Uciekająca panna młoda

 

 

Na początku miałam marzenie … Suknia a’le beza, huczne wesele do białego rana, ojciec zaprowadzający mnie do ołtarza i on. Przystojny, mój, ten jedyny, błysk w oku, garnitur krojony na miarę, zakładający mi lśniąca obrączkę na palec. Z wiekiem mi minęło … Suknia a’la beza zaczęła wyglądać zbyt śmiesznie, ojciec mógłby mnie co najwyżej zaprowadzić do auta (jakby mu się chciało),bo na ślub kościelny nie ma co liczyć, a on … no cóż. Fakt przystojny, fakt, tylko mój, fakt, błysk w oku jest, garnitur krojony na miarę pewnie też by był i obrączki złote. Problem w tym, że ja nie do końca jestem pewna, czy chcę właśnie tego.

Wzięłam do ręki kalkulator. Rzuciłam miesiąc maj, głównie ze względu na Jacha. Mamy obecnie niecały rok i nie odłożyliśmy na to ani złotówki. Przyjęłam, że część opłacą mi rodzice, bo się zdeklarowali, ale drugą część opłacić musimy sobie sami. No i tu wyznaczyliśmy sobie miesiąc wrzesień jako rozpoczęcie odkładania pierwszych … ekhm … stówek na kupkę.

Nie zrozumcie mnie źle, ale kiedy jest się razem prawie 8 lat, a w przyszłym roku będzie prawie 9, ma się kilkuletnie dziecko i wspólny budżet, człowiek myśli trochę innymi kategoriach. Bo na dobrą sprawę wcale nie zaczniemy ,,nowej drogi życia“, tylko po prostu przypieczętujemy nasz długoletni związek, bo praktycznie nic oprócz nazwiska się w naszym związku nie zmieni.

Kiedy zaszłam w ciąże (zbyt młodo), praktycznie nikt nie namawiał na ślub. Ktokolwiek bąknął o tym co by wypadało, został zmiażdżony moim wzrokiem i głośnym protestem, że żadne skarby tego świata nie przekonają mnie do wciśnięcia się w białą suknię z brzuchem. Ja po prostu uważam, że nikt nie powinien brać ślubu na szybko, bez większego zastanowienia. Poza tym wtedy nie byłam pewna, czy ten związek przetrwa rodzicielstwo, a 19 czy też 20letnią rozwódką nie zamierzałam być.

Siedzę dzisiaj u rodziców. Zaczyna się temat, obracam na palcu pierścionek i burknięciem odpowiadam na pytanie mamy. Patrzy na mnie i mówi:

– Chyba nie jesteś pewna tego ślubu co?

Miała na myśli PT, ale ja nie.

Nie, nie jestem pewna. Takiego ślubu. Właśnie takiego jak to sobie wszyscy wyobrażają i jak ja sobie wyobrażałam. Kilkudziesięciu osób, w restauracji, w Zamku w Kórniku (bo cywilny). Z orkiestrą grająca do białego rana, z lejącą się strumieniami wódką. Z suknię za całą mają pensję (albo i pensję PT …), oczywiście szytą na miarę. Z nienaganną fryzurą i makijażem, który zrobi ze mnie bóstwo, którym zdecydowanie nie jestem.

– Wiesz mamo – zaczynam – ja nie chcę takiego ślubu. Ty odkładasz, ja odkładam, a potem tracimy całą tę kasę jednego dnia. Po tym zostaje mi tylko obrączka na palcu i niewykluczone, że pożyczka. Kilkadziesiąt tysięcy przeżarte, przepite. A można je spożytkować inaczej.

– Czyli jak?

Pierwsze plany jakie mieliśmy to a’la beza. Potem przyszedł pomysł na Dominikanę. Właściwie ja go rzuciłam od pierwszej chwili w której ujrzałam taką opcję. Tylko ja, PT, Jachu i plaża na Dominikanie. Ołtarzyk na środku plaży i tydzień wakacji dopięty do cudownych chwil spędzonych pod palmą. Niestandardowe, a równie drogie. Tyle, że takie nasze, a nie innych. I nie bawilibyśmy się tylko jednego dnia, ale przez cały tydzień. Śmiejąc się, wygłupiając, śpiąc w pięciogwiazdkowym hotelu i …odpoczywając. Spędzając te chwile razem.

