Ratuj się kto może!

6latki w szkole. Temat kontrowersyjny i budzący w rodzicach obawy. We mnie też. Ilekroć pomyślę o tym, że moje dziecko będzie brało udział w łataniu dziury budżetowej od dupy strony (wszak oto tutaj chodzi) zaczyna mną telepać. Mimo to staram się przygotować go najlepiej jak mogę na rozpoczęcie edukacji i przestałam wyrażać swój pełen oburzenia pogląd, że moje dziecko się do nauki nie nadaje. Doszłam do wniosku, że po wylaniu morza wirtualnych łez nad losem mojego biednego synka dam mu szansę. Żeby sam mi udowodnił na ile reforma się na nim odbije.
A nuż będzie sobie radził lepiej niż jego 7letni ,,rówieśnicy” z ławki?

Drogi rodzicu może Ty też dasz dziecku szansę?


Zdjęłam klapki z oczu. O Boże. Lżej mi. Czuję się o wiele lżejsza.. Króluje  przekonanie, że tylko krowa nie zmienia swoich poglądów, a niektórzy zarzucają mi, że nawet gabaryty mam podobne. No nic. Ta krowa poglądy zmieniła. Trwało to długo, bo musiałam najpierw przekonać samą siebie, że moje poglądy nie są słuszne (co było nad wyraz trudne) i wreszcie patrzeć na wszystko rozsądkiem, a nie bojkotem ludzi, którzy nie używają merytorycznych argumentów, tylko przesyłają mi linki z których nie wiele się dowiadywałam.
Czytam właśnie popijającą gorącą herbatę tekst jednej z matek. Matki, która próbuje swoje dziecko odroczyć. Psycholog dziecięcy twierdzi, że dziecko nadaje się do szkoły, potrafi pisać i czytać i na pewno świetnie sobie poradzi. No cóż … Sama wiem, że nie tylko to jest dziecku potrzebne, bo jest jeszcze (no właśnie!) rozwój emocjonalny. I tu matka wyraża swoje obawy, jej dziecko emocjonalnie się nie nadaje. Psycholog dziecięcy proponuje więc wspólną terapię, gdzieś musi tkwić błąd. Matka się oburza, jej nie chodzi o terapię, jej chodzi o odroczenie. Czyli po prostu, kolokwialnie rzecz ujmując matce nie chodzi oto by pomóc dziecku, ale żeby odroczyć. Dziecko, które nie otrzyma pomocy (właśnie takiej: wspólnej pracy matka-dziecko, ojciec-dziecko + ewentualnie na dokładkę psycholog) w przeciągu roku nie nadrobi swojego rozwoju emocjonalnego na tyle by być bardziej gotowym niż obecnie.

Wreszcie zrozumiałam, że zamiast walczyć o dobro dzieci, walczymy oto by nasze dzieci szkołę znienawidziły. Nawet niektórzy są na najlepszej drodze do tego. A ja po prostu tego nie chcę.

Słynne hasło: ,,Ratuj Maluchy” już od samego początku trochę mi się nie podobało. Ale ponieważ hasło było chwytliwe zaakceptowałam, biorąc udział w dyskusjach na temat 6latków. Jakaś nawet moja wypowiedz, odebrana nad wyraz pozytywnie została umieszczona z innymi na demotywatorach. Bomba.
Tak jakby, bo ta bomba właśnie wybuchła.

Od dawna obserwuję pewnego rodzaju niepokojące sytuacje w których rodzice już sami nie wiedzą o co im tak naprawdę chodzi. Świetnie podsumowała to znajoma Daria, która posłała swojego syna jako 6latka do szkoły. Że najpierw rodzice walczą oto by ich dziecko robiło wszystko jak najszybciej: chodziło, mówiło, jadło, siadało, miało zęby, znało kolory itp. a potem je uwsteczniamy. I to takie realne podsumowanie, które doprowadza do tego, że każdy się powinien  tak naprawdę zastanowić o co walczymy?

Szkoły nagle (zrozumiałam to niedawno) nie zmienią się w magiczny sposób za rok. Co za tym idzie nadal nie będą przystosowane. Rok to szmat drogi, ale jednak w okresie dziecięcym jedynie wierzchołek góry lodowej. Minie szybko, a szkoła nadal będzie taka sama. Dziecko – trochę bardziej dojrzałe, ale jeżeli już widać problemy warto z tymi problemami walczyć, nie ignorować. No bo w sumie w imię czego? Rozhisteryzowanego tłumu?

Wreszcie mam przed oczami to dziecko biedne (bardzo biedne i to nie  materialnie), które koniecznie chce iść do szkoły tak jak jego ulubiony kolega, lecz ojciec twierdzi, że jest za mały. On rok jeszcze posiedzi w zerówce. I tego uniknąć chciałam.
Nie tyle zerówki, co powtarzania zerówki, bo moje dziecko, które miałoby przerabiać ten sam materiał jeszcze raz nudziłoby się jak mops. Podejrzewam, że tak samo inne dzieci, którym rodzice to zapewnią. Więc to chyba nie tędy droga?

I kolejny przypadek dziecka, bo przecież oto się rozchodzi, któremu rodzice wmawiają, że szkoła jest be. Wciskają w te małe rączki transparenty z wielkim: POMOCY, gdzie dziecko tak naprawdę nie wie o co chodzi. Rodzice mnie ratują? Przed szkołą? To tam naprawdę jest tak strasznie?
Dlatego zawsze wszelkie dyskusje toczyły się poza Prezesa zasięgiem. Szkoła jest fajna – tłumaczyłam mu, do tego stopnia, że już od kilku tygodni co jakiś czas pyta, kiedy wreszcie do tej szkoły pójdzie.

Czyli się da?

