Wszystko żrący odkurzacz.

Z przerażeniem czytam (lub słucham równie często) co dzieci dostają w okresie niemowlęcym do jedzenia. Na myśl przychodzi mi przede wszystkim fakt, że są na dobrej drodze do otyłości u dziecka, a swoje ewentualne wyrzuty sumienia zakrywają zdrowymi (oczywiście w ich mniemaniu) krągłościami. Wreszcie mam przed oczami nawoływania WHO o przestrzeganiu prawidłowego żywienie niemowląt, bo jest coraz więcej zachorowań na cukrzycę u dzieci, a plaga otyłości przeszła już z Ameryki na Europę.
Z reguły zdanie kończy się słynnym: ,,Ale mnie tak karmiono“, lub po prostu jeszcze słynniejszym: ,,Wiem co robię“. Jakoś tak się składa, że rodzice wolą być mądrzejsi od samych specjalistów, a wszelkiego rodzaju tabele traktują jako zło konieczne. A ja wychodzę z założenia, że nie po to ktoś je stworzył by zrobić dziecku na złość, ale po to by łatwiej było rodzicom rozplanować menu niemowlęcia.

Z reguły staram się już od bardzo,bardzo dawna nie wdawać w dyskusje na temat żywienia. Wiem, że świata nie zbawię no i nie wytłumaczę, że danonki mają w sobie sam cukier, który jest niezdrowy dla 4miesięczniaka. Jeszcze kiedyś naiwnie myślałam, że zmienię kogoś zdanie i podzielę się swoją wiedzą z której ktoś wyniesie coś więcej niż ,,Ale nic jej/jemu nie jest“.
Wczoraj o mało nie dostałam palpitacji serca, kiedy mama 5 miesięcznej dziewczynki z rozbrajającą szczerością napisała co pożera jej córka. Dieta rozszerzona w 3 miesiącu życia. 4 razy dziennie po 180 ml kaszy manny. Do tego obiad. Do popicia Kubusie. A w ramach ,,dopchania” smakije i bakusie. Do memłania dziecko dostało frytkę. Sok jabłkowy w wieku 2 miesięcy. No i dziecko czasem wymiotuje. Z niewiadomych powodów…
Próba wyedukowana tej osoby graniczyła z cudem. Wychowała tak już dwójkę kilkulatków, którym nic nie jest. Oczywiście o tym, że konsekwencje żywieniowe wychodzą po latach nikt nie słyszał …
A myślałam, że po pytaniu, czy można dawać 7miesięcznemu dziecku bigos w święta nic więcej mnie nie zdziwi. A tu proszę! Ktoś pobił 6miesięczniaka, który dostał w święta bigos i kapustę z grzybami (bez grzybów, bo matce coś w głowie piszczało, że grzybów chyba nie wolno jeszcze podawać).

Zdrowe żywienie to inwestycja na przyszłość. Nie trzeba przestrzegać tabel rygorystycznie, ale dawanie kilkumiesięczniakom ciężkostrawnych posiłków wystawia wątrobę na zbyt ciężką próbę. Dziecko je to co Ty dziecku dajesz, więc to Ty jesteś mentorem w wprowadzaniu posiłków stałych. Metoda BLW (Bobas Lubi Wybór) jest świetną metodą, którą sama praktykowała, ale adekwatnie do potrzeb żywieniowych dziecka w danym miesiącu.

Na wszystko przyjdzie pora, również na posiłki, które dziecko nie ma potrzeb aby próbować wcześniej niż przed rokiem. Są to wszelkiego rodzaju smażone kotlety, frytki, kebaby, hamburgery, bigos i kapustę z … grzybami. Co do tego ostatniego co roku w sezonie grzybobrania media biją na alarm: dzieciom nie wolno podawać grzybów do 12r.ż. Niestety co roku jak na złość pojawia się ktoś, kogo dziecko walczy o życie i jedynym ratunkiem jest przeszczep wątroby, bo zjadło grzyby…
To nie dziecko ma potrzebę by te posiłki jeść. To rodzic ma potrzebę. Często jest to brak edukacji, a często po prostu powielanie stereotypów wyniesionych z domów, gdzie wychodziło się z założenia, że dziecko musi jeść wszystko. Nie musi. A nawet nie powinno jeść wszystkiego.

Z pewnym oburzeniem patrzyłam na rówieśnika Prezesa, który miał niecały rok, kiedy mama podała mu golonkę po bawarsku uradowana jego trzecim podbródkiem i wagą wychodząca poza 97 centyl. Twierdziłam wtedy, że nie jestem osobą, która ma prawo by komukolwiek zwracać uwagę i wszystko tłumiłam w sobie. Któregoś razu okazało się, że dziecko ma okropną alergię i nagle dietę trzeba było zmienić na bardziej rygorystyczną. Jak się okazało przyczyną było złe żywienie, a układ pokarmowy dziecka nie był w stanie przetrawić tego co wpychała mu matka. Dziecko ma prawie 5 lat, a nadal ma problemy z alergią i jest na diecie.

Na punkcie prawidłowego żywienia mam hopla. Bierze się to zapewne z tego, że Prezes miał problemy z jelitami, dlatego zawsze uważałam na to co mu daję, a tabel nauczyłam się na pamięć. Próbował różne rzeczy, ale cały czas adekwatne do wieku, nigdy nie wychodziłam poza. Wszystko kalkulowała, nawet co do ilości. Trochę mi pomagał fakt, że na etykietkach słoiczków, które mu podawałam były podane miesiące, które ja korygowałam z racji wcześniactwa. Później nawet podawaliśmy słoiczki z firmy MyEcoLife.
Dietę rozszerzyłam po skończeniu przez Prezesa piątego miesiąca. Dostał jabłko z ogródka mojej babci, bo wiedziałam, że jabłko jest niepryskane. Do dnia dzisiejszego mam kaca moralnego, kiedy Prezes w gościach u kogoś zaczyna się częstować chipsami, a ja mam przed oczami od razu skład …

No i mam w domu niejadka. Ten fakt rekompensuje nam fakt, że Prezes jest dzieckiem, które je warzywa i owoce. Kiedy byliśmy na rodzinnej imprezie i wszyscy zajadali się smacznym mięsem, Prezes wcinał brokuły. Kiedy przyszła do nas koleżanka z dzieckiem i dziecko próbowało poczęstować Prezesa kwaśnymi żelkami, Prezes wolał suszoną żurawinę, a wszystko popijał wodą.

Nie twierdzę, że nie je słodyczy, a jego dieta w 100% jest idealna, bo nie jest. Pewnie dlatego, że nadal gdzieś tam pojawiają się luki w jego zbyt małej ilości próbowania nowych posiłków. Kiedy był niemowlakiem jadł niemalże wszystko (oprócz brokułów, które paradoksalnie obecnie uwielbia). Długo też nie dostawał czekolady, bo kiedy miał rok i dałam mu spróbować obsypało go. Podobnie jak miał 1,5 roku obsypało go od pomidora.

WHO zaleca by dietę dzieci rozszerzać po 5 miesiącu jeżeli jest karmione mlekiem modyfikowanym i po 6 miesiącu jeżeli jest karmione piersią. Są to wytyczne stworzone na potrzebny obecnej problematyki żywienia dzieci, ale nadal mało kto te wytyczne przestrzega. Prawdopodobnie dlatego, że nie przestrzegamy nawet dolnej normy po 4 miesiącu i bardzo często podajemy posiłki po 3 miesiącu. O ile są przypadki dzieci, które muszą dostać pokarm w wieku 3 miesięcy, o tyle większość dostaje, bo rodzic ma taki kaprys. Tu znowu mogłabym nawiązać do tematu / DZIECKO Z TABELI – klik /

Dawno,dawno temu, kiedy nasze matki były dziećmi i nasze babki również żywienie wyglądało inaczej. Lecz nie było tyle chemii, organizmy były silniejsze i było mniejsze zanieczyszczenie. Mięso było zdrowsze, warzywa zdrowsze, owoce też. I nikt nie miał na wyciągnięcie ręki wytycznych żywieniowych. Zwłaszcza na wsiach. Dzisiaj mamy na wyciągnięcie ręki wszystko. Książki, darmowe artykuły. Rzadko kto z nich korzysta. Jesteśmy ignorantami. Dlaczego?