Dominikanę odstawiłam jednak na późniejsze lata. Tak mi się wtedy wydawało. Pierścionek, który obecnie noszę na palcu to niespodzianką, którą PT sprawił mi, kiedy spędzaliśmy cudowny weekend w Sheratonie. Planował to ponoć wcześniej. Wiedział o tym jego przyjaciel i mój brat. Nikt więcej. Ja zawsze powtarzałam, że ma być wyjątkowo, mam się nie domyślać, chcę aby to była niespodziankę. I uwierzcie, była.

Skoro już na palcu mam pierścionek, zaczęły się (logiczne) pytania: ,,Kiedy ślub?“. Tak jakoś, całkiem nie myśląc odpowiedziałam, że za rok. No i się zaczęło …

– Wiecie, bo my wydaliśmy 40 tysięcy! Połowa się zwróciła, drugą połowę spłacamy do dzisiaj.

Liczę …

– A to już dwa lata spłacacie?!

– Nooo. Niestety.

Jedna noc. Dwa lata spłacania! I końca nie widać! Szaleństwo …

I słyszę. Te przyszłe panny młode. Ślub też w 2015 biorą, inne w 2016. Tak. Te z 2016 też już planują, odkładają. Wyobrażacie sobie? Odkładać sobie od … r…twarzy każdy grosz, by jednego dnia to przehulać. Odkładać dwa lata ogromne sumy pieniędzy, za które można wykupić super wycieczkę, kupić całkiem niezły samochód, albo wyremontować dom. Kwoty tak ogromne, że w końcu człowiek sam nie wie, czy chce tego czy nie.

Ja już wybrałam. Nie chcę …

Czuję, że zupełnie nie tego chcę. Nie chcę hucznej imprezy. Chcę coś małego, w stylu niedzielnego obiadku. W sukni zamówionej zapewne przez allegro, która nie będzie kosztowała więcej niż moje huntery. Tylko zamek w Kórniku pozostaje opcją niezmienioną. Z tego nie zrezygnuję.

A potem … no własnie. Potem ja, PT i Jachu wyjeżdżamy. Pakujemy trzy walizki, wsiadamy do samolotu i będziemy się cieszyć ,,nową drogą życia” pod palmami. Bez kredytów. Bez pożyczek. Beztrosko.

 

CATEGORY: KOBIECIARA

Noemi Pawlak

Od 3 lat blogerka, od prawie 7 lat mama. Aktualnie w dwupaku. Zwolenniczka szczepień, spania z dzieckiem, BLW i wychowywania bez klapsów, oraz szerokopojętego rozpieszczania. Nie powie Ci jak wychowywać, ale byłaby świetną autorką do napisania bezradnika dla rodziców.

Comments (34)

Brawo!!!

My po cywilnym pojechaliśmy z rodzicami i najbliższymi przyjaciółmi (sztuk 8) na weekend nad morze. Wszyscy zadowoleni, całość nas wyniosła niecałe 8 tys. Tak więc popieram.

miałam ślub cywilny ,20 osób(najbliższa rodzina) ,suknia za 700 zł biała, szyta na miarę . Przyjecie od 14 do 20 w restauracji wydaliśmy na wszystko 5tys 🙂 I to był najpiękniejszy ślub jaki mogłam mieć.

Ja nie chciałam wesela ani białej sukni, chciałam uroczystość w urzędzie i obiad w restauracji z najbliższą rodzina (czytaj rodzice i rodzeństwo). Dałam się namówić teścia na wesele na 30 osób, do dzisiaj jak o tym myślę to mnie trzęsie musiałam się kłócić z teściowa nawet o torta, nie podobało mi się wgl, nic nie bylo po mojemu, wspomnienie ślubu kojarzy mi się ze złością na teściowa

Co za tesciowa, to Pani ślub … Współczucie!

Trochę jakbyś pisała o mnie, może kiedyś się skusze do opisania mojej “historii” bo też jestem bez ślubu, co prawda kościelnego ale i tak odczułam napietnowanie

My się zamknęliśmy w 6000 z najbliższą rodziną w restauracji z imprezką do rana 🙂 Da się. Też nam było szkoda kasy woleliśmy w remont mieszkania wtedy wsadzić.

