NIK rozwiewa złudzenia. Standardy bez standardów na porodówkach.

Za dosłownie pół roku ten temat będzie mnie dotyczył bardziej niż powinien. Bo jeszcze 2 lata temu sądziłam, że dotyczyć mnie nie będzie nigdy więcej. Co w tym wszystkim druzgocące, raport NIK wcale mnie nie pocieszył, bo  jest wyjątkowo koszmarny mimo, że Fundacja Rodzić Po Ludzku działa już od dwóch dekad.

MALI CESARZE.

NIK dziwi fakt, że 47% kobiet ma cesarki. Nie, nie myślcie sobie, że prawie co druga kobieta ma do niej wskazania. Wskazania ma pewnie zaledwie 15 może 25%. Reszta żąda cesarza na życzenie. Nie za darmo rzecz jasna. W szpitalach publicznych wbrew pozorom też się za to płaci – od 1500 złotych w górę. Cennika owego nie znajdziesz na żadnej stronie internetowej szpitala publicznego, ale dla pacjentek z danych szpitali jest on tak jawny jak menu w restauracji.

Dlaczego matki w Polsce decydują się na taki krok, zamiast porodu naturalnego, który i dla nich i dla dziecka jest o wiele lepszy, kiedy nie dochodzi do komplikacji? Kontrolerzy dowiedzieli się, że nadal na porodówkach można spotkać się z zakazanym chwytem Kristellera (czyli przyspieszaniu porodu za pomocą mocnego naciskania na brzuch rodzącej). Do tego tylko w teorii obowiązuje “Karta Porodu” a ochrona krocza jest pojęciem wręcz mistycznym. O wielogodzinnych porodach bez znieczulenia również jest wiele, mimo iż NFZ płaci placówkom 416 złotych za każdy przypadek podania znieczulenia zewnątrzoponowego. 20 na 24 skontrolowane placówki w ogóle tego nie wykonywały. Kobiety po prostu boją się rodzić naturalnie.

 

ROZLANE MLEKO.

O tym, że w wielu placówkach wylewa się mleko matki do zlewu – na dodatek na oddziałach neonatologicznych – pisałam już jakiś czas temu. O TU. NIK ustalił, że aż 38% dzieci otrzymuje mleko modyfikowane po porodzie, brakuje wsparcia laktacyjnego i tylko dwa skontrolowane szpitale nie praktykowały sztucznego karmienia.

W raporcie czytamy prawdopodobny powód:

“W ocenie NIK wpływ na częste podawanie mleka modyfikowanego noworodkom może mieć atrakcyjna cena preparatów dostarczanych do szpitali w stosunku do ceny rynkowej (ok. 3 zł). W latach 2013–2015 producenci i dystrybutorzy dostarczali je bowiem za symboliczną opłatą od 0,01 zł za jednorazową buteleczkę o pojemności 90 ml (ze smoczkiem) lub nawet bezpłatnie.”

 

I czy kogoś dziwi, że Polki nie karmią piersią tak jak zaleca do WHO do minimum 6 miesięcy? NIK przeanalizował karty pacjentów w kilkunastu szpitalach, gdzie w niektórych dokarmiano 100% dzieci. Pytanie jakie się rodzi i nasuwa się samo brzmi: “Ile matek nawet o tym nie wiedziało?

 

INTYMNOŚĆ.

Okazuje się, że nadal są w Polsce sale porodowe, gdzie rodzące są odgrodzone tylko parawanami. XXI wiek, jakby ktoś zapomniał.

Tylko osiem z 29 skontrolowanych oddziałów, 14 spełniało wymogi określone w rozporządzeniu w sprawie wymagań jakim powinny odpowiadać pomieszczenia podmiotu leczniczego, dotyczące wyposażenia i sposobu urządzenia zespołów porodowych i sal chorych w oddziałach położniczych. (…) Niektóre z sal porodowych lub gabinetów badań w 16 szpitalach zorganizowano w sposób niezapewniający pacjentkom prawa do intymności i godność. (…) Np. w 12 skontrolowanych oddziałach łóżka porodowe w salach wielostanowiskowych oddzielono głównie parawanami, niegwarantującymi zachowania prawa do intymności, m.in. ze względu na obecność w trakcie porodu osób bliskich innym pacjentkom.

