Hej! Zaufam Ci.

2

– Sama sobie sterem, żeglarzem, okrętem … – mówię do PT

– Chyba wiosłem – burknął.

Dzisiaj o zaufaniu. Nie tym zaufaniu w którym pary się ograniczają w stopniu znacznym,  a tym w którym para wie, że może gdzieś wyjść bez blaszanych gaci [lub nie może wyjść, bo nie ma blaszanych gaci].

Co mi wolno?

Pojechałam z przyjacielem PT na  łyżwy. Bo akurat chciałam. PT nie było w domu, Prezes był u babci. Generalnie można by rzec, że to nie uchodzi, ale, że co nie uchodzi?

Wielokrotnie ktoś nam zwracał uwagę, że zachowujemy się w naszym związku niewłaściwie, a ja będę jeszcze kiedyś płakać. Bo albo ja go zdradzę, albo on mnie. Że zaufanie jest zgubne i powinno się trzymać  drugą połówkę na wyciągnięcie ręki, by wszystko kontrolować. A ja wiem, że gdybym była w takim związku po prostu bym się dusiła.

Lubię wyjść gdzieś bez niego i bez dziecka. Sama sobie sterem … Nawet wtedy, kiedy idę na zakupy, lub do kosmetyczki. Lub po prostu do koleżanki [lub z koleżanką na piwo]. Sądzę, że w tym wszystkim miałabym prawo robić to co chcę, jednocześnie nie robiąc nic poza to, co mi wolno, bo jednak są granice, których i ja nie mogę przekroczyć.

 

Nowoczesny związek?

Nie nazwę tego nowoczesnym związkiem, bo tu nic nowoczesnego nie ma. Jest zaufanie. W związku w którym nie ma zaufania, nie będzie również sytuacji takich jak opisana przeze mnie. Krok dalej postawię nawet – PT jechał do koleżanki na imprezę [z paczką znajomych] i tam nocował. A ja wiedziałam, że nic nie zrobi. Tym samym i ja, jakiś czas później jechałam na weekend do Poznania gdzie wylądowałam w jakimś barze piwnym. Tak. Siedział koło mnie jakiś gość.  Ale kiepski ze mnie materiał na podryw, jeżeli na pytanie: ,,Zajęta?” odpowiadam: ,,Owszem. I to razy dwa. Jeden z moich życiowych wybranków, ma lat 5″. 

Była też Warszawa i bla-bla-car. 

– Znalazłam jakiegoś kolesia, mniej więcej w Twoim wieku – informuje PT – zawiezie mnie z Warszawy do Poznania.

– Jesteś tego pewna?

– Pewnie.

Nie do końca byłam pewna. To było prawie tak jak jazda na stopa i to ponad 300 kilometrów, ale wychodziło taniej no i nie musiałam tłuc się ze studia TVP na Dworzec Centralny [a uwierzcie mogłoby to wyjść przeróżnie].

 

I co dalej?

Jeżeli w związku nie ma zaufania [a w wielu nie ma], to znak, że jest coś nie tak. Zabranianie na siłę drugiej połówce wypadów gdzieś, przeszukiwanie jego znajomych na fejsie, analizowanie zaproszeń na fejsie [boże. serio. to. się. dzieje!], czy też brak poszanowania do prywatności – to właśnie przykład na związek bez przyszłości.

Gdyby PT sprawdzał mi non stop telefon, domagał się pokazywania wiadomości prywatnych [bez podawania konkretnego powodu], zakazywał mi wielu rzeczy i mówił – nigdzie nie pojedziesz sama – to ja po prostu [naprawdę] kazałabym mu spadać na bambus. I tyle by mnie widział.

 

W dobie facebooka.

