Moja droga mleczna po cesarskim cięciu i wcześniaku.

Całą ciąże od momentu ujrzenia dwóch kresek na teście, wiedziałam, że będę karmić piersią. Ani przez moment nie myślałam o mleku modyfikowanym. Miałam większą wiedzę, zupełnie inne podejście i zmianę własnych priorytetów o 180 stopni dzięki konferencji Medela. Udało mi się dowiedzieć wiele ciekawostek, które włączyły we mnie tryb “karmicielki za wszelką cenę”. Miałam również rodzić naturalnie, miałam nawet plan porodu, mój syn miał przyjść na świat w minimum 37 tygodni, mieliśmy spędzić 2 godziny skóra do skóry, lecz niestety. Staś przyszedł na świat metodą cesarskiego cięcia, w 35 tygodniu i trafił na neonatologię. A ja? Nie miałam ani dziecka, ani kropli mleka. Miałam za to wiedzę, laktator i determinację.

ANI KROPLI.

Kiedy przebudziłam się po narkozie, dowiedziałam się już co ze Stasiem, ogarnęłam trochę głowę z natłoku myśli, poprosiłam PT, żeby zastrzegł,że nie wyrażam zgody na dokarmianie dziecka mlekiem modyfikowanym. Wydawało mi się wtedy wszystko proste. W sensie, że za dwie, trzy godziny usiądę (ha-ha-ha!) i odciągnę pierwsze parę mililitrów mleka, bo przecież “wszystko jest w głowie” i leci ciurkiem. Wtedy PT przekazał informacje, że oni pierwsze mililitry mleka chcą podać o godzinie 17, a póki co Staś będzie na kroplówkach. Spoko – powiedziałam – odciągnę. Przecież to proste jak drut. Przystawiam laktator i leci, że aż miło. Tylko, że mi nic nie leciało. Moje piersi były puste jak przed ciążą. Patrzyłam na pusty laktator, na moje cycki,które nie współpracowały, wreszcie na PT, który w końcu poinformował neonatologię, że nici z mojego mleka. Staś dostał pierwsze mililitry mleka modyfikowanego. A ja poczułam wewnętrzną porażkę.

 

JA TO ROZBUJAM!

12 godzin po cesarce karmiłam mojego syna … butelką. Ja! Miałam ochotę się rozbeczeć jak małe dziecko. Usłyszałam wtedy, że spokojnie, dam radę, to są malutkie dawki, żeby nie musiał być cały czas na kroplówkach. Uda mi się. A ja jakoś przez krótki moment w to zwątpiłam. Pielęgniarka pomogła mi dostawić Stasia, a ja liczyłam na nagły potok, który nie nastąpił … Masowałam piersi, próbowałam coś wycisnąć, cokolwiek. Tymczasem wszystkie znaki na niebie mówiły: “nic nie leci, głupia babo, ślepa jesteś?!“. Późnym wieczorem usiadłam na łóżku i stwierdziłam,że ja to rozbujam. Że nie ma czegoś takiego jak “brak mleka”. Ustawiłam budzik co 3 godziny – po cesarce, obolała jak diabli, ale z jedną myślą “muszę karmić!” – zaczęłam stosować metodę 7-5-3.

 

PIERWSZA SIARA.

Następnego dnia rano przyszła do mnie położna laktacyjna. Siedziałam z laktatorem i prawie płakałam. Wydawało mi się, że to wszystko jest jakimś cholernym żartem. Mój syn potrzebował mojego mleka, a ja go po prostu nie miałam. Obok mnie usiadła pani, która odciągnęła mi pierwsze 2 … mililitry siary. Siedziała cierpliwie, tłumaczyła, pocieszała, uśmiechała się. Nic na siłę, wszystko jest w głowie, dam radę. To motywowało. Chyba pierwszy raz tego dnia się uśmiechnęłam, kiedy przyszedł mój Anioł Stróż pytając “Co u mnie?” i patrząc na strzykawkę z siarą oznajmił: “Tyle to nawet do małego espresso nie starczy“. Byłam dobę po cesarskim cięciu. Siedziałam na niewygodnym, twardym krześle z rwącą blizną, tuląc Stasia, budując więzi, licząc na  mokry stanik. Siedziałam długo, cierpliwie, choć całe ciało wołało: “Idź się położyć“. W pewnym momencie podeszła pielęgniarka i powiedziała: “proszę iść odpocząć, jest pani strasznie blada“. Wtedy chyba odczułam to o czym mówiła – zmęczenie, kręcenie w głowie, nagłe osłabienie. “Niech pani się prześpi” – usłyszałam. Spałam 2 godziny. Z budzikiem przy uchu. Przyjechał PT. Siedziałam na łóżku, z pustym laktatorem. Płakałam.

 

MAM TĘ MOC.

48 godzin po cesarce. Odciągam pierwsze, własne 9 mililitrów. Wtedy po raz pierwszy poszłam o własnych nogach do Stasia na neonatologię. Czułam się tak jakbym nagle dostała skrzydeł. I wtedy na mojej drodze stanęła pani Małgosia. Spojrzała na moje 9 mililitrów, chyba na moją determinację w oczach i udowodniła mi wtedy, że Staś już nie potrzebuje sztucznego dokarmiania. On już całkowicie może być na mleku mamy. A ja? Cóż. Ja mam tego więcej niż 9 mililitrów. Nigdy nie zapomnę tych kojących moje serce słów: “Spisała się pani na 6 z plusem!“. Pomogła mi dostawić Stasia do piersi i powiedziała szeptem: “Stasie to mądre chłopaki! Szybko załapie!“. Chwycił. Napił się. Mojego mleka. Ból poporodowy minął jak biczem strzelił. Potrzebowaliśmy jeszcze butelki, ale wewnątrz było już tylko moje mleko. Moje, własne.

 

NAWAŁ.

