Weź mnie nie strasz rodzicielstwem!

Dobra, współczuję pierworódkom. Serio. Internet Was zmiażdży zanim Wasze dziecko osiągnie wzrost puszki piwa, którego nie możecie pić od kilku(nastu) tygodni. Sorry – taki mamy klimat. Będą Wam mówić takie rzeczy, że na końcu same zaczniecie się zastanawiać, czy to był na serio dobry pomysł bzykać się bez zabezpieczenia w ten piękny, jesienny wieczór łykajac kwas foliowy, zamiast łyknąć tabletkę anty.

Ale coś Wam powiem. Oni kłamią …

No dobra. Ja też trochę kłamię. Mój syn przez 5 lat działał jak naturalny środek antykoncepcyjny, a ja byłam przyzwyczajona do mojego monotonnego życia, w którym wszystko dzieje się w tej samej kolejności codziennie. Teraz mam syna 7letniego, drugiego w drodze i jeszcze psa z turbodopalaczem w dupie, który dzisiaj rano pogryzł całą gazetę, zesikał się na kanapę i uciekał z moimi butami, bo nauczył się już skakać tak wysoko, że sięga. I co najmniej raz dziennie zastanawiam się co za diabeł mnie pokusił.

Ale nie lubię jak straszycie mnie ciążą, porodem, macierzyństwem … a mi czasem wstyd mi przyznać, że – helloł! – ja to nie pierwszy raz przechodzę…

MĄŻ MNIE NIE ZDRADZI.

A nawet jak zdradzi, no to sorry – ale byłby mnie gówno wart. Tyle. Pieprzycie mi o rozstępach, obwisłym brzuchu, cyckach sięgających pięt i ciągle gadacie, że to wpływa na związek … Dobra – coś Wam powiem. Mój mąż wie, że jestem człowiekiem, wie również, że ciąża zmienia, wie jakie są tego następstwa, wie z czym się to wiąże i wie – naprawdę wie! – że ja teraz to będę rosła a jak będę rosła, to moja skóra może popękać. Ma świadomość, że w pierwszym trymestrze nie dałabym się dotknąć nawet trzymetrową miotłą, bo zdychałam i byłam na skraju wyczerpania psychicznego i fizycznego i miałam ochotę rzucić się pod pociąg – ale w Śremie nie jeżdżą pociągi. Znosił moje fochy, patrzył jak puchną mi cycki i widział jak źle to znoszę. Nie narzekał, nie mówił, że wyglądam jak świnia, ani nie zamierzał zrobić skoku w bok, po prostu był przy mnie, przytulał i zapewniał, że wszystko będzie dobrze. W momencie, kiedy rano wstałam, z kłakami na wszystkie strony, blada jak ściana biegnąca do toalety wymiotować i tak zapewniał, że jestem piękna. Więc przestańcie mnie straszyć!

 

PORÓD BOLI.

Wiem co mnie czeka. Każdego dnia zbliżam się do tej daty co raz bardziej. Aplikacja pokazuje mi … 160 dni do końca. Wiem, że będzie bolało – cholernie bolało – i kompletnie żadna alternatywa w postaci cesarki nie sprawi, że będzie bolało mniej. Będzie bolało inaczej. To jedyna różnica. Ty mi próbujesz pokazać co jest dla mnie najlepsze, bo wiesz co było dla Ciebie najlepsze. Nie patrzysz na mnie, tylko na siebie. Straszysz mnie opowieściami o kobietach, które po cesarce nie wstawały przez tydzień,miały problem aby pokazać się w bikini ze względu na bliznę, a ja przez 1,5 roku od porodu musiałam ominąć niektóre pozycje w trakcie seksu, bo bliznę miałam w miejscu która powoduje u niejednej kobiety rumieniec. Tak, przy rodzeniu tytki cukru, też nacinają krocze. Co mnie przekonuje do porodu naturalnego? Wróciłam do siebie cholernie szybko. Fizycznie, bo psychicznie zajęło mi lata. A tu po dwóch tygodniach mąż wróci do pracy, a ja zostanę z dwójką dzieci i psem … Chociaż mam o tyle dobrze, że po tych dwóch tygodniach wolne weźmie moja mama. Ale chcę żyć, chodzić na spacery i normalnie funkcjonować. Tak po prostu. Tylko ja chciałabym mieć wybór – również o znieczulenie i kompletnie mnie nie interesuje jak heroicznym wyczynem jest brak znieczulenia, bo ja się superbohaterką nie czułam rodząc syna pierwszego bez. I zadnego superbohaterstwa nie zamierzam udawać. To nie połechta mojego ego.

