Tadek Niejadek.

Prezes jest niejadkiem. Mogę to głośno powiedzieć i jeszcze głośniej napisać.Tyłek ratuje nam fakt, że jest miłośnikiem warzyw i owoców, wiec jest dużo prawdopodobieństwo, że zje pudełko malin czy marchewkę zamiast super dwudaniowego obiadu. W restauracji zamawiamy dla niego rosół, a w Macu woli się wgryźć w jabłko. Na jednej z rodzinnych imprez zabrał ze stołu … ozdabiające mięso brokuły i marchewkę. Rodzina wstrzymała oddech, no bo jak to? Nie lepiej to mięso soczyste, ziemniaki, surówka. 

Prezes nie próbuje nowych smaków. Nie zje kiełbasy z ketchupem, ani pizzy, sosów też nie – więc wszelkiego rodzaju spaghetti odpada. Takie obiady robię wtedy, kiedy on je w przedszkolu, a my z PT w domu, po pracy. Woli suchą bułkę od posmarowanej, a ja z zazdrością wpatruję się w dzieci pożerające kanapki z sałatą, pomidorem i ogórkiem. Ma jeden ulubiony biały ser i jeden ulubiony ser żółty. Ostatnio nie pogardził oscypkiem. Jeden krok do przodu. A potem kolejny w tył, bo owoce w jogurcie to zło.

Czy wiecie, że u niejadków podłoże może leżeć w zaburzeniach Integracji Sensorycznej? 

Jama ustna jest tak samo wrażliwa jak każda inna partia ciała. Nadwrażliwość dotykowa w tej części ciała, może nie akceptować niektórych smaków, niektórych konsystencji i sprawiać trudności z żuciem – stąd również problemy z gryzieniem, często mylone z jedzeniem przez dziecko zbyt długo papek.

Jak można dziecku wtedy pomóc? Na to pytanie odpowie z pewnością terapeuta SI. Nam podpowiedziała świetne rozwiązanie. Szczoteczkę elektryczną. Może Wam pomóc również neurologopeda.

Według ostatnich doniesień metodą BLW (Baby Led Weaning) zmniejszamy ryzyko wystąpienia u dzieci odruchów wymiotnych przy spożytkowaniu dużych kawałków. Jest duże prawdopodobieństwo, że Twoje dziecko karmione BLW nie będzie niejadkiem. Ale to nie oznacza, że problem Cię ominie. Teoria i praktyka czasem ma różne odsłony.

Zasada pierwsza:
Nie zmuszaj.
Dziecko się nie zagłodzi. Może niczym więzień jeść suchą bułkę i popijać wodą, ale się nie zagłodzi. O ile jest to niesamowicie trudny krok rodzicielski, o tyle w pełni opłacalny. Długo zajęło mi zaakceptowanie tego, że jedna łyżeczka za mamę, a dziesiąta za sąsiada babci napcha mu żołądek, ale problemu nie rozwiąże.
Nasz lekarz pediatra załamywał ręce, kiedy próbowałam go przekonać, że moje dziecko się głodzi o czym świadczy waga na trzecim centylu.
,,Ale proszę Pani! Badania są w normie, warzywa je, owoce je, nie zagłodzi się!”
Na pewno? – pyta dalej zestresowana matka.

Zasada druga:
Podjadanie.
Rodzice podjadają, dzieci też. No bo jak dziecko ma zjeść obiad, jak o godzinie 12 zjadło pół tabliczki czekolady i batona. Gdzie w tym żołądku ma się znaleźć miejsce na obiad, czy chociaż kawałek marchewki?
Czy Prezes je słodycze? Ależ oczywiście!
Ale nie wszystkie. Nie zje ciastek z galaretką, ani cukierków z galaretką. Placka drożdżowego też nie, w sumie żadnego placka. Tzn. zje placek, ale tylko spód. To dobrze, bo wtedy ja jem resztę. A potem waga strzela w górę niczym pocisk.
Latem wolę mu jednak kupić pudełko malin zamiast kinder mlecznej kanapki. Pudełko malin zniknie w szybszym tempie niż batonik.
Panuje u nas zasada – jak nie zjesz śniadania/obiadu nie dostaniesz nic słodkiego.

