Matka po promilach.

Był grudzień. Ten dzień w którym miał być koniec świata. Krótko przed świętami. Umówiłam się z koleżankami u jednej z nich w domu. Piłyśmy wódkę. Śmiechy. Chichy. One jak co tydzień, ja? Po raz pierwszy od bardzo dawna. A potem wstałam. Wiem tylko, że dotarłam do domu. Ale jak? Nie wiem.
PT pękał ze śmiechu podając mi miskę do której rzygałam dalej niż widziałam.
– Nigdy więcej nie tknę alkoholu – mamrotałam z głową zwisającą bezwładnie nad miską.
– Ta. Jasne. Do następnego razu – skwitował PT.

Jakiś czas temu podczas rozmowy z pewną osobą usłyszałam:
– W sumie to trochę Ci współczuję. Masz dziecko, nigdzie nie wyjdziesz, nie poimprezujesz. Wychodzisz chociaż czasami? Masz wolne weekendy?
– No tak średnio dwa razy w miesiącu – odpowiedziałam zgodnie z prawdą – w sumie to mogłabym co tydzień wychodzić, ale nie zawsze mi się chce.

Zanim zostałam matką prowadziłam bardzo aktywny tryb życia. Jak na osobę w tym wieku.
Prawie żadnych ograniczeń, beztroska. Woodstock w międzyczasie. Te cholernie ciężkie buty, które się glanami nazywały w których miałam nadzieję, że umrę i które z uśmiechem wydałam 13letniej siostrzenicy PT.
Miałam na głowie coś, co można było nazwać mopem, albo czymś podobnym i wyglądałam jak pół dupy zza krzaka. I imprezowałam. Co tydzień.
I poznałam PT.

Teraz jestem matką. Jakoś się tak złożyło, że mam PT. A PT nie ma nic przeciwko, żebym wychodziła i wracała nad ranem nawet w stanie dalece nieidealnym. Rzadko w takim wracam. Prawnie nigdy. Ale wychodzę. Jak mogę i jak chcę. I wracam po północy, bo często ziewając informuję wszystkich, że chyba muszę wracać. Do rana nie zawsze wytrzymuję. Uroki pobudek o 6, czasem o 7 rano. Całkowicie wbrew mnie.

Imprezuję. Nie, nie na dyskotekach w skąpym stroju, bo ani się w takim stroju nie czuję, ani figury na mini nie mam. Imprezuję sobie w pubach z kuflem piwa w ręce (bądź drinkiem) śmiejąc się i gadając.

Może nie tak często jak bym chciała, ale jak jest okazja wybywam z domu. Często bez PT. Bo PT wybywa ze swoimi kumplami, albo (co jest większym prawdopodobieństwem) umawia się ze znajomymi na gry. Tak było ostatnim razem. W sumie tak jest ostatnio w każdą sobotę.

Nasz dom przypomina ostatnio maraton gier. Gramy, do późnych godzin, choć to ja z reguły odpadam gdzieś w trakcie i idę spać. Bez alkoholu, bo po alkoholu nikt nie myśli, a jak gry strategiczne są, to jednak umysł trzeba mieć włączony, żeby logicznie wybrnąć z tych i innych sytuacji.

Palę. Ale nie nałogowo. Jestem palaczem towarzyskim. Palę przy piwie. Z reguły. Nigdy w domu. W domu jest zakaz palenia. Przy Prezesie też nie palę.

Nikt mnie nie kontroluje. Sama się kontroluje. Jestem osobą dorosłą, odpowiedzialną za siebie. W takie weekendy jestem zwolniona od odpowiedzialności za dziecko.

Moi znajomi są ,,niedzieciaci” wszyscy. Całe 100%. Młode małżeństwa ze statusem: dziecko może kiedyś/dziecko? Nigdy!/planujemy. Ja jako jedyna mogę się pochwalić 5letnim zerówkowiczem, ale wolę wtedy o nim za bardzo nie rozmawiać. Ja tu przyszłam jako kobieta,osobna jednostka, nie jako matka. O!

W naszym domu obowiązuje też pewna zasada. Przestrzegamy jej. Nietrudno jest zresztą jej przestrzegać, skoro jedziemy gdzieś autem i PT wypić nic nie może, bo jest kierowcą. W każdym razie jedno z nas nigdy nie pije. No i przy dziecku to ewentualnie piwo, lampka wina, nic więcej.
Wcale nie dlatego, że po jednym piwie, czy dwóch moglibyśmy chodzić zygzakiem, ale dlatego, że jeżeli kiedykolwiek mu się coś stanie, co będzie wymagało od nas interwencji na pogotowiu, moglibyśmy mieć spore problemy. A nagłówki byłyby niesamowicie obiektywne: ,,Pijana matka i ojciec nie upilnowali dziecka”. Bo czy kogoś by interesowało, że wypiliśmy po jednym piwie?