Nie chcę zmienić Twoich reguł żywieniowych. Jesteś rodzicem. Sam decydujesz. To Twoje dziecko.
Chcę Ci tylko przekazać jedną rzecz: Twoje dziecko ma tylko jedną wątrobę. Nie wymienisz jej, kiedy zacznie szwankować.

KOMENTARZE (85)

  • Olga
    Maj 05, 2014., 18:41 • Odpowiedz

    Ja walczę. Jad sączę w Święta, kiedy ZAKAZUJĘ podawania Ewce potraw z grzybami. Kiedy nie śmieszy mnie opowieść, że TEN TAMTEN to już golonkę zajadał, aż mu się uszy trzęsły! Kiedy namawia się mnie na wino, bo przecież "ja całą butelkę w ciąży wypiłam, hahahah". Jestem przez moją walkę tą, która "przesadza", "wymyśla", "wyolbrzymia". No cóż. Umiem z tym żyć ;)

    • Karolka
      Maj 06, 2014., 11:06 • Odpowiedz

      Znam to. "Jesteś dziwna i przesadzasz". Ale dziś moje dziecko (wcześniak, hipotrofik) ma 17 msc, jest niesamowicie energicznym dzieckiem i ma duży apetyt. Przestrzegałam tabeli i dziś dziecko je wszystko, co dostosowane do niego :) Jestem z siebie dumna :)

  • Majka
    Maj 05, 2014., 18:42 • Odpowiedz

    A puenta o wątrobie powinna zapaść każdemu w pamięci. Popieram! :)

  • Wypaplani pl
    Maj 05, 2014., 18:49 • Odpowiedz

    U Adamskiego w przedszkolu w menu pieczarkowa, a do domu dostaje jak nie zje - kinder mleczka kanapka. Ręce opadają :/

    • Matka Prezesa
      Maj 06, 2014., 07:56 • Odpowiedz

      Uhm ... :/
      U nas akurat wszystko z jedzeniem w przedszkolu jest okej. Na podwieczorek mają bardzo często owoce (jabłka/banan) albo galaretkę, budyń, kaszę manną itp. Nigdy jeszcze nie widziałam, żeby mieli batoniki, a kinder mlecznej kanapki na bank nie było. ;)
      No i mają dwudaniowy obiad.

  • Anonymous
    Maj 05, 2014., 18:54 • Odpowiedz

    Spodziewałem się czegoś bardziej na temat. Fajnie, że jesteś tak zaangażowaną mamą, że troskliwie zwracasz uwagę na to co je Twój syn. Moja córka zawsze ma wybór- ostatnio ma fazę na żelki- ale spróbuję dwie i ma dość. Nie rzuca się nigdzie na jedzenie, zna różne smaki. Sama woli owoce, nie przepada za słodyczami.
    Ale to chyba kwestia tego co w domu jest w kuchni. Akurat wychowujemy z żoną córkę wspólnie choć nie mieszkamy razem, ale żona nauczyła Wiki jeść o stałych godzinach i oboje się tego trzymamy. Nie patrzymy w żadne tabele. A jak była niemowlakiem to zdarzało się, że Danonka zjadła- nie wierzę, że od jednego raz na jakiś czas stanie się jej krzywda.
    Mnie przeraża bardziej fakt, że większości rodzicom łatwiej przychodzi kupić gotowy słoiczek (nawet z naklejką eco), niż samemu zrobić zdrowy posiłek.
    A własnie- teraz Wiki lubi jeść na śniadanie parówki z szynki z Sokołowa, bodajże 98% szynki- dobrze czy źle? I wypija przeciętnie 2 kubki kakao dziennie.
    P.S. po twoim cyklu "chu*****j Pani Domu jakoś nie potrafię sobie wyobrazić ciebie jako eksperta od żywienia. Sorry. Nie kupiłem tego.

    • Matka Prezesa
      Maj 05, 2014., 19:01 • Odpowiedz

      Chujowa Pani Domu to zabawne anegdotki. Dzieją się naprawdę, ale gotuję - jak każdy. Mniej lub bardziej udane potrawy. Kiedy Jaś był niemowlakiem - o czym już raz pisałam - nie gotowałam mu osobno i dawałam posiłki ze słoiczków. Dietę konsultowałam z neonatologiem. A parówki z szynki są jedynymi, które podaję. ;)

    • yendza o.
      Maj 06, 2014., 12:04 • Odpowiedz

      tak, lepiej ugotować posiłek samemu - pod warunkiem, że ma się dostęp do niepryskanych ch*j wie jakimi specyfikami warzyw, jeśli ma się dostęp do mięsa ze zwirząt nie faszerowanych sterydami czy innym syfem.
      bo jeśli mam podać własnoręcznie ugotowany obiadek właśnie z takich składników zawierających pełną tablicę Mendelejewa, to wolę słoiczek.

  • Anonymous
    Maj 05, 2014., 19:00 • Odpowiedz

    a co Ty jesz droga Noemi? bo na dużą wyglądasz :)

    • Matka Prezesa
      Maj 05, 2014., 19:02 • Odpowiedz

      To zależy na co mam ochotę. ;)

    • Gosia Dzięgielewska
      Maj 05, 2014., 19:12 • Odpowiedz

      a co ma do rzeczy co je Noemi? tekst jest o diecie dziecka...ludzie masakra

    • Matka Prezesa
      Maj 05, 2014., 19:13 • Odpowiedz

      Najlepsze jest to, że wyglądam na dużą! Mistrzunio! :)

    • Gosia Dzięgielewska
      Maj 05, 2014., 19:15 • Odpowiedz

      Przypomniała mi się sytuacja ze sklepu...tatuś w rozmiarze 3 xl, córka na oko około 8-9 lat rozmiar 3 xl i chłopiec 4 letni rozmiar również 3xl...cała taśma zakupów, większość niezbyt odpowiednia ale co tam...pani kasuje produkty a tu nagle krzyk ojca na cąły sklep: PO CO WZIEŁAŚ TE SŁODKIE BUŁKI PRZECIEŻ MACIE SIĘ ODCHUDZAĆ... no qrwa cycki opadają do ziemi...i właśnie po to karmię dziecko tak jak karmię i nie chcę sytuacji, że zabronię jej coś zjeść bo musi się odchudzać...wszystko jest dla ludzi owszem ale przy zachowaniu zdrowego rozsądku...

    • Gosia Dzięgielewska
      Maj 05, 2014., 19:18 • Odpowiedz

      nie no to powala na łopatki...chyba ten ktoś nie widział dużych ludzi

    • Mama Kubusia
      Maj 05, 2014., 21:55 • Odpowiedz

      Wygląda na dużą, bo ma dużo włosów, o! Duża, to pewnie miało być, że kudłata! :*

    • Anonymous
      Maj 06, 2014., 03:45 • Odpowiedz

      Uuu la la, ale ktoś pojechał...no dosłownie jak z gnojem po polu. Komentarz trzeba to szczerze przyznać najwyższych lotów :-) a dla Ciebie Matko Prezesa brawa za dystans.

    • Matka Prezesa
      Maj 06, 2014., 07:29 • Odpowiedz

      Ten komentarz jest fajny! :) Mi się podoba. Humor poprawiamy, że hej!

