Dlaczego leżymy?

Zapewne już do końca ciąży moje zaangażowanie blogowe, tudzież w ogóle jakiekolwiek związane z Matką Prezesa będzie bardzo ograniczone, co nie oznacza, że nie będzie istnieć! Nie dlatego, że mi się nie chce, bo bardzo mi się chcę, ale dlatego, że mam trudności z siedzeniem, a pisanie na telefonie jakichkolwiek wpisów na blogu na leżąco jest prawie tak wykonalne jak zakładanie przeze mnie skarpetek. Właściwie to, że ten wpis dokończę jest spowodowane kilkoma faktami, a wśród nich ten jeden najważniejszy – czuję się poniekąd zobowiązana do tego, z racji wielu pytań o nasz stan.

dsc00427

Od jakiś dwóch tygodni cierpię na okropny ból żeber. Właściwie nie tylko żeber, ale wszelkich możliwych narządów począwszy od wątroby a na żołądku kończąc. Teoretycznie typowe objawy ciążowe, w praktyce miałam wczoraj konsultację (z polecenia mojego lekarza prowadzącego) z pewnym  chirurgiem w Poznaniu, który miał wykluczyć lub zdiagnozować nieprawidłowości narządów, które miały na to wszystko wpływać.

Mój stan z dnia na dzień się pogarszał. Chodzenie, siedzenie, czy nawet stanie  powodowało okropne kłucia, które mijały dopiero po ułożeniu na boku. Level master osiągnęłam w piątek wieczór, kiedy z bólu myślałam, że zacznę skrobać ściany, a każda próba znalezienia odpowiedniej pozycji kończyła się kolejnymi dawkami bólu. Doszedł do tego problem z oddychaniem, chwilowe bezdechy w moim wykonaniu, a dalej i uczucie “rozciąganych żeber”. Bałam się jak diabli, bo na ostatniej wizycie okazało się, że moje AFI jest na górnej granicy normy, co znowu podwyższa mi ryzyko chluśnięcia przed czasem pęcherza.

Po naprawdę okropnym weekendzie, który chciałabym wymazać z mojego życia najbardziej ścieralną gumką, gdzie na samo wspomnienie mam ciary po samą dupą, dotarłam do lekarza, który ze zdumieniem stwierdził, że mam macicę pod samym żebrem, co na tym etapie ciąży jest tak samo możliwe jak balet hipopotama. Stachu ma nogi 3 centymetry od wątroby i to tylko w momencie, kiedy się nie porusza, bo jak zaczyna zmieniać pozycję, prostować się czy kopać, wtedy skopuje mi wątrobę do tego stopnia, że wszystko mnie boli. Miejsce moich głównych kłuć to napinanie danej części ciała którą akurat tam wepchnie – ostatnio był tam tyłek, wczoraj była głowa, a ponieważ jestem niska, on duży, to jest mu średnio wygodnie, więc robi wszystko żeby znaleźć odpowiednią pozycję, a że akurat wszystko jest pod żebrami, znajduje sobie miejsce właśnie tam. Możecie więc sobie wyobrazić jak wygląda u mnie poranna toaleta, czy ubieranie – zakładanie skarpetek, rajstop czy spodni …  Gotowanie obiadu, zakupy, czy właśnie pisanie tekstów na blogu w pozycji siedzącej jest w gruncie rzeczy prawie niemożliwe, bo po doslownie 5 minutach zaczyna odczuwać taki ból, że mam ochotę głośno wyć. Wyłam w sobotę wieczorem prosząc PT by mi przypomniał te chwile jak wpadnę na pomysł, że chcę trzecie dziecko.

Prawdziwy masochizm jest wtedy, kiedy moje główne myśli krążą wokół Staszka. Czy mu coś grozi? Czy aby na pewno nie wpłynie to negatywnie na jego rozwój? Czy ma odpowiednio dużo miejsca, by nie doprowadzić do uszkodzeń którejś części ciała? PT wielokrotnie pytał jak to możliwe, że na tym etapie i porodowym kobiety nie dochodzą do etapu, że po prostu znienawidzą swoje dzieci, które dostarczają taki ból. Ja sama jestem zdumiona, że natura tak nas zaprogramowała, że jestem w stanie znieść wszystko, byleby usłyszeć, że jemu nic nie jest. I zamiast skupić się na sobie, że jestem wyłączona z normalnego funkcjonowania, boli jak diabli, ja pierwsze pytanie jakie dzisiaj zadałam mojemu lekarzowi brzmiało: “Co grozi dziecku?!”. Dostałam telefoniczny i uspakajający mnie wykład, więc skomentowałam to słowami: “A to w porządku” choć normalnie powinnam zacząć od słów: “Nie no?! Nie da się go obniżyć?! Albo wyciągnąć?!”.

Tak. Wiem, czeka mnie jeszcze cały grudzień i pewnie połowa stycznia …

KOMENTARZE (3)

  • Iza G.
    Lis 08, 2016., 19:42 • Odpowiedz

    Ja mam jakieś 156 cm i przeżyłam ciążę bliźniaczą. Momentami było ciężko, ale to nic bo przeżyłam jeszcze dwa razy kolkę nerkową w 34 tygodniu. Myślałam, że zejdę... No ale wszystko dobrze się skończyło Po tamtym okresie zostały wspomnienia Trzymam kciuki i bez paniki! : )

  • tarapatka
    Lis 08, 2016., 21:28 • Odpowiedz

    O rany!! Nie zazdroszczę tego bólu :( ale trzymaj się dzielnie, dasz radę!! Kto jak nie ty? ;) przesyłam Ci mnóstwo pozytywnych wibracji :)))

  • Familyday
    Lis 09, 2016., 22:23 • Odpowiedz

    Całego ogromu cierpliwości życzę! :) ta malutka istotka już niebawem Ci wszystko wynagrodzi swoim uśmiechem i miłością. Wszystkiego dobrego! A przy lepszym samopoczuciu zapraszam do mnie: www.familyday.blog.pl

ZOSTAW KOMENTARZ

loading
×