Planowanie ciąży po wcześniaku. Cz. I

600 złotych miesięcznie, kwas foliowy brany lata świetlne przed podjęciem TEJ decyzji, szereg badań i czterech specjalistów. Tak mniej więcej rozkłada się mój bilans. Własny. Dodaj do tego bezdyskusyjnie wszystkie zęby, aby nie było w nich najmniejszej dziurki, najmniejszego ubytku. Leczenie kanałowe przede mną. Dzisiaj. A za jakiś czas, kto wie …

Tym wpisem rozpoczynam sagę “Planowanie ciąży po wcześniaku“, które będą pojawiać się średnio raz w miesiącu.

Prawdziwym wyzwaniem było znalezienie lekarza magika. Pal licho cena, myślałam naiwnie. Kiedy jednak przed oczami rozpostarła mi się wizja płacenia co wizytę 250-300 złotych, wstrzymałam oddech. Rozłożyłam to na miesiące, obliczyłam dojazdy, wreszcie badania i wyszło mi ponad 600 złotych miesięcznie. Ponad, bo przecież wizyty w ciąży zagrożonej są czasem co dwa tygodnie, średnio co trzy. Bądźmy poważni … A dojazd 50 kilometrów, a wreszcie badania, za które z prywatnych gabinetów się płaci. Właśnie dotarłam do jakiś 7, może 8 stów. Całość ciąży? Około 5-6 tysięcy złotych. Tygodniowe wakacje w Grecji dla naszej trójki.

Znalazłam GO. Nie było trudno. Jedno hasło na odpowiedniej grupie, a potem czytanie opinii, czy aby na pewno ON i czemu akurat ON, a nie jego tańsza wersja bez profesora przed nazwiskiem. Tylko ja potrzebowałam kogoś, kto będzie 24h pod telefonem – piątek, świątek czy niedziela, druga w nocy czy piąta po południu. Kto będzie wystarczająco dobry, by poprowadzić ciążę moją, bo przecież sorry-memory, ale będę najbardziej wkurwiającą ciężarną w dziejach ludzkości i na końcu kogoś z nas zawiną w kaftan. Wizytę pierwszą miałam na luty, ale zachorowałam, przeniesiona na … kwiecień. Dzień przed siódmą rocznicą, kiedy wszystko się zmieniło.

Z zazdrością patrzę na moje koleżanki, które właśnie są w trakcie tworzenia, bądź rodzenia, bądź wychowywania wersji 2.0, 3.0 a nawet 4.0. Zazdroszczę im tej beztroski, której ktoś mnie pozbawił siedem lat temu. U mnie wygląda to mniej więcej tak: “O borze szumiący, będę biegać co 10 minut do toalety i sprawdzać czy wszystko jest w porządku.” A potem: “O k^&@ a jak coś pójdzie nie tak?! Na bank coś pójdzie nie tak!” i wisienka na torciku o imieniu Jan: “NIE BĘDĘ MIAŁA WIECEJ DZIECI, BO OSZALEJE! DRUGIE PEWNIE DA JESZCZE BARDZIEJ POPALIĆ.

Przychodzi myśl, że może do 2020 roku się wyrobimy, bo prawda jest taka, że uknułam spisek przeciwko samej sobie, że rodzę przed trzydziestką, a nie ma bata, że inaczej. PT nostalgicznie wychodzi z założenia, że on będzie się niepostrzeżenie zbliżaj do wieku średniego i jemu się nie chce. Wizja córka? Dwie baby? A może by tak zostać w miejscu w którym jesteśmy. Dzieciak prawie odchowany, absorbujący, że niech dunder świśnie, ale już na tyle duży, że się ogarnia sam. I komu się chce od nowa? Przypominam sobie te pierwsze nocki Jana, że kompletnie nie kumaliśmy co on do nas płacze. Nażarty jak bąk, pielucha sucha, przytulany, noszony, bujany a on i  tak ryk. Zrozum niemowlę? Wtedy pierwszy raz złapałam się myśli: “Nigdy więcej.” Hormony tańczyły pogo, mój organizm dawał mi znać, że 2 godziny snu to trochę za mało, a ja sama siedziałam czasem i wylewałam wielkie jak grochy łzy dochodząc do wniosku, że decydowanie się na drugie dziecko to czysty masochizm. I jak te baby tak mogą?

