Z pozdrowieniami dla gazety: “Tydzień Ziemi Śremskiej”. Rzeź na porodówce istnieje.

Dostałam link od mojej dobrej znajomej, że oto Tydzień Ziemi Śremskiej jedna z dwóch lokalnych gazet, postanowiła podjąć się tematowi o rzeźni na śremskiej porodówce. Wow! Tym samym, uznałam, że wydanie całych 2 złotych i 80 groszy, jest warte zrozumienia, cóż też takiego nasza szanowna redakcja odkryła. Otóż odkryła, że istnieje zamknięta grupa pod nazwą “Aktywne Mamy Śrem”, w której jakiś czas temu odbyła się dyskusja na temat śremskiej porodówki i choć temat rozpoczął się od opinii na temat tamtejszego (jeszcze/ byłego?) ordynatora ginekologii, szybko przeszedł na temat o wszystkich ginekologach w Śremie bez wyjątku i opisach porodów i patologii ciąż.

Fajnie, że ktoś się z tym zajął, dopóki w ręce nie mam owej gazety i nie czytam całego, jednostronnego artykułu. Jednostronnego nie tylko ze względu na ilość stron.

DSC06962

Bardzo nie podoba mi się wypowiedź zatytułowana “zero skarg“. Zdziwiłabym się, gdyby wpłynęła jakakolwiek skarga. Dlaczego bym się zdziwiła? Bo kiedy kobieta wychodzi ze szpitala to chce zapomnieć o koszmarze. Kiedy wyjeżdża karetką na Polną (jak ja) myśli tylko o transporcie, nie o tym co zostawia za sobą.Kiedy zaszłam w ciąże w tej samej gazecie, lub tej drugiej (wybaczcie, nie pamietam), była afera, że kobieta urodziła na toalecie, zamiast na porodówce. Tym samym ja, jako ciężarówka, która świeżo dowiedziała się o tym, że jest w dwupaku, bałam się Śremskiego szpitala jak ognia. Skargi? No ja Was proszę, miejcie litość.

Na końcu, redakcja poucza:

“Z drugiej strony wdając się w dyskusję warto powściągnąć emocje i pamietać, że napisane przez nas słowa, jeśli w emocjach mijają się z rzeczywistością, bądź nieco ją podbarwiają dla osiągnięcia lepszego efektu, mogą kogoś krzywdzić, a nam przysporzyć kłopotów”

Więc ja dzisiaj nie podbarwiam, a informuję jak rzecz się ma następująco.

Kiedy trafiłam do szpitala w Śremie w 23tygodniu ciąży, usłyszałam, że urodzę kolejne (sic!), jestem młoda i po co mi niepełnosprawne dziecko, za rok tam wrócę (niedoczekanie!) w 40 tygodniu z 3 kilogramami, a TO pozostawmy  losowi. Tylko jeden lekarz miał jakieś odruchy ludzkie, nazywał się Tomasz A. Reszta traktowała nas jak kolejny odbiegający od normy przypadek i do tego problematyczny, bo byłam na granicy ratowania skrajnych wcześniaków. Pewnie szkoda było paliwa na karetkę. Aha – mój syn kończy niedługo 7 lat. Jest zdrowy, bo jeden lekarz o nas walczył i o miejsce na Polnej. Mój ginekolog prowadzący omijał mnie szerokim łukiem i nawet nie odpowiedział “dzień dobry” na korytarzu. NFZ – dobre na wszystko, ale nie jak się coś dzieje, nagle.

Zamiast porodówkami, proponuję się przyjrzeć również Oddziałowi Dziecięcemu. Fajnie, że na dyżurze można spać, nikomu tego nie bronię, ale jak już się zakazuje matkom robić dla swoich dzieci mm, to wypadałoby chociaż nie mylić mlek. Bo ja sama mogłabym się obsłużyć, gdybym ciągle nie słyszała: “Sterylność” “Bakterie” i “cyckiem się karmi!”. Po tym jak w nocy pomylono nam mleka, robione na totalny odpierdol, usłyszałam, że jak mam za gorzkie (pozdro! nutramigen!) to mogą mi osłodzić. To znaczy, mojemu niespełna 3 miesięcznemu synowi, który dopiero powinien przyjść na świat, gdyby rodził się w terminie. Teoretycznie mogłabym to zgłosić ordynatorce, ale ona też kulturą nigdy nie grzeszyła, a matki na jej widok dostawały białej gorączki.