System kuleje o czym wiemy wszyscy. I to nie tylko w szkolnictwie. W dzieciach zabija się nieszablonowe myślenie. Tak już od dawna było. Menu w szkole? A spójrzmy na żarcie w przedszkolu. Czy czasami niektórzy z Was nie płacą za kinder mleczną kanapkę na podwieczorek?

Wreszcie podręcznik. Fajny, ciekawy – nam mi się spodobał. Ale potem przestałam zaglądać co w trawie piszczy, bo czułam się jak kosmitka, lub jak wielka mrówka nie pasująca do stada. Podręcznik też się nikomu nie podoba. A to plagiat (no w sumie to autorka sama siebie splagiatowała), a to tablet w ręku dziecka (wow! a Twoje dziecko czym się bawi?). Barwy nie takie. Wielkość nie taka. Wszystko nie takie.

A może na chwilę przestańmy krzyczeć i walczyć. Po prostu usiądźmy i pomóżmy temu dziecku, by jego start był jak najlepszy?
Ja tak właśnie robię.
Kolej na Ciebie.

KOMENTARZE (59)

  • Aleksandra Greszczeszyn
    Maj 19, 2014., 19:46 • Odpowiedz

    Zgadzam się z Tobą w stu procentach. Moja córka idzie od września do I klasy jako sześciolatka i wierzę w nią. Po prostu.

  • Anonymous
    Maj 19, 2014., 19:55 • Odpowiedz

    "W dzieciach zabija się szablonowa myślenie." - nie zgadzam się z tym zdaniem. Uważam bowiem, że polskie szkolnictwo zabija myślenie kreatywne i kładzie nacisk właśnie na to, by dziecko myślało szablonowo, wg jednego schematu, czyli np. wbicie się w słynny klucz na maturze.
    Nie jestem za obowiązkiem szkolnym dla 6-latków wyłącznie dlatego, że polskie szkoły oraz kadra nauczycielska w wielu placówkach nie są przystosowane do nauczania młodszych dzieci. Piszę to jako przyszły pedagog i osoba, która odbywa masę praktyk i wolontariatów w szkołach, przedszkolach, placówkach opieki całkowitej.

    Pozdrawiam ciepło, Monika z Krakowa.

    • Matka Prezesa
      Maj 19, 2014., 19:57 • Odpowiedz

      Mój błąd. Zedytowałam. Powinno być ,,nieszablonowe myślenie".

    • arleta gaczkowska
      Maj 20, 2014., 04:53 • Odpowiedz

      Jako pedagog z 10 letnim stażem powiem, że nauczycielom dobrym, to nie robi a jako matka powiem, że dzieciom też. Moja córka konczy 2 klasę, a szła jako 6 latka do szkoły. W klasie jest ich 5 na 23 dzieci. A co właściwie masz na myśli pisząc ze szkoły i nauczyciele nie są przystosowani? To jakaś filozofia jest?

    • Marta W
      Maj 20, 2014., 14:12 • Odpowiedz

      To jest taki mody tekst, nic więcej :) Moja Córka poszła do szkoły mając 5lat, i o dziwo (bo to takie zaskakujące) i szkoła była przygotowana na takie Maluchy i nauczyciele również.

  • Anonymous
    Maj 19, 2014., 19:59 • Odpowiedz

    Wybacz ale nie do konca sie zgadzam.Owszem masz racje jako rodzice powinnismy wspomagać nasze dzieci, pomoc im pójsc do szkoly z pozytywnym nastawieniem, pomagac w zaklimatyzowaniu i w ewentualnych problemach edukacyjnych tylko jest pewno ale.Dzieci są różne jedne są na tyle mentalnie rozwiniete ze sie nadaja i sobie poradzą a co z dziecmi ktore moga sobie nie poradzic mimo usilnych staran rodzicow? Nasze PAnstwo chce za nas decydowac a kto zna lepiej nasze dzieciaki niz my sami?

    • Matka Prezesa
      Maj 19, 2014., 19:59 • Odpowiedz

      Takie dzieci będą nawet w pierwszej klasie jako 7latki, potem jako 8latki i potem w gimnazjum.

    • Anonymous
      Maj 20, 2014., 09:58 • Odpowiedz

      dokładnie! też znam takie dzieci - ale dla takiego dziecka ten rok niewiele zmieni - za rok też sobie nie poradzi i często (nie zawsze) niestety to wina rodziców..

  • Agnieszka M
    Maj 19, 2014., 20:17 • Odpowiedz

    To jest trudny temat. Moja córka też niedługo pójdzie jako 6-latka do szkoły. Ja nie boję się, że sobie z nauką nie poradzi tylko z tłumem dzieciaków na korytarzach, wielkim budynkiem, klasami nie przystosowanymi dla mniejszych dzieci. Tego, że nagle będzie musiała nauczyć się jeść kanapki czy coś w tym stylu na przerwach, na stojąco, bo w klasie nie można spokojnie zjeść. Że będzie narażona na zaczepki starszych dzieci, bo i to się zdarza, a nauczyciele nie widzą. Tego się boję nie nauki. Jednak rok w życiu małego dziecka to dużo. Całe szczęście będzie miała starszego brata w tej samej szkole, który w razie czego jej pomoże.

    • Anonymous
      Maj 21, 2014., 13:56 • Odpowiedz

      W klasach 0-3 Dzieci jedzą śniadania w klasie.. do końca 3 klasy wcale nie muszą spędzać przerwy na korytarzu ( przynajmniej nie w tych szkołach, które ja znam)...

