Jestem Polką.

[Uwaga! Jeżeli mieszkasz za granicami Polski i masz problemy z czytaniem ze zrozumieniem, kliknij krzyżyk w prawy, górnym rogu. Jeżeli nie stosujesz zachowań niżej wymienionych, temat nie jest o Tobie nawet jeżeli mieszkasz za granicą]

Nie cierpię tych, którzy o Polsce pogardliwie mówią Polandia. Nienawidzę ludzi, którzy po 2 latach w hAmeryce zapomnieli języka w gębie i co drugie słowo mówią po angielsku. A jeszcze bardziej nienawidzę porównywania Polski i naszych warunków do warunków zachodnich.
Jestem Polką do jasnej cholery.

Mam alergię na Dżesiki (nie,nie mylić z Jessicami) i Brajany.
Dostaję palpitacji serca, kiedy widzę i słyszę ,,a u nas w UK to …”. Jakie u Was? Chwila! U Was to Polska jest. Tam to nie Wasze. Pożyczone.

Obudził się dzisiaj we mnie zew patriotyzmu, choć potrafię kląć na absurdalność Polski, że uszy więdną. Na dodatek czasami chciałabym aby Polska wreszcie się podniosła i robiła coś dla Polaków.
Ale dzisiaj mam ochotę Polskę bronić.

Nie po to nasi przodkowie walczyli o Polskę i o nasz język, byśmy teraz się go wypierali, zamieniając proste zwroty na akcentowane ,,r”. Zasób słów Polaków i tak z roku na rok jest coraz uboższy.

Kiedy przyjeżdża do nas ktoś skądś my oczywiście musimy znać język obcy, żeby się z nim dogadać, ale sami wyjeżdżamy za granicę ze słownikiem.

Ja mam już dosyć wiecznie niezadowolonych emigrantów, narzekających na Polskę i na Polaków. Ciągle piszących ,,Tylko w Polsce takie rzeczy, bo u nas ...”lub używających zwrot, który działa na mnie jak płachta na byka – polaczki.
Sraczki kuźwa.

Jestem Polką. Jestem z tego dumna. 
Nie obrażajcie naszego kraju, bo obrażacie również swój kraj.
Buractwo emigranckiego buszu nie daje Wam przyzwolenia do krytyki i wywyższania się ponad. 

Nie jesteście ponad.

Podpisane.
Polka w Polsce.

źródło zdjęcia: http://balkanistyka.org/macedonia-masowa-emigracja-mlodych-ludzi-z-kraju/


KOMENTARZE (35)

  • Anonymous
    Lis 04, 2014., 18:19 • Odpowiedz

    Polska to syf ale to nasz syf i innym nic do tego:)

  • Anonymous
    Lis 04, 2014., 18:24 • Odpowiedz

    MAtko, spędziłam za granicą 4 lata i wróciłam do siebie, do nas :) Jeśłi chodzi o Polakó za granicą, to mały odsetek to fajni ludzie. Reszta to właśnie ludzie z Twojego posta... Leczą swoje komplekksy krytykowaniem Polski, chwaleniem się kasą i gadaniem jak to fajnei za granicą nie jest. JA zawsze ucinam przechwałki tekstem: 'byłam, widziałam, znam i nagle ludzie milkną... Milkną bo wiedzą, że wiem, że sporo tej gadaniny to bujda na resorach. Znam rodziny które w dwoch pracach zapieprzają na kredyty, znam takie gdzie babka po buzi nie raz dostala, takie gdzie zdrada jest codziennością, znam ludzi nieszczęśliwych na emigracji ale nie majacych do czego wracać... Ba... w 'naszej' angielskiej miescinie Polacy zamordowali Polaka... Taka fajna zagranica, u nich wszystco cudne ;) Generalnie temat rzeka... Ja bym tam zostać nie mogła, a jeśli tak to z dala od Polaków. Liczba ludzi, których naprawdę miło wspominam zamyka się w 10. A poznałam ludzi setki. Najfajniejsi poznali ludzie są już też w Polsce na stałe ;)

