– Wie pani, koleżanki miały dzieci, to i ja urodziłam.

Nie zawsze jest chciane. Nie zawsze planowane. Ale się pojawia.
Można go nie chcieć, ale decydując się na jego wychowanie trzeba brać pod uwagę poświęcenie.
I odpowiedzialność za drugiego człowieka.
To nie jest zabawka. Nie odłożymy jej na bok. Nie wyciągniemy niewygodnych baterii.
To dziecko. Człowiek myślący, nie dodatek do Twojej nowej torebki.

List matki, obserwatorki jednego z miejscowych placów zabaw w Centrum Handlowym wstrząsnął opinią publiczną.
Zaczęły rodzić się pytania.
Gdzie tu prawa człowieka?
Gdzie odpowiedzialność?
Gdzie rodzicielska miłość?

[KLIK

Mogą sobie pozwolić na wiele.
Nie jedna matka styrana życiem chciałaby się na moment z nimi zamienić.
Zakupy w Centrach Handlowych, zamiast te w sklepie warzywnym na rogu.
Ubrania z dwoma, trzema zerami, zamiast te z SH za 20 zł/kg.
Prywatne przedszkola/żłobki, zamiast publicznej placówki do której i tak nie wiadomo czy dziecko się kiedykolwiek dostanie.
Wreszcie niania, która jest zawsze pod ręką i która pomaga, kiedy matce opada wszystko co ma opaść.
To właśnie weekendowe mamy, które zabierają swoje dzieci do zoo, na basen lub wyjeżdżają w góry, nad morze, z nianią u boku.
Oczywiście wypasionym autem z klimatyzacją. I śpią w pięciogwiazdkowych hotelach.
Stracony czas rekompensują kolejnym drogim gadżetem i wyciszają swoje wyrzuty sumienia.
Po co temu dziecku matka? Przecież wystarczy mu nowy model i-Phona.

Wydawać by się mogło, że w XXI wieku, kiedy mamy świadomość rodzicielskiej bliskości taki scenariusz jest nie do przyjęcia. Zwłaszcza tam, gdzie dostęp do edukacji jest na wyciągnięcie ręki.

Niestety coraz częściej słyszy się o tym, że patologia w rodzinie to nie tylko stereotypowa bieda.
Patologia pojawia się również tam, gdzie rodzicielską bliskość ma zapewnić obca kobieta, lub nowy zestaw lego.

Kilka miesięcy temu była podobna afera. Niektórzy rodzice bardzo by chcieli całodobowe przedszkola. Po co przywozić dziecko do snu do domu i zaraz rano przywozić z powrotem? Nie lepiej żeby dziecko nocowało w przedszkolu?
Czy wtedy jest to placówka edukacyjna , czy już przechowalnia?
A może Sierociniec dla nowobogackich, którzy traktują dziecko jako dodatek, którym czasem będą mogli się pochwalić ubierając w kolorowe i modne fatałaszki i czasem pobawić się w rodziców?

Gdzie jest wtedy dom takiego dziecka? W przedszkolu?
Kto jest wtedy rodzicem, z kim jest więź? Z panią z przedszkola?
Albo z nianią, która po kilku latach odchodzi, bo dziecko zaczyna edukację przedszkolną.

I jak wygląda rozwój emocjonalny?
Dziecko wychowane jest przez obcą osobę. Nianię.  Jest przez cały dzień, matka i ojciec wracają jak jest pora kąpania. Albo jak dziecko już śpi.
Są  weekendy, albo ich nie ma, bo w weekend trzeba odbić. Np. w Centrum Handlowym.
Więc dziecko ciągle z kimś tylko nie z rodzicami.
O więzi z rodzicem nawet nie ma co pisać, bo niby skąd ma ona być?

Więc taki 3,5 latek leży potem na podłodze i wpatruje się tępo w sufit, bo nie ma w jego życiu żadnego bezpieczeństwa rodzinnego, żadnego domu do którego zawsze wróci. Czasem jest to przedszkole, czasem plac zabaw, a czasem po prostu jakaś niania.
Matka jest obcą kobietą, która czasami wpada i wypada, po czym muśnie mu policzek czerwoną szminką Chanel i w ręce zostawi banknot z szeptem:
– Poproś nianie. Niech Ci coś kupi.

Małe, biedne sierotki.
Nikt się nimi nie interesuje, bo niby kto? Opieka Społeczna, która ma zapukać do drzwi pięknego domu i poinformować, że dostała zgłoszenie o zaniedbaniu?
Matka wręczy papierek, że wszystko jest w porządku.
Dziecko jest cały dzień w przedszkolu, ale przecież nie ma nigdzie w regulaminie napisane ile godzin to dziecko w tym przedszkolu być może.
Place Zabaw przy Centrach Handlowych? No przecież dziecko to uwielbia!

Chce Pani warunki sprawdzić? Zapraszam, zapraszam do środka.
Tu pokoik dziecka? Czy wygląda na zaniedbanego?
Ma wszystko czego potrzebuje prawda?

 Jest jedna rzecz, której się kupić nie da.
Nie da się kupić czasu.
Nie da się też kupić miłości.
I tego nie zrekompensuje żaden nowy gadżet.
One się nudzą. Są zimne, pozbawione uczuć, emocji.
Dziecko potrzebuje kogoś kto obetrze małą łzę spływają po policzkach. Kogoś kto przytuli kiedy zajdzie taka potrzeba. Kogoś przy kim będzie się czuł bezpiecznie.
Dziecko potrzebuje rodziców.