Dzisiaj stoję w innym miejscu niż stałam wtedy. Wtedy byłam gówniarą, którą nie interesowały tygodnie ciąży, a jedynie miesiące. Chociaż do lekarza na NFZ (o ja naiwna!). Przeglądałam czasopisma dla rodzicow bez większego zainteresowania rozwojem w danym tygodniu ciąży. Brałam witaminy, ale ich skład traktowałam na równi z chińskimi znakami. Nie musiałam leżeć (do pewnego momentu), więc byłam aktywna. Nic nie planowałam, nic nie robiłam ponad to co chciałam i mogłam. Kompletnie nie docierały do mnie informacji, że mogłoby coś pójść nie tak. Nie czytałam o porodach, o ich przebiegu, nie chciałam słuchać koleżanek, babć i ciotek, które “miały to za sobą.” Słowem – byłam jedną z najbardziej nieświadomych ciężarnych jakie nosiła ta ziemia. I było mi z tym dobrze.Tylko, że potem w ciągu kilku godzin nauczyłam się nie tylko tygodni ciąży i dni. Wiedziałam dokładnie w którym momencie jestem i ile DNI jeszcze zostało, oraz szacowaną wagę dziecka. Wiedziałam co jest rozwinięte i ile procent szans ma …

Posiadam aktualnie zupełnie inne inną wiedzą i inne zasoby finansowe. Świetne ubezpieczenie zdrowotne, z atrakcyjną kwotą za urodzenie dziecka. Mam stałą pracę ze stałą umową, co daje mi nie tylko płatne L4 w ciąży, ale jeszcze solidną podstawę macierzyńskiego. Wiec pada to pytanie: “Dlaczego jeszcze NIE?”  Strach. Jedno słowo, które rozmywa całą moją wizję. A co jak znowu urodzę przed czasem? A co jak znowu coś pójdzie nie tak? Czy jestem w stanie to dźwignąć jak wtedy? A jak poronię? A jak …

Pytań mnożę w nieskończoność, jakby moja tabliczka mnożenia była gigantycznych rozmiarów. Patrzę w lustro, pełna nadziei, a zaraz potem wszystko gaśnie, jak zdmuchnięta świeczka.

Ale potem widzę to.

14022_662140577218376_820589154389445853_n

I  chciałabym to przeżyć jeszcze raz. Na spokojnie.

 

COMMENTS (26)

  • pa36
    Mar 09, 2016., 09:34 • Reply

    " bo prawda jest taka, że uknułam spisek przeciwko samej sobie, że rodzę przed trzydziestką". I to jest twój niezaprzeczalny kapitał - młody WIEK. JA w 2020 będę mieć 40-tkę...czyli teraz mam 36...czyli samo to mnie już obciąża "ciążą zagrożoną"...Pierwsza ciąża była w wieku 32.

  • Anka
    Mar 09, 2016., 09:43 • Reply

    Rozumiem Cię doskonale, ja wprawdzie urodziłam o czasie, ale w 8 tygodniu okazało się, że mam trombofilie, mutację genetyczną, a do tego źle przyswajam kwas foliowy,a to wszystko wykryte przez przypadek,bo moja lekarka miała nosa. Moment kiedy kładłam się na USG,żeby zobaczyć czy serduszko bije był najgorszy w moim życiu, w większości do 12 tyg. dziciaczki umierają przy trombofilii. I niestety zastrzyki na rozrzedzenie krwi,codziennie, przez całą ciążę. I maaaaasa wydanych pieniędzy,bo państwo nie refunduje leku przy ciąży, bo po co,przecież taka nie powinna urodzić. Prywatny lekarz, badania, staranie się o dziecko przez 2 lata. Wszystko z własnej kieszeni. Rozumiem Cię doskonale, i wiem, że przejdę to jeszcze raz, bo ten malutki uśmiech jest wart wszystkiego :-) powodzenia

  • Kasia
    Mar 09, 2016., 09:48 • Reply

    Ja zaszłam w ciążę w wieku 16 lat i byłam tak głupia i naiwna, że wierzyłam, że póki lekarz mi tej ciąży nie potwierdzi to być może w tej ciąży nie jestem.... Więc po co się miałam stresować? Na pierwszą (!) wizytę poszłam miesiąc przed porodem. Z perspektywy czasu wciąż wyrzucam sobie jaka byłam głupia... i jak wielkie miałam szczęście.