    • Joanna Malicka
      Lis 08, 2014., 07:44 • Odpowiedz

      Popieram to co piszesz. Jestem zagranica juz czwarty rok i niestetu znam tych ludzi z autopsji i jest mi przykro ze inne narodowosci trzymaja za soba i swoim krajem a Polacy no coz...:(

  • Agniecha
    Lis 04, 2014., 18:52 • Odpowiedz

    Mnie najbardziej drażni jedna rzecz. Każdy wyjeżdża z własnej woli. Nikt nikogo nie zmusza, ani nie wybiera za niego kierunku. A ostatnio często słyszę "weź, z angolami się nie dogadasz", "no co ty, to angielka. Ona myśli inaczej". "Norwegowie to brudasy. Nie dbają o mieszkania. " "Ich przepisy są nienormalne. Kto to widział..." (pisownia z małej litery oryginalna)
    Ludzie jadą do obcych krajów i oczekują, że obywatele danego państwa będą myśleć jak my. Że zmienią się według polskich standardów. Jeżeli ja gdzieś wyjeżdżam to po pierwsze próbuję poznać zwyczaje danego kraju (np sjesta w krajach południowych- według moich znajomych to nieroby, które nie ugotują im obiadku o 14.) I je szanuję. Po drugie żyjąc np. w Anglii należy przestrzegać ich prawa i ich zwyczajów. To nie druga Polska. Po 3. staram się posługiwać ich językiem (poliglota ze mnie żaden), a znajomy z którym byliśmy na urlopie w Chorwacji oczekiwał, w sumie żądał tego, aby kelner rozumiał go w języku polskim... A to były tylko urlopy ;)
    Jako Polce, która z kraju nie ma zamiaru wyjeżdżać, miło mi jak obcokrajowcy starają się dogadać w naszym języku. Dlatego próbuję dukać po włosku czy chorwacku. Mało co z tego wychodzi, ale rozmówcy są zadowoleni.

  • Mama Calineczki
    Lis 04, 2014., 19:04 • Odpowiedz

    Ja sama mieszkam za granicą już 4 lata i nie wracam do Polski - kupiliśmy tu mieszkanie, więc i zostajemy na stałe. Jednak mimo, że jest wiele aspektów, które tutaj podoba mi się bardziej to tęsknię za Polską, chętnie jeżdżę do Polski, staram się co najmniej raz w miesiącu, uczę Calineczki miłości do ojczyzny itp...
    Zdarza mi się często porównywać co jest lepsze w Polsce, co jest lepsze w Czechach, ale nie robię tego, by kogoś obrazić, tylko po prostu ot tak.
    Jednak znam tu wielu Polaków, którzy po 2 miesiąc pobytu tutaj zaczepiając mnie na ulicy mówią do mnie po czesku.. Albo nie! Nie można nazwać tego czeskim. Mówią do mnie po polsku z czeskimi wtrąceniami i akcentem i dodają: sorry wiesz już zapomniałem jak się to u nas mówiło, tak mi ten czeski wszedł! No kurwa! Nic mnie tak nie denerwuje! Nóż w kieszeni się od razu otwiera. :)

  • yendza o.
    Lis 04, 2014., 19:40 • Odpowiedz

    a ja trochę nie rozumiem tego posta.
    dlaczego nikt ma nie porównywać warunków w Polsce do tych jakie ma na Zachodzie? Bo w większości przypadków Polska wypada blado? A jakby porównywać do Wschodu i wypadalibyśmy lepiej, to jest ok?
    Ja z kolei nie lubię tego 'mieszkam w Polsce, to mogę na nią narzekać i psioczyć do woli, Ty uciekłeś z kraju, to już nie masz prawa'. Dlaczego mam nie zauważać tych różnic? Mam udawać, że nie istnieją? Moim zdaniem to dobrze, że zauważalne są różnice, że można pokazać - da się lepiej, jest skąd czerpać wzorce i rozwiązania, bo nie mówię tu o bzdurach typu 'Polska to zacofany kraj wieśniaków' czy coś w ten deseń.