My wydaliśmy bardzo dużo pieniędzy, ale gdybym była na Twoim miejscu, miała dziecko, wspólny dom i budżet to poszłabym do USC i później zaprosiła najbliższych na kawę i ciasto

Kiedy my planowalismy slub i wesele, to jedynym zalozeniem bylo, ze ma to byc nasz dzien. Nasze swieto. Nasze marzenia maja sie spelnic. Na szczescie nie musielismy aie zarzynac, zeby to wesele oplacic. Okazalo sie, ze w zasadzie znamy, albo rodzice znaja, czy koledzy z pracy cale mnostwo osob, dj, kierowcow, cukiernikow itd. Dla nas to byl poczatek nowej drogi.
Dla was niech bedzie waszym swietem, z pieknymi zdjeciami i cudownymi wspomnieniami. I zrob sie na bostwo. Niech PT patrzy na ciebie tak samo zachwyconym wzrokiem, jak na mnie moj maz w dniu slubu:)

Ślubu nie planujemy, ale od kiedy tylko pamiętam, zawsze dziwiło mnie, że można chcieć przeżreć kilkadziesiąt koła na to, żeby ciotka z wujkiem mieli ubaw. Podróż do Azji lub do Ameryki Południowej brzmi tryliard razy lepiej 🙂

A gdyby tak zjesc ciastko i miec ciastko? Da siewysilku, ale wymaga towysilku.
Nas wesele na 60 osobpoprawipoprawiny na 120kosztowaly 10 tys. To nadal duza suma, ale przy wiekszkosci weselnych budzetow sie chowa. No i ja uwielbiam wesela. Te tance,hulanki,swawole i suknia welonem. Po 5 latach nie zaluje;-)

Ja miałam suknię używaną (coś starego), ale przepiękną! Kawałek za kolano, wszyscy piali z zachwytu. Później przyjęcie dla najbliższych (żadnych kuzynów, kuzynek, cioć i wujków) – najbliższa rodzina i przyjaciele. A ślub odbył się w… Zamku w Kórniku! To była najlepsza decyzja, żeby nie organizować wielkiego weselicha. Znajomi wciąż wspominają, że to był najlepszy ślub na jakim byli. 🙂

My mieliśmy wesele na ponad 300 osób – tanio nie było , ale tez porownywalnie do niektórych wesel 100 z pompa .
Moj G. Nie byl przekonany . A po weselu obudził sie pocałował mnie i mowi ” jak wygramy w totka to co roku zrobimy powtórkę imprezy ” …
Każdy robi to co lubi . Tyle ze ja juz byłam i w Azji i w Ameryce i na roznych plażach wiec to nie moje marzenie .
Znam kilka osób które nie robiły wesela i żałują … Niektórzy od razu , inni po latach , inni przez całe życie . Znam tez takie które nie żałują … Najważniejsze , ze posłuchasz siebie i swoich pragnień . Myśle jednak ze komentarze o przeżarciu są słabo na miejscu – bo każdy ma inne marzenia i potrzeby – i gdybym robiła wesele jeszcze raz to znów zaprosilabym wszystkich których chciałam mieć obok tego dnia 😉 i znów bym sie cudownie bawiła . I po 5 ciu latach nadal nie żałuje . 😉 pozdrawiam i życzę udanych wyborów 🙂 zgodnych z Waszymi marzeniami – bo to Wasz dzień ;))))

Kochana MP
Ja ślub brałam 2 tygodnie po pierwszych urodzinach syna (oczywiście cywilny). zrobiliśmy obiad w domu dla najbliższej rodziny i przyjaciół (25 os) i było super. żałuję tylko, że nie wzięłam jakiejś pani do gotowania i ogarnięcia tego, bo wieczór przed ślubem piekłam mięsa a moja mama w dniu “wesela” umęczyła się straszliwie próbując to logistycznie udźwignąć. więc nawet w przypadku “niedzielnego obiadku” proponuję rozejrzeć się za jakąś panią ze stołówki czy coś, która ogarnie wszystko co wychodzi z kuchni, żebyście wszyscy mogli cieszyć się tą chwilą 🙂
P.S. sukienkę uszyła mi mama i nie była w tradycyjnej kolorystyce tylko … w kolorze koniaku ze złotymi wstawkami. pasowała do mnie idealnie 🙂

powodzenia i nie dajcie się zwariować

Ja miałam takie wymarzone wesele, ale bez wielkich szaleństw i ekstrawagancji a już na pewno bez podejścia “zastaw się a postaw się”. Było cudownie i tych wspomnień nikt mi nie odbierze 🙂

A my cywilny w poznańskiej wadze braliśmy jak młoda miała 5 m-cy, ale bardzo chcieliśmy wesele. Robiliśmy w Dworku Staropolskim na trasie Katowickiej (wylot z Poznania), ale zwróciło nam się i nawet górkę mieliśmy 🙂