Doszłam do takiego momentu, że mogłabym wykarmić cały oddział neonatologiczny. PT miał zabierać woreczki z mlekiem, ale z tego wszystkiego zapomniał. Klinika w której rodziłam, nie posiadała banku mleka, więc duża część tego co odciągałam po prostu lądowała w zlewie. Staś wypijał po 20-30 ml mojego mleka, a ja odciągałam po 100 ml z jednej piersi. Doszło do tego, że przestałam się mieścić w moje staniki, piersi były twarde, bolące, a ja mialam wrażenie, że wybuchną. 3 dzień po cesarce oddano mi małego z oddziału neonatologii na mój oddział położniczy. To był właśnie ten czas, w którym próbowałam sobie poradzić jednocześnie z dzieckiem i nawałem. Było trudno. Zwłaszcza w nocy, kiedy ból piersi był nie do wytrzymania, dziecko domagało się jeść, a moje piersi wołały – odciągnij mnie! Szłam pod prysznic, masowałam piersi gorącą wodą, odciągałam po 20 minut z każdej piersi, potem zimne okłady i tak co 2 godziny. W międzyczasie odlewałam dane porcje dla Stasia i również karmiłam jego. Butelką. On nie łapał za dobrze piersi, ja nie umiałam go dostawić. Na pierś całkowicie przeszliśmy dopiero kilka dni temu, małymi kroczkami. Mieliśmy Calmę z Medeli. Mam wrażenie, że Medela ogólnie uratowała mi życie. Byłyśmy w cztery na pokoju, w tym jedna ciężarna. Wszystkie trzy miałyśmy ten sam laktator – Medela Swing. Wszystkie trzy dzielnie rozbujałyśmy laktację.

 

PRÓBA DOKARMIANIA.

Miałam również dni próby. Cholerne. Staś zaczął zjeżdżać na wadze. Nigdy nie zjechał do dopuszczalnych 10%, ale pediatra, która go badała miała chyba na tym punkcie jakiegoś hopla. Skoro na neonatologii ładnie przybierał, a tu zjechał i do tego przybrał tylko 10 gramów, to musi zostać na dalszej obserwacji. I tak jednego dnia mieliśmy już wyjść do domu, ale ponieważ Staś “stał w miejscu” a właściwie zesrał się minutę wcześniej po jedzeniu, to lepiej dla nas jak zostaniemy. Byłam tego dnia zmęczona, wkurzona i właśnie dostałam cios między oczy: “nie wychodzimy!”.  Zaproponowano mi również dokarmianie. Czyli butelkę z mlekiem modyfikowanym, żeby przybrał. Odpowiedziałam najmilszym tonem na jaki mnie było stać: “moje dziecko otrzymują najlepszy z możliwych pokarmów i nie potrzebujemy mleka modyfikowanego“. Pediatra kazała mi się jeszcze zastanowić, zapytała, czy jednak nie chcę wyjść do domu, a widać, że na moim mleku słabo przybiera. Czułam, że zaraz wybuchnę i wcale mnie nie dziwiło, że kobiety rezygnują z piersi. Ja czułam emocjonalny szantaż. Po raz drugi odmówiłam. Następnego dnia mały miał 10 gramów więcej, znowu po pełnej pieluszce. Pediatra – ta sama –  próbowała nas na siłę jeszcze zastanowić, ale weszłam jej w słowo, że obliczyłam na kalkulatorze i mały nie zjechał swoich dozwolonych 10%. Poza tym przy wieczornym kąpaniu miał już 30 gramów więcej, co oznacza, że jedynym problemem jest to, że jest ważony po oddaniu stolca i dam sobie głowę odciąć, że jak przyjdzie go ważyć za godzinę będzie miał więcej. Dano nam w końcu wypis, ale zapytano, czy nie chcę czasem recepty na mleko dla wcześniaków. Lepiej zacznie przybierać. Znowu ten mój uśmiech, ale przez zaciśnięte zęby wysyczałam, że moje dziecko odpowiednio przybiera na mleku mamy, które jest lepiej przyswajalne przez niego niż coś sztucznego i wreszcie … dano mi święty spokój.

 

UDAŁO SIĘ.

Staś ma 11 dni. Teoretycznie wczoraj powinnam zacząć dopiero 37 tydzień, ale tak jakoś los znowu zakpił. Tylko tym razem rodziłam wcześniaka-oszusta (poza niską masą urodzeniową i tygodniem ciąży, Staś jest całkowicie zdrowy – nie licząc “wyjścia”) i potrzebował tylko dwóch dni obserwacji neonatologicznej by wrócić do mamy, a byłby ze mną od początku, gdyby nie moja cesarka i narkoza. Od dwóch dni jest już całkowicie i wyłącznie na samym cycku. Nie przybiera na wadzę 100 gramów dziennie a raptem 20g, ale biorąc pod uwagę dozwolone normy i częstotliwość dokarmienia (co 2 godziny) jest i tak całkiem nieźle. Nigdy, przenigdy nie byłam z niczego tak dumna jak z karmienia piersią. Zrozumiałam jednak bardzo szybko, jak w szpitalach łatwo się poddać. Ja poddałam się 7 lat temu, bo nikt mi nie pomógł, a ja nie miałam obecnej wiedzy. Gdybym jej znowu nie posiadała, Staś rownież byłby na mleku modyfikowanym. I wcale, ale to wcale nie dziwi mnie, że tylko kilka procent kobiet karmi wyłącznie mlekiem mamy do 6 miesiąca życia. A my? Cóż, fajnie byłoby karmić do 2 lat.

 

 

 

COMMENTS (43)

  • Niki
    Sty 14, 2017., 17:35 • Reply

    Jeśli mogę zapytać - leciało Ci mleko w ciąży? Mi od kilku tygodni wycieka siara i liczę, błagam o to, żeby był to dobry znak i żeby Mały od pierwszego przystawiania miał co wyssać z cyca.

    • Noemi Pawlak
      Sty 14, 2017., 17:49 • Reply

      Nie, zero.

      • Marta
        Sty 14, 2017., 18:29 • Reply

        Mi leciało:) Ale spokojnie. Po urodzeniu synek piękną żółtą siarę dostał:) więc będzie dobrze.

