Dzisiaj Cię naciągnę.

,,Dzień dobry. Jestem samotną matką. Trudno jest mi prosić o (tu wstaw listę zakupów), ale jestem w ciężkiej sytuacji materialnej. Może któraś mama ma na zbyciu? Na koszt przesyłki też mnie nie stać, więc jakby któraś mama jeszcze przesyłkę opłaciła?

Jeszcze kiedyś w takiej historyjki wierzyłam. Dzisiaj cierpię na syndrom znieczulicy nabytej.
Kiedy Prezes miał 1,5 roku odezwała się do mnie taka samotna matka, bo zaoferowałam, że mogę jej przesłać ubranka. Że wtedy naiwna byłam, w dobro wierzyłam i ludzką krzywdę, to nie zważałam na nic. Pomogę. Ubranek cała masa, podzielę się.
Nagle otrzymałam odpowiedź, że ta osoba prosi o zdjęcia ubranek. Trochę byłam zdziwiona, ale zdjęcia przesłałam. Przecież ludzie różni. Zaczęły padać pytania o firmy. Odpowiadałam. Większość kupiona w sieciówkach. Okej. To ona prosi tę bluzkę i tamte spodnie i to i to i tamto. W sumie wybrała wszystkie sieciówkowe ubranka. A jakie to rozmiary, bo nie widać metek? Brnie dalej. Odpowiadam, bo pamiętam. Metki odcinałam, bo dziecko małe, uwierały.
Nagle zamilkła. Odezwała się po dwóch dniach, że ona to już ubranka dostała od innych, więc moich nie chce.
Później okazało się, że naciągała, a ubranka pewnie sprzedawała.
Prawda jest taka, że przecież sama umiem ubranka na allegro wystawić …


Pewnie się narażę opisując tę sytuację, bo wiele moich czytelniczek będzie wiedziała o co chodzi. Nie ważne. Ważne jest to jaki wniosek z tego płynie, a płynie we mnie po dziś dzień.
Akcja: firanki. Młoda dziewczyna opowiada swoją historię, o mieszkaniu, które dostała i o oknach w których nie ma firanek. Żal mi się dziewczyny zrobiło, zaoferowałam swoje firany, bo sama właśnie zamówiłam nowe. Koszt przesyłki opłacisz i będą Twoje – dodaję, mając zasadę, że nic nie opłacam nikomu.
Nie, ona nie chce moich firanek, bo nie ma pieniędzy na koszt przesyłki. No to nie. Ja się wycofuję i inne dziewczyny też. Na tym się powinno wszystko zakończyć. Ale nie zakończyło się.
Zbulwersowana dziewczyna pisze po kilku dniach jakie wszystkie jesteśmy bezczelne, bo obiecałyśmy firany i ich nie przesłałyśmy. Że święta się zbliżają, a ona nie ma firanek w oknach. Zapytałam jej się co daje od siebie? Jakieś pieprzone dziękuję chociaż? Albo proszę? A mąż pracuje? Pracuje, ale wzięli sobie pożyczkę i im nie starcza. No bomba po prostu. A Pomoc Społeczna?
Padł wtedy tekst, który sprawił, że cycki mi opadły po pięty same. A do Pomocy Społecznej to ona ma za daleko (2 kilometry!) i zima jest, auta nie mają. Dziecko pakujesz i wózek i jedziesz. To taki dłuższy spacer.  Nie, bo zima jest. Ona nigdzie nie pojedzie. Ona chce firany. Bo my nie wiemy jak to jest …

No tak. Pewnie, że żadna z nas nie wie jak to jest. Wszak wszystko nam z nieba spada. Również te firany. Moje złapałam jak przelatywały, majestatycznie unosząc się w chmurach. Wtedy pomyślałam, że na pewno będą moje. No i je złapałam. Wy tak nie potraficie?

Kolejna akcja z grudnia. Nie wiem czy wtedy była taka aura, czy może depresja przed świąteczna. Nie wnikam. Kobieta  nie ma za co świąt opłacić, mąż do domu pieniędzy nie przyniósł. A na czarno pracuje. Rozumiem. Z pracą ciężką. Dwa dni później mąż przyniósł pieniądze, nie jakieś tam kokosy, ale na święta będzie. Po kolejnych dwóch dniach pieniędzy znowu nie ma, a jej dzieci proszą o zabawki. Jej córka o psa. Po opisie zorientowałam się jakiego psa. Moje dziecko dostało takie dwa. Ale się nimi nie bawi. No wiec ja chętnie tego psa oddam. Akurat na Gwiazdkę, pod choinkę będzie. Ale ona przestała się udzielać. A potem to sobie psa wzięła. Tak na dokładkę. Kolejna gęba do wykarmienia.
Fuck.