Powodzenia! To jest Wasze dzień i choć niby tylko formalność – to jeden z najfajniejszych dni 🙂

Codziennie przejeżdżam obok tego dworku jadąc z pracy. 😀

Skąd ja to znam…. We wrześniu właśnie bierzemy z mężem ślub kościelny (cywilny wzięliśmy w tajemnicy 5 lat temu, 19 lat miałam, wzorowa uczennica i te sprawy 🙂 ). W życiu nie zdecydowałabym się na huczne wesele i szczerze podziwiam tych odważnych, którzy je organizują… U nas będzie 3 daniowy obiad i ‘popijawka’ 🙂 i tak wyda się sporo pieniędzy. A jeszcze mam 2letnia córeczkę, z którą siedzę w domu, nie pracuje, robię magisterkę zaocznie (ile pieniędzy na to poszło…dobry samochód by był), więc jak to mówię, dobry pasożyt ze mnie 🙂 chociaż nie tylko kwestie finansowe odstraszają mnie od wesela, a przede wszystkim te szopki (błogosławieństwa, oczepiny, gorzkie wódki)… W tym już zupełnie siebie nie widzę 🙂 Jedyne co to na bank chce wyglądać w tym dniu jak milion dolarów (w sukience z wyprzedaży za 1500 🙂 ) pozdrawiam.

Noemi uwierz mozna miec ślub kościelny i impreze i suknie i mozna tanio. My wydalismy na ślub 12000 zl. Impreze mieliśmy w pieknej resturacji w centrum Wroclawia, która miesci się w starym klasztorze. Mielismy obiad dla 40 osób, bo nie chcieliśmy tańców. Ale impreza skonczyla sie o 1 w nocy, więc nie był to taki zwykły obiad i sio do domu. Suknia, garnitur, buty,fryzjer, makijaz, impreza, tort,alkohol,kościół, kwiaty, samochod, hotel dla 2 znajomych,ba jeszcze sukienka dla mojej córki bo miała 7 lat jak ślub braliśmy- i 12 tysiecy tylko. A najlepsze jest to ze to byla pierwsza restauracja, do której weszliśmy. I nie planowaliśmy ślubu kilka lat wcześniej, to był spontan. Wszystko zalatwione w 4 miesiące. Pozdrawiam 🙂

Ach zapomniałam fotograf który byl z nami w kosciele a później jeszcze ze 2 godzinki na imprezie tez się w tej kasie zmieścił. 😉

Hmm, my wybralismy opcje minimum (choc teraz owczesna opcja minimum bylaby jeszcze bardziej okrojona), bo: 1) nie lubimy wesel; 2) nie widzielismy sie w rolach glownych tego wieczoru; 3) za wszystko sami sobie placilismy wiec we wszystkim sami decydowalismy.
Najpierw pojechalismy do Irlandii zarobic na slub (przez 3 miesiace). Potem w ciagu 3 miesiecy wszystko zorganizowalismy. Sukienke musialam uczyc bo w tiulach w Zakopcu przy -25 C siebie nie widzialam (bralismy slub w styczniu). Nie jestesmy z Zakopanego wiec noclegi tez trzeba bylo zagwarantowac – ale to taka ulanska fantazja z tym slubem w gorach. Sukienka + plaszcz + tiara kosztowaly tanio, a krawcowa stwierdzila, ze taka to komunijna ta sukienka 😀 Coz, gusta gusciki
Bylo kilka rzeczy, ktore wyszly nas mega drogo, no ale w sumie nie zalujemy. Powodzenia w przygotowaniach 🙂

AAA, jeszcze zapomnialam dodac, ze mielismy tylko obiad, a potem poszlismy na disco do lokalnego baru 😀

Alleluja!
Po Twojemu musi być! bez presji, wymogów, szablonu, bez “kopiuj” i “wklej”!

