Rodzicu myśl! Rowerzysto myśl!

Jestem dobrym obserwatorem. Tak mi się przynajmniej wydaje. Przy okazji jeszcze jestem matką, która nie podąża ślepo drogami macierzyństwa, oraz moja postawa daleka jest od tej, którą powinna przyjąć. Ale jest mi  z tym dobrze. Może dlatego, że daleko mi do roszczeniowej postawy. Jestem matką i jestem za moje dziecko odpowiedzialna.

– Jasiu powiedz mi, czy wolno wchodzić na drogi dla rowerów?
– Nieee.
– A dlaczego nie wolno?
– Bo może rower przejechać.

Niespełna 5latek powinien być wzorem dla matek, które są święcie przekonane, że tak naprawdę ich dziecko może wszystko. Wszak jest tylko dzieckiem, które nie myśli o konsekwencjach.
Tak. Ale tylko pod warunkiem, że nie ma wpojonych zasad bezpieczeństwa.


Przez kilka dni obserwowałam to co dzieje się na śremskich drogach dla rowerów.

Jest pewna grupa matek, które wychodzą z założenia, że ich dziecku wszystko wolno.
Tak. Dzieci w najlepsze wchodzą na drogi dla rowerów. Rowerzyści zjeżdżają więc na bok, czyli na chodnik, w tym momencie stwarzając niebezpieczeństwo dla spacerowiczów. Wszystko dlatego, że jakaś matka rozmawia przez telefon (najczęstszy widok), lub ojciec pali papierosa, a dziecko (lub dzieci) biegają w najlepsze po szaro-różowym polu. Wreszcie dzieci, które sobie biegają, a rodzice w najlepsze dalej spacerują (czasem nawet z dzieckiem!) nie zważając na to, że w stronę dziecka jedzie rowerzysta. Podejrzewam, że każdy z tych rodziców po prostu przyjmuje tylko jeden scenariusz: rowerzysta ominie dziecko.

A co dzieje się wtedy, kiedy rowerzysta jednak nie omija dziecka? Rodzice wrzeszczą na rowerzystę. Straszą sądem. Rowerzysta przerażony, bo potrącił dziecko, którego nie powinno tam wcale być. Dziecko było, bo nikt mu nie wytłumaczył, że to droga tylko dla rowerów. Matka zwala winę na rowerzystę. Jej dziecko jest małe. Nie rozumie. Coś przesłoniło mu świat. Rowerzysta ma uważać. G… prawda.
Rodzicu to Twoja wina.
To tak sama sytuacja, jeżeli brać pod uwagę, że dziecko wybiega na ulicę. Nie byłaby to wina kierowcy, lecz Twoja.

Dziecko nie ma prawa znaleźć się na drodze dla rowerów. Jeżeli się zdarzy, Ty masz obowiązek wytłumaczyć dziecku, że na drodze dla rowerów być go nie powinno. To tak samo jak tłumaczenie dziecku, że nie może biegać po ulicy, bo może je potrącić samochód. Jest pewien wiek w okresie dziecięcym w którym dziecko nie wiele rozumie, ale dobitne mówienie o tym, że nie wolno (i dlaczego!!!) przynosi zamierzony cel.
2latek rozumie, że nie może wybiegać na ulicę. Tak samo jak 2latek zrozumie, że nie może wbiegać na drogę dla rowerów. Wystarczy wpojenie zasad. To nic trudnego. Wystarczą chęci no i zdrowy rozsądek rodziców.

Ten temat tak naprawdę w ogóle nie powinien się pojawić. To czysty truizm.
Drogi dla rowerów są dla rowerów. Ulica jest dla samochodów. A chodnik dla pieszych. I koniec. Kropka.

Roszczeniową postawę mają również rowerzyści. Wystarczyło mi na jeden dzień przejść się chodnikami miasta, by przekonać się,że trzeba nauczyć się akrobatyki. Chociażby dlatego, że jesteś na środku potencjalnego zagrożenia, gdyż kierujący z impetem może wjechać w Ciebie i (o zgrozo!) Twoje dziecko. Niektórzy nawet pomylili chodniki z pasami startowymi, wszak trzeba zapierdzielać by ewentualnie z taką prędkością wjechać na idące (lub) biegające dziecko, które (tu fenomen!) na tym chodniku ma prawo biegać. Jeżeli zwrócisz uwagę, rowerzysta odwróci się i pokaże środkowy palec, ewentualnie oleje, bo przecież co mu jakaś głupia baba będzie mówić co mu wolno. Mają tandetne dzwonki, więc je po prostu wykorzystują. Misja spełniona i o swoim nadejściu informują kilka metrów wcześniej.

