Plagiating.

Mogłabym to oczywiście olać i przyjąć do wiadomości, że od samego początku tylko ja traktowałam tę sprawę poważnie. Właściwie chciałam się “pozytywnie rozczarować” i być może sama przeprosić za moje ostre zachowanie. Problem w tym, że pojawiło się małe “ale”.

Widziałam różnych spraw wiele i finalnie to osoba pokrzywdzona stawała się katem. To taki paradoks tego typu spraw. Wydaje nam się, że idealną karą jest Internetowy hejt. Wbrew pozorom nie jest. Nie sprawia mi przyjemności, że sprawa trafiła na Kryzys w Socjal Mediach, a teraz również i na Gardzę polską blogosferą. Naprawdę nie mam orgazmu widząc jak niektóre moje czytelniczki (mimo usilnych próśb) nadal jej dokuczają. Ja po prostu chcę, aby osoba, która z pełną świadomością swoich czynów ukradła moje teksty (i nie tylko moje) przyznała się do błędu.

Czy żądam wiele?

Dzisiaj, kiedy zobaczyłam (oficjalne?) przeprosiny krew mnie zalała. Doprawdy miałam wrażenie, że laska w dalszym ciągu robi sobie jaja. Z drugiej strony przyznaję, że mam do czynienia z niesamowicie inteligentną osobą (za co chylę czoła). Odwrócenie kota ogonem w ten sposób zasługuje na wyróżnienie. A może nawet jakieś zasługi w Blogosferze, bo to nie lada wyczyn. Praktycznie można by uznać, że blogerka dostałaby złoty medal, gdyby rozdawano go za bezczelność. Za tupet zgarnęłaby dwa.

jjjjj

 

Pomijając wielkość czcionki (nie oczekuję przeprosin w rozmiarze 100), mamy do czynienia z czymś naprawdę imponującym.

Po pierwsze: przeprosiny widniejące w wiadomości prywatnej pojawiły się zanim okazało się, że blogerka od dawna plagiatowała moje wpisy. Dotyczyło to tylko i wyłącznie tekstu o spaniu z dzieckiem. Po tym jak zorientowałam, że wpisów jest więcej, blogerka już się nie odezwała.

Po drugie: z dniem 29 czerwca nie zniknęły wszystkie teksty, bo ten urodzinowy widziałam na jej blogu jeszcze w połowie lipca, tym bardziej, że widniała tam informacja o zakazie kopiowania zgodnie z paragrafem X. Można więc przyznać, że osoba ma niesamowite poczucie humoru.

Po trzecie: I najważniejsze. Nie zostały wykorzystane fragmenty, a całe teksty. Dla porównania:

 

 

plagiat 1

 

 

 

kjhkjhkjhjkh

 

 

Możemy przyjąć, że przeprosiny są. Mój wpis na jej tablicy o manipulowaniu faktami został usunięty po dosłownie kilkunastu minutach. Kiedy jedna z jej czytelniczek pytała o co chodzi, równie szybko wszystkie  komentarze tłumaczące, że blogerka dokonała plagiatu ulotniły się. Tak na dobrą sprawę za moment ulotnią się i oficjalne przeprosiny, choć sądzę, że swoim zachowaniem pogorszyła tylko sprawę. Do blogosfery drzwi ma zamknięte i żeby przeskoczyć mur i odbudować zaufanie będzie musiała napocić się jak świnia. A wystarczyło zwykłe przyznanie się do plagiatu i wzięcie na klatę odpowiedzialności. Za moment i tak wszyscy by o tym zapomnieli, a tak sprawa się wlecze dalej i wlec się będzie.

Są ludzie, którzy twierdzą, że starczy. Wiecie, ja nawet w pełni Was rozumiem. Przecież jesteśmy pokoleniem wychowanym w przekonaniu, że z Internetu można kraść. Nauczyciele co gorsza dość często podchodzą do internetowych prac z przymrużeniem oka. Plagiat staje się wiec codziennością. Rzadko kto bierze pod uwagę,że to przestępstwo za które się odpowiada. Ale świadomość czynów ma się będąc na studiach dziennikarskich z którymi się wiąże przyszłość. Mimo to nadal społecznie jest na to przyzwolenie. Taka wisienka na czubeczku absurdu.

