Houston, mamy problem!

Kiedy zrobiłam pierwszy test i wyszła jedna kreska kompletnie się tym nie przejęłam. Wyszłam z założenia, że jest za wcześnie by cokolwiek wykazać. Kiedy poszłam na pierwszą (w życiu) betę czekałam z wypiekami na twarzy. I kiedy beta była poniżej 5, coś we mnie pękło, mimo, że ktoś palił jeszcze ostatni płomyczek nadziei “trochę za wcześniej na betę, poczekaj.”  Prawdziwe piekło w moim życiu rozpętało się, kiedy okazało się, że ja sobie mogę chcieć. Ale niekoniecznie mi się uda.

Myślicie, że łatwo mi o tym pisać? Phi. Od wtorku biłam się z myślami czy w ogóle ten temat rozpocząć, no bo w sumie można mnie jeszcze pocieszyć, opowiedzieć historie pięcioletnich starań i dziesięcioletnich, a potem jeszcze anonimowo skomentować, że mam za swoje, mogłam się nie wypierać i to moja wina – serio, dzisiaj jest to ostatnie czego pragnę. Jutro, możesz mi cisnąć, dzisiaj sobie daruj. Dzięki.

Pamiętacie mój wpis o zapaleniu jajników? Najzabawniejsze jest w tym wszystkim jest  to (choć to już łzy rozpaczy), że ja jeszcze pozytywnie odebrałam Szpital w Śremie i naprawdę byłam przekonana o ich kompetencji. I pewnie żyłabym nadal w tej błogiej nieświadomości, patrząc na kolejne testy z jedną krechą, i widząc jak wbrew mnie  co dwadzieścia osiem dni, jak w zegarku pojawia się to co pojawić nie powinno, gdyby nie wtorkowa wizyta. Teoretycznie kontrolna, w praktyce … miałam poznać lekarza, który miał prowadzić moją wersję 2.0. Pan profesor. Jeden z najlepszych w Wielkopolsce. Człowiek-Anioł, fenomen, ten, który prowadził niejedną trudną ciążę i ma na swoim koncie masę sukcesów. I nagle to wielkie uuuuuupsssss … Houston, mamy problem!

Przede wszystkim ja nie miałam zapalenia jajników. Cokolwiek to było, na pewno nie było związane z zapaleniem przydatków. Fakt ten mogę potwierdzić chociażby wypisem ze szpitala, opisem jajników z USG i … CRP, które nie przekraczało 3, co oznacza, że żadne zapalenie nie miało miejsca. Czy muszę dodawać, że przez prawie tydzień podłączona byłam pod końskie dawki kroplówek, a kolejne dwa tygodnie próbowałam wrócić do żywych, bo nawet giry odmawiały mi posłuszeństwa?

Po siedmiu latach (tak, siedmiu, praktycznie co do dnia!) dowiedziałam się więcej na temat powodów pęknięcia pęcherza niż przez ostatnie lata. Możemy snuć kolejne teorie (mniej, lub bardziej spiskowe!) ale jak dotąd nikt z  lekarzy nie kwapił się by sprawdzić, czy ja TAM jestem dobrze zbudowana. Każdy skupił się tylko na kwestii zakażenia i bakterii, których nigdy nie miałam (zostało przeprowadzone pierdyliard badań w tym kierunku w dwóch różnych szpitalach).

Kolejna kwestia ta najważniejsza – nie pękają mi jajeczka. Ani nie pękło w tym miesiącu, ani w poprzednim. Co do wcześniejszych miesięcy nie mam pojęcia, bo nikt tego nie sprawdził. Tu pojawiła się propozycja zrobienia po 3-4 cyklach HSG – dla tych, którzy nie wiedzą co to, można kliknąc o TU.

Czy mnie to przeraża? Nie. Mnie to wkurza. Wkurza mnie, że kiedy wreszcie się przełamałam, poukładałam wszystkie sprawy w jedną całość, przepracowałam wiele emocji (bardzo wiele!), zrozumiałam jeszcze więcej i skupiłam się na dobrej roli przyszłej ciężarówki, zaczęły się problemy, których przeskoczenie kosztuje mnie masę nerwów. Pieniędzy już nawet nie liczę. Mam wrażenie, że każda kolejna stówa jest jak niezauważony pyłek w świecie absurdu do którego właśnie dotarłam.