Zasada trzecia: 
Dziadkowie.
Znacie to powiedzenie, że im bliżej dziadków tym większa waga dziecka? Można to uznać za zabawny żart, ale jest w tym prawda, która może nieco zaburzyć proces odżywania dzieci.
Moja babcia, a Prezesa prababcia jest mistrzynią karmienia słodyczami. Już 10 miesięcznemu Prezesowi kupiła lizaka w kształcie smoczka – wiecie Prezes był butelkowo-smoczkowy. Musiałam delikatnie wytłumaczyć, że po pierwsze: babciu! tam jest tyle cukru, że dziecię zęby straci, a po drugie (i to babcie przekonało) lizak. Lizak może się ułamać, dziecko w tym wieku nie jest w stanie przełknąć, zakrztusi się.
Prababcia Prezesa ma zawsze słodycze. Ciasta, batoniki i Kubusia schowanego na moment w którym odwiedzi ją jedyny jak dotąd prawnuk.
Babcie Prezesa są na dwóch różnych biegunach. Jedna jest ekomaniaczką serwującą wnukowi suszoną żurawinę, a druga babcia wchodzi do sklepu z misją ,,Kochany Jasiu, cóż byś sobie życzył?“. Poza gazetką za dychę Kochany Jasiu chce również kinder niespodziankę, żelki i … kompot babci. Aha i babcia robi najlepszy rosół na świecie, bo mama takiego nie potrafi. Phi!

Zasada czwarta:
Nie oceniaj pochopnie.
Czyli coś co uwielbiamy najbardziej c’nie? Dzieciak nie je tego i tamtego, więc ma zaburzenia odżywiania. Z pewnością wynikające z kłopotów w domu – brak wspólnych posiłków, brak dobrych nawyków żywieniowych, brak miliona innych rzeczy. Dodajmy do tego nadwagę, bo przecież rodzice na pewno takiemu dziecku dają słodycze i sto innych chorób metabolicznych. Do tego nagle słowo otyły można spokojnie nazwać synonimem słowa zdrowy.

Zasada piąta:
Każdy lubi co innego.
Tak i Twoje dziecko. Jak lubi brokuły to dawajcie brokuły, jak lubi jedną rybę a drugiej nie zje, trudno. Ty na pewno też czegoś nie lubisz. Jest też masa zamienników poszczególnej żywności. A w dobie dzisiejszych uginających się półek w sklepach, nie masz również trudności z kupieniem czegoś tam. Jedyne co ewentualnie może Cię ograniczać do budżet domowy. Albo czas.

Zasada Matki Prezesa:
Żadnych preparatów wspomagających. Żadnych ,,By niejadek zjadł obiadek” i innych g…, które więcej szkód narobią niż pożytku.

Aktualnie niejadek Jan waży 18 kilogramów przy wzroście 109/110 centrmetrów.
Norma!
Na bilansie dwulatka 10,4 kg przy wzroście 85 cm.
Norma!
Na bilansie czterolatka 15 kg przy 101 cm.
Norma!

Więc skoro wszystko jest w normie, to niech je brokuły! Na zdrowie.

Kończąc tę notkę Prezes kolorując wcina kanapki z szynką.
Ufff…
PT podchodząc do stołu:
– Oooo! Jasiu! Dzisiaj pięknie jesz! Jestem bardzo zdziwiony i bardzo się cieszę.

Matka też. Zdecydowanie.

[edit].
I kiedy tak chwaliłam, tak bardzo, że aż miło odchodzi od stołu, zostawia nadgryzioną kanapkę i mówi:
– Idę. Się bawić.
– Ale halo! Kolacja nie zjedzona!
– Już się najadłem.

1/4 skibki chleba. Najadł się. Yhy.