    • Paulina
      Sty 14, 2017., 23:14 • Reply

      Nie masz czym się martwić. U mnie również pokarm pojawił się przed porodem. Miałam cc i nie było problemu z siarką dla dziecka :-)

    • zielonooka85
      Sty 19, 2017., 14:57 • Reply

      Ja też miałam mleko jeszcze przed porodem i nie było po porodzie większych problemów z karmieniem dziecka (oprócz nauczenia się przystawiania go do piersi). A karmiłam ponad dwa lata i pewnie karmiłabym dłużej, gdybym nie miała już następnego dziecka - to było ponad moje siły! ;)

  • Marta
    Sty 14, 2017., 18:27 • Reply

    Jakbym czytała swoją historię. 35 tydzień. Poród zakończony cc. Synek po urodzeniu trafia na dwa dni do inkubatora. Ale tylko na obserwację. Waga urodzeniowa 3160. Po 8h od cc o wlasnych silach poszlam go obejrzec. A on juz po dokarmieniu. Myslalam ze zabije pielegniarki... prosilam zeby wolaly mnie na karmienie. Po dwoch dniach trafił do mnie. Juz nigdy wiecej nie poczul smak sztucznego mleka... tez spadl na wadze ale tez w granicach normy. Wyszlismy 5 dnia po porodzie. Potem tak ladnie przybieral ze polozna byla pod wielkim wrazeniem. I tak przez kolejnych 18 miesiecy... nie chcial ani butli ani smoczka ani innego mleka niz mamy. Teraz ma 2.5 roku. Uwielbia przytulac sie z glowa polozona na mojej piersi. I nawet czasami zaluje ze juz go nie karmię... poza faktem ze urodzil sie za szybko nie mial i nie ma zadnych objawow wczesniactwa. Chociaz na rozne kontrole jak kazali z nim chodzilam. Także 35tydzien bywa bardzo szczesliwy... i same zdrowe i silne chlopaki.. a jakie przystojnaki. Przesylam moc pozytywnej energii dla Was:)

  • Magda
    Sty 14, 2017., 18:42 • Reply

    Jak poprosiłam położna żeby pomogła mi dostawic synka to szarpala Nim i moją piersią, po dostawieniu przez nią dalej nie wiedziałam jak dostawiac. Synek był dokarmiony bo z głodu nie miał siły ssać mojej piersi, po butelce w ogóle nie chciał chwycić mojej piersi, w domu zaczęłam randki z laktatorem jak rozbujalam cycki przyszedl czas na małego.. ssal tylko w nakladkach. No ok dobre i to. Ale jadł 10min usypial i za godZinkę znowu. I niby czytałam, że maluchy są na piersi praktycznie cały czas ale w natłoku myśli, podekscytowania i strachu zapomniałam o tym i ubzduralam sobie NIE NAJADA SIE wróciłam do laktatora BĘDĘ ODCIĄGAĆ MLEKO. Trudno pił z butli ale moje, a później zaczęła się masakra. Zapalenie piersi za zapaleniem (nie od nieprawidlowego ściągania) laltacja leciała, zaczęło się dokarmianie, byłam tym wszystkim tak zmęczona że po 3 zapaleniu (1 na tydzień) zrezygnowałam. Czuję wewnętrzną porażkę, mam żal, że tak łatwo się poddałam z dostawianiem i chetnie przeszłam na odciaganie.. ehh glupia ja, ale przy drugim maluszku będę mądrzejsza :-) obecnie Kostek ma prawie 3mc. Wyłącznego karmienia piersią było ok 1,5mc.

  • Jadzka
    Sty 14, 2017., 18:44 • Reply

    Beda dwa lata i moze byc dwa wiecej... Moj Synal ma 4 lata i wciaz pije cyca a ja jestem z tego niesamowicie dumna! Gratulacje za wytrwalosc, poczatki sa niesamowicie trudne... Spisalas sie wspaniale!!!

  • Ewa
    Sty 14, 2017., 18:51 • Reply

    Obyś miała jak najwięcej mleczka!! Ja przy pierwszym dziecku nie wiedziałam co to mleko modyfikowane, po prawie półtora roku przerwaliśmy karmieni cycem. Przy drugim dziecku mleka jakos w tych piersiach mniej...:( dokarmiamy sie mlekiem ale walcze o jak najdłuższe karmienie bo ten widok dziecka, ta bliskość jest fenomenalna!!!!

  • Ewa :)
    Sty 14, 2017., 18:58 • Reply

    Pogadamy za pół roku, kiedy będziesz już po jakimś kryzysie laktacyjnym :-P póki co dopiero wchodzisz na mleczną drogę.

    • ede
      Sty 15, 2017., 11:51 • Reply

      Jeżeli kobieta jest zdeterminowana, żeby karmić to nie odstraszy jej żaden kryzys laktacyjny. Wiem z własnego doświadczenia :)

    • Noemi Pawlak
      Lip 05, 2017., 15:42 • Reply

      Jestem pół roku po i jest tak samo. Yea! :)

  • Hanna
    Sty 14, 2017., 19:03 • Reply

    Jestem mamą od czterech miesięcy. Mój mlekoholik leży właśnie obok mnie i śpi po swojej kolacji. Wiem co czujesz. Też z niczego nie byłam tak dumna jak z tego, że pomimo noworodka, który nie miał odruchu ssania, pomimo że dwa dni po porodzie mały przespał i musiał dostawać strzykawką modyfikowane (ja walczyłam o pokarm laktatorem) w końcu się udało! Radość daje mi każde karmienie, teraz mam już zawodowego ssaka, który podczas karmienia zerka na mnie i uśmiecha się tak, że cycek wypada mu z ust i musi łapać od początku :).

  • Marta
    Sty 14, 2017., 19:08 • Reply

    Mnie w ciąży ani kropelki, miałam cesarkę, 3 godziny po dostawałam małą, złapała parę kropel. Mleko miałam w małej ilości id początku, ale nie umiałam przestawiać. Kilka razy proponowane było mm- pierwszy raz na wybudzeniowej sali. Pielęgniarka powiedziała, że weźmie ja do karmienia, ja zapytałam, czym? No sztucznym. Ja na to, że ona już zjadła. A pani: tyle to przecież nic. Będzie głodna. .. Podziękowałam. Potem dwa razy dokarmialy mi dziecko bez mojej wiedzy i zgody. A ja płakałam,że coś jest nie tak, noworodek po 6 godz od karmienia nie chce jeść... Łatwo się poddać. Dlatego podziwiam bardzo bardzo. Staś ma dzielna mamusie :-)

  • Matka po przejściach
    Sty 14, 2017., 20:49 • Reply

    Gratuluję sukcesu i powodzenia w karmieniu do 2 lat! Piękne postanowienie:) Ja po obu cięciach w zasadzie od razu miałam pokarm, nawet, gdy mój wcześniak leżał na intensywnej w innym szpitalu. Pamiętam, że wtedy, żeby lepiej przybierał na wadze do mojego pokarmu podawano mu wzmacniacz do mleka kobiecego bebilon hmf (przynajmniej do osiągnięcia 3kg)-nigdy nie było mowy o podaniu mm z powodu słabego przybierania?

