Nastoletnie macierzyństwo.

Moi rówieśnicy zasypiali nad ranem. Po imprezie. Ja również. Też miałam imprezę. Swoją prywatną. Zamiast alkoholu czułam tylko zapach mleka, a zamiast rzygowin w toalecie, smród z pieluchy. Muzyka też była. Niekoniecznie kojąca uszy. Słyszałam jakiś death metal w wykonaniu niemowlęcia.

Moi rówieśnicy siedzieli z nosami w książce ucząc się do matury, ja jedną nogą bujałam dziecko, drugą nogę rozprostowałam, a w ręce trzymałam jakąś gazetę dla rodziców by zagłębić tajniki zajmowania się niemowlęciem. Próbowałam bezskutecznie znaleźć instrukcję dla niego. Po 5 latach dałam sobie spokój. Nikt jeszcze nie napisał do niego instrukcji obsługi. To ewenement.

Moi rówieśnicy planowali na jakie studia pójdą, ja planowałam jakie krzesełko do karmienia kupić i jakąś spacerówkę zamówić.

Oni rozwiązywali w szkole mniej, lub bardziej skomplikowane zadania matematyczne, ja próbowałam złamać zasadę, że dwa plus dwa równa się cztery. Potrzebowałam co najmniej pięciu par rąk, bo musiałam wykonać dziesięć różnych prac w jednym czasie. Udawało mi się to.

Moje rówieśniczki układały sobie włosy, nakładały idealny make up, zakładały super wypasione i modne ciuchy. Ja modliłam się tylko o to, by moje dziecko nie zarzygało mi świeżo założonej bluzki. Ponieważ w kategorii śliny, która wydobywała się z jego ust podczas ząbkowania, spokojnie znalazłby się w księdze Guinnessa, zaczęłam zakładać te ubrania, na których najmniej to wszystko widać. W dupie miałam te wszystkie modne ciuszki, bo wiedziałam, że albo nie spiorę z nich marchewki, albo buraczków.

Między pluciem marchewką, przebieraniem osranej pieluchy, a bujaniem jedną nogą w nadziei, że zaśnie od skarpetek, dmuchałam świeczkę numer 19, znajdując jeszcze czas na rehabilitację, lekarzy i ucząc się na pamięć skomplikowanych nazw, które na początku mieniły się jak łamańce językowe. 50 dni swojego 18 letniego życia, spośród 365 dni jakie miałam, spędziłam w szpitalu walcząc o coś, co przecież było tylko problemem w mniemaniu wielu osób. Kolejne 40 dni (co daje sumę 92 dni, licząc dni po porodzie) swojego 18letnia życia spędziłam oglądając swoje dziecko za szklaną szybką inkubatora. Doszły do tego dwa, może trzy tygodnie spędzone na Oddziale Dziecięcym (na szczęście nie jako matka-karimatka) z dzieckiem, które miało w wieku 3 miesięcy zapalenie płuc.

Poważnie, można się nabawić niezłego bajzlu psychicznego.

Ktoś, co jakiś czas źle mi wróżył. Bo facet mnie kopnie w dupę. Pewnie. Przecież jest trochę starszy to fakt, ale przecież wszyscy dobrze wiemy, że historię o nastoletnich ciążach nie kończą się nigdy happy endem. Facet odchodzi, bo to przecież był tylko przelotny seks i nic więcej. Alimenty mi będzie płacić, jakiś ochłap pewnie, nie więcej niż 5 stów. O ile. Bo przecież są i tacy co nie płacą, na czarno chcą pracować byleby tylko na dziecko nie płacić.

Ludzie współczuli. Moich lat zmarnowanych, tak jakby to były ich lata. Tego, wróżenia mi przyszłości niczym z kryształowej kuli, że tak, już niebawem facet mnie zostawi. To się zawsze tak kończy. Że dziecko ma dziecko, że nic mu nie zapewnię. Nic. Kompletnie. Że koledzy go będą wyśmiewać w szkole, w przedszkolu, bo mnie nie będzie na to dziecko stać. Tyle, że nas stać …

Myślisz, że czegokolwiek żałuję? Niby czego? Tego blond diablęcia, które budzi mnie o 7 rano w sobotę, kiedy ja marzę o tym by po całym tygodniu wstawania po 4 wreszcie się wyspać? Czy naprawdę można żałować kogoś, kto praktycznie codziennie mówi, że Cię kocha i wypełnia Twój dzień po brzegi szczęściem? Czy naprawdę uważacie, że zamieniłabym to na imprezę do rana i życie studenta? Beztroskie?