Nawołuję więc.

Rodzicu – szanuj rowerzystów i dbaj o bezpieczeństwo dzieci! Nauczcie je prawidłowego poruszania się po chodniku.Jesteście wzorem. Dziecko uczy się kultury od Was! Dziecko nie ma prawa zboczyć na drogę dla rowerów. Skoro jesteście w stanie wytłumaczyć, że ogień parzy bez zademonstrowania dziecku, że rzeczywiście parzy, to jesteście w stanie również wytłumaczyć, że do spacerowania, tudzież biegania jest chodnik.

Rowerzyści – myślcie czasami o innych. Jako pieszy chcę się czuć bezpiecznie na chodniku, dlatego spaceruje po chodniku. Jeżeli chciałabym zademonstrować sobie i mojemu dziecku adrenalinę, po prostu zboczyłabym na drogę dla rowerów lub na ulicę. Ty możesz potrącić moje dziecko i możesz je okaleczyć do końca życia. A życie ma tylko jedno.

KOMENTARZE (43)

  • Agnieszka St
    Maj 15, 2014., 18:55 • Odpowiedz

    Moja 2,5-latka teoretycznie doskonale już wie, że tak jak na ulice jej wchodzić nie wolno, tak na drogi rowerowe też nie. W praktyce póki co nie wchodzi, jak będzie później nie wiadomo czy nie będzie próbowała przez nie przebiegać, mam nadzieję że nie bo ma regularnie przypominane o tym dlatego nie wolno tam wchodzić.

  • Monika dz.
    Maj 15, 2014., 19:20 • Odpowiedz

    Mądrość przez Ciebie przemawia :)

  • Anonymous
    Maj 16, 2014., 04:27 • Odpowiedz

    Głupia mądrość i banalny post . A czyje dziecko jeździ po chodniku rowerem ? Na chodniku rower nie ma prawa być poczytaj przepisy.

    • Matka Prezesa
      Maj 16, 2014., 07:48 • Odpowiedz

      No właśnie. Poczytaj przepisy. Ja je znam. Ty chyba nie.
      Więc może Cię trochę wyedukuję. Dziecko do 10 roku życia ma PRAWO jeździć po chodniku. :)

      • Eliza
        Cze 21, 2016., 11:31 • Odpowiedz

        dodatkowo, jeśli na drodze biegnącej wzdłuż chodnika dopuszczalna prędkość przekracza 50 km/h to rowerzysta ma prawo jechać chodnikiem

    • Anonymous
      Maj 16, 2014., 11:44 • Odpowiedz

      No tak Twoje dziecko do wszystkiego MA PRAWO, a inni ludzie nie, Twoje dziecko pewnie tez ma prawo nie rozumieć poleceń - na przykład "nie kupię Ci tego" - po czym - o ile pamiętam prezes kładł sie na podłodze w sklepie i płakał. I co? Gdzie Twoja mądrość? Przeciez powinien rozumieć tak prostą rzecz jak to, że nie można mieć wszystkiego..... można przykłady mnożyć i mnożyć . Już Ci kiedyś pisałam Noemi, że przeczysz sama sobie. ps. oczywiście komentarza nie pokażesz, bo twój jest ten kawałek podłogi, tak samo jak racja zawsze twoja bardziej lepsza niż czyjaś.

    • Matka Prezesa
      Maj 16, 2014., 12:31 • Odpowiedz

      Boże. ;) Ręce załamują nad Twoją głupotą.
      Po pierwsze: to nie jest prawo mojego dziecko, a prawo zapisane w przepisach. Dziecko do 10 r.ż ma PRAWO jeździć po chodniku.
      Po drugie: NIGDY nie kupiłam mojemu dziecku zabawki dlatego, że kładł się na podłodze. :)

      Pozdrawiam.