    • Noemi Skotarczak
      Mar 09, 2016., 09:53 • Reply

      Ja na wizytę poszłam po 1,5 miesiąca od ujrzenia dwóch kresek, bo przecież ta druga kreska taka jasna, wiec pewnie żadna tam ciąża. :D Ale zrobiłam jeszcze jeden test i dostałam obuchem w łeb. To były najbardziej pamiętne Święta w historii mojego A. rodziny, bo moi rodzice się zorientowali trochę wcześniej. A rodzice A. dowiedzieli się przy stole w Boże Narodzenie przy obiedzie. Dzisiaj to się wszyscy z tego śmieją, ale wtedy ... o kurde, co się działo. :D

  • sandrii
    Mar 09, 2016., 10:14 • Reply

    Nie ma nic gorszego niz przedeczesny porod czy ciaza zagrozona.... Ja przeszlam pierwsza ciaze na lezaco w domu i w szpitalu... Bylo ciężko strach o dziecko mialam codziennie na szczescue skonczylo sie wszystko dobrze... Mowilam nigdy wiecej. Nikt mnie nie mogl przekonac ze kazda ciaza inna.... Gdy dowiedzialam sie o drugiej myslalam ze swiat mi sie zawali ale nie zawalil, bogata o tamte wspomnienia nauczona co moze sie stac i jakie sa tego symptomy walcze o drugie dziecko. Nie obylo sie od szpitala bylam juz 2 razy od 3tyg nie widzialam swiata- odklejenie łożyska. Teraz juz wracam do zywych jest juz ok z nami i powoli szykuje mojemu synowi wyprawke na wielki dzien. Ps tez wydaje spore sumy na lek prywatnie ale doswiadczona tamta ciąża wiem czego od nich wymagac, i idziemy ku lepszemu.... Tobie zycze tego samego kochana

    • Not So Serious Mom
      Mar 10, 2016., 22:47 • Reply

      opisz to kiedyś szerzej, jak macie chęć się tym podzielić ;)

    • kate
      Cze 08, 2016., 15:29 • Reply

      Jest wiele rzeczy gorszych. Pierwsze z brzegu: niepełnosprawność dziecka, ciężka choroba ujawniona u matki w czasie ciąży, ciężka infekcja szpitalna matki w czasie ciąży...etc.

      • kate
        Cze 08, 2016., 15:33 • Reply

        Ps. I piszę to jako matka wcześniaka z 34 tc, z wyjątkowo cieżkiej ciąży (I trymestr - praktycznie ciągłe krwawienie, lądowanie na patologii co 2 tygodnie, II trymestr - infekcja wirusowa powikłana zapaleniem wątroby/ CMV, III trymestr - zagrażająca rzucawka, w 34 tc. cesarka, do tego macica cięta pionowo bo jednocześnie wycięto mięśniaka 8 cm)

  • Kkasiulka
    Mar 09, 2016., 10:18 • Reply

    Będę trzymać za Ciebie kciuki. I wierzyć, że będzie dobrze. Przesyłać pozytywne wibracje i co tam jeszcze dam radę. I nie będę mówić, nie martw się.... bo i tak będziesz to robić. Choć nie mam za sobą takich historii, mam dwoje dzieci a trzecie w drodze, choć wszystko układa się szczęśliwie, to jako mama - rozumiem Twoje lęki. I chęć radości ze spokojnego macierzyństwa również rozumiem. Całym sercem jestem z Tobą

  • S
    Mar 09, 2016., 10:31 • Reply

    O swoje zdrowie walczę od 8 lat. Przez cały ten czas wszystko co robiłam, robiłam po to, by przygotować się do ciąży. W wuj czasu. A jak słyszałam "kiedy my będziemy mieli wnuka", "zegar biologiczny tyka" itd. to szlag mnie trafiał. Dziś mam 29 lat, jestem w 13 tygodniu ciąży i drżę ze strachu. I choć robiłam wszystko co mogłam, przygotowywałam się jak najlepiej i wydawało mi się, że teraz jest ten czas bo lepszego już nie będzie, to niestety dziś już wiem, że moje dziecko może mieć chore serduszko, i jest bardzo duże ryzyko zahamowania wzrostu, stanu przedrzucawkowego i przedwczesnego porodu. I choć mam prywatne ubezpieczenie, konsultacje u jednej z najlepszych profesor i cudowną lekarkę w szpitalu (prowadzić moją ciążę może tylko szpital, który ma większość specjalizacji i będzie w stanie ogarnąć mnie "całą") to i tak nic więcej zrobić nie mogę. I to jest dla mnie najgorsze. Na pewne rzeczy wpływu nie mamy. Trzymam kciuki, żeby się powiodło. Ale choćbyśmy stanęły na rzęsach to i tak w pewnej części zdane jesteśmy na los.