Miałam do oddania dwie butelki Browna. Dostałam je, ale użytkowaliśmy inne. Jedną butelkę wzięła ode mnie dziewczyna, której zrobiłam większą paczkę – zabawki, koszula do karmienia, nieotwarte pudełko wkładek itp. Dziękowała. Nawet jakiś czas temu się do mnie po tak długim czasie odezwała. Drugą butelkę wzięła rzekomo potrzebująca dziewczyna. Opłaciła sobie te kilka złotych przesyłki, a ja pozbyłam się przeszkadzającego w domu gadżetu. Płakała mi w wiadomościach jakie to ma ciężkie życie, że na nic jej nie stać, że nawet butelki nie może dziecku kupić. I chociaż jedną lepszą rzecz jej dziecko będzie miało. Dwa tygodnie później, chyba zupełnie nieświadomie napisała, że kupiła bujaczek za 250 zł, a do tego kilka ubranek, bo w promocyjnych cenach.
Wierzyłam naiwnie w jakąś wygraną w totolotka,albo nagły przypływ gotówki. Przecież w portfele zaglądać nie zamierzam. Ale wtedy zobaczyłam, że tego samego dnia, którego wysyłałam jej butelkę, pisała o kupnie trzech innych butelek. No cóż. Weryfikować nie zamierzałam. Ale na pewno były bardziej potrzebujące osoby … I nienawidzę kłamstwa.

Jakiś czas temu pewna informacja wstrząsnęła blogosferą. Wiedziałam o tym wcześniej, więc nie była to dla mnie żadna nowość, ale dla potencjalnego czytelnika mały szok. Oto blogerka blogerce rowerek sprzedała, a blogerka nigdy tego rowerka na oczy nie ujrzała. Pieniądze wpłacone, ale po paczce ani widu ani słychu. Miesiąc prawie minął na zbywaniu, krętactwie i matactwie.

A Ty pewnie naiwnie wierzysz, że takie rzeczy na allegro? Oxy? He?
Nie bądź naiwniakiem!

Znałam dziewczynę, która oddała potrzebującej mamie swój wózek. Miał on bardzo charakterystyczną plamę na budce i rysę na rączce. Mimo to był sprawny i świetnie się go prowadziło. Wózek ze średniej półki. Któregoś razu otrzymałam informację, że wózek został wystawiony na allegro. W zbieg okoliczności z rysą i plamą raczej nikt nie wierzy. A jak łatwo sobie zarobić na naiwności i dobrym sercu innych?

Zaczęło się od 5,10 złotych, a skończyło na sumach dwu zerowych. Mam do wydania to i to. Koszt przesyłki, tyle i tyle. Ludzie wpłacali, ale towaru nigdy nie zobaczyli. Oszustwo wyszło po bardzo długim czasie. A bo tu zaginęła bluzka, tam też i tam znowu. Konta usuwane, zakładane nowe. Bywa. A ludziom się nie chciało walczyć, bo niby o co? O 5 złotych. Nerwów szkoda. Więc olewali. Choć takich ludzi było dziesiątki …

Nie jesteś w stanie tego nawet kontrolować. Nie znasz tych osób, więc co o nich wiesz? Nic. Ufasz, bo nie masz innego wyjścia, gdzieś tam pomyślisz, że przecież nikt Cię nie oszuka. Kupujesz, wpłacasz, wysyłasz, wierząc w to, że skoro Ty jesteś w porządku, inni też muszą. Tupet ludzki jest rzeczą nieograniczoną. Bezczelność również.

Tam gdzie w grę wchodzą większe pieniądze trudno akceptować kłamstwo. Nie wierzę w przypadki. Wierzę w to, że można zapomnieć. Wierzę, bo sama zapomniałam o jednej przesyłce, na szczęście nie zobowiązującej finansowo.

