Szara rzeczywistość.

,,Wystarczy chcieć i nie siedzieć na czterech literach i użalać się tylko nad swoim życiem!”. Taką oto radę serwuje nam studentka psychopedagogiki opiekuńczo-terapeutycznej. Całość możecie przeczytać o TU.

Nie siedziałam na czterech literach. Ciągle coś robiłam. Pomagałam ludziom, brałam na siebie ich problemy, a miałam jeszcze swoje. W końcu beczka się wypełniła i zaczęła się wylewać, a konsekwencje tego zbieram po dziś dzień.

Siedziałam w gabinecie. Moje ręce zaczęły się pocić, mój portfel miał być dużo lżejszy, a ja … miałam się czuć bezpiecznie, bo głowa moja jakby nie moja. Diagnozę postawiono szybko. Moją paplaninę szybko podsumowano i nazwano ,,nieprzepracowanymi emocjami”. Padło pierwsze pytanie: ,,Była Pani pod opieką psychologiczną po porodzie dziecka?” ,,Nie miałam czasu” – odpowiedziałam zgodnie z prawdą i tak od nitki do kłębka. Aż w końcu wyszłam z gabinetu nieco oszołomiona, z receptą na leki antydepresyjne. Przez moment stałam jeszcze przed gabinetem z myślami, które bębniły wewnątrz mnie: ,,Że co?! Ja?!”.

Niczym się nie wyróżniają z tłumu. Śmieją się, aktywnie działają. Są prawdopodobnie na wyciągnięcie Twoich rąk. Tylko widzą świat w nieco innych barwach i próbują dostosować siebie do rzeczywistości, w której na moment przestali się odnajdywać. Nie mają na czole napisane: ,,Mam dość! ” ani nie będą przy Tobie płakać. Mogą być duszą towarzystwa. Prawdopodobnie nigdy nie zorientowałbyś się, że to właśnie oni są … chorzy. Tak. To jest choroba.

Na moment zapomniałam o diagnozie. O tabletkach zresztą też. Moje życie nabrało takiego tempa, że ani przez moment nie miałam czasu zaprzątać sobie tym głowy. Tylko czasem, w domowym zaciszu próbowałam z powrotem opanować mój umysł i kontrolować głowę, którą znowu przejął ktoś inny. Zrobiłam badania na tarczycę, morfologię. Zresztą takie zalecenia dała lekarka, ale badania wyszły w normie i nadal nie wiadomo było gdzie tkwi przyczyna.

Depresję bardzo często mylimy z chwilowym nastrojem. Jest mi dzisiaj źle, mam PMS, więc mogę spokojnie napisać, że mam depresję, przez co obraz prawdziwej depresji zostaje mocno zachwiany. Podobnie myślę o nadużywaniu słowa ,,migrena” w odniesieniu do bólu głowy. Smutne statusy o rzekomej migrenie z reguły mam ochotę skomentować głośnym: ,,Ciebie łeb napierdala tylko! ” przypominając sobie jak wyglądają prawdziwe ataki migreny, kiedy człowiek traci ostrość widzenia, wymiotuje, nie może się wysłowić i ma ochotę wyciąć sobie kawałek czaszki ostrym nożem. Na pewno nie jest w stanie wtedy pisać statusu na fejsie.

Wiecie jak to się kończy, kiedy nie zostaje udzielona pomoc, lub pomocą nazywamy terpię w formie ,,Rusz dupę przestań się nad sobą użalać!“?

Osoby z depresją popełniają samobójstwo, lub popadają w paranoje. Boją się wychodzić między ludzi, zaczynają tracić kontakt z rzeczywistością. Błądzą we własnym umyśle pojawiają się ataki paniki, wreszcie nerwica lękowa.

