Rodzice po promilach.

Picie alkoholu przy dzieciach to kwestia odpowiedzialności, ale również pamiętania o tym, że wszystko jest dla ludzi, również alkohol. W Polskim zwyczaju (czy chcemy, czy nie chcemy!), nadal panuje przekonania, że każda impreza jest dobra, żeby się napić (niezależnie czy jest to dziecięce przyjęcie, czy też nie). Nikogo generalnie nie interesuje ile butli wódki zostanie wypitych na chrzcinach, dopóki nie zdarzy się tragedia. Jak ta, w której zmarło z nieznanych przyczyn 2 miesięczne dziecko.

Ja w pełni rozumiem, że kopać leżącego jest najłatwiej. I nawet w pełni rozumiem (i nie zamierzam udawać, że nie!), kwestię szybkiej oceny, bo tyle było historii zaniedbania rodziców alkoholików, że na usta same cisną się przekleństwa. Bo alkohol, niemowlę, śmierć – to wszystko się wyklucza i tworzy fenomenalną mieszankę wybuchową.

Mam jednak małe “ale” …

Będąc matką pamiętam dosłownie dwie sytuacje, w których mój stan po alkoholu był taki, że na kolanach wracałam do domu. W przenośni i nawet po części dosłownie. Ostatni taki misz-masz miałam po weselu w maju. Na dodatek przez cały kolejny dzień umierałam w łóżku, prosząc mojego 6latka, żeby bawił się kilka decybeli ciszej, bo mi łeb pęka. Gdyby mój 6latek zleciał z łóżka i złamał sobie nogę, lub rozwalił głowę o stół, lub cokolwiek co wymagałoby interwencji pogotowie, to zawsze w domu była ta druga, trzeźwa osoba. I tu nie chodzi oto, że byłaby to wina moja, czy ojca dziecka, bo przecież spaść z łóżka mógł równie dobrze dzień później, kiedy byłabym upojona co najwyżej kawą. Chodzi oto,że na pogotowiu nikogo nie interesowałoby, czy wypiliście kieliszek, dwa, czy całą butelkę. Ich by interesowało tylko to, że “coś” wypiliśmy.

Mamy taki zwyczaj i myślę, że powinni go praktykować wszyscy, że jak mamy pod opieką Jacha, to zawsze pije tylko jeden rodzic. Albo ja, albo PT. Tyczy się to świąt, uroczystości rodzinnych, czyli wszędzie tam gdzie jest Jan, jest i jedna osoba trzeźwa. Częstującym zawsze tłumaczmy, że jeżeli się coś stanie, a nie jesteśmy w stanie tego przewidzieć, to będziemy mieli kuratora na głowie. Za tego jednego drinka, czy za to jedno piwo. Bo alkohol jednak odbiera nieco racjonalnego myślenia.

Zmarło więc 2 miesięczne dziecko, a rodzice byli pijani. Ja wiem, że gdyby rodzice byli trzeźwi, to tą sprawą nikt by się nie zajął, podobnie jak nikogo by nie interesowały nagłówki, że dziecko pod opieką trzeźwej babci zmarło. Sensacją jest dopisek, że rodzice sobie popili, a gdzieś tam w artykule, ktoś napomknął, że zajmowała się dzieckiem trzeźwa całkowicie babcia. Tylko to już nikogo nie interesuje. Interesuje wszystkich fakt, że ojciec mial 1,6 promila, a matka niewiele mniej. No i matka. Jak może?!

Mamy taką modę teraz na bycie całkowicie poprawnymi w każdym calu rodzicami. Alkohol nie, papierosy nie, imprezy nie. Puby – zapomnij, dyskoteki – zapomnij. Dziecko Ci to wszystko ma zrekompensować, poza tym mimo XXI wieku, pamiętaj, że jako kobieta nadal jesteś źle postrzegana pijąc. I piszę to z całą stanowczością, z całą niesprawiedliwością tego oceniania, że się ludziom we łbach pomieszało.

Ja byłam na roczku z alkoholem i rodzice owi nie pili. Na chrzcie gdzie był alkohol też byłam i dziecko to żyje i ma się całkiem dobrze. Ja nawet byłam na komunii na której był alkohol, a dziecko to, dorosłe już też ma się dobrze. Co roku w święta wcale nie zamierzam pogardzić ulubionym Carlo Rosi, pod warunkiem, że PT pogardzi whisky.

Jestem matką, mam prawo pić alkohol, kiedy moje dziecko jest pod opieką trzeźwej osoby. Bo tak i już. Dodawanie do tego ideologii jest tak samo durne, jak oburzanie się, że rodzice piją. Przepraszam, ale czy zostając rodzicem naprawdę już nie można? Kto mi tego zabroni? Odkąd ukończyłam 18 lat, mogę legalnie ten alkohol zakupić i nikt mi tego prawa nie odebrał wraz z aktem urodzenia Jana.

