Integracja Sensoryczna – krok, w krok za Prezesem.

Jak wiecie (lub i nie?) zaburzenia integracji sensorycznej (zwanej w skrócie SI) zawisły nad nami na początku tego roku.
Wtedy, przerażona perspektywą posiadania dziecka z zaburzeniami SI brnęłam dalej w moim (jakże trudnym niestety) macierzyństwie, kiedy los nieubłaganie dostarcza nam kolejnych atrakcji.
O SI czytałam już wcześniej zanim w ogóle pojechaliśmy na spotkanie z terapeutą, ale nigdy nie podejrzewam by moje dziecko jakiekolwiek zaburzenia miało. Zaburzenia rozpisane na 3 stronach razem z zaleceniami dalszej terapii przyszły pocztą. Ale wtedy Prezes miał 4latka i zaburzenia powoli zaczęły znikać. Aż w końcu stały się normalną częścią naszego życia, a wspomaganie go w domu, ćwiczenia w domu pozwoliły nam zrezygnować z terapii, która (co tu dużo pisać) nadszarpnęłaby nasz budżet domowy (wyniosłoby to nas ok. 1200 zł + dojazdy).

Jak wyglądały zaburzenia u nas?
Na początku uznawałam to za pewnego rodzaju dziwactwo Prezesa. Uznałam to za indywidualizm. I nigdy nie brałam tego jako zaburzenie rozwoju. Teraz jednak, z perspektywy czasu i wiedzy jaką posiadam, już wtedy powinna nam się zaświecić czerwona lampka. I ta czerwona lampka powinna nas zaprowadzić wprost do terapeuty. Powinnyśmy to zrobić dwa lata wcześniej. Ale nie zrobiliśmy.
Cóż …
Poradnia Rozwoju na Polnej skwapliwie nas zniechęciła po pierwszym roku, kiedy trafiliśmy do tamtejszej psycholożki, która dyplom dostała chyba z gotowania co najwyżej. Bo jeżeli tak mają wyglądać polscy psycholodzy w tego typu placówkach, to ja chcę omijać takie miejsca szerokim łukiem.
Kiedy zaproponowano nam jeszcze jedną, iście kontrolną wizytę po 2r.ż obydwoje odmówiliśmy twierdząc, że jeżeli wszystko jest okej, to my dziękujemy za dalszą współpracę i jak nas coś będzie niepokoić to na pewno zgłosimy się do specjalistów. Sami.

Przyszedł jednak czas, kiedy trzeba było zrobić krok do przodu.
Zgodnie z tatą Prezesa zdecydowaliśmy się na zapisanie do poradni pedagogiczno-psychologicznej by tam szukać pomocy.
Prezes nie akceptował równieśników.
Nie tyle rówieśników, co hałasu, które dzieci robiły.
Na zajęciach w Ośrodku Kultury zatykał uszy, że dzieci robią hałas, a w domu płakał, że on nigdzie nie idzie, na żadne zajęcia, nie do dzieci!

W efekcie nie chodziliśmy na place zabaw,  chyba, że w godzinach w których nikogo nie było – tylko my.
Nazwałabym Prezesa egocentrykiem i chyba to jedno słowo jest w stanie opisać w całości zachowanie Prezesa.

Wszyscy zwracali uwagę na jedno.
– Czego Ty chcesz?! To jedynak! Cały czas przebywa z dorosłymi. Dzieci są mu nieznane!

Zaparcie jednak szukaliśmy pomocy.
I znaleźliśmy.

W Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej dostałam namiary na bardzo fajną terapeutkę SI. Termin był dwa razy przekładany – raz przekładaliśmy my, raz terapeutka aż w końcu na SI wylądowaliśmy 1 czerwca – w dzień dziecka.
Jeżeli ktoś chce namiary na terapeutkę z Gostynia (wielkopolska) chętnie podam. 🙂 Nadal mam zachowaną (w razie czego!) śliczną wizytówkę.

Zostaliśmy nakierowani, co najważniejsze została  trafnie postawiona diagnoza, a wraz z nią mieliśmy możliwość by jakkolwiek naszemu dziecku pomóc. Spojrzeć na niego z trochę innej perspektywy i w pełni zaakceptować jego zachowanie jako coś, co wymaga od nas pracy.