 Moja znajoma notorycznie sprawdza facetowi skrzynkę na fejsie. Chyba weszło jej to już w nawyk. Co najmniej cztery razy dziennie patrzy co dzieje się w jego aktywnościach. Jak tylko jakaś kobieta zalajkuje jego nowe zdjęcie, zaczyna świdrować profil tej osoby, mimo iż – jak się okazuje – jest to tylko koleżanka ze studiów. Na dodatek mężatka z dwójką dzieci i mieszka setki kilometrów od nich. Dla niej to nie ma znaczenia.

Nazywam takie związki toksycznymi. Jest w nich coś, co sprawia, że jest mi ich żal, choć te osoby same nie są w stanie wytłumaczyć jak to jest, że ciągle sprawdzają wiarygodność swojego partnera. Jedna z moich znajomych zabroniła mieć facetowi koleżanki na facebooku, inna zablokowała byłą dziewczyną.

Mężczyźni mają podobnie. Lub może – z jeszcze staroświecką otoczką ,,baba w domu” – rozumują tak jakość w związku. Znam kobietę, która musiała siedzieć w domu z dzieckiem, a facet dwa razy w tygodniu biegł na siłownie. Zapytana dlaczego ona nie może się wyrwać, wzruszyła ramionami i stwierdziła, że i tak by jej nie puścił. U nich w mieście fitness prowadzi facet. Dla niego byłoby jednoznaczne ze zdradą.

Jest jeszcze historia M. Bo ona w ogóle fejsa nie mogła mieć. Ukrywała się pod bilionem pseudonimów. Mówiła, że robi to dlatego, żeby nikt się nie zorientował, że jednak tego fejsa ma.

– Ale on ma. – mówię zdziwiona.

– Ma. Ale mi nie każe!

Przetrawiam tę wiadomość. Po chwili mówię:

– No to jak on ma, to dlaczego Ty nie masz? Dlaczego jemu też nie zakażesz?

– Bo się wścieknie.

– A Ty?

– Ja nie mogę.

Robi mi się smutno. Próbuję drążyć temat, dlaczego on może coś, czego ona nie może, ale dla niej takie rozwiązanie jest całkiem normalne. To, że pali nie mówiąc mu o tym też. Teraz odlicza minuty, bo zaraz musi wracać. Chociaż była dopiero 21. On wraca z pracy, ona musi być w domu.

 

Dlaczego nie ufasz?

Zapytałam kiedyś moje znajome, dlaczego tak robią. Przypominają mi się takie momenty, kiedy się kąpię, słyszę, że doszła mi jakaś wiadomość i wołam PT, że ma odpisać. Będę za 15 minut. On podchodzi, odpisuje. Czy czyta? W sumie i tak nie mam nic do ukrycia. Z kolei nie czułabym się komfortowo, gdyby czytał wszystko. Analizował moje dyskusje z niektórymi osobami, czy zagłębiał się w rzeczy, które mają być przekazane tylko mi.

Moje koleżanki nie potrafią odpowiedzieć na pytanie dlaczego nie mogą wychodzić same, dlaczego nie chcą i dlaczego non stop są zazdrosne. Ja jestem od tego bagażu po prostu uwolniona, bo PT nie dał mi ani razu powodu do zazdrości. To tak jakbym rozmawiała o Smerfach nigdy ich nie oglądając.

 

 

Ja ufam.

Kolej na Ciebie.

 

 

 

 

 

źródło zdjęcia:http://nodoubt.pinger.pl/

 

CATEGORY: KOBIECIARA

Noemi Pawlak

Od 3 lat blogerka, od prawie 7 lat mama. Aktualnie w dwupaku. Zwolenniczka szczepień, spania z dzieckiem, BLW i wychowywania bez klapsów, oraz szerokopojętego rozpieszczania. Nie powie Ci jak wychowywać, ale byłaby świetną autorką do napisania bezradnika dla rodziców.