źródło zdjęcia: http://dzieci.pl/kat,1024255,title,Niejadek-czy-dziecko-z-zaburzeniami-odzywiania,wid,16526984,wiadomosc.html?smgputicaid=613ac7


KOMENTARZE (16)

  • Marta Duszyńska
    Paź 23, 2014., 17:28 • Odpowiedz

    Rozumiem Cię. Jak nikt.
    U nas bardzo podobne problemy. Na serio. Nawet u dietetyczki byłam. Powiedziała żeby głodzić! O, nie! Na to nie mam sił. A wiem, że moje dziecko będzie zdolne nic nie zjeść.
    Zazdroszczę jedzenia chociaż warzyw. U nas kiedyś jeszcze były paluszki rybne. Teraz na ich miejsce weszła pierś z kurczaka. Bez warzyw.
    I wszelkie mleka/kakao/płatki kukurydziane.
    Umrę kiedyś zestresowany jego dietą.

  • Anonymous
    Paź 23, 2014., 17:43 • Odpowiedz

    im bliżej dziadków ty większa waga dziecka.........pierwsze słyszę ale jakie to prawdziwe,moje dziecko ciągle słyszy,że jest chude(czytaj niedożywione) 17,5 kg 109 cm

    matka idiotka

    • lavinka
      Paź 23, 2014., 20:55 • Odpowiedz

      Zależy od dziadków. Moja teściowa wychowała jednego chudziaka (mój partner), więc jest zadziwiona apetytem naszego dziecka. Jej syn potrafił po kilka dni nic nie zjeść, tylko pił wodę. Taki model. Ja zresztą byłam taka sama, może gorsza, bo mi zostało wiele z niejedzenia. A nasze dziecko to jamochłon. Nie wiemy po kim ;)

  • Anonymous
    Paź 23, 2014., 18:28 • Odpowiedz

    Córa mojej siostry od zawsze tylko okonik okonik (w sensie że makaron) wcinała. Teraz stuknie niedługo 5 lat i dalej ma bardzo wybiórczy gust. Ale to jest buntowniczka - nawet jak jej smakuje to się krzywi i mówi że niedobre - ale je ochoczo :-) Z kolei córa drugiej siostry niejadek od urodzenia (podobnie jak jej mama) - teraz już nastolatka i je wszystko. Ciekawe jaką mój mały pójdzie drogą - już pewne preferencje widać ale wchodzi w okres buntu dwulatka o czym ostatnio daje ostro znać i generalnie to wszystko jest beee, tylko banany ok :-)

  • Matka Debiutująca
    Paź 23, 2014., 18:36 • Odpowiedz

    O, owoce w jogurcie i u nas muszą być wybierane. Co dziwne - te same owoce w formie normalnej przechodzą, więc bądź tu mądry. Rzeczywisćie fajnie, że Prezes lubi owoce i warzywa. I mam podobne zasady - powoli już się nie spinam, jak dzieć trzy dni z rzędu chce tylko płatki z mlekiem i zagryzać jabłkiem. Tylko wieczne prośby o kanapki z masłem juz mi bokiem wychodzą ;)

  • Anonymous
    Paź 23, 2014., 18:54 • Odpowiedz

    U mnie jeszcze gorzej....mała ma 10 miesięcy, od kiedy skończyła 6 książkowo próbuje rożnych metod aby przestawić ją na coś innego niż moje mleko. Były więc próby jedzenia o tej samej porze w foteliku, na kolankach, papkami (trucizna jak dla niej), całymi kawałkami, butelką, kubkiem niekapkiem, przez inne osoby, nawet jeden dzień zastrajkowałam i powiedziałam basta nie dostajesz mleka. Rezultat: po 4 miesiącach prób, ze stoicką cierpliwością pije moje mleko i je codziennie...mango.I nie całe mango tylko kilka kawałków. Miała mały romans z jogurtem ale po kilku dniach stwierdziła, że nic z tego nie będzie i zerwała znajomość...