    • Anonymous
      Maj 16, 2014., 18:26 • Odpowiedz

      To nie chodzi o kupno zabawki - prosze czytaj ze zrozumieniem. Chodzi o to, że dziecko w wieku 3ch lat (o ile pamiętam w tym wieku był prezes) powinno bez problemu rozumieć, że nie kupisz mu zabawki i nie ma co płakać, skakać, kłaść się itp., bo to i tak nie pomoże.

      A jednak, mimo tłumaczenia kładł się i robił Ci mnóstwo innych rzeczy. Wiec nie pisz proszę, że KAŻDE DZIECKO, tym bardziej półtoraroczne rozumie, że NIE WOLNO NIGDY wchodzić na ścieżkę rowerową. Ma PRAWO o tym zapomnieć, wbiec, zrobić na przekór rodzicom - tym bardziej. I nie pisz mi tu o pilnowaniu, bo prezes o ile pamiętam chyba wyjechał Ci rowerem na ulicę??? A przecież wie, że nie wolno - nie wyhamował?-ok? MA DO TEGO PRAWO BO JEST DZIECKIEM!

      • Eliza
        Cze 21, 2016., 11:33 • Odpowiedz

        czym innym jest chęć dostania zabawki czy słodyczy od wchodzenia na jezdnię czy drogę dla rowerów, tu na prawdę nie ma co porówywać

    • Matka Prezesa
      Maj 16, 2014., 18:39 • Odpowiedz

      Nie wiem czy jest sens tłumaczyć osobie, która uważa się za guru krytyki (nie po raz pierwszy ;) ) moją rację.
      Może spróbuję.
      Przytaczasz sytuację, które miały miejsce, ale miały prawo się zdarzyć. Czy ja gdzieś napisałam, że dziecko NIE MA prawa popełniać błędów? Każdy wiek ma swoje prawa, wiekiem dziecięcym jest to, że ma się więcej szczęścia niż rozumu i nie bez przyczyny mówi się o tym, że jeżeli przeżyjemy dzieciństwo to dożyjemy starości. ;)

      Moje dziecko wjechało na ulicę rowerem. Ale warto doczytać DLACZEGO. On wiedział, że ma się zatrzymać,ale przeliczył się i za późno zaczął hamować (nogami, bo to rowerek biegowy) w ten sposób wjechał na ulicę (parking właściwie) wprost pod wyjeżdżające stamtąd auto.
      Tyle, że ja nie tłumaczyłam nigdy, że MA PRAWO tak robić, lecz wręcz przeciwnie.
      Przytaczam w temacie reflektowanie, że dziecko MA PRAWO, a rodzice NIE MUSZĄ tłumaczyć.
      Nadal tego nie rozumiesz, czy nie chcesz rozumieć? :)

      Wróć jak nauczysz się czytania ze zrozumieniem.

  • Anonymous
    Maj 16, 2014., 04:28 • Odpowiedz

    Dziecko może wbiec na ścieżkę bo jest dzieckiem i może nie zrozumieć.,zapomnieć i tak dalej. . Czcze gadanie i banalny wpis

    • Matka Prezesa
      Maj 16, 2014., 09:10 • Odpowiedz

      Jeżeli ma pozwolenie rodzica to raczej nigdy się nie nauczy, że nie wolno tego robić. ;)

    • Anonymous
      Maj 16, 2014., 09:10 • Odpowiedz

      Od tego są rodzice, żeby dziecka pilnować i ciągle przypominać. A niektórzy rodzice w ogóle nie edukują swoich dzieci, wręcz pozwalają im na wszystko. Dziecko równie dobrze może wbiec na ulicę i wpaść pod koła pędzącego samochodu. Dlaczego więc uczymy dziecko, że na jezdnię ma nie wbiegać i większość dzieci jest w stanie to pojąć, a nie możemy nauczyć, że na ścieżkę dla rowerów również nie można wbiegać. Później się dziwić, że społeczeństwo rozwydrzone, skoro od małego chowane jest na "króla świata tego".
      Monika O.