Comments (16)

Amen. Noemi. Tyś balsamem dla mej duszy 😉

Lubię przestrzeń. Potrzebuję jej. Bardzo. Lubię wyjść sama z koleżankami. Lubię się spotkać raz/dwa razy do roku z kolegami z liceum (rzadko, bo rozwaleni po świecie). Lubię zaplanować wyjazd z przyjaciółką MY SAME WE DWIE. Lubię to, że mój telefon jest MÓJ, mój laptop jest MÓJ i mój FB jest mój i nikt poza mną, lub za moim przyzwoleniem nie może z niego korzystać. Bo nie. Nie dlatego, że tam chowam dżina w lampie. Nie. Dlatego, że nie. I już. Żyjemy w wolnym kraju więc skąd to stosowanie niewoli? To strasznie… Ja się zawsze na to buntowałam, nie mogę tego słuchać, nie wierzę, że kobiety na to przystają…

Jedna z moich koleżanek ma non stop inwigilowany telefon. Fb. Podsłuchuje się jej rozmowy. Odkąd się o tym dowiedziałam nasze rozmowy są wyłącznie telefoniczne. Wszakże mój sms, czy fb dialog jest MÓJ i JEJ a nie szerokiego spektrum jakim jest dodatkowo jej mąż…

Na prawdę, budujące jest to, że jest więcej kobiet, które lubią swobodę, mają ją i dobrze im z tym. Ufff… 😉

Pozdrawiam!

Magdalena.

Świetny tekst! Tylko pozazdrościć tak wspaniałej relacji, mam nadzieję, że też kiedyś trafię podobnie. Uważam, że odrobina zazdrości zawsze się przyda, ale zaufanie to podstawa w związku. Jeżeli to zawiedzie, to bardzo ciężko coś potem z tego zrobić. Zresztą szczerze wątpię, że ktoś wręcz chorobliwie zazdrosny kiedykolwiek się zmieni. Mimo mojego wieku miałam okazję się o tym przekonać, na szczęście się uwolniłam od tego człowieka, jestem pewna, że on nigdy nie zmieni swojego usposobienia w tym zakresie. Współczuję mu z tego powodu, jest to bowiem ogromny ciężar spoczywający na obydwojgu. Zaliczam takie relacje do toksycznych, a z takich jak najprędzej powinno się uciekać. Ważne abyśmy czuli się swobodnie, a nie ograniczeni, czy wręcz zastraszeni. No, to się rozpisałam 🙂 Życzę szczęścia i pomyślności. Pozdrawiam

Zazdroszcze Wam tego bezgranicznego zaufania.U nas bywało różnie, była też zazdrość wręcz czasem ze strony partnera chorobliwa.Udało nam się jednak z nią wygrać, ale wymagało to od nas obojga dużo pracy.Pracy nad samym sobą i naszym związkiem.Dziś już jesteśmy razem 11lat, z perspektywy czasu myśle, że warto było spróbować ratować naszą miłość.Nie każdemu jednak się udaje, nie każdy ma chęć w sobie do zmian-my mieliśmy

Co weekend zdarzało się że wychodziłam z kumpelami na piwo. Wracałam naprawdę późno w nocy i nie było zje.ki, tylko zdanie:fajnie że już jesteś. Kiedyś maż wymyślił sobie że będzie grał z kolegami po pracy w piłkę ,a graj,lepiej dla Twojego zdrowia 🙂 . a wiadomo co on tam robił? 🙂 Ufam mu a on mi :). Chodził też na piwo :). Twoja koleżanka dużo musi przemyśleć, bo na tym co ona robi nie można budować silnej relacji 🙂

chciałam podać adres bloga, ale nie wiem czy nie będziesz zła hahaha

Ja i tak widzę adres Twojego bloga, mejla i IP. 😀

wiem że widzisz ,ale nikt poza Tobą nie,a chciałam tak na widok publiczny :).