    • Anonymous
      Maj 06, 2014., 20:30 • Odpowiedz

      chodziło mi o to, że Matka jest niska i gruba. Wielka twarz, nieciekawy makijaż, włosy, nie pracuje a taka pampelucha

    • Matka Prezesa
      Maj 06, 2014., 20:42 • Odpowiedz

      Niska jestem, ale gruba na pewno nie. ;) Wielka twarz? Jak wygląda mała twarz?
      Nieciekawy makijaż - no okej, ale nie Tobie ma się podobać.
      Włosy? - trudno jest ułożyć samodzielnie kręcące się włosy, które są bardzo,bardzo grube.
      Nie pracuję? - właśnie na mojej pracy siedzisz, ale nie jesteś osobą decydującą co robię ze swoim czasem.

      Dlaczego nie masz tyle odwagi by napisać to ze swojego konta na fb? :)

    • Anonymous
      Maj 07, 2014., 04:19 • Odpowiedz

      O jacież pierdzielę...świat na głowie staje. Kur...co się dzieję z ludźmi? Zazdrość i nienawiść mózgi im wyżarła. Owszem pisząc popularnego bloga, człowiek w jakimś sensie staje się osobą publiczną, otwiera drzwi do swojego życia prywatnego, ale czy to daje komentującym prawo do takiej chorej krytyki, robionej z czystej złośliwości i nie mającej nic wspólnego z tematem dyskusji. Oczywiście trzeba się liczyć, że ktoś będzie miał inne poglądy na daną kwestię, że nie będzie się zgadzał z naszymi poglądami i będzie chciał to wyrazić, ale niech to będzie poparte konkretnymi argumentami, a nie tym jak ktoś wygląda.

    • Matka Prezesa
      Maj 07, 2014., 07:54 • Odpowiedz

      Ja nie bardzo wiem co znaczy ,,pampelucha". :D Nawet google mi nie wyszukuje takiego wyrazu w gwarach.
      Więc proszę o definicję.

    • Anonymous
      Maj 07, 2014., 08:11 • Odpowiedz

      Według mnie "pampelucha" w wielkim skrócie oznacza zaniedbaną kobietą. W takim razie ktoś źle Cię określił, bo na pewno takową nie jesteś.
      Rita

    • Matka Prezesa
      Maj 08, 2014., 18:12 • Odpowiedz

      Twoje komentarze Droga Anonimowa osobo nie będą akceptowane. ;)
      Skoro mnie znasz ja MUSZĘ również znać Ciebie. Skoro piszesz takie rzeczy jako anonim bojąc się konfrontacji face to face to jesteś po prostu kolejną tępą dzidą. ;)

      Dziękuję za uwagę i wróć jak będziesz miała odwagę pisać takie rzeczy z konta, ewentualnie się przedstawisz. Wtedy będę mogła również ocenić ewentualny stan włosów, makijażu i gabarytów. Zachowanie ,,po kryjomu" nie jest na moim poziomie.

  • Anonymous
    Maj 05, 2014., 19:01 • Odpowiedz

    Teraz co raz częściej spotykam się z opinią, że mój zaraz 14 miesięczniak jest niejadkiem .. tylko dlatego, że jedyne co mu daję z talerza rodziców to ziemniaczki, brokuły, marchewka itp warzywa, duszone mięsko lub owoce .. kiedyś w szpitalu lekarka stwierdziła po wynikach, że moje dziecko jest " NIEDOŻYWIONE " albo ma złą dietę.. tylko dlatego, że nie dostaje słodkich serków, jogurtów, kiełbaski czy kubusia..

  • DayByDayMum
    Maj 05, 2014., 19:02 • Odpowiedz

    U nas sporo różnych rzeczy jemy…ale jestesmy ponizej 10centyla… no i podaje to co mozna stosownie do wieku. Jak widzę rodziców z dwulatkiem na obiedzie w CH w McDonaldzie to mi sie cos w kieszeni otwiera. Trudno isc do normalnej knajpy aby wybrac warzywa z pary i np ryz jesli juz nie udalo sie inaczej z obiadem? I wszystko po co…bo chce zabawkę z Happy Meal'a…ok to kup - wywal ten shit i daj mu samą zabawkę!

  • Anna
    Maj 05, 2014., 19:09 • Odpowiedz

    Ja stosowalam sie do tabel zywienia ale musialam zrobic wyjatek na sok jablkowy (wycisniety z jablka) i dalam go w 3 miesiacu inaczej corcia nie robila kupy - wcale. Proby zrobienia kypki Konczyly sie zawsze na prowokacji czopkiem po 8 dniach nierobienia. Zaczelam dawac jej co dwa dni 2-3 lyzeczki soku wycisnietego z jablka i skonczylo sie ta cala okolokupkowa trauma moja i dziecka. No i moze ktos by napisal teraz o mnie ze wyrodna i niedouczona matka jestem, bo dalam sok z jablek w 3 mies. :-) Na pierwsze urodziny corcia dostala kawalek tortu. Co prawda bez dodatkow i robiony pod nia bezmleczny. Taka wyrodna matka jestem. ;-)

  • Dominika Zdrojewska
    Maj 05, 2014., 19:14 • Odpowiedz

    W szoku jestem że tak dzieci można karmić !
    Ja muszę pilnować babcie mojej prawie 6 mieś M. i zakazywać tego czy owego, a w szczególności moją mamę która ostatnio podała jej bez mojej wiedzy zwykłego wafla po czym dzieciak miał zieloną kupkę, ale " tak się zajadała i dziąsełka sobie drapała! ", z chęcią podałyby również solonych ugotowanych ziemniaków czy zupki/ rosołku na wywarze z mięsa. A ja walczę, krzywo się patrzą, jest napięcie, ale trudno, mój wybór, moje dziecko. Ze słodyczami mam zamiar poczekać do 2 lat, ciekawa jestem jak to wyjdzie !
    Ciężki uświadomionej matki żywot !

    • Anonymous
      Maj 05, 2014., 19:21 • Odpowiedz

      Albo dawanie skórki od chleba "niech sobie dziąsełka masuje" wrr czeka mnie z tym walka.

    • Gosia Dzięgielewska
      Maj 05, 2014., 19:24 • Odpowiedz

      ciężko jest czasami...bo robisz coś po swojemu a nie tak jak Ci ktoś każe...przechodziłam to samo ale się nie dałam i w dupie mam czyjeś gadanie...moja mama mnie akurat od poczatku wspiera i to jest duzy plus

    • sarkastyczna matka
      Maj 05, 2014., 20:07 • Odpowiedz

      A co jest złego w skórce od chleba? Bo jakoś nie kojarzę? Moje dziecko śmieci nie je, żadnych problemów z brzuszkiem póki co nie ma a skórkę zajada często. Lepsze to, niż słodkie ciasteczka a i przy ząbkowaniu pomaga. Idąc tym tokiem, prawie wszystko jest be, więc głównie podawajmy dzieciom suplementy diety- tabletka zamiast posiłku :)

    • Anonymous
      Maj 07, 2014., 07:27 • Odpowiedz

      Młody bardzo lubił skórkę z chleba. Dawaliśmy czasami, ale nie po to żeby sobie dziąsełka masował, ale po to żeby też uczył się używać "aparatu gębowego" (ale to zabrzmiało :P ) do gryzienia, a nie tylko do picia i połykania papek.

  • Anonymous
    Maj 05, 2014., 19:17 • Odpowiedz

    Ja też wolę słoiki. Po prostu mam pewność co tam "siedzi". Tak się składa, że warzywa korzeniowe gromadzą wszystko co się im podsypie. I weź tu teraz ugotuj dziecku marchewkę. O mięsie nie wspomnę. Śmiech mnie bierze, kiedy słyszę: "a ta data przydatności? Co oni tam wsadzają?" No tak, skoro o pasteryzacji się nie słyszało... Puszczam mimo uszu słowa: "dziecko musi spróbować", bo nie musi. Mimo, że ja pewnie próbowałam, na swoim dziecku nie będę takich prób uskuteczniać.