  • Anonymous
    Paź 23, 2014., 19:02 • Odpowiedz

    To, jak dziecko je bardzo dużo zależy od tego, jak było karmione. Moja córka od małego dostawała do jedzenia wszystko (oczywiście odpowiednio do wieku). Pisząc wszystko mam na myśli warzywa, zupki, mięsa itp. nie żadne śmieci czy tłuste kiełbasy. Gdy za pierwszym razem nie zjadła, dawałam drugiego dnia i już pomemłała trochę. Z czasem jadła jak leci to, co dostaje. Nie lubi małej ilości produktów, ale nie jest zamknięta na nowe smaki.
    Polecam dużo cierpliwości.

  • lavinka
    Paź 23, 2014., 20:51 • Odpowiedz

    Jestem niejadkiem. Całe życie. W wieku Prezeza jadłam tylko rosół i surową marchewkę. Wszystkim, dosłownie wszystkim plułam. Wyobrażasz sobie? W końcu mi przeszło, zaczęłam jeść zupy warzywne i polędwicę. No i szynkę, pod warunkiem, że nie ma żyłek czy tłuszczyku. Mając dwa lata jadłam wszystko, mając 5 - praktycznie nic. Mleka nienawidziłam. Sterczały mi żebra i nic nie pomagało. A przepraszam, nutellę lubiłam, co babcia mi ją w paczce przysłała. Przez kilka dni nie chciałam rosołu, tylko ją. Mama babci wypominała ten słoik latami ;)

    Wiesz dlaczego nie chciałam jeść tych rzeczy? Żadna integracja. Po prostu mi nie smakowały. Tak po prostu. Coś mi się stało z kubkami smakowymi. Może pochodna infekcji, może pochodna antybiotyków (miałam epizod z częstymi anginami i faszerowano mnie penicyliną w ilościach przemysłowych), może to nietypowy objaw alergii. Do tej pory wymiotuję fasolą, bo muszę dodać, że nawet jak zmuszono mnie do zjedzenia rzeczy, której nienawidziłam (np. kiełbasy, kaszanki lub bobu, o wątróbce nie wspomnę), to chwilę później wszystko zwracałam.

    Dlatego jestem tak wrażliwa na punkcie niezmuszania dziecko do jedzenia, które mu nie smakuje. Bo być może ma na to jedzenie alergię i organizm daje jasny sygnał, że to to i to mu szkodzi. Na Twoim miejscu bym się w ogóle nie przejmowała, raczej szukała rozwiązań. U mnie np. kluczowe jest niemieszanie warzyw. Np. nie tknę sałatki z pomidorem, ogórkiem i serem, gdy wszystkie trzy składniki uwielbiam. Byleby do siebie nie dotykały. Tak samo z ziemniakami, nie zjem tego, który dotknie do pomidora. :)

  • Gosia Skrajna
    Paź 24, 2014., 06:46 • Odpowiedz

    Na swoim, a raczej córki przykładzie potwierdzam, że odkrycie BLW to jedna z najlepszych rzeczy jaka mogła nam się przytrafić. Dostając jedzenie w łapkę nasza mała bez problemu zajada się kalafiorem, papryką, brokułami...
    Minusem jest gdy dostaje potrawę do której warto użyć widelca...tak wiec spaghetti czy szpinak z makaronem mam czasami ... wszędzie :)]
    Ostatnio hitem jest wcinanie płatków kukurydzianych na sucho. to jest jej alternatywa chipsów, które kiedyś podejrzała jak zajada się starszy brat.
    No i słodycze...daje..sporadycznie. nie narzeka.
    Tylko mało pije :(