Wyobraź sobie, że oglądasz film. Jesteś sama w domu. Po całym tygodniu w pracy, wreszcie możesz odpocząć. Oglądasz, błogi spokój i nagle nie możesz złapać powietrza. Serce zaczyna uderzać milion razy na minutę, a przynajmniej wydaje Ci się, że zaraz je wyplujesz. Kiedy nadal leżysz czujesz jakbyś spadała w dół. Wstajesz, chcesz iść do łazienki, ale nogi mają co najmniej dwie tony i masz wrażenie, że zaraz się przewrócisz. W głowie Ci szumi, chwytasz się najbliższego mebla i próbujesz złapać oddech. Gdzieś tam sięgasz po telefon, żeby zadzwonić, ale dłonie masz tak mokre, że robisz tylko smugi na ekranie. Wreszcie telefon upada na podłogę, bo ręce za mocno się trzęsą. Boisz się, że to jakiś zawał, wylew, lub cokolwiek innego, co zagraża Twojemu życiu. Potęguje się w Tobie strach.

A. miała wszystko, przynajmniej tak się wydawało wszystkim dookoła. Firmę, cudownego męża i dwójkę wspaniałych pociech. Właśnie kończyła budowę domu. Jej stan był lekceważony przez wszystkich dookoła, również przez męża, który kwitował wszystko słowami: ,,E tam. Nie przesadzaj!” . W końcu znalazł ją w ich sypialni. A. przedawkowała tabletki. Nikt już nigdy nie zignorował jej stanu. Zaczęła się leczyć.

B. miała trudny poród. Wcześniej straciła dwójkę dzieci. Jej stan po porodzie znacznie się pogorszył. Zaczęła widzieć rzeczy, których nie było i nie chciała zajmować się córką. W końcu powiedziała przerażonemu mężowi, że myśli o uduszeniu jej poduszką i boi się, że kiedyś to zrobi. Wyszła na prostą po roku, nie pamięta wielu rzeczy z tamtego okresu.

Z. wstawał codziennie rano o 5. Również w sobotę i niedzielę. Nie miał żony, ani dzieci, wszystkie jego związki rozpadały się po miesiącu. Szukał własnej ścieżki w życiu. Przyjaciele w pewnym momencie przestali go zapraszać na wspólne posiadówki, bo był impulsywny i agresywny. Za późno podano mu pomocną dłoń. Wyskoczył z 10 piętra wieżowca w którym mieszkał. Zostawił na stole kartkę: ,,Tak będzie lepiej”.

Pierwsze objawy depresji, zauważysz od razu, ale nie zawsze dobrze je zrozumiesz, prawdopodobnie zwalisz winę na porę roku, problemy w pracy, chorobę dziecka/męża/kogoś bliskiego itp.

  • spadek libido – rzadsze kontakty seksualne, które wywołują uczucie niepokoju;
  • brak siły i energii, kompensowany przez gorączkową nadaktywność – osoba próbuje wykonać wszystkie czynności, nie doprowadzając żadnej do końca;
  • zaburzenia charakteru – impulsywność, drażliwość, które wywołują poczucie winy; wybuchy złości nieadekwatne do sytuacji;
  • zaburzenia sensoryczne – nietolerancja dla poziomu dźwięku, który wcześniej był odpowiedni; mniejsze odczuwanie smaku, które jest błędnie rozumiane jako brak apetytu;
  • zmiana zachowania – zmiana jest zauważana przez otoczenie, co dodatkowo zwiększa niepokój;
  • somatyzacja – cierpienie niedostatecznie wyrażone werbalnie objawia się przez dolegliwości fizyczne: bóle głowy, problemy trawienne, zmęczenie itd.
  • bezsenność

[ źródło ]

U mnie dodatkowo był problem z wysławianiem się. Prawdopodobnie przeciętny czytelnik tego nie zauważył, bo generalnie teksty pojawiały się systematycznie, ale każdy tekst pisałam bardzo długo, bo miałam trudności ze sklepaniem zdań, a mój (bogaty) zasób słów skurczył się do zasobów słów mojego 5latka. Czułam się tak jakby ktoś mnie bardzo mocno blokował i żadne siły tego świata nie mogły tej blokady obejść. Zdarzały się dni, kiedy pytałam PT o słowo, którego nie mogłam sobie przypomnieć, wytłumaczenie o jakie słowo mi chodzi było równie trudne. Patrzył na mnie jak na kosmitkę, kiedy mówił słowo, którego używamy na co dzień, a którego ja zapomniałam. Ot tak. Po prostu.