    • robalowa kraina
      Maj 06, 2014., 11:31 • Odpowiedz

      ciekawe rozumowanie, że w słoikach wie się co tam "siedzi" jak się na oczy procesu produkcji nie widziało i ślepo się wierzy w co producent na opakowaniu napisze...o Kubusiu też mówią, że pełno witamin ma przecież takie ładne reklamy robią...albo Danonki, wapń, kości wzmacnia i w ogóle cacy...a jaka jest prawda każdy wie...więc i takie słoiczki to pokroju słodzonych kaszek moim zdaniem...Pewność to można mieć jak się samemu ziemniaka czy kalafior do gara wsadzi...

    • Matka Prezesa
      Maj 06, 2014., 11:56 • Odpowiedz

      Każdy produkt ma skład. Również danonki. ;) Wystarczy czytać. Wprawdzie małymi literami, ale trudno jest stwierdzić, że nie informują. Informują, bo muszą. Z gerberem była nawet afera, że dodają MOM do słoiczków. ;) A wystarczyło przeczytać skład.
      Kalafior - okej. Wiesz jak wygląda. Ale masz pewność skąd jest i ile przeszedł? :)

    • Aleksandra Z.
      Maj 06, 2014., 12:18 • Odpowiedz

      Pewność możesz mieć jedynie, jak sama go sobie wyhodujesz, a jeszcze masz pełne zaufanie do sąsiadów, że nie mają chemii w swojej ziemi. Czyli: nigdy nie masz pewności.

  • Aleksandra Z.
    Maj 05, 2014., 19:19 • Odpowiedz

    Jakiś czas temu znajoma podlinkowała mi jakiś filmik. Klik, klik. Jej córka, która ledwo skończyła 3. miesiąc życia je pierwszą marchewkę. Zjadła pół słoika. Chciałam być dowcipna i się spytałam, czy podawała jej aż się dziecko porzyga, czy jak...? Nie zrozumiała. Mówię jej, że pierwszy posiłek to 2-3 łyżeczki. Spytała się, czy się z niej nabijam. Jak powiedziałam, że nie, to powiedziała, że wyczytała tak na jakiejś stronie o żywieniu.


    Wiem, co czujesz, ja już z tym nie walczę nawet...

  • Gosia Dzięgielewska
    Maj 05, 2014., 19:21 • Odpowiedz

    Jeszcze nie dodałam moja córka nie chce czegoś zjeść jak jest za słodkie...tort ani na roczek ani na 2 urodziny przez nią nie ruszony, danonka spróbowała i wypluła...ale za to morfologia idealna, aż lekarka nie dowierzała, że dziecko w jej wieku ma takie wyniki bo przeważnie dzieci są karmione kaszą i danonkami i anemia...i tego się trzymam ...chociaż ciągle mi się dostaje, że źle karmię dziecko...

  • Majka
    Maj 05, 2014., 19:43 • Odpowiedz

    Dziewczyny - brzydko mówiąc OLEJCIE ICH! Więcej Wam koło nosa zrobią niż cokolwiek dadzą Wasze nerwy i setne tłumaczenia. Można powiedziec raz i robić po swojemu. Pocieszę Was: ja jestem dietetykiem po studiach z zamiarem doktoryzowania się, a w rodzinie traktują mnie jak gówniarę co to patyczki powinna na matematyce układać, a nie doradzać naokoło. Nie wygra się - póki gdzieś blisko nie stanie się nieszczęście. U nas - w pewnym stopniu przez bliskie dziecko z dużą otyłością i problemami na tym tle - znacznie wszyscy odpuścili. Czekać tylko co musi się stać by zrozumieli :/ POZDRAWIAM WAS CIEPŁO! Trzymajcie się wszystkie! Jesteście najlepsze!

  • Zojka Mama
    Maj 05, 2014., 19:47 • Odpowiedz

    Masz dużo racji. Te tabele są po coś. Ale pamiętajmy, że one bazują na danych statystycznych. Czasem zwyczajnie nie powinno się ich przestrzegać ściśle. Ja chciałam. Ponieważ karmię piersią miałam zamiar rozszerzać dietę po 6 miesiącu, ale nie doczekałam, bo nagle moje dziecko, które idealnie przybierało na wadze stanęło w miejscu. Nie wzięłam pod uwagę, że moje dziecko jest duże i bardzo ruchliwe, bardzo szybko rośnie (od urodzenia wagę i długość miała na tym samym, 75 centylu) i być może powinnam te tabele potraktować elastyczniej.

  • Anonymous
    Maj 05, 2014., 19:51 • Odpowiedz

    Dmuchałam, trzęsłam się nad żywieniem mojego dziecka, zdrowiuteńke, ograniczone słodycze, żadnych danonków itp, a potem moje dziecko poszło do miejskiego żłobka... i w temacie wszystko.

  • Karolina sikorska
    Maj 05, 2014., 19:51 • Odpowiedz

    niedawno sama o podobnym problemie pisałam ale w wieku własnie ok 5 latków, jestem przerażona bo pracując w aptece która mieći się w markecie bardzo często jestem świadkiem np Przy kasie stoi rodzinka:
    Rodzice otyli Dwójka dzieci również z nadwagą. Dzieci każde w ręku cola, chipsy a w wózku same chińskie zupki, kolorowe sztuczne oranżady, hamburgery, słodycze a owoców i warzyw ani jednego, nawet jogurtów nie ma. A na koniec dziecko woła mamo a kupiłaś mi na pewno tą nową grę komputerową? Tak syneczku kupiłam. po czym weszła ów mama do apteki po witaminki dla dzieci bo taką słabą odporność mają. No to powiedziałam spokojnie co myślę że może zmiana sposobu żywienia i dodatek ruchu byłby wskazany. To zostałam tak zbuczana że aż mi w pięty poszło. że jak ja śmiem się wtrącać i jak ja mam czelność coś takiego powiedzieć, że sposób żywienia ich dzieci na pewno nie ma wpływu na brak odporności.

    rodzice mnie przerażają :(

  • Gosia Skrajna
    Maj 05, 2014., 20:31 • Odpowiedz

    Może to przypadek..nie wiem...ale odkąd zaczęłam gotować młodej zupki i stałe pokarmy co chwilę coś ją uczulało..na początku..skromnie..coś na buzi, coś na ręcę, ale po paru miesiącach zaczęło się nasilać..(pogorszenie nastąpiło po podaniu szczepionki MMR 1 14stym m-cu)...dermatolog kazał nam wrócić do słoiczków, bo młodą uczulają warzywa, które gotuje w zupie, a kupuje w warzywniaku !! Na razie jesteśmy na etapie szukania głównego alergenu, ale muszę przyznać, że odkąd nie je kupnych warzyw, jej skóra wygląda lepiej..za to starszemu nic po nich nie jest ...
    Też walczę, głównie z teściową, która już by karmiła moją córkę czekolada, batonikami...nie upilnowałam tego przy Synu i teraz musimy ograniczac mu słodycze, taką ma na nie chcicę...:(

    • Kamyk
      Maj 09, 2014., 11:37 • Odpowiedz

      Ani warzywniak, ani nawet bazar nie sa miarodajne. 99% zaopatruje sie na gieldzie i bladego pojecia nie maja, skad sa owoce/warzywa.
      Kupowalam na bazarze od pewnego faceta jajka. Ktos mi polecil. Jajka byly rzekomo wiejskie. A i owszem, obsrane to one byly. Pewnego dnia znalazlam na tacce kilka jajek ze zle zmyta pieczatka 03PL. A takich to nawet dla siebie w sklepie nie kupuje. I tak o.
      Mamy AZS - i niestety, ale u nas tez sloiczki ida w ruch, bo wtedy nie ma niespodzianek. :(

    • Kamyk
      Maj 09, 2014., 11:38 • Odpowiedz

      Ani warzywniak, ani nawet bazar nie sa miarodajne. 99% zaopatruje sie na gieldzie i bladego pojecia nie maja, skad sa owoce/warzywa.
      Kupowalam na bazarze od pewnego faceta jajka. Ktos mi polecil. Jajka byly rzekomo wiejskie. A i owszem, obsrane to one byly. Pewnego dnia znalazlam na tacce kilka jajek ze zle zmyta pieczatka 03PL. A takich to nawet dla siebie w sklepie nie kupuje. I tak o.
      Mamy AZS - i niestety, ale u nas tez sloiczki ida w ruch, bo wtedy nie ma niespodzianek. :(

