Nie róbcie z nastoletnich matek bohaterek!

Jest wiele dylematów, ale jeszcze więcej protestów społeczeństwa. Nikt nie chcę by jego nastoletnia córka, któregoś dnia przyszła i powiedziała, że zostanie mamą. Teoretycznie radość, bo wnuk. W praktyce rozczarowanie, niechęć, bo nie tak miało być. Jak pomóc? Co zrobić? Aborcja? Dom dziecka? Wychowanie? Utrzymywanie? I wreszcie tatuś, częściej dawca spermy niż odpowiedzialny mężczyzna gotowy do podjęcia wyzwania jakim jest rodzina.

W Polsce co roku 20 tysięcy nastoletnich dziewczyn  zostaje matkami. Drugie tyle (z pewnością i bez owijania w bawełnę) ojcami, choć oni mają zawsze wybór i często z niego korzystają. Co gorsza, ich wybór (fakt, przespałem się, ale odpowiedzialności nie biorę) społeczeństwo akceptuję, bo przecież to facet. My, kobiety wyboru nie mamy (choć nikt nie twierdzi, że nie ma nastolatek, które nie rozważają i nie praktykują aborcji).

Z młodych matek (może użyjmy słowa – nastoletnich) zrobiono bohaterki. One wpadły na głęboką wodą bez koła ratunkowego i dzisiaj chcemy im pokazać na każdym kroku, że dokonały niemożliwego, bo się nie utopiły. Co jakiś czas ktoś zrobi jakiś film (np. Baby Blues, który chyba ma działać jak środek antykoncepcyjny), lub program “Teen Mom”. Właściwie to co jakiś czas ktoś chce ukazać, że no tak, w naszym społeczeństwie nadal są matki, które w momencie, kiedy powinny być w trakcie studiów, gdzie jedyną odpowiedzialność jest  zdany semestr, one cóż … lecą na wywiadówkę szkolną dziecka.

Nastoletnie matki nie są bohaterkami. Są po prostu matkami. Gratulowanie, że urodziły i wychowują, jest prawie takim samym absurdem, jak gratulowanie komuś, że zapłacił za zakupy w sklepie. Czego niby gratulujecie? Tego, że zaszły w ciąże w wieku, w którym nie powinny? Czy tego, że urodziły i nie dokonały aborcji? (jak tysiące innych kobiet w całej Polsce!).

Czy jest jakiś jeszcze wiek (oprócz przedziału nastu!), w którym samo urodzenie (a nie usunięcie “problemu”) jest traktowane jak dokonanie niemożliwego i na każdym kroku trzeba ten fakt podkreślać? I podziwiać? I komentować? Nie. Możemy oczywiście szalę obrócić na macierzyństwo 50+, ale jest ono rzadszym zjawiskiem. Nikt nie robi też programów o takich matkach i nikt nie traktuje ich jak supermenek. Temat jest omijany i traktowany jakby go nie było. Z kolei nastoletnie matki, można podjąć pod inny poziom rodzicielstwa.

Ze wszystkich możliwych rzeczy najbardziej nienawidziłam, kiedy ktoś mówił: “Ojej, ale jesteś dzielna!” albo “Świetnie sobie poradziłaś, bo ja w Twoim wieku …” Jeszcze bardziej nienawidziłam twierdzenia, że “Jesteś niesamowita” lub “Można Cię podziwiać.” Ja po prostu nienawidzę oceniania mojego rodzicielstwa przez pryzmat tego ile mam lat. Wiek nastu lat nie jest wiekiem odpowiednim do rodzenia dzieci. Zdarza się fakt, ale nie ma w tym nic do podziwiania. To kwestia odpowiedzialności i brania na klatę tego co zesłał los. Żadne supermoce. Jest dziecko, jest matka. Proste.

Cześć, mam 25 lat, mój syn niebawem skończy 7. Nie jestem bohaterką, tylko dlatego, że urodziłam ledwie ukończywszy pełnoletność. Jestem matką. Po prostu. Nie rób ze mnie kogoś kim nie jestem. I nie traktuj z ulgą. Nie ma taryf ulgowych. Mam takie same obowiązki. Jestem matką jak Ty. Wiek to metryczka. Nie bohaterstwo.

DSC07403

COMMENTS (12)

  • Matka B
    Kwi 17, 2016., 17:39 • Reply

    Jestem matka bohaterka nie dla tego ze urodzilam młodo a dla tego ze gnije juz 6 mc . W szpitalu moja córcia walczyla o życie sepca obrzeki niewydolności zatrzymanie akcji serca Nie zostawilam nie zwontpilam walczylam razem z nia z dala od domu od męża starszej córki do domu mam prawie 600 km .

    • Noemi Skotarczak
      Kwi 17, 2016., 17:48 • Reply

      Masz super moce! :)

    • Mama trójki
      Kwi 17, 2016., 19:01 • Reply

      Nie rozumiem. Uważasz się za "matkę bohaterkę" bo "nie zostawiłaś" walczącego o życie dziecka? Moje dziecko też walczy o życie. Od 2 miesięcy, nie od 6, ale jeszcze długa droga przed nami (dopiero za 5 mc czeka nas przeszczep szpiku, a gdzie jeszcze do końca tej walki...). Również jest to kosztem męża, starszego syna. Co więcej, jak dostaliśmy diagnozę (białaczka) byłam w 27 tygodniu ciąży z córką. Teraz do rozwiązania zostały 4 tygodnie, a ja nadal trwam z synem w szpitalu. I po porodzie nadal będę z nim trwać, chodź serce będzie pękać bo chciałabym mieć całą trójkę razem w domu. Ale wiem, że to on będzie mnie najbardziej potrzebował. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że jestem z tego powodu bohaterką. Jestem matką. I uważam, że zachowuje się tak jak zachowałaby się każda inna matka w mojej sytuacji.