Każdy kto kliknie na ,,Kaśka” zostanie przekierowany na Twojego bloga. Tak działa ten system komentarzy. 🙂

no widzisz cały czas człowiek się uczy 🙂 dzięki 🙂

Wszystko ok. Pogratulowac relacji. Mam tylko nadzieje ze partnerki takich facetow jak tych od lyzew maja podobne do ciebie podejscie ;). I nie krytykuje cie, sama mam niemal identycznie. Natomiast czesto juz mysle czy moje zachowanie nie sprawi ze ktos spedzi popoludnie/wieczor wyobrazajac sobie niewiadomo co. Poza tym zawsze mowie:partnerzy kumpli sa naszymi kumplami 😉

Pan od łyżew nie ma partnerki, ale nie sądzę, żeby sobie cokolwiek wyobrażał [mimo iż w sumie spędziliśmy razem całe popołudnie i razem zjedliśmy obiad], bo Artur wrócił dopiero po 17. 😀

dlatego napisalam o facetach od lyzew – chodzilo mi o typ przyjacielskiego wyjscia ;). Ja tylko zauwazam ze sa ludzie dla ktorych nie ma problemu wyjsc z kumplem plci przeciwnej – i ja tak mam i rozumiem. Ale mam w sobie na tyle empatii zeby wiedziec ze partner/partnerka kumpla/kumpeli moze miec z tym problem ;). I uwazam ze to ich prawo. Bo z jakiegos powodu sa razem. Nie jestem typem osoby: chce z toba wyjsc i mam w dupie jak sie czuje z tym twoja dziewczyna 😉

Chyba jestem nienormalna, sama informuje Marcina,z e dodałam mu do znajomych moje/nasze koleżanki, żeby miał z nimi kontakt, ale fakt, to takie tradycyjne zaufanie, ponoć teraz w związkach nie ma ;).

Ja o Lubego jestem zazdrosna, ale nie dlatego, ze mu nie ufam. Ufam i wiem, że by mnie nigdy nie zdradził i umyślnie mnie nie skrzywdził. Jakiś czas temu jechał sam na urodziny kumpla i tam nocował, później jechał sam na wesele (cały weekend). Nie mam z tym problemu, poza tym, że tęsknię. Ufam mu, nie ufam kobietom dookoła niego, bo za często na niego zerkają i wtedy moja zazdrość się objawia w zdaniu “A ta kufa co się gapi?”. Luby wtedy się śmieje, że jestem jego ochroniarzem przed babami 😀 Ale znam związek, w którym było śledzenie, podsłuchy, sprawdzanie telefonu i komputera przez informatyka, bo mąż nie ufał żonie. Dla mnie taki związek sensu żadnego nie ma.

W 100% się z Tobą zgodzę. Myślę, że w moim związku jest podobnie – ja nie mam nic przeciwko spotykania się narzeczonego z koleżankami, on nie ma nic przeciw moim wyjściom (a kiedyś 3/4 moich znajomych było facetami). Dla mnie związek powinien opierać się przede wszystkim na zaufaniu. Nie ma zaufania, to o jakim związku mowa?
Kiedyś mój znajomy miał fb, nk i co tam jeszcze. Po pewnym czasie miał te portale wspólnie z dziewczyną (nazwa w stylu: Damian Kowalski i Ola Nowak). Naprawdę nie wiem, czyj był ten durny pomysł. Byłam nieraz zirytowana, kiedy pisałam z nim i miałam tą świadomość, że czyta to jego dziewczyna. Ba! Czasem się zastanawiałam, z kim ja w ogóle piszę – z nim czy z nią…

Bardzo często zdarza mi się widzieć wspólne konta. O ich przyszłości i kontroli nigdy nie rozmyślałam. Mój fejsbuk to mój fejsbuk. Nie ukrywam go przed Arturem, ale też trochę prywatności mi się należy…

Zaufaniewogóle w życiu jest ważne. I Prawdę mówiąc też jak większość przedmówczyń twierdzę że prywatność wiąże się z zaufaniem. Strasznie to wygląda w “małym” pokoleniu(lata 90 i w górę) i jakby się zastanowić nad powodami takiego stanu rzeczy, to pewnie by się coś wymyśliło.
Pozdrawiam i dziękuję za fajnego blogaska.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Copyrights