KUPUJĘ CO CHCĘ.

Wiem, nie każdy wie, że mam syna, kiedy gdzieś tam się wypowiadam, bo na prywatnym profilu nie mam go na zdjęciu profilowym ani w tle. Rozumiem więc troskę o moje zakupy – np. troskę o przyszłość mojego nienarodzonego jeszcze syna. To nie są dobre rady. Kiedy ktoś mnie próbuje przekonać, że kołyska jest złym pomysłem, bo dziecko nauczę bujania a potem będę miała problem, wiem, że nie ma racji. Nie ma jej, bo dziecko rodzi się z tym przyzwyczajeniem, ono tego nie nabywa. Dla dziecka bujanie jest normalnym procesem i po narodzinach jest praktycznie jednym co zna, w końcu kiedy chodzimy w ciąży dziecko bujamy. Natura. Jach był bujany 1,5 roku do spania i czasem żal mi tyłek ściska, że on tak szybko z tego wyrósł. Sam.

Wózek – ach tak. Coś co ostatnio spędza mi sen z powiek, bo nie mogę się zdecydować. Ta lawina krytyki jaka spada np. na wózek pokroju stokke xplory czy bugaboo lub mima. Bo przecież przyjęło się, że skoro coś jest droższe to można krytykować, a potencjalnego kupca obrażać, pisać mu, że szpanuje, wózek jest ohydny i trzeba ciężko upaść na glowę by wydać takie pieniądze. Nie, nie mogę odbić piłeczki i napisać, że te wózki za 3 stówy są w moim mniemaniu brzydkie, niepraktyczne, ciężkie itp. bo wyjdę na głupią pizdę. One mogą, ja nie. Teoretycznie, w praktyce wzdycham, przewracam oczami, kilkam krzyżyk w prawym, górnym rogu i dalej przeglądam wózki, ciesząc się, że na drugi dziecko zdecydowałam się w momencie, kiedy mogę wybierać.

BĘDĘ KARMIĆ, ALE …

Chcę karmić piersią. Bardzo. Do około roku minimum, a najlepiej do tych dwóch, ale to już maks. Nie chcę jednak ciągle słuchać o tym co powinnam, a czego nie … Mam świadomość, że będzie kryzys, że mogę potrzebować pomocy laktacyjnej, a nawet wiem, że będę chciała zrobić wszystko aby nie zastosować mieszanki. Nie chcę jednak nikogo nad moją głową, ciągle powtarzającego co powinnam, a to pytanie skierowane w moją stronę “ale zamierzasz TYM RAZEM karmić?” z naciskiem na ,,karmić” doprowadza mnie do szału. Ja Jasia nie głodziłam. Karmiłam, tylko inaczej. Skutków ubocznych się nie dopatrzyłam. Jeszcze. I uważam, że każda kobieta ma prawo wyboru. Owszem – karmienie piersią jest najlepsze – niezaprzeczalnie – pomoc laktacyjna w Polsce leży i kwiczy, ale jeżeli kobieta nie chce karmić, to wcale nie musi. Tak po prostu …

BĘDZIESZ GRUBA.