 

Teraz parę słów o depresji poporodowej …

Część osób zapewne tego nie zrozumie i pojawią się głosy protestu, a ja zostanę uznana za osobę niezrównoważoną psychicznie w stopniu znacznym, bo bronię dzieciobójczyń.

Czy wiecie jaki jest finał, kiedy kobieta boryka się z depresją poporodową, której nie leczy? Otóż robi coś albo sobie, albo dziecku.

Ilekroć słyszę o kobietach, które w bardzo krótkim czasie od porodu zrobiły coś swoim dzieciom, pierwsze co przychodzi mi do głowy, to nie ocena, że są pierdolonymi sukami, tylko pytanie: ,,Czy miały depresję poporodową?”. 

U nas w mieście był przypadek kobiety, która wyskoczyła ze szpitalnego okna, krótko po porodzie. A biorąc pod uwagę fakt, że kobiety po porodach nie otrzymują żadnego wsparcia psychologicznego, taki stan trudno jest jednoznacznie zdiagnozować i bardzo często mylony jest z baby blues, który sama przechodziłam i który po prostu mija. Wszystko co robiłam przy Jachu robiłam jak automatu. Wiedziałam, że musi mieć suchą pieluchę, musi jeść, spać i trzeba go nosić i przytulać, ale w tym co robiłam nie było ani krzty miłości, czułam się tak jakby ktoś mi podrzucił obce dziecko, którym wbrew sobie miałam się zajmować. Minęło po dwóch tygodniach.

Nastawia się kobiety już w ciąży, że zaraz po porodzie zaleje je fala miłości, że wszystko będzie jak w kolorowych czasopismach. Aż tu nagle ostre zderzenie z rzeczywistością nie pozwala normalnie żyć. Miałam okazję poznać kobietę, która przez pierwszy rok życia swojego dziecka zastanawiała się dlaczego tak bardzo nienawidzi córki i dopiero po roku, mąż zaprowadził ją do psychiatry, która pomogła jej na nowo żyć, ale tego pierwszego roku z życia dziecka już nie odzyskała. Krzyczała na niemowlę, miała ochotę rzucić nim o ścianę i ciągle w jej głowie pojawiała się myśl, że któregoś dnia po prostu to zrobi. Porównywała się do Katarzyny W. i mówiła: ,,W czym ja w sumie jestem kurwa od niej lepsza co? Przecież mogłabym zaprezentować mojej rodzinie ten sam scenariusz, tylko z innym zakończeniem, bo sama bym sobie coś zrobiła. To tylko pierdolone szczęście, że wszystko jest okej”. 

My, kobiety jesteśmy zaprogramowane na jeden słuszny i jedyny tryb. Jako matki musimy kochać, poświęcać się, znowu kochać i znowu poświęcać się. Nikt nam nie mówi o tym, że możemy się źle czuć w nowej roli, że możemy nie kochać, że możemy nie odczuwać szczęścia. Co paradoksalne mogłoby się zdawać, że taki stan rzeczy dotyka tylko kobiety, których ciąża była nieplanowana. Nic bardziej mylnego.