  • Marta Skrzypiec
    Maj 05, 2014., 20:41 • Odpowiedz

    Kiedyś już pisałaś coś o żywieniu. I ja też pisałam ale to jak walenie głową w ścianę! Ciągle spotykam matki, które nie widzą niczego złego w pakowaniu w kilku miesięczne dziecko Grześka albo chipsów. Ostatnio jak wyraziłam swoje zdanie, względem chrupek to się dowiedziałam, że przecież są kukurydziane (no owszem ale smakowe czyli chemii na kilogramy!). Ludzie myślą, ze to jest super jak dziecko je wszystko. Że niby zdrowe jest bo wciąga różne żarcie. No cóż...
    Moje dzieci słodycze poznały po 2 urodzinach a do roku pilnowałam ich diety bardzo, bardzo. Mięso najlepszej jakości, domowe soki, przeciery owocowe, zupy. Nic z "dorosłego" stołu. Teraz zjedzą parówkę albo ciastko ale nadal pilnuję, żeby jedli zdrowo i odpowiednio do swojego wieku. Na grzybową, bigos i tłuste mięcha przyjdzie czas jak dorosną. Jeszcze się ciężkiego i niezdrowego żarcia zdążą w życiu najeść! :)

  • Natalia Muża
    Maj 05, 2014., 21:02 • Odpowiedz

    Bardzo podoba mi sie artykul jestem jak najbardziej za, mam 13 miesieczna corke i mam hopla na punkcie zdrowego jedzenia, dzieci chlona wszystko jak gabka wazne zeby tez rodzice zdrowo sie odzywiali moja mala jak widzi jak jej tata czasem ma jakies chipsy to tez chce az piszczy zeby posmakowac chce wszystko co my wiec juz nawet takie rzeczy wyrzucilismy nawet okazjonalnie,malemu dziecku nie wytlumaczysz ze to jest dla rodzicow , a nie dla niego wiec moral jest oczywisty nie powinno tego w ogole w domu byc wszystkim wyjdzie na zdrowie,jak obserwuje niektore dzieciaki i ich rodzicow to tez lenistwo wychodzi bokiem,po co gotowac dwa obiady dla siebie i dziecka, po co robic lepsze domowe obiadki jak mozna kupowac sloiczki gdzie malo co dobrego jest wszedzie zakichany cukier, spoleczenstwo nasze jest leniwe i nie douczone, przeciez to my rodzice od poczatku kierujemy metabolizmem i nawykami zywieniowymi naszych dzieci to my im podajemy jedzenie i to od nas zalezy jak uksztaltuje sie jego uklad trawienny, nawyki, jakie polubi smaki. Ja karmiona po babciowemu do 15 lat mialam nadwage , zawsze bylo mala sie urdodzila (2400g) musi duzo jesc i byly ladowane swinstwa dlatego sama tego nie robie, dla mnie okazem zdrowia i zadowolenia dziecka nie jest kolejna jego falda tylko jego zwinnosc zadowolenie mieszczenie sie w odpowiednich centylach itp ;) Super tekst pozdrawiam i czekam na wiecejjjjjjjjj !!!!!!!!!!! moze cos o posilkach w przedszkolach , zlobkach itp?

  • Maruuuda
    Maj 05, 2014., 21:04 • Odpowiedz

    Post całkiem dobry, ale uściślijmy, bo minęłaś się z prawdą a jak już coś pogrubiamy- to wypada pisać prawdę.

    Dzieci nie walczą o wątrobę na OIOMach, bo zjadły GRZYBY.
    Dzieci walczą bo zjadły TRUCIZNĘ, zwyklę amatyninę zawartą w muchomorze sromotnikowym. To, czy taki dzieciak ma 12 lat, czy 10, czy nawet 16 niw ma już wielkiej różnicy.

    Po maślakach nikomu wątroby nie przeszczepiamy. Sugeruję poprawić ten 'babol' w tekście bo obniża poziom merytorycznego całkiem przyzwoitego tekstu :)

    • mamam
      Maj 06, 2014., 07:45 • Odpowiedz

      To nie jest żaden błąd. Wątrobę dziecka może uszkodzić tez grzyb jadalny, oczywiście raczej nie całkowicie. Grzyby nie są dla dzieci i nie mówimy o pieczarkach

    • Matka Prezesa
      Maj 06, 2014., 09:12 • Odpowiedz

      Nie poprawię czegoś, co jest prawdą. ;) Był przypadek dziecka, które trafiło do szpitala po zatruciu grzybami, które dorosły przetrawił. Prawda jest taka, że co innego pieczarki (je można podawać dużo wcześniej), a co innego grzyby jadalne zbierane w lesie, które są baaaardzo ciężkostrawne.

  • Anonymous
    Maj 05, 2014., 21:19 • Odpowiedz

    I znów dołożę moje trzy grosze. Mama po urodzeniu mnie pół roku leżała e szpitalu. Mną zajmowała się babcia z tatą. Niemal od urodzenia karmiono mnie mlekiem z butelki....niby nic mi nie było. Niby. Ciągle biegunki, wymioty, do dziś często mam rozstrój żołądka... Nie żywię moich dzieci idealnie, ale nie robię głupot. Gdy córka miała dwa miesiące!moja ciocia dała jej placka ziemniaczanego (jak wyszłam do wc) i łyk wody....bo Mania miała taki proszący wzrok... Nie odwiedzałam jej prawie rok tak się wkurzyłam, tłumaczenia na nic się zdały.... Pozdrawiam Magdalena

    • Matka Prezesa
      Maj 06, 2014., 09:10 • Odpowiedz

      Niestety ale przed rodziną nierzadko trzeba dzieci pilnować. Na całe szczeście ja nigdy tego problemu nie miałam. Tzn. przypominam sobie jeden raz jak moja babcia, a Jasia prababcia kupiła mu lizaka w kształcie smoczka jak miał 7 miesięcy. :D

  • Marta Wu
    Maj 05, 2014., 21:34 • Odpowiedz

    Bardzo dobry tekst! Ja staram się z tym walczyć... Post "pierwsza łyżeczka" na moim blogu wywołał również spore kontrowersje, bo co tam badania, doświadczenia, specjaliści- najważniejsze, że matka ma instynkt i wciska 3 miesięcznemu dziecku domowy rosołek z glutaminianem sodu, a na deser danonka- na zdrowie! Oby więcej świadomych rodziców...

  • lavinka
    Maj 05, 2014., 22:34 • Odpowiedz

    Masz przedawnione dane. WHO ostatnio się łamie, bo wyszło, że częściej na alergie zapadają dzieci, którym późno rozszerzano dietę. I te, które dostały soki w 3 miesiącu, są alergiczne rzadziej niż te twardo trzymane do 6 miesiąca. Okazuje się, że do posmakowania, polizania, w małych ilościach w 3 miesiącu soki są nawet wskazane. Byleby dziecka nimi nie poić, chodzi o to by stopniowo przyzwyczajać jelita do trawienia. Czyli dać dziecku np. jedną łyżeczkę soku z marchwi, albo jedną łyżkę soku z dyni, albo naparstek startego jabłka. Chowałam tak małą, nie ma prawie alergii (wysypał ją tylko po kaszy gryczanej i ekologicznych jajach zerówkach, kury pewnie tą kaszą karmione). Apetyt póki co ma na wszystko prócz cytrusów. Ale ona była na mm, więc jelita w 3 miesiącu miała już mocne.