Temat będę maglować dopóki sprawa nie dobiegnie końca. Nawet jeżeli takowych tematów powstanie jeszcze z dziesięć. I nawet wtedy, kiedy pewna grupa ludzi kompletnie nie zrozumie powagi sytuacji. Nie łudźcie się. Blogerka Mamo Kocham Cię, nie jest jedynym takim przypadkiem. Za krótki moment chyba powstanie osobna kategoria: plagiating…

 

 

 

 

CATEGORY: MATKAPREZESA.PL

Noemi Pawlak

Od 3 lat blogerka, od prawie 7 lat mama. Aktualnie w dwupaku. Zwolenniczka szczepień, spania z dzieckiem, BLW i wychowywania bez klapsów, oraz szerokopojętego rozpieszczania. Nie powie Ci jak wychowywać, ale byłaby świetną autorką do napisania bezradnika dla rodziców.

Comments (12)

A ja Ci mówię nie daj się. Tak moze dla Twoich czytelników to jest trochę nudne ja też bym wolała jakiś dobry nowy tekst ale to nie o to chodzi przecież. Te teksty to Twoja praca i nie ma znaczenia czy dostajesz za nie kase czy nie i nie ma znaczenia czy powstają w godzinę czy 10 godzin. To jest Twoja własność i nie rozumiem dlaczego ktoś mowi Ci,ze ok dobrze że o plagiacie piszesz, ale może już byś skończyła sprawę rozdmuchiwac. Teraz chodzi tylko i az o kilka tekstow z bloga ale czy jak komus ta panna zawinie np prace magisterska i się podpisze to będzie ok? No sorry. Gdyby plagiatorka okazała trochę cywilnej odwagi i się przyznała od razu nie byłoby tego krzyku całego. Pozdrawiam

Pewnie, żeby nie było … Po tekście o spaniu z dzieckiem przecież miałam odpuścić. Ci, którzy ze mną byli wtedy i komentowali wiedzą, że przeprosiny przyjęłam, tekst usunięty więc uznałam koniec sprawy. Afera się zrobiło dopiero w momencie, kiedy okazało się, że blogerka od dawna kradła moje teksty, na dodatek te sprzed 2 lat, żeby trudniej było się zorientować potencjalnemu czytelnikowi, a mi na taki blog jeszcze trudniej byłoby trafić …

Najbardziej śmieszą mnie zdania ” wystarczyłobu żeby się przyznała i po sprawie” otóż nie do końca. Znam bardzo wiele przypadków gdzie tego typu sprawy nie zakończyły się po przyznaniu do winy…sorry ale znając Twoją predyspozycje do zwracania na siebie uwagę to do końca życia byś jej to wypominała. Nawet nieświadomie wplotłabyś to w teksty na blogu lub fb.

To bardzo ciekawe co piszesz, bo rok temu miałam podobną sprawę (choć nie na taką skalę) i jakoś nie widzę u siebie na blogu wzmianek o tym. No chyba, że się mylę. To proszę wskaż. Do tego z osobą, która posłużyła się moimi słowami mam bardzo fajny kontakt. 😉 Ada nawet wypowiadała się na ten temat.

“Nie śledzę na bieżąco sprawy, coś tam wiem, ale za mało by się na ten temat wypowiadać. Napiszę trochę z innej strony. Nie pamiętam jak to było, ale użyłam cytatu Matka Prezesa u siebie na profilu. Nie dużym, bo prywatny ok. 400 znajomych. Przerobiłam pod siebie do sytuacji, do momentu. Ktoś (nie zagłebiałam się kto) podrzucił Matce Prezesa screen. Nie chciała publicznych przeprosin, nie chciała afery, nie chciała nic tylko by zaznaczyć, że to jest jej. Nie piszcie więc, że kobieta pierze brudy na fb, bo nie robi tego gdy nie musi. Po całej sytuacji czułam się głupio i przeprosiłam publicznie sama z siebie na swoim blogu. Nie oczekiwałam poklasku i uznania odwagi, to było coś innego. Tak powinien zachować się nie tylko ktoś po dziennikarstwie, po studiach, tak powinnien się zachować każdy normalny człowiek. Sama napociłam się nad nie jednym tekstem i wiem ile czasu to kosztuje… Jeśli nie da się po cichu to trzeba walić gdzie się da…

Nie chodzi o to ze byłoby po sprawie ale sprawa nie byłaby tak przez Noemi rozdmuchana. A konsekwencje trzeba ponieść jak się coś złego zrobiło. Nawet jak się szczerze żałuje.

To Twoja praca, Twój czas, Twój tekst…całkowicie rozumiem, że nie pozwalasz sobie na takie traktowanie. Wspieram Cię i kibicuję w walce o blogosferę bez plagiatu!