  • Ilona
    Sty 14, 2017., 22:40 • Reply

    Zazdroszczę, u mnie było prawie tak samo, tyle że wcześniak z 34 tc i po 1,5 m-ca coś poszło nie tak... robiłam co mogłam, ale tym razem się nie udało, mój wcześniak odrzucił moje mleko a ja poniosłam porażkę... :(

  • Magda
    Sty 15, 2017., 08:48 • Reply

    Pewnie niewiele znaczyć będą te słowa, ale jestem szalenie dumna! Udało Ci się rozkręcić laktację, mimo wszystko! Ale jestem też pełna podziwu dla Twojego spokoju w rozmowie z pediatrą ;) Mi w ciąży od 16t leciała z piersi siara... I to tyle, ze od polowy ciąży żadne wkładki laktacyjne nie dawały rady. Cieszyłam się, że będę miała dużo mleka, że nie będę miała problemu z kamieniem piersią... Ciąża zakończyła się cc 7 dni przed planowanym terminem porodu, po wcześniejszej dwunastogodzinnej próbie porodu naturalnego (odeszły mi wody, miałam piękne skurcze, piękne rozwarcie, cholernie bolesne parte, ale niestety źle wstawioną głowę w kanał rodny)... Podczas cięcia leciało że mnie mleko hektolitrami... To też mnie cieszyło, bo chociaż to szło po mojej myśli... Kiedy już ją dostałam moim pierwszym pytaniem było czy już mogę ją przystawić? Byłam tak oszołomiona i szczęśliwa, że nawet nie zwróciłam uwagi, że wcale nie jadła tylko ciamkała sobie cyca (dziś ma 19 miesięcy i dalej lubi ciamkać wszystko co jej w ręce wpadnie).. druga i trzecia doba były już jednak straszne.. Anka ciągle płakała, chciała być przy piersi, spała tak naprawdę kilka razy dziennie po 30 minut (to też zostało jej do zredukowania drzemek do jednej), łapała pierś po czym wrzeszczała.. próbowano wmówić mi brak mleka, bo laktator nic nie ściągał (okazało się, że mam cycki laktatorooporne, zdarza się), ale po naciśnięciu piersi mogłam tłuc szyby ciśnieniem... Wsparcie laktacyjne ze strony pielęgniarek/położnych(?) pracujących na oddziale noworodkowym było zerowe. Ciągle proponowały mi mleko modyfikowane i GLUKOZĘ! by uspokoić dziecko! Tak samo położne z oddziału położniczo-ginekologicznego. Więcej pomocy uzyskałam od położnych z traktu, z którymi rodziłam, gdy odwiedziły mnie po porodzie. Niestety w końcu zagrożono mi, jak Tobie, znaczną utratą wagi i kolejnym dniem w szpitalu (Anna urodziła się 3360, a w drugiej dobie ważyła 3170). Pozwoliłam na dokarmienie... Ale próbowalam dalej przystawiac. Non stop! jednak gdy wróciłam do domu i już zorientowałam się, że Anna to po prostu hajnid i będzie ciężko, dostałam zakazenia kieszonki zębowej. Temperatury po 40st. Moje mleko nagle zkwaśniało! Anka probowala jesc, ale wszystko wypluwala... Położna zabroniła mi karmić. Dostałam antybiotyk, przy ktorym nie wolno mi bylo karmic (nie mozna bylo niestety przepisac czegos bezpiecznego).. żeby nie zaprzepaścić tego, co wciąż rozkręcałam miałam walczyć laktatorem.. ale po 5 dniach (co 2h metoda 7-5-3) ze 150ml z jednej piersi doszłam do tragicznego wyniku 30ml z obu. Więc gdy juz dostalam zielone swiatlo na ponowne karmienie - nie bylo czym karmić. Nie doświadczylam nawału... Nie doświadczyłam bólu piersi (poza bólem sutków)... Czułam się złą matką.. najgorszą.. popadłam w depresję, nie chciałam wychodzić z łóżka, nie jadłam, nie chciałam zajmować się Małą. Aż szwagier, rolnik, uświadomił mi, że czasami tak bywa, że nawet krowa nie zawsze jest w stanie wykarmić cielę... ;) Teraz wiedziałabym, że mogę ponownie walczyć o rozkręcenie laktacji na nowo.. nawet bez laktatora.. teraz juz wiem jak sciągać mleko ręką... Teraz wiem już dużo więcej.. i wiedząc jaj to jest nie móc karmić własnego dziecka - chciałabym pomagać w tym innym ;)