  • Ania
    Mar 09, 2016., 10:31 • Reply

    U nas minęło właśnie 5 lat i w koncu dopuscilismy do siebie mysl o drugim szczesciu no i przyszła pora na podjęcie decyzji że zaryzykujemy jeszcze raz. Wierzymy oboje że tym razem się uda. Mamy za sobą niezły bagaż i wciąż to pytanie czy to dobry czas, a po chwili odpowiedz, że na drugie dziecko po wczesniaku nigdy nie będzie dobrego momentu. Najbardziej przeraża mnie myśl, że co jeśli znów wyląduje na patologii i będę tam musiała spędzić ładne tygodnie a co za tym idzie będę musiała rozstać się z córka...zrobie wszystko żeby do tego nie doszło chocbym miała 9 miesięcy przelezec w jednej pozycji. Trzymam kciuki za Was 😙

  • Domi
    Mar 09, 2016., 10:48 • Reply

    Jestem w stanie zrozumieć Twoje obawy, bo mi do podjęcia decyzji "więcej dzieci nie będzie" wystarczy aktualna zagrożona ciąża (wody odeszły mi w 13 tc, ale sie zasklepilo) i komentarze lekarzy: "jak to dziecko się urodzi i to jeszcze o czasie, to będziemy je traktować jak cud"... Mimo, iż mam 23 lata czasami czuje, że może jestem za młoda? Ale jak widzę na USG to moje 400g szczęścia to więcej już nic sie bie liczy :) Powodzenia!

  • Dorota
    Mar 09, 2016., 11:53 • Reply

    Ja od dawna miałam wizję swojego macierzyństwa. Chciałam urodzić do 25 roku życia, najlepiej dziewczynkę i być cudowną, młodą mamą. Życie przyniosło mi coś zgoła innego. Za chwilę 30 i mamą nadal nie jestem :(

  • Kasia
    Mar 09, 2016., 12:05 • Reply

    Noemi a czemu Jach był wczesniakiem ? Czy powodem wcześniejszego porodu była skrócona szyjka macicy? Miałam zakładany pessar w13 tyg i urodziłam dopiero w 39 tyg.1 ciążę straciłam z tego powodu w 14 tyg.Pozdrawiam.

  • Aga z Trojaczki.com.pl
    Mar 09, 2016., 12:17 • Reply

    Będę trzymała kciuki. Mocno! Za Ciebie i za Was! Ja świadomie nie zdecyduję się na ponowną ciążę. Wcale nie dlatego, że znów mogłabym urodzić trojaki;) Boję się. Po prostu się boję. Kto nie przeżył wcześniejszego porodu, odliczania godzin i dni, i tego strachu - nie zrozumie. Jak pomyśle sobie że znów przeżywałabym to wszystko, podziękuję. Bynajmniej na razie. A jak za jakiś czas się zdecydujemy, to na adopcję.

  • Magda
    Mar 09, 2016., 12:44 • Reply

    Nie jestem matką wczesniaka, ale po pierwszej ciąży spodziewałam się tak samo korzystnej formy. Tym razem było zupełnie na odwrót u mnie na gorsze ale wierzę że u ciebie to wszystko przybierac będzie inny bieg. Ten lepszy. W końcu kiedyś już Ci pisałam, że przydałaby Ci się taka zoska do kompletu 😃 urodziłam i bałam się ze będzie gorzej z obsługą tego małego człowieka. Myliłam się. To ze pierwsze jest przemadrzale i niejednokrotnie upierdliwe- to co? A nie znasz tego skądś? Nie? To popatrzmy obie w lustro i nie miejmy juz wątpliwości po kim oni tacy są! :) wierzę w was i w sielskie zakończenie. tez byłam najgorsza ciężarna pod słońcem a na porodowce chciałam ułożyć swój własny plan działania. Tez wydałam miliony monet na ciążę, na syna czekałam 2 lata. W sumie to na dziecko, bo nie wiedziałam ...choć czułam ze tym razem o córce mogę pomarzyć. Nieważne. Teraz liczy się to ze jest. W ciąży tez liczyło się to ze jest juz i jest w miarę bezpieczna. Choć nic nie wskazywało ze taka będzie. Trzymam za was moooocno, moooocno kciuki. Juz czekam na wpisy tworzone przez hormony + twój charakter !