Terapeutka wraz z przesłaniem nam diagnozy rozpisała nam również Masaż Wilbarger.
Oczywiście zapałaliśmy się również na półroczną terapię – raz w tygodniu po 45 minut.
Ale po dłuższym zastanowieniu i skonsultowaniu tego z psychologiem – doszliśmy do wniosku, że poczekamy do debiutu Prezesa w przedszkolu.

Debiut Prezesa w przedszkolu nie był taki jak chcieliśmy. Było dużo stresu, który potęgował się za każdym razem kiedy Prezes przekraczał bramę przedszkola. Wtedy po raz pierwszy stwierdziłam, że prawdopodobnie nie obejdzie się bez SI. Lecz Prezes jakoś unormował się, a wraz z tą normą uniknęliśmy terapii w Gostyniu.

Jak to było u nas? Dlaczego akurat zaburzenia SI, skoro Prezes ma świetnie zachowaną równowagę i intelektualnie rozwija się ponad swój wiek (co stwierdziła zarówno psycholożka jak i terapeutka SI)?

Prezes nie lubił piasku. Jako kilkunastomiesięczne dziecko nie dotykał piasku palcami. O chodzeniu po piasku nie było mowy. Dlatego na plaży chodził w … skarpetkach. Jeżeli kogoś dziwił ten widok (a dziwił!) nie wiedział o tym, że nie mieliśmy innego wyjścia. Ściągnięcie skarpetek oznaczało, że Prezes zaczynał płakać i o plażowaniu mogliśmy zapomnieć.

Wszystko co robił w piasku ograniczało się do łopatki. Nie dotykał piasku palcami. Nie odkopywał zakopanych autek. A ponieważ jeszcze wtedy nie mówił pokazywał tylko palcem i płakał. W ten sposób bardzo rzadko byliśmy w piaskownicy, na plaży zresztą też. Nie dlatego, że chcieliśmy ograniczać Prezesa, ale dlatego, że nie widzieliśmy innego wyjścia jak ograniczy tego typu atrakcje do minimum.

Prezes nie malował też farbami. Nie brudził sobie rąk. Jeżeli zdarzyło się, że jakaś mała plama farby znalazła się na jego dłoniach zaczynał się krzyk, płacz trwający do momentu aż Prezesa nie umyliśmy.

Nie dotykał surowego ciasta, nie kuchcił ze mną w kuchni. Nie bawił się w błocie (co przecież większość dzieci uwielbia). Po prostu bardzo źle znosił dotyk z takimi substancjami.

Nie mogliśmy też robić mu prysznicu, ani myć go gąbką (a mieliśmy najbardziej miękką spośród wszystkich jakie udało nam się dostać w sklepie). Rzadko dotykał wibrujące przedmioty.

Był też dźwięk. Przejeżdżający za oknem samochód powodował, że Prezes automatycznie przerywał zabawę i biegł się przytulić. Lub zatykał sobie uszy. Wystarczyło również, że któreś z nas wracało z pracy i otwierało drzwi kluczem. Reakcja była podobna.
Paradoksalnie uwielbia głośną muzykę i ta mu nie przeszkadza.

Jak ćwiczyliśmy?
Przede wszystkim w kuchni.
Kuchnia jest najbardziej sensorycznym pomieszczeniem.

Przesypywanie ryżu i kaszy, ugniatanie ciasta. Robienie surówek również. Długo zajęło nam zachęcenie Prezesa do ugniatania ciasta, ale jak widać na zdjęciu radzi sobie świetnie i brudne od mąki rączki już mu nie straszne.

Kolejna sprawa to zabawa w błocie. Pozwalaliśmy na to w okresie letnim, a wręcz zachęcaliśmy. Im bardziej brudne ręce miał Prezes, tym bardziej się cieszyliśmy.