Ale są momenty i są one najczęściej przeze mnie praktykowane, kiedy wolę spędzić sobotni, czy piątkowy wieczór inaczej niż przy piwie. Lubię położyć się na kanapie z miską pop-cornu z masłem, podłączyć laptop pod TV i oglądać z PT  pod kocem filmy. Takie plany mamy na najbliższą sobotę, mimo iż dostaliśmy już propozycję gier.
W tym tygodniu odmawiamy.
W tym tygodniu oglądamy filmy.

Często zapominamy o tym, że matki są ludźmi. Z potrzebami bycia skrajną egoistką w niektórych skrajnych przypadkach. W momentach, kiedy można z życia skorzystać w pełni. Zdrowo, na luzie, bez konsekwencji. O tym się nie mówi. Bo jak matka matką zostaje to jej nie wypada. Sama też często nie chce, lub po prostu nie może, a jak może to sama sobie wmawia, że nie może i nie chce, bo jest matką.

To jest temat tabu. Nie raz się z nim spotkałam. Źle odbierany, możliwe nawet, że źle interpretowany. Bo alkohol i dziecko. Bo wzorce. Pod warunkiem, że dziecko w takim stanie widzi matkę. A nie widzi. Bo niby kiedy? Matka wychodzi jak dziecko już śpi i wraca jak dziecko śpi. Nawet nie zauważa jej wyjścia. I potrafi się świetnie bawić z ojcem. A nawet babcią.
Wreszcie wesela. Odkąd jestem matką byłam na dwóch. Sama z PT. Z kieliszkiem przed sobą.

Na tym chciałam zakończyć temat, ale pojawił się jeszcze jeden aspekt. Matek cool jak stwierdziła jedna z czytelniczek. Nigdy na Matkę Prezesa nie dodałam zdjęcia na którym jestem z alkoholem w ręce. Prawdopodobnie nigdy nie dodam, nie mam takiej potrzeby. Na moim prywatnym profilu coś tam się znajdzie. Piję, palę i … chciałoby się dodać coś jeszcze do rymu.

Nie, nie wracam po kolanach do domu. Nie leczę kaca dwa dni. I nie umieram na ból głowy nastepnego dnia. Z reguły rano wstaję (no, może nie tak całkiem rano), biorę zimny prysznic i żyję dalej. Mój organizm bardzo dobrze znosi libacje alkoholowe.

Potrafię się też świetnie bawić bez alkoholu.

Ale się bawię. Bez dziecka. Bo chcę. Bo mogę. Bo ładuję tak akumulatory. I korzystam. Z pełną premedytacją.

CATEGORY: KOBIECIARA, MATKAPREZESA.PL

Noemi Pawlak

Od 3 lat blogerka, od prawie 7 lat mama. Aktualnie w dwupaku. Zwolenniczka szczepień, spania z dzieckiem, BLW i wychowywania bez klapsów, oraz szerokopojętego rozpieszczania. Nie powie Ci jak wychowywać, ale byłaby świetną autorką do napisania bezradnika dla rodziców.

Comments (16)

Noo i nie jesteś sama !!! Ja też i się czasem napiję i czasem zapalę i nawet zaklnę. Wychodzę bez dziecka i mam chill bo oprócz roli matki jestem też człowiekiem, kobieta. Każdy potrzebuje rozrywki, luzu.

To się nazywa ,,ładowanie baterii”. 😀

Tak to właśnie nazywam. Naładowanie baterii przez powrotem do obowiązków. Każdy ładuje jak ma na to ochotę. Ja nie potrzebuję papierosa ani alko, wystarczy mi długi spacer, wycieczka rowerowa lub wręcz wyjazd w góry. Jak Klu była malutka, praktykowałam często. Teraz, paradoksalnie, mając dwa lata jest do mnie bardziej przywiązana i znikam na góra 3 dni, ale wiem że mogę na nieco dłużej. Jednak nie przesadzam. Z drugiej strony ona jest przyzwyczajona, że nie tylko ja, że jest jeszcze kilka innych bliskich osób. Może z raz czy dwa złapałam moralniaka, ale to bardziej ja tęskniłam za nią, niż ona za mną 😉

Z glanów nie wyrosłam i chyba mi to nie grozi, choć wyglądam o niebo lepiej niż 20lat temu,siano w głowie pozostało, choć wiem już co to zdrowy rozsądek, stan bardzo nieidealny-oczywiście, że się zdarza. Zycie to nie wieczna spina dupy, ani realityszoł na pokaz.