    I nie zgodzę się 'Jakie u Was? Chwila! U Was to Polska jest. Tam to nie Wasze. Pożyczone.'
    Nie jeden emigrant wybiera sobie kraj, do którego się wyprowadza. Tam pracuje, tam kupuje mieszkanie/dom, posyła dzieci do szkół, poznaje ludzi, zawiązuje przyjaźnie, jest częścią społeczeństwa, płaci podatki - zaczyna tam żyć. Uważa to miejsce za swój dom - i tak, jest tam u siebie, nawet jeśli nie widnieje jako obywatel.

    Mam wrażenie, że ten wpis ma na celu po prostu pojechanie po Polakach na emigracji.
    Bo sami nie raz używamy angielskich zwrotów, ponglishu w życiu codziennym czy na blogach. Klikając z Polski - wolno i jest ok. Klikając za granicą to wypieranie się rodzimego języka. Jakiż to absurd.

    Mam wrażenie, że ten wpis ma być kontrowersyjny. I jechać po Polakach na emigracji.
    Szkoda, zwłaszcza, że wielu rodaków zachowuje się tak samo żyjąc w ojczyźnie i to jest ok.
    Buractwo emigracyjne be, za to buractwo ojczyźniane kwitnie :)

    • Matka Prezesa
      Lis 04, 2014., 20:14 • Odpowiedz

      W tym co piszesz jest sporo racji, tyle, że mój temat jest skierowany w stronę buraków tylko i wyłącznie. Roszczeniowa postawa Polaków w Polsce też mnie razi. Ale to nie temat o tym.

    • yendza o.
      Lis 05, 2014., 12:06 • Odpowiedz

      tylko sęk w tym, że buraków masz na emigracji i w kraju - dla mnie to bez różnicy, gdzie ten burak mieszka, bo burakiem zostanie.
      Nawet bardziej rozumiem emigrantów - nie podobało się w Polsce - wyjechali, se mogą ponarzekać, jak było ciężko - zaczynają nowe życie, tworzą nowy dom. Bardziej nie rozumiem tych, którzy narzekają na Polskę, ale np. na wybory nie pójdą, bo im się dupy nie chce ruszyć. Nie próbują wprowadzić zmian, wymienić rządzących na kogoś nowego, młodego, kto może zechce zrobić coś więcej niż tylko dorwać się do koryta. Nie robią nic, ale oczywiście narzekają. I uzurpują sobie do tego większe prawo, bo zostali w kraju zmagać się z tymi ciężkimi czasami i warunkami - z którymi być może nie musieli by się zmagać, gdyby zaczęli coś robić w tym kierunku. No, ale jeśli metody i narzędzia są takie same od lat, to wiem na jakiej podstawie można oczekiwać innych wyników niż dotychczas :)

    • yendza o.
      Lis 05, 2014., 12:11 • Odpowiedz

      ale połowa Twoich argumentów z postu skierowanego do buraków jest bez sensu, bo to nie objawy buractwa.

    • Matka Prezesa
      Lis 05, 2014., 12:52 • Odpowiedz

      Moim zdaniem buractwa.