Cały raport NIK tu.

Za pół roku sama wyląduje na porodówce z innym podejście do świata niż w momencie rodzenia Jana, co najlepsze zamierzam rodzić w tym samym szpitalu, mimo iż wtedy traktowano mnie fatalnie. Z uwagi na fakt, że mam tam wysoko postawionego lekarza kompletnie nie potrafię sobie wyobrazić by teraz było mi gdziekolwiek lepiej. Cały czas dojrzewam do porodu naturalnego, choć słowo Wam daję, jestem jeszcze na pograniczu załatwienia sobie zaświadczenia od lekarza, że sorry-memory, ale tylko cesarz. Z drugiej strony o tym wszystkim lekarz zadecyduje jutro a i tak decyzja będzie należała do mnie. Byłam przy porodzie naturalnym w marcu, w którym Plan Porodu diabli wzięli, a w pewnym momencie zamiast wziąć matkę na cesarkę, zastosowano vacum i dziecko dostało naciągane 5 punktów. Takich niespodzianek wolałabym uniknąć.

Szpital w którym chcę rodzić jest oddalony o 50 kilometrów od mojego miejsca zamieszkania, ale chyba opłacalnie jest dojechać. Szpital w Śremie traktuję jako ostateczność, kiedy będę wiedziała, że po prostu nie dam rady dojechać, a rodzenie gdzieś w lesie nie bardzo mi się widzi. Boję się porodu jak diabli,a z każdym kolejnym tygodniem zbliżam się do tego momentu ze zdwojoną siłą. Jedyne co ciągle mnie nie przekonuje przy cesarce, to wolniejszy powrót do siebie niż po porodzie naturalnym. Ciągle mam przed oczami siebie, która w przeciągu kilku dni po porodzie z Janem miała więcej powera niż kiedykolwiek w życiu,a mój stan fizyczny był naprawdę na najwyższym poziomie mocy. I liczę, że tym razem będzie podobnie. Ale nie w pojedynkę, a z tym, który zmajstrował.

KOMENTARZE (11)

  • tarapatka
    Lip 28, 2016., 15:23 • Odpowiedz

    Niestety statystki i dane są przerażające. 3 miesiące temu urodziłam syna i będąc w ciąży starałam się nie myśleć za dużo o porodzie niż to konieczne. Na szczęście trafiłam do szpitala, gdzie pracuje kompetentny personel, dzięki któremu nie tylko miałam w miarę znośny poród naturalny, ale również późniejszą opiekę i wsparcie pod kątem karmienia synka. Choć i tak uważam, że w każdym mieście powinna być co najmniej jedna poradnia laktacyjna, która będzie służyła pomocą młodym mamom, tymczasem takowych jest naprawdę mało i dodatkowo za każdą wizytę trzeba płacić...nie oszukujmy się, nie każdą mamę na to stać, w efekcie karmienie piersią idzie w odstawkę i do akcji wkracza mm. Szkoda. Wielka szkoda.

  • Mariola
    Lip 28, 2016., 16:17 • Odpowiedz

    najwazniejsza przy porodzie jest dobra polozna. Lekarza najczesciej przy porodzie nie ma mimo, ze chodzisz na wizyty prywatnie. Niestety

    • Noemi Pawlak
      Lip 28, 2016., 16:33 • Odpowiedz

      Jeżeli lekarz jest ordynatorem na porodówce to jego naprawdę tam nie musi być. ;)

  • Monka
    Lip 28, 2016., 17:52 • Odpowiedz

    No to jest fakt-wystarczy odpowiedna pieczątka na karcie ciąży i już inaczej traktują,czas się znajduje dla pacjentki, miejsce... dlatego zawsze przekonuje znajome że podstawą przy wyborze lekarza prowadzacego jest to w jakim szpitalu pracuje - i odwrotnie - najfajniejszy szpital, idac "z ulicy" może się okazać pomyłką... Taki mamy klimat...