I prawdopodobnie to samo dziecko w przyszłości będzie tak samo traktować swoich postarzałych rodziców.
Jak niewygodny dodatek, który można przechować w jakiejś placówce, raz na jakiś czas przesyłając jakiś gadżet.

 

KOMENTARZE (65)

  • Monika dz.
    Kwi 15, 2014., 19:50 • Odpowiedz

    smutne ale prawdziwe...

  • Anonymous
    Kwi 15, 2014., 19:53 • Odpowiedz

    no to pojechalas po bandzie ;X temat poważny ale Ty jak zwykle opisalas to jak uzelezniona od telenowel 14-latka

    • Matka Prezesa
      Kwi 15, 2014., 19:55 • Odpowiedz

      Poważnie? :)

    • Alicja Wegner
      Kwi 15, 2014., 19:57 • Odpowiedz

      A Ty anonimie jak zwykle skomentowałeś to jak skończony idiota.

    • Szalonooka
      Kwi 15, 2014., 20:03 • Odpowiedz

      Po emotikonie wnioskuje, że Anonim sam uzależniony od telenowel małolat, więc luz;)

    • Mama Blogująca
      Kwi 15, 2014., 20:03 • Odpowiedz

      A mnie się podoba Twój punkt widzenia 14-latki :D

    • bozena jedral
      Kwi 16, 2014., 05:59 • Odpowiedz

      cóż za dojrzałośc bije z komentarza

    • Mama Ka
      Kwi 16, 2014., 08:47 • Odpowiedz

      życie, życie jest (tele)nowelą... ;)

    • Roksana Borys
      Kwi 16, 2014., 11:37 • Odpowiedz

      a Twój komentarz anonimie na poziomie przedszkola ;) boli Ci widzę, że nie dorastasz do pięt Noemi :)

      Matko Prezesa- szacunek! :)

  • Szalonooka
    Kwi 15, 2014., 19:57 • Odpowiedz

    To są roboty nie rodzice, ludzie pozbawieni uczuć, empatii.
    Najprawdopodobniej nie wiedzą co oznacza miłość, poczucie bezpieczeństwa.
    Za monety nie kupisz nic wartościowego.Nigdy.

  • Anonymous
    Kwi 15, 2014., 20:00 • Odpowiedz

    Beznadziejny teksy

    • Matka Prezesa
      Kwi 15, 2014., 20:01 • Odpowiedz

      Przykro mi, że straciłaś/eś swoje cenne minuty na to by to czytać. ;)

    • Szalonooka
      Kwi 15, 2014., 20:04 • Odpowiedz

      Beznadziejny - bo?

    • _panna_anna
      Kwi 16, 2014., 08:06 • Odpowiedz

      Tam u góry po prawej str jest czerwony X - klikasz, zamykasz i masz problem na wieki z głowy.

  • Paulina Staniszewska
    Kwi 15, 2014., 20:01 • Odpowiedz

    Bardzo dobry tekst. Taka jest właśnie prawda, nie da się kupić czasu, ani miłości-nie ma takich pieniędzy...P.S anonim ma chyba coś nie równo pod sufitem ....Pozdrawiam!

  • Anonymous
    Kwi 15, 2014., 20:03 • Odpowiedz

    Aż strach pomyśleć ile jest takich dzieci niby mają wszystko a jednak nie mają najważniejszego miłości rodzica.Często rodziny które nazywamy patologią bo jest piecioro czy wiecej dzieci i bieda są bardziej szczesliwe maja siebie, maja miłosc-za pieniadze tego sie nie kupi.Wiec zastanowmy sie z ocenami bo moga krzywdzic

  • Podwójnie Szczęśliwa
    Kwi 15, 2014., 20:04 • Odpowiedz

    Ja myślę o powrocie do pracy bardzo intensywnie, że jestem w tej chwili "korpo-ludkiem" i nie mam pomysłu na siebie, na swój własny interes to pracę będę miała 8-16:30. Generalnie cały dzień poza domem. Myślę intensywnie o tym, co zrobię z Malinami. Rodzice i Teściowie mieszkają od nas ok 20km, niby blisko, ale tak na codzienne dojazdy troszkę daleko. Padła nawet propozycja, że żeby codziennie nie jeździć zostawiałabym Maliny u jednych lub drugich i odbierała po kilku dniach. Nigdy w życiu!
    Dzieci są moje i to ja ponoszę za nie odpowiedzialność, ja chcę przy nich być - nie tylko w weekendy.
    Całodobowe przedszkola to dla mnie sierocińce. Tyle w tym temacie.

    • Mama Blogująca
      Kwi 15, 2014., 20:10 • Odpowiedz

      I ja miałam wyrzuty gdy myślałam o powrocie do pracy, zostawiając małego z babcią, która z nami mieszka...

  • Anonymous
    Kwi 15, 2014., 20:04 • Odpowiedz

    Smutne, ale niestety prawdziwe.

  • Mama Blogująca
    Kwi 15, 2014., 20:06 • Odpowiedz

    Ja współczuję każdemu dziecku takiego "pseudo" rodzica.
    No ja sobie nie jestem wstanie wyobrazić czym kieruje się matka/ojciec wybierając zakupy/kino/wyjście gdzieś tam od czasu spędzonego ze swoim dzieckiem...
    Nawet chyba już nie chce próbować zrozumieć, bo zbyt emocjonalnie do tego podchodzę.

