Szkolny kat.

Kiedy miałam 2, może 3 latka spadł na mnie metalowy śmietnik. Chwila nieuwagi moich rodziców, nierozwagi małego dziecka i zapewniłam sobie szramę, która będzie mi towarzyszyć do końca moich dni.

Jakiś czas później, a właściwie dobre kilka lat, ktoś (a trudno już określić kto), zapoczątkował że moja blizna, ulokowana w bardzo paskudnym miejscu, wygląda jak zaschnięty gil. I tak oto dostałam cudne przezwisko: ,,Babol“.

Myślicie, że aktualnie wpływa to jakoś na moje samopoczucie? Ależ skąd. Dawno już wyzbyłam się swoich kompleksów, które towarzyszyły mi bardzo długo. Patrząc w lustro miałam wrażenie, że kompletnie nikt nie zwróci na mnie uwagi, już zawsze będę tym ,,Babolem“. Nie chciałam tego tuszować podkładem, pudrem, czy czymkolwiek innym. Ale obiecałam sobie, że jak będę dorosła uzbieram na operację plastyczną. Myślcie, że obecnie tego chcę? Phi. Szkoda pieniędzy. Mam podkład. Ba! Nawet podkładu często nie używam, bo mam PT.

Byłam niska, niezbyt szczuła i z pewnością należałam do najbrzydszych dziewczyn w całej szkole. Ja to wiem, przecież nie musimy tego ukrywać. Spójrzcie chociażby na zdjęcie,które wyszperałam,żeby przesłać Żudit … Najbardziej obciachowe? A proszę bardzo!

Kiedy ma się z 10 no maksymalnie 14 lat i przeżywa pierwsze miłości z takim bagażem jaki ja miałam, kompleksy sięgają gwiazd. Miałam ich tyle, że mogłabym nimi obdarować pół Polski. I cieszy mnie niezmiernie fakt, że nie było wtedy fejsa i nikt nie mógł robić sobie ze mnie jaj na przestrzeni Internetów, bo trudno określić jaki byłby tego finał.

Dzisiaj mam Jana, PT, masę sukcesów na koncie. Uważam się za całkiem atrakcyjną kobietę i przede wszystkim wartościową. Moje ego szybko odbudowałam, a wszelkie wyśmiewania, próby obrażania traktuje jako rozrywkę i naprawdę rzadko się tym przejmuję.

Byli tu już i tacy, którzy moje kompetencje rodzicielskie (lub jakiekolwiek) oceniali przez pryzmat tego co było z 10 albo nawet i 15 lat temu. To całkiem zabawne pisać takie anonimowe komentarze w nadziei, że cokolwiek sobie z nich zrobię. Z głupich rzeczy się wyrasta,ale pewnych luk w inteligencji się nie uzupełni. Przykro mi.

Dlaczego o tym piszę? Ano tak. Bo mamy głośną sprawę chłopca, który popełnił samobójstwo, bo nie wytrzymał. Miał to nieszczeście urodzić się w czasach, gdzie hejt jest na porządku dziennym nie tylko w świecie realnym, ale i (przede wszystkim) wirtualnym. Na dodatek ludzie, którzy winni są jego (kolokwialnie rzecz ujmując) morderstwa, uważają, że nie miał prawa żyć, bo ubierał się jak pedał. Idac tym tokiem myślenia wszyscy powinniśmy wyglądać jak kserokopie. Durne kserokopie dodajmy, z IQ ameby.

Ja sobie walnęłam taką soczystą ,,kurwą” w stronę monitora, przekonana, że dzisiejsze pokolenie jest jeszcze durniejsze niż to poprzednie. Bo to poprzednie, to moje, miało jeszcze jakieś oznaki inteligencji, czasem nawet reprezentowali sobą trochę empatii i to nie na poziomie ślimaka. Dzisiejsze pokolenie nie tylko ma roszczeniową postawę wobec całego świata, ale dodatkowo nie wyciąga kompletnie żadnych wniosków ze swojego zachowania, śmierć kolegi natomiast traktują w kategorii niezłej rozrywki.

Jakiś czas temu pisałam, że w każdej klasie było jakieś szkolne popychadełko. Przyczyny tego były tak różne, że trudno znaleźć jeden punkt zaczepienia. I myślicie, że kiedyś nauczyciele reagowali? Ano widzicie, mój eks wychowawca też nie bardzo reagował. Miał nawet ciekawy system wystawiania oceny z zachowania. Każdy z uczniów miał pisać na kartce komu jakie zachowanie przysługiwało. Mogłabym mieć zachowanie najbardziej wzorowe ze wszystkich, ale nie byłoby opcji bym kiedykolwiek je dostała. Dlaczego? Bo koledzy nie głosowali.

Dzisiaj nauczyciele też nie reagują. A mi przychodzi wychowywać w tych trudnych relacjach syna.

Pamiętam jak pierwszy raz przezwał kolegę, jak pierwszy raz uderzył. Jaka byłam wściekła, rozgoryczona. Obiecałam sobie, że mój syn nigdy nie będzie szkolnym popychadłem, ale obiecałam sobie również, że nigdy nie będzie również szkolnym katem.