    • Anonymous
      Maj 16, 2014., 11:42 • Odpowiedz

      Można dziecku nie pozwalać a i tak zrobi po swojemu, czy Wy w ogóle macie dzieci????????????? Mam czteroletniego syna, bardzo charakternego i mozna mu powtarzać biblion razy jedną rzecz, a czasami i tak zrobi po swojemu. Dziewczyny ogarnijcie się trochę

      • emeryt
        Mar 21, 2015., 08:07 • Odpowiedz

        W duże kopa

    • Matka Prezesa
      Maj 16, 2014., 12:31 • Odpowiedz

      Tak. Mam dziecko.

    • lavinka
      Maj 16, 2014., 13:49 • Odpowiedz

      Dlatego jak się widzi nadjeżdżającego rowerzystę, to się łapie dziecko za fraki i trzyma. Aż się nauczy i samo zacznie pilnować. Jasne, że zawsze może stać się nieszczęśliwy wypadek, ale w końcu takie jest dzieciństwo. Ze schodów też można spaść.

  • Anonymous
    Maj 16, 2014., 04:53 • Odpowiedz

    Święte słowa!!! Bezpieczeństwo dziecka to podstawa! Wypadki chodzą po ludziach, ale nie ściągajmy ich na siłę na siebie. Magdalena

  • Anonymous
    Maj 16, 2014., 08:53 • Odpowiedz

    Twoje dwa ostatnie teksty były świetne, ten jest marny. Zrobiony na siłę. Noemi nie pisz o takich bzdurnych rzeczach, to psuje klimat tego bloga. Teoretycznie dziecko nie ma prawa wejść na ściężkę rowerowa, w praktyce to tylko dziecko i nie każde z nich rozumie od razu, a już na pewno nie taki rozbrykany dwulatek. Z iloma dziećmi miałaś do czynienia poza swoim nad wyraz inteligentnym synem? Bo chyba przeceniasz możliwości większości dzieci.

    • Matka Prezesa
      Maj 16, 2014., 09:09 • Odpowiedz

      Myślę, że inteligencja nie ma nic wspólnego z zasadami. ;) Dziecko nie wybiegnie na ulicę nawet 1,5 roczne jeżeli od małego ma wpajane zasady. Dzieci są nieprzewidywalne owszem, ale to wina rodzica, nie rowerzysty. Warto jednak zwrócić uwagę na ogólne przyzwolenie do tego by dzieci tak robiły. ;) I tu znowu pojawia się problem z którym rzadko kto się zmierzy, bo zawsze wszystko tłumaczymy ,,a to dziecko za małe" ,,a to każde inne". A może warto się zastanowić, czy rzeczywiście pewne zachowania warto tłumaczyć? Nie lepiej po prostu uwzględnić niebezpieczeństwo i uczyć dziecko zasad? :)

    • Anonymous
      Maj 16, 2014., 09:20 • Odpowiedz

      Mądrze gadasz Matko. U nas w społeczeństwie ciągle pokutuje wzorzec, że jak dziecko małe to po co cokolwiek tłumaczyć, uczyć skoro ono i tak nie zrozumie. Dzieci są mądrzejsze, więcej rozumieją, widzą niż nam dorosłym się wydaje. Należy od małego dziecka uczyć zasad bezpieczeństwa, pokazywać zagrożenia, bo jak później nauczyć np. 5 latka, któremu się na wszystko pozwalało jakichkolwiek zasad ogólnie przyjętych. Nie róbmy z naszych dzieci bezmózgich istot.
      Rita

    • lavinka
      Maj 16, 2014., 13:51 • Odpowiedz

      Dokładnie. My od początku małej na spacerach tłumaczymy, że przed zebrą ma stanąć. Stoimy chwilę i przenosimy ją na drugą stronę. Jeszcze nie ma dwóch lat, a sama staje przed zebrą. Jasne, że jej nie ufamy, ale nadal jej wszystko tłumaczymy. Żałuję, że w mojej miejscowości jest tak marna infrastruktura rowerowa (ciągi pieszorowerowe i inne koszmary), nie mam jak dziecka porządnie douczyć. Na szczęście u nas jeździ bardzo dużo rowerzystów i dzieci niejako instynktownie uczą się je omijać, niezależnie od miejsca gdzie jadą.