Choć brzuch mam spory, Stanisław rośnie jak na drożdżach (jest tydzień większy), zaczynam go czuć naprawdę mocno (choć wcześniej czułam na tyle słabo, że nigdy nie byłam pewna, czy to jest TO), zminusowałam wagę. Pierwszy trymestr mnie wykończył.  Wśród moich bliskich są osoby, które same mi powtarzają, że “no teraz to zobaczysz” – czyli zobaczę siebie, w roli wieloryba. Słyszę, że pewnie do końca przywalę z 20 albo nawet 30 kilogramów , bo koleżanka cioci Mieci, tej wiesz od wuja Karola, to prawie 40 przytyła i też zaczynała z takim brzuchem, a poza tym ściemniasz i Twój gin ma wagę popsutą. Nie no spoko … Na każdą wzmiankę o tym, że sorry, ale mam zamiar przytyć z 12 góra 15 kilogramów, przy stole rozlega się głośny śmiech, a ja czuję się jak skończona idiotka, bo przecież przede mną siedzą wieloródki, które wagi do dzisiaj nie zrzuciły choć minęło nawet i 10 lat i próbują mnie chyłkiem, jeszcze przed czasem wpuścić do swojego kółka-nadwagi-ciągnącej-się-miliony-lat i podać pomocną dłoń, której ja najnormalniej w świecie nie chcę. Więc ja – nie ścigam się z nikim, nie robię zawodów w wadze i mocno patrzę na to co jem, w jakich ilościach i tak dalej … Mam zamiar za rok o tej porze minusować wagę i wyglądać jak “dawniejsza Noemi” a nie jak jej słoniowata wersja.

… tak wam powiem, jeśli chcecie, że naprawdę Wam pierworódki współczuję.

 

KOMENTARZE (14)

  • Aga.
    Sie 26, 2016., 14:03 • Odpowiedz

    Opowiem Ci trochę o sobie. Urodziłam córkę w terminie, naturalnie, po 1,5 h od odejścia wód była na świecie, dziecko 3,5 kg, ponad 50 cm bez nacięcia, pęknięcia, a co za tym idzie bez blizny więc jeśli przyjdzie Ci rodzic SN to może nie będzie jednak tak źle 😊 Uważam, że cesarskie cięcie to również poród, nie ma co się rozwodzić jak trzeba tak to trzeba choć bałam się jej właśnie ze względu na ból po... Do wagi ''przed'' a nawet niższej dobilam po 3 miesiącach od porodu, przytyłam w ciąży ponad 20 kg, nie pokazały się żadne rozstępy. Nawet mi jakoś nie zależało na wyglądzie modelki co było widać po tym ile pochłaniam w ciąży 😂 po 16 miesiącach karmienia piersią zostały mi dwa naleśniki zamiast moich pięknych piersi, ale tak sobie myślę od czego są dziś lekarze, więc za rok wstawię sobie nowe, mówię Ci to, żebyś wiedziała, że są też dobre zakończenia 😄 ja miałam dużo szczęścia, doceniam to że dostałam od losu tak gładko przechodzona ciążę, poród, kp i cudowna córkę. I właśnie tego szczęścia życzę Tobie! Pozdrawiam ciepło!

    • Justyna
      Sie 26, 2016., 14:24 • Odpowiedz

      Hej. Tak sobie pomyślałam że się dopisze. Jestem po cesarce. Ze wskazań medycznych, zagrażająca zamartwica płodu. Ból po... hm... ja bardziej cierpiałam z bólu głowy po znieczuleniu zewnątrz oponowym niż z rzeczywistego bólu szwów i później blizny. Fakt obkurczanie się macicy czułam fest bo wtedy szwy ciągnęły. Po 7 latach blizny praktycznie nie ma. Chodzę normalnie w bikini na plaży i nikt nie wie nawet, że miałam cesarkę (chyba że spyta). Rozstępów też nie mam. Chociaż mówili, że przy takim chudzielcu jakim jestem będę mieć brzuch w kratkę. Nie ma nawet jednego. :) Ale tak jak napisałam poniżej. Każda ciąża jest inna, każdy poród jest inny. I każda mama wie najlepiej co jest najlepsze dla jego dziecka. Noemi życzę powodzenia by przy Staśku wszystko było tak jak sobie zażyczyła...