  • Anonymous
    Maj 19, 2014., 20:18 • Odpowiedz

    Problem póki co mnie nie dotyczy, bo moja córka ma dopiero roczek. Do czasu jej pójścia do szkoły zapewne wszystko zmieni się jeszcze tysiąc razy jak to zwykle w naszym kraju bywa. Ale zgadzam się z Tobą w pełni. Myślę że to od nas rodziców zależy jak dziecko będzie nastawione do szkoły. To my wychowujemy je i to od nas zależy jak zostaną przygotowane na to zerknięcie z nową rzeczywistością.
    P.s. Zaczęłam czytać Cię od niedawna i z każdym nowym wpisem lubię Cię coraz bardziej. Mamy takie same poglądy w większości, jeśli nie we wszystkich sprawach :) Wieczorem kładę Małą spać i czytam, czytam, czytam.... Niestety cierpi na tym mija praca magisterska, no ale wiadomo, każda wymówka jest dobra ;)
    Pisz więcej!!!
    Marta

  • Anonymous
    Maj 19, 2014., 20:34 • Odpowiedz

    Nie na leże do zwolenników tej reformy, podręcznik to pikuś, w podstawie programowej pojawiło się kilka błędów, ale zgadzam się, że najgorsze w co można wyposażyć własne dziecko w tej trudnej sytuacji to brak wiary i oparcia w rodzicu. Ja nie martwiła bym się nudą w zerówce przerabianej drugi raz, myślę, że nauczyciele w Waszych przedszkolach świadomi, że pracują z tą samą grupą dzieci urozmaicili by zajęcia i podali by materiał w inny sposób. W przypadku Prezesa dodatkowe wyzwanie mogą stanowić problemy związane z SI, mogą ale nie muszą, pozdrawia Ewa.

  • Anonymous
    Maj 19, 2014., 20:46 • Odpowiedz

    hej

  • Taka sobie mama
    Maj 19, 2014., 21:10 • Odpowiedz

    Matko Prezesa mój syn też pójdzie jako sześciolatek do szkoły.Ze względu na problemy z SI może mogłabym odroczyć,tylko potem musiałby iść z dziećmi o rok młodszymi... ale jednak obawiam się, że problemy z SI dadzą się nam we znaki, np. obawiam się ot, ile mój syn usiedzi przy stoliku(póki co rekord domowy wynosi około 15 minut,w przedszkolu u jednej jedynej pani 5 minut, u pozostałych 2 (co nie znaczy,że nie wspieram mego dziecka,zresztą on już chce iść do szkoły. Bywa też w mojej szkole, więc choć z tłumem na korytarzu jest obeznany).

    • Anonymous
      Maj 20, 2014., 08:14 • Odpowiedz

      SI to sprawa i koncentracji i grano motory ki. Mój syn poszedł jako 7 latek a i tak SI dało się mu we znaki. Myślę że to indywidualny problem. Ja próbowałam choć trochę przekazać wiedzę o terapii nauczycielom, niestety z marnym skutkiem. Dużo pracy domowej przed Wami. Mój syn kończy juz 2 klasę i nadal dużo pracujemy w domu. Mam nadzieje ze najtrudniejsze juz za nami. Życzę cierpliwości i wyrozumialego nauczyciela.

  • Anonymous
    Maj 19, 2014., 21:12 • Odpowiedz

    Byłam przecina tej reformie, nadal jestem i jeszcze długo, długo będę. I przewrotnie napiszę, że jestem za wczesną obowiązkową edukacją dzieci, ale nie w ten sposób. W szkołach, z którymi mam styczność nie zmieniło się przez te wszystkie lata przygotowań absolutnie nic, a na mapie szkół przygotowanych do przyjęcia sześciolatków wyglądają jak oazy dla tych dzieci. W tych wszystkich placówkach zapomniano o najzwyklejszej rzeczy, jaką jest wzrost - do szkół przychodzą dzieci niższe, a co za tym idzie przydałyby im się niższe ławki w salach...
    Poza tym nie zmienia się zasadniczo program nauczania, a w mojej opinii powinien. Przecież rozwój motoryki dzieci na tym poziomie jest bardzo zróżnicowany, ba rozwój mowy jest też na innym poziomie, a w żadnym programie szczerze mówiąc nie widzę zasadniczych zmian, które by te dwa problemy wzięły pod uwagę. I nie chodzi mi tutaj tylko o pierwszą klasę, ale również o drugą i trzecią. To tylko kilka moich zastrzeżeń.
    No i wreszcie podręcznik - w tym roku super dzieciaki otrzymają wspaniały kolorowy nowiutki podręcznik całkiem za darmo. Ale co będzie za rok? Obawiam się, że w przyszłym roku dzieciaki dostaną stare, zniszczone porysowane kartki. A wydatki? No cóż nie ma zeszytów ćwiczeń, ale jest kreator kart pracy (ma być dostępny od września), więc rodzice będą masowo kupować papier nauczycielom i więcej zeszytów dzieciom - ot taka będzie oszczędność. Wg mnie wkradnie się też bałagan. Bo teraz dzieci mają wszystko spięte razem, a będą miały luźne karki A4.
    Zgadzam się, że nie można dziecku przedstawiać źle szkoły, ale w gronie dorosłych reformie mówię głośno i wyraźnie NIE.