  • Matka Prezesa
    Maj 16, 2014., 09:12 • Odpowiedz

    Post został zainspirowany tym wpisem: http://www.rowerowe-porady.pl/matki-na-drogach-rowerowych/ ;-)

  • lili
    Maj 16, 2014., 10:32 • Odpowiedz

    wydaje mi się, że posty anonimów są pisane przez jedną osobę ;)

    • Matka Prezesa
      Maj 16, 2014., 10:57 • Odpowiedz

      Również mi się tak wydaję. Czuję się jednak zobowiązana by wytłumaczyć, że KAŻDE dziecko ma w sobie tyle inteligencji by rozumieć proste zakazy. O ile oczywiście rodzic te zakazy przekaże. Bo jak widać z tym bywa różnie ...

    • Anonymous
      Maj 16, 2014., 11:40 • Odpowiedz

      Chcesz powiedzieć, że półtoraroczne, dwuletnie dziecko ZAWSZE rozumie zakaz?????? Dziewczyno trochę ogłady wobec życia i więcej doświadczenia z dziećmi. Pracuję w przedszkolu w grupie "motylków", dzieci 3-4 -letnie (niektóre już skończyły 3 lata) i nie rozumieją prostych poleceń, zakazów, nakazów. Rozumiem, że prezes jest przewybitnym dzieckiem, które nigdy nie wleciało na ulicę, nigdy nie popchnął innego dziecka, od razu czyta, pisze, liczy algorytmy, rozumie czym jest aksjomat itd...... NO NIE ŻARTUJMY , bo poważnie blog robi się mało poważny. I zaczynam myśleć, że robisz już to tylko dla giftów i kasy.....zaczyna brakować tu pasji...

    • Matka Prezesa
      Maj 16, 2014., 12:37 • Odpowiedz

      Jesteś przedszkolanką z takim podejściem? :)

    • lavinka
      Maj 16, 2014., 13:54 • Odpowiedz

      1,5-2 letnie dziecko nie chodzi samo po chodniku, tylko jest trzymane na smyczy lub za rękę rodzica. Że trzylatki nie rozumieją prostych poleceń - to normalne. I dlatego się ich... uwaga... będzie trudne... PILNUJE!

      A widzisz Noemi, skrytykuj matko polko na zawsze dziewico i zaraz się zaczyna ;)

  • Katarzyna Pągowska
    Maj 16, 2014., 11:36 • Odpowiedz

    Dobrze że nie przejmujesz się takimi bzdurnymi, anonimowymi komentarzami. Myślę że dobrze jest poruszyć każdą kwestię, nawet tak mało znaczącą niektórych zdaniem... I zgadzam się z twoim stwierdzeniem, małe dziecko może nie pokiwa nam głową i nie powie "tak mamo, zrozumiałem/am" ale jeśli odpowiednio do wieku wytłumaczymy dziecku ze pewnych rzeczy nie można robić, to wreszcie się nauczy. Czasami za 10 - 15 razem, ale zrozumie. Poza tym jeśli dziecko nie rozumie jeszcze tego że nie może wchodzić na ulicę czy na ścieżkę rowerową to z takim dzieckiem chodziłabym za rączkę - bo nawet jeśli wejdzie tam "bo nie rozumie" to jest to moja wina. Trzeba dbać o bezpieczeństwo maluchów, bo kto inny o to zadba jak nie my.

  • ewa j
    Maj 16, 2014., 12:14 • Odpowiedz

    Świat zmierza w kierunku absolutnie bezstresowego wychowywania dzieci. Niebawem nie będzie można upomnieć dziecka żeby nie wkładało nożyczek do kontaktu, ponieważ to zaburzy jego poczucie wolności. Dziecko jest dzieckiem, rodzic rodzicem, rowerzysta rowerzystą i każdy ma dbać tak samo o siebie jak i o innych uczestników ruchu. Nom, to tyle.