  • Angelika
    Kwi 15, 2014., 20:07 • Odpowiedz

    właśnie straciłam wiare w ludzi. Serio? Można tak? A no widać można.. uderzyło to we mnie jak tornado.
    Ja bym takiej "mamusi" również pieluszkę założyła i zostawiła na 7h :/ nóż w kieszeni!

  • kicia779
    Kwi 15, 2014., 20:07 • Odpowiedz

    moja córka właśnie siedzi za ścianą..ogląda książeczki a ja karmie synka i czytam i śmieje sie z siebie bo ja mam wyrzuty sumienia ze ona tam sama siedzi...że za daleko ode mnie jest ...choć wiem ze jakbym przyszla to powie:"mama idź ,Lilka siama...idź idź dzidziuś am am"...I czytam ten post i wiem że tak bywa...dzieci na pokaz , a po pokazie odkladane na póleczke..niby wiem a jednak wierzyć sie nie chce....

  • Anonymous
    Kwi 15, 2014., 20:10 • Odpowiedz

    Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji...po pierwsze nie stac mnie na to a po drugie kurde nie chciałabym, żeby o moim dziecku mówiono, że jest dodatkiem...powtarzam młodej 1345678990 razy dziennie, że ją kocham całuję i przytulam (chyba za często) i nie wyobrażam sobie, żeby ją oddać na cały dzień (chociaż czasem mam taką chęć) i tracić to co najpiękniejsze...

  • centrumwszechswiata.pl
    Kwi 15, 2014., 20:15 • Odpowiedz

    Szok, szok i jeszcze raz szok!! Dla mnie zaniedbywanie dziecka to nie tylko zaniedbanie w wyglądzie, ubraniach, itd., ale również zaniedbanie emocjonalne. Bo inaczej o tych ,,pseudo rodzicach" nie można napisać! Jak widać coraz więcej jest ,,rodziców" z podejściem spychologicznym do posiadania dzieci. Powinno być to oczywiście surowo karane, no ale wiadomo - u nas nikt się za to nie weźmie :-(

  • Daga
    Kwi 15, 2014., 20:26 • Odpowiedz

    Była jakiś czas temu książka "Niania w Nowym Jorku". O super-hiper-mega bogatej paniusi, jej mężu - wiecznie nieobecnym i właśnie o czterolatku totalnie pogubionym w rzeczywistości. Książka oparta na prawdziwych doświadczeniach autorek, oczywiście pozbieranych i pozlepianych w jedną całość. Przerażającą całość, bo jak widać, to już dotarło do nas... Idę sobie popatrzeć na córcię. Szczęście mam, że żyjąc tylko z pensji męża zabraknie na waciki, ale ja mogę być z nią jak długo chcę. :)

  • Mama Kubusia
    Kwi 15, 2014., 20:35 • Odpowiedz

    Zgadzam się całkowicie. Należy jednak pamiętać, że nic nie wynagrodzi dziecku obecności rodzica. Żadne pieniądze, żadne wczasy, żadna zabawka. Początkowo może to i fajna sprawa dla takiego malucha, kiedy co chwila dostaje nowe zabawki, ale z czasem zaczyna mu wyraźnie brakować rodziców. Wtedy pojawia się problem, którego tacy rodzice najczęściej nie zauważają. Bo po co?
    I tak jak napisał o zaniedbaniu emocjonalnym. Uważam, że takie zaniedbanie emocjonalne ma dużo gorsze konsekwencje, niżeli zaniedbanie w wyglądzie, ubiorze, czy czymś bardziej przyziemnym. Ubrania można wyprać i wyprasować, buzię i ręce można umyć. Odbudować nieistniejącą więź z dzieckiem jest o wiele trudniej, czasem jest to niemożliwe...

    Twój post jakimś dziwnym trafem podpisuje mi się pod ojca mojego Kuby, chociaż sama nie wiem dlaczego. Może dlatego, że prawdopodobnie za jakiś czas, tak samo jak ci rodzice- zrozumie swój błąd, ale wtedy będzie już za późno. Właściwie już jest.

  • Anonymous
    Kwi 15, 2014., 20:36 • Odpowiedz

    Do pierwszej części odnieść się nie mogę, bo nie mogę przeczytać artykułu na Wysokich Obcasach.

    Chciałabym jednak poruszyć temat całodobowych przedszkoli. Osobiście uważam, że takie instytucje są bardzo potrzebne. Mam w swoim otoczeniu sporo rodziców, którzy pracują na zmiany. No i niestety czasem tak im się godziny zazębią, że nie mają z kim zostawić dziecka. Chcąc nie chcąc zmuszeni są zatrudnić nianię. Na przedszkole już ich nie stać, więc dziecko jest w domu. Ok dzieci w przedszkolach nie powinny przebywać całodobowo, jednak w obecnym systemie przedszkola są dla rodziców niepracujących, bądź takich, którzy pracują między 7 a 16 (bo dziecko trzeba jeszcze przyprowadzić i odebrać), a przecież ludzie pracują też w innych godzinach.

    • Matka Prezesa
      Kwi 15, 2014., 20:47 • Odpowiedz

      Dziecko ma prawo mieć DOM. Dom w weekendy to nie dom. Domem będzie PRZEDSZKOLE.
      Dziecko ma prawo spać w swoim łóżku, nie w przedszkolu na leżaku.
      Dziecko ma prawo czuć stabilność i bezpieczeństwo.
      Koniec. Kropka.