Twierdzisz, że straciłam najlepsze lata? Ależ skąd! Wypełniłam je dziecięcym śmiechem. Kiedy Ty pękałeś z dumy, bo zdałeś maturę, ja pękałam z dumy, bo moje dziecko  postawiło pierwsze, samodzielne kroki (mając świadomość jak często nam mówiono, że może nigdy tych kroków nie postawić).

I choć uważam, że to nie czas na rodzenie dzieci, cząstka mnie wie, że to była najlepsza rzecz jaka mnie w życiu spotkała. Przygoda, która zweryfikowała moje poglądy na temat wszystkiego.

Myślisz, że tylko dorośli czegoś uczą dziecka? Ależ skąd. To on nauczył mnie patrzeć na świat przez różowe okulary. Pokazał mi jak to jest, kiedy pęka się z dumy za sukcesy innych. Pokazał mi jak niewiele potrzeba do szczęścia. Że liczy się każdy dzień i każdy kolejny. Udowodnił mi, że warto walczyć do samego końca i nigdy się nie poddawać i przeskakiwać przeszkody, nawet te, które wydają nam się za wysokie.

To on zmienił mnie. Wyciągnął z czeluści mojego jestestwa nową mnie. I z powodzeniem się odnalazłam jako mama Noemi.

Jestem szczęśliwym człowiekiem.

 

11026273_737254909706942_2978505766035810271_n

 

[UWAGA! Wpis jest czysto subiektywny. W żaden sposób nie zachęca Was do bycia nastoletnim rodzicem, ani nie pokazuje jednej i najlepszej drogi. Ja pokazuję Wam tylko moją drogę. Szczęśliwą drogę. Ty, mogłeś skręcić w zupełnie inny ścieżkę].

KOMENTARZE (14)

  • marlena
    Maj 08, 2015., 16:50 • Odpowiedz

    Nie jedna kobieta moglaby pozazdroscic Ci tych chwil. Kiedy te nastolatki będą zachodzic w ciąze Ty będziesz miala podchowane juz dziecko i będziesz mogla robic karierę jak równiez dobrze się bawic ;)

  • Alumna
    Maj 08, 2015., 17:44 • Odpowiedz

    Dziękuję za ten post. Jako młoda matka czułam się ostatnio strasznie przygnębiona, miałam jakieś głupie myśli. Przypomniałaś mi po co to wszystko i jak wiele satysfakcji przynosi macierzyństwo. Dziękuję, że jesteś Noemi.

  • Niki
    Maj 08, 2015., 17:50 • Odpowiedz

    Pięknbie o tym piszesz :) Widać, że jesteś szczęśliwą i dumną z syna matką.

  • Dorota
    Maj 08, 2015., 17:52 • Odpowiedz

    Piękny tekst........

  • yv0nne
    Maj 08, 2015., 19:55 • Odpowiedz

    witaj, podobnie jak Ty urodziłam córeczke w wieku 18 lat... aktualnie mam 23 lata, męża, dom, dziecko, dzienne studia na głowie i nie wyobrażam sobie, ze mogłoby byc inaczej. Ojjj a ile sie nasłuchałam, ze zostane z dzieckiem sama, że mam nie brać ślubu (jeszcze gdy byłam w ciąży wzięliśmy ślub kościelny) tak młodo, że co ze szkołą ... w szkole nie zrobiłam sobie żadnej przerwy, nie chciałam przerywać bo bałam sie, ze juz nie wróce. Uczyłam sie do matury jednocześnie kołysząc dziecko do snu, dostałam sie na studia tam gdzie chciałam... dziecko w zaden sposób nie wpłynęło na moją edukacje, wszystko sie da. Co najbardziej mnie wkurzało?? jak ludzie podważali moje zdanie i nie traktowali mnie poważnie, no bo przecież co ja tam moge wiedzieć albo o czymkolwiek decydowac jak sama jestem dzieckiem przecież.. ;/ z dnia na dzien moje zycie odwróciło mi sie do góry nogami, w wieku 18 lat nikt juz nie przynosił mi obiadu pod nos, nie prał moich ciuchów ani nie pilnował czy ide do szkoły (nikt nawet ode mnie nie oczekiwał, że ją ukończe a tym bardziej, ze pójde na studia), wszystko musiałam ogarnąć sama. Jestem szczęśliwą mamą, mam cudowną córeczkę i męża, nie wyobrażam sobie innego życia, nie załuje jakis imprez bo nigdy zbytnio imprezowa i tak nie byłam ;),.. żałujemy tylko, że wtedy nie zdecydowaliśmy sie kolejne dziecko. w czerwcu mija nam 5 rocznica ślubu OMFG!! :D