    • Matka Prezesa
      Maj 20, 2014., 06:35 • Odpowiedz

      Co do ławek moje dziecko w wieku 3 lat siedziało w ławce w klasie 1-3. Nogi mu dyndały, ale bez przesady.
      Kto będzie płacił za mniejsze ławki NA ROK? :)

    • Anonymous
      Maj 20, 2014., 08:08 • Odpowiedz

      Są ławki regulowane - spotkałam się z nimi w JEDNEJ z 7 szkół ;)

  • lavinka
    Maj 19, 2014., 23:29 • Odpowiedz

    Nie od dziś wiadomo, że dla Polaka edukacja to zło konieczne i większość gdyby mogła, to by w ogóle starała się jej uniknąć. Żyjemy w kraju, gdzie 60% ludzi w ciągu roku nie przeczytało ani jednej książki. To niby jak oni mają pchać dzieci rok wcześniej do szkoły (by przypadkiem wyrównać ich szanse z rówieśnikami z większości Europy), jeśli szkoła kojarzy im się ze wszystkim, co najgorsze? Ile to ja się nasłuchałam, że wiedza zabiera dziecku dzieciństwo. Ale serio nauka pisania i czytania zabiera dzieciństwo? W tym wieku dzieci są głodne świata, zadają milion pytań na godzinę, kto ma im na nie odpowiadać. Panie w przedszkolu? A pewno, że się starają. Po cichu uczą je czytać, bo program im tego zabrania. Bo od nauki czytania jest pierwsza klasa, a nie zerówka. Wiedziałaś o tym? Na szczęście przedszkolanki mają swój rozum i przemycają w zerówce litery, szlaczki i te pe. Żeby dzieci miały potem łatwiej.

    Zazwyczaj największą przeszkodą w drodze do wiedzy i umiejętności dzieci stoją ich rodzice. Wiosną w przychodni widziałam dwóch synków. Mieli na oko sześć, siedem lat. Mamy zakładały im płaszcze i czapki. Jak dwulatkom! Jak te dzieci mają być gotowe do szkoły, jeśli rodzice traktują je jak niedorozwinięte ameby?

  • Arleta Atlasińska
    Maj 20, 2014., 04:43 • Odpowiedz

    Mialam szczęście ze w zeszlym roku moglam wybierac, czy moje dziecko pójdzie do zerowki czy do pierwszej klasy. Tak to bym musi ala biec do poradni. Ona byla kompletnie nie gotowa emocjonalnie. Ale fakt jako szesciolatka w zerowce wynudzila w szkole. Czyta, pisze, dodaje, odejmuje

  • Gosia Skrajna
    Maj 20, 2014., 06:40 • Odpowiedz

    Przyznam, że pierwszy raz czytam taki rzeczowy komentarz na temat reformy...
    Nigdy nie spojrzałam na to z tej strony...
    Zawsze się wypowiadałam w samym negatywach o reformie...choć paradoksalnie to moje dziecko jako jedne w pierwszych poszło do szkoły jako 6 latek gdy wystraszyłam się bumu jaki miał być 3 lata temu. Wyszło jak wyszło. we wrześniu minister oświaty zmieniła decyzje dając rodzicom więcej czasu do namysłu... shit.
    Fakt - pod kątem umiejętności, wiedzy radzi sobie nieźle. Emocjonalnie - masakra. Co rano, ból brzucha, płacz, niedogadywanie się ze starszymi dziećmi, rywalizacja.. Poszliśmy po wsparcie do psychologa w poradni szkolnej. Jakoś poszło...
    Ale zgadzam się z Tobą. Na takie a nie inne podejście mógł mieć wpływ nasz stosunek do reformy, nasz brak przekonania i sceptyzm...
    Z córką tego błędu już nie popełnię...

    • Anna Laurman
      Maj 20, 2014., 07:11 • Odpowiedz

      Gośka, ale może być zupełnie inaczej. U mnie oboje poszli do szkoły jako sześciolatki. Syn - masakra totalna, emocjonalnie oczywiście. Córka - nie dość że rok młodsza od reszty klasy, to jeszcze z końca grudnia - radzi sobie doskonale! Wszystko zależy od dziecka. :D

    • Gosia Skrajna
      Maj 20, 2014., 08:17 • Odpowiedz

      Ja już widzę po córce (z listopada) że Ona będzie wymiatać :))

      ale przyznaje - mam do niej inne podejście..więcej luzu..z młodym byłam straaaasznie nadopiekuńcza :(

  • MMM
    Maj 20, 2014., 07:05 • Odpowiedz

    Świetny, mądry tekst, i bardzo słuszna uwaga o tych kolegach co pójdą do szkoły a odroczone dziecko nie - grupa rówieśnicza jest niezwykle ważna w oswajaniu nowego miejsca.
    Ja przeszłam podobną drogę co Ty w myśleniu - z tym, że moje dziecko jest młodsze, dopiero 2,5 roku. Ale że jest z końca grudnia, to sobie myślałam "Och, nie! Jak to, moje malutkie dziecko ma iść tak wcześnie do szkoły?". Jednak nie tędy droga. Za to doszliśmy z mężem do wniosku, że owszem, pójdziemy z nią do poradni PP. Conajmniej rok przed planowanym rozpoczęciem nauki w szkole. Żeby dowiedzieć się, czy i jak możemy ją wesprzeć w jej rozwoju, tak aby była gotowa do szkoły fizycznie, intelektualnie i emocjonalnie.

  • ZuMa
    Maj 20, 2014., 07:16 • Odpowiedz

    A ja mam wrażenie, że w tej całej reformie ktoś za bardzo skupił się na młodszych dzieciach, zapominając o tym, że po skończeniu I etapu edukacyjnego te dzieciaki pójdą dalej się uczyć. Podstawę programową dla młodszych klas dostosowano do młodszych dzieci, przez co te dzieciaki mając chęci i radość zdobywania wiedzy zmuszane są do wolniejszej pracy. Potem w klasach 4-6 już jest szok bo tam nikt nie pomyślał, że te dzieciaki są nieco uwstecznione w porównaniu z tym co było kiedyś. Obserwuję to na co dzień. Dzieci w pierwszej klasie dopytują kiedy zaczną się uczyć tabliczki mnożenia, kiedy poznają to czy tamto, a nauczyciel musi im mówić, że jeszcze długo nie i nadal gniotą dodawanie do 10. A co będzie jak wszystkie 6latki pójdą do I klasy? Będą tam też dzieci z końca roku, a takie czasem nawet nie umieją prawidłowo trzymać kredki. Pojawiam się co tydzień w zerówce na chwilę i widzę te dysproporcje. Przyjdą za rok inne dzieci i też będą różnie przygotowane. Faktem jest, że te które drugi rok do zerówki chodzą czasem się nudzą. Ale problemy posłania sześciolatków do szkoły tak naprawdę wyjdą w klasie czwartej. Już je widzę wśród dzieci, które zostały posłane razem z o rok starszymi kolegami. Jedne nie nadążają edukacyjnie, inne emocjonalnie. Rodzice oczywiście powinni dzieci wspierać a nie zniechęcać, ale to nie zmienia faktu, że ktoś tą reformę przemyślał tylko częściowo, dla najmłodszych dzieci.