Zapadłabym się pod ziemię, czuła wewnętrzną porażę, gdyby mój syn znęcał się nad kolegami, gdyby to on był tym, który wszczyna, wymyśla przezwiska, czerpie przyjemność z nieszczęścia innych. Można na moment stracić swój mózg i poddać się bezceremonialnemu przezywaniu innych, czerpać z tego siłę, czuć się lepiej. Ale w pewnym momencie ktoś powinien zaalarmować. Powiedzieć dość, a Ci mądrzejsi włączyć własne, zaprogramowane wcześniej przez kogoś mózgi. I wyciągnąć wnioski.  I rodzice – ach tak – Drodzy Rodzice … Nie, nie jesteście do końca temu winni, ale reagować musicie. ZAWSZE, żeby Wasze dziecko nie miało na rękach czyjeś krwi, a matka nie odwiedzała na cmentarzu syna.

 

 

 

KOMENTARZE (8)

  • Agata
    Lip 03, 2015., 18:45 • Odpowiedz

    A ja w podstawówce byłam "seksolką". Ksywkę nadał mi sąsiad bo gdy podczas długiej przerwy puszczali muzykę to ja tańczyłam. (klasy 1-3) Później zmieniłam szkołę i trafiłam do klasy w której uczniowie przejęli trochę prlowską logikę myślenia. Nie pod pasowałam jako nowa a dodatkowo moją "wadą" było to, ze dobrze się uczyłam. Było ciężko przez kilka lat ale jako jedyna tłukłam się z chłopakami na przerwach :D

  • Niki
    Lip 03, 2015., 18:54 • Odpowiedz

    W podstawówce nie byłam lubiana, za to, że dobrze się uczyłam, nauczyciele mnie lubili. W którymś momencie nabijanie zamieniło się w zastraszanie. Przez cały rok szkolny w 4/5 klasie nie odzywał się do mnie nikt. No chyba, że akurat nauczycielka mnie pochwaliła, to wtedy cała klasa zgodnie po mnie jechała. Pozbierałam się po tym i, tak jak Ty, jestem pewna siebie i świadoma swojej wartości. Ale wtedy nie dawałam rady, nauczyciele nie reagowali, a ja nie raz trzymałam w dłoni nóż i żałowałam, że nie potrafię tego zrobić.

  • taka ja
    Lip 03, 2015., 19:11 • Odpowiedz

    Jedyne co mi przychodzi teraz do głowy, po przeczytaniu tekstu to słowo Amen! Nic dodać nic ująć... Zgadzam się w 1000 %. Nie na wszystko mamy wpływ jako rodzice, ale reagować powinniśmy zawsze. Im wcześniej przestaniemy być obojętni nawet na wydawałoby się drobne sprawki tym lepiej dla nas i dla naszych dzieci.

  • ewelinamarkusz
    Lip 03, 2015., 19:33 • Odpowiedz

    Matko Prezesa jak zawsze świetny tekst. Pozdrawiam :-)

  • Stefan S J
    Lip 04, 2015., 12:00 • Odpowiedz

    Jakie to smutne,że ludzie wartościowo mają wciąż wątpliwości i kompleksy,natomiast totalni durnie są butni i pozbawieni analizy

  • Dorota
    Lip 05, 2015., 07:25 • Odpowiedz

    Mam pytanie kompletnie nie związane z tematem wpisu. Trafiłam na Twojego bloga, fajnie piszesz. A ja już tak mam, że jak kogoś czytam, to najpierw nadrabiam wszystkie wpisy. Piszesz od letego 2013 czy mi się całe archiwum nie wyświetla? :)

    • Noemi Skotarczak
      Lip 05, 2015., 08:48 • Odpowiedz

      Czołem. Pierwszy wpis pojawił się pod koniec stycznia, ale kiedy przenosiłam na wordpress z blogspota wiele moich starych wpisów zostało usuniętych przed przeniesieniem, ;)

  • anka
    Lip 15, 2015., 13:21 • Odpowiedz

    Mój 4 letni syn ma kolegę równolatka z podwórka. Znają się całe swoje maleńkie życie i bardzo lubią. Problem w tym, że tamten od ok roku zaczął lać wszystkie dzieci, włącznie z moim synem jeżeli nie chcą robić tego co tamten sobie wymyśli. Jego mama stwierdziła, że to wina dzieci które go denerwują i on przez to je bije-bo ktoś mu działa na nerwy. Efekt jest taki, że za każdym razem gdy jej 4 letni syn wchodzi na podwórko plac zabaw pustoszeje z młodszych dzieci, które się go boją. Gdy ja powiedziałam dość i że nie pozwolę z mojego syna robić chłopca do bicia-jestem z jej koleżanki wrogiem i persona non grata. Przykre, zwłaszcza, że owa mama jest nauczycielką w naszej szkole-uczy przedszkolaki i pierwszaki

ZOSTAW KOMENTARZ

loading
×