  • Matka po przejściach
    Mar 09, 2016., 12:57 • Reply

    To całe planowanie i tak jest bez sensu. Pierwszego syna urodziłam nagle w 29 tygodniu ciąży na skutek zagrażającej rzucawki. Syn żyje i naprawdę ma się świetnie , a osiągnął ten stan bez większego poświęcenia z naszej strony. Do drugiej ciąży długo się przygotowywałam- myślałam, że częste wizyty u prywatnych specjalistów, tysiące badań, regularne mierzenie ciśnienia, zdrowa dieta, witaminki i spokojny tryb życia to klucz do sukcesu. Nic bardziej mylnego. W 34 robiłam prywatnie badanie USG-moja córeczka miała się świetnie. Co z tego skoro następnego dnia już nie żyła. Owinęła się pępowiną i po prostu odeszła!!! Udowadniając nam, że kasa i tysiące wizyt i badań nic nie znaczą, bo co ma być to będzie. W trzeciej ciąży ''położyłam na to wszystko laskę''. Nie, że o siebie nie dbałam. Chodziłam regularnie do lekarza na NFZ i pamiętałam, że pewnych rzeczy mi nie wolno (alkohol, zupki chińskie itd), ale poza tym żyłam normalnie. Drugi syn urodził się w terminie bez komplikacji. Nie wydałam nawet grosza na dodatkowe badania, czy wizyty u najlepszych specjalistów. Bo znowu to powtórzę co ma być i tak będzie.

  • ania
    Mar 09, 2016., 13:49 • Reply

    Ja mam za sobą 6 ciąż. Mam jedno dziecko. I jedno pochowane. Urodzone 26tc. Nie chce się poddawać, zawsze chciałam żeby synek miał rodzeństwo. Aktualnie nie jajeczkuję. śmieję się czasami (niestety przez łzy), że chyba wykorzystałam już wszystkie szanse na posiadanie więcej niż jednego dziecka. :(

  • MamaWcześniaka
    Mar 09, 2016., 15:12 • Reply

    Podziwiam Cię i trzymam mocno kciuki, żeby wszystko było dobrze. Ja się chyba nie zdecyduję, moje córki urodziły się 3 miesiące przed terminem, jedna odeszła, zbyt wiele tego.

  • Feli
    Mar 09, 2016., 15:15 • Reply

    Eh ja tez niestety od wczoraj muszę leżeć. To moja druga ciąża. Pierwsza rownież była zagrożona. Leżałam 2 tyg. w szpitalu z powodu krwiaka w macicy i plamień, na szczęście wszystko dobrze sie skończyło. Urodziłam zdrowego, ponad 4 kg syna. Teraz tez mam krwiaka tyle, ze narazie odpukać nie plamie i mogę lezeć w domu,a nie w szpitalu. Pierwsza ciąża była dla mnie dużym obciążeniem psychicznym i strasznie bałam się, ze to wszystko sie powtórzy... I niestety znowu przez to przechodzę. Jest mi cieżko, ale patrząc na mojego 2,5 letniego synka wiem, ze warto. Pozdrawiam wszystkie kobitki, dla których ciąża niestety nie jest łatwa.

  • Gosia
    Mar 09, 2016., 15:48 • Reply

    Ja wcale ci się nie dziwię, że się boisz. Sama przeszłam coś podobnego tylko ja poroniłam... Na drugą ciążę zdecydowaliśmy się szybko ale co ja przechodziłam to glowa mala. Ciągle biegałam do toalety bo miałam wrażenie że krwawię. Jednak wszystko było dobrze. A potem w trzeciej ciąży w 32 tygodniu na ktg brak ruchów i tętno za niskie. Moje przerażenie było ogromne, łzy i strach. Decyzja lekarza za dwie godziny ktg i cc jeśli nie będzie lepiej. To były najdłuższe dwie godziny w moim życiu. Naszczescie tętno córki sie unormowało i urodziła się zdrowa a terminie. Czytam cię od dłuższego czasu i bardzo polubiłam Twój blog. Trzymam kciuki żeby się udało choć wiem,że nie będzie ci łatwo

