie chciała się goić i 3 tygodnie po cc zaczeła płynąć z niej ropa. Lekarz na szpitalu mi szwy rozcinał,wyciskał rope i czyścił rane- cholernie bolesne przeżycie. Dopiero po 8 tygodniach od operacji wszystko się zagoiło. Nigdy więcej cc !!! Moj lekarz powiedział wprost, że kobiety cc traktują jak zabieg u kosmetyczki a nie poważną operacje, a cesarka taką właśnie jest. Uważa, że kobiety są głupie fundując sobie to na własne życzenie. Ledwo potwierdzą ciąże, a już lecą załatwiać skierowanie na cc, a później żałują bo rzeczywistość okazuje się nie tak piękna jak czytały w internecie.

  • Karolina
    Mar 06, 2017., 09:52 • Odpowiedz

    Napisałaś całą prawdę o cesarskim cięciu i tył jak się po nim czukemy. Jestem po cersrce rok nadal czuję czasem ucisk w miejscu cięcia. Na dodatek zostałam źle zsyta i już teraz wiem że jak się zdecyduje na 2 dziecko bo będę mieć cesarkę. ja już w pierwszej dobie karmiłam małego siedząc po turecku i dziękując tym co wymyślili rogala do karmienie. Uwielbiam czytaj Twoje wpisy, ja tak bardzo prawdziwe je czuję się po nich jakbym Ciebie znała osobiście. Jestem fanką od roku a dokładnie od 2kresek na Twoim teście. Pozdrawiam cieplo😉

  • Agata
    Mar 06, 2017., 10:00 • Odpowiedz

    A można wiedzieć ile masz lat?

    • Noemi Pawlak
      Mar 06, 2017., 10:03 • Odpowiedz

      26.

      • Agata
        Mar 06, 2017., 10:40 • Odpowiedz

        Aż mi smutno! Ja tyle samo, a liczba dzieci-zero i w najbliższym czasie nawet nie ma szansy na zmianę...

        • Iza G.
          Mar 08, 2017., 19:52 • Odpowiedz

          Agata głowa do góry. Ja urodziłam (oczywiście przez cc) swoje pierwsze dzieci (2) mając prawie 37 lat. Tak się życie potoczyło. Nawet w TAKIM wieku można zostać mamą. Dzieciaki są zdrowe, urodzone w 36 tyg. Teraz mają 2,5 roku i są kochani. Ale tak twierdzi każda matka :-)

  • Gosia
    Mar 06, 2017., 10:00 • Odpowiedz

    Miałam druga cesarke 19 stycznia, nie wspominam tego za drogę na skróty, miałam o tyle dobrze ze moj maz był ze mna na sali operacyjnej i przeżywał to wszystko ze mna, zależało mi na tym zeby był obok trzymał mnie za rękę i zobaczył jak to wyglada z mojej perspektywy( większość ojców nie ma wstępu na sale operacyjna) po wszystkim przyznał ze myślał ze rozcinają wyciągają i juz, a tu jednak musza sie troche namęczyć zeby dzidziula wyciągnąć. Bol po cesarce, po cewinku nie do opisania. Wstawanie pierwszy raz z lozka masakra, ja po morfinie miałam zawroty głowy, wymioty. A dwa tyg. Po cięciu krwiak mi wyskoczył, co sie skonczylo dziurka w brzuchu( robiona na żywca-bez znieczulenia) nie pytajcie co wtedy czułam. Takze miło nie było. Najważniejsze ze dzieci zdrowe