  • Klaudia
    Maj 08, 2015., 20:38 • Odpowiedz

    Taaaak... Piękny tekst, zwłaszcza to o "osranej pielusze" ;) Ja tam nie oceniam, tak się tylko podzielę refleksją, że ja ciążę zaplanowałam mając lat 25 i gdyby nie fakt, że mąż jest ode mnie trochę starszy przełożyłabym to jeszcze trochę... i wiecie co? Nie żałuję tych imprez, matury i studiów. Ale to ja i moje życie. A Tobie Noemi gratuluję wspaniałego synka, wytrwałości, a przede wszystkim tego, że nie poszłaś na łatwiznę i nie przerwałaś ciąży - to jest piękno.

  • Misako
    Maj 08, 2015., 21:42 • Odpowiedz

    MP doskonale wiem co chcesz przekazać, ja jednak ci mimo wszystko stoje na stanowisku, że rodząc tak hmm przed 24/25 rokiem życia coś tracimy...ALE tu trzeba pamiętac, że są różne okoliczności, zdarzenia, doświadczenia. I ta opinia bazuje na bardzo subiektywnej ocenie magii i szaleństwa jakie mi dały lata 19-25. Ten wiek ma coś takiego do siebie, że jesteśmy dorośli, ale ciągle są w nas dzieci, jest odpowiedzialność, ale jeszcze nie taka przez duże O. Ale jednocześnie zdaje sobie sprawę z jałowości moich argumentów, bo nie ma możliwości (w tym przypadku) napisać dla jednej osoby dwóch scenariuszy, bo jak sama mówisz, daną świeczkę dnuchamy tylko raz. Nie zgodzę się jednak z tym, co słyszysz, że młodym wiekiem przekreślasz szansę, aby coś dać dziecku. Zdaje mi się w tym zakresie, że jest zazwyczaj po prostu trudniej, niż np. jak ja rodziłam dziecko już w ustablizowanej finansowo-zawodowy świat. Z facetem? Bzdura, odchodzą i tacy po 30. No i nie można zapominać o uniwersalnej prawdzie, że tak naprawdę nie ma ani wieku ani chwili idealnej na dziecko. Trzymaj się mała ;)

  • Kasia
    Maj 09, 2015., 16:25 • Odpowiedz

    Idealnie to wszystko opisałaś! Ja zawsze powtarzam, że nie mam gwarancji, że bez dziecka wiodłoby mi się w życiu lepiej. I na pewno nie żałuję, że zostałam nastoletnią matką :)

  • m
    Maj 09, 2015., 17:18 • Odpowiedz

    jesteś najlepsza! tyle w temacie! ;* świetny wpis

  • Aleksandra
    Maj 11, 2015., 16:11 • Odpowiedz

    Jak o 8 rano, dokładnie w dzień moich 18 urodzin zobaczyłam dwie kreski.. To sie przeraziłam. Ludzie współczuli bo nie poimprezuje. A prawda jest taka ze nie zamieniłabym doświadczeń związanych z nastoletnim macierzyństwem na żaden balet życia.

  • Ojciec M.
    Maj 14, 2015., 10:49 • Odpowiedz

    Również jestem szczęśliwym człowiekiem :) Najbardziej zawsze bawiły mnie starze panie, która zatrzymywały się, aby chwilę ze mną porozmawiać. Przy okazji częstowały wywodem jak to marnuję życie, bo mając 19 lat pcham wózek z dzieckiem zamiast się bawić. Do tej pory ich nie rozumiem. Jestem tatą, bawię się świetnie z moim synem. Nigdy nie potrzebowałem do zabawy nierozgarniętych nastolatków z którymi tylko wiek mnie łączy.