Ale porodówka i Oddział Dziecięcy to jest nic, w porównaniu do tego, co się dzieje na śremskim FALKu czy jak to tam się obecnie zwie. I proszę mi wierzyć, ja się pod tym wszystkim podpiszę i jeszcze świadka znajdę, bo nie byłam nigdy sama.

Sytuacja pierwsza: lekarza informuje mnie, że jest po 24 godzinnym dyżurze i on nie bardzo kontaktuje i czy mogę jeszcze raz podać nazwy i dawki leków, które podałam dziecku (nie mogłam zbić gorączki!), na końcu lekarz przepisuje dokładnie to samo. Sobota moi drodzy!

Sytuacja druga: dziecko boli ucho, również weekend. Lekarz stwierdza, że on i tak go nie zbada, bo nie ma sprzętu i od niechcenia przepisuje antybiotyk. Na moje pytanie, od kiedy to antybiotyk jest przeciwbólowy i jakim prawem zapisuje antybiotyk nie stwierdzając zapalenia ucha, Pan się oburza i każe mi iść w poniedziałek do pediatry.

Sytuacja trzecia: Nie mogę dziecku zbić temperatury 40 stopni, a na FALKu okazuje się, że ma … 36,6. Popsuł się termometr. Brawo!

Sytuacja czwarta: dzieciak budzi się o 5 rano z silnym bólem w okolicy wyrostka robaczkowego. Pani na dyżurze śpi, otwiera po jakimś czasie, zaspana twierdzi, żeby podać nospę a o 8 jechać do pediatry!

I sytuacja piąta, nie dziecięca a moja własna:

Piątek, wieczór. Mam wylew w oku, nie mogę załapać powietrza, kręci mi się w głowie, boli mnie głowa, nie mogę ustać na nogach, cała się trzęsę. Lekarza nie ma, bo gdzieś wyszedł, pielęgniarka twierdzi, że tez jej żyłka w oku pęka i ma mnie w dupie. A w końcu jak zagrzmiałam, że ich opiszę, to usłyszałam, że jestem bezczelna i pewnie udaję. Zajęli się mną dopiero wtedy, jak zaczęłam ryczeć (bo serio pierwszy raz bałam się o własne życie!), że jutro będą o nas mówić w TVN i będę kolejną ofiarą zaniedbania lekarskiego.

Droga Redakcji ja się pod tym wszystkim chętnie podpiszę imieniem i nazwiskiem. Podobnie jak wierzę w opisane historię moich koleżanek z Aktywnych Mam. Bo widzicie, spotkało mnie coś podobnego, ale w Poznaniu. Drąca się na mnie przy porodzie położne chociażby. Skarga? W mojej sytuacji? Kiedy dziecko na Intensywnej Terapii, a ja dwa piętra niżej z rozwaloną psychiką? Dobre sobie!

KOMENTARZE (23)

  • marlena
    Mar 10, 2016., 13:58 • Odpowiedz

    Aż strach się bać. To nie tylko w sremie takie rzeczy w większosci miast w Polsce tak jest.

  • Matka po przejściach
    Mar 10, 2016., 15:26 • Odpowiedz

    NFZ to nie jest samo zło! Oczywiście tragiczne w skutkach sytuacje się zdarzają i strasznie współczuję wszystkim, których one dotknęły. Mnie akurat ze strony państwowych szpitali nie spotkało nic nieprzyjemnego. Wręcz przeciwnie-przy okazji narodzin mojego wcześniaka, leżałam w szpitalu tydzień i miałam poczucie, że opiekowano się mną conajmniej jakbym była pod opieką własnych rodziców. A działo się ze mną źle, w zasadzie bardzo źle i szpital naprawdę stanął na wysokości zadania. Dlatego nie generalizujmy...

    • Noemi Skotarczak
      Mar 10, 2016., 16:14 • Odpowiedz

      Temat odnosi się do artykułu, w którym autor wziął pod wątpliwość opowieści śremskich matek na oddziałach położniczych w Śremie powołując się na brak skarg.

      • MamaWczesniaka
        Mar 10, 2016., 17:12 • Odpowiedz

        U mnie było podobnie. Fantastycznie opiekowano się mną i córka, choć mam świadomość, że na porodowkach w Polsce może być fatalnie.