  • Alina
    Mar 06, 2017., 10:02 • Odpowiedz

    ja chyba moich doświadczeń nie powinnam opisywać - moje "wrażenia" byłyby dobrym środkiem antykoncepcyjnym. CC miałam nagłe, poród był zaawansowany sn, ale tętno spadło do 40 i od podjęcia decyzji o CC do samej operacji minęło kilka minut. Natomiast po porodzie, przez 4 tygodnie nie byłam wstanie się położyć na żadnym boku. Przed każdym ruchem zastanawiałam się 3 razy, czy rzeczywiście muszę go wykonać. Dopiero po 6 tygodniach przestałam płakać na samą myśl o porodzie. Unikałam kontaktu z własnym dzieckiem, bo przypomniał mi o naszej przygodzie na porodówce. Teraz, po 4 miesiącach w końcu powiedziałam, że może jednak będziemy się za jakiś czas starać o drugie (wcześniej nie było o tym mowy). A jak dłużej "popracuję" fizycznie, to czuję jak mnie w środku coś ciągnie. Więc ja na prawdę nie rozumiem CC na żądanie...

  • MALWIMA
    Mar 06, 2017., 10:23 • Odpowiedz

    JA PIERWSZY POROD NATURALNY DRUGI NIESPODZIEWANIE PODCZAS PORODU LEKARZ ZE WZGLEDU O ZYCIE DZIECKA ZDECYDOWAL CESARKA . BYLA TO OSTATNIA RZECZ O JAKIEJ MYSLAM I NAJGORSZA. MAJAC POROWNANIE MIE ROZMUMIEM JAK SWIADOMIE MOZNA NA CC SIE ZGODZIC ALBO JAK MOZNA ZA TO ZAPLACIC BO I ZNAM TAKIE PRZYPADKI. ZDERCYDOWANIE NATURALNY POROD A CC NIEBO A ZIEMA. POZDRWAIAM

  • justyna
    Mar 06, 2017., 10:44 • Odpowiedz

    ja pierwsza ciaze zakonczona w 2011 roku SN z vacum bylam porozrywana pekla mi szyjka miala 40 szwow wewnatrz i tyle samo na zewnatrz chodzilam jak z kolkiem miedzy nogami a dziecko mialo tylko 3800g druga ciaza zakonczona w 2014 roku przez cc z racji makrosomi plodu 4890g szczerze mimo bolu po cc ktory byl do zniesienia a byl o wiele mniejszy niz ciagnacy tylek i chodzenie jak z bela miedzy nogami przezz 3 miesiace po poroodzie wolalabym cesarke przzy 3 porodzie o ile wogole kiedys sie zdecyduje na trzecie dziecko w obywu ciazach 19 godz z skurczami zanim urodzilam w pierwszej dodatkowo dwa dni przed porodem odeszly mi wodu gdzie zrobiono ze mnie idiotke ze mi sie wydaje na pewno gdy przyszedl lekarz nie bylo juz watpliwosci ale nikt mnie nie przeprosil rodzilam tez na Polnej w poznaniu a na porodowce po kilkunastu godzinach gdy czulam skurcze parte i krzyczalam o pomoc polozna przyszla i mnie opierdzielila co ja chce ze musze poczekac na swoja kolej a mi juz dziecko szlo jak juz przyszli to dziecko bylo zaklinowane w kanale i trzeba bylo proznociagiem wyciagam a ja kompletnie wyczerpana bez sil wiec porownujac wybralabym cesarskie ciecie mimo ze nigdy o nie nie prosilam sam los zadecydowal ze tak sie stalo:)

  • Magda
    Mar 06, 2017., 10:48 • Odpowiedz

    W 2012 roku miałam cesarkę z powodu położenia miednicowego. Strasznie się tego bałam, na szczęście szybko doszłam do siebie i oprócz bliznowca nie było żadnych komplikacji. Mimo to nigdy nie zdecydowałabym się na cc na życzenie, w końcu to operacja. Teraz jestem w drugiej ciąży i mam ogromną nadzieję, że skończy się naturalnie.