  • Agata
    Sty 15, 2017., 09:14 • Reply

    Ten przymus dokarmienia to koszmar. Pierwsze dziecko urodzone sn w 41 tygodniu ciąży. Zabrali mi ją. Pierwsze przystawienie po 16 godzinach! Była zdrowa, nie było zagrożenia dla żadnej z nas. Wzięli ją bo tak. Przez te 16 h była wyłącznie na mm i butli. Po 16 godzinach pierwsze dostawienie i porażka bo dziecko płacze (zdążyła się przyzwyczaić że leci ciurkiem ze szklanej butelki z kauczugowym smoczkiem rodem z prl). Dostawiłam ją i załapała dopiero w domu. Chciałam karmić rok, karmiłam 3 miesiące wyłącznie piersią i później jeszcze miesiąc sposobem mieszanym. Dałam się zakrzyczeć przy kryzysie laktacyjnym, że muszę dokarmić. Do dziś sobie nie wybaczyłam. Drugie dziecko urodziłam dokładnie w dniu wyznaczonego terminu, również sn. Od razu był ze mną. Urodzeniowa 3730. Pierwszą dobę nikt się nie czepiał. W nocy wydalił taką ilość smółki, że dorosły by się nie powstydził. Rano ważenie i panika neonatolog bo spadek wagi (no kurde dziwne w 2 dobie nieprawdaż?) a matka nie dokarmia. Zaczęła mi małego szczypać po brzuchu i insynuować, że piszczy z głodu (kto by nie piszczał ściskany przez stare babsko). Spadł w najgorszym momencie ok 7,5%. Miałam nakaz ważenia przed i po posiłku. Było widać jak na dłoni, że je od 10-25 ml na karmienie. Od 2 doby miałam nawał, ale nie. Znowu "wspaniała" pani dr i olaboga dziecko ma niski cukier, w śpiączkę pani wpadnie, ja pani do domu nie puszczę. Przyszła położna, powiedziała żeby dać raz dokarmić to nas puści lekarka. Miałam dość szpitala i się zgodziłam czego do dziś żałuję. Po 2 godzinach miałam wypis. Na czym zależało dr? Nie sądzę by na dziecku bo wyniki szły w górę na samym moim mleku a po podaniu mm nawet go już nie badali. Po prostu musiała mieć rację i tyle. Czułam się tak jakby chciano mi wmówić, że bez mm nie dam rady. Karmiłam założone przez siebie 18 miesięcy, bez dokarmiania itp. Obecnie czekamy na trzecie maleństwo, wybieram jeszcze inny szpital (poprzednie dzieci urodzone w dwóch innych). Mam nadzieję, że tym razem trafię na kompetentny personel a nie szantażystów.

  • gosia
    Sty 15, 2017., 09:50 • Reply

    To chyba nasz szpital jest fenomen bo jak st zakaz karmienia mm chyba, że jest to konieczność. Położne robią wszystko aby dzieci były karmione tylko i wyłącznie piersią. Nawet w środku nocy mogłam liczyć na pomoc w przystawieniu dziecka

  • Dorota
    Sty 15, 2017., 11:25 • Reply

    Super gratuluje :) Ja po cesarce karmiłam 3 lata :) Synek jest okazem zdrowia i radości życia :) Wszystkiego dobrego dla całej rodziny :)

  • Barbara
    Sty 15, 2017., 12:49 • Reply

    Serdecznie gratuluję! Moja còrka to już nastolatka, ale pamiętam to uczucie kiedy nie potrafiłam jej nakarmić i ten płacz. (Mòj) I te słowa doradczyni laktacyjnej "dziś wieczorem to dziecko będzie ssało aż miło" karmiłam 20 miesięcy, też po cesarce. To było dość rzadkie 15 lat temu w Wlk Brytanii, nigdy z tego powodu nie spotkało mnie nic przykrego. Pozdrawiam serdecznie całą rodzinę xx Barbars

  • lavinka
    Sty 15, 2017., 22:46 • Reply

    U, 20g dziennie to sporo jak na problemy z laktacją. Ja karmiłam non stop niby mając pokarm, dziecko spadło ponad 10% z wagi, więc w teorii powinnam dokarmiać a i tak mi nie pozwolili. Efekt? Po miesiącu zabawy dziecko odwodnione na kroplówce. Karmione piersią traciło kilkadziesiąt gram dziennie. Traciło, jakie tam stanie w miejscu. Wypisali nas bez słowa, nikogo brak przybierania nie interesował. Nigdy nie miałam siary ani mleka właściwego, z piersi leciała woda. Laktator? Paradne, nawet jak miałam pokarm, bo przecież czułam, że dziecko te kilka łyków jest w stanie pociągnąć - nie ściągał kompletnie niczego. Wierzę, że się Wam uda, skoro Twoje piersi się rozdmuchały, ale pamiętaj, że nie zawsze się to udaje i czasem dziecku na pustej piersi grozi śmiertelne niebezpieczeństwo. Więc nie pisz, że pokarm jest w głowie, bo u mnie to nie zadziałało i u wielu kobiet nie działa.

    • Noemi Pawlak
      Sty 16, 2017., 11:22 • Reply

      Problem u Ciebie najprawdopodobniej był w braku odpowiedniego wsparcia laktacyjnego itp. A karmienie owszem - jest w głowie. 98% kobiet jest w stanie wykarmić swoje dziecko, ale w tych 98% ponad połowa nie ma odpowiedniego wsparcia i potem uważa, że "nie dała rady" "nie ma pokarmu" "ma słaby pokarm" (zgrozo) itp.

      • Emilia
        Sty 20, 2017., 10:05 • Reply

        Niekoniecznie Noemi. Trzeba pamiętać, że nawet jeśli tylko 2% kobiet nie może karmić, to te 2% naprawdę istnieje. Zresztą nie tak dawno słyszałam, że najnowsze szacunki już mówią o blisko 10%. Dla takich kobiet, które chciały karmić, a słyszą bez końca, że niedostatecznie walczyły, że mogły szukać pomocy gdzie indziej i mleko jest tylko w głowie, "bo tylko 2% kobiet nie może karmić" jest to raniące i krzywdzące. Fanatyzm w każdą stronę jest zły:) Moje dziecię karmione kp, wcześniak 35 tc, zjechał na wadze do 14% Tydzień tylko spadał na wadze. Ale u nas udało się znaleźć przyczynę. Żółtaczka wcześniacza. Doba naświetlań i waga przestała spadać. Ale nie zawsze tak jest.

        • Emilia
          Sty 20, 2017., 10:09 • Reply

          lavinka są kobiety, u których laktator nie ściągnie mleka. U mnie dużo efektywniejsze było ściąganie pokarmu ręcznie. Niestety jak dziecko z jakichś powodów nie może ssać, a u danej kobiety laktator jest nieefektywny , to ten pokarm znika... I chyba to najczęściej to jest przyczyną niekarmienia wcześniaków czy dzieci z problemami medycznymi piersią.