Zgodnie też z zaleceniami terapeutki kupiliśmy elektryczną szczoteczkę do zębów. Nauczona już doświadczenia wiedziałam, że to będzie najtrudniejszy krok w stronę poprawienia prezesowskich zaburzeń. Prezes wybrał sobie piękną, niebieską szczoteczkę ze Spider Manem. Oczywiście zapewnił mnie w sklepie, ze on ją będzie używał, ale kiedy wróciliśmy do domu czar prysnął. Prezes odłożył ją jak tylko zaczęła wibrować w jego rękach i z głośnym płaczem odstawił ją na półkę.
Na szczęście Tata, mający chyba jakąś bliżej niezidentyfikowaną moc – przekonał swojego jedynaka do użytkowania szczoteczki.

Gąbkę Prezes też wybrał sobie sam. Z Kubusiem Puchatkiem, najbardziej miękką jaką nam się udało dostać (dla niemowląt). Mieliśmy myć rączki, stopy i plecy (w żadnym wypadku brzuch!) i tak też robimy, choć idzie ciężko.
Prezes mu mieć letnią wodą, bardziej zimną niż ciepłą. A mi bardzo trudno nalać wodę w odpowiedniej dla niego temperaturze uznając, że woda jest za chłodna. I kiedy ja uważam, że woda jest za chłodna, Prezes uważa, że jest w sam raz i tylko w takiej się kąpie.

Jeżeli chodzi o dźwięki w miarę upływu czasu Prezes zaczyna je akceptować, wraz z akceptacji nie ucieka do nas słysząc przejeżdżający samochód.

Przedszkole też nam pomaga, w grupie jest mało dzieci (terapeutka zwróciła uwagę, że dla takich dzieci jak Prezes o wiele lepszym rozwiazaniem jest prywatne przedszkole). Prezes ma teraz kolegów (co uważam za zrządzenie losu!) a wraz z kolegami mam okazję na własne oczy zobaczyć, że moje totalnie aspołeczne dziecko potrafi się z rówieśnikami bawić.
W ten sposób widzę pewnego siebie, młodego człowieka, który mimo wielu przeciwności losu dał sobie radę.
Cóż tu dużo pisać – jest to dziecko po wylewie, a cała gama leków jakie dostawalam w ciąży i jeszcze większa gama leków, które on dostawał po porodzie (znałam tylko morfinę, resztę wygooglowałam) – nie przeszły bez echa na jego układzie nerwowym.
Zaburzenia, które ma Prezes nie są duże. Są małe, malutkie i przede wszystkim do naprawienia…

Jeżeli kiedykolwiek zobaczysz dziecka w skarpetkach założonych do sandałów nie komentuj:
– Co za wieśniactwo!
Niektóre dzieci takie jak Prezes mają tak nadwrażliwe stopy, że każdy, nawet najmniejszy kamyczek w obuwiu jest nie do zniesienia.
Spośród obuwia letniego wybrałam najbardziej miękkie sandały, bo kiedy Prezes bardzo chciał niebieskie Timberlandy (a i mi się bardzo podobały!) Pani w sklepie zwróciła nam uwagę na boczne zapinki. Nie wiedziała, że Prezes ma zaburzenia SI, ale jej komentarz był dla mnie informacją, że niestety, ale te buty musimy sobie darować.

Jak zmieniło się na życie po diagnozie z SI?
Nie zmieniło się za wiele. Nasze rodzicielstwo nie należy do łatwych. Jest nieco trudniejsze. Wychowujemy dziecko po przejściach, co wielu ludzi bagatelizuje słowami ,,Przecież jest zdrowy!”. Jest. A i owszem. W społeczeństwie funkcjonuje normalnie – przynajmniej teraz, kiedy wreszcie za klimatyzował się w przedszkolu.
Diagnoza z SI pomogła nam tylko spojrzeć na Prezesa z innej perspektywy, perspektywy, która pomaga nam – w mniejszym lub większym stopniu – pomóc Prezesowi.

To nie wyrok.

 

KOMENTARZE (26)

  • biedronka
    Paź 20, 2013., 10:56 • Odpowiedz

    Wiesz, że Twoje notki są niezwykle ważne, Noema?
    A ja Prezesa widziałam tylko raz w życiu, a mimo to pokochałam tego szkraba z całego serducha! Pozdrawiam, kochana Was! :) Anita.