    • Anonymous
      Kwi 15, 2014., 20:53 • Odpowiedz

      Naprawdę sądzisz, że dziecko nie będzie czuło stabilności wracając do domu o innej porze? Domem dla dziecka nie będzie przedszkole, jeśli rodzic odpowiednio zorganizuje przedpołudnie. Twoje dziecię spędza w przedszkolu czas od 8 do 15 (strzelam). Popołudnie spędza z Tobą. Inne będzie spędzać przedpołudnia z rodzicem, a między np. 13 a 22 będzie w przedszkolu.
      Przecież nie napisałam nigdzie, że dziecko ma spędzać w przedszkolu całe doby (zresztą wyraźnie zaznaczyłam, że tak nie powinno być). Jednak uważam, że powinno być bardziej elastyczne w swojej ofercie.

    • Matka Prezesa
      Kwi 15, 2014., 20:58 • Odpowiedz

      Całodobowe - czyli z nocką. Rodzic zostawia dziecko w poniedziałek odbiera w piątek. ;)

    • Anonymous
      Kwi 15, 2014., 21:00 • Odpowiedz

      Jestem tego samego zdania co matka prezesa, dziecko wrecz powinno spac w swoim lozku w swoim domu i nie ma to tamto.

    • Anonymous
      Kwi 15, 2014., 21:04 • Odpowiedz

      Uważam że dziecko powiedzmy o 22 juz dawno powinno spac w swoim lózku

    • Anonymous
      Kwi 15, 2014., 21:05 • Odpowiedz

      Całodobowe to czynne całą dobę - a w jakich godzinach skorzystasz Twoja sprawa. Znam przedszkole czynne od 5:45 do 17:00, ale nikt nie każe dzieciakom siedzieć od otwarcia do zamknięcia.
      Ty piszesz już o pobycie kilkudobowym, a to zasadnicza różnica.
      By ukrócić robienie z przedszkoli przechowali wystarczyłby zapis we wszystkich regulaminach, że dziecko w placówce nie może być dłużej niż .... godzin.
      Wiem, że są rodzice, którzy chętnie oddaliby dziecko na cały tydzień albo i na dłużej, ale są też tacy, którzy nie mają co zrobić z nimi idąc do pracy w godzinach, gdy przedszkola są już nieczynne.

    • Matka Prezesa
      Kwi 15, 2014., 21:11 • Odpowiedz

      Jestem zwolenniczką stabilności. Moje dziecko o godzinie x je kolację, a o godzinie y jest w łóżku.
      Kiedy pracowałam godzina x i y nie ulegała zmianie.
      A godzina 22 to czas, kiedy przeciętny przedszkola powinien już smacznie spać.

    • Anonymous
      Kwi 15, 2014., 21:16 • Odpowiedz

      Super, że miałaś taką pracę - naprawdę.
      Zresztą każdemu rodzicowi takiej życzę.
      Jednak nie każdy ma tak komfortowe warunki pracy, niestety.

    • Matka Prezesa
      Kwi 15, 2014., 21:26 • Odpowiedz

      Pracowałam na dwie zmiany. Tak jak Artur.
      6-14 14-22.
      Ale byłam świadoma, że musze szukać pracy dwuzmianowej i taką znalazłam.

    • Matka Prezesa
      Kwi 15, 2014., 21:26 • Odpowiedz

      Oczywiście pracowałam na przeciwną zmianę.

    • Katarzyna Markowska
      Kwi 16, 2014., 07:35 • Odpowiedz

      Ja również jestem przeciwnikiem noclegowni- przedszkoli całodobowych jednak mam małą uwagę....
      Co ma zrobić samotna matka, w małej miejscowości, gdzie takie przedszkole istnieje a ona pracuje w późniejszych godzinach niż pracuje przedszkole???? gdy nie ma pomocy z zewnątrz a nie odważyła się usunąć ciąży tylko zdecydowała się wychować dziecko ażeby je wychować musi pracować bo za 280 zł zasiłku to nic nie zrobi a do racy ma np. 60-80 km???? co ma zrobić oddać dziecko do domu dziecka???? A może jest bardzo młodą osobą i chce skończyć studia dzienne bo na zaoczne ją nie stać ale uczelnie również ma bardzo daleko i co wtedy??? Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.... Może bogaci zapracowani ludzie nadużywają możliwości pozostawiania dzieci po kontach u nianiek, w przedszkolach klubach zabaw itp. Ale są ludzie, którym to ratuje życie i pozwala żyć dzieciom a przynajmniej za co:)