    • Anonymous
      Lis 05, 2014., 13:28 • Odpowiedz

      W wielu przypadkach zgodze sie z Toba Matko Prezesa ale niestety uwazam ze nie jestes sprawiedliwa. Jest buractwem to ze ktos dla lansu mowi looknij przez window czy car stoi na streecie. Ale nie jest buractwem to ze ktos mimo ze stara sie to kontrolowac wrzuci czasem cos z jezyka angielskiego w rozmowie po polsku. Po 10 latach uzywania na codzien drugiego jezyka ciezko tego calkowicie uniknac. Wiem bo tak mam mimo staran. Zdarza sie. Ale nie zgadzam sie z Twoim stwierdzeniem ze jestem zatem burakiem. Ja jak porownuje to w druga strone - bo u nas w Polsce. Mimo 10 lat emigracji uwazam ze nie tak zle jest jak nam sie wydaje. Czy takie porowanie jest ok ? Ale w driga strone juz nie tak? Z imionami w duzej mierze sie zgodze. Sama nazwalam syna polskim imieniem. Niech wie skad pochodzi. Nie wazne ze obywatelstwo ma inne. Jego korzenie sa polskie. Ale tez nie wieszalabym na szubienicy za to ze ktos nazwal kogos Kevinem. Prosze nie oceniaj jesli sama nie mieszkalas kilka lat poza Polska.

    • Matka Prezesa
      Lis 05, 2014., 15:57 • Odpowiedz

      Ja nie mam nic do osób, które połowę swojego życia mieszkały za granicą! Mają tam swoje domy/mieszkania, pracę i męża/żonę obcokrajowca. I kompletnie nie o tym jest temat!

      Co innego kiedy ktoś myli słowa z racji długiego stażu za granicą, a co innego, kiedy ktoś robi to dla szpanu, bo chce pokazać jaki jest światowy.

      Nie mam nic do imienia Kevin (!!!) ani do imienia Jessica! Mam alergię na kaleczenie tym imion - Kevina zamieniać na Kewina, a Jessice na Dżesike.

  • Magda Kowalczyk
    Lis 04, 2014., 23:06 • Odpowiedz

    Używanie angielskich zwrotów to nie żadne burżua tylko zwykły odruch kiedy polskie słowo wylatuje ci z pamięci, po kilku latach na emigracji jest to dosyć częste.
    Opisywane przez Ciebie zachowania nie są mi obce, ale ni mnie grzeją ni ziębią. Jednak skoro poruszyłaś ten temat to muszę powiedzieć Ci co mnie doprowadza do szewskiej pasji. Istnieje jeszcze jeden rodzaj Polaka emigranta, którego nienawidzę - emigrant tymczasowy chamski. Czyli taki, który przyjechał tu na chwilę trochę zarobić, a ponieważ nic tu nie jest jego - to żadne zasady go nie obowiązują. Może obrażać "ciapatych, angoli i czarne małpy", może stojąc w autobusie co chwila rzucać soczyste k***a, bo przecież nikt nie rozumie (a rozumieją wszyscy) nie musi uczyć się podstawowych zwrotów po angielsku takich jak "proszę" bo po co, może śmiecić, niszczyć i krzyczeć, bo to przecież nie jego cyrk. Potem wracają do Polski, a ci, którzy tu zostają muszą sobie radzić z tym stereotypem. A jest z czym uwierz mi, Noemi. Ja też kocham Polaków, ale też często mi za nich wstyd. Przykład? Kilka miesięcy temu pięknie odnowiono elewację szkoły mojego syna. Tydzień później ktoś wysmarował na niej czarną farbą obrażające anglików, wulgarne napisy. Po polsku.

    • yendza o.
      Lis 05, 2014., 12:08 • Odpowiedz

      o tak, to jest zdecydowanie typ cebulaka zagramanicą i nie znoszę takich ludzi. wyżej sra niż dupę ma.

  • Anonymous
    Lis 04, 2014., 23:14 • Odpowiedz

    Jesli mieszka sie poza granicami Polski np 10 lat, jak ja, tu ma sie wlasny dom, meza, dziecko ( czytaj rodzine) to mam prawo powiedziec U NAS W UK...
    Porownywanie z innymi nacjami? A co w tym zlego. My Polacy jestesmy inni, Angole sa inni, Wlosi tez zupelnie inni. Jedno nam sie podoba, co innego nie. Cos w ty zlego, ze glosno o tym mowimy?
    Tak wogole to Polska zawsze bedzie moim krajem, bo tu sie urodzilam, tu mam rodzicow.
    Zgadzam sie z pozostala czescia tekstu...wielu Polakow przed znajomymi w Polsce jednak gra, udaje ogos, kim nie sa...Takich ludzi po prostu trzeba omijac.