  • zuSKa
    Paź 20, 2013., 18:29 • Odpowiedz

    No są bardzo ważne, bo ja tu się ustawiam za Wami i obserwuje, mam dzięki Wam trochę przetarte szlaki :) Pozdrowienia !

  • mama braci Petelczyc
    Paź 20, 2013., 19:02 • Odpowiedz

    Życzymy powodzenia i wszystkiego dobrego .
    Caluski dla Prezesa :-)

  • Ania
    Paź 20, 2013., 20:20 • Odpowiedz

    Znam te problemy doskonale... z tym że u nas bez terapii się raczej nie obędzie bo Marcelka problemy troszkę nas już przerastają. Ćwiczę z nim w domu tak jak umiem, tak jak doczytam ale to chyba nie wystarcza. Chociaż dzisiaj rano zobaczyłam mojego syna z książką! Sam siedział, trzymał w rączkach książeczkę i ją oglądał! Może pomyślicie że jestem wariatką bo moje dziecko ma 2 lata. Tak! Ma! Ale przy tym ma takie problemy z koncentracją że nigdy nie oglądał żadnych książeczek bo nie umiał się na nich skupić. Z piachem, myciem i innymi rzeczami mamy tak samo!
    Cieszę się że idziecie do przodu i Prezes daje radę pokonywać te trudności! Dzielny chłopczyk! :)

    • Matka Prezesa
      Paź 20, 2013., 20:35 • Odpowiedz

      U nas na szczęście z koncentracją nie było problemu nigdy. Chyba, że z tym, że Jaś szybko się zniechęca. Ale on uwielbia książki.
      Za to ja oczywiscie skakałam ze szczęścia jak moje dziecko zaczęło na place zabaw chodzić tak jak inne dzieci ...
      Czasami się zastanawiam jak to jest prowadzić takie zwyczajne, bezproblemowe macierzyństwo ... :)
      Ale w sumie u nas już tylko do przodu.
      Z Jasiem większych problemow (tfu,tfu) nie mamy...

  • Monika D
    Paź 21, 2013., 18:31 • Odpowiedz

    Jak tak czytam to widze niemal 100% podobienstw jesli chodzi o zaburzenia SI u Prezesa i mojej Emilki. Tyle, ze tu w UK nie leczy sie zaburzen SI tak jak mielismy to w Polsce. Wiekszosc z tych zaburzen zostalo nam do dnia dzisiejszego, choc jest juz o niebo lepiej, niz w ubieglym roku. Teraz przynajmniej mozemy isc normalnie do sklepu. ^^
    Nadal mamy problemy z glosnymi dzwiekami, piskami wydawanymi przez dzieci. Mamy takze problemy z raczkami. Raczki musza byc zupelnie czyste, w przeciwnym wypadku Emilka sie denerwuje. O prysznicu nawet nie wspomne, bo tu obecnie posiadamy tylko kabine prysznicowa, do ktorej musialam zakupic specjalnie dmuchany brodzik. Emi panicznie cyka sie prysznica. Wiekszosc problemow SI mamy juz za soba-cale szczescie. :)...ale zawsze cos tam ZOSTAJE.

  • Anna
    Paź 21, 2013., 21:44 • Odpowiedz

    Kurczę, przed przeczytaniem Twojego wpisu wzięłabym to za zwykłe dziecięce lęki (u nas straszy dźwięk rozpinanych rzepów i mocne szeleszczenie) a nie za zaburzenia.

  • SrebrnaNitka
    Paź 30, 2013., 10:49 • Odpowiedz

    Ten post i obrazek mnie przeraża. Mam dziecko z niechęcią do pewnych pokarmów i dotyku pewnych pokarmów. Zawsze uważałam, że to cecha osobnicza - w końcu sama też nie przepadam za dotykaniem czy gryzieniem pewnych struktur. Jednak od kiedy usłyszałam od psychologa o 'lekkiej nadwrażliwości w obrębie...' zaczynam się zastanawiać czy to jednak nie zaburzenie?
    Jak to zdiagnozować? Czy wszystkie / większość zachowań z obrazka musi zajść żeby uznać, że czas na specjalistę? W jakim wieku oceniać?