Patrzę na kwas foliowy w kuchni, witaminy dla kobiet w pierwszym trymestrze/planujących ciąże i inne czary mary i mam ochotę cisnąć nimi do śmietnika. Na cholerę mi to łykanie od początku roku? Na cholerę mi to odmawianie nawet cukierków z alkoholem “bo nie wiem na czym stoję,” męczenie się z kaszlem i katarem “bo przecież mogę być w dwupaku i szkoda zaszkodzić gripexem?” Wreszcie na cholerę mi te wszystkie przygotowania szukanie nie wiadomo czego, jak nagle okazuje się, że to w szpitalu odwalili największą kupę, na co nie miałam wpływu, ufając im, bo przecież jest ich wielu, a ja jedna, to się mylić nie mogą?

Ale mam dwa atuty. Jasia i czas. Niezaprzeczalnie mam kurwa jego mać: czas.

Zaczynam niedługo walkę … i właśnie czuję kolejny raz ciążącą niesprawiedliwość od losu.

 

KOMENTARZE (13)

  • ja-matka
    Kwi 29, 2016., 16:28 • Odpowiedz

    Długie i męczące starania o Kajtka, jedno poronienie, jedno zagrożenie ciąży pozamacicznej, strach, lęk, łzy - milion zrobionych testów, zastrzyki, hormony, seks na czas, beta hcg śniła mi się po nocach, na końcu jest ON, to dodaje skrzydeł <3 Dziś wiem, że porządny i zaufany lekarz to podstawa, dużo spokoju i cierpliwości i dwie krechy pojawią się na teście.

  • Not So Serious Mom
    Kwi 29, 2016., 17:03 • Odpowiedz

    Trzymam kciuki bardzo mocno Noemi, żebyś jak najszybciej zobaczyła dwie kreski, a później 9 spokojnych miesięcy i szczęśliwy finał z wersją 2.0 :)

  • Niki
    Kwi 29, 2016., 17:07 • Odpowiedz

    Czasami mam wrażenie, że wujek Google mnie serio lepiej zdiagnozuje, niż lekarz... Trzy lata leczenia niedoczynności tarczycy. "Podręcznikowe USG", "Coraz lepsze wyniki", "Wszystko jest w porządku". Poszłam do innego lekarza, oczywiście prywatnie, żeby potwierdzić słowa pani doktor. I co? "Dziewczyno jest źle. Jest bardzo źle." Okazało się, że nie mam połowy tarczycy (na początku leczenia u tamtej lekarki miałam całą, ale źle dobrane leki), mam zaawansowane Hashimoto, przeciwciała mam takie, że zaczęły mi atakowac stawy, serce, cały organizm ogólnie. Gdybym nie zmieniła lekarza, nigdy nie mogłabym mieć dzieci, a nawet gdybym w ciążę zaszła, to nie miałabym szans donosić.

  • Misako
    Kwi 29, 2016., 17:12 • Odpowiedz

    Nie napiszę nic mądrego i pocieszającego, bo nie jestem w Twoich butach. moja pierwsza(i chyba jedyna?) ciąża mimo diagnozy poronienia dala mi moją wspaniałą córkę, muszę jednak przyznać dziewczyny, że czytając wasze (np.Bakusiowo)wpisy to czuję ulgę, że ja nie mam w sobie potrzeby posiadania większej liczby dzieci. Nie miałaby sił po trudnej ciąży walczyć o samą ciąże. Ale za ciebie MP trzymam kciuki, ale przede wszystkim mam nadzieję, źe masz w sobie siły, aby walczyć i mieć nadal uśmiech na ustach.