  • Niciutka
    Lis 04, 2014., 23:21 • Odpowiedz

    A ja po 8 latach bycia polaczkiem w UK, szykuję się do powrotu do Polandi ;)

  • Joanna M.P.
    Lis 05, 2014., 08:26 • Odpowiedz

    Mogę się pod Twoim wpisem podpisać obiema rękami.

  • Anonymous
    Lis 05, 2014., 09:12 • Odpowiedz

    Zgodzę się całkowicie z jendza.o. Chciałabym tylko dodać, że czasem zyskujemy płynność porozumiewania się w danym języku (na przykład w angielskim) kosztem naszego ojczystego języka i to jest naturalna kolej rzeczy po iluś tam latach pobytu za granicą. Dotyczy to zarówno Polaków jak i inne narodowości, więc nie widzę powodów czepiania psów akurat na Polakach-emigrantach. Zaznaczam jednak "kosztem płynności" a nie całkowitej utraty języka. Język jak każdą umiejętność trzeba trenować.
    Inna sprawa, jeżeli mówimy o emigrantach celowo wplatających w zdania wyrazy obcojęzyczne, tak aby ich język stał się bardziej.....wyluzowany (??).....tego zjawiska kompletnie nie rozumiem i powoduje u mnie lekkie zażenowanie. Ania

    • Matka Prezesa
      Lis 05, 2014., 12:53 • Odpowiedz

      ,,po iluś tam latach pobytu za granicą." - jasne. Ale nie po 2-3 miesiącach.

      ,,więc nie widzę powodów czepiania psów akurat na Polakach-emigrantach" tu prozę przeczytać dużymi literami pierwszy komunikat zaczynający się od słowa UWAGA.
      Ja piszę o konkretnej grupie ludzi, a nie o wszystkich emigrantach.

  • Matka Kubiczkowa
    Lis 05, 2014., 12:01 • Odpowiedz

    W Norwegii zetknęłam się z tym, że Polacy na siebie mówią Polaczki, a na Norwegów Norki. Nic w tym strasznego. Ludzie są z natury dokuczliwi. Gdyby się doszukiwać czegoś złego to można, ale w tym kim jesteśmy i jakie dajemy świadectwo o sobie samym bez względu jaki znak w godle mamy. Często oceniamy innych. Czy Norwegowie są brudasami? Gdy matka wraca po pracy do trójki dzieci to obiad im podgrzewa i razem wieczór spędzają,va nie porządki robi. Chyba że przed domem sprzątają razem i aktywnie. W norwrskim domu się mieszka. Tak jak wszędzie indziej. A w ogóle skąd my Polacy wiemy, że maja brudno w domu? Jak jestesmy zatrudnieni u norweskiej rodziny to po to żeby posprzątać, a nie po to żeby gadać światu, że kibel brudny mają.
    W ogóle najgorsza jest zawiść między nami Polakami. Dołek wykopać i utopić rodaka. Czy w kraju czy za granicą
    W ogóle trudno jest mivocenić post, jakaś z niego złość płynie. Jestem w swoim norweskim domu bo płacę za niego, bo tu mieszkają moje dzieci i mąż czyli najbliższa rodzina , płacimy podatki. Serce jest w Polsce i dopóki żyją przodkowie, rodzina to też tam będzie u mnie. Później może pokocham obcy kraj za to, że pozwolił dać mi własnym dzieciom byt i bezpieczeństwo. Czego w swoim kraju zrobić nie mogliśmy nawet za cenę ciężkiej pracy.
    Czasami blogerzy podejmują temat, który widzą swoimi oczami. Tylko dlaczego ze świętym przekonaniem twierdzą, że to jest rzeczywisty i jedyny obraz świata?