    • Noemi Pawlak
      Lip 28, 2016., 18:11 • Odpowiedz

      Nie rodziłabym na Polnej bez lekarza prowadzącego tam. Ba! Bez wysoko postawionego tam lekarza, dlatego, że wiem niestety jak wygląda tam opieka osób z zewnątrz i jak często są to kobiety odsyłane do innych placówek "bo nie ma miejsca". W momencie zdecydowania się na ciąże miałam do wyboru albo płacenie o 100 złotych mniej za prowadzenie ciąży na miejscu, wiedząc, że jak się coś zacznie dziać to i tak będą mnie musieli umieścić na Polnej i nie będę miała się do kogo odezwać, bo tam nikt nie będzie "mój", albo płacić o tą stówę więcej, wiedząc, że jak coś, to po pierwsze: lekarz, po drugie: lekarz, po trzecie: lekarz. Po prostu wyszłam z założenia, że wykupuję sobie dobrą opiekę. Mam lekarza 24h pod telefonem.

  • Karolina
    Lip 28, 2016., 18:53 • Odpowiedz

    Rodziłam 3 miesiące temu i na sali porodowej super miły lekarz i cudowna położna. Mimo tego że byłam mega przerażona tak, że płakałam i mówiłam że nie dam rady. To położna i mąż dali radę i przekonali mnie że dam i poszło już w miarę sprawnie. Gorzej było na oddziale po pierwszym obchodzie usłyszałam dziecko głodne = dokarmiać, to moje pierwsze dziecko więc nie miałam pojęcia o przystawianiu, rozkręcaniu laktacji itp. Bardzo mnie to zestresowało, dopiero na zmianie gdzie była starsza położna miła i bardzo pozytywna pokazała co i jak i powiedziała, że jak się w domu uspokoję to mleko będzie i faktycznie było. A w szpitalu Ona i jeszcze jedna młoda były u mnie dużo razy i pomagały wspierały itp. W tym szpitalu to dokarmianie to był standard prawie każda kobieta miała dokarmić...

  • Aneta
    Lip 28, 2016., 21:25 • Odpowiedz

    W 2009 roku urodziłam na Polnej córkę, nie chcę pamiętać tego koszmaru. Na długo wybiło mi to z głowy chęć posiadania kolejnego dziecka. Zdecydowałam się po 6 latach, wybierając lekarza prowadzącego tym razem wiedziałam, że nie może być to lekarz z Polnej. Najpierw odwiedziłam inne szpitale, przeszukałam wszystkie fora tematyczne i stanęło na Raszei. Jak dla mnie był to strzał w dziesiątkę. Cudowny poród, pomimo stresu bo rodził się wcześniak. Od początku do końca aktywny przy asyście męża i cudownej położnej. Intymny, ciepły niemal domowy. Po porodzie Janek trafił na neonatologie, mogłam być z nim cały czas, codziennie walczyłam o każdy mililitr mleka, ale słyszałam tylko, że dam radę, że napewno się uda. Długo by opowiadać, niech najlepszą puentą będzie to, że po powrocie do domu tęskniłam do tego spokoju jaki dawał mi personel, każda położna, każdy lekarz.

  • natalia
    Lip 29, 2016., 08:47 • Odpowiedz

    Naciskanie na brzuch, rutynowe naciecie krocza, brak mozliwosci rodzenia w innej pozycji, dokarmianie... na papierku wszystko ladnie wyglada ale na polskich porodowkach jeszcze wiele musi sie zmienic. Noemi, zycze Ci zeby Twoj porod odczarowal ten pierwszy i byl dobrym wspomnieniem o cudzie narodzin. Powodzenia !