Potrzebujesz pomocy? Najpierw daj coś od siebie.

KOMENTARZE (39)

  • Anonymous
    Lip 23, 2014., 18:03 • Odpowiedz

    Ja to bym serce na dłoni oddała ale.....zobaczyłam parę takich "mamuś bardzoooo potrzebujących" i tzw.znieczulicę nabytą też mam i dobrze mi z tym. :)

  • Klaudia P
    Lip 23, 2014., 18:06 • Odpowiedz

    Jestem i czytam :) Aferę z firankami znam :) ta od psa jest z tego samego źródła-bo znajoma się wydaje :) Rowerek też znajomy.Najlepszy tekst ever: Bogaty-biednego nie zrozumie. Jak pada oferta ODDAM:to jakie to wojny idą.Nikt nawet nie pyta o rozmiar,o to czy dla chłopca czy dziewczynki.Biorę!I koniec kropka. Hehhh A w łzawych historiach jaka to bida z nędzą nęka jedną czy drugą..to szkoda gadać. Czasami tak się kobiety jadą,że ręce opadają -jak sobie człowiek uzmysłowi,że to chodzi np o parę trzewików. Ano i pozdrawiam :)

  • Monika dz.
    Lip 23, 2014., 18:09 • Odpowiedz

    Niestety tak jest... Prawda jest taka, że jeśli ktos naprawdę potrzebuje, to wstyd mu prosić... Ja mam za płotem taka patologię. Rodzice piją. Przychodzi kiedyś do mnie syn owej pary z kartką "Monia, pożycz mi 12 zł, bo nie mam co dzieciom dac jeść". 12 zł- tyle kosztują dwie paczki ruskich fajek. Ale w sumie, jak dzieci faktycznie głodne... Zapakowałam im jajka, mleko, mięso mielone, troszkę wędliny... Za godzinę przychodzi znowu "Monia, 6 zł na chleb". Zapakowałam i chleb... Mężowi się nawet nie przyznałam, bo on i tak jest cięty na to wszystko. No, ale mąż gdzieś był wieczorem, wraca i mówi- Monika z Filipem (sąsiedzi owi) siedzą na przystanku i piją z jakimś gosciem... Ona ledwo kontaktuje.
    Ale w sumie cieszę się, bo wiem, ze dzieci coś zjadły... I do dzisiaj im podsuwam jakieś jedzenie od czasu do czasu... Bo dzieci nie są niczemu winne...

  • bozena jedral
    Lip 23, 2014., 18:14 • Odpowiedz

    Taka jest niestety smutna prawda, u mnie również nabyta znieczulica, po kilku rozczarowaniach pomocą nieodpowiednim osobom.

  • AguQ K
    Lip 23, 2014., 18:16 • Odpowiedz

    Sama kiedyś byłam potrzebującą mamusią. Koniec macierzyńskiego (jeszcze wtedy półrocznego) uderzył jak piorun, męża firmę zamknęli i utknęliśmy w domu oboje z jakimiśtam zaskórniakami na czarną godzinę. Dostałam wtedy dla Wojtka dwie paki. Zdarza mi się sprzedawać ciuszki, ale jedynie te, które sama kupiłam. Wszystkie rzeczy, z których Wojtek wyrósł a były "dostane" też oddałam :) I dobrze mi z tym. Złe czasy nigdy nie trwają wiecznie, jeśli człowiek chce i robi wszystko żeby było lepiej. Ja wiem, że karma wraca. Swoją drogą ostatnio dałam ogłoszenie, że oddam około 120 sztuk pampersów z tzw. "torta" pampersowego. Były z firmy, która kompletnie mi nie leżała i nim się obejrzeliśmy pampki był za małe. Zadzwoniła do mnie babeczka i spytała, czy naprawdę chce je ODDAĆ, czy na pewno nic za nie nie chce, bo jej głupio. Powiedziałam, że jeśli ją to odciąży - niech kupi bobofruta - Wojtek je uwielbia. Jak przekazywałam pampersy męzowi owej Pani miał łzy w oczach. Po człowieku można poznać intencje i jeszcze się na tym nie przejechałam. ((odpukać))

    Cóż za chaos w moim wpisie.

    Tak czy siak - na ogłoszenia typu "nie mam pieniędzy nie pracuję - nie reaguję", jeśli CHCE się mieć pracę - można złapać się czegokolwiek żeby ten grosz zarobić.