    • Matka Prezesa
      Paź 30, 2013., 11:25 • Odpowiedz

      Każdy z nas ma coś, co pasuje do tego obrazka, co nie oznacza, że ma zaburzenia sensoryczne. Ja np. dostaję gęsiej skórki, kiedy ktoś piłuje paznokcie. Nie bardzo też lubię niektóre potrawy i brzydzę się je dotknąć czy zjeść.
      Prawdziwy problem pojawia się wtedy, kiedy coś przestaje wychodzić poza pewną normalność.
      Tak jak u nas było to z piaskiem.
      Dzieci uwielbiają piasek, moje nie chciało piasku w ogóle dotykać. To była pierwsza sytuacja, która powodowała pewna zakłócenia.
      Druga sprawa to dźwięk. Coś wychodzące poza granice. Brak akceptacji pewnych decybeli. Zła reakcja.
      Plus - u nas doszła diagnoza, że Jaś źle reaguje na zbyt dużo bodźców jednocześnie.
      Reagował w sumie - czas przeszły.

  • Anonymous
    Sty 13, 2014., 22:57 • Odpowiedz

    Nie jestem jakimś specjalistą ale wiem, że dzieci tzw. "wcześniaki" faszerowane są szczepionkami, które to zawierają jako konserwanty środki typu np. rtęć i aluminium, o ich wpływie na układ nerwowy polecam pogooglować. Istnieją możliwości odtrucia organizmu z tych szkodliwych substancji, które szczegółnie u małych dzieci osadzają się w mózgu i znacznej poprawy stanu ich układu nerowego. Ludzie zmagający się z autyzmem dzięki diecie uzyskiwali znaczną poprawę u swoich dzieci skazywanych przez lekarzy na ośrodki spec. troski.
    Pozdrawiam i życzę dużo dobrego.

    • Matka Prezesa
      Sty 17, 2014., 17:53 • Odpowiedz

      Każde szczepionki zawierają śladowe ilości rtęci, która w tym przypadku jest tylko i wyłącznie środkiem konserwującym. Żeby zaszkodzić potrzebna by była dawka wielokrotnie razy większa.

      Pragnę jednak zauwazyć, że wczesniaki są faszerowane na Intensywnej Terapii lekami, których przy takim układzie (nie rozwiniętym) nie powinny przyjmować - np. morfinę.

  • Marta Duszyńska
    Sty 24, 2014., 20:19 • Odpowiedz

    Przeraza mnie ten obrazek. Moje dziecko wielu z tych rzeczy nie lubi.
    Nie jeździ na rowerze, nie znosi obcinania włosów, źle mówi. Czytałam że brak apetytu może być też jakimś objawem na SI, wspominali wam coś o tym?
    Zaczęłam sie martwic.

  • An.
    Lut 25, 2014., 21:31 • Odpowiedz

    Matko Prezesa, wow! Dopiero tu trafiłam i jestem w ogromnym szoku. Jestem właśnie terapeutą SI, logopedą i chyba NIGDY nie spotkałam się z takim zaangażowaniem ze strony rodzica w terapię dziecka. Bije brawo i będę pokazywać tego posta rodzicom moich pacjentów!

  • Joanna Dutkiewicz
    Kwi 23, 2014., 19:57 • Odpowiedz

    Dzięki za tego posta. Duużo się nauczyłam i będę reagować:)

  • Anonymous
    Kwi 23, 2014., 19:59 • Odpowiedz

    Dzięki za tego posta. Dużo się nauczyłam, dużo zrozumiałam. Mój mały kiedyś bał się trawy. Teraz nie znosi mycia rąk. Sprawdzimy go pod kątem SI. Pozdrawiam

  • Anonymous
    Maj 13, 2014., 08:59 • Odpowiedz

    Myślę,że wszyscy pedagodzy z przedszkoli i nie tylko powinni sobie to przeczytać. Moje dziecko ma SI, niestety cały czas jestem na dywaniku bo dziecko jest niegrzeczne. Opiekunkom nie chce się pogłębiać wiedzy....a szkoda. Dobrze że w przedszkolu raz w miesiącu jest Pani psycholog, która naprowadziła mnie i Pani w przedszkolu jaka jest przyczyna zachowania.

