Pierwszy trymestr.

Ponieważ według kalendarza z końcem lipca (początkiem sierpnia???) rozpoczynam już drugi trymestr  (co mnie niezmiernie zadziwia jak szybko leci mi czas w ciąży drugiej … pierwsza ciągnęła jak się flaki z olejem), postanowiłam podsumować to co przez ostatnie niespełna 3 miesiące się działo. Podsumowujemy pierwszy trymestr!

Jak się dowiedziałam o 4:33, 24 maja, że to jest TO, a dwie kreski lśniły na teście jak bożonarodzeniowa gwiazda, myślałam, że ze szczęścia wystrzelę w kosmos. PT obudziłam z takim piskiem, że prawie mnie zamordował – budzenie chłopa w trakcie głębokiego snu i podsuwanie mu pod nos czegoś, czego i tak nie widzi, bo nie ogarnia gdzie jest – nie było dobrym pomysłem. O tym co ja od niego chcę dotarło po kilku minutach, gdzie siarczysta “kurwa” mieszała się z “porąbało cię?! 4:30!” Chodziłam jak na haju przez cały dzień. Oto się UDAŁO. Telefonów sześć, w tym dwa do lekarzy i ta radość, która prawie, prawie … pozwoliła mi unieść się na 5 metrów.

A teraz wróćmy na ziemię …

 

Przede wszystkim zachodzi w ciele kobiety wiele zmian. Może powinnam pisać tylko o sobie? W sumie jakby porównać pierwszy trymestr z Janem a 2.0 dochodzę do wniosku, że mogłabym równie dobrze porównać pudelka z amstafem.

Zmiana pierwsza: zaczęłam się paskudnie czuć. Czułam się paskudnie dwa dni przed okresem, a dzień przed zrobieniem testu. Właściwie te dwa dni przed okresem test również zrobiłam, ale musiałam nie tylko patrzeć pod światło, ale jeszcze w okularach by cokolwiek tam ujrzeć, więc PT próbował mnie przekonać, że tam nic nie ma, ja sobie wkręcam i mieliśmy spokojnie czekać do lipca …

Zmiana druga: zaczęły mi rosnąć cycki. Około 6 tygodnia mogłam nimi zabić, bo spuchły jak po jakieś sesji sado-maso, a ja ze łzami w oczach uzmysłowilam sobie, że właśnie mam wszystkie staniki do wymiany, łącznie w bikini, co gorsza w więszkości sklepów miseczki kończyły się na zacnym D-80, a ja D-80 mogłam sobie na uszy założyć.

Zmiana trzecia: mam wrażenie, że mój pęcherz ma objętość kieliszka do wódki … Czasem naparstka.

Zmiana czwarta: moje hormony tańczą pogo, ze śmiechu przechodzę w płacz i odwrotnie, czasem mi przeszkadza nawet to, że PT za głośno zmywa i odkłada naczynia.

Zmiana piąta: rzygam – rano, wieczorem … Mam wrażenie, że cierpię na skrajną alergię od klimatyzacji w aucie.

Są dni, kiedy leżę cały dzień w łóżku, majac wrażenie, że zaraz wykituję, totalnie nie mam wtedy na nic siły, a mój poziom wkurwienia sięga zenitu. Leżę, wstaję i rzygam, znowu leżę, potem wstanę w godzinach popołudniowych i próbuję ogarnąć rzeczywistość. W tym wszystkim wiem, że Jach ma wakacje i to mi pomaga, bo nie jest zbytnio absorbujący i mogę zdychać . I tak od 6 tygodnia, w którym 2.0 dało mi do zrozumienia, że TAM JEST.

Wiecie co mnie w tym wszystkim zadziwia? Że jestem szczęśliwa. Faktycznie ciąża daje mi tak w kość, że już nie raz płakałam, że nie dam rady, ale w gruncie rzeczy jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie. W sumie po raz kolejny uzmysłowiłam sobie, że kobiety to masochistki. Bądź co bądź – po prostu masochistki.

DSC08496

2.0 ma 5,5 cm. Jest bardzo ruchliwe, co świetnie było widać na USG prenatalnym. Odpychało się nóżkami od ścianek, robiło fikołki, machało rączkami, a ja zadałam najbardziej idiotyczne pytanie wszech czasów “czy ono nie zrobi sobie krzywdy i nie zaplącze się w pępowinę? bo ja się strasznie boję, że  się zaplączę.” Lekarz powiedział, że statystycznie to mam większe szanse na to, że w drodze powrotnej do domu będę miała wypadek samochodowy.

Za parę dni kończę pierwszy trymestr i liczę na to, że miną całkowicie mdłości, wymioty a ja zacznę żyć od nowa. Przestanę w dzień spać (minimum raz dziennie), a mój organizm zaakceptuje zmiany i przestanie toczyć bitwę. Nie jest łatwo. Ale zdecydowanie lepiej niż na początku.