  • mloda mama
    Mar 10, 2016., 16:09 • Odpowiedz

    Czasem gdy tak sobie wszystko wspominam przychodzi mi do głowy że trzeba było brać kredyt na prywatną klinikę... A tak zupełnie serio... Strach się bać.

  • Alicja
    Mar 10, 2016., 19:19 • Odpowiedz

    Miałam i to kilkukrotnie spotkanie ze szpitalem a konkretnie z oddziałem ratunkowy i stwierdzam ze rządzi się on swoimi prawami z chmurki wziętymi. Czasem myślałam że wolę umrzeć niż trafić do sremskiego szpitala. Czułam się upokorzona, potraktowana jak głupia nastolatka która wyolbrzymia wszystko i której rodzina panikuje (ciężko nie panikowac. Epilepsja plus uderzenie w głowę z podejrzeniem urazu czaszki 2 godziny albo i więcej w poczekalni.... Najbardziej mnie rozwaliła sytuacja kiedy lekarz ma w dupie informacje o leku że jego ilość jaka może podac zależy od wagi pacjenta. Nastolatka waga około 45kg a podaję tzw. Końską dawkę. Prawie tydzień męczył męczyłam się! z efektami ubocznymi leku.

  • Mama 12
    Mar 11, 2016., 11:08 • Odpowiedz

    Sremski szpital patologia!!! Kiedy trafiłam na oddział dziecięcy z synem któremu z dnia na dzień przy uchu wyskoczył guz opuchlizna od pediatry dostaliśmy skierowanie na szpital oczywiście dr Dobr.....ki on tu nic nie widzi gdzie tu jest spuchniete nudzi się pani w domu dosłownie tak usłyszałam a że głupia malolata nie byłam naskoczylam na niego moim marzeniem latem 30stopni na dworze jest polezec sobie z dzieckiem w szpitalu bo faktycznie nam się nudzi poprosiłam o notatkę że uważa Pan że dziecko jest zdrowe i nie potrzebuje hospitalizacji od razu inna rozmowa a pielęgniarki chciały mnie zjeść jak można tak do Pana dr się odnosić na drugi dziś pani ordynator stwierdził podejrzana cysta w okolicy slinianki antybiotyk dozylnio przez tydzień!!!dziwne że dr Dobr.....ki nic nie widział później ale to już w Poznaniu na szpitalnej wycinanie guza wspaniali lekarze którzy potrafią pracować z dzieciakami i rodzicami znowu śrem 3dni walczyłem z gorączka 40,5nie spalismy 3dni majaki dziecka a pytanie czy umrze mnie rozwaliło dziecko tracilo przytomność po lekach na gorączkę konsultowalam dawki telefonicznie z pediatra gorączka nie spadała nic lekarka kazała wzywać pogotowie popołudniu wezwalam karetkę o którą musiałam walczyć dosłownie!!!!! Dostałam wyzwana że wzywam karetkę do dziecka z gorączka a są bardziej potrzebujący na co ja ale dosłownie na całą izbę przyjęć że dla mnie to było zagrożenie życia mojego dziecka zaczęłam krzyczeć zlecieli się inni gdyby mnie ktoś nie przytrzymal pewnie skończyłabym na policji nerwy mi puściły dziecko dostało pyralgine!!!!! I do domu musiałam szukać pomocy już poza sremem

    • Noemi Skotarczak
      Mar 11, 2016., 11:51 • Odpowiedz

      Ja akurat na doktora D. nie powiem złego słowa, bo to jedyny lekarz w Śremie, który potrafił się zająć wczesniakiem i WSZYSTKO co nam powiedział sprawdziło się co jednej diagnozy.

      • Noemi Skotarczak
        Mar 11, 2016., 11:52 • Odpowiedz

        Tyle, że my byliśmy jego pacjentami prywatnie.