  • Magda
    Lip 29, 2016., 11:42 • Odpowiedz

    Ja rodzilam piec lat temu w Lublinie, nie otrzymalam zadnej, powtarzam ZADNEJ pomocy w najgorszych momentach przed porodem. Nie wpuszczono mojego meza na sale chociaz bylam tam sama, nikt do mnie nie zaszedl, nie zapytal jak sie czuje, nie podal szklanki wody, a najwazniejsze, ze nie wytlumaczyl co sie ze mna dzieje. Jedyny moment kiedy nie bylam sama to gdy salowa przyszla do mnie poskarzyc sie na mojego meza ze czeka na korytarzu i nie daje sie przegonic do domu. Byla bardzo niegrzeczna krzyczsc na mnie kiedy mnie zwijalo z bolu. Rozdzielono nas jako rodzicow i pozostawiono samych sobie. Polozna i pielegniarki przybiegly dopiero kiedy krzyknelam, ze syn juz wychodzi. Wtedy okazalo sie, ze glowka juz wystaje i nawet mnie nie przeniosa na fotel porodowy, bo na to za pozno wiec moj syn urodzil sie na lezance pod toaleta. Potem spedzilismy pierwsza wspolna dobe na korytarzu gdzie ciagle nas mijaly inne pacjentki, pielegniarki i osoby odwiedzajace...tuz pod toaleta, a jakze. Potem bylo nas dziewiec na jednej sali i zero miejsca czy poszanowania dla intymnosci . Ja mialam szczescie, ze sobie radzilam milo, ze to zylo moje pierwsze dziecko. Ale byly kobiety, ktore sobie nie radzily, mialy zastoje, dzieci nie chcialy ssac, plakaly...nie bylo tam nikogo do pomocy. Zadna polozna czy pielegniarka nie pomogla, nie doradzila...bylo mi tych kobiet strasznie zal. Trzy lata pozniej rodzilam blizniaki, mialam wlasna sale i polozna byla caly czas ze mna, bylam masowana, zagadywana, uspokajana...lekarz przyszedl do mnie dwa razy zeby dokladnie omiwic wszystkie opcje. Podczas podawania znieczulenia dwie studentki masowaly mi plecy zeby mi bylo latwiej a podczas samej cesarki jedna z pielegniarek trzymala mnie za reke przez caly czas. Zawolano mojego meza i pozwolono mu byc ze mna caly czas. Podano mu dzieci niemal od razu i zostal z nimi caly czas kiedy mnie zszywano. Rozmawiali ze mna, pytali jak sie czuje i nie przezstawali zartowac ale tez wyjasniac na bierzaco co sie teraz dzieje. Na sali bylo nas 6 a polozne byly ze zlota...przejedna z nich spedzila ze mna cala noc odciagajac strzykawka mleko prosto z moich piersi i podajac je maluchom. I caly czas mnie chwalily, dodawaly otuchy...Szkoda, ze to sie dzialo w innym kraju. Nie chodzi mi o to, zeby demonizowac Polske. Chcialabym tylko zeby i u nas zaczely obowiazywac takie standardy...dla tych wszystkich kobiet, ktore na to zasluguja.

  • Matka po przejściach
    Lip 30, 2016., 09:32 • Odpowiedz

    Jestem po dwóch cięciach i jednym porodzie dołem-bo siłami natury bym tego nie nazwała. Potwierdzam, że po cesarce dłużej człowiek zbiera się do kupy fizycznie, chociaż tez bez przesady, głównie w tej pierwszej dobie widać istotną różnicę. Ale doskonale rozumiem każdą kobietę, którą ogarnia strach przed porodem naturalnym. Bo jak słusznie zostało to ujęte w tekście, poród SN jest lepszy dla matki i dziecka O ILE nie wystąpią groźne komplikacje. A tych niestety nie da się przewidzieć i mogą się pojawić nawet na finiszu książkowej ciąży. Obyś za pół roku Matko Prezesa opisała nam na blogu swój poród jako piękny początek życia 2.0. Nie ważne czy będzie to cc czy sn.

  • Zbyszek
    Lip 30, 2016., 10:32 • Odpowiedz

    Ja też jestem zdruzgotany tym co widziałem na porodówce, a teraz postanowiłem się tym podzielić. Potwierdzam, jest tragedia: Zachęcam do przyjrzenia się naszej historii: https://mlodytata.pl/newsstyle/dlaczego-w-polsce-opieka-okoloporodowa-wyglada-fatalnie/

ZOSTAW KOMENTARZ

loading
×