To już ten moment, kiedy na brzuchu nie da się spać, bo po prostu gniecie, boli i ch&#@ wafla. Ale za to można mieć wymówki do kupowania nowych ubrań (właśnie rozpoczęłam fazę na kupowanie dżinsów ciążowych).  Po prostu w drugiej ciąży urosłam więcej niż zamierzałam urosnąć w tak krótkim czasie. Co daje mi na plusie 0,8 kilograma. Co i tak nie jest super źle, ponieważ rozmiary mojego brzucha świadczą chyba o czymś zupełnie innym. W każdym razie dowiedziałam się, że mi się po prostu powiększyło to co i tak już miałam w sobie, a że wyglądam jak ciężarna – lub nażarta – to już efekt tego, że mięśnie już raz się rozciągnęły i szybciej im idzie. Taka logika. Mam nadzieję, że stanę w miejscu, bo  mam nadzieję, że od jakiegoś czasu stoję.

Dałabym się drodzy Państwo zabić za zielone jabłka i kwaśną śmietanę, którą wcinam z chlebem (lub bułką). Nic mnie tak nie rozwesela jak śmiejżelki wcinane po obiedzie, podkradane Jachowi, który niedługo chyba przestanie się cieszyć, że będzie miał rodzeństwo, bo za każdym razem, z ustami wypchanymi jak chomik, mówię mu, że sorry Mały, ale 2.0 się domagało, ja nic na to nie poradzę. Lubię czytać książkę z miską płatków cini-minis, za którymi jakoś specjalnie nie przepadałam i z pewnym zdziwieniem odkryłam, że potrafię je zagryźć ogórkiem kiszonym, ale to może już ten etap, gdzie sam fakt, że jem, a nie rzygam wszystkim – mnie uszczęśliwia.

Największy kryzys przeszłam między 6 a 10 tygodniem, który opisałam o TU . Ja naprawdę czułam się wtedy tak fatalnie jak tylko możecie to sobie wyobrazić. Widziałam też jak PT nie wiedział jak mi pomóc i z jakim zdziwieniem obserwował jak się męczę, bo z Jasiem po prostu tego nie doświadczyłam. Na to wszystko dodajcie lecące w moją stronę hejty, że poronię (czego się kosmicznie bałam), że nie powinnam o tym pisać, się tym chwalić i jak ja, po wcześniaku śmiem w ogóle narzekać. Ja wtedy sama sobie z tym nie radziłam, bo byłam osłabiona, wkurzona i nie bardzo potrafiłam odpowiedzieć sobie na pytanie gdzie w tym wszystkim jest to szczęście. Dobrze, że chociaż potrafiłam wyłączyć laptopa i 3letnie blogowanie nauczyło mnie totalnie olewać, co nieszczęśniki życiowe piszą. To był dla mnie kryzysowy moment, który potem  z dnia na dzień odchodził, ale samopoczucie miałam fatalne. Byłam zdziwiona, że dwie ciąże, z dwojga tych samych rodziców, mogą być tak różne.

Mam najcudowniejszego lekarza prowadzącego na świecie. Bo wiem, że jak nie odbierze, to nawet o 24 odpisze na mojego sms’a. Przepraszam … 22:55. I życzę wszystkim ciężarnym po przejściach takiego lekarza, który powie: “A na kolejna wizytę, to proszę koniecznie zabrać Starszego Brata!”

COMMENTS (5)

  • Sara Kozub
    Lip 27, 2016., 19:09 • Reply

    I oby do 40 tc było już coraz lepiej! Mnie właśnie druga ciąża nauczyła powstrzymywać się z ocenianiem. Pierwszą miałam lajtową: luz, blues, samopoczucie świetne. I tak sobie gdzieś z tyłu głowy schowałam taką myśl: te niektóre baby w ciąży to trochę za bardzo się pieszczą ze sobą. Druga ciąża mi ten pogląd wykasowała ;) A teraz mam frajdę i porównuję jak moja pięciolatka i noworodek (noworodka?) różnią się od siebie, a jednocześnie są tak podobne. Tego całej waszej rodzinie życzę!

  • Matka po przejściach
    Lip 27, 2016., 20:20 • Reply

    No to teraz dla równowagi cudownego drugiego i lekkiego trzeciego trymestru życzę! I trwania w swoim szczęściu aż do rozwiązania, a w zasadzie później też; )

  • tarapatka
    Lip 28, 2016., 15:55 • Reply

    Ja od 7 do 19 tygodnia przechodziłam istne katusze, z rzyganiem i mdłościami na czele, ale potem czułam, że żyję, żeby mniej więcej od 32 tc znów poczuć się jak g****. Życie! Dobry lekarz to podstawa :) życzę powodzenia!

  • Agatkaa
    Sie 08, 2016., 07:11 • Reply

    Możesz polecić swojego lekarza? Dwa tygodnie temu dowiedziałam się o ciąży i jestem na etapie poszukiwań prowadzącego... Kilka osób poleciło mi Olejniczaka z Poznania... szkoda, że Poznań...

  • justa
    Paź 28, 2016., 09:09 • Reply

    hehe ja już jestem po i nigdy więcej - takich mdłości, godzin na ktg...ja się chyba nie nadaję do rodzenia :)

LEAVE A REPLY

loading
×