    Wydaje mi się, że za granice wyjeżdżają ludzie o różnej kulturze osobistej i tu pies pogrzebany. Nie szata zdobi człowieka; Masz serce patrzaj w serce; Nie udawaj kogoś kim nie jesteś; Nie szpanuj; Nie bądź pyszny, kłamliwy; Nie umniejszaj innych; Nie poniżaj, itp.
    Jak nas widzą tak nas piszą.
    A może po prostu jeszcze nie spotkałaś godnego uwagi emigranta o podstawowej kulturze osobistej?

  • drdk
    Lis 05, 2014., 12:26 • Odpowiedz

    Po kilkunastu latach mieszkania za granica, pewne wtracenia obcojezyczne staja sie norma. Wiekszosc moich znajimych Polakow zyje w rodzinach mieszanych, wiec czesto czesc rozmowy jest prowadzona po polsku a pozostala po niemiecku i angielsku. Wiele slow przyjelo nam sie w ten sposob automatycznie i kiedy jestesmy w swoim gronie uzywamy tych wtracen bo tak jest latwiej. Od czasu kiedy mam synka i kiedy bariera jezykowa przestala byc problemem czesto mowie " U nas w Niemczech", bo teraz tutaj jest moj dom. Mimo ze jezdze do Polski czesto bo mam tam rodzine, to jednak moja praca, zlobek mojego dziecka, moi przyjaciele sa tutaj. I niestety jest wiele spraw ktore mi sie w Polsce nie podoba, podobnie jak i w Niemczech nie jest idealnie. Ale moja stopa zyciowa jest tutaj lepsza. Nie kazdy tak ma, Ale czesto na wlasnie zyczenie, bo jesli nie chce sie zaaklimatyzowac to sie nie zaaklimatyzuje. Przykre jest jednak to ze takie komentarze dostajemy czesto, nawet od najblizszych w PL. Ze jestesmy zniemczeni, ze powinnismy jechac do swoich "Niemiaszkow", "Szwabow" itd. A nawet jesli jest prawda ze przejmujemy kulture ludzi z ktorymi mieszkamy to chyba dobrze, bo to pozwala nam czuc sie tutaj jak w domu a nie jak wieczny obcy. Zanim zacznie sie oceniac osoby ktore wyjechaly za granice, trzeba najpierw samemu to przezyc. Ja jeszcze 9 lat temu tez nie moglam zrozumiec czemu Polacy rozmawiajac ze mna w niemieckim sklepie wrzucaja niemieckie wtracenia- teraz rozumiem. I to nie zmeinia faktu ze jestem Polka. Moje dziecko urodzone tutaj i chodzace tutaj do zlobka mowi pieknie po polsku. Musze przyznac ze drazni mnie ze tylko wy PRAWDZIWI Polacy macie prawo mowic szajse, lajk, shit i milion innych slowek zapozyczonych z angielskiego lub niemieckiego, ale jak my robimy takie rzeczy to jest wielkie halo. Jak Wasze Polskie dzieci robia bledy w odmianie to jest ok, ale jak nasze emigracyjne dzieci (ktore mowia notabene plynnie w 2-3 jezykach) robia drobne bledy to sie slyszy ze za malo dbamy o rozwoj polskiej tozsamosci u naszych dzieci. Widzicie drzazge w naszym oku, ale belka w waszym wam nie przeszkadza.

    • Matka Prezesa
      Lis 05, 2014., 12:56 • Odpowiedz

      Pisząc ten tekst pisałam go o konkretnej grupie ludzi. :) Jest dużymi literami to napisane. Nie rozumiem więc tego co teraz piszesz, bo nie ma to nic wspólnego z moim tekstem.

  • Anonymous
    Lis 05, 2014., 18:40 • Odpowiedz

    Jestem Polką, mieszkająca zagrnicą. Polska jest moim krajem, tam się urodziłam i wychowałam ale w tu gdzie mieszkam jestem u siebie. Tu jest mój dom i moja rodzina.