  • Anonymous
    Maj 28, 2014., 20:46 • Odpowiedz

    Byłam jakiś czas temu z moim czterolatkiem u psychologa. Bo nie umiem nad nim zapanować, bo nie wiem jak reagować w pewnych sytuacjach...psycholog zwróciła mi uwagę na strach syna przed dotykiem różnych rzeczy, przed ubrudzeniem się itp. Teraz, jak przeczytałam ten tekst, temat do mnie wrócił. Chyba trochę się wystraszyłam. Syn także nie chodzi boso po piachu, boso dopiero od niedawna po domu, nie weźmie np mokrego winogrona do ręki, nie pogłaszcze psa, nie lubi dotykać młodszego brata, czasem zasłania uszy jak krzyknę, z prawidłową wymową też jest problem. Wiem, że coś nie gra. Przed chwilą pokazałam Pani tekst mężowi. Oczywiście zbagatelizował. Czy konsultacja psychologiczna jest konieczna? Czy wiążę się to z czymś więcej niż powolną próbą przełamywania lęków?
    Pozdrawiam serdecznie

  • Anonymous
    Cze 03, 2014., 09:15 • Odpowiedz

    Od jakiegoś czasu żyję tylko problemami mojego 3-letniego synka z mówieniem. Zgadza mi się mnóstwo rzeczy, które ty sama opisałaś, z tym że każdego dnia jest coraz lepiej. Zaangażowałam się całą sobą w pomoc mojemu dziecku. Byliśmy w prywatnej poradni psychologiczno-terapeutycznej i pani psycholog z całą konsekwencją po dwóch wizytach twierdzi, że to autyzm wczesnodziecięcy. Tyle, że po przeczytaniu uzasadnienia postawionej przez nią diagnozy mam gigantyczne wątpliwości. Szymonek poza brakiem rozwoju mowy rozwijał się książkowo. Rozumie polecenia, uwielbia dzieci, pokazuje "oczami" i całym sobą o co mu chodzi, uwielbia się przytulać, całować. W trakcie oczekiwania na kolejne wizyty u następnych lekarzy zainteresowała mnie terapia SI zrobiłam test i na tyle ile umiałam wprowadziłam ćwiczenia, które miały mu pomóc. Szymon nie lubił brudzić rąk-teraz przesypujemy waszym przykładem kasze, ryż, piach w piaskownicy-niechęć budzą jeszcze tylko farby i plastelina. Masujemy rączki, stopy i plecki. Poduszka sensoryczna sprawdza się świetnie, bawimy się w rolowanie naleśników i bujamy w hamaku. Jeszcze miesiąc temu mój syn nie był stanie skupić się i ułożyć obrazka z 2 puzzli, w tym momencie sam szuka potrzebnych części i potrafi ułożyć wszystkie zwierzątka z kompletu. Odruch wycierania buzi po każdej łyżce pokarmu praktycznie zniknął. Problem jeszcze stanowi chodzenie na palcach-gdy się go upomni idzie normalnie lecz to strasznie męczące takie ciągłe gderanie-chodzi na palcach gdy jest czymś strasznie podekscytowany. Dziwactwem jest nerwowe zginanie palców u rąki gdy coś go zafascynuje-neurolog twierdzi, że jest to wyrażanie emocji z powodu braku ich ujścia w mowie, ale wygląda to dziwnie. Szymek dużo mówi "po swojemu", po wprowadzeniu elektrycznej szczoteczki do zębów i masażu buzi pojawiło się dużo nowych głosek, podobnych do artykułowanej mowy. Znajoma logopedka twierdzi, że używane przez niego głoski będą ewoluowały i w końcu zamienią się w artykułowaną mowę. Najbardziej wkurza mnie podejście Pani psycholog, diagnoza w 50% zawiera informacje nieprawdziwe-bo co można zobaczyć po 50min zabawy w pokoju 4x2,5 z obcymi ludźmi, jaki 3-latek zachowywałby się książkowo? Najgorsze jest to, że mieszkamy na zadupiu i jestem na nią właśnie sakazana- na terapię SI za skierowaniem naszej poradni powiatowej każą nam czekać 4 miesiące-jednak jeśli mój syn w 1,5 miesiąca zrobił taki postęp to co będzie za 4 miesiące? I jak można każdemu dziecku, nie rozwijającemu się książkowo przypisywać autyzm-to jakaś nowa moda naszych czasów jak ADHD kilka lat temu? Mam taki mętlik w głowie, że po prostu dostaję szału! Twój blog pozwolił mi zachować zdrowe zmysły-bo jestem matką i wiem że mój syn nie ma autyzmu!To książkowe zaburzenia SI-tylko gdzie ja w okolicach Tomaszowa Lubelskiego mam znaleźć kogoś kto mu pomoże?