  • Emilia
    Mar 06, 2017., 10:56 • Odpowiedz

    Jestem obecnie w 34 tc. Mój doktor powiedział, że podejrzewa rozejście spojenia łonowego - problem z chodzeniem mam od 20 tc. Jeśli podejrzenia się sprawdzą to czeka mnie cc. Boje się tego panicznie. Jest to moja pierwsza ciąża i psychicznie nastawiłam się na poród naturalny. W czerwcu 2016 r miałam laparoskopie - "mało inwazyjny" zabieg, po którym dochodziłam do siebie dobre 2 tygodnie, więc od razu wiedziałam (domyślałam się), że cc jest wiele, wiele razy gorsze. MP chylę czoła przed Tobą i Twoim samozaparciem ☺ Ja nie wiem czy dam radę, i to mnie najbardziej martwi i przytłacza, że nie będę mogła od razu i w pełni zająć się moją córcią 😞

  • Matka po przejściach
    Mar 06, 2017., 11:00 • Odpowiedz

    To jest bardzo indywidualna sprawa. Na podstawie moich doświadczeń (2 cc i 1 sn), gdybym miała wybór wybrałabym zdecydowanie sn. Ale nawet moje cięcia też nie były sobie równe. Pierwsze było nagłe w 29 t.c. i było ratowaniem życia mojego i mojego syna. Niewiele brakowało a straciłabym wtedy macicę. Obudziłam się w takim stanie, że lekarze zgodzili się na pionizację dopiero po dwóch dobach! Wcześniej przetaczali mi krew i osocze-byłam cieniem samej siebie. Ale jak już wstałam to poszło z górki. A drugie cięcie. ..planowane, w terminie. Już na sali pooperacyjnej leżałam NA BOKU i karmiłam syna, którego miałam przy sobie aż do samego wyjścia do domu. Nie dostałam żadnych leków przeciwbólowych, bo prawdę mówiąc nie wiedziałam, że mogę je brać, ale też nie czułam takiej potrzeby. Takiego cięcia życzę każdemu, kto na cięcie jest skazany.

  • Karolina
    Mar 06, 2017., 11:41 • Odpowiedz

    Mi na Polnej dobę po CC wózka nikt nie zaproponował, sama poszłam na neonatologie, trochę spędziłam tam czasu i wróciłam. Wieczorem gorączka. Ogólnie odczucia te same, tyle że u mnie synek opuścił 3 piętro po 5 tygodniach.

    • Noemi Pawlak
      Mar 06, 2017., 11:58 • Odpowiedz

      Mi od razu przywieziono wózek. Potem mnie wożono jak poprosiłam i przyjeżdżano jak dzwoniono z neonatologii. Sama był nie doszła. Ledwie byłam w stanie przejść z wózka do małego ...

  • Misia
    Mar 06, 2017., 12:56 • Odpowiedz

    Myśle, ze wszystko zależy od przebiegu samego porodu- czy to naturalny czy cesarka. Ja miałam naturalny kleszczowy (niestety) dziecko było zle odwrócone i nie mogło wyjsć samo. Tak mnie pocharatali tam na dole ze siedzieć nie mogłam przez dwa tygodnie a i ból nie do zniesienia(każe siusiu i kupa to była katorga a wargi wisiały jak u starszej pani). Dzisiaj prawie trzy lata po takim porodzie mam szczeliny odbytnicze, żylaki i hemoroidy- przy czym hemoroidy to naprawde pikus do tego jak pęka Ci tylek przy wyjściu do sklepu. Jestem w stałym kontakcie z moja ginekolog która zalecza jak moze ale zaleca chyba ostrzyknięcie botoksem tam na dole bo juz nic innego nie pomoze