Ile z Was po przeczytaniu tego pomyślało: ,,No ale jak to?!“, patrząc na swoje (być może śpiące) dzieci, przypominając sobie pierwsze chwile z dzieckiem i miłość, która pojawiła się już w pierwszych sekundach od zobaczenia idealnego, brudne noworodka? A ile z Was ocenia od razu kobiety, które w pierwszych miesiącach życia swojego dziecka popełniły błąd, który odbił się echem po wszystkich stacjach telewizyjnych? Czy tam ktoś mówił o depresji poporodowej? Czy raczej wszyscy od razu daję łatkę, która sprawia, że problem zamiatany jest pod dywan i nie jest w stanie ujrzeć światła dziennego? Czy ktoś kiedyś zastanowił się ile tych tragedii dałoby się ominąć, gdyby kobiety miały wsparcie po porodzie? Ile dzieci mogłoby dorastać w kochających rodzinach, gdyby po porodzie ktoś był obok, kto nakierowałby nowo narodzoną matkę?

Zapytałam moją znajomą, Martynę jak to jest w Szwecji …

Jest spotkanie z mama po porodzie jakos 1.5 miesiaca po. Jest ankieta ktora sie wypelnia, jest rozmowa z psychologiem etc, żeby wylapac panie z depresja wlasnie.

A u nas co jest? Google! A w google same kwiatki pisane przez pseudo ekspertów. Wszyscy dzisiaj są lekarzami, pielęgniarkami, prawnikami i terapeutami. Bez studiów, albo w trakcie studiów bez przeszkód stawiamy diagnozy, które w większości są tak trafne jak Twoja szóstka w totolotku. Najgorzej jest wtedy, kiedy w ten sposób leczymy dzieci, ale i dorośli bardziej ufają Pani Geni w Internecie, niż lekarzowi rodzinnemu.

Siedziałam przy laptopie. On w pracy, dziecię w przedszkolu. Na mojej tablicy wyświetlił się filmik o klinice w której rodziłam. Oglądałam. Dzieci w inkubatorze? Nie wywoływały już takich emocji, nauczyłam się je kontrolować. Ale pod koniec filmu przez dosłownie dwie sekundy pokazany był pokój. Poznałabym go wszędzie, bo czasami mi się śni. Ten sam pokój i to samo łóżko w którym leżałam po porodzie. Ten sam widok za oknem. To samo miejsce w którym zatykałam uszy poduszką by nie słyszeć płaczu niemowląt.

Znajoma z którą akurat pisałam kazała mi odejmować.

wiesz nie takie odejmowanie 10 9 8 itd. tylko własnie coś co powoduje że musisz myslec

Dodała coś jeszcze, czego się uczę:

Zbuduj  swoją bezpieczna mysl  to sie nazywa technika wizualizacji  Jakieś wspomnienie gdzie czułaś sie szczesliwa i bezpieczna. To nie musi byc coś “ambitnego” aktualnego,może być z dzieciństwa.

Zbierałam myśli, znalazłam bezpieczną myśl. Zaczynałam z powrotem normalnie oddychać.

 

Dlaczego to piszę? Nie wiem. Ale wiem, że sama sobie nie poradzisz. Potrzebujesz pomocy. Choćbyś była ze stali. I osoby z tą chorobę potrzebują Ciebie. Nigdy nie zostawiaj ich samych.

 

 

COMMENTS (17)

  • Niki
    Mar 15, 2015., 15:03 • Reply

    Tego nie zrozumie nikt, kto tego nie przeżył. Ile "musisz się sama wziąć w garść" słyszałam to nie zliczę. A prawda jest taka, że się nie da. Nie da się ogarnąć, kiedy nie masz siły wstać z łóżka, nie potrafisz wyjść z domu, kiedy łapią Cię ataki paniki i nie możesz oddychać, a serce chce wyskoczyć z piersi.