  • Liwia Nawrocka
    Lip 23, 2014., 18:23 • Odpowiedz

    Do mojej babci zawsze przychodził taki chłopak biedny chodził po bloku i pukal do drzwi. Nie prosił o pieniądze. Prosił tylko o chleb tylko o chleb dla siebie i rodzeństwa. Moja babcia zawsze dawała chleb a jak wiedziała że idzie na większe zakupy to mówiła przyjdź tego i tego dnia. Nie zawsze przychodził bo mówił ze głupio mu było ale zawsze szczerze dziękował z łzami w oczach. Widać było ze szczery
    Raz przed lidlem starszy pan widać po stanie ze bieda również. Poprosił o bułkę chociaż jedna nie o pieniądze. Kupiliśmy mu szynki w plastrach sera chleb i inne cuda. Wyszliśmy z reklamówka dla niego a prosił o chleb
    Zaraz za rogiem usiadł i jadł z ogromnym zapałem. Są ludzie czasami szczerze potrzebujący

  • beata bujdasz
    Lip 23, 2014., 18:25 • Odpowiedz

    ja już też się zrobiłam odporna na takie apele. Daję tam gdzie wiem że dziecko skorzysta, znam rodzinę i sytuację. Albo sprzedaję.

  • Anonymous
    Lip 23, 2014., 18:35 • Odpowiedz

    Haha pamiętam o tych firankach :D To chyba hit roku był :D Ale tak ogólnie mam takie samo zdanie jak ty, bo już też tak się przejechałąm na rzekomo potrzebującej :P Powiedziałam nigdy więcej !

    • Dominika Kurzyńska
      Lip 23, 2014., 19:28 • Odpowiedz

      Firanki Kojarzę... Ale ja nadal wierzę w ludzi może to i naiwność ale wierzę.

  • Agnieszka W
    Lip 23, 2014., 18:38 • Odpowiedz

    Przez te oszustki cierpią prawdziwie potrzebujący.

  • Agnieszka B.
    Lip 23, 2014., 18:48 • Odpowiedz

    No dobra, a ja teraz z innej beczki pytam, co jest kuźwa pięknego w firankach, że ludzie muszą je mieć? Nie cierpię!

    • Matka Prezesa
      Lip 23, 2014., 19:02 • Odpowiedz

      Panna nie miała również rolet ... Kiedy powiedziałam, że prowadzając się na to mieszkanie zabrakło mi kasy na rolety i kładłam koce (roletę założyłam tylko w Jacha pokoju, który robił nam z początku za sypialnie) to się Panie obruszyły. Bo co to? Koce kłaść?! Przeprosiłam i ironicznie napisałam, że nie wpadłam wtedy na pomysł, żeby prosić o rolety, może by mi ktoś sfinansował. :D

      Swoją drogą w Jacha pokoju po remoncie się karnisza pozbyliśmy. Zastanawiam się, czy w przyszłym miesiącu jak będziemy robić remont u nas też się nie pozbyć karniszy. Ale trochę kasy dałam za firany, na miarę, śliczne, krótkie - i żal mi. :D

    • bozena jedral
      Lip 24, 2014., 05:11 • Odpowiedz

      Pozbądź się, mnie kurzu i roboty-również nie ma firanek, choć może poproszę o nie...

  • bączkowo
    Lip 23, 2014., 18:53 • Odpowiedz

    Pamiętam jak moja siostra oddala biednej dziewczynie (samotnej matce) wór ciuchów. Tamta ze łzami w oczach dziękowala i kupiła siostrzencowi choć czekoladę. Bo prawda jest taka, że ten naprawdę potrzebujący zna takie uczucie jak WDZIECZNOŚĆ. A teksty pod tytułem :"miałaś dać" czy "musisz bom bidna" są słabe i bezczelne. Dobry tekst! :)

  • DayByDayMum
    Lip 23, 2014., 19:32 • Odpowiedz

    Hmmm…daje do myslenia…ja niestety silnie wierze że dobro powraca…nie naciełam sie za żadnym razem gdy pomagałam…i chyba wolę o tym nie wiedzieć, aby nie wkurzać się na sama siebie.