  • BeeMammy
    Kwi 29, 2016., 17:26 • Odpowiedz

    Zycie bywa cholernie niesprawiedliwe. Niestety. Tylko psychike trzeba miec nie do zdarcia

  • Pat
    Kwi 29, 2016., 17:28 • Odpowiedz

    Poruszył mnie Twój post. Bardzo. Mam za sobą 7 lat starań o dziecko. Zaczęłam jako 23-latka z mętnym pojęciem o owulacji, urodziłam dziecko chwilę przed 30-tymi urodzinami po drugim podejściu do in vitro. Nie chcę Ci pisać, że inni mają gorzej, dłużej itp. Nie o to chodzi. Z perspektywy moich zmagań z niepłodnością mogę jedynie poradzić Ci, żebyś trochę odpuściła. Przeszłam wszystkie etapy starań, od mierzenia temperatury i seksu w określonym czasie, przez wiarę w cudowne poczęcie i modlitwy, zioła i medycynę alternatywną, po totalne olanie wszystkiego i nie dbanie o swoje zdrowie. Moją receptą na sukces okazał się dobry lekarz oraz SPOKÓJ I AKCEPTACJA. Doszłam do wniosku, że moje życie nie może być warunkowane tym, że będę albo nie będę matką. Mogę być dobrą żoną, córką, przyjaciółką, pracownicą... i też będę szczęśliwa. Postanowiłam, że skorzystam z tego, co nowoczesna medycyna proponuje aby mi pomóc, ale nie dam zawładnąć chęci posiadania dziecka moim życiem. Znam osobę, która na to pozwoliła. Jest teraz wrakiem kobiety... Chcę przez to powiedzieć, żebyś nie marnowała swojego czasu na nakręcanie się. Pij dobre wino, nie martw się wziętą aspiryną, bądź szczęśliwa i ufaj lekarzowi, skoro wiesz że jest dobry. Dziecko najpewniej przyjdzie, masz na to duże szanse. Ale nie możesz tego zaplanować, nie możesz o wszystkim decydować. Wiem, że nie wierzysz w Boga, ale moja wielka lekcja od życia jaką dostałam to "jeśli chcesz rozśmieszyć Boga to powiedz mu o swoich planach". Pozdrawiam

  • Magda
    Kwi 29, 2016., 18:06 • Odpowiedz

    Hej ! Głowa do góry ! Masz cudownego synka i na pewno jest Ci pisany drugi bobas! Ta droga bedzie wynagrodzona. Przesyłam same dobre emocje z dwupaku i czekam tu na wipis ze sie udało !!

  • Moniśka
    Kwi 29, 2016., 19:08 • Odpowiedz

    Pierwszy syn był nieplanowany , ciąża przebiegała bez komplikacji i poród również...po 2 latach kiedy wreszcie udało mi się przekonać męża że to najlepszy moment na drugie dziecko zaczęły się schody , najpierw pół roku starań i każdego miesiąca to wyczekiwanie na dwie kreski i ciągle nic . Zaczęłam się już zastanawiać czy wszystko ze mną ok i nagle udało się były dwie kreski , radość dziadków i radość nasza ale niestety nie trwała zbyt długo 4 tydzień poronienie tzw samoistne , lekarz nawet nie zobaczył śladu po ciąży...załamałam się ale lekarz pocieszył mnie że to często się zdarza , że nie ma co się martwić jestem młoda , wystarczy że odczekam jeden cykl i możemy starać się ponownie...nie doczekałam tego jednego cyklu i ponownie zaszłam w ciąże czułam , że znowu dojdzie do poronienia bo przecież macica nie zdążyła się zregenerować po ostatnim poronieniu i tak też się stało tylko troszkę później w 8 tyg , zdążyłam zobaczyć bicie serduszka , 3 dni w szpitalu próbowali jeszcze uratować maluszka, ale nie udało się....siłę dawał mi synek i mąż ale postanowiłam , że nie będziemy się już starać bo bałam się ,że nie wytrzymam kolejnej straty...bardzo chciałam mieć drugie dziecko ale strach przed kolejnym poronieniem był większy i wtedy bez starania po 6 miesiącach od poronienia pojawiły się znowu dwie kreski od razu umówiłam się na wizytę do najlepszego ginekologa w moim mieście i dzisiaj mój brzdąc ma 7 miesięcy :) Także nie poddawaj się i walcz :) Jeśli pragniecie drugiego dziecka to na pewno się uda :) Powodzenia życzę