  • Ewelina
    Mar 15, 2015., 15:14 • Reply

    Bardzo mądrze to napisałaś. Jak zawsze z resztą ;) Wiesz, że jak się dowiedziałam, że malutka Madzia nie żyje to nie miałam żalu do matki. Od razu pomyślałam, że mógł być to nieszczęśliwy wypadek, że nawet jakby miała chwilę słabości nerwicowej (że tak powiem) i szarpnęła by dzieckiem, a w tym czasie by ono wypadło, czy coś to po prostu wyrok do końca życia. Późnij nawet próbowałam zrozumieć to, że wymyśliła wszystko od deski do deski. Jednak to co pokazywała już później i to zdjęcie uśmiechnięte nad grobem malutkiej... eh... Ja nie oceniam, bo sama nie raz krzyknę, dam po dupie, czy powiem coś, czego sama nie chciałabym nigdy usłyszeć. To wszystko bierze się z braku wsparcia, ma swoje podłoże. Kocham na zabój, ale czasami nie mam siły, mimo iż to już leci 3 rok.

  • AnonimowaOna
    Mar 15, 2015., 15:15 • Reply

    Dziękuję za ten tekst. Te ataki paniki to moja dzisiejsza rzeczywistość. I dziękuję, że ktoś napisał w końcu, że dziecka nie trzeba kochać od pierwszej sekundy. Mi to zajęło 2.5 miesiąca. Jestem umówiona do psychologa. Mam nadzieje, ze mi pomoże, bo nie ma siły.

  • .
    Mar 15, 2015., 15:28 • Reply

    A ja, no cóż, mam nerwicę natręctw. Pewnego dnia po prostu zaczęłam wyobrażać sobie, że wbijam mojemu dziecku nóż w brzuch. Albo że duszę je poduszką. Albo Bóg wie co jeszcze. Później, że skaczę z okna. I jeszcze gorsze, o których nie napiszę, bo mi "przez gardło" nie przejdą. Błyskawicznie poprosiłam o pomoc. Myślałam, że to depresja, ale okazało się, że nerwica natręctw, takie skurwysyństwo, które sprawia, że człowiek np. myśli o rzeczach, które normalnie NIGDY nie przyszłyby mu do głowy, które uważa za nienormalne, złe i przerażające. A one pojawiają się mimo to, jak bumerang, po czym trzymają kilka godzin dziennie. Były momenty, kiedy bałam się podchodzić do okna, bo myślałam, że wyskoczę. Bałam się robić kanapkę, żeby nie zrobić nożem krzywdy dziecku. Próbowałam wbić sobie do głowy, że to przecież NIE MOJE MYŚLI, że nie chcę się zabijać, że kocham moje dziecko najmocniej na świecie, ale te obrazy w głowie były niezwykle i przerażająco realistyczne. Poszłam do psychiatry, dostałam leki, biorę je już kilka miesięcy. W porównaniu do tego co było, jest cudownie. Natręctwa praktycznie zniknęły. To, jaki koszmar przeszłam, wiem tylko ja. Nikomu nie życzę, nikomu.

    • Noemi Skotarczak
      Mar 15, 2015., 17:12 • Reply

      Wryło mnie w fotel ...

    • debra
      Mar 15, 2015., 22:06 • Reply

      Boże. .. czyli nie tylko ja mam takie pojebane myśli? ????? Myślałam, że jestem psychopatka... po pierwszej ciąży byla masakra... wolę nawet tego nie pisać. .. po drugiej zanim zaczęło się rozkręcać zaczęłam brać leki. Biorę prawie rok . Juz mniejszą dawkę. Ale takie myśli mam nadal.... już się ich nie boję bo wiem, że to tylko myśli. Ale czasem mnie przerażają. Codziennie. .