  • Ania
    Mar 09, 2016., 20:35 • Reply

    Bardzo lubię czytać Twoje wpisy, są bardzo prawdziwe, konkretne, bez sztuczności. Będę Ci kibicować w Twoich staraniach. Ja jestem mamą rocznego Adasia, a perspektywa kolejnej ciąży mnie przeraża, bo pierwszą poroniłam, a w drugiej strasznie się stresowałam, że znowu mnie to spotka, w 6 mies. do prawie 8 m. musiałam leżeć żeby nie urodzić za wcześnie. Na szczęście wszystko się udało i mały Urwis już jest z nami rok. Powodzenia, może mnie zachęcisz do następnej ciąży. Pozdrawiam Ania

  • iza
    Mar 10, 2016., 08:40 • Reply

    Kto Cię pozbawił tej beztroski. Zabrzmiało tak jakby to była czyjąś wina. Tak było? Mamy wcześniaków boją się o powtórkę historii. Ja mam dziecko z niepełnosprawnością. Mamy takich dzieci boją się powtórki swoich historii. Znam osoby, które pracując z dziećmi chorymi i niepełnosprawnymi,boją się rodzicielstwa bardzo. A może nie tyle rodzicielstwa co chorego dziecka. Strach to nasz nieodłączny towarzysz.

  • mamidami.com
    Mar 17, 2016., 16:52 • Reply

    Moja córka też urodziła się za wcześnie, choć nie tak wcześnie jak Twój Prezes, bo w 33 t.c. Mieliśmy bardzo dużo szczęścia, bo walczyliśmy "tylko" z niedokrwistością i całkowitym brakiem odporności, a co za tym idzie przez jakiś czas po prostu mieszkałam z Młodą w szpitalu, bo co chwila czepiało się jej jakieś cholerstwo.. ale to pikuś przy Waszej historii. Nie o tym chciałam. W każdym razie, pamiętam dokładnie te same obawy, strachy wstrętne kiedy z jednej strony pojawiło się to upierdliwe poniekąd marzenie o drugim dziecku, o bobasie w domu (uśmiechnięte od ucha do ucha Amerykanki określają ten obłęd jako IWAN czyli "I want a newborn" - dokładnie to wtedy czułam), a z drugiej paraliżujący strach, że być może czeka nas powtórka z rozrywki, a tym razem możemy nie mieć już tyle szczęścia. Pamiętam dokładnie to szukanie najlepszego na świecie lekarza i sprawdzanie stanu mojego uzębienia (jak u konia przed gonitwą, a raczej kobyły).. a potem kiedy kolejne dwie kreski w naszym życiu się pojawiły dopadła mnie już paranoja totalna.. łącznie z tym, że powtarzałam wszystkie badania, nie wierząc nikomu za grosz.. w 30 t.c. trafiłam na patologię i komu jak komu ale Tobie nie muszę chyba mówić co wtedy działo się w mojej głowie, ale... ponieważ właśnie bogatsza w doświadczenia z pierwszej ciąży nie byłam już kompletnie zielona i wszystko miałam pod kontrolą udało się zareagować w odpowiednim momencie. Wprawdzie leżałam i leżałam i leżałam, ale w końcu doleżałam. On za to teraz nie leży, nawet nie usiądzie na 5 minut, taki latawiec się wyhodował. Ściskam kciuki.

  • Zwariuję, misiu. – MATKA PREZESA.pl
    Kwi 11, 2016., 15:00 • Reply

    […] opublikowaniu części pierwszej o TU – o planowaniu ciąży po wcześniaku, a zaraz potem przyznaniu się, że może kiedyś tam […]

  • Kasia K.
    Lis 18, 2016., 11:37 • Reply

    Ależ się szeroko uśmiechnęłam na sam koniec! Trafiłam do Ciebie przypadkiem, zaczęłam chyba od posta o ośmiorniczce. Bo jakoś trzeba sobie umilić ten czas, który pewien młody mężczyzna wykorzystuje na sen na maminej klacie. Więc tak sobie fruwam po różnych postach u Ciebie i pewno zostanę tu na dłużej :) cześć!

LEAVE A REPLY

loading
×