  • Justyna
    Sie 26, 2016., 14:15 • Odpowiedz

    To siem skomentuję :) Otoż jestem pierworódka, aczkolwiek zmierzam dniami sztuk 209 według aplikacji do drugiego porodu... Moja córa jest w wieku Twojego Jaśka. I powiem szczerze, że raczej mnie tak nie zasypują pierdołami co ze mną będzie czy nie będzie. Chociaż... Niedoszła bratowa mojego Onego (pierworódka rocznego malucha). Zaczęła mi gadać jak to właśnie teraz będzie. Krótko ja zgasiłam tekstem, że ja już mam dziecko i WIEM jak to będzie. :) Chociaż ta ciąża do poprzedniej nijak się ma, haha. :D 12 kg w z córką, zero nadwagi ( od lat borykam się z niedowagą) Na dobrą sprawę w ciąży ważyłam tyle ile powinnam normalnie :) Jak będzie teraz??? Czas pokaże. Ja Ci powiem tak. Olej to głupie gadanie. Sama doskonale wiesz co Cię czeka. A przede wszystkim każda ciąża jest inna ;) więc niech te mądrale schowają się w swoim świecie stereotypów. a ty rób swoje tak jak uważasz za słuszne. ;)

  • Matka po przejściach
    Sie 26, 2016., 14:16 • Odpowiedz

    O rety! No to ja się ogromnie cieszę, że w żadnej z trzech ciąż, nie usłyszałam nawet jednej ''dobrej'' rady, czy sugestii. Co innego jak już dzieci były na świecie-wtedy to nawet obcy wiedzieli lepiej, kiedy mam założyć czapeczkę i że mojemu dziecku na pewno jest za zimno albo na pewno płacze, bo jest głodne itd. itp.

  • Matka dziecka z probówki :)
    Sie 26, 2016., 14:21 • Odpowiedz

    Uwielbiam Cie! Jestem żoną od 6 lat. Jestem pierworódka :). Matka dziecka poczętego metoda In Vitro :). Myśle, ze najszczęśliwsza, a zarazem cholernie bojąca się o swój wspaniały sen... 31tc. Przytyłam tylko 0,5kg, choć nie należę do ułomków. Brzusio spory :). Na pytanie o wagę wszyscy robią wielkie oczy. Jak taki życiowy spaślak mógł przytyć tylko pół kilograma. Szok. "Wózek bedzie kosztował tyle co auto mojego syna. A używany ile?"(Nie chce dyskutować, ze mam w tym momencie w dupie używany wózek, bo moja córka niebędzie jeździła w używanym wózku, bo taniej!) O matko takie drogie łóżeczko! Kuzwa! To nasze pierwsze wyczekiwane od wielu lat dziecko! Nie "zrobione" dla 500+. Kosztowało nas majątek i zszargane emocje, nie nerwy. Przeszliśmy wiele. Tak jak Ciebie niezwykle wkurzają mnie wszyscy, którzy chcą mi zabrać moje szczęście! Pouczać nas, ze pościel z pepco jest tak samo dobra jak z la milou. W dupie mam czy dobra. Ma mi sie podobać! Ze zobaczycie jak bedzie następne, to juz tak je będziecie szaleć! Szkoda kasy. Nie czytaj tego to bzdury. Lepiej zapytaj mnie... Nikt nigdy nie zagwarantował nam, ze drugie dziecko pojawi sie na świecie. Dziękuje, ze jesteś! Byle jak najwiecej takich kobiet! Z dystansem mimo swojego bagażu doświadczeń :) Całuje