  • Nora
    Mar 11, 2016., 18:24 • Odpowiedz

    Szanowne Panie, ja właśnie z powodu tego artykułu zakupiłam ten wątpliwej jakości i zawartości egzemplarz kolejnego Tygodnia. Jakkolwiek temat jest ważki i godzien podjęcia, to sam artykuł jest zaprzeczeniem profesjonalizmu, obiektywizmu dziennikarskiego (to słowo jest w tym przypadku dużym nadużyciem) i zwykłego zdroworozsądkowego podejścia do tematu. Kto bowiem nie będąc poruszonym i zbulwersowanym udaje się do gazety, kto podaje nazwiska (nie bojąc się konsekwencji), kto w końcu z tak ważnych momentów w życiu każdej kobiety robiłby sobie tanią sensację???! Poród dla każdej z nas byłby cudownym przeżyciem, gdyby nie ludzie tacy, jak opisani powyżej. Pan tzw. redaktor zamiast napiętnować tego rodzaju zachowania poddał pod wątpliwość prawdomówność Pań, które podzieliły się z innymi swoimi koszmarami, i w swój dobrze znany sposób obrócił kota ogonem. Sąd ja to znam? Tydzień z miernym skutkiem stwarza pozory obiektywnego podejścia do spraw, i jedne z nich opisuje na pierwszej stronie, inne pod dziwnym tytułem na ostatniej stronie, a jeszcze inne przedstawia w sposób jak powyżej. To tyle. Pozdrawiam, i pamiętajcie, że my wiemy swoje.

    • MATEUSZ
      Mar 12, 2016., 23:58 • Odpowiedz

      WŁAŚNIE ILE MU DALIŚCIE TAK TEŻ SIĘ ZAJOŁ

  • margaret
    Mar 11, 2016., 21:33 • Odpowiedz

    Noemi wkraczasz na ciezka droge. Nie znasz kompletnie sytuacji sremskiego szpitala. Teraz Ci wyjasnie kilka rzeczy. Jestem wykwalifikowana pielegniarka, a srodowisko sremskiego czwartego pietra w szpitalu nie jest mi obce. Polozne to panie z ponad 20letnim doswiadczeniem, ktore genialnie zajmuja sie pacjentkami. Ale jesli lekarz nawiedzony i spieszy sie do pacjentek umowionych na prywatnie to nic nie wskorasz - zarowno pielegniarka jak i polozna sa zalezene od karty zlecen lekarskich, w wolnym tlumaczeniu listy zleconych lekow do podania. Wiadomo sa ludzie i ludzie. Niektorzy wykorzystuja wyzszosc stopnia naukowego i traktuje okropnie osoby np. Z ukonczonym licencjatem, gdy ten posiada doktorat. Z drugiej strony pacjentki - na co dzien spotykam sie z oczytanymi w internecie i najlepszym przykladem jest wymog wszystkiego dla wszystkich. Wiadomo jakie sa ciecia w sluzbie zdrowia, wiadomo jak personel pienieznie nie jest doceniany., to wszystko sie zbiera, dopada nas wypalenie zawodowe. Naprawde ktos kto nie jezdzi w karetce, kto nie zostaje na 12godzinny dyzur z 30pacjentami tego nie zrozumie. Nie jestesmy Finlandia!! Daleko nam do takich standardow - ale jesli tak zle w panstwowce, zapraszam do prywatnych klinik. Pacjent e dzisiejszych czasach jest postrzegany jak klient a nie ktos w potrzebie. Wielokrotnie dostawalo sie po dupie za dobre serce, bo pamietajmy to zawsze rodzina stanowi problem a nie pacjent. Wracajac do prywatnyc klinik, zapraszam do osciennych porodek cieszacych sie okropna slawa!! Koscian, Gostyn, Leszno, Rawicz. Wymianiac dalej?! W koncu Polna rojaca sie od stazystow i studentow. Nigdy nie dogodzisz, ale popracuj sobie na SOR w szpitalu wojewodzkim w Poznaniu, gdzie w ciagu 24 godzin bylo....ponad 250zgloszonyh pacentow!!! Jedne pija kawe w banku inni znosza otyla babunie po schodach z zawalem. Naprawde poczytajcie, poloznym zapewne jest bardzo przykro. Wiem jak ciezko jest dostac prace, zdobyc doswiadczenie i ksztalcic sie na kursach. Tylko ze ludzie widza te zle rzeczy. A posluchajcie znajomych, starszych jak Polna rodzila w '86 roku....wuec cieszcie sie z tego co macie.