  • sylwia
    Mar 15, 2015., 17:52 • Reply

    Cierpie kazdego dnia . choruje na nerwice lekowa boje sie prawie wszystkiego . Czasem da sie o tym zapomniec a czasem przy wiekszym stresie nie jem a wymiotuje dusze sie . Raz myslam ze to koniec ze umieram . leki bralam nie widzialam poprawy swiadomie je odstawilam powod nadmierna senosc przy 1,5 rocznej corce zasypialam . To wszystko co teraz przechodze to wina tylko i wylacznie matki przykre . Strasznie mnie skrzywdzila . Tylko przez nia 3 razy probowalam odebrac sobie zycie

  • M
    Mar 15, 2015., 18:23 • Reply

    Nawet nie wiesz jak dobrze Ciebie rozumiem! Nie dawno napisalam to: http://kobietamatkazona.blogspot.se/2015/02/depresja-nie-taka-straszna-jak-ja-maluja.html Pozdrawiam

  • Wcześniak i co dalej
    Mar 15, 2015., 20:29 • Reply

    Ja znam dwie osoby chore na depresję. Jedna z nich jest mi bardzo bliska. Chyba ze 2 lata namawialiśmy go do pójścia do psychiatry. Teraz bierze leki i jest szczęśliwum człowiekiem. Ja na szczęście mimo przedwczesnego porodu nie zachorowałam. Oczywiście miałam doła. Ale to przez poczucie winy za to co się stało. I widzę że mam ogromne szczęście do lekarzy których spotykam. Wielu z nich prowadziło ze mną rozmowy żeby wybadać czy nie mam depresji. Naprawdę mój ginekolog, pediatra, neurolog i lekarz fizjoterapeuta przyglądają mi się uważnie. Jak tylko idę do jakiegoś specjalisty a mam gorszy humor to już wiem jak rozmowa będzie wyglądać.

  • Magda
    Mar 16, 2015., 10:06 • Reply

    Chciałam napisać coś odnośnie opieki nad kobietą w okresie po porodowym i pierwszym roku życia dziecka. Mieszkam w UK i tutaj urodziłam moją dwójkę dzieci. po okresie 28 dni od porodu, kiedy odwiedza matkę położna, przychodzi tzw. health visitor - można tę funkcję porównać do pielęgniarki środowiskowej i opiekuna społecznego w jednym. Poza pomocą przy dziecku, pyta zawsze jak się czujesz- samopoczucie kobiety jest dla nich równie ważne. Pytają o nastrój, samopoczucie, a nawet o pomoc partnera i jego role, i zachowanie względem partnerki i dziecka. Gdy zadaje te pytania, nie robi tego w obecności innych osób, ale w intymnej rozmowie. Te spotkania powtarzają się kilkukrotnie w ciągu pierwszego roku od porodu. Gdy dzieje się coś niepokojącego, sprawy są kierowane dalej. Nie mówię, że jest lepiej niż w Polsce, ale tutaj pytają przynajmniej jak się czujesz, jakie emocje wywołuje u ciebie obecność i opieka nad dzieckiem, kobieta jest równie ważna. Podkreślają, że trzeba dbać o higienę życia i nie można bać się mówić, gdy dzieje się coś niepokojącego.

  • Home on the Hill
    Mar 16, 2015., 13:21 • Reply

    Przeczytałam ten tekst jednym tchem... Nie wiem jak to jest, nie umiem sobie tego wyobrazić. Sądzę, że tak naprawdę nie zrozumie tego nikt kto tego nie przeżył. Muszę się jednak przyznać, że uświadomiłaś mi kilka ważnych rzeczy bo nigdy nawet przez moment, kiedy słyszałam o tych strasznych tragediach jak na przykład ta z Katarzyną W. nie pomyślałam w kategoriach depresji poporodowej. Myślę, że warto o tym pisać, uczulać, sprawiać byśmy uważniej patrzyli wokół na bliskie osoby. Być może ktoś właśnie zmaga się z depresją i to my możemy pomóc mu zrobić pierwszy krok w stronę w ratunku siebie samego. Dziękuję. Pozdrawiam Cię ciepło i na pewno będę zaglądać.