  • Wiola G.
    Lip 23, 2014., 19:37 • Odpowiedz

    Dokładnie tak jak piszesz.
    Najlepsze jest w tym wszystkim to, że wkurza mnie tłumaczenie 'za takie grosze to nie pójdę pracować' sory, ale gdybym nie miała ja i moje dzieci co jeść to zapierdzielam do byle jakiej roboty, byle było na jedzenie.

  • Natalia K
    Lip 23, 2014., 19:54 • Odpowiedz

    Tak jak napisałaś- takim to się wydaje, że wszystko z nieba spada. Ja pół roku nie mogłam się dorobić firanek w oknach jak się wprowadziliśmy na nowe i też koce kładłam :), ale nie chodziłam i nie prosiłam. Potem się nawet przyzwyczaiłam ;). A pamiętam, kiedy byłam dzieckiem chodził po mieszkaniach facet i prosił o pieniądze na jedzenie- moja mama uszykowała mu reklamówkę jedzenia. Godzinę później wychodziliśmy z domu i na klamce od drzwi wisiała ta reklamówka z zawartością... Może facet lubił sobie podjeść co innego... ;/

  • Camel Janka
    Lip 23, 2014., 19:55 • Odpowiedz

    Ja niestety też się kiedyś przejechałam na dobroci...ale ...nawet nie chce mi się pisać...nigdy nie wyobrażałam sobie do jakich rzeczy można się posunąć za parę złotych...i jaką wyobraźnię trzeba posiadać by wymyślać tyle bajek...

  • lavinka
    Lip 23, 2014., 20:03 • Odpowiedz

    Taki kraj. Cwaniak ma się dobrze, uczciwy szkoda gadać. Wiesz co mnie ostatnio spotkało? Szłam chodnikiem z małą, zadzwonił telefon. Telefon trzymam w takiej kaburze, ale mi się połamała i go nie trzyma więc to tylko taki pokrowiec do torebki.Czasem z niego komórka wyskakuje, bo nic jej nie trzyma. No to wyskoczyła na chodnik. Pozbierałam do kupy telefon (oczywiście musiała wylecieć bateria), ale nie złapałam kabury, która odbiła się w drugą stronę i z tel. w kieszeni podbiegłam po Kluskę. Odwracam się i co widzę? Facet, który ledwo co mnie minął, chowa sobie właśnie moją kaburę do kieszeni i oddala się jak gdyby nigdy nic. Normalnie bym mu zrobiła awanturę, ale że mi się dziecko darło - odpuściłam. Pomyślałam sobie tylko, a masz za cwaniactwo, dopiero w domu odkryjesz, że pokrowiec jest do niczego i żaden telefon się w tym nie utrzyma. Nikomu tego nie sprzedasz. Meh. Mój kraj. Taki piękny.

  • lili
    Lip 23, 2014., 20:15 • Odpowiedz

    wstyd mi za takie mamy

  • OkiemMamy
    Lip 23, 2014., 20:26 • Odpowiedz

    Czytałam i normalnie nie wierzę, że takie rzeczy się dzieją. Mnie to jakoś na szczęście omija, ale będę wiedzieć na przyszłość co się za takimi "mamuśkami" kryje.
    Wprawdzie widziałam gdzieś jakieś informację na temat "jakiegoś" rowerka, ale nie przyszło mi do głowy, że można kogoś tak perfidnie oszukać. To naprawdę jest żenujące.

  • Anonymous
    Lip 23, 2014., 20:52 • Odpowiedz

    No niestety ludzie oszukują strasznie sama mam do czynienia z oszustka recydywistką jej oszustwa trwają od paru lat żeruje na rzekome chorobach swojej męża oraz syna niby jedynego dodatkowo częste podtopienia domu no i ich przygarniete ,,zoo,,(kilkanaście zwierząt różnych psy koty kaczki papugi chomiki itp) zbierali pieniądze na to na tzw.bazarkach na fb.naciagali rękodzielników na fanty ludzie ufali kupowali wspomagali niestety zaczęli sie gubic i jak sie okazało ta pani ma więcej jak jedno dziecko (5 wcześniejszych opieka zabrała) dom w całkiem fajnym stanie w dodatku nie ma mowy o żadnych podtopieniach ponieważ wies jest na wzgórzu jedyne co jest prawda to zwierzyniec jaki tam jest utrzymywany przez ludzi co pomagają. Choroby też w większości wymysł tej pani .kończąc pragnę powiedzieć tylko jedno nim wspomożemy w sieci sprawdzmy gdzie sie da!