    • Noemi Skotarczak
      Mar 12, 2016., 14:11 • Odpowiedz

      "Nie znasz kompletnie sytuacji sremskiego szpitala. " - faktycznie. Dwa tygodnie na patologii ciąży nie czynią mi znawcą całości śremskiego szpitala. " Polozne to panie z ponad 20letnim doswiadczeniem, ktore genialnie zajmuja sie pacjentkami. " - nie wszystkie. Bądźmy poważni. "dopada nas wypalenie zawodowe. " - Was dopada wypalenie zawodowe, a ja potem latami z depresji wychodzę. :D Świetnie. "Nigdy nie dogodzisz, ale popracuj sobie na SOR w szpitalu wojewodzkim w Poznaniu, gdzie w ciagu 24 godzin bylo….ponad 250zgloszonyh pacentow!!!" - dziękuję, mam inną pracę, ale trzeba przyznać, że u nas w śremie na SORze są zwykle pustki i osoby są kierowane na opiekę doraźną i weekendową, gdzie dzieją się cuda wianki. " Naprawde poczytajcie, poloznym zapewne jest bardzo przykro" - no faktycznie Wam jest przykro, a nam rodzącym i walczących o życie dzieci na patologiach nie jest przykro, jak jeszcze słyszymy różne dziwne teksty. ;) Przecież Wy jesteście wypalone, bo cięcia budżetowe, a my sobie tam SPA urządzamy. "zapraszam do prywatnych klinik." - przyznaję, gdyby w Wielkopolsce była taka możliwość, a ja bym się kwalifikowała to naprawdę z miłą chęcią. Poza tym jak mi się proponuję jako alternatywę prywatną klinikę, ja zaproponuję wypalonym pielęgniarkom zmianę pracy i zawodu. ;) I doceniam fajne pielęgniarki, bo takowe były na laryngologii w Śremie, gdzie mój syn miał wycinany trzeci migdał.

      • xxx
        Mar 13, 2016., 11:11 • Odpowiedz

        "Cieszcie się z tego, co macie", w średniowieczu kobiety na słomie rodziły... Żenujące...Dodam tylko, że akurat stażyści i studenci na Polnej są fantastyczni, nie generalizując, naprawdę fajni, młodzi ludzie, którzy chcą się uczyć. Tak jak początkowo krępowała mnie ich wieczna obecność, tak z biegiem czasu stwierdziłam, że jeśli chcemy, żeby leczyli nas a w przyszłości nasze dzieci kompetentni ludzie, to muszę poskromić swój wstyd. Bez wahania zgodziłam się na ich uczestnictwo w cc (i tak w sumie zapomniałam o ich obecności). Z perspektywy czasu mam nadzieję, że moja patologiczna i dość dramatyczna ciąża z Polną i studentami w tle, pomoże jakieś babce w podobnej sytuacji trafić na doświadczonego specjalistę w przyszłości. PS. co do położnych na Polnej - przez 3 miesiące na patologii i obswerwacyjnym trafiałam na fantastyczne, empatyczne kobiety. Po porodzie już - masakra, tak jak napisałaś zmęczone, sfrustrowane kobiety, przewracające oczami na każdą prośbę - mi to zwisało, ja miałam jeden cel - wyprowadzić swoje dziecko na prostą, ale naprawdę, żal mi było tych młodych mam, niemogących się ruszyć z bólu po cc, kiedy śmiały prosić o podanie dziecka...

        • Noemi Skotarczak
          Mar 13, 2016., 11:46 • Odpowiedz

          Podobnie jak "xxx" stanę w obronię studentów z Polnej. Miałam sytuację, kiedy jedna z dziewczyn miała mi podać dożylnie (wenflonem) lek. Chlusnęło krwią, uwaliła całą pościel, siebie mnie i podłogę. Trudno uwierzyć, że może chlusnąć tyle krwi z wenflonu. Ponieważ byłam osłabiona już i tak czy siak, a krwawiłam od pękniętego pęcherza dołem, studentka od razu wezwała pielęgniarki, które się mną zajęły. Ale to właśnie ta studentka co pół godziny przychodziła do mnie i pytała, czy wszystko jest w porządku. ;)

    • co proszę?
      Mar 23, 2016., 09:05 • Odpowiedz

      Słucham? Jestem pedagogiem specjalnym i pracuję z niepełnosprawnymi dziećmi i dorosłymi. W edukacji też są cięcia, też jesteśmy niedoceniany i niejednokrotnie spotykamy się z czyimiś roszczeniami i pretensjami. Tak zwykle jest w tego rodzaju pracy gdzie ma się bezpośredni kontakt z drugim człowiekiem, który znalazł się w dość emocjonalnej sytuacji życiowej. Do głowy by mi jednak nie przyszło by wyżywać się na dzieciach i ich rodzicach. Nigdy też bym nie powiedziała " cieszcie się z tego co macie", bądź " nie jesteśmy w Finlandii" wstyd by mi było. Proponuję trochę więcej pokory i umiejętności rozładowywania swoich frustracji w inny sposób.