Ja ślub brałam, gdy Calineczka miała 1,5 roku. Było to małe, skromne przyjęcie, na którym była najbliższa rodzina i znajomi, jakieś 30 osób. Było cudownie. 😉
Ale ja nigdy nie planowałam wielkiego, hucznego wesela, bo po prostu nie lubię wesel i tańców też nie lubię. 😉
Za to swój ślub wspominam bardzo miło. 😉

Jak ja Cię rozumiem!
My popełniliśmy ten błąd i pod presją wzięliśmy ślub na szybko.
Z brzuchem – dziś nie mogę patrzeć na ślubne zdjęcia, bo wyglądałam fatalnie – płyty z nagranym filmem nigdy nie widziałam i nawet nie odważyłabym się.
Postawiliśmy na rodzinny obiad, a później mini przyjęcie dla najbliższych przyjaciół i znajomych w wynajętym po znajomości klubie. Niby fajnie – ale ja – ciężarna nawet się nie mogłam napić, o 23 padałam z nóg, a przecież to miał być TEN dzień, TA noc.

Nic wielkiego, a tyle zachodu, wybierania, dobierania, fryzura, którą zmyłam w domu jeszcze przed udaniem się do Urzędu Cywilnego. Sukienka, która ładnie wyglądała na wieszaku, niekoniecznie na pięciomiesięczynym brzuchu.

Dziś żałuję, że daliśmy sobie wmówić, że trzeba i drugi raz nie podjęłabym takiej decyzji, a odczekałabym, aż nadejdzie faktycznie ten odpowiedni czas.

Trzymam za was kciuki i życzę, żeby było tak jak sobie zapragniesz ! 😉

My z M nigdy nie chcieliśmy hucznego ślubu. Nie lubimy tłumów, z połową rodziny nie utrzymujemy kontaktu, nie bawią nas oczepiny i inne ślubne zabawy. Zrobiliśmy po swojemu- tylko cywilny, obiad, kawa i do domu. Najbliższa rodzina. Ja bym mogła nawet bez tej kawy itp. ale to byśmy się nasłuchali 🙂
Co prawda brałąm ślub w ciąży (chociaż kiedyś mówiłam, że nigdy tego nie zrobię), ale po 8 latach związku dla mnie to był tylko papier i kwestia zmiany nazwiska- bo tak wygodniej. Żylibyśmy razem i bez ślubu.
Jutro idziemy na wesele do kuzynki M- duże wesele jak na dzisiejsze czasy, na 80 osób. Pozapraszali ciotki czy wujów, kórzy nawet jej nie pamiętają, kontaktu nie utrzymywali. Po co?

Nie jestem za robieniem wesela w stylu “postaw się a zastaw się”.
My zrobiliśmy wesele w miarę spore, ponieważ na 60 osób, z suknią, orkiestrą itp. Osobiście nie wyobrażam sobie innej imprezy, był to jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu . Wiem, że na pewno bym żałowała, gdybym z tego zrezygnowała, chociaż jako mała dziewczynka nigdy nie marzyłam o białej sukni itp.
Jest wiele możliwości zorganizowania wesela mniejszym kosztem nie tracąc na jakości i nie rezygnując z marzeń. Oczywiście wymaga to sporej zawziętości i poszukania odpowiednich rozwiązań.

Nasz ślub, choć konkordatowy, też był skromny i tani. Ja miałam suknię za niecałe 500 zł, wesele było w domu mojej mamy, a gości było kilkunastu. I wcale nie żałuję. Owszem, to najważaniejszy dzień w życiu. Jednak nikt nie powiedział, że musi być najważniejszy i najdroższy. I że co miesiąc będziesz go wspominała nie tylko z sentymentu, ale opłacają też ratę kredytu. Najważniejsi w tym dniu jesteście Wy i Jach. A to gdzie, za ile… Nieważne…

Pomysł z Dominikaną jest piękny 🙂 Teraz w Polsce też możecie wziąć ślub w plenerze, np. w bliskim Wam miejscu.

Brałam ślub 3… wróć! 4 lata temu. To był przyspieszony ślub, taki z brzuchem 😉 moi rodzice się wszystkim zajęli. Oczywiście zaplanowali mi suknię bezę, do której nic nie mam oprócz tego, że nie jest dla mnie. Zawsze marzyłam o “iściu” do ślubu z odsłoniętymi nogami. Przez tą sukienkę nawet wylądowałam przed maturą w 5 msc w szpitalu. I właściwie tuż przed ślubem weszłam do sklepiku “a, gówno tam jest” i kupiłam idealną. Lekką, zwiewną, wiązaną pod biustem, rękawki delikatne, coś na wzór koronki. Ideał za 130zł- tak, nowa, nigdy nie prana w Pervolu i choć dla mnie to i tak była wysoka cena, to jednak jak na sukienkę ślubną wydaje mi się OK.
Ślub. Rodzice się zapożyczali (i niestety nikt z przeciwległego rodu się chyba tego ni domyśla), by zrobić nam skromne przyjęcie z obiadem i poczęstunkiem w domu. Szacuję, że całość wyniosła ich ok 6 000 zł, gdzie na imprezie prócz świadków, rodziców i dziadków nie było już nikogo (ok 16 osób).
Oczywiście przykro mi było troszkę gdy oglądałam sesje zdjęciowe koleżanek, czy ich ślubne filmy. My mamy kilka amatorskich zdjęć… no ale kurfa na uj mi to wszystko? No po co? Czy te 2 tys za film + 5 tys za salę by coś zmieniło? Dzisiaj jestem pewna, że rodzice pomogli najlepiej jak mogli i cieszę się całym sercem, że nie zdecydowali się na pożyczkę życia i spłacania “jednego dnia” przez kilka lat. Amen.