  • koval24100
    Lip 23, 2014., 20:52 • Odpowiedz

    Przykre ze ludzie są tak perfidni

  • Monika Mo
    Lip 23, 2014., 21:09 • Odpowiedz

    Doczytałam do fragmentu o firankach i jestem już tak wkurzona na tego typu ludzi, że nie jestem w stanie czytać dalej. Ja się też raz dałam nabrać na biedną samotną mamę (to co, że ja sama też jestem samotną mamą i jakoś sama wszystko muszę ogarniać i nikogo o pomoc materialną nie proszę). Z pozoru skromna dziewczyna, ponoć zwolnili ją z pracy, ponoć facet olał, ponoć ileś czasu spędziła w domu samotnej matki. Przygotowałam dla niej całe paczki - i dla synka coś, i dla niej samej. Pomyślałam, że jej będzie miło jak dostanie jakiś ciuch (zapakowałam bluzkę, którą niedawno dostałam w prezencie, nową, z metką, stwierdziłam, że mi nie jest aż tak potrzebna), zapakowałam kosmetyki, które miałam kupione na zapas, jeszcze nie rozpakowane. Żeby też coś dla siebie miała. I potem wyszło szydło z worka, koleżanki zdemaskowały oszustkę, która najpierw nie miała nic, a potem na listę życzeń wpisywała same drogie gadżety i wybrzydzała, że to i to to owszem, a to i tamto to już nie, bo nie jest markowe. Dla mnie obrzydliwe są takie akcje.

  • yendza o.
    Lip 23, 2014., 21:59 • Odpowiedz

    straszne bagno :/

  • Domi Z
    Lip 23, 2014., 22:05 • Odpowiedz

    Ohh.. myślę że Twój post mi pomógł bo ja też z tych naiwnych co pomagać lubi bo wierzy że dobro jest na świecie.
    Szok!

  • Roksana Prusaczyk
    Lip 24, 2014., 05:42 • Odpowiedz

    A myślałam że jestem zła i nie czuła na to że ktoś ma gorzej, dziękuję za post.
    dobrze wiedzieć że nie tylko ja się nacięłam i teraz pomagam osobom które znam, znam ich sytuację... albo zwyczajnie ktoś odpłatnie poprosi o taką pomoc. Wszyscy zadowoleni, a ja rzeczy które oddaje czy kupuję innym nie znajduje ponownie na allegro czy fb.

  • Matka Dzika
    Lip 24, 2014., 05:43 • Odpowiedz

    A ja kurcze trzy lata bez firanki żyłam i ciągle narzekałam aż się w końcu na nią kasa znalazła. A mogłam napisać żem biedna i mnie nie stać i może by mi ktoś sprezentował :)

  • Anonymous
    Lip 24, 2014., 06:33 • Odpowiedz

    Pomaganie ludziom, w każdy możliwy sposób, obarczone jest ryzykiem. Radzę pomagać - dobro powraca, niekoniecznie z tej strony, z której byśmy się spodziewali i nie zastanawiać się czy warto, bądź nie pomagać,wówczas problem z rozterkami typu warto czy nie, nie istnieje:)
    Pytanie po co to robimy? Często chyba dlatego żeby nie czuć się źle patrząc np. na głodnych... Ja powiem tak - ile osób na świecie tyle reakcji na pomoc. Dobrych i złych, więc chyba jednak warto pomagać:)

  • Anonymous
    Lip 24, 2014., 06:41 • Odpowiedz

    eeee - ja wszystkie rzeczy po Młodym wydaje - znalazłam parę "ofiar" moich darów;) właśnie w necie - wcześniaki, dzieciaki z problemami, nie wnikam i nie zastanawiam się, co ktoś z nimi zrobi. Ale przyznam, że jak potem na fb. czy blogu danej mamy widzę malucha albo maluszkę ubranego w ciuch Młodego robi mi się fajnie, że się przydały :) ach ten egoistyczny wymiar pomagania :D