  • Iza
    Mar 16, 2015., 13:54 • Reply

    Daj mi człowieka , a znadję dla niego chorobę psychiczną .. tak naprawdę , każdy ma jakiś problem na podłoży psychicznym , ja np. mam nerwice lękową , osobowośc socjopatyczną ... nieuzasadnione lęki , wyobrażenia o potworach wychodzących z szafy , strach przed własną kuchnią , bo jako jedyna w całym bloku mam żarówkę dającą białe światło i tak dlatego się jej bałam , bo była inna , dziwna i tam napewno coś się wydarzy , jeśli do niej wejdę , zanim zapalę światło widzę dwa trupy na krześle i jestem tak pewna , że one tam siedzą , że nie wejdę do tej kuchni .. to tylko 1 milionowa mojej wyobraźni , zanim dostałam tabletki psychotropowe , przeciwlękowe nie wychodziłam z sypialni gdy tylko robiło się ciemno .. Siedziałam od 18 zamknięta na klucz z synem , zapasem pieleuch i mleka , nie wyszłam nawet siusiu do 23 dopóki nie wrócił mąż . Inne przykłady , siedzę z dobrą kolezanką przy kawie , rozmawiamy na miliony tematów i nagle przychodzi mi ochota oblać ją tą gorącą kawą od tak po prostu , wyobrażam sobie jej rekacje .. Wyobrażam sobie , że ktoś nas atakuje , włamuje się do domu , brutalnie morduje mojego męża i syna i ja uciekam ... miliony dziwnych wizji , scenariuszy w głowię . Na codzień jestem mamą , żoną , córką , przyjaciółką , zawsze pomocną dla innych , sumienną , pracowitą z uśmiechem i radą dla każdego i nikt nie powiedziałby , że mogę mieć takie problemy w swojej głowie , a ja to nie wyjątek , codziennie czy to w autobusie , pracy , sklepie spotykamy tysiące ludzi którzy właśnie takie problemy mają ze sobą , a nam nawet nie przyszło by to do głowy . Czasem dzielę się swoją wyobraźnią z męzem , wtedy on mi opowiada o sobie , że wyobraża sobie że nasz syn spada z 10 piętra i on nie może go złapać i patrzy jak leci i nagle nieświadomie zaczyna płakać , myśląc o tym .. Tak jak napisałam na początku daj mi człowieka , a znajdę dla niego chorobę

  • reniq
    Mar 16, 2015., 15:29 • Reply

    mój bejbi blus lub też depresja poporodowa, niewiem w sumie co to było, trwał 2 miesiące, dziecko było tylko obowiązkiem, a w pierwszych dniach po porodzie gdy szłam sama , jeszcze z bólem na kontrolę do lekarza, miałam myśli ,że naprawdę zaraz wyrzucę przy drodze swoje dokumenty i zamiast skręcic do ginekologa pójdę prosto na pociąg i mnie już nie znajdą... 3 miesiąć był okresem dochodzenia do siebie, a potem dopiero gdzieś miłość zaczęła kiełkować ..., ale oczywiście na pozór dla innych wszystko było ok :(

  • matka_patka
    Mar 17, 2015., 16:29 • Reply

    Dojrzewam do wizyty u psychologa. Jest mi źle, ciężko, a coraz częściej myślę, że lepiej by było gdybym nie żyła. Próbowałam o tym rozmawiać z partnerem i co usłyszałam? Że nie mam powodu, żeby mieć depresję.

  • olga
    Mar 20, 2015., 07:27 • Reply

    mój mąż, jak mnie poznał, to myślał, że jestem taka wesoła mała kulka... jak mnie poznał to nie mógł uwierzyć w to, jak bardzo można dokładnie ukrywać swój ból i strach i jak dokładnie wypracowałam sobie maskę, którą nosiłam przez cały czas, żeby tylko nikt nie próbował pytać "czy wszystko dobrze?". zdjęłam ją przed nim i tylko przed nim...