        • Noemi Pawlak
          Sty 20, 2017., 19:19 • Reply

          Nie jest krzywdzące. Jest prawdziwe. 2% kobiet, dajmy nawet te 10% to kobiety, które między innymi jadą na lekach uniemożliwiających karmienie piersią. Jest to jednak stosunkowo rzadkie zjawisko. Większość jednak kobiet, które nie karmią nie otrzymują odpowiedniego wsparcia laktacyjnego. :) I choć niektóre chcą, ale nie mogą "bo coś tam" nie zmienia to faktu, że te 90-98% ma predyspozycje do wykarmienia dziecka, ale nikt jeszcze nie powiedział, że początki kp sa łatwe, bo nie są. Zresztą nawet teraz, po prawie 3 tygodniach nie jest mi latwo - sutki mi płoną ogniem piekielnym, mam łzy w oczach za każdym razem jak Młody mi przyssie, do tego musze go karmić co 2 godziny w nocy, więc mam oczy na zapałki. Efektywnie jednak jadę dalej, bo mam motywację i wiedzę. Pomijając fakt, że początki były straszne, gdybym wcześniej nie wiedziała co robić, żeby rozbujać laktację, to dzisiaj mogłabym spokojnie być jedną z tych "które nie mają mleka" albo "nie mają odpowiedniej ilosci mleka". Więc ustalmy jeden fakt - pomoc laktacyjna w Polsce leży i kwiczy.

          • Emilia
            Sty 20, 2017., 20:19 •

            Ano to nie ulega watpliwosci, ze lezy i kwiczy ;) Ja rodzac drugie dziecko dostalam jedynie kserowki jak odciagac pokarm, bo poradnia laktacyjna miala urlop. Coz, zdarza się. Ale to było już moje drugie dziecko więc wiedzialam co robic. Staralam się pomagac tez innym dziewczynom. 10 % to wbrew pozorom nie tak malo, tyle się rodzi wczesniakow w Polsce, a obie dobrze wiemy, jaka to masa dzieci chocby z wczesniaczej grupy :))) A niestety zdarzaja się nie tak rzadko sytuacje skrajne, ze dzieci, odwodnione, trafiaja pod kroplowki, bo mama nie chce podac mm, bo to zuo. Nam bardzo latwo przychodzi od razu wrzucac wszystko do jednego wora brak wsparcia laktacyjnego (ktore jak najbardziej lezy i kwiczy), ale bez zadnej wiedzy o konkretnym przypadku nie wolno tego robic, jest to krzywdzace bo zostawia dana mame w poczuciu winy, ze moze JEDNAK mogla zrobic cos jeszcze. Wiekszosc przypadkow to rzeczywiscie brak wsparcia i niewiedza, lub tez decyzja mamy, ale zeby stwierdzic ze tak było w konkretnym przypadku potrzebne jest wiecej zmiennych. Po prostu fajnie dotrzegac, ze te mamy tez sa i ze czasem zrobic wszystko i wlaczyc to dalej za malo :)

    • Noemi Pawlak
      Sty 23, 2017., 10:16 • Reply

      @Emilia - brak wsparcia laktacyjnego nie jest winą matki. Ja zauważyłam, że większosć matek, które karmią mm same siebie szufladkują. Tak jak i w tym poście. On nie jest o matkach, które się nie poddały/nie mogły/ nie chciały a o mnie. Odbierany jest jednak tekst często personalnie,bo "ja nie mogłam" "nie dałam rady" "bo liczy się coś więcej niż mleko mamy". Dla mnie aktualnie liczy się tylko mleko mamy. Sama teraz widzę (dopiero teraz) jak wiele błędów z kp popełniają młode mamy, często zbyt szybko kierowane na mm. Dokarmianie w nocy "bo prześpi dłużej" itp. Gdyby matki miały moje możliwości kształcenia się pod tym kątem (ubolewam, nie każdy ma), to miałby ten sam obraz, że mm to zło. TERAZ, bo pierwszego syna karmiłam wyłącznie mm ;) I dla mnie jest to zło, co nie oznacza, że uważam matki karmiące mm za złe itp. bo każda ma prawo do podejmowania własnych decyzji. Ba! Uważam, że nawet matka ma prawo już w pierwszej dobie odmówić kp i przejść całkowicie na butlę i nikt nie ma prawa jej oceniać.

      • Emilia
        Sty 29, 2017., 11:44 • Reply

        Ja tylko uściślę, że czepiam się bardziej komentarzy, bo wiem że wpis jest o Tobie, i bardzo się cieszę że Wam się udało, że zawalczyłaś ze Stasiem :))) Zawsze się cieszę, jak jakaś mama po przejściach, trudnościach, której np pierwszego dziecka nie udało się karmić, która zaczynała od butli itp wygrywa tą walkę i jest kp. Ale tak to już jest chyba, że takie wpisy wyzwalają w mamach mm wspomnienia, żal i reakcje obronne. I zawsze w takich sytuacjach pojawiają się odpowiedzi "na pewno mogłaś karmić, bo 98% kobiet może karmić", zamiast zwykłego "przykro mi, że się tobie nie udało, wierzę że zrobiłaś wszystko, co wtedy zrobić mogłaś, i tak jesteś super mamą". Kurcze to trochę takie nieludzkie mi się wydaje. Chociaż sama dwójkę kp wykarmiłam i powinno mi to wisieć;P Bo oczywiście, że brak wsparcia nie jest winą mamy. Ale czasem obciążamy się same winą za to, na co wpływu nie miałyśmy i wtedy ktoś nas powinien wesprzeć, a nie dołować statystykami i diagnozami;P

  • Mama aniołka,diabełka i księżniczki
    Sty 16, 2017., 14:05 • Reply

    Jestem mamą tróki dzieci. Najmłodsza księżniczka ma 5 miesięcy i dzięki JEJ uporowi dalej jesteśmy tylko na piersi i zero innego jedzenia. Kiedyś nie było tak różowo.....dwóch synów musiałam dokarmiać butelka mlekiem midyfikowanym-a to wszystko wina braku jakiejkolwiek pomocy w szpitalu. Byłam młoda i głupia i dałam się omamić,a bo dziecko się nie najada bo ma Pani za mało pokarmu.....i tym sposobem straciłam zupełnie pokarm. Teraz jestem madrzejsza o tą widze i powiedziałam sobie STANE NA GŁOWIE ALE BĘDE KARMIŁA PIERSIA i tal było i jest. Miałyśmy kryzysy, bywały dni że mała chciała być przy piersi całe dnie,a ja na początku myślałam ze może bidulka się nie najada i zmięklam i chciałam dac jej butelke bo przecież nie pozwole dziecku głodować. Miałam wcześniej ściagnięty pokarm i zamrożony wiec jak znalazł-do butelki w czasie kryzysu a tu dupa.....nie chciała butelki a pierś. Ma w teh chwili 5 miesięcy je tylko pierś i mimo małej wagi urodzeniowej waży prawie 8 kg ;-) Jej upór "rozbujał " moją laktacje i dajemy rade. Wierze że natura wiedziała co robi i dała nam możliwość karmienia więc korzystajmy z tego. Żałuje że chłopaków nie było mi dane karmić, czasu nie cofne ale mogłam już nie popełniać tego błedu.