  • Wypaplani pl
    Lip 24, 2014., 06:46 • Odpowiedz

    Naciągaczy i śmierdzących leni niestety chyba sieją :(

  • Weronika Front
    Lip 24, 2014., 09:11 • Odpowiedz

    Ja też znam takich pseudopotrzebujących.
    Ale tak czy siak lubię pomagać. Dobro powraca. Nie każdy ma w życiu tak dobrze jak ja czy inni, nie każdego rodzice dbali o wykształcenie i dziś muszą zasuwać na umowę zlecenie.
    Akcję z firankami pamiętam :) w potrzebujących w necie nie bardzo wierzę, częściej pomagam mamom ze swojej okolicy.
    Teraz np. oddałam wszystkie rzeczy po córce na 2-3 lata koleżance jeszcze z gimnazjum. W ogóle cały czas jak ją spotykałam to myślałam, ze jej się na prawdę dobrze powodzi. A prawda jest inna tylko, że ona za bardzo się wstydziła o cokolwiek poprosić.
    O tym, że jest w potrzebie dowiedziałam się przypadkiem. Wychodziłam obładowana z ciucha, ona szła z córką z wózkiem. Od słowa do słowa padło, że czeka aż fundusz zacznie jej płacić alimenty i wtedy może kupi coś na jesień córce.
    Mnóstwo rzeczy oddawałam już za darmo. 3/4 z nich poszły na handel. Bo przecież one są bardziej w potrzebie i mi wszystko z nieba spada.
    P.S. czytałam na fb, że jedna gwiazda to się na żebraniu tak dorobiła, że było ją stać na kupno domku- nie jaka Agnieszka.

  • Anonymous
    Lip 24, 2014., 11:33 • Odpowiedz

    Ja od lat się dawałam nabierać. Swoje ubrania - w bardzo dobrym stanie, które mogłam sprzedać, bo praktycznie były nowe, tylko już z nich wyrosłam ;-) oddawałam potrzebującej znajomej mojej babci i jej córce. Skoro znajoma mojej babci, która w dodatku jej pomaga - ok, ja też pomogę. Tak się złożyło, ze babcia zaprosiła nas razem na urodziny - mnie i tę panią. Pani przyjechała terenowym nowiusieńkim autem. (zaparkowała kawałek od domu, aby babcia z okna nie zauważyła). Po całej imprezie nie mogłam się opanować i śledziłam ją gdzie jedzie - do domu - 200 mkw, całkiem elegancki. Nie trzeba przez internet oszukiwać, można nawet przyjaciół rodziny. Ok - pomaga mojej babci, należałoby się jej odwdzięczyć, ale po co kłamie, że biedna i nie ma co na siebie włożyć????

  • Mila
    Lip 24, 2014., 12:15 • Odpowiedz

    Tez sie juz niestety wyleczylam.
    jakis czas temu przeczytalam o dziewczynie, ktora powiesila ogloszenie ze przyjmie wszystko dla poltora rocznego chlopca.
    Zdobylam emaila i napisalam, ze chetnie pomoge. Spakowalam nawet rzeczy uwzgledniajac i wiek dziecka i aktualna ppre roku. Opisalam jej co moge dac z pytaniem o mozliwosc odebrania. W odpowiedzi dostalam, ze body to nie, ze jesli juz to tylki skorzane buty na zime, ze takie zabawki nie i poza tym to potrzebuje kosmetykow takich a takich, pieluch i jakiegos tam mleka. Odpisalam, ze moge tylko to co z listy i znowu poprosilam o informacje jak chce odebrac rzeczy. Kazala mi je sobie przywiesc, ze nie ma mozliwosci podjechac tych 16 km. Tez nie mialam, bo bylismy swiezo po wyjsciu z synem ze szpitala. Przestala sie odzywac.

    Poniewaz dziergam zostalam poproszona o przekazqnie kilku rzeczy na licytacje. Pewnie, ze moge. Tylko czego to ja mam nalegac i prosic o adres o informacje na co, po co i na kiedy. Po 3 mailach odechcialo mi sie.