    • anonimowy
      Cze 05, 2014., 21:25 • Odpowiedz

      Nie wiem, czy pomogę, ale proszę zajrzeć na stronę centrum diagnozy SI "Krok po kroku" w Lublinie. Może tam uzyska Pani pomoc.

  • Gośka
    Mar 04, 2015., 08:31 • Odpowiedz

    Mamo Prezesa jestem z Gostynia .Bardzo Cie prosze o namiary na wspomnianą terapeutkę . pozdrawiam Gośka

    • Noemi Skotarczak
      Mar 04, 2015., 09:40 • Odpowiedz

      Proszę o kontakt na e-mail: noemi.s@vp.pl

  • Zespół sklepu Nudnezabawki.pl
    Paź 26, 2015., 12:41 • Odpowiedz

    To prawda, to nie wyrok - wydaje nam się, że te zaburzenia były zawsze, tylko od niedawna, ktoś je nazwał, opisał i przybliżył ludziom.

  • Kasia
    Kwi 17, 2016., 21:28 • Odpowiedz

    Twój wpis jest bardzo dla mnie pomocny.mogłabym prosić namiary na tę Panią od SI? Mam nadzieję,że mimo upływu czasu jeszczę tę wizytówkę gdzieś masz schowaną.U nas od początku są problemy z zasypianiem ,wiem ,że to zaburzenie Si jednak w naszej poradni lepiej się nie pokazywać, bagatelizują sprawę. a naprawdę z biegiem czasu zaczyna być coraz ciężej mi i mojemu męzowi.. Moje dziecko NIGDY nie zasnęło samo np w trakcie zabawy, NIGDY samo się nie położyło do spania.Mimo rytuałów, mimo spokoju, groźby prośby zawsze przed spaniem jest akcja..tak samo jest jak uslyszy dżwięki,które jej się nie podobaja np jakieś piosenki , od razu krzyczy nienie nie.. pozdrawiam

  • ola
    Maj 16, 2016., 11:41 • Odpowiedz

    Witam u mojego syna stwierdzono zaburzenia somatosensoryczne. Czy mogłabym prosić o namiary tej terapeutki z Gostyni? Będę wdzięczna. Pozdrawiam

    • Noemi Skotarczak
      Maj 16, 2016., 13:06 • Odpowiedz

      http://panoramafirm.pl/wielkopolskie,gosty%C5%84ski,gosty%C5%84,pozna%C5%84ska,200/pracownia_terapii_integracji_sensorycznej_natalia_gruszczynska-asdgot_hu.html

  • mama wcześniaczka
    Paź 28, 2017., 20:56 • Odpowiedz

    witam moja córa ma 4 latka i niestety teraz wychodzą takie problemy zdiagnozowalismy autyzm atypowy który po testach bardziej idzie w aspergera ostatnio ma ndwrazliwośc na w ode że jest niby za gorąca i ogólnie nigdy z hałasem nie było problemu jedynie gdy ktoś krzyczy jest strasznie wrazliwa na krzyk tez szybko się zniechęca to co czytam w pewnym sensie jakbym czytała o swojej córce. Pozdrawiamy :*

Odpowiedz na „Zespół sklepu Nudnezabawki.plAnuluj pisanie odpowiedzi

loading
×