    • Katarzyna Markowska
      Kwi 16, 2014., 07:44 • Odpowiedz

      Zgadzam się ale uważam że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia niestety....
      Pomijając nowobogackich karierowiczów są ludzie, kobiety często samotne dla których taka całodobowa placówka jest jedynym ratunkiem.... Dlaczego??? ponieważ na przykład z zasiłku w kwocie 280 zł m-cnie nie da się wyżyć i musi iść do pracy, którą przykładowo ma 60-80 km od miejsca zamieszkania... i zero pomocy od rodziny czy ojca dziecka... Co ma zrobić skoro zdecydowała się wychować dziecko iść pod most i jesc tynk??? A młode kobietki, które chcą mimo malutkiego dziecka dokończyć studia jednak uczelnie mają bardzo daleko a zajęcia od świtu do nocy- to mój przykład na uczelni byłam od 7 rano do 21 - medyczna ale miałam babcię, która zostawała mi z Hanką... całodobowe przedszkole nie jednokrotnie dają możliwość wyjścia na swoje, zdobycia pracy i przeżycia co równoznaczne jest z zapewnieniem dziecku podstawowych potrzeb. Uważam że nie jest to równoznaczne z brakiem miłości. Uwielbiam czytać twoje posty jednak ten dotknął n=mnie bardzo mimo że z takich miejsc nie korzystałam ale znam dobrze osoby, które bez tego nie mogły by funkcjonować jako rodzina.... Niestety punkt widzenia zależy od punktu siedzenia

  • Dorota Żukowska
    Kwi 15, 2014., 20:45 • Odpowiedz

    Powiem Ci Matko Prezesa , że dziś po przeczytaniu tego listu w Wysokich Obcasach ręce mi opadły i nie było to spowodowane tym o czym przeczytałam , bo też bywam w centrach handlowych i na salach zabaw , różnych zdarzeń byłam świadkiem. Nie mogę pojąć argumentów osób , które podejmują się usprawiedliwiania tego typu rodzicielskich działań. Obrońcy piszą, że to są ludzie , którzy zostali omamieni mitem różowego rodzicielstwa oraz owczym pędem do płodzenia dzieci. No ludzie kochani !!! Mit macierzyństwa w różowych barwach, już dawno upadł, chociaż to może tylko moje zdanie, bo jestem matką od ponad 4 lat, obecnie mam 2 dzieci. W pierwszą ciążę zaszłam niespodziewanie, po szoku przyszła radość ale też duża obawa , jak sobie poradzę, ja, której do tej pory robiła wszystko dla siebie i z myślą o sobie, a tu nagle pojawi się ktoś, kto wywróci moje życie do góry nogami. Pierwszemu zderzeniu z rzeczywistością nie sprostałam , miałam mega deprechę, myśli samobójcze, a dziecko jawiło mi się jako potwór, którego wolałabym nie dotykać , a najlepiej w ogóle nie oglądać- niech wraca skąd przyszło. Może były to tylko hormony, bo po 6 tygodniach połogu powoli zaczęło się wszystko zmieniać, a ja zaczęłam wczuwać się w nową rolę i oswajać potwora. Dziś coraz więcej matek pisze na swoich blogach otwarcie , jak ciężkie i pełne poświęceń jest rodzicielstwo, coraz więcej dyskutuje się o tym publicznie w mediach, nie ma już mitu szczęśliwego macierzyństwa. Co do owczego pędu, to mam w gronie znajomych wiele par, które dzieci nie mają i w pełni świadomie mówią, że nigdy się na nie nie zdecydują, z różnych powodów. Nie jeden nazwałby ich egoistami, a ja, nawet jeśli jest to tylko egoizm i brak zgody na poświęcenie jakim jest wychowanie (nie hodowanie) dziecka mam do nich duży szacunek , że nie zabrakło im siły i cierpliwości, żeby tłumaczyć wszystkim wokół, że nie chcą dzieci i dlaczego.
    Do niedawna obok nas mieszkała para z dzieckiem. , 5 letni chłopiec, całkiem bystry i trochę zaniedbany emocjonalnie. Rodzice imprezowicze jakich mało, w każdy weekend wywozili małego do dziadków i sami zachowywali się jak dzieci. Żeby nie było, nie mam nic przeciwko imprezowaniu , nawet kiedy ma się dzieci , ale każdy weekend to chyba lekka przesada. Kiedyś inna sąsiadka wyżaliła się mi , że owi rodzice podrzucili jej małego późnym wieczorem , twierdząc, że muszą pojechać pilnie coś załatwić, jej mąż wracając ze sklepu zainteresował się hałasem pod blokiem , przeszedł się pod ich oknami i stwierdził, że oni tam mają imprezę na całego, mało tego były tam inne malutkie dzieci, zapewne przyprowadzili je odpowiedzialni, opiekuńczy rodzice. Muzyka dudniła, że ściany się trzęsły, alkohol lał się strumieniami... synek tych imprezowiczów siedział u sąsiadki do godz 23, ona w tym czasie położyła swoje dzieci spać, dała małemu kolację. To nie była typowa patologiczna rodzina, mieli wypasione auto, super wykończone mieszkanie, markowe ciuchy , a ten ich mały ciągle chodził smutny, nie potrafił nawiązać kontaktu z rówieśnikami. Dlatego szanuję osoby, które wiedząc, że nie stać ich na dziecko nie decydują się na nie.

    • Matka Prezesa
      Kwi 15, 2014., 21:37 • Odpowiedz

      Kwestia ,,stać" ,,nie stać" w tym kontekście powinna mienić się w innej strefie niż materialnej.
      Sama zaszłam jako młoda dupa w ciąże i wiele musiałam poświęcić, ale ... nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.
      Spokorniałam, nauczyłam się być za kogoś odpowiedzialna (do tej pory nawet chomik nie był bezpieczny w moim pokoju).
      No i cieszę się jak głupia z tego, że mam takie małe (no już nie takie małe!) kochane dziecko w domu, dla którego jestem najważniejsza. ;)

      I o ile średnio jeden weekend w miesiącu mam wolny - a czasem nawet dwa - to nie czuję wyrzutów sumienia, bo impreza ludzka rzecz nawet jak się rodzicem jest. Tylko nie kosztem dziecka. Bo dziecko jest najważniejsze.

