Stokke Crusi – wersja spacerowa.

Stokke Crusi to wózek, którego nie znajdziecie już na Polskim rynku od początku tego roku, a jego wersje używane bardzo trudno dostać, mimo to dostępne są wersje Stokke Trailz Classic, które od Crusi różnią się w dużej mierze tylko rączką, która w crusi jest teleskopowa, w Trailz Classic “łamana”. Stokke Crusi był również jedynym wózkiem marki Stokke, do którego mogliśmy dołączyć siedzisko dla rodzeństwa. I choć o Stokke Crusi – TU –  już pisałam, to dzisiaj skupimy się tylko na wersji spacerowej.

Szczerzę Wam powiem na wstępie, że z początku byłam strasznie tym wózkiem rozczarowana. Musiałam się go “nauczyć”, a potem z nim “przeprosić” by ostatecznie stwierdzić, że nie jestem w stanie przejść na nic innego, próbowałam. Prawda jest taka, że zaczęłam go również użytkować z grubej rury zimą, w śniegu, więc test zaczynałam od najcięższego z możliwych terenów. Posiadamy jeszcze Maclaren xt techno, jako wózek zastępczy, ale to są dwa skrajnie różne wózki, więc porównywanie ich jest bezsensu.

Wózek posiada trzy poziomy nachylenia. Moim zdaniem dziecko powinno jeździć jak najdłużej w gondoli, ale życie życiem i mój synek niestety dość szybko zweryfikował moje plany na bardzo późne przejście na spacerówkę. Nie będę ukrywać, że jest mi z tego powodu bardzo źle i wielokrotnie miałam kaca moralnego, ale spacery z nim to czasem mordęga i robię już wszystko tak, żeby było nam wygodnie. Dzięki wkładce spłycającej siedzisko dziecko jest na prosto, więc pozycja jest zachowana. Mimo to nie planujcie samego zakupy spacerówki! Noworodek powinien jeździć wyłącznie w gondoli! 

Siedzisko spacerowe w stokke  pasuje do wszystkich innych modeli – traliz oraz xplory od modelu v3 (model v2 posiada inne siedziska, starsza wersja).

Mimo faktu, że wydaje się być ono malutkie, w rezultacie wózek może służyć do samego końca. Po wyjęciu wkładki spłycającej jest ono pojemne, a podnóżek regulowany.

Daszek wózka posiada wbudowaną siateczkę ochronną idealną na letnie dni. Taką samą siateczkę w budce posiada również nasza gondola. Do wózka można dokupić również letnią tapicerkę “summer kit”. My sobie darowaliśmy, przynajmniej w tym roku. Budka podobnie jak siedzisko też posiada trzy kąty nachylenia, oraz przedłużenie które można odczepić, jest na błyskawiczny zamek.

Do wózka pasują kocyki firmy Stokke z zatrzaskami, które da się doczepić do spacerówki. W sumie z firmy stokke mamy dwa kocyki, ale tylko ten jest doczepiany. Bardzo ułatwia to spacery, bo Staszek nie jest w stanie kocyka skopać mimo najszczerszych chęci.

Parasol posiada  filtr SPS +50, oraz jest kompatybilna z gondolą. Parasolka pasuje tylko do wózków tej firmy. Dostępna jest w różnych kolorach.

 

Kolejny plus wózka to naprawdę pojemny kosz. Pamiętacie jak woziłam w nim Jaśka? Mieści się w nim nawet 8 latek! A wiozłam w nim nawet zadowoloną 3 latkę. W każdym razie ten kosz to miód na me serce, tym bardziej jak jadę na zakupy sama z dziećmi i te wszystkie siaty muszę gdzieś ulokować. Jak byłam w Warszawie sama ze Staszkiem idealnie weszła mi tam torba podróżna.

Wózek jest na tyle wysoki, że dziecko jest spokojnie na wysokości rodzica, ale również na wysokości rodzeństwa, stołu itp. Jest to dla mnie największy plusów tych wózków. Kiedy Staszek jedzie tyłem do kierunku jazdy mam z nim stały kontakt, nie muszę się wielce nachylać by mu coś podać.

Tu oczywiście od razu dodam, że siedzisko można zamontować w dwóch kierunkach jazdy, ale w przypadku jazdy przodem – a tyłem do rodzica – można zastosować tylko dwie pozycje nachylenia – półleżącą którą widzicie na zdjęciu u góry, oraz siedzącą (której nie stosujemy jeszcze).

W środku siedziska są też takie małe gumeczki do których doczepiamy zabawki.

 

TERAZ KILKA MINUSÓW.

  • Parasol można zamontować tylko po jednej stronie wózka, co jest generalnie wybitnie wkurzające jak słońce świeci z drugiej strony. Owszem mogę odgiąć parasol, ale wtedy ja ze swoim 156 cm wzrostu średnio coś widzę przed sobą.
  • Jak pisałam we wcześniejszym wpisie tak i tu powtórzę, że stelaż jest strasznie podatny na porysowania. 
  • Pałąk przed wyjęciem dziecka trzeba w całości odczepić, nie jest ruchomy, więc wygląda to tak, że ściągam pałąk, wrzucam go do kosza i dopiero wyciągam małego. Mam nadzieję, że kiedyś Stokke pomyśli o trochę bardziej funkcjonalnej metodzie wyciągania dziecka z wózka
  • Za pierwszym razem strasznie ciężko ściąga się tapicerkę a ja (uwaga! uwaga! fanfary!) przez to udarłam kawałek materiału z tyłu wózka … W końcu zostawiłam to mężowi, który dał radę za pierwszym razem z filmikiem z yt. Stwierdził, że to w sumie nic trudnego, ale ten pierwszy raz lepiej ogarnąć z kimś kto się na tym zna.
  • Cena – co nie ulega wątpliwości. Sama wersja spacerowa naszego wózka z najnowszej serii Trailz Classic to 4,5 tysiąca – z parasolem i torbą – ponad 5 tysięcy. Używany crusi jest również bardzo ciężko dostać a cena waha się między 2 a 2,5 tysiąca za samą spacerówkę. Dodatki też są bardzo drogie.

My polecamy!

 

*Wpis nie jest sponsorowany.

 

 

 

LEAVE A REPLY

loading
×