  • Magda
    Kwi 29, 2016., 21:12 • Odpowiedz

    Nie miałam problemu. Nie miałam też świadomości, że kobieta bez żadnych problemów może nie zachodzić w ciążę od razu. Bo na pewno musi byc problem, choroba-cokolwiek co utrudnia zajscie w ciążę. Córka poczęta została w 2 cyklu. Po 2.5 roku chciałam by nasza rodzina się powiększyła. My chcieliśmy. Byliśmy gotowi. Na kolejną ciążę czekaliśmy 13 miesięcy. Najdluzsze. Co miesiąc nerwy czy mogę wziąć aspiryne czy nie. Czy beta brdzie wysoka czy zerowa. Płacz, pocieszenia pani w laboratorium. Przyszedł luty. Po 13 miesiącach 'wszystko jest w porządku starajcie się dalej' zobaczyłam najbledszą linię w życiu. A jednak serce biło mocniej niż po wystrzale adrenaliny. Było. Ono tam było! Po chwili kubel zimnej wody. 'Luzuj stara, jeszcze beta. Tu może nie być tak kolorowo'. W drzwiach zobaczyłam tylko uśmiech pani, która już nic nie mówiła. Zapytała, który raz? Współczucie mieszało się z chęciądania mi jakiejś nadziei. Niklej, ale jakiejkolwiek. Była cisza. Scisnela moje ramię. Następnego dnia. ... 34 razy . Tak. Dokładnie 34 razy wybierałam do niej numer i rozlaczalam się. Chciałam wiedzieć i nie chciałam. To nie było 10 czy 15 lat starań. Podziwiam te pary, które nie dają za wygraną. Ja byłam wykończona. I w końcu on. Jest. Pachnie tą świeżością. Jego oddech jest taki spokojny. Jego rączki takie maleńkie, ciepłe. Jest tu. Tobie a raczej wam życzę by to już minęło. By w końcu ten ch... czas nieszczęść minął. Żeby to życie pozwoliło na spokój. I by za rok o tej porze był już z wami wasz powiew świeżości. Te ciepłe rączki.

    • Pat
      Kwi 30, 2016., 09:08 • Odpowiedz

      Magda, czytam Twoją historię i wiesz co mogę napisać po 7 latach starań o ciążę? Najgorszy był dla mnie pierwszy rok, właśnie te comiesięczne nadzieje, oczekiwanie na owulacje, sygnały ciała że może zarodek się zagnieżdża, bety itp. Sama sobie robiłam jazdę, teraz to widzę. I to jest własnie problem nas-kobiet, same się nakręcamy do granic, taka emocjonalna karuzela to jest koszmar. Dlatego poruszył mnie post Noemi i napisałam powyżej o spokoju i akceptacji, bo moim zdaniem szkoda życia na takie wyczerpujące emocje. Im szybciej się do tego dojdzie tym lepiej dla siebie :-)

      • Magda
        Maj 01, 2016., 06:40 • Odpowiedz

        Masz rację, tylko czasami ciężko to zaakceptować. Choć wiem, że i u nas wszystko zmieniło się o 180 st kiedy sobie "psychicznie"darowalam.

  • Ola
    Maj 11, 2016., 19:26 • Odpowiedz

    Życie pisze różne scenariusze, ale myślę że jesteś młodą kobietą i jeszcze wszystko uda się wyregulować i ujrzysz upragnione dwie kreseczki;) I przeżyjesz drugą ciąże zrelaksowana i doczekasz do 40tc czego Ci życzę. Pozdrawiam

  • Z JEDYNAKA ZROBIĆ STARSZEGO BRATA! / rodzicielska publicystyka
    Paź 21, 2016., 19:00 • Odpowiedz

    […] zmienić, nigdy. Coś nas naszło i zanim zaczęliśmy “pierwsze próby produkcyjne” (zakończone niepowodzeniem …) dużo z Jasiem rozmawialiśmy. O tym czym jest rodzeństwo, czy chciałby rodzeństwo, o tym, że […]

ZOSTAW KOMENTARZ

loading
×