  • Magda
    Mar 06, 2017., 13:17 • Odpowiedz

    ja jestem po dwóch cc. Pierwsze po 13h bo zaczęły się komplikacje, drugie - bo było pierwsze... Każde masakra. Przy pierwszym miałam znieczulenie zwykłe do porodu naturalnego i było zajebiście. Coś poszło nie tak i miałam cięcie. Dostałam jakieś znieczulenie na sam czas operacji. 20 min po czułam już nogi gdzie dziewczyna leżała obok mnie 3h i nic nie czuła. Lekarze panika że jak to ja coś już mogę czuć to im pomachałam paluszkami ... oczywiście morfina tylko wchodziła w grę...3 dni w szpitalu nie mogłam wstać z łóżka, miałam drabinkę do wspinania się aby zejść. Masakra. Dobrze, że był mąż to ogarniał dziecko i mnie...dwa dni po wyjściu trafiłam ponownie bo miałam zespół po punkcyjny. Masakra!!! Karmić zaczęłam po tygodniu od cięcia i było git. Tydzień po cięciu biegałam już. Wróciłam szybko do formy. Drugie cięcie - już wiedziałam co mnie czeka. Załatwiłam opiekę dla młodej bo znowu 3 dni w szpitalu będę potrzebowała 100% wsparcia.Ale tym razem było lepiej (w szpitalu) dostałam chyba inne znieczulenie, po 4h poczułam nogi. Dostałam mała zaraz po porodzie na kangurowe- Czad! Sama się wykapałam, chodziłam po sali - super. Jedyny minus to dochodziłam do siebie przez miesiąc.Przekręcić się w łóżku, wstać szybko w nocy bo płacze - nie realne przez miesiąc. Taka różnica była w moim przypadku. Nie miałam okazji porodu naturalnego, ale za to dwa różne cięcia. teraz przy trzecim kolejne cięcie mnie czeka - jak będzie kolejne oczywiście :)

  • SN
    Mar 06, 2017., 13:40 • Odpowiedz

    Nie rozumiem kobiet, które wybierają cc na życzenie... Mam zasoba taki poród ale nią na życzenie (przyczyna bylo odklejenie lozyska u krwotok) a po nim została trauma, ktora po części wpływa na decyzje o drugim dziecku... Chodź minęły juz ponad 2 lata od tej chwili ciężko mi o tym mówić - kiedy rozpoczelo sie ciecie znieczulenie zewnątrzoponowe nie zadziałało (możecie tylko próbować wyobrazić sobie co czułam!) i wtedy szybko mnie uśpiono by skrócić mój ból... Poza tym dochodzenie do siebie, pionizowanie, pierwszy prysznic i "siusius" byly najgorsze potem wszystko powoli, malymi kroczkami zaczelo wracać do normy!

  • Justyna
    Mar 06, 2017., 14:34 • Odpowiedz

    JA również miałam CC w grudniu a dokładnie 18. I dokładnie na początku chciałam wykupić a po wszystkim odczucia były dokładnie jak u Pani. Przerażający ból i łzy w oczach. Pierwsze dziecko rodziłam naturalnie i jakoś cały czas pamiętam ten ból natomiast od cesarki minęło niewiele czasu i już zapominam.

  • magda
    Mar 06, 2017., 14:34 • Odpowiedz

    28.02.2017 przez cc przyszła na świat Nasz Córka , do cesarki byłam mniej więcej przygotowana od 35 tc bo wtedy potwierdziło się że Córka ustawiła się tyłkiem do świata . Było i przykro i żal , to takie nasze wyczekane Dziecko , nie wiem czy będę znowu w ciąży dlatego bardzo chciałam rodzić naturalnie , poczuć jak to jest , nie udało się . Współczuje z całego serca wracania do formy po , u mnie cc 11 , o 18 już stałam sama pod prysznicem i się myłam , Córka od początku poza badaniami była cały czas ze mną . Bolało , ale ból był do wytrzymania , następnego dnia już sobie całkiem nieźle radziłam , a w 2 dni po cc wyszłyśmy do domu. Nie wiem jak to jest rodzić naturalnie , ale cc to żadna droga na skróty , często konieczność , a nie życzenie pacjentki . Zgadzam się ze wszystkimi radami , mi bardzo pomogły i pomagają w powrocie do formy . W sobotę czyli w 4 dobę po cc wyszłam już na spacer z Psem ( też mamy labradora : ) ) , wczoraj zaliczyliśmy pierwszy spacer rodzinny . Jeżeli miałabym możliwość wyboru chciałabym spróbować rodzić sn , ale cesarkę też da się przeżyć , zwłaszcza jak się dostanie ten Mały Cud w ramiona :) Pozdrawiam :)

