Drugi trymestr.

W piątek (choć trudno w to uwierzyć …) wchodzę w trzeci i ostatni trymestr, wraz z nim w 7 miesiąc (w którym de facto urodziłam Jana) i zacznę już pełną parą przygotowywać się do pojawienia drugorodnego na świecie. Póki co jednak podsumowanie II trymestru.

Kiedy to piszę, a piszę szybko, żeby skończyć zanim żebra odmówią mi posłuszeństwa, pewien (notabene kilogramowy) człowiek, który mieszka w moich wnętrzach, uznał, że pora na pobudkę i z tym dziwnym przekonaniem urządza sobie You Can Dance. Nie wiem czy to forma makareny, czy breakdance – jedno jest pewne. Mam skopane żebra, wątrobę i pewnie inne rzeczy o których istnieniu pod jego stopami nie mam pojęcia.

 

SZPITAL, RAZ POPROSZĘ.

Widzicie. To taki paradoks. Chciałam napisać w podsumowaniu II trymestru, że Stanisław nie lubi szpitali tak samo jak matka, więc da mi odpocząć. Tymczasem statystycznie przypada mi jeden pobyt na jeden trymestr. Stach chciał się pobawić w Halloween i byłoby w tym coś śmiesznego nawet, gdyby nie mój paniczny strach, gdzie o 3 w nocy budziłam skacowanego i niegotowego w ogóle by wsiąść za kółko PT, który oznajmił, że on to mi wezwie taksówkę do szpitala. Rozumiecie? Można zamordować. Więc ja sobie samotnie o 3 w nocy jechałam do szpitala u mnie w mieście, bo mąż, który powinien być w pełnej gotowości akurat tego JEDNEGO dnia postanowił zmienić swój nawyk. Wkurwienie level master. Z IP wylądowałam na pokładzie naszego śremskiego szpitala, gdzie w sumie nie jest już tak źle po zmianie ordynatora, z uporem maniaka i łzami w oczach mówiłam, że ruchy fakt czuję, ale do jasnej ciasnej, obudził mnie mega silny ból podbrzusza i to chyba skurcze. Skurcze proszę państwa.

I nawet jeżeli coś tam było, to na szczęście niegroźne, pogrożono mi palcem o mój rzucający się w oczy nawyk głaskania brzucha (na szczęście nie stwierdzono wariactwa, bo ja dodatkowo do tego brzucha jeszcze gadam …) i uznano, że szyjka ma ponad 4 cm, Stanisław ma ponad 1 kilogram (dla porównania jego starszy brat osiągnął na USG 1000 gramów 4 tygodnie później …) i mam wejść w tryb oszczędzania. To ja sobie poleżę. I będę pachnieć! Ale w domu!

 

STANISŁAW POZOSTAJE STANISŁAWEM.

Ja wiem, że są jeszcze tacy, którzy próbują mi wmówić, że mój syn może się okazać córką (tą o której kiedyś marzyłam, a o której dawno już zapomniałam …), ale na każdym kolejnym USG od momentu kiedy poznałam płeć Stacha, ona jest potwierdzona. I choć w rzeczywistości można by uznać, że jeden lekarz może się mylić (chociaż ten się nie myli …), tak w szpitalu lekarz podczas badania sam powiedział, że płci to tutaj nie można pomylić, bo klejnoty do monitora sam pcha. Jakoś tak podejrzewam, że się obraził oto, że wszyscy brali go za dziewczynkę (również własna matka), więc nie chce aby ktokolwiek jeszcze żyjąc złudzeniem w rodzinie kupił mu sukienkę. Albo różowy kombinezon.

 

A JA ROSNĘ I ROSNĘ …

Borze szumiący i Jeżu kolczasty … Z każdym dniem jestem coraz okrąglejsza. W sensie brzuch mam okrągły, bo reszta pozostaje bez zmian (cycki wyskoczyły w pierwszym trymestrze, więc teraz się nie liczy …). Na plusie mam już pewnie z 7 kilogramów (jak nie lepiej) – dowiem się jutro. Prawie wszystkie bluzki przed-ciążowe mam za krótkie i chyba nie wejdę już w nic, co nie jest luźne. Mam wrażenie, że mój stan widać już nawet z kosmosu. PT się śmieje na mój widok i pomaga mi ubierać skarpetki. Nigdy nie sądziłam, że brzuch może sprawić, że podczas ubierania spocę się jak świnia i będę sapać jak po 5 kilometrowych biegu sprintem. Mi po prostu wystarczą skarpetki. O losie – albo rajstopy – to już jest wyższa szkoła jazdy …

 

ZACHCIANKI.