    • lavinka
      Maj 16, 2014., 13:58 • Odpowiedz

      Masz dziwne wyobrażenie o wychowaniu bezstresowym. Może najwyższa pora się dokształcić, zamiast ośmieszać się takimi wpisami. Wychowanie bezstresowe to wychowanie bez kar i nagród, bez bicia i szarpania dziecka o byle bzdurę. To bardzo ciężka praca polegająca na wytworzeniu się więzi między dzieckiem a rodzicem, która polega głównie na wzajemnym zaufaniu. Czyli jeśli rodzic mówi, że coś jest niebezpieczne i trzeba uważać, to znaczy że mówi prawdę. Trzeba wielu lat, by dziecko to zrozumiało. Ale to się opłaca. Byłam w Norwegii, obserwowałam tak wychowywane dzieci. Wrzeszczały 3x mniej niż polskie i o dziwo słuchały się rodziców. Ale uwaga, Ci rodzice zajmowali się cały czas dziećmi, zamiast plotami z koleżankami/kolegami. :)

    • ewa j
      Maj 17, 2014., 12:30 • Odpowiedz

      Całe życie się dokształcam. Ale cóż począć skoro i tak człowiek rodzi się oraz umiera głupi. Zaintrygował mnie Pani opis wychowywania bezstresowego. Chciałabym zapytać o dwie rzeczy. Po pierwsze czy łapanie dziecka za fraki to już szarpanie czy jeszcze nie? Po drugie czy jeśli zbuntowany nastolatek notorycznie się spóźnia, to w przypadku wychowywania bezstresowego tzw. szlaban jest wykluczony? Pytam poważnie, ponieważ jestem jeszcze młodą i głupią matką. Dlatego lubię się czegoś pożytecznego dowiedzieć od starszych koleżanek. Podobno dzieci w całej Skandynawii są szczęśliwsze niż nasi krajanie. Czy może mi Pani polecić jakieś książki, strony internetowe itp. w celu poszerzenia wiedzy z zakresu wychowania? Bardzo będę wdzięczna.
      Tworzenie nici zaufania między rodzicem i dzieckiem to piękna sprawa. Aczkolwiek wymagająca sporo ciężkiej pracy oraz chęci od obu stron. Na pewno bardzo opłacalne jest wyrabianie przyjaźnie w relacji rodzic-dziecko. Ja oprócz tego uważam, że każdy powinien jeszcze mieć świadomość, kto mimo wszystko podejmuje ostateczne decyzje i dlaczego. Śmiem nawet twierdzić, iż nagrody to fajna sprawa. Zwłaszcza, że spędzam z dziećmi większą część dnia i lubię oglądać ich uśmiechy.
      Z góry dziękuję za chęć dokształcenia mnie. W końcu dobra krytyka nie jest zła.
      Pozdrawiam serdecznie i liczę na poważną odpowiedź.

  • Matka Prezesa
    Maj 16, 2014., 12:41 • Odpowiedz

    Komentarze nawiązujące personalnie do innych blogerów (zarzucające coś mi, oraz obrażające innych blogerów) nie będą akceptowane.
    Anonimową osobę, która ma ból dupy proszę o zaprzestanie pisania w kółko tego samego i zdrowy rozsądek.

  • mirra_b
    Maj 16, 2014., 13:45 • Odpowiedz

    Dziecko nie powino wchodzić na drogę dla rowerów tak samo jak dorośli i to właśnie ci powinni edukować tych pierwszych, to jest wszystko oczywiste. A usłuchliwość dzieci zależy też od dziecka i czasami można tłumaczyć bilion razy, a i tak nie posłucha, co oczywiście nie oznacza, że rodzice nie powinni reagować. Nie wrzucajmy wszystkich dzieci w danym wieku do jednego worka, bo jako osoby dorosłe też tego nie lubimy.

  • yendza o.
    Maj 16, 2014., 15:58 • Odpowiedz

    jak czytam te wspaniałe komcie niektórych anonimów, to mi się flaki wywracają na drugą stronę.

    tam, gdzie mieszkaliśmy w Polsce nie było ani jednej ścieżki rowerowej (najpierw wieś, a później małe miasteczko). nie miałam więc gdzie nauczyć dziecka tych zasad. jak przyjechaliśmy do Antwerpii Dominika miała 11 m-cy, nie tylko ją musieliśmy nauczyć, że ścieżki dla rowerów są dla rowerów i jej nie wolno tam wchodzić, ale i siebie przestawić, żeby zwyczajnie wejść na ścieżkę. w niektórych częściach miasta mamy stare ścieżki, które są tego samego koloru co chodnik, tylko odgorszone od chodnika płaskim krawężnikiem. można się pomylić.
    i tak, moje dziecko też właziło na ścieżki, na jezdnię - ale tak jak napisała Lavinka wyżej, rodzic jest od tego, żeby takie dziecko przytrzymać za rękę, ew. fraki i tyle. i tak robiliśmy, póki sama się nie nauczyła kontrolować.
    kiedy zbliżamy się do jezdni to sama podaje rękę. da się. serio. tylko wymaga to chęci, cierpliwości i konsekwencji.