  • Magda
    Sie 26, 2016., 14:48 • Odpowiedz

    Te komentarze, typu "Oo teraz to Ty się przekonasz, co to ból" (mam w domu psa i kota) "O teraz to będzie sprzatania, prrzyzwyczajaj się do brudnej podłgi" Serio? Nie lubię i nie zamierzam żyć w chlewie z dzieckiem. Ale i tak pytanie nr 1 jak ludzie dowiedzieli się, że jestem w ciąży (teraz to widać 32tc) " A co zrobicie ze zwierzakami?". A co mam z nimi zrobić? oddać do schroniska, zabić? Są, żyją, kocham je, będą dalej z nami mieszkać. Czy się nie boje? Niee. Ja boję się ludzi, którzy mogą zepsuć moją idee wychowania dziecka, nie zwierząt. Znajoma która skrytykowała mnie od stóp do głów że jak dziecko to nie zwierzęta, bo to zarazki bo to bo tamto.. ona jest w ciąży z drugim dzieckiem. Więc się jej zapytałam co zrobi z pierwszym.. po małej wymianie zdań zrozumiała, że dla mnie moje futrzaki są jak dzieci. I skoro dzieci na śmietnik się nie wywala, to znaczy, że żadnych. Ani różowych, ani futrzastych ! Noemi pieprzyć ludzi, którzy trują tylko życie innym dookoła. Wgl, dlaczego to kobieta jest pokazywana jako jakaś ofiara ? Kilogramy, cycki, rozstępy.. no życie..

  • A.
    Sie 26, 2016., 14:54 • Odpowiedz

    W drugiej ciąży trafilam do szpitala już po terminie. Po nocy spedzonej na przed porodowej sali poszłam do lekarza żeby dał mi coś na przyspieszenie. W nocy malam skurcze ale nad ranem ustały do zera. Nikt nie chciał decydować co dalej. Położna stwierdziła że już się na chodziłam po korytarzu i że coś trzeba zrobić. Inna Pani doktor zaproponowała przebicie worka owodniowego. Po przebiciu ledwo zdążyli mi łóżko naszykować. Po 20 minutach synek był że mną.

  • Mama Sergiusza
    Sie 26, 2016., 15:08 • Odpowiedz

    A ja, Droga Noemi, idę za ciosemi i przestaję się bać :). Mam nadzieję, że już niebawem zobaczę upragnione 2 kreski i będę mogła cieszyć się każdą chwilą embrionalnego życia mojej/jego drugorodnego. Miałam cesarkę, ze wskazań medycznych i drugi raz bardzo chce spróbować porodu SN, choć wiadomo, dobrobyt dziecka najważniejszy. Jestem też mamą dłuuuugo karmiącą - próbuje wreszcie odstawić mojego 2,5 letniego mlecznego potworka. Ale przede wszystkim jestem szczesliwą osobą - mam wspaniałego męża, zdrowego synka, cudny dom, prace, którą lubie. Wisienką na torcie będzie moja Anastazja albo Gustaw -się okaże :)