Seeeks! #heheszki

Dobra, poważnie. Kisiel. Kisiel i jabłka. Jabłka to najlepiej te zielone sprzedawane na sztuki, które mają pewnie tyle chemii co mój proszek do prania. Ale nieważne. Ważne, że są kwaśne i na ich widok dostaję pierdolca. Oddałabym za nie duszę. Kawałek ręki i pewnie nogi. PT ostatnio opowiadał każdemu kto chciał go słuchać, że gotowałam kisiel o 1 w nocy, bo “wiecie, ona była głodna!” – i za nic na świecie nie docierało, że nie JA byłam głodna tylko Staś.

Więcej grzechów nie pamiętam. (no może poza tą cholerną czekoladą, którą ktoś zostawił w nocy w lodówce a ja obudziłam się z silną ochotą na coś słodkiego i myślałam naiwnie, że zjadłam tylko jedną kostkę, a tu okazało się rano, że pół tabliczki …).

Mam jeszcze ochotę na tatar. Ale stoi nade mną ciągle PT, który  powtarza: “nie wolno“. Jak małemu dziecku, że nie może wziąć 54897541 zabawek ze sklepu.

 

TEMAT TABU.

Myślę, że kiedyś za tą bezpośredniość oberwę, ale z drugiej strony chciałabym trafić na blogaska, na którym inna blogerka też się przyzna, że w gaciach trzyma podpaski, czasem jak dla słonia, bo przestała trzymać mocz. Tymczasem niestety jestem samotnie dryfującą boją, albo czytam nie to co powinnam. W każdym razie na dłuższe wyjazdy nie ogarniam swojego pęcherza, albo on nie ogarnia, że mógłby wytrzymać dłużej niż godzinę, a tak naprawdę jest pojemności naparstka i najgorzej było podczas przeziębienia jak sobie psiknęłam i wszystko pooooszło nie tam gdzie powinno, a ja za pierwszym razem myślałam, że chlusnęły mi wody i prawie zeszłam na zawał. Jak się zerwałam z kanapy to o mało nie wpadłam do sąsiadów na dół, takimi podskokami słonia znalazłam się w łazience. Oczywiście nie przesypiam nocy, cycki mam tak wielkie, że mogę nimi zabić, przyjęłam chód kaczki (jak to ze śmiechem obwieścił PT), mieszczę brzuch tylko w płaszcz 42, na dodatek z napisem “mama” w którym wyglądam jakbym miała z 50 kilogramów więcej (to też stwierdził PT) , a ja pokazałam mu środkowy palec, bo sam przypierdzielił kilka nadprogramowych kilogramów, choć i tak daleko mu do stanu, który reprezentował jak byłam w ciąży z Janem.

 

ADHD PRENATALNE.

Więc tak – poza gabarytami jakże zacnymi Pana Stanisława Pe – jest jeszcze jego nadaktywność. Jeszcze kilka tygodni temu czułam go z 2-3 razy dziennie, głównie po 21. Aktualnie czuję go ciągle jak usiądę, jak się położę i czasem nawet PT pyta czy mnie to naprawdę nie boli, bo on wali jak szalony. Nawet Jaś doczekał się wreszcie pierwszego kopniaka i nie mógł wyjść z podziwu, że “poczuł”, bo do tej pory to głównie ja czułam.

Stanisław przytulający się do mojego łożyska poniżej, czy tam zdjęcie mojej macicy jak chodzą słuchy – w każdym razie ma 5 palców, jest zdrowy, ruchliwy i nie lubi Mozarta …

14590427_1086702248095538_4055762056429347191_n

 

 

CATEGORY: CIĄŻA, PUBLICYSTYKA, TRUDNE TEMATY, ZDROWIE

Noemi Pawlak

Od 3 lat blogerka, od prawie 7 lat mama. Aktualnie w dwupaku. Zwolenniczka szczepień, spania z dzieckiem, BLW i wychowywania bez klapsów, oraz szerokopojętego rozpieszczania. Nie powie Ci jak wychowywać, ale byłaby świetną autorką do napisania bezradnika dla rodziców.

Comments (3)

Podobno te dzieci, które tak szaleją w ciąży, są potem super spokojne jako niemowlęta. Powtarzałam to sobie całą ciążę, żeby nie zwariować. Nie napiszę Ci, z czystej litości, jak to się skończyło 🙂
Super się czyta wyznania kogoś, kto jest tak normalnie szczęśliwy. Życzę Ci równiutkiej czterdziestki (w tygodniach) i zdrowego, silnego i żertego chłopa. Swoją drogą, będziesz jedną na czterech w domu, Królowa normalnie.
Trzymajcie się ciepło.

Poza naszą ciąża, tylko Waszej kibicuje równie mocno 🙂

Chociaż nie ma tu samych ”ochów” i ”achów” i zachwytów nad tym II trymestrem, to jednak tak to fajnie napisałaś, że zamarzyła mi się czwarta ciąża. Bardziej niż po wprowadzeniu programu 500+ 😉
Oby Stasiek doczekał terminu i szcześliwie pojawił się na świecie! Cała reszta jest nieważna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Copyrights