Nie, glany to już nie moja bajka. 🙂 Przeszła na coś lżejszego, ładniejszego, choć pewnie jeszcze z 8 lat temu powiedziałabym, że nigdy z nich nie zrezygnuje i będę ,,babcią w glanach”. Moje piękne i czarne wydałam jakiś czas temu zadowolonej 13latce i niech rośnie nowe pokolenie ,,młodych-gniewnych”. 😀

Czasem mnie tylko dredy kuszą. Tak bardzo, że jak któregoś dnia przyjdę do domu w dredach to nikt się nie zdziwi oprócz mojego odbicia.

Jak mieszkałam w Polsce to miałam oparcie w rodzicach: zawsze zostali z Alanem, a my mieliśmy sobie iść (byle wrócić do 0:00-2:00 max). Nie chodziłam, bo nie miałam potrzeby, nie było nawet z kim. Ale zawsze staraliśmy się mieć 1 dzień w miesiącu tylko dla siebie np. kino bez zobowiązań (całe 3-4h bez dziecka) i fajnie było 🙂 teraz mieszkamy z teściami i po za nimi nie mamy tu nikogo… ehhhh, już rok bez kina… rok bez randki… rok bez imprez… i 4 dni bez piwa 😉 😛

Ja też wracam koło 2, no czasem zdarza się, że później, ale to też zależy wszystko od tego, czy ja rano będę musiała wstać, czy będzie mógł wstać A, czy po prostu Jasia nie będzie … 🙂 Poza tym ja niestety nie wytrzymuje tej 3,4 czy 5 nad ranem, choć spokojnie mogłabym do rana być, ale oczy mi się kleją, no bo jak rano wstaje koło 7, po jakiś 5 godzinach snu, to organizm podmawia posłuszeństwa.

Podoba mi się takie podejście! Mi za to brakuje wyskoków razem z M. Od czasu urodzenia dziecka razem bez dziecka byliśmy tylko na weselu, no a tak… niby jest teściowa, ale pomoże, gdy muszę iść do lekarza, albo załatwić coś w urzędzie, albo wtedy, gdy miałam operację, a miałam w trybie ostrym, no to wtedy zostanie. Ale kino? Impreza? Nie ma szans. Nawet jeśli jej opieka miałaby się opierać jedynie na spaniu z dzieckiem lub chociaż w pokoju córci.
Czy sama wychodzę? Raczej nie. Nie dlatego, że nie chcę, ani że nie mogę, bo w końcu zawsze M. może zostać. Po prostu odkąd jestem mamą przestałam istnieć dla znajomych. Pozdrawiam!

my baardzo walczylismy z tym, żeby przestać istnieć! Też tylkomy wśród najbliższych mamy dzieci i przyzwyczailiśmy ich już do tego, że nadal żyjemy!

Przez jakiś czas też nie istniałam. 😉 Ale znowu wróciłam na ,,stare śmieci”. Tylko wiele się zmieniło. Bardzo wiele. Podejście do wielu spraw, ilość alkoholu (i jakość alkoholu), ale tematy nadal wspólne. A ile wspomnień … 😀

akurat wpis dla mnie – jutro pierwszy raz od roku wychodzę na miasto, wyprawiam urodziny 😉 a syna podrzucam dziadkom na noc. Przypuszczam, że po dwóch piwach skończy się dla mnie impreza, chociaż były czasy (nie tak dawne) kiedy tyle to się wypijało na śniadanie i jeszcze zagryzało jakimś proszkiem czy grzybkiem 😉

Byliśmy ostatnio na ognisku w lesie. Mój Kuba nie pił ja wyzerowałam się totalnie. I potrzebowałam tego bardzo. Dla własnego zdrowia psychicznego. W niedziele umieralam a w poniedziałek znowu byłam najlepsza mamą ever 🙂

Nie rozumiem Matek Polek, które mówią – nie chodzę na imprezy, nie piję, bo mam dziecko. Ja, wprawdzie na imprezach jetem bardzo rzadko ( bez męża to może 10 się uzbiera – a jesteśmy małżeństwem 6 lat), ale często jest tak, że gdy Mat zasypia włączamy TV i oglądamy serial film, kabaret, z kieliszkiem (mamy duże kieliszki) wina. I jest super. Młodzież śpi na górze, a my przytuleni napajamy się sobą. I tak jest dobrze, nic mi więcej nie potrzeba 🙂

Noemi, nawet nie wiesz jak strasznie ci zazdroszczę tych wypadów ze znajomymi…

Ja na razie mogę sobie zapomnieć o takich wypadach. Nawet chyba już zapomniałam. Od ponad dwóch lat jestem albo w ciąży, albo matką karmiącą, albo znów w ciąży, a za chwilę znów matką karmiącą. Nie powiem, czasem mi żal, ale przyjdzie i na mnie czas. Może nie na mega imprezy, ale właśnie na takie posiadówki przy grach, pogaduchach i filmach, nawet z drinkiem, lampką wina czy piwkiem;) Wszystko jest dla ludzi;)

Az mi sie piwa zachcialo 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Copyrights