    • Anonymous
      Lip 24, 2014., 17:12 • Odpowiedz

      Kurcze tez nie mam firan, och jaka biedna jestem.... :) a mówiąc serio tez było mi czasem bardzo ciężko, cieszyłam się gdy coś dostałam lub mogłam przerobić. Rzeczy po moich dzieciach nosili inni, kilka razy się przyjechałam teraz wolę wrzucić do kontenerów. Pozdrawiam Magdalena :)

  • Anonymous
    Lip 25, 2014., 21:55 • Odpowiedz

    Wystawiłam kiedyś wózek w "anonsach". Odpowiedziała kobieta smsem, bo telefon ma zepsuty i może tylko pisać. Nie stać jej na wózek, ma czworo dzieci i taki wózek chciałaby mieć. Zawsze marzyła o 3-kołowym wózku, zapytała czy nie oddałabym jej za darmo. Napisała też, że najmłodsze dziecko ma 1,5 roku. Wtedy ta prośba wydała mi się dziwna: prosić o wózek dla dziecka, które już samo potrafi chodzić ale ludzie są różni. Napisałam, że wózka nie mogę jej dać ale mam trochę ubrań po synu to mogę przekazać. I wtedy się zaczęło: "czy nie mam ubrań dla niej?", "jeśli ja nie mam, to może moje koleżanki mają", "a te które mam, to jakie są, jakie kolory, rozmiary, może golf, może pałasz...". Głupia nazbierałam dwa wory ciuchów i zawiozłam. Na umówionym parkingu, to ja wyglądałam przy niej jak żebrak, ona była odwalona. Zanim dojechałam wysłała mi wiadomość, że będzie w kozakach i płaszczu, pożyczonym do szwagierki. Napomknęła również, że są rolnikami i da mi za to ziemniaków na zimę...oczywiście nie odzywała się aż do wiosny (i dla mnie to było ok). Natomiast wiosną zaczęła dopytywać się (sms-ami) o kolejne rzeczy..dla niej, nie dla dzieci. Na początku pisałam, że nie mam, później ignorowałam jej wiadomości. Odzywała się co jakiś czas, przez jakieś dwa lata. Nigdy więcej już nie zareaguję na takie historie.

  • encepence
    Lip 26, 2014., 11:35 • Odpowiedz

    Mega historie - nienawidze klamstw!

  • Nikola Ka
    Sie 16, 2014., 21:48 • Odpowiedz

    Wow, ale jesteś świetna! nie dałaś sie nabrac, taki z ciebie szczwany lis...
    Rzeczy i tak bedą u ciebie leżec, prawda? ale niech leża, niech sczezna, nie dasz komuś, kto o nie NIE POPROSI..."daj z siebie", popros, ukorz sie...nie umiesz? to spadaj...
    Nie ważne, ze ta osoba, nawet jak te rzeczy dalej sprzeda, to widocznie POTRZEBUJE tych pieniędzy. Moze nie umie poprosić? moze nauczona jest cwaniactwa? moze wystarczy do niej podejsc inaczej?
    Nie reagujmy, nie pomagajmy...w końcu KAŻDY chce nas tylko wycyckać, z tych starcyh firan, które zalegają, z wózków, z zabawek...a ja głupia, oddaje wszystko do charity shops, tam na pewno panie sprzedajace biora najlepsze kaski dla siebie, a niech to! zaprzyjaźnie się z koszem na śmieci, niech nie ma NIKT...;/

    • Matka Prezesa
      Sie 17, 2014., 10:02 • Odpowiedz

      Aż się uśmiechnęłam po przeczytaniu tego komentarza. ;)

      ,,Rzeczy i tak będą u ciebie leżeć prawda?" nie, nie będą.
      ,,Nie ważne, że ta osoba nawet jak te rzeczy sprzeda to widocznie POTRZEBUJE tych pieniędzy" - serio? Ale z jakiej racji ja mam na tym tracić? Są bardziej potrzebujące osoby.
      ,,Może nie umie poprosić?" - no pewnie. W końcu kto by przesłał pieniądze na konto? Ja na pewno nie.
      ,,Nie reagujemy, nie pomagamy" - a ja jestem za tym, żeby pomagać. :)
      ,,W końcu KAŻDY chce nas tylko wycackać ze starych firan, które zalegają" - wydałam je bardzo szybko.
      ,,Z wózków, zabawek" - ale powiedz mi dlaczego ja mam komuś sponsorować rachunki, skoro mnie na to nie stać?
      ,,A ja głupia oddaje wszystko do charity shops" - mam Ci gratulować?

ZOSTAW KOMENTARZ

loading
×