  • Dominika Frankowska
    Kwi 15, 2014., 20:59 • Odpowiedz

    Jak czytałam gazetę w. dreszcze przechodziły mi po całym ciele.. jak czytałam Twój post , miałam ich dwa razy więcej.. Super tekst, godny podziwu i polecenia!!!!
    Super, Super..takie smutne, ale niestety prawdziwe :(
    Pozdrawiam
    www.kacikkuby.blogspot.com

  • Ania Środecka
    Kwi 15, 2014., 21:25 • Odpowiedz

    Dobry i mocny tekst. Tu słyszymy o bogatych, nieszczęśliwych dzieciach, od razu pomyślałam o Dzieciach szczęśliwych, ale w biednych rodzinach, które są zabierane Rodzicom, bo bieda....O tym też warto byłoby napisać.

    • Matka Prezesa
      Kwi 15, 2014., 21:39 • Odpowiedz

      Nie ma czegoś takiego, że dzieci zabierane są tylko ze względu na biedę. Na to powiela się masa innych czynników a bieda jest jednym z nich.
      Dorota Zawadzka świetnie to opisała w NaTemat.pl - ,,Zabrani za biedę?".

    • Ania Środecka
      Kwi 15, 2014., 21:46 • Odpowiedz

      Fakt, są jeszcze jakieś czynniki, ale czasami instytucjom, które mogłyby pomóc, nawet przy tych dodatkowych czynnikach (okolicznościach) po prostu łatwiej jest zabrać Dziecko i nawet jeśli po czasie Dziecko wraca , bo niesłusznie zostało odebrane, to czasami urzędnik jedyne co powie to to " że procedury zostały zachowane "

  • nianioborntobewild
    Kwi 15, 2014., 21:32 • Odpowiedz

    piekny i niestety prawdziwy tekst

  • Monika Dawidowicz
    Kwi 15, 2014., 21:40 • Odpowiedz

    Jeśli chodzi o przypadek przytoczony w artykule, który zalinkowałaś, to faktycznie hardkor. Ale ja bym jednak nie oburzała się na rodziców, którzy cały dzień pracują i oddają dziecko pod czyjąś opiekę, bo.. kurde no, tak wygląda życie, czasami trzeba zapieprzać na więcej niż jeden etat żeby zapewnić rodzinie jako takie warunki i nie mówię tu o nadprogramowych luksusach typu auto z klimą, 5-gwiazdkowe hotele czy iPod dla niemowlaka, ale o normalnym standardzie życia - takim, żeby po zapłaceniu za mieszkanie, za rachunki, kupieniu 4 paczek pampersów i zapasów jedzenia w Biedronce na 5 dni zostało coś jeszcze np. na wypadek gdyby ktoś się rozchorował i trzeba by kupić leki. W większości dużych miast praktycznie każda mama pracująca na etat widzi dziecko dopiero w porze kąpieli, bo oprócz godzin spędzonych w pracy trzeba też poświęcić czas na dojazdy (często nawet po 2h w jedną stronę). Więc siłą rzeczy gdzieś i z kimś to dziecko musi spędzać czas. Nie oszukujmy się, nie każdy otworzy swój biznes żeby pracować z dzieckiem pod pachą, co z resztą też nie jest jakimś super jakościowym sposobem spędzania wspólnie czasu.

    • Matka Prezesa
      Kwi 15, 2014., 21:46 • Odpowiedz

      Nie oburzam się na rodziców którzy cały dzień pracują i ... tak dalej i tak dalej.
      Przytoczyłam skrajne przypadki i do nich się odnoszę. ;)

    • Monika Dawidowicz
      Kwi 16, 2014., 06:02 • Odpowiedz

      Bardziej kierowałam ten komentarz do innych komentujących :)

  • Anonymous
    Kwi 16, 2014., 05:10 • Odpowiedz

    Moi rodzice też pracowali na zmiany, musieli jeszce dojechać autobusem. Tak ustawiali pracę że zawsze któreś z nich że mną było. W najgorszym wypadku zabierali mnie że sobą i babcia mnie odbierała. Jak się chce można dbać o dzieci/dziecko. Mama chciała ulżyć wszystkim, zatrudniła nianię ma czas ich dojazdu, zakupów itp, tylko szybko z niej zrezygnowała. Niania sadzala mnie na parapecie 3 piętra i mówiła zaczekaj chwilę bo muszę coś zrobić. Nigdy się nie dowiedziałam co robiła ale do dziś nie lubię okien... Pozdrawiam i wszystkim życzę czasu i miłości:) Magdalena

    • Ola P
      Kwi 16, 2014., 13:44 • Odpowiedz

      Kiedyś był inne czasy;/ pracodowacy byli bardziej wyrozumiali;/ Ja tez pamietam jak w razie potrzeby mama bez problemu zwalniała się z pracy, taka zamieniał się godzinami. Dziś tak nie jest. Dziś jak nie jesteś dyspozycyjny to nie pracujesz. Przykład: Ja nie pracuję, wychowuję dzieci, mąż pracuję. Syn wylądował w szpitalu. W ciężkim stanie. Mąż chciał się zamienić/zwolnić w pracy choć na chwile aby dowieźć rzeczy bo nie było jak i co! Nie dało rady. Albo zostajesz i pracujesz albo koniec! No i mąż został bo żyć trzeba. Uczucia się nie liczą w dzisiejszych czasach. Nie łatwo tak ustalić, tak zamienić aby dziecko zawsze było albo z mamą albo z tatą. To nie te czasy. A szkoda . . .