  • Paulina
    Sty 17, 2017., 12:15 • Reply

    To muszę powiedzieć, że ja wręcz byłam zmuszana do karmienia piersią a dokarmianie było czymś strasznym. Od samego poczatku po cc mialam dziecko przy sobie i mimo iż było to bardzo.kłopotliwe dziś doceniam. Polecam Szpital im. St. Żeromskiego w Krakowie!!

  • Andzela
    Sty 17, 2017., 16:51 • Reply

    A co zrobić kiedy dziecko bez przerwy wisi na cycku? Moja koleżanka urodziła 4 listopada. Córka jej cały czas cmoka cyca jedno karmienie potrafi trwać 40 minut. I tak co 1,5 co 2 godziny. Nocy bez przerwy na cycku. Ja rozumiem, że mleko matki najlepsze, ale widzę, że ona jest wykończona, że mała smoczka sobie z niej zrobiła. Ja za bardzo nie wiem co jej powiedzieć starszą karmiłam tylko 3 miesięce. A młodsza jadła z 20 minut co 4 godziny z czego noce przesypiała ciagiem 8-9 godzin. Nie chciałabym jej zmuszać bo ty musisz karmić a drugie strony zniechęcić.

    • Emilia
      Sty 20, 2017., 09:57 • Reply

      Powiedzieć po prostu, że to minie ;P Jeden z moich synów jadł max 7 minut i był najedzony. Drugi po 15 minut z każdej piersi, a jeszcze dochodziło noszenie, żeby odbił, zasnął. Dzieci są różne, mają różne potrzeby bliskości, z różną siłą ssą i w różnym tempie jedzą. A macierzyństwo nie zawsze jest usłane różami ;)

  • Emilia
    Sty 20, 2017., 10:19 • Reply

    Noemi gratuluję serdecznie dzieciątka i karmienia:) Ja mam wcześniaka 35tc i 28tc, oboje byli w końcu na piersi, ale po przejściach i długich przygodach. W pierwszym szpitalu wrecz nakrzyczeli na mnie dlaczego nie daję swojego pokarmu, to było pierwsze dziecko i pierwsza ciąża rozwiązana w 35tc, więc też byłam jeszcze nieogarnięta w temacie karmienia. Ale tak mnie zmotywowali że do końca życia zapamiętam jak się rozkręca laktację;) Niech Staszek rośnie zdrowo i korzysta z maminego mleczka:)

  • fizjomatka
    Sty 20, 2017., 18:24 • Reply

    Obecnie jestem w 29 tc, i dosyć szybko bo ok 19-20 tc. zauważyłam że już momentami leci siara :) mam nadzieje że nie będę miała problemów, choć to różnie może być :)

  • Kasia
    Sty 21, 2017., 16:03 • Reply

    Kazda matka chce dla dziecka jak najlepiej. Dac mu to co najlepsze i najcenniejsze. Ale moim zdaniem to MILOSC a nie mleko. Matki karmiace mm zaliczane sa gorszej kategorii bo nie daly rady, bo poszly na latwizne. Szczesliwe dziecko to takie ktire ma szczesliwa mame. Wpadanie w poczucie winy, traktowanie jako porazki karmienie mm wywoluja oddzwiek psychologiczny jakiego nawet nie jestesmy swiadome. W ciazy z pierwszym dzieckiem mialam tak samo...za wszelka cene chcialam karmic dziecko piersia. Od samego poczatku byly problemy bo maly po oproznieniu obu piersi domagal sie wiecej i zaczynalo sie wycie, darl sie w nieboglosy, zaczynal sie taic, rzucal sie na piers, gryzl ja a tam nic nie lecialo. Chwytal, wypluwal i wyl wyl wyl...probowalam dawac troszeczke mm bo tak poradzily panie zeby sie uspokoil, potem dostawialam, ale po chwili chisteria pojawiala sie na nowo. Ryczal on, ryczalam ja , a mleka w moich cholernych piersiach nie bylo. Probowalam odciagac, zeby pobudzic laktacje, sciagalam z 10-20 mm. Mowili ze nawal sie pojawi ale nawalu nie bylo. I dzien w dzien ta sama walka. Moj noworodek mial kilka drzemek po 15 min a podobno noworodki spia cale dnie. Jedynie o 2 w nocy piersi mialam pelne wtedy wypijal ale po 3 h w moich piersiach pusto a maly o 6 domagal sie sniadania. Bylam zmeczona i zrozpaczona. Lekarka mowila lezec z dzieckiem 2 doby w jednym lozku, nic nie robic tylko dostawiac. Wiec tak zrobilam...przez pol dnia bo moje dziecko nie chcialo pustej piersi ssac! Pewnego dnia przyszla polozna. Porozmawialysmy tak od serca i powiedziala wlasnie, ze to nie mleko tylko MILOSC jest najwazniejsza. Po jej wyjsciu dalam malemu butelke. I spalo cale 3h! Wstalo wypoczete i radosne! Przez 3 miesiace karmilam swiadomie pol na pol, najpierw piers potem mm. Dziecko bylo nie do poznania. Teraz ma 7 lat. Chorowal jak kazde dziecko, teraz prawie wcale. Przy drugim dziecku powiedzialam sobie ze sprobuje ale nie bede robic nic ponad sile. I tak tez bylo. W pierwszej dobie pila pieknie mleko, mysle JEST! ... Moja radosc byla przedwczesna. W drugiej dobie jakbym widziala moje synka sprzed 5 lat...ryczalam i dzwonilam do meza ze znow to samo. On mi powiedzial ze chce miec szczesliwa zone i dziecko. Mowili ze tak sie zdarza. Ale ja nie chcialam tego przezywac drugi raz. Wiec od razu zaczelam karmic pol na pol. Moja corka byla najedzona i szczesliwa. Spala jak noworodek. A moj starszy syn mogl ten czas spedzac ze mna. Nie zaluje tej decyzji i nie uwazam, ze karmienie mm to cos zlego i pojscie na latwizne. Szerzenie takiego pogladu moze skrzywdzic niejedna matke.