  • Livvia
    Mar 06, 2017., 16:30 • Odpowiedz

    Generalnie smutno się czyta o bólu i cierpieniu, nawet jeśli widzi się później małego szkraba i uśmiechniętą mamę... Syna urodziłam 5 lat temu (2012). Sama myśl o cc napawała mnie bladym strachem. Przerażała mnie wizja leżenia, braku kontroli nad akcją porodową, "uziemienie" i sam fakt wkłucia w kręgosłup lub znieczulenie całkowite - nigdy tego nie miałam. Z niepokojem pytałam lekarza, czy nie będę musiała być cięta: "Okaże się dzień przed." Wskazań do cc nie miałam. Urodziłam naturalnie i jestem ewenementem wśród znajomych, jeśli chodzi o przebieg porodu. Poród miałam rewelacyjny, bardzo szybki (od momentu wejścia na salę porodową niecałe 2,5 godziny), bez znieczulenia (nie chciałam) i nacinanego krocza. Mimo straszących opowieści, tak "życzliwie" przekazywanych przez inne kobiety, zaczynających się od słów "Zobaczysz...." - tu odpowiednie wstawić, co miałam zobaczyć - poród wspominam jako fajne przeżycie, czego niestety nie mogę powiedzieć o ciąży. Dla mnie koszmar. Inną sprawą okazało się urodzenie łożyska - nie chciało się odkleić (właśnie najgorszy ból przeżyłam kiedy lekarz naciskał mi brzuch), więc dostałam znieczulenie i po raz pierwszy od 9 miesięcy poczułam, że mogę się wyspać ;) Kolejny koszmar: karmienie piersią... Ale to inna bajka.

  • Dorotapasqda
    Mar 06, 2017., 16:48 • Odpowiedz

    Ja bardzo chciałam rodzić naturalnie, pierwszy poród - 6 godzin wymiotów po każdym skurczu (taki mój urok) najgorsza grypa zoładkowo-jelitowa razy bilion! Kolorami tęczy wymiotowałam! Po znieczuleniu odpadłam na 20 minut po czym obudziło mnie wpadnięcie na salę lekarzy, dziecko straciło tętno... migiem cesarka i 10 punktów! :) Ból był straszny ale ważne że teraz mała jest ze mną :)

  • Mama malej Gąski
    Mar 06, 2017., 21:43 • Odpowiedz

    Mysle ze ta opinia ze cc to latwa rzecz jest wina bardzo nieczulej opieki i ignorowania zyczen kobiet rodzacych naturalnie na tzw NFZ czy faktu ze w polsce nie idzie sie doprosic o znieczulenie zewnatrzoponowe przy porodzie czy innych form lagodzenia bolu. Wciska sie kobietom standardowe "nie boli" albo chcesz basen "koszt wynosi tyle a tyle" albo nacinamy "bo trzeba". Porownujac traumatyczny porod naturalny a planowane cc to mysle ze jest ogromna roznica - kontrola i pewnosc informacji. I tez mysle ze jak ktos czegos chce a przychodzi czas ze ktos odbiera ci kontrole i mozliwosc decyzji to czy masz cc czy porod naturalny nazwiesz go "tym strasznym zlym porodem". Nikt nie lubi byc zmuszany szczegolnie jak idzie o twoje prywatne cialo i twoje wlasne dziecko. Przy tym wszytskim jeszcze usunieto standardy opieki porodowej za 10 lat ze stresu to juz zadna nie urodzi naturalnie bo po porostu bedzie sie bala. A strach moze uniemozliwic porod naturalny. To nie lekarz ma decydowac tylko pacjent. Lekarz ze swoja wiedza ma ocenic sytuacje wyjasnic co i jak i wtedy wyjasnic czemu mysli ze to najlepsze wyjscie. Czlowiekowi w stresie najmniej potrzebne podejcie w stylu ja wiem i ja decyduje. Decydowac ma pacjent po wyjasnieniu co sie dzieje. Mialam ciezki porod ale nikt absoluntnie nie dotknal mnie bez uprzedzenia i tez wszytsko mi wyjasnili. Bylam w nie najlepszym stanie ale kontrola byla po mojej stronie wiec zalonczylo sie naturalnie z kilkoma szwami. Ani baby blues mnie nie dopadl ani nie mialam traumy poporodowej dlatego ze osoby ktore sie mna zajmowaly rozmawialy ze mna otwarcie i nie balam sie im zaufac. I to poczucie kontroli a tazke ich wlasciwe podejscie z poszanowaniem mojej prywatnosci uratowalo beznadziejna sytuacje.