  • MATEUSZ
    Mar 12, 2016., 23:50 • Odpowiedz

    ja też się bardzo chętnie podpiszę mojej żonie wody zioelone odeszły o 8:30 a do 11 kazali jej chodzić skakać na piłce gdy ona nie mogła się utrzymać na nogach z czego po 11 ją wzieli na cesarkę i gdyż przesto mój syn miał problemy z odychaniem i miał zakarzenie z czego musił zostać 5 dni dłużej w szpitalu poniewaz dostawał kroplówkę i antybiotyk z czego ordynator nie udzielił żadnej informacji dopiero powiedział jak na niego ruszyłem a kolejna sprawa miesiąc po wyjściu z szpitala dostaliśmy do domu płytę z zdięciem że mały miał przy porodzie złamany obojczyk płyta była bez opisu jak pojechaliśmy z tą płytą i sunem do poznania to lekarz w poznaniu nie mógł sobie tego wyobrazić aha jeszcze jedno gdy żona zapytała położnej czy zabiorą syna na noc bo jest po cesarce i nie da rady wstać i nakarmić to jej odpowiedziała że nie wie czy się koleżanka zgodzi bo mają dużo dzieci gdyż u nich na sali było jedno dziecko poprostu żal RZEŻNIA

  • skrzywdzona
    Mar 13, 2016., 08:10 • Odpowiedz

    Szpital w Śremie -trgedia. Trafiłam do szpitala z powodu przedłużającej się miesiączki. Lekarz Pan Ry.... Stwierdził poronienie. Wyłyżeczkowanie zrobili jeszcze w ten sam dzien. Bylam na pól przytomna nogi przywiozali mi do fotela.. Dużo pamiętam. Straszne doświadczenie. Na drugi dzien ten sam lekarz powiedzial... Nie to nie bylo poronienie jednak... Wystarczyło zrobic badanie na beta hcg jedno głupie badanie.. Efekty. Kilka lat staraliśmy się o drugie dziecko.. Wielka rysa w psychice... Drugi przypadek pojechaliśmy z córką w sobotę na tzw falk. Przyjmowała jakas młoda niedoksztalcona lekarka ktora miala problem ze moja roczna córeczka placze przy badaniu kazala jej byc cicho.. Zero podejścia do dzieci. Przepisała syrop i kazala udać sie do pediatry w poniedziałek. Poszliśmy.. Corka miala juz ostre zapalenie oskrzeli i krtani. Trafiliśmy do szpitala... Reasumując... Proszę omijajcie to piekło....

  • meganka
    Mar 13, 2016., 17:24 • Odpowiedz

    życie...wiadomo nie tak to powinno wyglądać, ale zmiana nie przyjdzie z dnia na dzień - niestety lekarzy nikt nie uczy jak podchodzić do pacjenta jak do człowieka a nie kupy mięsa, a szkoda.. ale to też dobry tekst dla tych mamusiek, które myślą, że poród to ziszczenie ich romantycznych wizji rodem z kretyńskich seriali... ostatnio jakaś laska stwierdziła że poród skwitowany słowami: przynajmniej ma pani zdrowe dziecko to horror bo ona chciała jak w bajce.. a myślę że tylko mamy, które urodziły chore, martwe lub za wcześnie wiedzą jak ważne są te słowa.. nie oszukujmy się w porodzie nie chodzi o to żeby za przeproszeniem spod dupy ci płatki róż wypadały, ale żeby urodzic żywe i zdrowie dziecko i to jest nadrzędny cel...na empatie i ludzkie traktowanie nie ma co liczyć na nfz... 10 tys. prywatna klinika pod Krakowiem i proszę bardzo, ale niestety póki co w Polszy jest jak jest :(