  • bozena jedral
    Kwi 16, 2014., 06:20 • Odpowiedz

    Czytałam podlinkowany przez ciebie tekst kilka dni temu, wczoraj wnioski z niego w archiwum chaosu.
    Kim stają się dorośli już ludzie, którzy,jako dzieci byli tak podrzucani wszędzie byle dalej od rodziców?
    Samotnikami z wianuszkiem psełdoprzyjaciół w tle, egoistami bez głębszych uczuć, dorosłymi z ubogim życiem emocjonalnym.
    Dlaczego pozwalam sobie na taką ocenę?
    Dawniej nie było przechowalni-placów zabaw w centrach handlowych, były za to tygodniowe przedszkola, tak, nie jest to wymysł naszych czasów, nasi rodzice, dziadkowie z nich korzystali.
    Moja byłą teściowa opowiadała, jak wysyłała moje ex do takiego przedszkola, odbierała w piątek po południu, odstawiała z powrotem w poniedziałek rano. Jako dorosły człowiek nie potrafił ułożyć sobie życia.

  • Anonymous
    Kwi 16, 2014., 06:32 • Odpowiedz

    wczoraj przeczytałam właśnie ten list w WO....dziś trafiłam na Twój....
    przerażające to jest, naprawdę :-(
    sama mam 3 dzieci w bardzo różnym wieku (różnica między najstarszym a najmłodszym to 17 lat) i nie do pomyślenia dla mnie jest aby zostawić dziecko na takim placu na 7-8 godzin.....pomijam fakt że raczej w ogóle nie zostawiałam bo nie chciały ;-)
    pozdrawiam
    ivonesca

  • Matka Polki
    Kwi 16, 2014., 06:43 • Odpowiedz

    Takiego uciekania od dziecka nie rozumiem, w życiu nie zostawiłabym dziecka na kilka godzin w sali zabaw.
    Ale czasem się nie da inaczej niż wychodzić z domu o 7 a wracać koło 17. Niestety dojeżdżam do pracy, więc praktycznie cały dzień mnie nie ma. A czasem i w weekend, bo jeszcze zaocznie się uczę. I Twój tekst trochę wywołał we mnie wyrzuty sumienia.
    Jak jestem w domu, to staram się być z córką, bawić się, rozmawiać, ale są też chwilę, gdy najchętniej po powrocie z pracy nie robiłabym nic. Polka na szczęście nie jest z obcymi ludźmi, gdy ja pracuję. Jest z dziadkami, a najczęściej ze swoim tatą, bo mąż pracuje na 3 zmiany. Więc spędza z nią często całe dni. I mają świetny kontakt, a to rzadko się zdarza.

    No właśnie, w tym wszystkim brakuje gdzieś tatusiów. Często odpowiedzialność za wychowanie dziecka, głównie tez to emocjonalne zrzuca się na matkę. A tatusiowie? Ich nikt nie goni i nie narzeka jak nie ma cały dzień.

    • Matka Prezesa
      Kwi 16, 2014., 06:53 • Odpowiedz

      Opisałam skrajne przypadki. Nie przypadki normalnych, pracujących rodziców.
      Więc nie miej wyrzutów sumienia, bo mój tekst pokazuje patologiczne zachowania.

      Co do tatusiów to prawda.

  • Ja i moje urwisy
    Kwi 16, 2014., 07:31 • Odpowiedz

    Czasami ludzie nie umieją zrozumieć czego dzieci potrzebują widzieli to we własnych rodzinach i powielaja ten schemat. Ja odłożyłam karierę i skorzystałam z urlopu wychowawczego, ale niedługo podobny schemat będzie u nas tylko, że czas poza pracą poświęce dzieciom...

  • Ania Kuberska
    Kwi 16, 2014., 07:48 • Odpowiedz

    Żadna to nowość, niestety tak było zawsze, tylko przybierało inne formy, można powiedzieć że na miarę czasów. Kiedyś były to stancje u ciotek, szkoły z internetem, nianie, czy w końcu oddanie dzieci na wychowanie babek lub innych osób z rodziny. Tak się dzieje, kiedy dziecko jest tylko dopełnieniem obrazka, zamiast członkiem rodziny.

  • Anonymous
    Kwi 16, 2014., 07:57 • Odpowiedz

    A ja bardzo współczuję paniom, które tam pracują, jeszcze pewnie za śmieszne pieniądze. Ja bym nie dała rady, nie zasnęłabym potem w nocy....

  • Izabela
    Kwi 16, 2014., 08:14 • Odpowiedz

    Bardzo mądra refleksja, sama nie mam dziecka, ale widzę już wśród znajomych oznaki "rodzę, bo trzeba" - bo trzeba mieć dziecko, nie wiedzą po co, ale trzeba, bo wszyscy mają, więc rodzą. To taki obowiązkowy element poukładanego życia, samochód, mieszkanie, dziecko - odfajkowane.