  • Anonymous
    Maj 16, 2014., 18:29 • Odpowiedz

    Mi się wydaje, że rowerzyści niestety są zmuszeni, by uważac nawet na ścieżce rowerowej. Rodzice powinni pilnować swoich dzieci zawsze - ale ani jedna strona, ani druga strona nie jest tu bez winy, gdy dochodzi do wypadku. Po prostu trochę empatii

  • encepence
    Maj 16, 2014., 19:00 • Odpowiedz

    Mnie doprowadza do szału, jak idę sobie chodnikiem, na którym nie ma ścieżki rowerowej, a szanowny Pan/Pani rowerzysta dzwoni na mnie dzwonkiem, bo przejechać nie może. I wszystko jest ok, jeśli chodnik jest wystarczająco szeroki, ale jeśli mieszczę się tylko ja z wózkiem, no to won mi z chodnika. Ja po ścieżce rowerowej nie spaceruję!

    • Matka Prezesa
      Maj 16, 2014., 19:04 • Odpowiedz

      Znam ten ból. Chyba w każdym mieście są wąskie chodniki na którym mieści się jeden wózek. Ewentualnie dwóch pieszych, którzy jakoś obok siebie przejdą ...

  • Anonymous
    Maj 16, 2014., 19:20 • Odpowiedz

    Dorosly rowerzysta nie ma prawa jezdzic po chodniku! Dziecko tak! Zgadzam sie, ze wpajac tak wazne zasady trzeba, ale dziecko to dziecko nie oszukujmy sie moze sie zdarzyc ze wbiegnie, wkroczy... itp a drogi rowerowe to tez nie tory wyscigowe i oczy trzeba miec otwarte, czy tonrowerzysta czy kierowca auta gdy dziecko jest na chodniku musi zachowac odpowiednia ostroznosc i uwage!

    • Matka Prezesa
      Maj 16, 2014., 19:42 • Odpowiedz

      Święta racja. Ale ja zawracam przede wszystkim uwagę na to, że kobiety wychodzą z założenia, że ich dziecku WOLNO wszak są TYLKO dziećmi. Bardziej chodzi o przyzwolenie, zamiast tłumaczenia. Dziecko nie wybiega nagle, w większości przypadku one sobie po prostu po DDR spaceruje. ;)

    • Anonymous
      Maj 16, 2014., 19:56 • Odpowiedz

      Ja musze przyznac, ze mi raz tez sie zdarzylo po DDR ot tak spacerowac, piekna pogoda, park obok glowa w oblokach nawet tego nie zauwazylam ;) o przyzwolenie ok, wina matek, ale jesli nie ucza podstawowych zasad zachowania sie poza domem a pozniej placz ze cos sie stalo...

    • Anonymous
      Maj 25, 2014., 10:10 • Odpowiedz

      Dorosły MA PRAWO jeździć po chodniku, o ile towarzyszy jadącemu rowerem dziecku <10 lat.

  • Dominika Zdrojewska
    Maj 17, 2014., 10:44 • Odpowiedz

    Zupełnie się zgadzam, ja sama byłam w sytuacji (2-3 razy) gdy na chodniku wjechałby w gondolę rozpędzony rower, od tego czasu spacery zamiast być przyjemnością i relaksem były ciągiem ostrożności i rozglądaniem się dookoła siebie.. W mieście rowerzyści powinni jeździć drogą a nie chodnikami jeżeli nie ma ścieżki rowerowej... A starsze dziecko trzeba pilnować, choć zdarzają się wypadki bo nikt nie jest bezbłędny.
    A tak poza tym ależ masz grono krytyków, z którymi ja się nie zgadzam :-)

ZOSTAW KOMENTARZ

loading
×