      • Noemi Skotarczak
        Kwi 18, 2016., 10:31 • Reply

        Trochę dziwna ta licytacja ...

        • zenia
          Kwi 27, 2017., 15:25 • Reply

          Teraz leci ciągłość programu jako serial.Ale w niektórych przypadkach to patologia na całego...szkoda dzieciaków.Nie mamy jeszcze dzieci z mężem,nie staramy się ale mam Najcudowniejszą Mamę która mówi że macierzyństwo dało Jej najwięcej szczęścia.Ale wiem ile miłości,oddania i poświęcenia przy trudnościach losu nam z siebie dała.Oby wszystkie Mamy na świecie takie były :-) I miały tyle cierpliwości.

  • Matka B
    Kwi 18, 2016., 06:59 • Reply

    Mamo trójki moje dziecko walczy o zycie od urodzenia jestesmy 6 mc w szpitalun. Przed nami dluga droga . ? Myslisz ze tylko ci jest ciężko? Nke ma moc gorszego niz patrzec na cierpienie swego dziecka

  • Ania T.
    Kwi 18, 2016., 07:12 • Reply

    Z obserwacji moich koleżanek, które zostały matkami mając naście lat: one miały wręcz łatwiej. Owszem, trochę ich ominęło, bo gdy my wybieraliśmy studia i imprezowaliśmy, one zajmowały się dziećmi. ALE. One w większości nie musiały pracować. One mieszkały ze swoimi rodzicami i w większości przypadków, dzieckiem zajmowała się babcia. W zasadzie często wyglądało to tak, że one zachowywały się jak "starsze siostry", a babcia była tą prawdziwą mamą. Niektóre nawet i studiowały, do domu i dziecka wpadały raz na jakiś czas, miały podsunięte wszystko pod nos. Nie mówię, ze wszystkie - są młode mamy, które muszą ponosić konsekwencje i radzić sobie same. Ale u moich koleżanek tak to właśnie wyglądało i na pewno nie nazwałabym tego bohaterstwem ;)

  • BeeMammy
    Kwi 18, 2016., 07:41 • Reply

    Zgadzam sie z Toba. To ze ktos zaszedl w ciaze kiedy nie powinien zwyczajnie nie robi z niego bohatera. To po prostu normalna odpowiedzialnosc.

  • M.
    Kwi 18, 2016., 07:59 • Reply

    Moja koleżanka w pracy ma 35 lat i 20 letnia córkę - to dopiero jest wczesne macierzyństwo ;)

  • dorotasłubice
    Kwi 20, 2016., 10:58 • Reply

    Najgorsze było to, jak w programie Tomasza Lisa o młodych matkach, dziewczyny(młode matki) spytane o rady dla nastolatek, wręcz zachwalały wczesne macierzyństwo, mimo tego, że miały problemy z rodzicami lub ojcami dzieci. Spodziewałam się rad w stylu: poczekajcie z pierwszym razem, jak już musicie to zabezpieczcie się odpowiednio, nie dajcie się ubłagać chłopakowi czy inne, ale nie. One zachwalały to jak coś fajnego do wypróbowania, tylko, że dziecko zostaje na zawsze. Mając 26 lat i nie uczestnicząc w imprezach, dyskotekach, zagranicznych wycieczkach czy podróżach dochodzę do wniosku, że chciałabym mieć już 3-4 letnie dziecko, męża itd. Ale niestety jestem zbyt nieśmiała, żeby nawet pierwszy raz pocałować się z kimś...

  • Ojciec M.
    Kwi 21, 2016., 06:27 • Reply

    Uważam, że każdej matce trzeba gratulować. Niech się czuje doceniona. Przy jednej, drugiej, dziesiątej nieprzespanej nocy ciepłe słowa są potrzebne jak woda na pustyni. Potrzebne każdemu, bez względu na płeć. Jeszcze jedno, nie byłem tak nieporadny jak to przedstawiono w Baby Blues, więc sam nie wiem co sądzić o tym filmie, chyba faktycznie ma działać jak środek antykoncepcyjny. Odnośnie Teen Mom - jeśli ktoś opierał swoją wiedzę o nastoletnim rodzicielstwie na amerykańskiej wersji programu, leciał non stop na vivie, mtv i widzi to tak sztucznie i lukrowo jal było tam pokazane to mu szczerzę współczuję....

  • Keira
    Kwi 22, 2016., 11:09 • Reply

    A to ja Ci zazdroszczę tych opinii o bohaterstwie :P Sama spotkałam się tylko z politowaniem i pogardą we wzroku, bo taka młoda, a ma już 8letnie dziecko (co prawda urodziłam w wieku 20 lat, ale wyglądam nadal na ok 20, więc ludzie myślą że rodziłam mając pewnie z 15lat, albo mówią, że mam fajnego braciszka...). Jako, że wcześniej nie miałam czasu na dokształcanie się, to zabrałam się za to 2 lata temu i miałam też nieprzyjemne sytuacje na praktykach typu: Powinna już kilka lat pracować i odkładać na emeryturę, a nie uczyć się, biedna zmarnowała sobie życie... Ogólnie rzecz biorąc ludzie za dużo przejmują się czyimś życiem, a nie swoim. Pozdrawiam!

LEAVE A REPLY

loading
×