  • Eliza
    Sie 26, 2016., 16:08 • Odpowiedz

    Powiem tak, do czegoś się właśnie sama przed sobą przyznałam czytając ten tekst, szczerze i z pokorą, bo wiem, że jestem niedoskonała i wcale mi to nie przeszkadza w byciu szczęśliwą. Czuję ukłucie zazdrości a w głowie krytykuję osoby, które kupują drogie wózki, łóżeczka, akcesoria, bo sama chciałabym je mieć, ale mnie nie stać. Krytykowanie to w tej sytuacji pierwsza linia obrony, bo pozwala odjąć "fajności" osobie, która nas wprowadziła w poczucie mniejszości, chwaląc nam się czymś droższym/lepszym/ładniejszym niż nasze. To normalna reakcja, o ile zachowuję to dla siebie i po chwili uzmysławiam sobie, że fajnie, że ktoś ma powiedzmy pieniądze czy płaski brzuch (fajnie dla niego) i pewnie gdybym sama miała to też bym się "chwaliła". Kiedyś też mogę to mieć, jeśli będę ciężko pracować (bo ten czyjś sukces też jest okupiony trudnym wysiłkiem). Tylko trzeba umieć się do tego przyznać, a jeśli ktoś wypisuje lub mówi Ci takie rzeczy to oznacza głębokie kompleksy, niedowartościowanie i niedojrzałość. Ja z pokorą się przyznaję, ale po wewnętrznej rozmowie ze sobą przypominam sobie, że jestem w sumie nienajbrzydsza, skończyłam dobre studia, mam ślicznego syna z facetem, którego bardzo kocham i jest dla mnie najprzystojniejszy na świecie, mam gdzie mieszkać, czym jeździć i co wrzucić do garnka. Ale ja widzę swoje dobre strony, a niedojrzali ludzie ich nie dostrzegają, bo albo są malkontentami albo tych dobrych cech nie mają i nie chce im się na nie zapracować (bo naprawdę się da)

    • Noemi Pawlak
      Sie 26, 2016., 16:35 • Odpowiedz

      Jeden z chyba najlepszych głosów rozsądku, jakie kiedykolwiek przeczytałam w Internetach. Pokłony. Ja przechodziłam te same refleksje jak nie miałam pracy i kiepsko nam się finansowo żyło, ale doszłam do wniosku, że przecież wszystko w moich rękach i im z nieba nie spada.

  • Anka
    Sie 26, 2016., 23:02 • Odpowiedz

    Uwielbiam te wszystkie mądre rady mądrych kobiet - zauważ, że to właśnie od innych kobiet dostaje nam się najwięcej. Chociaż ja osobiście doświadczyłam tego w niewielkim stopniu. Ja 8 miesięcy temu urodziłam cudownego synka, przez cc. W tej chwili zostały mi 3 nadprogramowe kg, bo w ciąży przytyłam 27 kg, tak po prostu 😂 Na początku chciałam rodzić sn, karmić piersią. Ale jak się okazało, że mały jest za duży na moją filigranową budowę, po porodzie mogę nie chodzić przez 3 miesiące, to zaczęłam walczyć o tę cc dla jego dobra, bo co by było, gdyby coś mu się stało podczas porodu. Ból po był okropny, najgorszy po znieczuleniu. Na szczęście mam wspaniałego faceta, który nie odstępował nas na krok w szpitalu, przez cały czas. Mieliśmy wspólny pokój, tylko dla nas. Polecam. Oczywiście ktoś powie, że za to słono się płaci, ale to jest warte tych pieniędzy. Że mamy prywatność w takiej chwili, że nie muszę sama chodzić do pielęgniarki, że ma mi kto pomóc pod prysznicem. I jest cały czas. Karmienie piersią - poddałam się po 3 miesiącach. Na początku dramat, mało pokarmu, w ruch poszło mm, dokarmianie. Nie miałam wyboru. Moja znajoma położna powiedziała mi, żeby nie rwać włosów z głowy, czasami tak jest, że mimo picia różnych swinśtw, hektolitrów wody, odpowiedniej diety i jechaniu godzinami na laktatorze pokarmu nie ma. I nie przeskoczę tego. A rozstępy, no cóż, pojawiły się u mnie w ostatnim tygodniu ciąży. I wiem, że mój mąż nie zdradzi mnie z tego powodu. Zawsze mówi, że on byłby nikim beze mnie i małego. Nie wyobrażamy sobie życia bez siebie, a czym jest brzuch i rozstępy przy zrozumieniu, miłości i akceptacji. Jakim kołkiem trzeba być, żeby nie rozumieć tego, że po porodzie i karmieniu ciało nie będzie takie samo. A jeszcze co do babskiego wsparcia, to mam go najwięcej od dziewczyny, która leżała ze mną na sali przedporodowej i zakumplowałyśmy się bardzo. Nasi chłopcy urodzili się tego samego dnia 😀 Także są jeszcze normalne kobiety, które na sali pooperacyjnej, kiedy wyjesz z bólu napiszą Ci smsa, że będzie dobrze. I jest. Girl Power 😉