  • Anonymous
    Lis 05, 2014., 20:52 • Odpowiedz

    Mieszkam w Niemczech i tez zygac mi sie chce gdy slysze Polakow, ktorzy po paru latach ekstra kalecza jezyk polski- bo oni juz zapomnieli. A najlepsze jest, ze jeszcze sie nie nauczyli mowic po niemiecku. Pracowalam jako kasjerka na stacji benzynowej i zawsze jak mialam polskich klientow rozmawialam po polsku- dla mnie byl to wrecz atut, ze jestem w stanie obsluzyc klienta, ktory nie zna jezyka niemieckiego. Wiele innych Polek uparcie mowilo po niemiecku, udajac, ze nie rozumie. Jak sie pytalam dlaczego, tlumaczyly, ze skoro ci ludzie sa w Niemczech, niech ucza sie niemieckiego. Dobre sobie. Jak przyszedl Amerykanin to darly jape po angielsku na caly sklep zeby tylko pokazac ze one umia i rozumieja ten jezyk. I tak, widze i slysze ze moj jezyk polski ubozeje, bedac w Polsce przez pierwsze pare dni nieraz wplatam jakies niemieckie slowka. Ale nigdy swiadomie nie ukrywalam mojego pochodzenia i nie wstydzilam sie. Moze dlatego ze moja wiedza z podstawowki i liceum przewyzszam Niemcow po studiach( rocznik 83) Po prostu nie mam kompleksow.

  • Justyna Ś.
    Lis 05, 2014., 22:04 • Odpowiedz

    Mieszkam w małej miejscowości na Mazurach i przynajmniej kilkanaście razy w sezonie letnim słyszę: "bo u nas w Warszawie to..." i szlag mnie trafia.
    Dlatego myślę, że "burak" jest "burakiem" niezależnie od tego, czy mieszka w kraju czy za granicą.

  • Anonymous
    Lis 06, 2014., 06:24 • Odpowiedz

    Irytujące jest to, ze niektorzy ledwo co stawiając stopę w innym kraju zmieniaja miejsce zamieszkania na profilach spolecznosciowych na to w którym wlasnie spędzili 5min... Po msc czasem 2 tak jak piszesz nie ma już "u nas w pl" jest "u nas w x", czesto tez spotykam sie z tym, ze taki czlowiek wracajac do pl robi z siebie pana wielkiego bo krocie zarabia, szkoda, ze nie powie ze tam jest zwyklym robilem jakich u nas wiele, tylko pracującym za lepsza kase....

  • Anonymous
    Lis 06, 2014., 09:46 • Odpowiedz

    Jest u nas piekarnia.
    Pracują 3 Polki.
    Wchodzę, mówię dzień dobry i czekam na reakcję. Alleluja, kobieta mi odpowiedziała po Polsku.
    Następnie kupuję chleb, proszę o ciemny... Ku mojemu zdziwnieniu odpowiada po Polsku, chwile rozmawiamy. Wchodzi następny klient, Pani w połowie zdania kończy rozmowę ze mną w ojczystym języku, kontynuuje po Niemiecku....
    I to jest przykład buractwa...

    Kolejny. Mamy znajomego, mieszka w Niemczech 2 lata. Mieszkanie, auto, telefon w barwach narodowych... Niemieckich :-(

    Kolejni znajomi. Przyjechali dwa tygodnie temu. Ona już rozmawia ze mną pół po Polsku, pół po Niemiecku.


    Pisałam już wcześniej, tu jest mój dom i moja rodzina, tu jestem u siebie ale... Wlasbie ale jest kilka...

