Posłuchaj.

Czasami jest tak, że po prostu siedzę. Tak jak teraz. W pustym mieszkaniu. W tle słychać muzykę klasyczną, za oknem szara, deszczowa jesień daje o sobie znać. W ręce trzymam kolejną herbatę z miodem, na czarnych getrach zauważam dziurkę. Głośno wzdycham. Wydmuchuję nos, rękawem swetra przecieram oczy. Zmęczone oczy.

Kiedy czytam bądź słyszę o śmierci dzieci, czuję, że jestem szczęściarą. Jakkolwiek by tego nie nazwać. Mogę rozkoszować się chwilą, mogę doceniać lub nie pewne momenty z naszego życia,ale to i tak nie zmienia faktu, że mam dziecko. Zdrowe dziecko. I los nie chce mi go brutalnie odebrać. Raz próbował, ale mu się nie udało.

Przeczytałam dwa listy do Morelowej Księżniczki. Powoli zdawałam sobie sprawę, że zmarła w wieku mojego dziecka. Jestem w stanie sobie tylko wyobrazić ten rozdzierający ból i pustkę, której nic nie jest w stanie zapełnić. Ten zapach, zabawki, może kilka pojedynczych, niedokończonych rysunków, których nikt już nie skończy. Gdzieś tam małe pantofelki, ubranka czekające na wyciągnięcie z dna szafy. Gdzieś tam klocek, znaleziony pod komodą. Pamięta lepsze czasy.

Brakuje dziecięcego śmiechu, bo każde cztery kąty są puste. Ciche. Jedyny uśmiech jaki można zobaczyć jest ten, uwieczniony na fotografiach.

Przez wiele stron i portali jak tornado przedzierają się obrazy chorych dzieci. Nieuleczalnie. Czekających na lepszy moment swojego kruchego życia. Czasem na pieniądze. Za każdym razem czuję miażdżą serce pięść. Pięść życia w którym brakuje beztroski.

Te dzieci zamiast wenflonów powinny mieć dziecięce tatuaże, zamiast szpitalnego łóżka pokój pełen zabawek. Zamiast szpitalnych zabawek, plac zabaw. Zamiast pielęgniarek i lekarzy w białych fartuchach kolegów. Ich jedynym problem powinno być to czy dostaną od rodziców kolejnego Spidermana do kolekcji. Nie powinny się bać o życie. Na to powinno być dużo za wcześnie …

Dla każdego rodzica, największym problemem powinien być dziecięcy katar.

Powolutku przypominam sobie Pawełka. Leżał obok Prezesa, a któregoś czerwcowego dnia odszedł, jak dziesiątki innych skrajnych wcześniaków. Wtedy, kiedy śmierć puka do Twoich drzwi, marzysz,żeby nigdy nie być na miejscu tych osób. Nie otwierasz drzwi. Boisz się, że któregoś razu Twoje jedyne dziecko umrze na Twoich rękach i dociera do Ciebie ze zdwojoną siłą, że sobie z tym nie poradzisz. Że już teraz niewyobrażalnie boli.

W natłoku codzienności nie potrafimy docenić pewnych rzeczy. Skala naszych problemów zmniejsza się z minuty na minuty, staje się niewidoczna na tle problemów innych. Zaczynasz się zastanawiać dlaczego się tym przejmujesz, tracisz siły na bezowocne poszukiwania nowego płaszcza. Przecież to tylko płaszcz …

I nie ma dnia, żebym się nie bała. Nucę wieczorem kołysankę głaszcząc złote kosmyki. W pewnym momencie z moich ust wydobywa się cichutka melodia:
,,Cichutko śpiewam, cicho po brzask. Bo gdzieś głęboko boję się, że gdy zaśniesz to, zły los rozdzieli nas. Co za szczęście, że Cię mam“.

Pada deszcz. Ktoś powiedział, że to łzy Aniołów.
Mają powód do płaczu.
Ich Bóg nie jest dobry.
Zabiera matkom dzieci.

źródło zdjęcia: http://wiara.wm.pl/175247,Dzien-Dziecka-Utraconego-15-pazdziernika.html#axzz3JzZ9RVgB

 

ZOSTAW KOMENTARZ

loading
×