    • Matka Prezesa
      Maj 06, 2014., 07:27 • Odpowiedz

      Co innego ,,próbować" - a dodam, że czasem są zalecenia, by dać się napić soku z jabłek jeżeli dziecko ma zatwardzenie. A co innego traktować to w wieku 3 miesięcy jako jeden z posiłków. ;)

  • Anonymous
    Maj 06, 2014., 04:00 • Odpowiedz

    O otyłości dużo się mówi i piszę, ale w ogólnym rozrachunku to matki dzieci szczupłych muszą się więcej krytyki nasłuchać niż matki dzieci grubszych. Jak dziecko jest pulchne to zdrowe, dobrze odżywiane, a jak szczupłe to od razu chore, z anemią itd. Moja córka z tych drobniejszych dzieci i na placu zabaw zabaw ciągle słyszę pod jej adresem, że jest sucha jak patyk itp, a jakoś nie zdarza mi się usłyszeć, że któreś dziecko jest grube, spasione czy tłuste. Mam wrażenie, że po osobach szczupłych można jechać z krytyką do woli, bo nie poczują się urażone, a na to co się mówi do osób otyłych trzeba uważać co by nie urazić jakimś głupim komentarzem. Trochę mi się odbiegło od tematu :-)

    • Matka Prezesa
      Maj 06, 2014., 09:09 • Odpowiedz

      Ja tak słucham. ;) W sensie, że głodzę dziecko. :D Ale on ostatnio dużo je. Tylko on jest w ciągłym ruchu.

    • Anonymous
      Maj 06, 2014., 09:55 • Odpowiedz

      Moja córka ma bardzo, ale to bardzo chude nogi, nie znam dziecka, które by miało tak chude nogi i to jest najczęściej u nas komentowane. Nie raz nie dwa zdarza mi się usłyszeć, że chyba córkę głodzę, bo taka chuda i, że na pewno nic nie je. A ona je i to nie mało i nie zawsze, aż tak bardzo zdrowo (grzeszymy zajadając się słodyczami) i co z tego...w wieku prawie 4 i pół roku moja córka w porywach waży 14 kilo przy wzroście 107cm. W naszej rodzinie taki urok dzieci, że są chude. Do tego dołóżmy niewyczerpane pokłady energii, bycie w ciągłym ruchu, dobrą przemianę materii i niestety jest jak jest :-/ tylko nie wiem czy w dzisiejszych czasach, gdzie otyłość u dzieci jest coraz większym problemem powinnam się, aż tak tym martwić.

    • yendza o.
      Maj 06, 2014., 12:12 • Odpowiedz

      u nas podobnie. Dominika jest bardzo szczupła i zawsze jechała wagowo dolnymi centylami - też słyszałam, że za chuda, że anemia, głodzę dziecko, etc. a ona ma po prostu dużo ruchu i dobrą przemianę materii.
      zgadzam się z pierwszym anonimem - ludziom się wydaje, że po szczupłych można jechać jak po łysej kobyle i ich to nie ma prawa urazić. natomiast jeśli ktoś jest gruby, to na paluszkach dookoła i jak z jajkiem, żeby przypadkiem nie powiedzieć na głos tego, co każdy widzi łącznie z samym zainteresowanym.

  • Anonymous
    Maj 06, 2014., 06:42 • Odpowiedz

    BLW -Baby Lead Weaning

    • Matka Prezesa
      Maj 06, 2014., 07:26 • Odpowiedz

      ,,Po Polskiemu" - Bobas Lubi Wybór. ;)

  • Anonymous
    Maj 06, 2014., 07:22 • Odpowiedz

    No, ale to mamy, które czytają książki są te wariatki, których dzieci są nieszczęśliwe... Ile razy widziałam takie opinie pod postami właśnie o żywieniu... Ale żurek w 4 miesiącu (autentyk o.O) to jest spoko, bo "dziecku nic nie było"...

  • mamam
    Maj 06, 2014., 07:24 • Odpowiedz

    Mądrze napisane. Dodam od siebie, że bardzo łatwo jest skrzywdzić dziecko. Jestem świadomą matką a mimo to rok temu na wodach smakowych, herbata mrożonych i kubusiach dziecko wjechalo z wagą z 50 na 97 centymetrów w ciągu pół roku! Mnie się wydawało ze on nie je dużo słodyczy, ale pochłanial ogrom, jeszcze płatki, jakiś serek etc. Przestawilam go ponownie na czystą wodę, odstawiłam płatki, słodycze limitowane w weekend i po pół roku waga spadła na poniżej 50 centyla, w sumie stracił 10 proc. wagi. Aha, syn zawsze był megaaktywny, judo, płace zabaw, gonienie do upadłego. To nie wystarczyło żeby spalić ten cukier który przyjmował głównie w napojach

  • Anonymous
    Maj 06, 2014., 07:29 • Odpowiedz

    Ja też nie bardzo kupuję tą historię, zwłaszcza po cyklach "chujowa pani domu". Te pizze na obiad, to też w ramach "hopla na punkcie żywienia"?
    Noemi, nikt nie wymaga od Ciebie, żebyś była alfą i omegą we wszystkich kwestiach dotyczących dzieci. Super, że nie podawałaś golonki i czekolady małemu Prezesowi, ale nie rób z siebie eksperta w dziedzinie żywienia, bo na blogu wiele razy pokazywałaś, że jesteś raczej kulinarną nogą.

    • Matka Prezesa
      Maj 06, 2014., 08:08 • Odpowiedz

      Jak już się czyta to warto czytać wszystko, a nie tylko wybrane rzeczy.
      Owszem - sama lubię pizzę, zwłaszcza wtedy gdy mi się nie chce gotować (bo gotuję JAK KAŻDY).
      Ale moje dziecko pizzy nie lubi, więc zajada się wtedy czymś innym (z reguły zupami babci - mam pomrożone). ;) Pisałam o tym nie raz.
      Na blogu nie raz (a właściwie bardziej na fanpage) pokazywałam fajne przepisy, które sama praktykuję (tu warto by było patrzeć na wszystko a nie tylko na cykl Chujowej Pani Domu).

      No i przede wszystkim co ma piernik do wiatraka? :) Pytałam już kolegi powyżej - czy to, że nie zawsze potrafię wszystko ugotować sprawia, że nie potrafię czytać i stosować prawidłowej diety u dziecka?

      Tak - moje dziecko je frytki czasami. ;) I jego dieta w 100% nie jest idealna - o czym pisałam.

  • Anonymous
    Maj 06, 2014., 07:46 • Odpowiedz

    Tak tak. Wg opinii szwagierki - da swojemu rocznemu synowi sos pieczarkowy, ale delikatny rosół z wiejskiej kury już nie, bo jest tam tłuszcz.... I jeszcze jedno. Śmieszą mnie rodzice, którzy tak krzyczą o zdrowym żywieniu swoich dzieci, a sami, no niestety, nie są wzorami do naśladowania, bo np. sami są otyli albo jedzą czekoladę przy dziecku i mówią mu, że ono nie dostanie, bo jest za małe. Trąci hipokryzją. Iza

    • Anonymous
      Maj 06, 2014., 12:09 • Odpowiedz

      my jak sie z mezem obzeramy - na zmiane chowamy przed synkiem, a do tego oboje mamy grube brzuchy :D

    • Matka Prezesa
      Maj 06, 2014., 13:01 • Odpowiedz

      Hm ... No ale np. jak piję kawę (a robię to dwa razy dziennie) to przecież nie dam mu, bo jest za mały. Piję colę - nie dam mu, bo jest za mały (i on o tym wie).
      Są pewne rzeczy, które są przeznaczone dla osób starszych. Jak był mały mogliśmy spokojnie przy nim jeść chipsy, a on po prostu jadł coś innego wiedząc, że na chipsy jest za mały. Teraz raz na jakiś czas chipsy jemy (razem), ale w on w ilościach sztukowych - i też wie, że jest jeszcze trochę za mały na to by jeść np. ,,całą małą paczkę", choć usłyszałam kiedyś, że te małe paczki właśnie są produkowane dla małych dzieci. ;)

  • Anonymous
    Maj 06, 2014., 12:07 • Odpowiedz

    W nosie mam wytyczne WHO. Moje dziecko ma niewlasciwa diete, nieodpowiednia dla jego wieku, wiem i co mam zrobic? Jedziemy na kaszkach jaglanych, sinlacu od czasu do czasu, owocach i warzywach ze sloika, zoltkach od zielononozek, i nutramigenie. Nadal kupy sa beznadziejne, refluks hula, mlody sie prezy, dodam, ze i tak jest o niebo lepiej niz bylo kiedy gotowalam mu "domowe" obiadki.