    • Daria
      Maj 20, 2014., 07:46 • Odpowiedz

      Tak się składa, że mam córkę w piątej klasie. Czwarta klasa nie jest tą czwartą klasą z naszych czasów. Tak naprawdę dochodzi jeden przedmiot: historia (plastyka,zajęcia techniczne i muzyka nie są raczej problematyczne). Pozostałe też przecież w klasach 1-3 są dzielone na segmenty i każdy młodszy uczeń mówi, że ma: polski, matematykę, przyrodę religię, angielski. Notatek tak naprawdę się nie robi, ogromna część materiału jest przerabiana w ćwiczeniach (tak jak w klasach 1-3). Może druga połowa piątej klasy zaczyna być poważniejsza. Ale miejsca na szok tutaj nie widzę.

    • ZuMa
      Maj 20, 2014., 11:17 • Odpowiedz

      Nie miałam na myśli ilości przedmiotów czy sposobu nauczania a to, że podstawa programowa klas 1-3 jest obecnie znacznie okrojona, wszystko wprowadza się później, później dzieci piszą, później czytają, a nikt się przy tym nie przejmował klasami starszymi, gdzie podstawa programowa z takich przedmiotów jak j.angielski czy matematyka nie zmieniła się znacząco więc wymaga się mniej więcej tego samego co kiedyś. I tu jest miejsce na szok dla dzieciaków. Wybacz ale jedna 5-kalsistka nie jest dla mnie grupą reprezentatywną. Uczę w szkole od kilkunastu lat i widzę jak się to zmieniało, jak reforma wpłynęła na dzieci, sposób nauczania i jakie w wyniku tego powstały problemy, których wcześniej nie było. Wiem z jaką wiedzą i umiejętnościami przychodził 4-klasista powiedzmy 8 lat temu a z jaką przychodzi teraz.

    • Daria
      Maj 20, 2014., 12:06 • Odpowiedz

      Rozumiem, że moja córka idzie jakąś unikatową podstawą programową, korzystając zapewne z innych podręczników niż cała reszta ;) Nie piszę o tym jak ona sobie radzi, tylko co widzę w jej programie nauczania od I klasy do teraz (jest pierwszym rocznikiem idącym nową podstawą, ale niestety jako siedmiolatek...). Nie zwalałabym gorszej wiedzy czwartoklasistów na podstawę programową. Córka ma w klasie dzieci, które mają kłopot z dodawaniem i odejmowaniem na poziomie kl. 1-2, nie potrafią czytać płynnie itp. Tyle, że stoją za tym niestety rodzice, którzy uważają, że dziecko puszczone do szkoły = dziecko odchowane, zatem nie wymagające żadnej pracy (przecież od tego jest szkoła).

  • Anonymous
    Maj 20, 2014., 07:18 • Odpowiedz

    Ja posłałam syna do szkoły jako 6-latka, byłam pełna obaw. Niepotrzebnie. Świetnie sobie radzi zarówno intelektualnie jak i emocjonalnie. To była dobra decyzja.

  • Monika
    Maj 20, 2014., 07:32 • Odpowiedz

    niestety nie zgadzam się z Tobą...nie każde dziecko jest gotowe w wieku 6 lat iśc do szkoły, rok dla malucha to dużo czasu, kiedyś podawałam przykład mojego syna u Doroty Z. Osobiście nie mogę się doczekac młodego pierwszej klasy (tornister kupiony w grudniu w zeszłym roku, cześć przyborów też z zeszłego roku). Opowiadam synowi jaka szkoła jest super itd., staram się go przygotowac najlepiej jak umiem ale...no własnie ale... za dużo by pisać :)

    • Matka Prezesa
      Maj 20, 2014., 07:34 • Odpowiedz

      Nie twierdzę, że każde dziecko się nadaje. Co do Jacha też mam obawy.

    • Anonymous
      Maj 20, 2014., 08:23 • Odpowiedz

      Nie taki diabeł straszny jak go malują :)

  • Anonymous
    Maj 20, 2014., 07:50 • Odpowiedz

    Dziecko nalezy motywowac do rozwoju, pomoc mu, a nie wmawiac od startu ze sobie nie poradzi. Nie rozumiem tego, jak mozna tak dziecku wlasnemu zrobic.
    Na czym ma polegac emocjonalne niedostosowanie i niegotowsc? a w przedszkolu nie ma rywalizacji?
    U mojego dziecka w MALUCHACH (ur. 2010r) jest tak, że pani wiesza np. niby prace wszystkich dzieci,ale prace sa podpisane, widac ktore dziecko jak rysuje, jak przykleja, jak kojarzy itp. To tez jest rywalizacja, dzieci mowia ze ten jest ladny obrazek ten jest brzydki... Moja corka ma nie za duzo kontaktów z innymi dziecmi poza przedszkolem, ale nie ma problemu zeby isc podac reke starszej od siebie dziewczynce, wprawiajac nawet ja w male zaklopotanie. nie ma problemu ze starszymi dziecmi. wiadomo, że to zalezy od dziecka bo kazde jest inne, ale wlasnie na tym polega rola rodzica zeby dziecku pomoc w takich sytuacjach a nie wmawiac mu że sie do czegos NIE NADAJE. To jest zabijanie ambicji i potrzeby rozwoju w dziecku juz od 5-6 roku zycia.