  • Magda
    Wrz 26, 2015., 18:11 • Odpowiedz

    Nie uważam , że rodzącej wcześnie tracimy. Może to też zależy od punktu widzenia. Ja nie urodziłam przed matura bo miałam ogranicznik -jego. Myśleliśmy, że będziemy rodzicami. Może wtedy naiwnie, ale nie bałam się tego. Urodziłam miesiąc przed 2 rokiem studiów. Chcieliśmy tej ciąży i tego dziecka. Nie miałam naście. .. a 21. I być może znasz to uczucie, wzrok ludzi, którzy chcą cie zlinczowac. Którzy nie rozumieją, że ty chciałaś tego dziecka. Jestem też może durnego zdania, że jeśli to dziecko -dziecko mlodej matki -zostało poczęte to miało zaistnieć. I młoda matka tez może być wspaniała matką. Widzę teraz różnice (nie u każdego bo można tu łapać za slowka) ze nawet 16 latka może być bardziej odpowiedzialna niż matka 36-40 letnia. Dziecko nie jest też kulą u nogi. Przecież nadal można korzystać z życia. Ja nie wyobrażam sobie życia bez dzieci. Nie wyobrażam sobie bym dopiero teraz mając skończone 25 lat mogła zaczynać starania bo taka potrzebę poczułam wcześniej a takie opóźnianie na sile wbrew samej sobie ...zameczylabym się. Wracając do was... Podziwiam. Podziwiam i zbieram szczękę z ziemi. Czytam was , ale od pewnego momentu. Czytam bo nie jest tylko słodko lukrowo, ale prawdziwie, czasem chamsko, uszczypliwie, ale szczerze. Nie wiedziałam , że Jan urodził się w takim momencie twojego życia. Jesteś wielka .

  • Karolcia
    Wrz 26, 2015., 18:51 • Odpowiedz

    No super ze sie sprawdzilas w roli nastoletniej mamy, ale mam wrazenie ze zostaly tu poplatane wszelkie pojecia. Uwazam ze ominela cie najbardziej istotna czesc mlodosci pod tytulem ROZWOJ INTELEKTUALNY. nie chodzi wg mnie o imprezy,tylko wlasnie o edukacje. Oczywiscie,ze matura to bzdura,ale nie majac odpowiedniego wyksztalcenia,bedziesz do konca zycia od kogos zalezna finansowo,czy to od rodzicow,czy to od partnera,czy to od pomocy spolecznej. Wyjasnienie,ze jestes najszczesliwsza osoba mnie osobiscie nie przekonuje,poniewaz to moglo kilka lat poczekac. I nie mysle o aborcji,tylko o odpowiedzialnym wspolzyciu z mezczyzna. Bo nie ma gorszej rzeczy kiedy dzieci bawia sie w doroslych,choc nie maja o niczym pojecia. Ty wspominasz niemowle jako nieprzespane noce, osrane pieluchy i raczej ogolny wydzwiek jest pejoratywny. Ja wspominam niemowle inaczej.bo bylam dojrzala kobieta a nie dzieckiem. Nie mialam diablatka czy jak to tam okreslilas,tylko malego aniolka, ktory skoro placze( a nie drze sie niczym kapela metalowa) to znaczy,ze cos mu dokucza. I to sa niuanse,ktore roznia nastolenie macierzynstwo od nieodpowiedzialnego macierzynstwa nastolatek. Fajnie,ze podkreslasz,iz nikogo nie namawiasz,za to ogromny plus.

    • Noemi Skotarczak
      Wrz 26, 2015., 19:11 • Odpowiedz

      Jeżeli myślisz, że pomoc społeczną jest wyjątkowo łatwo uzyskać, to jesteś w błędzie. ;) Tak jak wspomniałam - nie tak dawno temu - ja z MOPSu nie otrzymałam kompletnie nic, bo po prostu mi się to nie przysługiwało. A taryfy ulgowej dlatego, że miałam 18 lat nie było. Po prostu i tak na osobę przekraczaliśmy kwotę i tak. Obecnie nawet ja sama (gdyby nagle mój A. stracił pracę) też bym przekraczała te 506 zł na osobę (o ile dobrze pamiętam, bo może się coś zmieniło). Pracuję na pełen etat. Mam umowę o pracę. Mam też dochód dodatkowy. Więc aktualnie jestem wydolna finansowo. Aktualnie, bo wtedy oczywiście nie byłam. Czemu kompletnie nie zaprzeczam. Dlatego też sądzę, że ten wiek nie jest wiekiem do rodzenia dzieci, bo kobieta w momencie, kiedy pozostaje sama sobie ,,sterem ..." wypada za burtę i musi szukać pomocy w rodzinie. A teraz kolejna kwestia. :) Kompletnie nie rozumiem Twojego brania całkowicie dosadnie tekstu i wyciągania z niego wniosku, że wspominam okres niemowlęcy tylko jak nieprzespane noce i osrane pieluchy. ;). I albo jesteś tu pierwszy raz, albo oczekujesz oklasków.

ZOSTAW KOMENTARZ

loading
×