    • Matka Prezesa
      Maj 06, 2014., 12:49 • Odpowiedz

      Wytyczne WHO się zmieniają, poza tym są skierowane do zdrowych dzieci, a nie tych, które mają problemy np. z refluksem ...

    • Anonymous
      Maj 06, 2014., 12:58 • Odpowiedz

      jak napisalam - moje ma refluks dlatego wytyczne mam wlasnie w nosie.

    • Matka Prezesa
      Maj 06, 2014., 12:58 • Odpowiedz

      I tak jakieś wytyczne masz. ;)

  • Anonymous
    Maj 06, 2014., 13:20 • Odpowiedz

    hehe - autorska synteze zlecen lekarskich tudziez zaslyszanych/przeczytanych wiesci. Acz moje dziecko przez moje "fanaberie" "ograbione jest z dziecinstwa", o czym swiadczy to, ze jak zobaczyl na placu zabaw, ze chlopiec chce zjesc Lubisia (?) to mu go wyrwal i zaczal przytulac.

    • Matka Prezesa
      Maj 06, 2014., 13:36 • Odpowiedz

      Ojeju! :) Ale słodko! :)

      Moje dziecko je słodycze! :)

  • Anonymous
    Maj 06, 2014., 13:43 • Odpowiedz

    moje tez bedzie jadalo - niech no tylko z ta kupa sie rozprawie - w przyszlym tygodniu kolejne podejscie do ostatecznej rozgrywki - nowy gastrolog. Pozdrawiam Ciebie i Jasia!

  • Ania
    Maj 06, 2014., 20:04 • Odpowiedz

    Mnie też ściska jak słyszę teksty typu:,,Przesadzasz z tym zdrowym żywieniem jedzeniem i nic tym dzieciom dać nie chcesz! Kinderki to mleko więc są bardzo zdrowe! Dzieci muszą jeść słodycze!,, albo ,,Ja tez tak karmiłam i moje dzieci żyją,, albo ,, Dałam jej mleko krowie jak miała rok ale nic jej nie jest,,.
    Sama staram się jak najlepiej żywić chłopców. Myślę że najważniejsze aby od najmłodszych lat uczyć dzieci zdrowych nawyków żywieniowych. Moje dzieci poznali smak czekolady dopiero około 2 urodzin. Jedzą czasami coś czekoladowego ale nie codziennie. Tak samo uważam że są jeszcze za mali na smażone kotlety, mocno przyprawiane obiadki, frytki, kebaby, pizze i inne niezdrowe rzeczy.

  • Anonymous
    Maj 07, 2014., 12:23 • Odpowiedz

    Ja nie moge naklonic naszego 3 latka na probowanie. Nie i koniec. Ma kilka rzeczy i potraw ktore je i na tym koniec. On nie chce PROBOWAC...

  • Agnieszka Stolarczyk
    Maj 07, 2014., 13:25 • Odpowiedz

    Rany,ale matki mają źle poukładane w głowach ehh bigos,za wsześnie rozpoczęte rozszerzanie menu dziecka szok mi kazali Jaśka dokarmiać jak miał 3m-ce popukałam się w głowę i do 6m-ca nic prócz mamy piersi nie dostał . Jest niejadkiem,ale za to lubi owoce,warzywa,zupki jak dostanie ciastko to więcej pokruszy na dywan niż zje:)

  • Sylwija
    Maj 07, 2014., 21:48 • Odpowiedz

    No ale przeciez jogurciki i serki to samo zdrowie, prawda? Moj starszy syn je danonki, ale ma je limitowane, podobnnie jak slodycze. Mlodszyczasem dostaje chleb do mamlania, ale to chleb pieczony u nnas w fomu, bez polepszaczy itp. Nasz niemowlak je to, co my. A raczej my jemy to, co on, tylko doprawione. No, z wylaczeniem mleka z piersi i kleikow. Swoja droga, jak tu podchodzic z pelnym zaufanjuem do tabel, skoro kaszki dla dzieci w zaleznosci od rodzaju moga miec niemal 1/5 cukru? Ponoc tez niektore sloiczkowe deserki zageszcza sie maka owsiana fla lepszej konsystecji. Zdrowy rozsadek jak zawsze musi byc naszym przewodnikiem...

  • Anonymous
    Maj 08, 2014., 00:13 • Odpowiedz

    U nas zupki ze słoiczków nie przeszły. Ot odruch wymiotni i koniec, ale musy owocowe córka do dziś ze słoiczków wcina (2 lata ma). Ja nie jestem jakimś dyktatorem żywieniowym bo i czekoladki dam (nie za wiele bo moje dziecię ma wrażliwe jelitka) no ale dostanie coś tam smacznego. Ale i tak wojny nieraz muszę przechodzić z teściową i moją mamą. Chociaż teściowa już się na własnej skórze przekonała, że mojej córce NIE WOLNO pakować słodyczy zamiast obiadu bo potem dziecko się kuli i łzy rzęsiste leje przy akcie defekacji. Dlatego bigosy, grzyby i inne tego typu cuda jeszcze sobie poczekają. Ale większość posiłków jemy już razem. Mniej więcej po roku przestałam gotować jej osobno. Najpierw dostawała część z dorosłego obiadu np. te ziemniaki i marchewkę to co mogła, a teraz jak my chcemy zjeść jakiś zakazany dla małej obiad to zazwyczaj dzień wcześniej robię zupę i dziecko ma zupę z dnia poprzedniego. Wagowo jesteśmy w 35 centylu, wzrostem w 85 wiec jest dość szczupła jak na swój wzrost.

  • Artur Pawlak
    Maj 08, 2014., 14:28 • Odpowiedz

    po tych wszystkich komentarzach, stwierdzam że wiara jest jebnięta...

  • mmm
    Maj 09, 2014., 09:37 • Odpowiedz

    Jestem mamą 2 dzieci, więc niejaką wiedzę o ich żywieniu posiadam. Obserwując, to co w tym temacie się dzieje nie wiem czy sie śmiać czy płakać. Z jednej strony dzieci jedzące byle co, byle gdzie, byle jak i byle reklamowane, a z drugiej mamusie pretendujace do roli współczesnych Mesjaszy - jaśnie oświecone, jako jedyne posiadające tajemną wiedzę odnośnie żywienia i wychowania dzieci niedostępną do tej pory dla nikogo- słuchając ich człowiek się dziwi, że ludzkość do tej pory nie wyginęła skoro popełniano tak kardynalne błędy w ich "obsłudze'. Zarówno jedna jak i druga skrajność jest groźna tylko sama nie wiem która bardziej.
    Moje dzieci nigdy nie były "tabelkowe", ale zawsze "rozsądkowe". Karmione piersią po 2 lata (bo mogłam, uwielbiałam to i głęboko wierzyłam, że to dla nich najlepsze), nigdy nie jadły papek - nie było takiej potrzeby - wystarczyło rozgniatanie widelcem, od początku pewnych rzeczy nie lubiły, a inne uwielbiały - nie zmuszałam do jedzenia czegoś bo "w tym wieku powinien" lub "musi", zdarzało się, że np poszły spać bez kolacji, bo nie chciały jeść - przecież nie będę karmić na siłę. Od początku były pewne żelazne zasady tworzące jakby szkielet naszego podejścia do żywienia (nie ma z nimi dyskusji), ale pomiędzy nimi jest jeszcze sporo luzu na małe przyjemności i zachcianki. W naszym domu podstawowym napojem jest woda (soki są traktowane jako słodycze i czasem dzieci je piją), nie wychodzimy rano bez ciepłego śniadania (najczęściej kasza jaglana z bakaliami i miodem), mały deser może być po obiedzie, nie ma w naszym domu "zapychaczy" i białego pieczywa a jeśli jedna osoba pije np colę (tata czasem), to wszyscy mają prawo zrobić to samo - jedzenie czegoś czego dzieciom nie wolno na ich oczach i tłumaczenie, że to niezdrowe uważam za szczyt hipokryzji.
    Nasze dzieci znają smak popularnych dań fast-foodowych: pizza - proszę bardzo (tata robi najlepszą na razowej mące z sosem z przecieru pomidorowego robionego przez babcię i z szyneczką robioną w domu przez dziadka), hamburgery - dlaczego nie (pieczone w piekarniku z bułeczką mojego wypieku), frytki - ależ oczywiście (doskonałe są pieczone w piekarniku ze zwykłych ziemniaków z gospodarstwa moich rodziców, z marchewki, selera lub batata). Jednym słowem - wszystko jest dla ludzi, tyko z umiarem, we właściwym czasie i czasem po drobnej modyfikacji przepisu (np pieczenie zamiast smarzenia, zioła zamiast soli, chude mieso zamiast tłustego itp).