  • Anonymous
    Maj 20, 2014., 08:00 • Odpowiedz

    Ależ oczywiście że dzieci w wieku 6 lat są gotowe do szkoły, tylko nie takiej jaka jest w Polsce. Ba! Nawet i w wieku 5 lat! Więc może warto byłoby zacząć od przystosowania szkół a nie obniżania wieku? I nie chodzi mi o możliwości finansowe - bo położenie dywanika na końcu sali i wyremontowanie ubikacji i tak nic nie da, ale o podejście kadry, szczególnie tej "starszej daty", bo dopiero młodzi nauczyciele uczą się uczyć dobrze. I od tego właśnie powinno się rozpocząć reformę edukacji.

    • Daria
      Maj 20, 2014., 10:08 • Odpowiedz

      Tutaj też pozwolę sobie się nie zgodzić. Akurat z moich doświadczeń rodzicielskich wynika, że tzw. "starsza kadra" często ma o wiele więcej tolerancji dla indywidualności dziecka (bo już chyba każdy "gatunek" ucznia widziała), mniejsze parcie na wyniki, mniej osobiście odbiera wszelkie konfliktowe sytuacje. Jakość współczesnego wykształcenia też bywa mocno dyskusyjna w obliczu wysypu prywatnych uczelni, które łapią każdego studenta co na drzewo nie ucieka. Nie ma co operować stereotypami, bo w każdej grupie wiekowej nauczycieli są tacy, którzy są fantastyczni, pełni serca i zaangażowania i są tacy, którzy nigdy nie powinni trafić do tego zawodu.

    • Anonymous
      Maj 20, 2014., 19:54 • Odpowiedz

      Racja, źle to wyraziłam, w każdym wieku można spotkać i takiego i takiego nauczyciela, ja akurat niestety w każdej ze szkół w jakich byłam trafiłam na humorzaste "starsze panie", wg których lekcja nie może wyglądać inaczej niż w przedziale czasowym 45min, co w moich oczach automatycznie je dyskwalifikowało.

  • Anonymous
    Maj 20, 2014., 08:02 • Odpowiedz

    A mówienie dziecku jak to w tej szkole jest super hiper też nie jest dobre, bo dzieciak może się potem nieźle rozczarować i "nienawidzić" jeszcze bardziej (zależy na jaką szkołę i na jakiego nauczyciela trafi ;)

  • Anonymous
    Maj 20, 2014., 08:10 • Odpowiedz

    Moja corka dzis juz 18 letnia poszła do szkoły jako 6 latka. Musiałam przejsc wraz z nia procedure " nadajesie" w poradniach. Tam panie były bardziej zainteresowane szukaniem dys...wszelakich niz potwierdzeniem,ze dziecko inteligntne ponad..... i poradzi sobie napewno. Patrzyli na mnie jak na zołze a na corke jak na katowane biedactwo. W czasie testów sychologicznych za drzwiami sluchałam odpowiedzi Corki. Kasowała Pania sposobem i tonem wypowiedzi, efekt pokładałam się ze smiechu. Po testach pani powiedziała,ze inteligencja wysoka 5 latka z inteligencja 11 latki. w opini zapisano " w normie"! pozniej pani pedagog, ktora stwierdziła,ze NAPEWNO sobie nie poradzi w 4 klasie bo przeciez pierwsze 3 lata to zabawa ale jak pani chce dziecku dzieciństwo zabrac? mmmmm czy ja ja wysłałam do pracy w kopalni? raczej nie.
    bałam sie tez tych korytarzy, hałasu itp ale wychowawcy pilnowali i dbali o dzieci wiec nic sie nie stało....
    jak jest teraz?
    teraz mieszkamy poza Polska, corka zna 5 jezykow biegle uczy sie migiem, nawet zmiana systemu i srodowiska nic złego jej nie zrobiła. i ona sama tego nie załuje. Mysle ,ze zawsze wazne jest indywidualne podejscie i kwestia tego czy sie zna dziecko czy nie i kto jest wazniejszy? ja czy moje dziecko?

    • Anonymous
      Maj 20, 2014., 19:59 • Odpowiedz

      A ile lat miała córeczka jak wyjechaliście za granicę? Pytam bo my od pół roku i ciągle jeszcze się zastanawiam czy to dobra decyzja była... Obawiam się czy o przyszłość dzieci, o ich utożsamianie itd. Synek miał 6 lat gdy się przeprowadziliśmy. Byłabym wdzięczna za wszelkie Pani wskazówki.

  • Anonymous
    Maj 20, 2014., 08:29 • Odpowiedz

    Cześć, mógłby ktoś podać link do tego nowego podręcznika... Chętnie popatrzę. Iwona

    • Matka Prezesa
      Maj 20, 2014., 18:05 • Odpowiedz

      Cześć. Wpisz sobie w google, bo nawet jak podam link to i tak jest blokada kopiowania. ;) Google szybko wyszuka: ,,darmowy podręcznik dla 6latków".