Też kiedyś chciałam bezy i hucznej imprezy, ale odkąd czekam na przyjście na świat Hanuszki to zdecydowanie te pieniądze wolałabym wydać na inny cel…

my też nie mieliśmy wesela i było cudownie 🙂 Zaprosiliśmy na obiad do naszej ulubionej restauracji najbliższą rodzinę i dwa dni po ślubie pojechaliśmy do Toskanii na 2,5 tygodnia. Tam wypożyczyliśmy auto i zjechaliśmy 2 tys. kilometrów. Wydaliśmy wszystkie pieniązdze, które dostaliśmy na ślub i jeszcze trochę swoich i… było cuuuudownie. Teraz jak o tym myślę, to było niezłe szaleństwo, bo można by było za tę kaskę autko kupić, ale nie miałabym wtedy takich cudownych wspomnień, a samochodem jeżdżę starszym i też nie jest źle ;). W przyszłym roku na naszą 5 rocznicę ślubu robimy powtórkę w te same miejsca, tym razem z córeczką i teściami. Już nie mogę się doczekać:)

Ja będę miała wesele na 140 osób, z wymarzoną suknią, piękna salą, pysznym jedzeniem, zaprojektowanymi przez nas zaproszeniami i wszystkimi dodatkami. Całość 50 tysięcy, które uzbieraliśmy w rok + coś dokładają rodzice. za 1,5 miesiąca ślub i nie żałuje ani złotówki. Nie podchodzę do wesela “żeby ciotka i wujek się nażarli i mieli ubaw” ale chcę ich ugościć, chce żeby się czuli dobrze, w końcu to rodzina. Nowe auto zdarzę mieć ale nikt mi nie zabierze tych wspomnień. Nie rozumiem ślubów “żeby wziąć kredyt” i co mówicie sobie “i będę z Tobą spłacać kredyt aż do śmierci” ? Dla mnie nie na tym polega małżeństwo. To jak umowa sprzedaży, twoje małżeństwo to ugoda. Rozumiem że ktoś nie ma pieniędzy na duże wesele, albo nie lubi dużych imprez i się by się z tym źle czuł. Dla mnie to wyjątkowy i jedyny dzień w moim życiu gdzie mój najlepszy przyjaciel zostanie moim mężem i staniemy się rodziną i chce to uczcić, opić z moimi przyjaciółmi i rodziną, nie obiadem, nie wyjściem do pubu czy wycieczką tylko prawdziwą tradycyjna weselną imprezą.

Brałam ślub w małym, pięknym drewnianym kościele. Było trochę osób z rodziny, znajomi ze studiów, z pracy. Przyjęcie było w klimatycznej restauracji z hotelem. Na przyjęciu było ok. 10 osób! Rodzice, świadkowie – nasi przyjaciele, chrzestni, fotograf z żoną (znajomi). Dla dziadków było za daleko.
Były osoby najważniejsze, te z którymi chciałam dzielić te chwile, te które chciałam by były ze mną, bym miała czas cieszyć się razem z nimi. Było magicznie. Hotel był na tyle fajny, że zostaliśmy dwa dni po ślubie i pokorzystaliśmy ze basenu i spa, a później polecieliśmy w tygodniową podróż poślubną. Mimo, że w tym roku mija 6 lat od tego dnia, to nie zmieniłabym nic.

Nigdy nie rozumiałam opcji z weselem na kredyt i powiem szczerze,że nie rozumiem do dziś. Gdybym swoje wesele miała finansować z kredytu, wolałabym go nie mieć. Ale każdy ma, co lubi 😉
Pozdrawiam serdecznie, Justyna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Copyrights