Prymitywna dzicz.

Drogi synu …

Właśnie rozpocząłeś edukację szkolną. Koniec beztroskiego dzieciństwa. Jesteś niczym młody Spartanin zabrany od matki, pod skrzydła kogoś innego. Koniec z zabawą. Wprawdzie powinnam Cię przed tym uchronić, wcisnąć Ci w rękę transparent z napisem:  “Ratuj Maluchy”, ale z Ciebie ani maluch ani ratować Cię nie zamierzam.  A nie zamierzam, bo skoro rok wcześniej poszedłeś do szkoły, to rok wcześniej pójdziesz do pracy, a to oznacza, że rok mniej będę musiała Cię utrzymywać. Nikt nie powiedział, że życie jest piękne …

Drogi synu …

To straszne jak długo będziesz siedział w szkole. To prawda, że do tej pory wstawałeś do przedszkola na 5:30, nawet w wakacje (których nie miałeś), ale teraz masz do czynienia ze szkołą, a szkoła to wielka paszcza lwa, który zamierza Cię pożreć, przemielić, a następnie wysrać w postaci kwadratowego, niemyślącego klocka. Lekcje rozpoczynasz codziennie o 8:15. Na szczęście masz wolną sobotę i niedzielę, ale wiem doskonale ( Ty jeszcze nie!), że będziemy siedzieć cały weekend przy książkach. Przecież nie dasz rady rozróżnić literek, przeczytać prostych słów, zadania matematyczne do 10 opanujesz dopiero za 10 lat. Może nawet i wtedy nie opanujesz. Za dużo w tej szkole wymagają, wiec poświęcimy weekendy. Ale wracając do Twojego nieszczęsnego planu … 8:15 zaczynasz zajecia. Kończysz o 13:20 w poniedziałek,we wtorek o 12:40, w środę o 10:50 (bo okrutna matka nie zapisała Cię na religię), w czwartek 10:50 (znowu ten cholerny brak religii, dłużej posiedzisz w świetlicy, dłużej się wynudzisz!) a w piątek do 12:40. Zły ojciec zapisał Cię jeszcze na dodatkowy angielski i zajęcia plastyczne. Chciałeś też chodzić na piłkę nożną.  A skoro rok prędzej pójdziesz do pracy niż zakładałam to będzie nas stać na tę piłkę nożną.

Drogi synu …

To straszne,że w przedszkolu ćwiczyłeś szlaczki, rysowałeś, wyklejałeś, wycinałeś i uczyłeś się podstawowych literek i cyferek. Jeszcze straszniejsze jest to, że od 2r.ż rozwiazywałam z Tobą łamigłówki adekwatnie do wieku. Liczyliśmy razem najpierw schody, potem cokolwiek co można było policzyć. A nawet obliczyć. Nauczyłeś się literek dzięki magnesom na lodówce, bo kiedy gotowałam nie miałam czasu się Tobą zająć, więc układałeś, przekładałeś i co jakiś czas pytałeś “cio to za literka?“. Nawet nie wiedziałam, że się ich nauczyłeś i dopiero jak przeliterowałeś w wieku trzech lat słowo IKEA, zdaliśmy sobie z Twoim ojcem sprawę, że znasz literki. To było niesamowite odkrycie. Już wiem jak się czuł Kolumb kiedy odkrył Amerykę. Edison żarówkę …

 

Drogi synu ….

Świetlica jest nudna. Nie dzieje się tam nic ciekawego. Wprawdzie gdybam, ale nie przejmuj się. Mną po prostu zajmowała się babcia, poza tym wracałam sama ze szkoły, a Ty żyjesz w czasach w których babcie pracują, a wracać ze szkoły będziesz mógł sam jak skończysz 18 lat (ale wtedy to i szkołę skończysz, no chyba, że pójdziesz na studia, ale to mało prawdopodobne, bo Twoi rodzice studia olali, więc nie masz z kogo brać przykładu… Chyba,że na studia pójdziemy całą trójką razem). Twój tornister kosztował krocie, ale to dla lansu, nie myśl sobie, że dla Twojego kręgosłupa. Waży tonę, ale przyzwyczaj się. Nie każdy zostaje dyrektorem i prezesem. Chociaż nie … Chwila. Prezesem to Ty już jesteś, odkąd Twoja świrnieta matka założyła bloga.

***

Drogi Janie.

Dzisiaj Twój pierwszy dzień w szkole. Miałam w oczach łzy, kiedy powiedziałeś, że było spoko. Udowodniłeś mi po raz kolejny, że nie ma rzeczy, których nie przeskoczysz. Jestem z Ciebie taka dumna … Ty sobie poradzisz. Wierzę w to.

 

 

COMMENTS (1)

  • Andżelika
    Cze 13, 2016., 16:04 • Reply

    Teraz kiedy koniec roku szkolnego zbliża się wielkimi krokami mogę skomentować. ;-) Swojej córki nie puściłam wcześniej do szkoły akurat miałam wybór poszła jako 7 latka ;-)Długo się zastanawialiśmy i nie była to łatwa decyzja ;-) Aktualnie nie żałujemy.Córka pod względem intelektualnym bardzo dobrze sobie radziła/radzi jednak jej rozwój emocjonalny dawał wiele do życzenia zawsze należała do dzieci bardzo bardzo wrażliwych. Kiedy widzę jaki skok rozwojowy przeszła przez ten rok to utwierdza mnie w przekonaniu, że dobrze zrobiliśmy. Najbardziej cieszy mnie, że nasi znajomi nie mówili nam co lepiej zrobić. Jedni dali wcześniej jedni później. Nikt nikogo nie oceniał nie próbował przekonać, że jest jedna słuszna decyzja. Każdy rodzic zna swoje dziecko i chce dla niego najlepiej i to rodzice podejmują decyzje a inni niech to poprostu uszanuja ;-)

LEAVE A REPLY

loading
×