  • Anonymous
    Maj 20, 2014., 08:31 • Odpowiedz

    ja miałam obawy. Dziecko poszło wcześniej do przedszkola (takie życie) później było z rocznikowo starszymi dziećmi w kolejnych grupach przedszkolnych. Ale jak pomyślałam, ze ma iść do zerówki do szkoły.... O zgrozo! Posłałam do zerówki do przedszkola. Tak, aby w razie czego mogła ją jeszcze raz zrobić, tylko, że w szkole. Wtedy wydawało mi się to słuszne. Choć psycholog i nauczycielki przedszkola stwierdziły, że nie ma żadnych przeciwwskazań, ale decyzja moja. Przyszedł wrzesień. Codziennie słyszałam przynajmniej po dwa razy - "czy ja muszę iść do przedszkola?". Dodam - zawsze je uwielbiała... Skończyło się na tym, ze od 1 października poszła do zerówki do szkoły. Jest teraz w czwartej klasie. Najmłodsza z całej klasy. I radzi sobie świetnie. Tylko mi musiały się oczy otworzyć na to, ze moje dziecko da radę. I że warto w to wierzyć i utwierdzać w tym dziecko :) Pozdrawiam :)

  • Anonymous
    Maj 20, 2014., 08:52 • Odpowiedz

    Witam, zgadzam się z tobą w 100% . Ja posłałam syna 6-latka rok temu do szkoły. Powody były różne i to że uważaliśmy że edukacja w tym wieku jest na plus w rozwoju dziecka i to że przedszkole nam nie do końca pasowało. Szkoła - idealna ? Nie . Nie ma takich. Przygotowana na 6 - latków ? Nie pod każdym względem. Czy jesteśmy zadowoleni że posłaliśmy synka do szkoły w wieku 6 lat. Tak. Z problemami sobie radzi i pewnie tak samo radziłby sobie jako 7 latek, bo przecież napotkałby takie same problemy, nowe otoczenie , akceptacja w nowej grupie, nowe zadania itp.. Rozwój .....super ... Ja chyba w jego wieku nie umiałam tyle- liczyć ,pisać i czytać i do tego angielski na super poziomie( w porównaniu do przedszkola). A co do przedszkola to nawet nie został ładnie pożegnany jak odchodził....a teraz 7 latki maja oficjalne pożegnanie z przedszkolem , Panią i przywitanie szkoły. Tylko to potwierdziło nasza decyzję.

  • Danusia
    Maj 20, 2014., 10:12 • Odpowiedz

    A możesz napisac jak pomagasz Synowi aby miał lepszy start przed pójściem do szkoły? Bo mam synka z grudnia 2009 no i właśnie...sama z checią zaczęłabym coś z nim więcej robic aby lepiej go do szkoły przygotowac

    • Matka Prezesa
      Maj 20, 2014., 18:08 • Odpowiedz

      Po pierwsze: mała motoryka. Z tym mamy problemy ogromne. Mamy maty grafomotoryczne (pisałam o nich w jednych z tematów o zaburzeniach SI) oraz geoplany. Do tego rysujemy, ćwiczymy pisanie drukowanych liter itp.

      Po drugie: dużo mu tłumaczę i sama mu każę tłumaczyć. Ćwiczę jego wysławianie się, co widać już czarno na białym w przedszkolu. ;) Na zebraniu Jasia pochwalono więc moja praca nie idzie na marne.

      Po trzecie: ćwiczymy czytanie. No tu Jaś już póki co jest na etapie prosty zdań i czytanek czterozdaniowych. Nie przerobiliśmy jeszcze wszystkich sylab, ale wszystko przed nami. Po prostu chcę, żeby poszedł do szkoły jako 6latek umiejący czytać.

      Po czwarte: liczymy. ;) Dodajemy, odejmujemy, wszystko co mamy pod ręką. Jest fajna książka dla dzieci i dla rodziców: ,,Matematyka ze sznurka i guzika" (też gdzieś pokazywałam).

    • Anonymous
      Maj 26, 2014., 07:42 • Odpowiedz

      Powiem szczerze że nie rozumiem tego "parcia" rodziców aby dziecko poszło do szkoły już umiejące czytać, dodawać i odejmować. Przecież w dużej mierze to właśnie powoduje że dzieci od samego początku nudzą się w szkole , no bo przecież znają już literki , potrafią czytać i znów od początku mają się tego uczyć, nuda, nuda , nuda.
      Kiedy moje dzieci przyjeżdżały na wakacje do babci w Polsce musiały codziennie pisać literki w zeszycikach,który im babcia kupiła, i nie ważne że ja byłam temu przeciwna, bo przecież babcia wie lepiej.
      W szkole dzieci są uczone tego wszystkiego innymi metodami, dlaczego od samego początku uważamy że nauczyciel nie nauczy naszego dziecka pisać i czytać, że koniecznie musimy komuś udowodnić że my zrobimy to lepiej. No i oczywiście pochwalić się w piaskownicy że mój 5-cio latek umie już czytać i pisać. To skoro większość rodziców jest przeciwna aby ich dzieci szły do szkoły w wieku 6-ciu lat to dlaczego większość rodziców tak często i gęsto uczy dzieci czytać i pisać już w wieku lat 5-ciu? CO to za moda?
      Ponieważ nie mieszkamy w Polsce patrzę na to wszystko "innym okiem" . Mój syn ma SI, ogromne zaburzenia mowy i ogólnie nigdy nie miał łatwo, czy to w przedszkolu czy w szkole . Tu gdzie mieszkamy dzieci idą do szkoły w wieku 6-ciu lat, ale najpierw są badane przez lekarza szkolnego który na podstawie przeprowadzonych badań i testów podejmuje decyzję czy faktycznie dziecko jest już gotowe aby pójść do szkoły. Nasze nie było gotowe ale to nie znaczy że musiał jeszcze rok być w przedszkolu, dla takich dzieci jeszcze nie do końca gotowych jest zerówka. Rok w zerówce ale w szkole dał mu bardzo dużo jeśli chodzi o motorykę choćby dłoni.
      Często takie głośne nagonki przynoszą więcej szkody jak pożytku, bo większość widzi wszystko w czarnych kolorach, latają z dziećmi po psychologach, mówiąc przy dzieciach same złe rzeczy o szkole i nauczycielach a z drugiej strony cisną dzieci w domu aby jak najszybciej uczyły się czytać i pisać.Parodia jakaś , już ktoś kiedyś powiedział o polskich rodzicach ,że mają ciągły dupościsk i muszę się z tym niestety zgodzić . Dajcie trochę na luz.