  • Agata
    Mar 07, 2017., 10:28 • Odpowiedz

    Jestem dwa miesiące po cc, wskazanie - zaniki tętna podczas ktg. Na początku ciąży bardzo chciałam załatwić sobie "cesarkę", po szkole rodzenia zmieniłam całkowicie zdanie, cóż los zdecydował inaczej, aczkolwiek dzisiaj już wiem, że gdybym sama to sobie zafundowała byłabym na siebie totalnie wściekła!! Dopiero do siebie doszłam, ból brzucha to pikuś, ja miałam popękane żebra tak mi dziecko wyciskali z brzucha. Nie mogłam ani siedzieć ani leżeć, tylko chodzenie jakoś mi wychodziło. Człowiek cierpi a tu maluszek wymaga opieki, dramat. Jestem uparta, zacisnęłam zęby, nikt mi praktycznie nie pomagał ale na myśli o kolejnym cc w przyszłości jestem przerażona. To bardzo poważna operacja, dotarło to do mnie dopiero jak musiałam to wszystko przejść. Najważniejsze, że synek zdrowy, my kobiety jesteśmy bardzo silne, matki cyborgi :).

  • lavinka
    Mar 15, 2017., 22:49 • Odpowiedz

    Różnie bywa. Jako że mi się trafił kilkunastogodzinny sn i ekspresowa cesarka na koniec - mam doświadczenia poniekąd te i te. I wolę cc. Pionizacja jest paskudna, ale po tygodniu doszłam do siebie, kwestia ruchu (a w zasadzie chodziłam bez większych problemów po 4 dniach, tylko trzeba było ostrożnie). Może po prostu jestem silna babka i po naturalnym skakałabym po godzinie. Ale jednak wolę operację, bo to właśnie sn wspominam traumatycznie. Różnie bywa.

  • m.
    Mar 20, 2017., 17:47 • Odpowiedz

    Ja miałam cc z przymusu bo aktualnie juz 8 latek leżał pupą do wyjścia. Do dzisiaj czuje sie niespełniona i mam nadzieję ze jeszcze kiedyś uda mi się sprawdzić czy poród naturalny to "taki straszny jak go maluja.." Pozdr.

  • Jolka
    Mar 27, 2017., 18:09 • Odpowiedz

    Ja rodziłam przez cc, ze względu na makrosomie płodu. Najbardziej na świecie wkurzało mnie i nadal wkurza jak mi ktoś mówi, że mogłam przecież spróbować rodzić naturalnie, zamiast iść na skróty. W takich chwilach miałam ochotę takim osobą rzucić w twarz: "No jasne, w końcu to nie Twoje krocze w razie czego pójdzie w strzępy". Akcja porodowa się zaczęła, skurcze na KTG do nieba, a ja nic, zero poczucia, że rodzę. Rozwarcie poszło jakbym nitkę popruła, na szczęście młody miał głowę jak arbuz i nie próbować pchać się na dół. Chwała mu za to :D Po cc doszłam do siebie błyskawicznie, wychodząc ze szpitala byłam w pełni sprawna. W szpitalu w pierwszej i drugiej dobie łykałam paracetamol na noc. Doszłam do wniosku, że mam bardzo wysoki próg bólu, bo leżące ze mną babeczki prosiły o morfinę. Czyli najnaturalniej w świecie tak poród, jak i wracanie do formy, czy znoszenie bólu to kwestia mocno indywidualna.

ZOSTAW KOMENTARZ

loading
×