Pić, z głową, bez głowy też można. Grunt, żeby dziecko miało opiekę. Najlepiej jednego z trzeźwych rodziców. Żeby nikt z Was nie zrobił nieodpowiedzialnych alkoholików.

 

 

KOMENTARZE (9)

  • Monika Kilijańska
    Sty 25, 2016., 13:11 • Odpowiedz

    Czyli już nie wystarczy jedna osoba z towarzystwa, nawet spokrewniona z dzieckiem (babcia), by opiekować się dzieckiem należycie? To w przepisach jest, że to matka/ojciec muszę te 24/7 dzieckiem się opiekować? Kocham brukowce, kocham media... Tak ładnie potrafią wszystko odwrócić ogonem...

  • Dominika
    Sty 25, 2016., 13:13 • Odpowiedz

    Wybaczmy matko ale nie mogę się powstrzymać :p, jestem ciekawa kiedy zacznie się na Ciebie nagona ześ alkoholiczka i patologia bo odważyłaś się prawdę napisać. A wracając do tematu, rodzic też człowiek i ma takie samo prawo jak każdy napić się, wyjść z domu na imprezę, nikt nam człowieczeństwa nie odebrał w momencie zajścia w ciążę. U nas panuje taka sama zasada jak u Ciebie jedno pije drugie jest trzeźwe. Chociaż nie stawiam nigdy alkoholu na imprezie która dotyczy moich dzieci, uważam że to jest ich święto, a nie okazja dla dorosłych do napięcia się.

  • Monia I Mamainspiruje
    Sty 25, 2016., 13:28 • Odpowiedz

    Wszystko jest dla ludzi, ale rozsądek przede wszystkim :) Stety niestety, ale skoro już się człowiek zdecydował na dzieci, to trzeba zawsze myśleć dwa kroki do przodu i zdawać sobie sprawę z konsekwencji jakie niesie nasze zachowanie w odbiciu dzieci.

  • karolina
    Sty 25, 2016., 15:18 • Odpowiedz

    ... a już się bałam, ze to kolejny tekst z serii jacy to rodzice są źli, jak tak można... zgadzam się z Twoim tekstem, wszystko jest dla ludzi, ale pewne rzeczy tylko dla tych rozsądnych. Ja osobiście na urodzinach dzieci, chrztach, roczkach alkoholu nie podaje, ale jest wiele innych okazji, a czasem wieczorem gdy zuchy śpią, z okazji krańcowego wyczerpania dniem miło jest otworzyć butelkę wina... i to nie jest patologia.

  • Bartek z rodzinawpraktyce.pl
    Sty 25, 2016., 20:27 • Odpowiedz

    To samo jakiś czas temu pisałem na blogu. Wkurzają mnie zwłaszcza ojcowie z piwkiem w wózku i na spacerku. Tylko jedno piwko, ale mam ochotę przywalić... Ta tragedia to prawdziwy koszmar dla rodziców, zwłaszcza, że jest to kilka kilometrów ode mnie w Świdnicy. Od urodzenia dzieci, a mają już prawie 5 lat, nie byłem pijany. Nie dlatego, że pić nie lubię, ale jako jedyny w domu mam prawko. A bez picia jakoś przeżyje...

  • lucy es
    Sty 25, 2016., 22:41 • Odpowiedz

    Matki są skrajnie dyskryminowane w dziedzinie alkoholizowania się. Ja zawsze odczuwam to karcące spojrzenie 'społeczeństwa', gdy chcemy podjąć decyzję, że tym razem to ja się wina napiję, a ojciec dziecka walnie kawkę. Pieluchę to niech już facet nawet zmieni skoro musi, ale żeby nie pił przy jakiejś tam okazji, to przegięcie. A na tym tle matka po latach ciążowo-karmiącej abstynencji uraczona kieliszkiem wina to patolka.

    • Noemi Skotarczak
      Sty 26, 2016., 09:39 • Odpowiedz

      U nas tylko A. ma prawko, więc czy chce, czy nie chce, zwykle to ja mogłam się uraczyć winkiem. ;)

    • sara
      Sty 26, 2016., 15:13 • Odpowiedz

      Dokładnie! O tym można by długo pisać. Teraz i tak mam ciążową, a później pewnie karmiącą abstynencję, ale dobrze wiem jak było. Nawet jeśli mąż kompletnie nie miał ochoty się napić, to i tak go namawiali, bo jak to tak: "z babą pić". Prawo jazdy mamy oboje więc ten argument obalali. Dało się to jakoś wypośrodkować, ale nieraz widziałam te skrzywione miny.

  • Kasia
    Sty 26, 2016., 16:02 • Odpowiedz

    Nic dodać, nic ująć. - zgadzam się z Tobą w 200% procentach.

ZOSTAW KOMENTARZ

loading
×