    • Matka Prezesa
      Maj 26, 2014., 08:00 • Odpowiedz

      Masz prawo do takiego zdania, ale zbyt pochopnie oceniasz wszystkich rodziców. ;) Ja osobiście jestem dzieckiem piszącym, czytającym i liczącym w zerówce już. I nigdy się w szkole nie nudziłam. To mit.

  • MamaM.
    Maj 20, 2014., 12:57 • Odpowiedz

    Mój M. poszedł do szkoły we wrześniu jako sześciolatek - dodam, że nieumiejący czytać i pisać. Znał litery (większość), potrafił liczyć w miarę sprawnie. Był w trakcie terapii SI (lekkie zaburzenia).

    Poradził sobie świetnie. Było trochę napięć emocjonalnych - piszę o tym na blogu szkolneprzygody.pl - ale nie ma żadnej gwarancji, że jakby rok siedział dłużej w przedszkolu, to ich by nie było.

    Z pisaniem trochę odstaje, ale czyta bardzo dobrze, jest aktywny, dużo opowiada na lekcjach. Panie go chwalą za grzeczność, wiedzę, koleżeńskość. Należy do zuchów (jako jedyny "sześciolatek"). Wszystkim mówi, że bardzo lubi szkołę. A co w szkole najbardziej? Przerwy, świetlicę, judo i szachy. Czyli - prawidłowo :)

  • Anonymous
    Maj 20, 2014., 13:00 • Odpowiedz

    Też jestem za. Dobry pomysł... może post o tym co rodzic zrobić może, żeby oswoić pięciolatka z zerówką w szkole, czy sześciolatka z I klasą i pomóc, żeby dzieciaki miały łatwiejszy start.

  • Anonymous
    Maj 20, 2014., 14:39 • Odpowiedz

    Napisz post o fotelikach dziecięcych.

    • Matka Prezesa
      Maj 20, 2014., 17:49 • Odpowiedz

      Mam w planach. ;) Głównie o fotelikach 15-36kg, kiedy rodzice albo rezygnują z fotelika całkowicie albo wożą dzieci na podkładce...

    • Anonymous
      Maj 20, 2014., 17:58 • Odpowiedz

      Proponuję też o tym. Że ludzie wożą malutkie niemowlaki przodem w fotelik 9-18.

    • Matka Prezesa
      Maj 20, 2014., 18:17 • Odpowiedz

      Prawda jest taka, że nie każdego rodzica stać na fotelik RWF (sorry, ale cena powala na kolana ;) ), a niektóre niemowlaki bardzo szybko wyrastają z 0-13 kg (o ile nie wagowo to wzrostowo). Stąd szybsze przejście z 0-13 kg do 9-18 kg.

    • Anonymous
      Maj 21, 2014., 04:12 • Odpowiedz

      Nie wierze.że to piszesz

  • malinka
    Maj 20, 2014., 17:42 • Odpowiedz

    MP jakbyś czytała w moich myślach. Zgadzam sie w 100%. Piszę z własnego doświadczenia. Mój syn rocznik 2006. Jeśli pamiętacie to rocznik, któremu do lutego tłoczno do głowy że idzie do szkoły od września, po czym nagle odroczono obowiazek szkolny o rok, prosił, że chce isc do szkoły. Bijąc się z myślami do tej szkoły go wysłałam. I teraz wiem, że to była najlepsza decyzja. Pomiko, że jest od niektórych młodszy o 1.5 roku jest jednym z lepszych uczniów. Smiem twierdzic, że gdyby został w przedszkolu byłby to rok zmarnowany.

  • Szalonooka
    Maj 21, 2014., 09:22 • Odpowiedz

    Jak zwykle mądry tekst Matko. I powiem Ci że ja sama nie wiem co mam robić. Z jednej strony nie chce z dzieck akaleki robić, z drugiej widziałam że do przedszkola nie był ewidentnie gotowy emocjonalnie. Mam obawy czy na szkołę rok wcześniej będzie gotowy, kiedy do przedszkola nie chodzi. Nigdy nie miałam parcia na to co moje dziecko robi i kiedy. Na szczęscie. Widze ze ma swoje zdolnosci, jest indywidualny. Ale do nauki literek, cyferek, liczenia mu sie nie spieszy. Staram sie jak moge, ale zwyczajnie mlody nie chce. A ja wlasnie nie chcac go zrazic, nie naciskam. Zobaczymy co bedzie dalej. Mam jeszcze chwile czasu;)

  • Anonymous
    Paź 10, 2014., 16:12 • Odpowiedz

    Wysyłajcie,potem bedziecie płakac! ja odroczyłam i moje dziecko jest tym lepszym w grupie a nie ciagnacym na siłe szesciolatkiem!Powodzenia!

    • Matka Prezesa
      Paź 10, 2014., 16:59 • Odpowiedz

      Moje dziecko też jest tym lepszym w grupie, a robi właśnie zerówkę jako 5latek. Nie będę go na siłę zostawiać w przedszkolu, kiedy jego rówieśnicy pójdą do szkoły. Tym bardziej, że on sam chce do tej szkoły iść.

      Pozdrawiam.

  • Jak przygotować 6latka do szkoły?
    Sie 09, 2016., 19:45 • Odpowiedz

    […] próbuję załatwić (lewych, wykupionych) papierów, które umożliwiłyby powtarzanie zerówki. Bo nie. Jak ma  kiblować to sam sobie to załatwi nieuctwem, ja mu w tym nie […]

ZOSTAW KOMENTARZ

loading
×