  • L.
    Kwi 18, 2016., 11:24 • Odpowiedz

    Bardzo znajome tematy... 2 poród, wiadomo już co i jak więc do szpitala przed samym porodem. 15 min po przyjęciu proszę o środek przeciwbólowy.. odpowiedz kwitująca - jak teraz pani dam to pózniej już pani nie dostanie, stwierdziłam ok i tak już nie moglam wytrzymać. Zasnęłam, po 20 min wpada pielęgniarka niech się pani obudzi, pani rodzi, szybko szybko efekt taki : ja przepuklina kręgosłupa, mały złamany obojczyk. Ale wszystko do wytrzymania z czasem było ok, ale lekarza o nazwisku Dobrowolski powinni odizolować od kontaktu z drugim człowiekiem, chamski wyrachowany aż można powiedzieć cieszący się z nieszczęścia. O złamanym obojczyku mi nie powiedziano, o tym że to się zdarza i zrasta też. Pytając pana D czy z dzieckiem wszystko ok usłyszałam "To pani nie wie że ma chore dziecko"? I sobie poszedł z wymowną miną "jaka ta matka głupia".

    • Noemi Skotarczak
      Kwi 19, 2016., 05:45 • Odpowiedz

      Doktor Dobrowolski jest najlepszym lekarzem w Śremie. Nie znam go od strony "chamskiej", bo zawsze się do nas uśmiechał, zawsze nam wszystko tłumaczył i nigdy nie olewał naszych pytań (naszego Jasia przewieziono po miesiącu z Polnej do Śremu i mogliśmy liczyć na Dobrowolskiego bardziej niż na lekarzy z neonatologii na Polnej). Jeździliśmy potem do niego i był jedynym lekarzem w Śremie, który potrafił zająć się wcześniakiem. To prawda, że czasem sprowadzał mnie na ziemię, ale to akurat na plus,bo rzeczywiście potrzebowałam czasem takiego potrząśnięcia. Zawdzięczam temu lekarzowi tak wiele, że mogłabym mu pomnik postawić. ;)

  • Agnes
    Wrz 07, 2016., 08:13 • Odpowiedz

    Hmmmm, czytam, czytam i powiem tylko tyle, nie chcę mieć wiecej dzieci, w Sremie na ginekologii lezalam 2 tygodnie-bardzo milo wspominam pielęgniarki, natomiast jak juz lezalam na sali operacyjnej (zanikające tętno dziecka-cc) to po podaniu znieczulenia w kręgosłup (na dodatek chujowo przez wielkie CH) pani anestezjolog z pretensja prawie sie na mnie Daria " jak moze Pani czuć ukłucie w brzuch???",,,nosz kurwa "czuję", po 3 pytaniach, czy czuję zaczeli mnie ciąć!!! Teksańska masakra pila mechaniczną 10 i 1/2....nigdy tam nie wrócę,,,natomiast po porodzie położne były wspaniale i za to serdecznie im dziękuję,,,no i mimo tego, że dr N. (facet o posturze rzeźnika) podjal decyzję o cc i teraz mam wspanialego 3 letniego synka😍

  • mm
    Gru 13, 2016., 10:44 • Odpowiedz

    Mam podobne doświadczenia jak Agnes. Pierwszy poród to był koszmar. Cała dobę rodziłam i rozwarcie było na 3 cm. Trzymali mnie i trzymali bym urodziła naturalnie. Sil już nie miałam na naturalny poród wiec doktor N zadecydował cc i znieczulenie w kręgosłup. I chwała mu za to bo syn już był na wpół martwy. To naprawdę jest koszmar kiedy matka nie słyszy krzyku swojego dziecka. Moj syn dostał 3 pkt abgara. Nie oddychał. Urodzony w zamartwicy. Ale wspominam anastazjologa Tomasza Bartkowiaka, który głaskał mnie po głowie bym się uspokoiła. Nigdy mu tego nie zapomnę. A ordynator na dziecięcym pan D to był istny koszmar. Cham jakich mało. Dlaczego kobiety nie składają skarg? Bo jak najszybciej chcą się stamtąd wydostać, zapomnieć czym prędzej o koszmarze. Rodziłam w 2005 i widzę , że niewiele się tu zmieniło. No i teraz znów po 12 latach niespodziewanie dla siebie jestem w ciązy.I napewno nie trafię do Śremu.

ZOSTAW KOMENTARZ

loading
×