    • Noemi Pawlak
      Sty 23, 2017., 10:11 • Reply

      Tekst nie jest o gorszych i lepszych matkach, ani o tym co kto i kiedy, ale o mnie. Mojej determinacji i mojej walce. Niestety mamy, które karmią mm zbyt często same siebie szufladkują.

  • Kasia
    Sty 23, 2017., 11:47 • Reply

    Odnioslam sie do wczesniejszych komentarzy ze 98% kobiet moze wykarmic dziecko wlasnym mlekiem. Nacisk spoleczny jest ogromny. I moze problem rzeczywscie jest w doradztwie laktacyjnym, ktorego nie ma, to jednak niejedna kobieta traktuje to jako osobista porazke. Wynoszenie na piedestal kobiet, ktore karmia piersia jest szufladkowaniem. Oczywiscie popieram karmienie piersia. Ale dobija mnie fakt kiedy przy pierwszym spotkaniu zaraz po gratuluje slysze KARMISZ? Nie moje dziecko zyje z fotosyntezy hahaha teraz mam do tego dystans., ale kiedys tez to byla moja osobista porazka. Jasne ze problem jest w nas, czy to dotyczy mleka czy porodu, czyz nie? Ale prawda jest tez taka ze spoleczenstwo przyczynia sie do tego. Jestes dzielna, jestes wielka! Czemu nie uslyszy tego kobieta karmiaca mm. Zamiast uslyszy uuuu no trudno. A wykonuje ten sam trud wychowania dziecka.

    • Noemi Pawlak
      Sty 23, 2017., 11:57 • Reply

      98% jest w stanie wykarmić dzieci. Te 2% to będą kobiety, które dostają chemioterapię, lub leki uniemożliwiajace itp. Cała reszta może, że przy okazji jest pod górkę i większość rezygnuje (nawet nie z własnej winy) to inna sprawa. Piszesz o nacisku ... Ja większy nacisk czułam na mm niż na kp. ;) Z każdej strony zasypywano mnie propozycją dokarmiania mi dziecka z butelki mlekiem sztucznym. Co do gratulacji "jesteś dzielna" no to ja nigdy czegoś takiego nie oczekiwałam, lecz nie ma się co za bardzo oszukiwać, że jest mała różnica w walce o kp a podaniu gotowca. ;) Dodam, że sama podawałam ten gotowiec i choć faktycznie wyparzanie butelek, robienie mleka w odpowiedniej temperaturze było dyskomfortem itp. to jest nic w porównaniu z początkami kp. ;)

  • Jola
    Sty 23, 2017., 12:52 • Reply

    Może i post nie krytykuje wprost mam karmiących mm... Jednak czytając o tym, jak bardzo Ty dziś jesteś świadoma wyższości kp nad mm i jaką masz ogromną wiedzę (choć nie mogę uwierzyć w to,że 7 lat temu nie wiedziałaś, że mleko mamy jest najlepsze, a że dla wcześniaka to wręcz lek), to pisząc iż mm to zło i opisując że broniłaś się przed podaniem go swojemu dziecku co najmniej jakby to była trucizna-wbijasz mamom karmiacym butlą nóż w plecy. No bo jesli ktoś ma tak tajemną wiedzę o kp, to przecież ma raje. Czytając takie posty, cieszę się ogromnie, że sama nie miałam problemów z karmieniem własnych dzieci. Tobie również gratuluję sukcesu i życzę karmienia jak najdłużej.

    • Noemi Pawlak
      Sty 23, 2017., 15:21 • Reply

      Oczywiscie, że wiedziałam, że kp jest lepsze, ale nie umiałam walczyć. ;) Obecnie mam wiedzę również o tym jaki wpływ ma kp na wcześniaki. A to wiele daje również w kwestii świadomego wyboru, kiedy ma się świadomość konsekwencji podawania mm wcześniakom. O tym zresztą był poswięcony cały post, są na ten temat badania. Niemniej jednak post jest o mnie. To jak zostaje odebrany nie zmieni moich własnych odczuć. Nigdzie nie krytykowała mam karmiących mlekiem modyfikowanym, ale sama nie zamierzałam nim karmić syna drugiego. Proste jak budowa cepa. Ciągle mnie zastanawia dlaczego post jest odbierany personalnie, skoro o matkach karmiących piersią czy karmiących mm nie ma wzmianki, bo cały post - zajadę egoizmem - jest o mnie i tylko o mnie.

  • Marys
    Kwi 22, 2017., 13:35 • Reply

    Mój synek urodził się w 25 tyg ciąży. Miał 715 g. Lekarze od razu powiedzieli mi ze moje mleko to nie tylko pokarm. To lek. Rozchulalam laktacje odciagalam ponad 1 litr a moje dziecko piło 1 ml co 3h. Z powodu jego rozszczepu nie udało się karmic piersią. Odciagałam mleko 6 razy dziennie przez rok. Miałam predyspozycje i chęci. Jeśli się chce to można wszystko. Pozdrawiam!

  • Późny wcześniak – wiek korygowany i … kontrole. – rodzicielska publicystyka
    Maj 05, 2017., 10:35 • Reply

    […] z ssaniem piersi, a kobieta problemy z laktacją (o karmieniu piersią późnego wcześniaka TU ). Kolejnym problemem może być utrzymanie ciepłoty ciała. Staś przez pierwsze dwa tygodnie […]

LEAVE A REPLY

loading
×