  • mija
    Mar 30, 2015., 06:44 • Reply

    Z perspektywy czasu myślę sobie,że u mnie choroba rozwijała się od dziecka...Gdy sobie siebie przypominam,jaka byłam samotna w tamtym okresie i co mi w głowie grało,przeraża mnie to ,że mogłoby się to dziać w głowach moich dzieci.. Ojciec był alkoholikiem w domu wiecznie były awantury i nieszczęśliwa mama. Nie pamiętam uczuć do dziesiątego roku życia.Potem,po wyprowadzce często czułam się niechciana,tak bardzo sama,nieszczęśliwa...Na zewnątrz tryskałam humorem,intelektem... A w środku już jako kilkulatka wyobrażałam sobie własną śmierć,samobójstwo.. Potem był wypadek samochodowy,a przed nim dwie kraksy...zaczęłam mieć problemy z żołądkiem,jelitami..bóle takie,że mdlałam..wymioty..napady lęków,paniki,duszności.Czasem ni z tego ni owego nagle zaczynałam się dusić...tak łapczwie łapałam powietrze,że drętwiały mi usta,twarz,a w końcu całe ciało.Po ślubie każde wyjście z domu męża nasuwało mi myśli o jego śmierci,wyobrażałam sobie wypadki w których ginie i panika znów mnie ogarniała,bo przecież nie poradzę sobie z taką stratą,sama też się zabiję...Zabrało mnie raz pogotowie,było to ok.miesiąca po porodzie.Stałam rozmawiałam i nagle osunęłam się na ziemię odrętwiała zupełnie.Nie potrafiłam mówić,ruszyć kończynami..nic.To wszystko było w mojej głowie,bo fizycznie nic mi bie dolegało.Stwierdzili depresja poporodowa. Nikt mnie nigdzie nie skierował..Choróbsko się rozwijało,myśli kłebiły się w mojej głowie jak węże..miałam obsesje,zazdrościłam wszystkiego wszystkim.Mąż dokładał swoje 3 grosze..Ataki paniki pojawiały się ciągle.Długo po każdym do siebie dochodziłam.Na wszystko patrzyła córka. Miałam się za nic nie warta matkę,córkę,siostrę,wogóle sądziłam,że lepiej będzie jeśli uwolnię świat i bliskich od mojego towarzystwa...zdarzały mi się wszystkie rzeczy o których pisałyście: zaniki pamięci,trudności z wysławianiem się nawet jąkanie.Strach przed jakimkolwiek kontaktem ze światem,z ludzmi,przed wyjsciem po chleb...pustka w głowie,niemożność zajęcia się dziećmi...zdażyło się,że zbierały mnie z podłogi zapłakaną histerycznie. Najgorsze były stany odrętwienia psychicznego gdy nic mnie nie obchodziło..zaniki pamięci gdy ważne spotkania czy terminy u lekarza nie dochodziły do skuyku bo o nich zapomniałam.Zapomniałam odebrać dziecka ze szkoły,zapomniałam o wizytach u psycholog mimo,że były co tydzień, pani doktor dzwoniła przypomnieć ,a ja zapominałam.Wpadałam w panikę sądząc,że wysiada mi mózg...Do dziś się męczę,leczę okresowo próbujac pokonać jąsama,ale się nie da,bez lekarza,bez leków..Śmierć mojej mamy dokonała spustoszeń.Na rok wyłączyła mnie z życia.. Dziś znów nie poszłam do pracy,bo zbliżając się coraz bardziej do biura ogarnia mnie ogromny strach,przed rozmowami z ludźmi,przed wzrokiem współpracowników...wiem,że znów demony wychodzą a ja potrzebuję pomocy. Pisząc to leżę w łóżku a w środku mnie czai się strach.....

  • mija
    Mar 30, 2015., 08:18 • Reply

    To co napisałam to tylko znikoma część tego z czym musiałam,muszę się borykać ..ale myślę że najważniejsze to mówić o tym....może za którymś razem spotkamy się ze zrozumieniem...

LEAVE A REPLY

loading
×