  • Anonymous
    Maj 11, 2014., 12:41 • Odpowiedz

    Jestem mama 11 miesięcznego brzdaca i jeśli chodzi o jedzenie mam podobne spostrzeżenia. Ilekroć widziałam w necie komentarze mam, że ich dziecko wcina to czy tamto mając 3 miesiace albo pół roku rozkoszujr sie obiadem z talerza mamusi, włos mi się na głowie jerzyl. Ijeszcze z jaka dumą to pisały. Z reguły pod postami gdzie inne mamy prosiły o spoosob na niejadka. Niestety w rodzinie też muszę z tym walczyć, szczególnie u teściów. i choć widzę, że teściowa starą sie przestrzegać moich "zaleceń" to patrzy na mnie jak na dziwadlo. Nie dac takiemu "dużemu" dziecku tego czy tamtego?! Moje dzieci w tym wieku już to jadly!? No i fajnie. Z drugiej strony wkurzaja mnie matki co piszą, że w życiu nie dadzą dziecku sloiczka, że tylko same gotuja. A niech gotują. częstowarzywa z większą ilością chemii. Moje dziecko wolalo sloiczki niż mamine zupy i co

  • Anonymous
    Maj 21, 2014., 21:18 • Odpowiedz

    Porządnie napisane... Zwłaszcza akapit o "kiedysiejszych" czasach i realiach...
    Mój Syn skończył rok. Przez ten rok ciągle się musiałam tłumaczyć...
    Karmiłam piersią, tylko i wyłącznie piersią do ukończenia 6go miesiąca życia... "Daj mu wody!" - Nie bo nie chce i woli częściej pić cyca.
    Po tym czasie nieśmiało wprowadzałam posiłki... po jednym produkcie... "dlaczego mu zupy nie ugotujesz?" - Bo mam trzy dni na produkt. Jak "uzbieram" produktów na zupę to mu ugotuję. "Dlaczego dajesz słoiczki? Są nowalijki!" - Bo nowalijki to sama chemia. Jak wyrosną za domem to dam.
    Moje dziecko jadło - i je - i gotowane dania i słoiczki.
    Pierwszy kawałek czekolady dostał na roczek - i to okruchy.
    Pije wodę. Obecnie ponad pół litra dziennie. Boję się lata :) Doczepię smoczek do 1,5 litrowej :)
    Tylko ja wiem ile razy gryzłam się w język, żeby mi dali spokój bo NIE: nie dam soku, nie doleję syropu, nie posłodzę "chociaż łyżeczki" ani "glukozą - bo zdrowiej" (a to nie cukier do jasnej ciasnej???!!! )... Dziś nawet ciężarnej szwagierce powiedziałam ostrzej, że lada chwila będzie mogła swojemu dziecku wepchnąć soczek...
    Swoje wywalczyłam. Obecnie teściowa dzwoni z dołu "czy mogę dać mu to i to?"....
    Też grzeszę... też dam łyżkę "mojej" zupy czy sosu... Ale nie dam dziecku słodyczy, kapusty, danonków itp itd....
    Ale jestem dumna, że pije tą "koszmarną" wodę, wcina warzywa i jest dalej na piersi (choć odstawić chciałam ale to już nie takie łatwe :) jako kompromis karmimy się tylko wieczorami, raz nocą i rankiem)...
    Jest drobny. Urodził się na 25 centylu i na nim pozostał. Ma słodki brzuszek, puciate paluszki i prawie drugą bródkę. Dla niektórych jest "chudy" - bo nie ma 6 słodkich fałdek na każdym udku... No nie ma - zmuszona jestem z tym faktem się pogodzić...
    Dzięki Ci za ten post.

  • Grzyby dla dzieci? NIE! | matkaprezesa.pl
    Wrz 24, 2015., 07:05 • Odpowiedz

    […] jest (tak myślę) to buntowanie się przeciwko zakazom. Matki, często sądzę, że ich dziecko to wszystko żrący odkurzacz. Są i takie, które uważają, że po roku dziecko powinno dostawać wszystko. I ku rozpaczy wielu […]

  • Alexa
    Paź 09, 2015., 23:57 • Odpowiedz

    Pod sam koniec całkiem sensownego tekstu rozczarowało mnie straszliwie przekonanie, że "kiedyś było mniej chemii". Jaaasne, za to więcej fizyki. Naukowe terminy są naukowe właśnie po to, żeby posługiwać się nimi z sensem i merytorycznie, a nie intuicyjnie i wedle uznania. Poza tym skąd wiesz, że kiedyś było tak wspaniale? Że wśród wysokiej śmiertelności niemowląt z powodu chorób zakaźnych, nie ginęły w tłoku nierozpoznane zaburzenia pokarmowe? A przy braku preparatów mlekozastępczych, w razie braku mamki, karmienie (często surowym) krowim, kozim lub innym zwierzęcym mlekiem to było takie naturalne, że aż strach, zwłaszcza że gruźlicą się można było zarazić właśnie przez spożycie surowego krowiego mleka. Tu fotka: opiekunki podstawiające niemowlęta aby ssały oślice: https://en.wikipedia.org/wiki/File:Direct_udder_nursing_1895.jpg Ciekawe ile % przeżywało na takim wikcie? Czy magiczna aura naturalności i "braku chemii" (cokolwiek to jest) chroniła je jakoś? To takie rozczarowujące po tak dobrej notce, że jednak wierzysz w jakieś bzdurne "kiedyś było lepiej". Akurat! O tym, jak to dobrze było kiedyś, też opowiedzą nam tylko ci, którzy przeżyli. Dzieci którym dawano cukier zawinięty w szmatkę do ssania jako taki niby-smoczek, z pewnością nie miały próchnicy butelkowej, nie? Nawet mak lekarski zawinięty w tę szmatkę do ssania, lub wywar z maku lekarskiego, zawierający morfinę, dostawały żeby lepiej spały i były spokojniejsze. Ale to było naturalne, zgodne z fazami księżyca, i nie zawierało chemii, więc z pewnością w cudowny sposób było mniej szkodliwe od danonków i żelek. Błagam, zaklinam, poukładaj to sobie w głowie, i spróbuj rozważyć że może cały ten mit "złej chemii", i tego że były jakiekolwiek "czasy bez chemii", i że były lepsze, i wszyscy byli zdrowsi - że to wszystko bzdura. Teraz żyjemy dłużej, mniej noworodków i niemowląt umiera. Ludzie, jako gatunek, mają się lepiej niż kiedykolwiek.

ZOSTAW KOMENTARZ

loading
×