Ja bym to w ogóle na jej uczelnię zgłosiła. No bo jak to tak… 😐

Ja napisałam wczoraj komentarz po postem, który został usunięty- nie wiem czy go czytałaś. Rozumiem Twoje wkur***, bo to co piszesz na swoim blogu i fp to ciężka praca. Pisząc tekst na bloga poświęcasz temu czas spędzony z rodziną czy zwykłe leniuchowanie. Pozwól najpierw aby sprawę załatwił prawnik i nie zniżaj się do jej poziomu, bo odnoszę wrażenie, że czym więcej pojawia się postów na fp dotyczących tematu plagiat tym bardziej ta dziewczyna ma satysfakcję z tego, co zrobiła. Załatw ją w inteligentny sposób.

Te przeprosiny pożal się Boże nie pojawiły się dlatego, że owa blogerka nagle poczuła skruchę, ale dlatego, że zostało wysłane do niej pismo napisane przez prawnika w którym jedną z rzeczy, która miała zrobić były przeprosiny publiczne. Gdyby tego nie zrobiła (i dwoch innych rzeczy) sprawa trafi do sądu i zarówno ona – jak i ja – mamy pełną świadomość tego, że będzie miała nie tylko problemy na uczelni, ale również z dostaniem pracy.

Sprawę zamierzam maglować tak długo aż nie dobiegnie końca. Wreszcie dostałam coś, co powinno właśnie trafić na główną stronę jej fanpage. Bo tak – to jest coś, co rzeczywiście ma pokrycie z rzeczywistością (wysłała to do swoich czytelników na priv):

“Droga Czytelniczko/Drogi Czytelniku bloga Mamo, kocham Cię,

Ostatnio zaistniała niemiła, straszna sytuacja. Dopuściłam się plagiatu. Ogromnie żałuję swojego czynu. Odczuwam to ja, moja rodzina i Ty. Chciałam Ciebie przeprosić za oszustwo, które dotyczy czterech tekstów. Jeśli mnie znienawidziłaś/eś rozumiem. Jeśli zostaniesz nadal z blogiem Mamo, kocham Cię to znak, że można dostać drugą szansę.

P.S. Autorką ciekawych czterech tekstów jest Noemi Skotarczak (Blog Matka Prezesa).

Oficjalne przeprosiny znadują się na moim blogu.

Z wyrazami szacunku,
Mamo, kocham Cię”

Cześć! Zwracam się do Ciebie – może nie powinnam publicznie, ale z drugiej strony to nie ja powinnam się wstydzić – bo tez mam kwasową sytuację. Jest dziewczyna, która założyła bloga w którym mnie powiela! Nie kopiuje moich tekstów, ale powiela pomysły na wpisy! Szczytem było to jak pojechała w to samo miejsce na wakacje co my w zeszłym roku i w tej samej miejscowości starała się robić takie same zdjęcia co ja! Te same pomysły na ujęcie, te same kadry, ten sam temat zdjęć! Rożnica oczywiście jest, od technicznej po okolicznościową, ale chodzi o pomysł! Pomysł, który ona kradnie! Wkurza mnie to niemiłosiernie i nie chcę więcej takich akcji. Niech sobie pisze bloga, tylko niech sama wymyśla co i jak pokazać, a nie powielactwo uskutecznia. I teraz pytanie za tysiąc punktów, jak powstrzymać taką osobę od kopiowania?

Pytanie tylko na ile jest to kradzież a na ile inspiracja. I tu pojawia się pewien problem. Autorka bloga kopiuje Twoje pomysły,ale … może to zbieg okoliczności? Bo tak naprawdę czy nikt nie może pojechać w to samo miejsce i zrobic podobnych zdjęć? Albo czy nie może poruszać tych samych tematów? Żadna z nas sobie licencji na tematy nie wykupiła niestety (lub stety). Tak jak w parentingach chyba wszyscy pisali o porodzie, karmieniu, poronieniu, spaniu z dzieckiem – tak i o podróżach można.

Pamiętaj, że oryginał zawsze jest lepszy. 😉

Masz rację. Owszem nie czepiałabym się gdyby tekst albo zdjęcia byłyby inne. Jednak w chwili gdy obie rzeczy są do siebie zadziwiająco podobne, robi się nie smacznie! Dobrze zdaję sobie z tego sprawę, że tematy się powtarzają i będą, tylko zawsze można je “ugryźć” inaczej i o dziwo, większość bloggerów nie ma z tym problemu! Wystarczy napisać coś własnymi słowami, od serca, a nie napiszę to samo, tylko trochę inaczej, bo nie sama nie umiem! Ale najgorsze w tym wszystkim jest ludzka bezczelność i zakłamanie. Co potwierdza przypadek kopiującej twoje teksty blogerki! Mam nadzieję, że cała ta sprawa zakończy się po twojej myśli i nie odpuszczaj, bo nie można. Trzeba walczyć o ochronę praw autorskich, a kradzież choćby tekstu, jest nadal kradzieżą!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Copyrights