  • Maga
    Paź 24, 2014., 08:36 • Odpowiedz

    Mój starszy też wybredny. Rosół, makaron, ryż i ziemniaki bez dodatków, naleśniki, ser żółty, kanapka z masłem, gotowane jajko i parówka. W sumie to tyle. Z warzyw tylko brokuły i zielona fasolka. Z kurczaka głównie skórkę. Też się stresowałam i to ile...teraz przy małych już się tak nie spinam, nie przeżywam. Wypieprzyłam wszystkie poradniki i poszłam na czuja. Obiady jemy wspólnie, starszemu wyznaczam według jego możliwości - jeśli chcesz kinderka to musisz zjeść np. dwa ziemniaki i taki kawałek mięska. Czasem zjada tylko to, czasem więcej. Młode dostają ze stołu to co mogą - ugotowanego ziemniaka, brokuła, makaron do ciamkania. Dopiero potem dokarmiam mlekem albo słoiczkiem. Jak na razie wszyscy trzej oscylują idealnie na środeczku wyznaczonych norm. Więc chyba spokój jest najlepszym doradcą.
    P.S. Najlepiej opisała to lavinka u siebie. Pod tym mogę się w pełni podpisać.

  • piwnooka
    Paź 24, 2014., 21:02 • Odpowiedz

    Z tym zmuszaniem to oczywiście racja, ALE ... :)) Przytoczę sytuację u nas. Syn mięso zwykle jadł, w pewnym momencie odmówił totalnie. W przedszkolu je same ziemniaki. Pewnego dnia, przed zaplanowanym wyjściem na basen, znów startuje do ziemniaków a mięso spycha z talerza. Więc mówię mu, że trochę musi zjeść, bo nie będzie miał siły na basenie. Negocjacje trochę trwały ale parę kawałków w końcu zjadł. Od tego dnia, nakładam mu na talerz mięso i nie mówię ani słowa, że ma zjeść. A je, sam z siebie. Jakby po tej jednej rozmowie zaskoczył. W domu, bo w przedszkolu nadal to samo.

  • Anna S.
    Paź 25, 2014., 07:42 • Odpowiedz

    Mam ten sam problem. Nie wiem, co mam już robić. Przestałam wmuszać, jak to jeszcze robiłam rok temu, ale ręce mi już opadają. Jedyne, co moje 2letnie dziecko akceptuje, to kaszka bezmleczna, serki waniliowe, suche bułki/chleb, ewentualnie z szynką lub serem żółtym i parówki. I tak trwamy w tym od ok. 8 miesiecy. Nie jest to nic pożywnego, do tego wyszło, że Oliwia ma alergię na mleko, dlatego serki waniliowe i ser żółty trzeba odstawić. Ja nie wyobrażam sobie życia bez owoców, często jem je przy niej, a nóż się zainteresuje. Ale już sama konsystencja (owoce zazwyczaj są "mokre" i "śliskie") ją odpycha i w oka mgnieniu wyciera ręce, które dotknęły taki owoc.
    Nakarmić potrafi każdego. Mi, tacie, lalkom i misiom bardzo lubi podawać jedzenie, ale żeby sama zjadła coś innego, graniczy z cudem.

  • yendza o.
    Paź 25, 2014., 15:07 • Odpowiedz

    ostatnio doszłam do podobnych wniosków - o ile to nie jest totalne gówno bez wartości odżywczych i witamin, niech je, co lubi :)

  • Anonymous
    Paź 25, 2014., 19:32 • Odpowiedz

    Noemi a widziałas serek Danonek po 6 miesiącu :)? Widziałam jakis czas temu W Kauflandzie i jestem w szoku dokładna nazwa to ,,Danonek pierwsze serek'' czy jakos tak

    • Matka Prezesa
      Paź 25, 2014., 19:46 • Odpowiedz

      Mignęło mi coś w Inter Marche chyba w białych kubkach - dobrze kojarzę?
      Teraz wreszcie zwolenniczki danonków będą miały argument ,,bo to jest po 6 miesiącu". :D

  • Anonymous
    Paź 27, 2014., 19:00 • Odpowiedz

    Nie wiem nawet w jakim jest to opakowaniu dzis byłam w sklepie i tego nie widziałam a z ciekawości chciałam przeczytac skład :P Widac te serki poszly jak świeże bułeczki :D

ZOSTAW KOMENTARZ

loading
×