    Moje dzieci wiedzą skąd pochodzą i kim są.
    Kiedy leci mecz, góruja biało czerwone barwy.
    Podtrzymujemy Polskie tradycje.
    Pamiętamy kim jesteśmy i skąd pochodzimy.
    Jesteśmy Polakami,którzy mieszkają na terenie Unii Europejskiej, bo taka mamy możliwość. Każdy patrzy na to,żeby było lepiej

  • Konwersator
    Lis 06, 2014., 14:14 • Odpowiedz

    Będąc zagranicą dostosujmy się do zwyczajów narodu obcego. Jeśli jesteśmy u nas wymagajmy dostosowania się do nas. Wtedy wszystko będzie w porządku :)

  • mamapaskuda
    Lis 06, 2014., 22:35 • Odpowiedz

    To dla Ciebie: http://gabigada.blogspot.de/2014/11/ja-juz-nawet-nie-wiem-czy-cie-lubie.html
    Z perspektywy życia w obcym kraju,jeśli masz chwilę, przeczytaj. Tak, nie zgadzam się z Tobą. Bo mieszkasz w Polsce a ja nie.

    • Matka Prezesa
      Lis 07, 2014., 06:57 • Odpowiedz

      Aha. Czyli rozumiem, że szydzisz z Polaków w Polsce nazywając ich ,,polaczkami", nazwałaś swoje dziecko Dżesika lub Brajan kalecząc w ten sposób imię? A mówiąc ,,A u nas gdzie tam" nawiązujesz do tego jaki to w Polsce busz, a u Was tak pięknie?

      Pisać o tym tekst zupełnie go nie rozumiejąc to każdy potrafi. ;) Przeczytać ze zrozumieniem już rzadko kto.

    • mamapaskuda
      Lis 08, 2014., 00:55 • Odpowiedz

      Nie, po prostu nic nie rozumiesz. Filozofujesz na temat który jest Ci absolutnie obcy. Reszty wypowiedzi nie skomentuję.

    • Matka Prezesa
      Lis 08, 2014., 08:25 • Odpowiedz

      No tak ja, nie rozumiem, bo jestem autorką tematu. ;)
      ,,Śmiechłam".

      Jest taka książka ,,Czytanie ze zrozumieniem. To proste" autorką jest Magdalena Giedrojć. Warto się w nią zaopatrzyć.

      I czekam na odpowiedź na zadane pytanie - w którym miejscu krytykuje obcobrzmiące imiona? I obrażam również obcobrzmiące imiona Twoich dzieci? Bo z tego co widziałam Twoje dzieci mają imiona, których nie zamieniłaś na fonetyczną nazwę.

      A jeżeli nadal Twoim jedynym argumentem będzie dojrzałe ,,oj dziecinko, dziecinko" to kończ Waść ...

      I to tyle ode mnie. Czasu mi szkoda. :)

    • mamapaskuda
      Lis 08, 2014., 18:12 • Odpowiedz

      Oj dziecko dziecko. Troszkę pokory, troszkę szacunku do innych i mniej złości. Nie rozumiesz sytuacji Polaków za granicą o to mi chodziło. Książkę z chęcią kupię, dziękuje za polecenie. Uśmiechu życzę na codzień, miło mi że moja wypowiedź sprawiła Ci radość. Pozdrawiam całą rodzinke ;)

    • Matka Prezesa
      Lis 08, 2014., 18:18 • Odpowiedz

      To jak kupisz książkę, przestudiujesz ją, to potem wróć.

  • decoCaprice HandMade
    Lis 08, 2014., 12:57 • Odpowiedz

    "Obudził się dzisiaj we mnie zew patriotyzmu, choć potrafię kląć na absurdalność Polski, że uszy więdną. Na dodatek czasami chciałabym aby Polska wreszcie się podniosła i robiła coś dla Polaków.
    Ale dzisiaj mam ochotę Polskę bronić." wiesz ja na mojego Brata też mogę dużo nagadać i ponarzekać ale niech tylko ktos spróbuje o nim źle powiedzieć to nogi powyrywam hehe :)

ZOSTAW KOMENTARZ

loading
×