  • Fabba
    Sie 28, 2016., 14:47 • Odpowiedz

    Czytam czytam czytam i typowa racja. Jestem w 18 tygodniu pierwszej ciąży. W życiu nie zaznalam objawów pierwszego trymestru i gdyby nie rosnący brzuch (już dosyć spory, tylko "jak możesz mieć taki brzuch w tak wczesnej ciąży?!" -no halo to chyba nie ode mnie zależy w pewnym stopniu) i brak okresu to nie wiedziałabym że jestem w ciąży. Teściowa mnie straszy że to jest na pewno coś nie tak, że nie przytyłam jeszcze ani jednego kilograma. Moja mama twierdzi że te łaskotanie w brzuchu to NA PEWNO jelita. Mąż tylko z przerażeniem patrzy na rosnący brzuch i głowi się co będzie za 4 miesiące, ale wciąż mówi że jest słodki ;) a ja? Ja tylko czekam na kolejne usg bo mogłabym patrzeć na mojego szkraba godzinami :) wiem, że przez tą ciążę sama nie przejdę, więc chwila u Pana doktora wynagradza mi wszystko :)

  • Magdalena
    Sie 30, 2016., 13:26 • Odpowiedz

    Dawno nie czytałam tak genialnego tekstu! Im więcej Panią czytam to mam natchnienie i zaczynam pisać w komentarzu tyle, ze stwierdzam w końcu ze przegielam i wszystko usuwam haha :) w skrócie: wszystko co napisane w tekście przeżyłam, bo jestem mamą jedynaka, do tego dla nie których za młodą (mam 22 lata i synka 1,5 roku) i na ten temat tez wiele usłyszałam. Ale nie ma co się przejmować a w szczególności brać do siebie, bo wyjdzie się na tym gorzej niż tragicznie... każda z nas ma swój niepowtarzalny instynkt macierzyński i dla swojego dziecka i siebie również zrobi to co sama uważa za słuszne :) !

  • lavinka
    Sie 31, 2016., 21:28 • Odpowiedz

    E, zależy od podejścia. W mojej ciąży ani trochę nie czułam presji na cokolwiek. Może dlatego, że większość moich znajomych to faceci, a może dlatego, że ja się z tego po prostu śmieję. Wchodzenie dla beki na forum gazetowe Ciąża i Poród było kiedyś moją rozrywką. Śmieszkowanie z tych wariatek naskakujących jedna na drugą długo było moim hobby. To była doskonała szczepionka. Propaganda laktacyjna to jakieś kuriozum, bo ze zwykłej, naturalnej czynności, jaką jest karmienie piersią, zrobiono religię. Doszło do tego stopnia, nie żartuję, że dziewczyna na spotkaniu chustowym przeprasza (sic!), że karmi swoje dziecko butelką (mlekiem z piersi odciągniętym, kwestie nietolerancji laktozy i paru innych niezależnych od niej rzeczy). Wyobrażasz sobie? Teraz naprawdę strach się przyznać, że karmiło się krócej niż rok, a co dopiero, że krótko lub w ogóle. Co się słyszy? Za mało się starałaś. Za szybko zrezygnowałaś. Taaa, dziecko odwodnione, podłączone do kroplówki, pokarm z piersi znika sam z godziny na godzinę, pijesz pięć litrów dziennie płynów, sikasz co 15 minut (nie żartuję), ale za mało się starasz. Ręce opadają. A potem zdziwko, że pojawiają się w sieci dowcipy, że wraz z łożyskiem kobiety wydalają kawałek mózgu. Czasami jak czytam wypowiedzi co niektórych, to mam wrażenie, że nie miały czego wydalić, bo między uszami hula wiatr.

ZOSTAW KOMENTARZ

loading
×