  • miniman life
    Kwi 16, 2014., 09:07 • Odpowiedz

    Matka Prezesa dobry tekst. Niestety takie są realia. Ja właśnie chyba, dlatego nie mam jeszcze pracy. Nie chce, aby Piotruś był wychowywany przez obcych, nie chce, aby cały dzień siedział w przedszkolu, a potem ktoś obcy po niego przychodził. Potrafię zrozumieć osoby, które niestety muszą tak pracować i ciężko pracują by mieć na życie... ale osoby, które oddają co chwile w obce ręce...jakaś masakra. przypomniała mi się książka Adaś i Miś -bardzo pasuje do twojego postu

  • Projekt Londyn 2014
    Kwi 16, 2014., 13:35 • Odpowiedz

    Niania w Nowym Jorku się przypomina...Ech, takie bogate biedactwa. Ale wiesz, kiedyś były takie żłobki, że dziecko się oddawało w poniedziałek, a odbierało w piątek. W początkach (???) PRLu chyba. Teściowa mi o nich opowiadała...
    Ale, że teraz też? Ręce opadają, nie?

  • Ola P
    Kwi 16, 2014., 13:39 • Odpowiedz

    Artykuł mną wstrząsnął;/ nie jestem sobie wyobrazić takiej sytuacji! Nigdy w życiu nie zostawiłam Alicji na Placu zabaw w galerii!!! Nawet jeżeli miałaby tam opiekę. To ja jestem jej opiekunem i to ja za nią odpowiadam. Jeżeli już decyduję się na zakupy z dzieckiem to poprostu go biorę ze sobą czy się nudzi czy nie albo nie jadę na te zakupy z nim tylko idę do pobliskiego sklepiku!

    Co do przedszkoli całodobowych. . . hmmm nie wiem nie pracuję, zajmuję się dziećmi, domem. Alicja chodzi do przedszkola ale od 9-15 tylko dlatego aby miała kontakt z dziećmi, aby się prawidłowo rozwijała, nabywała nowych umiejętności. Nie dlatego że jestem zmuszona bo nie mam co z nią zrobić, bo pracuje. Ale niestety moja koleżanka jest do tego zmuszona! I jest mega szczęśliwa że znalazła przedszkole całodobowe. A to dlatego że jej mąż pracuję po za miastem, często nie ma go w domu. Ona aby zarobić na kredyt i życie poszła do pracy. Mieszkają w Belgii, nie mają nikogo bliskiego. Są tylko we 3. Znalazła pracę na zmiany. Raz pracuję od rana do wieczora a raz od wieczora do rana. I niestety takie przedszkole to dla niej wybawienie. Przed pracą ok 20 prowadzi synka do przedszkola i odbiera go ok 6 ewentualnie mąż odbiera go wcześniej, nawet w nocy jak wróci. Za to następny dzień kiedy ma wolne spędza z synem i go nie prowadzi. Wiem to beznadziejna sytuacja, skomplikowana dla dziecka ale niestety dla kochających rodziców ktorzy chcą żyć również. Dlatego z tej perspektywy wiem że takie przedszkola są również potrzebne. Nazywają się całodobowe ale to nieznaczy że dziecko siedzi od poniedziałku do piątku w nim.

    Pozdrawiam:)

  • ENCEPENCE
    Kwi 16, 2014., 19:55 • Odpowiedz

    Mam łzy w oczach.
    Znam sporo takich dzieci, zawsze mi ich szkoda :-(

  • Anonymous
    Kwi 17, 2014., 08:05 • Odpowiedz

    szkoda, że nikt nie dopisze jak wyglądają nasze realia- przykład: okres przedświąteczny, sklepy będą dłużej otwarte o tą godzinę czy dwie- równoznaczne z tym, że jakieś dziecko zostanie dłużej w przedszkolu. Przecież szefowi nie można ot tak odmówić, chyba że na pracy nam nie zależy.
    A dziś takie czasy, że trzeba pracować we dwoje żeby móc godnie żyć. U mnie jest tak, że mąż czasem cały dzień nie widzi córki bo pracuje po 14h, wszystko na mojej głowie, a ja też pracuję na cały etat w sklepie. Muszę zaliczyć przedszkole, ogarnąć dom, wszystkie obowiązki domowe itd. No i jeszcze poświęcić czas córce- teraz akurat mała jest chora- zasnęła dopiero o 4 rano. a ja na 15 do pracy. Dobrze, że mogę liczyć dziś na pomoc siostry i przypilnuje mi małej. Ale musimy pracować we dwoje, bo spłacamy kredyt za mieszkanie. A żeby wynagrodzić córce to, że często nie mamy dla niej czasu (bo pracujemy) niedziele zawsze są nasze- zawsze- robimy wszystko pod kątem naszej córki, żeby wiedziała że ją kochamy. Ostatnio śmiałam się do męża, że jestem zadowolona, że pracuje w budowlance to przynajmniej nie spotyka innych kobiet i nie ma jak poznać nikogo bo ja np. mam świadomość, że nasze małżeństwo cierpi teraz, bo mijamy się, wracamy zmęczeni, córka domaga się uwagi. Ale co mamy zrobić? Życie. Trzymajcie kciuki, żeby nasze małżeństwo to przetrwało.

    • Matka Prezesa
      Kwi 17, 2014., 08:17 • Odpowiedz

      Nikt tego nie porusza, bo to nie jest temat o tym. Więc proszę czytać ze zrozumieniem.

ZOSTAW KOMENTARZ

loading
×